-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Dziewczynki kochane, ja też wiem, domyślam się, że czujecie podobnie i właściwie odbieracie te moje wpisy. Czasem słowa są jakieś takie zbyt kanciaste, zupełnie niesposób oddać tego, co "w duszy gra"... Myszko kochana, wiem dobrze, że Pimpulkowi nikt krzywdy nie robi i już nie zrobi. Taka szkoła, jak piszesz, to naprawdę wspaniała sprawa i cieszę się, że Psinek będzie miał zajęcie. To prawda, one uwielbiają pracować, mieć jakieś zajęcie, a nie, tylko spacer, micha i spanie. Dokąd jest zdrowie i ochota, to każdy powinien mieć jakiś "kamyczek" do podrzucania (jak Lonia) a jeszcze lepiej, jakieś bardziej ambitne wyzwania. Tak tylko chciałam tym swoim wpisem dać upust uczuciom, które się pojawiają ilekroć myślę o TYM Piesiu. Ja kiedyś zostałam sama z rocznym dzieckiem, bo okazało się że jesteśmy dla męża "kulą u nogi". I poleciał w swiat rozwijać się i czerpać ile się da. Ten Cudowny Pies miał więcej mądrości, przyzwoitości i poczucia odpowiedzialności, jak chodzi o sunię, która mu zaufała. Niejeden tzw. człowiek, do pięt Mu nie dorasta. Bardzo więc cieszę się, że Piesio ma zajęcie! Pani Ania jest przekochana, bo widać, że Go pokochała i stara się by miał wspaniałe, nie nudne ale wesołe i ciekawe życie. A w ogóle to nie przejmujcie się moimi wpisami.:) Każdym wpisem chciałabym dać do zrozumienia (Wam, sobie i całemu światu), że bardzo kocham, podziwiam i szanuję tą Istotkę w futerku pieska. I widzę, że jakoś jednak przywykłam do imienia Pimpuś...jeszcze, z czasem się przestawię :) Myszko i Aguniu - ściskam Was serdecznie, pozdrawiam i dziękuję za to, że Jesteście!!! :)
-
On taki mądry... To my, ludzie jesteśmy czasem do bani. Czasem to ludziom należałoby nałożyć kaganiec, wysłac na szkolenie a nawet ...ech...może lepiej nie będę pisac. Ale przecie wiem, że to dla Jego dobra, tak tylko czasem piszę na przekór...choć też tyle mam żalu do ludzi...że zwierzęta wydają się ideałami, a ludzie nie...
-
Wcale nie tak nową Heaven/Lily ;) (nie widzę tego symbolu u siebie) również serdecznie pozdrawiam :)
-
Przepraszam, że nie zaglądnęłam do Was tyle czasu, przegapiłam widać ten Twój wpis Ciociu, myślałam więc, że tu cisza... Jak miewa się Aleś? Czy wpadki kupkowe jeszcze sie zdarzają? Upały już chyba nie wrócą, więc jest nadzieja, że psiaczki odżyją i będą sobie już spokojnie dreptać na spacerkach, aż do słot i mrozów. Serdeczności przesyłam i życzenia całej Rodzince. No i ten laptop...niech sie przestanie wygłupiać. Może też nie lubi upałow i teraz będzie lepiej...
-
To życzę, byś Ciociu trafiła na dobrego i mądrego weta. Gdybyś była we Wrocku, to namawiałabym Cię na wizytę u doktora Szczypki. Jest właśnie ortopedą i wetem, o jakim każdy kochający psy opiekun marzy. Fachowiec i do tego z sercem. Takiego specjalisty więc Ci życzę i żeby stwierdził, że operacja niepotrzebna... A Bobik to miał szczęście niebywałe, lepiej wpaść nie mógł. Sprawdza się znowu powiedzenie: "nie ma tego złego..." Bo gdyby nie ten przeklęty zwyczaj obłędnego strzelania na Sylwestra, to piesio nadal wiódłby prawdopodobnie marne życie. A tak, żyje jak królewicz, zadbany i kochany, czego, jak można sie domyślać, w poprzednim domu nie miał. Ten zadziwiający nasz dualistyczny świat...zło i dobro. Bez zła nie byłoby dobra...i raz to przygniata i dołuje, to znów raduje i uskrzydla...
-
Męczą Pieska????Zagonili do szkoły? Zgroza...;)
-
Trzymam mocno zatem kciuki za oba Maleńtaski. Podeszły wiek, nie musi oznaczać choroby, wierzę w to, zatem Bobikowi wielu szczęśliwych lat w zdrowiu życzę i tak być musi. Tak samo dla kocinkowo-kózkowo (bo skakała...) Małej. Pewnie ta operacja to konieczność...przykre to bardzo. Wyobrażam sobie, co przeszłaś Bogduniu z tymi Swoimi Maluchami... Oby było już lepiej, a potem tylko dobrze!!!
-
Przyznam bez bicia, że sama jeszcze wyników Loni nie analizowałam (tzn, nie porównywałam z poprzednimi). Miałam dziś trochę zwariowany dzień, a teraz jeszcze wyjdę z Lonią, choć już chętnie poszłabym spać...więc jutro to zrobię. I napiszę wtedy więcej, co i jak, bo teraz powtórzyłam tylko słowa weta. Też cieszę się Myszko bardzo, zwłaszcza, że ostatnio coś sobie ubzdurałam, że Lonia może mieć chore nerki i bałam się tego, co wyjdzie. A tu nereczki Lonia ma jak młódka...sama radość.
-
Odebrałam dziś wyniki Loni i doktor jest zachwycony, że takie dobre. Chyba spodziewał się zgoła innych...Parametry wątrobowe co prawda przekroczone, ale składa to na karb niedawnej choroby. Dostałam już leki na wspomaganie wątroby - jakieś śmieszne brązowe tabletki (za darmo) i mam przyjść po kolejne, bo jeszcze coś jej dołoży, ale pewnie już trzeba będzie zapłacić. Wynik jest na papierze, więc znowu będę czekała na okazję, gdy ktoś pomoże, zrobi zdjęcie i wklei na wątek, albo Anusia :) albo moja siostra (siostra tylko zrobi zdjęcie i wyśle mi mailem, bo na wątek wstawić nie umie). Ciocie, ja wciąż aktywuję ogłoszenia Loni, jednak telefon milczy, jak chyba nigdy dotąd. Czyżby na Pani Kasi i Pani Wilmie skończyło się Lonine szczęście...??? O ile to można nazwać szczęściem...:(
-
Taksa - chwila jamniczej radości :D - jak dobrze że jesteś :)
Figunia replied to anica's topic in Już w nowym domu
Taksuniu - całego życia tak szczęśliwego jak ten pierwszy roczek!!!! W zdrowiu i objęciach kochających Opiekunów. I takiego DOBRA dla wszystkich stworzeń - życia w lepszym świecie...bo pewnie też byś tego chciała... -
Po prostu - bez serc...;)
-
Wiem, że ona mi zaufała, jak może nikomu dotąd. Ja też ją bardzo pokochałam i chcę tylko jej dobra. Strasznie przykro mi wciąż powtarzać, że nie mogę mieć psa, to nie jest dobre rozwiązanie na dłuższą metę, ani dla mnie, ani dla niej. Jutro idziemy do weta pobrać krew do badań. Wkrótce okaże się, "co w Loni piszczy"
-
Ignacy - serduszkowy dziadeczek w DT za TM [*]
Figunia replied to sunia2000's topic in Już w nowym domu
One są niesamowite, fakt...ale Pani Kasia jeszcze bardziej. -
Bystrooki Czupurek...
-
Aniu, dziękuję serdecznie kochana! Jest dobrze, wszystko widać. Może dla wyjaśnienie: to są rachunki z dwóch Loninych zachorowań. Pierwsza, z maja br., kiedy byłam tylko u swego weta dr. Terendy (40zł) i druga z 03.-8.br z Ostrego Dyżuru przy Ślężnej - 209zł Na kartce z ostrego dyżuru, na dole jest wpis (długopisem) wpis dr Terendy o kontynuowaniu leczenia, bo musiałam iść do niego po południu, na drugą kroplówkę i zastrzyki. Szkoda, że na fotkach Taksia taka "nieostra"...byłoby co podziwiać... A Lonia, patrzy na mnie (w przerwach pomiędzy straszeniem Taksi) i "pyta": idziemy juz???no, kiedy???