Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Latam jak ta polatucha, bo cosik nazbierało mi się różnych spraw, na które z racji opieki nad Lonią stale nie miałam czasu. Na kominy uważam :) I kolejne wybrane fragmenty "Lonia story". Prawdziwy balsam na serce...Już w ogóle nie myślę o tym, że Lonia może tęsknić, to jest raczej niemożliwe. Ale brak mi tego mojego/nie mojego Pysiorka, Cudaczka, bardzo. Tak lubiłam brać toto na ręce, całować główkę i pod główką...ech, faktycznie, zostały mi pluszaki... Moja Niuniusia po wczorajszych harcach jak zasnęla o 19,30 przytulona do mnie tak obudziła się o 1,00 na apel tym razem Napoleona.Jako towarzyska dziewczynka chciała też wyjść na ogródek więc cała trójka była 10 minut i do ciepłych łóżeczek.Następna pobudka to już normalka o 5,00 a teraz jak zwykle śpią dalej.Pani Aniu-Lonia zawsze,do końca swoich dni będzie miała wszystko a najwięcej Naszej miłości bo też zaczyna adorować żonkę,synową i wnusia. A wracając do Lonieczki i Spółki to mnie sprawia przyjemność opieka nad Nimi,a ich cudowny wzrok jak na mnie patrzą dziękując w ten sposób za opiekę -wynagradza mi wszelkie starania a przytym jak te stworki dbają o mnie bym miał dużo ruchu "obsługując" i resztę domowników !I tym przyjemnym akcentem kończę,życząc miłej kawusi w tym nowym dniu-przesyłam buziaczki od od wszystkich- i tych na 4 nogach i na dwóch !
  2. Czy jest tu jeszcze jakaś Ciocia nie zakochana w Panu Jurku??? Jeśli tak, to sądzę, że po przeczytaniu poniższej relacji, bezapelacyjnie dołączy do grona Jego wielbicielek :) Wszystkie plany ogródkowe zrealizowaliśmy .Wszystkie maluchy biegały,a Niunia kopała zawzięcie pod sąsiada płotem-była strasznie zadowolona i popiskiwała jak nie mogła wykopać cegły podmurówki zabetonowanej w płocie.Dlatego co rusz po zejściu z drabiny dokładałem Jej różne kamyki.Zabawa trwała 2 godziny.Oczywiście potem adorowała mnie przy kąpieli nie spuszczając mnie z oka!Potem się okazało,że Napi chce iść na dzielnicę i Lonieczka była pierwsza przed drzwiami!W trakcie musiałem na ulicy łapać obcego małego pieska,który biegał po ulicy między samochodami.Udało mi się go złapać,przypiąłem go na smycz Milenki,Lonię wziąłem na ręce i poszliśmy/Napi za Nami/na teren stacji paliw.Tam okazało się,że jest beztroski właściciel tego szczeniaczka!Musiałem go zrugać od ostatnich i mu zapowiedziałem,że jak jeszcze raz spotkam pieska bez nadzoru to od razu dzwonię po straż.Nie wiem czy do takiego nieodpowiedzialnego człowieka coś trafiło ale zobaczymy!Pani Aniu -ja nie zamierzam nigdy zostawić samej Loni w towarzystwie Milenki i Napiego mając świadomość,że każdy z nich ma swój charakterek. Wogóle to muszę Pani powiedzieć,że bardzo się o moją Niunię martwię,żeby tylko była zdrowa,długo żyła w szczęściu,przy mnie wtulona noskiem pod pachę,kopała swoje kamyczki na ogródku i ja mogę nawet 5 razy wstawać w nocy w zimie,w deszczu i chłodzie byle tylko Ona była szczęśliwa.Jak opowiadała Pani jak chorowała,cierpiała to na samą myśl by mogło się Jej coś stać to bym chyba dostał zawału pomimo ,że na serce nie choruję.Gotuję Jej same dobre mięsko,zmieniam menu jak w Hilltonie byle tylko była najszczęśliwszą sunią-bo to się po tych traumatycznych przeżyciach po prostu należy!Ona jest taką kruszynką a przy tym tak wiernie kochającą,że nawet nie chcę myśleć bym miał Ją stracić !Ale teraz leży obok na foteliku i pewnie myśli Pancio kiedy idziemy do łóżeczka ?
  3. Też chciałabym by tytuł wątku już tak nie straszył. Tymczasem biegam dziś jak szalona i za chwilę znowu. W przelocie więc wkleję fragment dzisiejszej relacji Pana Jurka. Ku pokrzepieniu serc, oczywiści:) Witam Panią Anię !Dopiero dzisiaj mam dostęp do kompa po wczorajszej "okupacji" przez Wnuczka ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło jak mówi przysłowie-więcej mam do pisania !Wczoraj Lonieczka ustawiała hierarchię-wszyscy się śmialiśmy bo usiadła mi przy nogach pod stołem i krzywiła się na całą trójkę,że to ja jestem Jej Pan i basta.Napi się nie przejmował tylko czekał na jedzonko,Mila profilaktycznie zajęła pozycję metr ode mnie jak i Pchełka.A po śniadanku był spacerek i przygotowania do wyjazdu na cmentarz.Przyniosłem z góry torbę w której jeżdził Napoleon ,włożyłem kocykiem Loni,przymierzyłem jak będzie się czuć,przewiesiłem przez ramię i wszystko było ok. Nie chciałem Jej zostawiać zamkniętej w moim pokoju gdzie śpimy jak była możliwość wspólnej wycieczki rowerowej.W czsie całej eskapady na cmentarz i z powrotem była super grzeczna i mądrusia-sama po spacerku przed cmentarzem wchodziła do torby i była noszona na rękach.A ze swoim wysuniętym pysiem i języczkiem robiła furorę-wszyscy sie do Niej uśmiechali .Po powrocie zjadła obiadek i od razu do mnie na kolana-musiałem obowiązkowo się położyć i zasnęła na 1,5 godziny.Potem były normalne zwiedzania kuchni czy coś nie skapnie ,drobne wyjścia na ogródek/apropo kopania to ma pełną akceptację przekopywania grządek bez konsekwencji a nawet z głaskami bo to dla niej ruch / i o19,30 poszliśmy na górę do spanka.Była jedna pobudka na siusiu o 1,15 a o 4,15 druga zrobiona przez Pchełkę.Teraz jak zwykle śpi koło mnie na fotelu,Napi za mną a Mila na górze.Takie kochane te zwierzaczki !
  4. Franusiu, gdziekolwiek jesteś - bądź szczęśliwy i wiedz, że mocno Cię pokochałam, nie chciałam skrzywdzić i strasznie żałuję, że tak króciutko mogłeś nacieszyć się leżeniem na kołderce. Wciąż serce boli, jak wtedy...nie zapomnę, nie odżałuję Twej krzywdy nigdy.
  5. Misiaczku, światełko dla Ciebie
  6. Pieski czasem potrafią nieźle zaskoczyć...dla mnie lawina już ruszyła :)
  7. Można też powiedzieć, że cuda są w naszym, ludzkim zasięgu. Potrzeba "tylko" tej serdecznej chęci i dobrej współpracy, jak piszesz.
  8. Warto było po stokroć! Tylko, szkoda, że człek nie wie, że jeszcze trochę i będzie dobrze...i czasem się podłamuje... Ale Pokerku, w czym "moja zasługa"? Chyba tylko w uporze, by jej nie oddać, gdy domek nie wydawał się najlepszy. Ale, każdy tak robi, bo pragnie oddać tymczaska w najbardziej odpowiednie "ręce". A kiedy pies jest starszy i ma tzw. trudny charakter (choć dla kogoś z sercem, wcale tak nie jest), odpowiedzialność by dom był naprawdę dobry, jest na pierwszym miejscu. Sama jestem przekonana, że to zasługa Bożenki - Bgry. Najpierw chciała wziąć Lonię, bym mogła pojechać, kiedy odmówiłam wzięła się za sprawę Loni z innej strony. Myślę, że to Jej determinacja, upór i szczera chęć pomocy sprawiły, że nasze marzenie o dobrym DS dla Loni mogło się ziścić. Do tego Ciocie (Anulka, Havanka), które zmobilizowały mnie do napisania nowego tekstu, postarania się o nowe fotki (wielkie zasługi na tym polu - Anusi-Anicy, bo umiała najpiękniej Lonię "cyknąć") i tak powstało nowe ogłoszenie. Wcześniej z ogłoszeniami pomagała halszka. Także Kochana Kejciu - do tego, choć ma trudną sytuację, rozważała zabranie Loni... W ub. roku takie serdeczne starania i chęć pomocy (Anulka) pomogły mi wyjechać, bo dzięki Niej Lonia miała DT. Tyle Cioć zaangażowało się w adopcję Loni, od tylu Osób czułam serdeczne wsparcie, zrozumienie: b-b, Bogusik, EwuniaGonzikowa, Togunia, AlfaLS, Myszka, Gabi, Asiunia...Irysek, która woziła nas na badania i zrobiła pierwsze ogłoszenie... Ciocia Poker(!), b-b, Ewunia - robiły dla Loni bazarki... dbały, by Loni ptasiego mleka nie zabrakło..i wiele innych Cioć, których już nie będę wymieniać, które tylko zaglądały i słały dobre myśli... pamiętam... Tak więc jest to nasz wspólny sukces i naprawdę nie przez skromność uważam, że to bardziej Wasza - Cioć zasługa, niż moja, że Lonię spotkało tak wyjątkowe szczęście. Jakiś Anioł czuwał nad nią i bywało, że Go wzywałam - może usłyszał...to tyle mej zasługi. Ale wiem też, że kilka Cioć także się modliło, więc i na tym polu nie działałam sama... Zatem DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM dobrym, kochanym Ciociom za to, cośmy z Lonią od Was otrzymały! Bo już raczej można mieć pewność, że sprawa szukania dla Loni domku, jest zakończona. Stale myślę o tym, że bardzo chciałabym, by o szczęściu Loni dowiedziała się Pani Karina. To dzięki Niej Lonia dostała szansę na nowe życie, bo to Ona wypatrzyła ją w schronie, zrobiła zdjęcie (narażając się, bo tam nie ma wolontariatu i taka działalność jest niemile widziane) i prosiła o pomoc. Pałeczkę od Pani Kariny przejęła ana666 i zamieściła fotkę Loni wraz z apelem, na wątku jamniczym. Gdyby nie te dwie Osoby.... Więc Im także należą się ogromnie podziękowania i chciałabym by teraz wraz z nami cieszyły się szczęściem Kruszynki.
  9. Dzisiejsza, poranna porcja "Lonia story" :) .Najpierw jak było- żonka wzięła całą czwórkę na ogródek i tam była wspólna bieganina.Lonieczka raczej chodziła za żoną i pomagała grabić a głównie kopała kamyki co porozkładał Wnuczek! A żona się śmieje,że "kopanie grządek " mamy z głowy bo Niunia to zrobi za Nas.Po powrocie biegała po domu i mnie szukała.Jak zadzwoniłem do żony by skonsultować zakupy to było "już nic nie kupuj tylko szybko wracaj bo Niunia czeka".Rzeczywiście po powrocie przy drzwiach przywitała mnie cała trójka ze szczekanie i uśmiechniętymi mordkami.Właśnie też między innymi dla takich chwil warto żyć i opiekować się zwierzętami! Jest taki dowcip-chcesz sprawdzić kto Cię bardziej kocha żona czy Twój pies -zamknij ich razem na godzinę do bagażnika samochodu i po godzinie otwórz a zobaczysz kto na twój widok będzie się cieszył a kto złorzeczył !Hi Hi !Potem łónieczka już maszerowała za mną ale najbardziej interesowała Ją kuchnia i obiadek.A po obiadku poszliśmy na spacer po osiedlu.Po powrocie miałem do dyspozycji komputer ale jak z fotela zobaczyła,że usiadłem to było od razu przejście na kolanka,że przeglądać to jeszcze mogłem ale pisać to już nie.Położyła mi główkę na rękach i zasnęła.Potem na podwieczorek było gotowane jajeczko wg Pani dawki.Drobna kolacja ok 19.30 i poszliśmy na górę.Tam po przytulankach i wycałowaniu mordeczki zasnęla i obudziła się o 1.30.Zniosłem Ją do siusiania i powrót do ciepłej kołderki.Pobudka dzisiaj całej trójki była o 5.00.i od razu na ogródek.Nareszcie zrobiła normalną kupkę!Jestem zadowolony bo to chyba był wpływ zjedzonego żółtka-tak myślę.Teraz śpi na fotelu ,Napoleon za mną a ja piszę.Dzisiaj z Napim mijała się bezkolizyjnie ,bez żadnych pomrukiwań. Jest dobrze!Jak się goliłem to siedziała na łóżku i czekała aż Ją wezmę na ręce i zniosę z kocykiem. Aha,ja na ogródku mam stały bateryjny znicz zapalony dla wszystkich do tej pory przez te 30 lat zamieszkania będących ze mną piesków i kotków i pochowanych na terenie na którym sobie baraszkowały.Pamiętam stale o nich i są w moim sercu.Czekają mnie dalsze wyzwania bo Napoleon ma wrodzoną wadę serca,nie można tego operować ani poprawdzie leczyć i w każdej chwili jak mówiła mi moja lekarka muszę być przygotowany ,że odejdzie za Tęczowy Most.I to jest najgorsze ale nikt od tego nie ucieknie.Ale jeszcze się cieszę,ze wszyscy jesteśmy razem !Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia
  10. Kiedyś w audycjach radiowych doktor Sumińska mówiła, że to nie tak, że psy nas zapominają. One nie zapomną nigdy. Nie podchodzą, nie witają się itd., bo są obrażone o to, że się je oddało, czy to na czas wyjazdu, czy z innych powodów (bo p. doktor nie mówiła wtedy o domach tymczasowych).
  11. Może to już ten przełom? I teraz już postępy będą szły lawinowo...Oby tak było, życzę serdecznie!
  12. Cudeńko przesłodkie. Ale rzeczywiście, patrzy jakby z lekkim wyrzutem...no, zrobili krzywdę dziecku...
  13. Ta Maminka bardzo Cię kocha Alesiu i Wujcio też dołączył do grona, a coś mi się wydaje, że kochających Cioć to wciąż przybywa i przybywa...:)
  14. Zgadzam się z całością wypowiedzi :) I także wolałabym, by mnie "nie poznała", jeśli kiedyś miałabym ją zobaczyć.
  15. Przekazałam Ciocie wszystkie Wasze pozdrowienia i podziękowania :) Myślę, że Panu Jurkowi było miło, choć stale podkreśla, że nie robi nic wielkiego. Pochwalę się...a co...dostałam (oprócz tony orzeszków) piękną różę w podziękowaniu za Lonię...:)
  16. Wolno, to prawda i na szczęście nowy Domek Loni też jest tego zdania :) Ale lepiej, żeby z pewnych zachowań już (dla własnego bezpieczeństwa) zrezygnowała. Ale ale, widzę, że jeszcze nie wkleiłam dzisiejszych wiadomości, zaraz to naprawię... O-znowu zacząl komp działać więc postaram się uzupełnić iformacje-Lonia wczoraj bawiła się wieczorkiem kamykiem na dywanie prawie godzinkę i tak się potem poczuła normalnie,że pogoniła za Pchełką,potem za Milenką a jak się próbowała dobrać do Napka to musiałem zdecydowanie zareagować by nie skończyło się jak przy powitaniu.Wnuczek się śmiał,ze biegła za Pchełką jak mały Batmanek.To świadczy,że czuje się już normalnie i bezstresowo.O 6,00 zjadła śniadanko i znowu była zabawa z kamykiem-teraz śpi na fotelu-miłego dzionka i do zobaczenia !!!
  17. Trzeba pytać, Aniu. Ja będę na pewno, kłopot w tym, że za wielu znajomych nie mam...chociaż, jak tak się zastanowię, to trochę ich jest...dzięki psom i spacerom, przede wszystkim. Tylko, żebym pamiętała, bo czasem mam tzw. refleks szachisty ;)
  18. Bardzo mocno trzymam kciuki za szybki i całkowity powrót Sabrinki do zdrowia.
  19. Po prawdzie nie wiem Bożenko, czy Lonia u mnie się zsocjalizowała, czy nie. Jeśli tak, to i tak nie ma w tym żadnej mojej zasługi, bo ja uważam, że psy są po to, by je kochać i rozpieszczać...im bardziej, tym lepiej. Zwłaszcza takie skrzywdzone maluchy.
  20. Nie wiem, czy zdecyduję się kiedykolwiek na to, by jej się pokazać. Na pewno nie szybko. Dla jej dobra oczywiście. Dość miała zawirowań w życiu, niech wreszcie okrzepnie, poczuje się pewnie. U mnie, choć była jedynaczką i także wszystko (prawie) było jej wolno, naprawdę pewnie poczuła się po około roku czasu. Takie mam wrażenie. Bo coraz rzadziej szarpała poduszkę, czy kocyk, chodziła spać, kiedy tylko chciała, mogłam wstawać rano, ona czasem wstawała dopiero za godzinę, a wcześniej - zrywała się razem ze mną, itd...Gdy spała, mogłam podejść,usiąść i ją wycałować, przykryć,odkryć, przesunąć - nawet nie podnosiła główki, a wcześniej - tylko bym podeszła, już zerwałaby się "na baczność". I teraz także pewnie będzie musiał upłynąć jakiś czas, by zaczęła czuć się jak "u siebie". Choć, jak czytam relacje Pana Jurka, to mam wrażenie, że u Nich adaptacja Loni przebiega w błyskawicznym, o wiele szybszym, niż u mnie, tempie. A co będzie dziewczyna się czaić...Poczuła, że jest kochana, a każda chwila jest zbyt cenna, by ją tracić na jakieś niepotrzebne strachy i tęsknoty :)
  21. Ciocie kochane, Pan Jurek czyta wątek Loni. Nie wiem, na jakim jest obecnie etapie, być może, na bieżąco, więc Sam wszystko przeczyta lub już przeczytał. I dobrze, bo może by mi nie uwierzył, że tyle wspaniałych Pań, Go kocha...:). Skromni ludzie tak mają...to co robią, wydaje im się normalne i oczywiste... Jutro się tego dowiem, obym tylko z emocji nie zapomniała, bo jak zaczniemy o Lońce, to mogę zapomnieć o całym świecie...
  22. Stinuś stoi!!!!! :):) :) Będzie dobrze, Maleńki :)
  23. Dzisiejsza porcyjka popołudniowych wieści: Witam po południu- wszystko co wymyśli Lonieczka jest przez Nas akceptowalne i bezproblemowe.Może lizać ,gryżć szczekać i wszstko robić co Jej się podoba -pełen luz ! Dzisiaj była na długich spacerkach,na krótszych w ogródku i swój ulubiony kamyczek zabraliśmy do domu i "jeżdzi" z nim po całym pokoju pomrukując i poszczekując na Milenkę - i jest wesoło.Asystowała mi też w czasie gotowania w jadalni trochę podrzemując .Ale jak skierowałem się do kąpieli na górę to od razu usiadła przy schodach więc na rączki i do naszego łóżka -stamtąd przez otwarte drzwi mnie obserwowała.Cieszę się ,że mamy kontakt mailowy bo bez problemu może Pani śledzić proces adopcyjny a każda podpowiedż zawsze jest cenna.Lonia zrobiła się "towarzyska" i porusza się po domu za Napim i Milą.Dalsze opowieści przekażę jutro na spotkaniu więc do zobaczenia !
  24. Nie, oczywiście że nie mogę się Loni pokazać. A przede wszystkim Pan Jurek jej ze Sobą nie zabierze, bo nie miałby miejsca na orzeszki.:)..a jechać będzie rowerem.
×
×
  • Create New...