-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
To wspaniale! Bo już miałam zrobić jej kaganiec na drutach... ;) Dziękuję więc pięknie za dobrą wiadomość. Zaświadczenie będę miała akurat ze sobą. To już nie będę w autobusie nerwowo spoglądać na drzwi, na przystankach... ;) Kocyk biorę i nawet specjalnie go nie uprałam. Kocyk od Cioci Anulki, cudowny i mięciutki, który wszędzie z Lonią wędruje, więc będzie miała coś swojego. Kamyczki, te ulubione - to priorytet!!!! :) (Już widzę Państwa miny...) Jedzonka chyba jednak nie zabiorę. Na pewno zje jeszcze u mnie obiad (akurat ma ostatnie skrzydełko z kurczaka). Państwo wypytali mnie o Lonine menu, trochę martwi mnie to, że oprócz gotowanego pieski dostają tam też puszki (dobre, ale jestem zdania, że puszkowe jedzenie nie może być dobre tak dla ludzi, jak i zwierząt, choćby nie wiem jakie cuda były wypisane na etykiecie, że o suchej karmie już nie wspomnę). No i w ogóle nie powinno się mieszać suchej karmy z gotowanym jedzeniem, pamiętam to jeszcze z wykładów dr Sumińskiej. Wiem, że na wstępie Lonia dostanie michę jedzw tej kwestii nie czuje się naenia (u mnie zje obiad...), więc brać jeszcze trzeci, to już nie ma sensu, to kłopoty w nocy murowane. No i biorę Prilium, oczywiście!
-
O tak! Płaszczyk i sweterek. Dziękuję za podpowiedź Bgruniu :) Ciocie drogie, mam jeszcze pytanie. Czy pies musi mieć kaganiec w tramwaju, czy autobusie? Czasem pamietam o tym i ubieram, a czasem nie. Wydaje mi się, że musi mieć założony a jak na złość nie mogę ich znaleźć (mam gdzieś kilka). Co prawda żaden nie pasuje na to maleńkie pysio, ale zawszeć już coś tam miałaby i może nikt by się nie czepił. Teraz nie wiem, co zrobic, bo nie uśmiecha mi się na koniec jakaś nieprzyjemność z mandatem - a jak trafię pechowo, to kontrolanci na pewno nie odpuszczą.
-
Nie chce mi się wprost wierzyć, że to się dzieje naprawdę. Że, być może jutro, Lonia już zmieni miejsce pobytu. Nie bardzo wiem, w co mam ją wyposażyć. Proszę więc o podpowiedzi!!! Oczywiście książeczka, wszystkie wyniki, dokumenty. Jej własny kocyk, oczywiście szelki, smycz, ale może cos jeszcze???? Zabawek tam jest cały dom. Państwo pytali, czym lubi się bawić. Pani przyniosła reklamówkę przeróżnych piłeczek (zwykłe, kolcami, świecące), pluszaków, szarpaków. Ona jednak zawsze wybiera kamyki do zabawy. Na moment złapie cos innego, ale zaraz puszcza i szuka kamyczka. Czy dać jej coś z moim zapachem? Czy lepiej, by jak najszybciej zapomniała? Kochana, dziękuję za wsparcie, tak teraz, jak i zawsze...:) i za tulaski...:)
-
Mówili, że od lat korzystają z usług zaufanego weta, z Lecznicy przy ul. Krzywoustego. O kamykach wiedzą, nawet widzieli jak Lonia przez kilka chwil się nimi bawiła, bo specjalnie wzięłam je ze sobą. Możliwe, że Lonia zostanie Lonią :). Nic nie mówili, że będą chcieli coś tu zmienić. Było widać, że to dla Nich sprawa mocno drugorzędna. Tak jak jej wiek. Jeszcze podczas pierwszej rozmowy tel. z Panem, kiedy poprosił, bym powiedziała cos o niej, a zaczęłam od tego, że tak ważnej sprawy jak wiek, nie mogę podać, bo nawet wetom trudno go określić, Pan wtrącił, że to dla Niego nie jest zbyt ważne i na tym się skończyło...
-
Jeśli zrobiłam wizytę pa - to nieświadomie. Czy to się liczy???;) Jechałam po to, by zobaczyć, jak będzie wyglądało zapoznanie piesków. A jakoś tak otuchy dodawała mi myśl, żeby się nie martwić, jak Lonia zniesie rozstanie, bo przecież, jak Państwo zobaczą, jak jest nietowarzyska, to zrezygnują z adopcji. Na szczęście, już tak nie myślę. Wiem, że nie pozwolą jej być smutną. Lonia będzie obserwowana i w razie czego tulona, pieszczona, zagadywana. Powinna szybko się przestawić i docenić Państwa ogromne serce i troskę. Taką mam nadzieję. Na pewno nie była to właściwie wykonana wizyta. Bo o tym w ogóle nie myślałam. Nawet przecież nie spytałam, czy ktos jeszcze w domku mieszka...O wiele spraw nie spytałam. Ale, wszystko przed nami...To, co najważniejsze - jest wiadome. To jest TEN domek.
-
Teraz dopiero odpisałam na Twoje Bożenko pytanie a Panią, ale Ty już wcześniej wywnioskowałaś, jaka to jest Osoba. Celowo napisałam o tej kołdrze i schronisku, by pokazać, że Pani wcale od Pana nie gorsza :) Idę spać, może się uda coś pospać. Pewnie będą mi się zaraz przypominać super ważne sprawy, które pominęłam...Może wezmę kartkę i długopis, by znowu rano nie zapomnieć "co to było takiego ważnego..." O matulu, jak pomyślę, że to ostatnie moje godziny z Lonią, że może nie zobaczę jej więcej...zaraz chce mi się płakać i tak robi się smutno...
-
Wypisuję elaboraty, a w tym czasie Ciocie tez piszą. Spóźnione więc te moje odpowiedzi, bo się mijamy. Bożenko - no to widzisz, trąba ze mnie. Nic nie wiedziałam o tym, że w domku jeszcze mieszkają dzieci i wnuki. Pani także kocha zwierzęta, Mówi o nich z miłością i troską. Jednak Pan jest bardziej "zakręcony" i wcale tego nie ukrywa. Piszę tak, z wielką sympatią dla Nich i szacunkiem i mam nadzieję, że jesli kiedyś to przeczytają (bo zachęcałam, mówiąc, że Lonia ma swój wątek ) to nie będą mieli mi tego za złe. Tak może wygląda z mej nieudolnej relacji, że Pani nie jest zbytnio zaangażowana, czy zainteresowana...i rzeczywiście Pani jest bardzo spokojna, rzeczowa ale mówi i działa głownie Pan. Nie wiem, czy potrafię to jakoś lepiej opisać, Trzeba tam pojechać i Ich zobaczyć!!!!
-
Chyba już wszystko napisałam. No tak, od razu przypominają mi się rozmaite wątki. Bo przecież omawialiśmy tyle spraw. Ale nie mam żadnych zastrzeżeń, to ja mogłabym się od Nich jeszcze wiele nauczyć. Może jedno. Właśnie jedzonko. Milenkę wzięli ze schronu i była szczuplusieńka. Teraz jest może nie pulpecik, ale taka dorodna dziewczynka... Prosiłam, by Loni nie przekarmiali, bo te cienkie jak zapałki łapiny nie udźwigną ponad to, co jest teraz (wczoraj ważyłam i waży 4,5kg). Lepiej dla zdrowia, wg mnie, by pies był "niedojedzony" niż zapasiony. Państwo się ze mną zgodzili, jednak Pan przyznał, że od Niego psiaki zawsze jakiś smakołyk typu ciasto, coś dobrego, dostają. Ale w rozsądnych ilościach. Pani słodkiego nie daje psom nigdy. Jeszcze na koniec taka sprawa. Pani pytała, gdzie Lonia śpi w dzień. Mówię, że na tapczanie, pod kołdrą. Na to Pani, że własnie dostała od dzieci kołdrę i miała zawieźć ją do schroniska, to w takim razie ją zostawi dla Loni. A w nocy, to zwierzaki śpią oczywiście z nimi. Pół nocy z Panem na górze, a drugie pół, z Panią na dole - jakoś tak to wygląda. Zo0baczę, kto i co napisał i albo pójdę już spać, albo jeszcze odpowiem.
-
Lonia nie zagryzła mnie jeszcze, choć może powinna... Ona już coś czuje.Od wczoraj tak na mnie patrzy...jakby wiedziała. Co się zresztą dziwić, najpierw spotkanie z obcymi ludźmi, jakiś Pan, który brał na ręce i całował, potem nagle zamiast kilkugodzinnego spanka wyciąganie biednego psa do weta na szczepienie. Dziś też się działo tyle nowego. Jechałyśmy autobusem i co jakiś czas Lonia odwracała głowke i badawczo patrzyła mi w oczy. Ona ma takie spojrzenie... Dom wygląda wspaniale, najlepszą wizytówką są szczęśliwe, kochane i akceptowane zwierzaki. Jeszcze jednak nie szaleję z radości, nie krzyczę Jak cudownie, Lonia ma dom!!! bo zanim się tam zadomowi, to może być jej źle. Naprawdę nie oddałabym jej nigdy i nikomu (powiedziałam to Panu) ale wiem, że tam będzie miała najlepsze warunki i będzie bardzo szczęsliwa i kochana, tylko musi minąć jakiś czas. Państwo powiedzieli, że już ustalili, że przynajmniej przez miesiąc tak zorganizują sprawy domowe, aby nigdy suczki nie musiały zostać same. To było na początku wizyty. Kiedy jednak okazało się, że Ich Milenka ani Loni nie atakuje, w niczym jej nie zagraża, Pan orzekł, że po pierwsze cieszy się, że oba pieski spisały się tak dobrze - w sensie, dobrze przyjęły Lonię, a w związku z tym skoro nie ma zagrożenia, jakieś izolowanie suczek i kombinacje z zostawaniem nie będą potrzebne. Pan działa, pisze na Facebooku. Powiedział, że grupa osób (jak u nas na Dogo) wie, że dziś przybywa z wizytą nowa sunia i już były prośby o zdjęcia. No i zrobił Loni kilka zdjęć a Jego żona je wklei, ale na Fb. Nie omieszkałam oczywiście powiedzieć, że relacje i zdjęcia z nowych domków są na Dogo b. mile widziane i bylibyśmy b. szczęśliwi itd. ale nie wiem, czy Pan zechce zalogować się na Dogo. Może raczej (jesli będzie to możliwe) trzebaby wejść na Jego Profil (nie wiem, czy dobrze sie wyrażam) i stamtąd ściągnąć relację ze zdjęciami. Padło coś w rodzaju: zrobimy to później - z Pana strony. Więc...może...się uda, ale kiedy i jak , to już nie wiem.
-
Już jestem, przeczytałam Wasze Ciocie posty i swoje, widzę, że z pośpiechu i emocji nie na wszystkie pytania odpowiedziałam, może teraz już bardziej na spokojnie uda się na wszystkie pytania odpowiedzieć. Ale najpierw muszę napisać, że jestem i zaskoczona i strasznie wzruszona tym, ile Cioć nam kibicuje, jak bardzo wszystkie czekały na wieści. Choć sama wiem, jak to jest, bo czytam masę wątków i takie chwile są strasznie ekscytujące, poruszające itp. to jednak inaczej jest czytać czyjeś relacje, a inaczej samej je przekazywać i czuć to wielkie napięcie, życzliwość... Znowu wyślę powyższe, bo muszę pozbierać myśli, co to miałam jeszcze ważnego napisać...skleroza..
-
Tak, to jest domek z ogródkiem. Pani, kiedy (przyznam, mało rozsądnie) spytałam "po co Państwu taki kłopot?" , bo Lonia coś tam znowu narozrabiała, Pani wzruszyła ramionami i z usmiechem i spokojem pokazała na męża - że to cały "winowajca" "psiarz" a Pani to jak widać nie przeszkadza zupełnie. Co nie znaczy, że jest obojętna na krzywdę zwierząt i ich nieciekawy los. Ale pewnie w domu miałaby jedno, czy dwa futerka, a nie cztery. A bywało, że mieli już i 5 kotów, zwierzaki wszelkie są cały czas. Nawet kiedyś zimą Pan przyniósł przemarzniętą kaczkę, wykurowali ją i wypuścili. Przemili, przesympatyczni Ludzie. Lonia, po początkowym okresie, kiedy może jej być ciężko (oby nie!), będzie miała prawdziwy raj. Ciocie, uciekam, przepraszam, jeszcze tu zajrzę!
-
Pan wyszedł po nas na przystanek. A kiedy już niósł Lonię na rękach, spytał, czy nie mogłabym jej już dziś zostawić... Chyba az rozdziawiłam buzię ze zdumienia i zgrozy i coś wydukałam, że nie, nie jestem przygotowana i musi być wizyta. A Pan dalej swoje - to może jutro... W domu już na spokojnie doszliśmy do wniosku, że wizytę zrobimy w poniedziałek i tu ponawiam pytanie i prośbę do Cioci Poker - czy zechciałaby tą wizytę przeprowadzić. A może Ciocia Anica też miałaby ochotę poznać Loni przyszły domek??? Też Anusia poznała i pokochała tego szkraba, więc poszłaby taka silna grupa, przypilnować coby Loni nie stała się żadna krzywda ;)... Wstępnie umówienieni jesteśmy na poniedziałek, ale godzinę zostawiam do zaproponowania Cioci Poker, bo wiadomo, że ma pracę i Swoje zajęcia. Pan ma do mnie zadzwonić w poniedziałek między 12 a 13 - mam wtedy podać godzinę tej wizyty pa.
-
Ciocie kochane wybacznie, wysłałam taki kawałek, bo jak dzwoni tel. to mi sie net rozłącza - więc żeby nie przepadło, co napisałam, wysłałam. Ale potem wyglądało tak, jakby sie nie wysłało, więc dopisałam trochę i wysłałam... Nie mam zamiaru Was męczyć, dręczyć. jeszcze ciutkę dopiszę i zaraz uciekam, bo muszę wyjść...
-
Może nie będę streszczać całej wizyty, bo obawiam się, że do północy nie skończę... Najważniejsze - wszystkie psy całe. Lonia kilka razy pogoniła i Napoleona i Milenkę, jednak jakiejś wielkiej agresji i zawziętości w tym nie było. A pieski, odchodziły po prostu. Pan już wie, jak Lonia "strasznie" gryzie, bo zołza parę razy Go chciała capnąć. Znowu było przekupstwo miseczką jedzonka (Lonia chyba pęknie, bo była po obiedzie) jadła, jakby nic nie jadła dzisiaj, ale jednak trochę zostawiła...nie dała rady zmieścić. Krótko - jestem dużo spokojniejsza, bo ze strony piesków zagrożenia nie widzę. Miłości jej nie zabraknie. Znowu Pan wycałował zołzunię, jest wzruszony jej smutnym życiem i rozumie, że może być znerwicowana po tym , co przeszła. Lepszy domu dla psiaka trudno sobie wymarzyć. No, mogłoby być lepiej, gdyby byłą jedynaczką. Ale, widać musi tak być i być może okaże się, że to własnie jest bardzo dobre i pozytywne dla niej. Znowu wyślę, bo Ciocie czekacie, a przed chwilą zadzwoniła koleżanka, też spragniona wieści i dlatego tak to trwa...
-
Może nie będę streszczać całej wizyty, bo obawiam się, że do północy nie skończę... Najważniejsze - wszystkie psy całe. Lonia kilka razy pogoniła i Napoleona i Milenkę, jednak jakiejś wielkiej agresji i zawziętości w tym nie było. A pieski, odchodziły po prostu. Pan już wie, jak Lonia "strasznie" gryzie, bo zołza parę razy Go chciała capnąć
-
Może nie będę streszczać całej wizyty, bo obawiam się, że do północy nie skończę... Najważniejsze - wszystkie psy całe. Lonia kilka razy pogoniła i Napoleona i Milenkę, jednak jakiejś wielkiej agresji i zawziętości w tym nie było. A pieski, odchodziły po prostu. Pan już wie, jak Lonia "strasznie" gryzie, bo zołza parę razy Go chciała capnąć
-
Grzeczna??? Wątpliwa sprawa, Ciociu ;) Przy mnie owszem, grzeczna jest, jak aniołek, ale niech no tylko pojawi się jaki ogonek w pobliżu... Może w swoim domu zmieni się, nabierze ogłady... Lonia raczej nie ugryzie, tylko straszy (naprawdę potrafi udawać baaardzo groźnego, rozwścieczonego psa, ale na udawaniu się kończy). Natomiast nie wiem, jak Milenka, czy jej nie pogryzie...wszak może walczyć i bronić swego stada, poczuć się zagrożona, itp... Kciuki zatem niezwykle potrzebne...