-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Dziękuję! Jak tylko przytelepiemy się do domu, zaraz zdam relację. Wizyta zabierze mi dobrych parę godzin, bo w sobotę autobus 118 jeździ raz na godzinę. I tak, choć wizyta jest o 16 muszę złapać autobus o 14.58, bo następny jest o 15.58. Chyba, że będę kombinować z przesiadkami ( o ile będzie to możliwe). Tak samo powrót.
-
Biedne serduszko.Oby jeszcze dało radę, oby leki pomogły. Jagusko, życzę siły...ściskam serdecznie.
-
Dziękuję Bożenko za wytłumaczenie:). Mnie zmyliło to, że Pan powiedział, że ogłoszenie znalazł na stronie Fundacji Jamniczej. A Fundacja robiła ogłoszenia w ub. roku i nie mogło tam być Twego nr telefonu. Jakby nie było, wygląda na to, że będzie dobrze. Oby tylko jutro Lonia nie wywinęła jakiego numeru i nie przekreśliła tej szansy.
-
Tak zrobię, dziękuję za radę :) Choć od razu przychodzi myśl, że ona może się opierać, oglądać za mną...Ale może pozna, że to ten dobry Pan, co uczciwie karmi ;) i pójdzie bez oporów. Państwo pytali o sterylkę, o wszystkie zabiegi, byli b. zadowoleni, że jest wysterylizowana i po remoncie pyszczka. Tylko ta wścieklizna... Właśnie niedawno wróciłyśmy z niczym, bo na drzwiach gabinetu kartka, że dzis doktor będzie od 16. Więc zaraz będę wlokła biedne psiątko raz jeszcze. A ona pamięta, że tam robią krzywdę, bo przed gabinetem zaparła się i ani rusz... Ja w ogóle bym sobie to szczepienie odpuściła. Kiedy z Figą, tak ok. już 15 letnią poszłam na to szczepienie, mądry doktór powiedział : a po co ją szczepić, osłabiać, przecież po lasach, polach nie biega... więc przez ostatnie lata nie szczepiłam jej w ogóle. Powiedziałam to Państwu, jednak Oni wolą, by została zaszczepiona, muszę się więc dostosować. I na koniec: Czy mogę Cię prosić Ciociu Poker o zrobienie wizyty PA, jeśli tylko sprawy potoczą się w tym kierunku???
-
Jestem dzielna i opanowana jak się coś dzieje. Potem nieco gorzej, bo dopadają jakieś lęki, wątpliwości o wyrzutach sumienia już nie wspomnę... Wyobraź Sobie b-buniu i wszystkie Ciocie, że nie warkoliła! Ani razu :)!!! Za to tylko capnęła Pana...;). Ale po kolei. Na początku dała się pogłaskać, ale za chwilę złapała Pana zębami (leciutko, jak to ona, tego się prawie nie czuje...). Mówię: no własnie, trzeba ostrożnie, bo jest b. nieufna...A Pani rzekła coś w rodzaju: spokojnie, to psiarz jest, nic się n ie stało. Pan zupełnie nie zrażony wyciągnął wtedy smaczki na przekupstwo......hmm, smaczki...to był cały wielki "kotlet z szynki" - tyle to u mnie dostaje na obiad... Potem z moich rąk przeszła na Pana (bo poprosił), a wtedy już była sielanka. Dawała się głaskać i całować i wyglądała na spokojną i zadowoloną. Do wizyty jeszcze trochę, myślę, że jutrzejszy dzień będzie decydujący, ale mam oczywiście już upatrzoną Ciocię i mam nadzieję, że nie odmówi...
-
Moja zołzunia chyba ma domek!!!! Pan zabrał mi ją na ręce i oddał dopiero przy rozstaniu. Lonia była tulona, całowana, niuniana...Pani taka bardziej opanowana.:).. Oboje Państwo są świadomi ewent. kłopotów typu sikanie a także nawet klapanie zębami (ze strachu). Wszystkie ostrzeżenia przyjmowali ze spokojem i zrozumieniem. Jesteśmy na jutro umówieni na spotkanie w Ich domku, by sprawdzić (co tu sprawdzać, mówiłam jak będzie...) jak suczki na siebie zareagują. Bo Napoleon podobno jest samą łagodnością... Mówili, że Ich Milenka na początku skakała do kotki. Za którymś razem kotka pokazała jej, kto rządzi i od tego czasu jest spokój i zgoda. Pewnie z Lonią będzie podobnie. Państwo chcieli nawet, bym już dzisiaj do Nich przyjechała z Lonią... Powiedziałam o wizycie pa, zgadzają się. Pan znalazł Loni ogłoszenie na stronie Fundacji Jamniczej. Mówił, że działa w kilku Fundacjach... Tylko nie wiem, jak to jest, skoro miał tel. do Cioci Bgry...ale już w to nie mam czasu wnikać. Zaraz biorę Lonie pod pachę (biedna, poszła własnie odespać emocje) by ją zaszczepić p/wściekliźnie, bo się niedawno dopatrzyłam, że termin minął, a dla Pani było to ważne (skoro jest agresywna). Zatem jutro jadę na ul. Olsztyńską , spotkanie o 16.
-
Czekam właśnie aż Lonia się zbudzi i łaskawie wyjdzie na PIERWSZY dziś spacer!!! Od jakiegoś czasu, na pierwszy spacer idziemy ok. 10, ale dziś to już "przegina" To niesamowite, jak ona potrafi długo wytrzymać. A potem leje tak wielką kałużę, za jakiś czas drugą, aż dziw, gdzie to się zmieściło... Co do spotkania z Panem, to myślę, że pójdziemy na mały spacer (w domu Lonia byłaby nieznośna) i jak Ciocie radzą, dam Panu smyczkę i zostawię samych. Lonia w domu u Pani Kasi także zachowywała się wojowniczo, więc ten neutralny teren na zapoznanie raczej będzie najlepszy. Najważniejsze, by Panu przypadła do gustu. Wiem, czuję to, że potem już sobie poradzą, bo wiedzą, że psy po przejściach wymagają cierpliwości, łagodności itp. Tak wywnioskowałam z rozmowy, dlatego jestem na TAK. Ale zobaczymy, co powie Pan a także Jego żona. Lonia nadal pod kołdrą. Chyba ten pierwszy dziś spacer, to będzie wyjście na spotkanie z Panem... Lonia od jakiegoś czasu wytrzymuje nawet 6 godzin!!!! Bo wychodzę z nią ok. 10 rano a drugi spacer jest ok. a czasem po 16!!!Ale to jest dlatego, że większość czasu śpi pod kołdrą. Trochę sie pobawi, zje oczywiście i myk, pod kołdrę. O, własnie wstała. to pędzimy...
-
Ciocie - jutro spotkanie z Panem!!!! Jestem po długiej rozmowie. Pan jest rencistą, ciutkę starszy ode mnie. Mają 15 letniego Napoleona, jamnika szorstkowłosego i Milenkę z naszego schronu, w którym siedziała 8 lat!!! Jest u Nich już półtora roku. Milenka była 2x adoptowana i wracała z adopcji, bo była b. głośna, szczekała jak opętana...Państwo ją przygarnęli, mimo tej "wady", a była w b. złym stanie psychicznym - wiadomo... Domek wydaje się cudny, ale...okaże się jutro. Chociaż może nie jest to taki dom, o jakim marzyłam (1 osoba i bez zwierząt), to bardzo chciałabym, by Lonia u Nich się znalazła...
-
Jest domek zainteresowany Lonią, mam telefon i boję się zadzwonić. Boję się, że moje szczere gadanie sprawi, że domek zrezygnuje. O jak bym chciała, żeby ktoś porozmawiał w moim imieniu, umiejętnie, także szczerze oczywiście, ale tak, by raczej zachęcić, a nie przeciwnie... Tam są dwa jamniki i kotek...dlatego tak się i martwię i boję...
-
Taksa - chwila jamniczej radości :D - jak dobrze że jesteś :)
Figunia replied to anica's topic in Już w nowym domu
Kraksa piękna - zazdroszczę spotkań i sympatii z jej strony - to prawdziwe wyróżnienie...:) A co do zachowań Tasi, to myślę, że my naprawdę mamy niewielką wiedzę na temat tego, co zwierzęta potrafią wyczuć. Bo Tasia niewątpliwie wie, że Kra jest troszkę inna i nieco ją to peszy. -
Četka w Helsinkach, Helcia w Zabrzu, czyli podwójny happy-end!
Figunia replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
Uroczo się to wszystko czyta i ogląda, ale tą końcówkę z drzwiami, jakby mniej... -
Tymczasy wcale nie tymczasowe czyli gromadka psiaków szuka domków
Figunia replied to mari23's topic in Psy do adopcji
Czytam, jak zawsze, ze wzruszeniem i podziwem wielkim. Życzę zdrowia i sił, Mari! Oby te dwie ostatnie bidy wydobrzały szybko, tak ich szkoda, zwłaszcza pogryzionej suńki staruszki... Jak dobrze, że trafiły pod Twoje skrzydła. -
I to są najważniejsze sprawy, za które trzymamy mocne kciuki!!! :)
-
I co tu pisać, jak wieści tak niedobre.
-
Oooo, widzę, że jeszcze pożyję...Basia mi darowała niewczesne żarty... Tak naprawdę,. to Ją uwielbiam, podziwiam i tem podobnie...Gdzieżbym śmiała coś brzydkiego insynuować... "Banda darmozjadów" - męskie, twarde, realistyczne spojrzenie, coś w tym jest...:)