-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Everything posted by jaguska
-
O tak kolorowo jak na fotkach to nie jest, to nadal jeden wielki strach, ale i ciekawość świata. Jednak dzisiaj rano bardzo mnie zaskoczyła :) Moje zgniłki razem z Mimi zalegały jeszcze w łóżku, ja się ubrałam, ciepło, bo -17 na termometrze i miałam iść ze smyczą do sypialni żeby przypiąć panikarę Mimiśkę, ale myślę sobie, nie zawadzi spróbować, zawołałam a właściwie wymamrotałm pod nosem "Mimi", a Mimi pięknie przybiegła do ganku i usiadła pod drzwiami, sama jedna, bo moje zakopałery zostały w kołdrach dochodzić ;), oczywiście przy przypinaniu smyczy aż się kuliła ze strachu, może to jednorazowy mały sukcesik, ale i tak cieszy :) I jak poranna tradycja nakazuje, siedzimy przy kompie, pijemy kawę, Mimi na kolanach, nawet próbuje pisać nosem po klawiaturze żeby pozdrowić ciotule, sobotnio.
-
Tysiu, napisałam Ci pw. Kongi mam, smaczki mam, puszki mam, a suchego dla takiej psinki nie ma sensu kupować wielkiego wora, z zabawek Mimi najbardziej lubi........papiery i kartony, jak kot, czasem pomamla pluszaka, na spacerku łapie patyki, ale tego się boję. Później napiszę więcej, rano dużo pracy przy futrach.
-
Ja też uważam że kolejnym domem powinien być dom stały, ten ostateczny, ale chciałam postawić sprawę jasno, że nie mam kompetencji do układania Mimi, ja ją mogę tylko rozpieszczać ;), jeśli chcecie żeby była ułożonym posłusznym pieskiem to u mnie tego nie osiągnie. Koniecznie muszę Wam pokazać jak Mimiśka kopie po zrobieniu kooo, pamiętacie jak się próbowało odpalić stare zdezelowane Komarki, jedną nogą? Jak się zapomni (o strachu) to na spacerku podskakuje, podgania kury. Urządza sprinty na długość smyczy i jak tak patrzę jaka z niej wyścigówka, to mi włosy dęba stają jak pomyślę że mogłaby zwiać. Niestety kiedy eM wraca z pracy większość czasu spędza w sypialni, choć już nie tak cichutko, bo słyszę jak się tam szamocą z Psotką. Mimlok wczoraj bardzo grzecznie zasnął, nawet za bardzo mnie nie zgryzł, ale za to w środku nocy Bianka urządziła sobie Grunwald z pudełkiem kartonowym, wszystkich wybiła ze snu.
-
Tysiu, tu nawet nie ma porównania do Likuni. Lika byłą bezdomna i bojaźliwa, ale mieszkała w małym stadzie, widok ludzi, samochodów, hałas, to znała. Mimi jest taka jakby spadła z kosmosu. Ja nawet nie mam pomysłu na to gdzie ona mogła do tej pory przebywać, żeby totalnie niczego i nic nie znać. Choćby i to że wody nie piła, nie piła, bo woda jest w kałuży, w rzece, czy innym stawku, ale nie w misce. Już wodę pije, z moją pomocą, choć miska nadal jest straszliwa i może Mimiśkę ugryźć w pysio w trakcie picia. Zaczyna jeść suche, moje teraz jedzą Brita i Mimi też podchodzi. Mimi już nie siedzi cały czas w sypialni, chodzi po domu, poleguje tam gdzie ja przebywam. Brata się z kotami i psami (oprócz Jeżynki, ją omija łukiem), ale byle szybszy ruch i Mimi gubi łapki ze strachu. Ręce nadal straszne, kojarzą jej się z łapaniem, ale w zabawie, czyli statycznym obgryzaniu już nie, bo energiczniejszy ruch ręką i Mimiśki nie ma. Niestety Mimi nie toleruje mojego eMa, eM jest energiczny z natury i Mimi się go boi, warczy i szczeka na niego kiedy on jest w ruchu, kiedy się nie rusza nie ma problemu. Kochani, nie jestem w stanie podołać temu czego ode mnie oczekujecie, nie zrobię z Mimi ułożonego psiaka, ja ją mogę tylko w miarę swoich możliwości oswajać z życiem i rozpieszczać. Mam trzy psy, jedenaście kotów, duży ogród, dom do ogarnięcia i trochę papierkowej pracy w domu. Być może najlepszym rozwiązaniem byłoby przez dwa, trzy miesiące intensywnie zbierać pieniądze bazarkami i na pomagam.pl, na pobyt Mimisi u kogoś kto będzie potrafił ją czegoś nauczyć, jakiegoś psiego psychologa czy coś, ja temu nie podołam. U mnie ma wszystko co potrzeba do życia, ale absolutnie nie nadaję się do nauki czegokolwiek. Moje są rozpuszczone jak dziadowskie bicze, bo swoje w życiu już przeszły, teraz robią sobie co chcą. Myślę że taki start dla Mimisi byłby dobry, u mnie może siedzieć dopóki nie nazbieramy na chociaż trzymiesięczny pobyt dla niej, u kogoś znającego się na psiej psychice i potrafiącego ją przygotować psychicznie do nowego życia. Bo Mimisia to jest taka "tabula rasa", nie czuję się na siłach napisać na tej tablicy niczego sensownego oprócz oswajania. A Mimi zasługuje na szansę, bo to kochana, śliczna i bardzo delikatna psinka.
-
Super że jednak ciotunie zaglądają do Mimisi :)))) Tylko w łóżku Mimi czuje się w miarę dobrze. Nie ma problemu z zabawą i głaskaniem, leżący człowiek groźny (bardzo) nie jest, niestety ale ona wyczuwa kiedy się zbliża czas spaceru i nawet na łóżku ucieka. Podgryzanie moich rąk to najlepsze zajęcie przed spaniem, potem pada i całą noc śpi koło mnie. Tu podgryzki Ładnie wskakuje na fotel obok mnie, kładzie się i leży, ale każdy ruch ręką to strach, eMa omija wielkim łukiem, jest zbyt energiczny, nawet powarkuje. Szkoda że Mimi nie trafiła do DT ze szczeniakami, moje zgniłki nie chcą się bawić, jak je zaczepia to powarkują, wolą spać i się wylegiwać. Tysiu , myślę że MImi w ogóle nie zna człowieka, ona jest jak lisiątko wyciągnięte z norki w lesie, tyle że to piesek ;))), na 100% nie miała żadnego kontaktu z człowiekiem. Na smyczy nadal kołuje jak dzikie zwierzątko, ale mikro zmiany w zachowaniu można zauważyć, jak się przyjrzeć przez lupę ;) Najgorsze jest to że np. dobre zmiany w ciągu godziny potrafią się cofnąć, każdy odgłos i w domu i na zewnątrz budzi strach. Socjalizacja Mimiśki to jest -dwa do przodu trzy do tyłu-, przynajmniej do domu wraca już na własnych łapkach. Nie wiem czy Mimi kiedykolwiek pozbędzie się strachu, ona chyba już na zawsze zostanie -dzieckiem specjalnej troski- i przyszły domek musi być wyjątkowy, by dać jej to czego ona potrzebuje. Aaaa, problemy gastryczne trwały półtora dnia, z powodów nieznanych, pomogła smecta i len. I tylko popatrzcie jakie Mimiś ma długaśne łapki I w ogóle piękna jestem :)
-
Ooooo!...się nam "cichociemne" ciotunie objawiły :))) Mimisia dziękuje za zaopatrzenie, tak zwany futer ;) Czarny lud, czyli ja, nadal straszny, szczególnie jak przychodzi pora na spacer, ale w domu czujemy się coraz lepiej, odrobineczkę, ledwo zauważalną ale i to dobre. W trakcie bratania z Ursusem dwa razy zarobiliśmy z liścia ;) ale najbezpieczniej, najlepiej czujemy się na łóżeczku, to nasze królestwo. Mimiśka to pies zdecydowanie sypialniany. Jak już wszystkim nadokuczamy i się wyszalejemy, to nam zasilanie wysiada. Tysiu, później, później, napiszę do Ciebie na pw.
-
Gorzej jest z wychodzeniem z domu niż z powrotem. Żeby wyjść trzeba przypiąć smycz i tu jest problem największy. Z jedzeniem nie ma najmniejszego problemu, je i z miseczki i z ręki, choć z ręki ostrożnie. Cóż, z miseczki musi jeść przy mnie, bo inaczej by głodna chodziła, zbyt dużo sępów wokół krąży ;) W nocy nigdzie nie buszuje, śpi jak zabita, rozgościła się w naszym łóżku, ale że jest malutka to problemu nie mamy, razem z Połówkiem do wielkoludów nie należymy ;) Potrafi warczeć, ale do tej pory może ze trzy razy szczeknęła pojedynczo. Strachu jest w niej bardzo bardzo dużo, boi się hałasu, wcale nie musi być wielki. Nawet jak kot zamiauczy to zwiewa. Na smyczy zachowuje się jak dziki wilczek, próbuje kołować, ostrożnie, jak najdalej od ludzia, ale załatwia się ładnie, ciekawi ją otoczenie. Taki mały totalny dziczek, ale ciekawski. Trzeba czasu, tu nic się nie zrobi na siłę, ona sama musi chcieć, można ją tylko delikatnie zachęcać. Myślę że pani brakło cierpliwości, albo była zbyt energiczna, Mimisia boi się nagłych ruchów, ucieka wtedy na oślep. Jednak mimo swej "dzikości" jest całkiem normalnym pieskiem. Takim pieskiem specjalnej troski. No bo, skoro je, trzyma w domu czystość, chodzi na spacery (na razie jako-tako) na smyczy, lubi pospać na kolanach, w fotelu, nockę spędza w łóżku, to ja nie wiem czego brakło w domku który ją adoptował. Pewna pani zainteresowała się Mimiśką, dałam jej namiar na ten wątek, bo jednak Mimolek to specyficzny piesio, niech poczyta i pozna historię naszego wypłoszka, może coś zaiskrzy. No nie wierzę, pierwszy raz zawędrowała w okolice kuchni, chodzi niucha, zwiedza :)))))))))) Tysiu, paczka poszła priorytetem.
-
Jesteśmy, żyjemy :) Serce płacze nad Mimiśką, jest tak zagubiona i tak bojąca, ale jednocześnie bardzo ciągnie ją do człowieka, ładnie je, utrzymuje czystość w domu. Niestety nogi idące w jej kierunku i wyciągnięta ręka, wywołuje paraliżujący strach, natomiast już na rękach, kolanach jest zadowolona i spokojna. Łóżko w sypialni to jej azyl i królestwo, oczywiście po domu z ciekawością przebiegnie, pozagląda co się dzieje i wraca na swoje pozycje. Moje gnuśne i leniwe towarzystwo nie jest chętne do zabawy, tylko Psotka z nią czasem poskacze po łóżku. Trochę boi się Jeżynki, bo Jeżynka to specyficzny piesek, 9 lat była na łańcuchu choć jest malutka i też była pogryziona przez inne psy. Mimiśka najbardziej mnie rozczula kiedy śpi "patykami do góry" ;) To idziemy w nowy dzień. Tysiu dzisiaj wysyłam pocztą transporterek.
-
Mimisia wita niedzielnie swoje forumowe anioły. Memory trafnie to ubrałaś w słowa, tylko tyle i aż tyle Mimisi do szczęścia potrzeba. Pokerku, piłka nie może się ani toczyć ani odbijać, piłka musi się nie ruszać, przecież jest ogromna i może Mimiśkę zjeść. Toczący się chrupek to co najmniej głaz narzutowy atakujący małego pieska. Z tym puszczaniem luzem Mimi u pani, to był przepraszam za wyrażenie "chory" pomysł. Dzisiaj wyrwała mi z ręki smycz. Dobrze że u pani był ogródek solidnie ogrodzony, bo nigdy byście już jej nie zobaczyli, nie od parady ma takie długie nogi, widzieliście charta w sprincie? Dwie pary szelek i setka róż na ogrodzie zrobiły swoje, Mimiśka w moment się zatrzymała zaplątując smycz w róże. Muszę doczepić do smyczy gumkę na rękę. Przyszły dom dla Mimi, tylko w mieście, żeby człowiekowi nie przyszło do głowy puścić ją luzem!!! Mimiś najlepiej czuje się w domu, na kolanach, w łóżku, na fotelach, wszelkie legowiska dla niej nie istnieją. Teraz siedzimy razem przy kompie, piszemy do Was, pijemy kawę ;), Mimiśka podgryza mi łydkę, czasem brodę, skubie szlafrok, z bezpiecznej pozycji kolan obserwuje domowe życie. I tak patrzy na człowieka. Miłej niedzieli.
-
Piłeczka to na razie straszny potwór, może zrobić krzywdę pieskowi, trzeba ją podrzucać daleko od Mimiśki, ona mooooże podejść tylko kiedy piłeczka się nie rusza. Jelonek Bambi to dobre porównanie :) Mimiś mnie skubie, podgryza, liże, włazi na głowę, ale nie daj panie wyciągnąć do niej ręce, zwiewa że nogi gubi. Nie potrzebuje do szczęścia żadnych zwierząt, to wybitna jedynaczka, człowiek jest najważniejszy, całkiem inaczej niż u pani, ale z psiakami dogaduje się poprawnie, ale te kontakty nie są dla niej niezbędne. Nie wiem dlaczego taka była diagnoza behawiorysty, że koniecznie drugi psiak. Problemem Mimisi jest strach i tylko strach. Szelki, smycz, łóżko, człowiek, to wszystko co jej do szczęścia potrzeba.
-
Moim zdaniem dzika na pewno nie jest, ale jest jednym wielkim strachem, dla mnie to zasadnicza różnica. Zero agresji, sam strach. Największym błędem było puszczanie jej luzem i łapanie, to dla niej największa trauma. Gdyby nie to, to może do tej pory byłaby u pani, bo to jest pies kolankowo-łóżkowy. Potencjalny domek w przyszłości to tylko smyczowy, żadnych ogródków i wygodne kanapy i łóżko, i oczywiście wielkie serce dla lisopsa. Podobno są jakieś obróżki dla zestrachanych psów, coś ktoś słyszał? I czy to coś daje? Dzisiaj myślałam że w nocy gada uduszę. Żarła mnie okropnie, dostała prasowaną kostkę, jak się jej kostka znudziła to wróciła do moich rąk i wygłupów jej się zachciało, fikała koziołki, zaczepiała Psotkę i Yoshiego, te warczały bo zaspane, dwa razy dostawała eksmisję na legowisko, bezskuteczną. Jak już wyczerpała mi się cierpliwość i byłam bliska ukręcić jej łepek, przytrzymałam ją za szelki przez chwilę i wtedy wyczerpały jej się baterie, padła jak kawka. Spała do rana. Najzabawniej wygląda "kołami do góry" Bardzo długimi kołami. Niestety każdy energiczniejszy ruch, hałas, wyzwala w niej panikę że zabiła by się ze strachu o ścianę. Na smyczy do domu wchodzimy bez łapanki, razem z innymi psami, no może z minimalnym oporem. Muszę jej kupić jakieś zabawki gryzaki bo mi niedługo ręce odgryzie. Miłego dnia.
-
Kolejny dzień za nami. Fotel został całkowicie zaanektowany przez Mimi, większość dnia na nim spędza i sama już na niego wskakuje. Po domu zaczyna spacerować sama, ale bardzo ostrożnie i tylko w konieczności. Wczoraj wieczorem hmmm... wzięłam ją do łóżka, umościła mi się na ramieniu i zaczęło się lizanko, następnie podgryzanko, koniecznie chciała skonsumować trochę mięska z mojej ręki, potem obgryzała mi palce, dałam jej kostkę taką białą do gryzienia, żeby się zajęła i dała mi spać, ale jak zaczęła skrobać zębami, to się niosło w nocy jakby kapibara metrową marchewę chrupała, dostała więc Mimiśka eksmisję na legowisko. Poskrobała jeszcze trochę i zasnęła. Na spacerkach ogonek miewamy do góry i nawet potrafimy nim pomachać do drugiego pieska. Dzisiaj w dzień chodziły na smyczach z Psotką, na dwie ręce, moje, i z niewielkim oporem wróciłyśmy razem do domu, na nóziach, bez łapania na ręce. Natomiast przypinanie i odpinanie smyczy jest traumą. Miski pilnujemy przed kotami, bo moje koty są namolne i się pchają psom do misek. Z piciem nadal bieda. Warczeć potrafi, dwa razy szczeknęła, na koty oczywiście, ale absolutnie nie jest do nich agresywna. Kiedyś tam w przyszłości domek Mimisi może być zakocony. Mój brat jak zobaczył Mimi spytał, a to na pewno jest pies?;))))
-
Tak myślałam, że była łapana/ganiana, strasznie się boi wracać do domu, to znaczy łapania, staram się to robić jak najmniejszym kosztem, to łapanie przyniosło dużo szkody, mam nadzieję że pomaleńku to przełamiemy. Na imię raczej reakcji nie widzę, może ze strachu. Karma Animonda tak, chociaż wybredna nie jest, byle było mokre, dzisiaj jadła Rocco. Próbowałam ją namówić na chrupy, umamlane konserwką, nie i już. Kontenerek mogę jednak odesłać, Mimi woli fotel, a kontenerek zajął Myszkin. Tysiu podaj mi adres na priv żebym go mogła wysłać. Elficzku zaraz Ci podam adres. Mimisia wszystkim ciotuniom mówi dobrej nocy :), tylko popatrzcie jakie mamy dłuuuugie łapki, jak Barbi ;)
-
Mimisia nic nie gryzie...na razie ;). Człowiek musi iść przodem a Mimi za nim, jak tylko człowiek znajdzie się za Mimiśką to strach w oczach panika i wyrywanie się. Kochani, ja nie chcę ani złotóweczki na swoje konto, przyjmę tylko jedzonko i ewentualne koszty weterynaryjne, Mimisia ma skarbnika i niech sobie ma tam swój porfelik, na przyszłość, choć socjalizacja na pewno będzie długa. Tysiu, czy może wiesz w jaki sposób Mimisia była łapana u pani kiedy biegała luzem po ogrodzie? Mimi chodzi na spacer w dwóch parach szelek, obróżka to na razie chyba nie jest dobry pomysł po tych obrażeniach które miała.
-
Poranny spacerek za nami, było wszystko, układ pokarmowy odrabia stresy podróży, sika straaaasznie długo. Mało pije, więc nawadniam ją zupką animondową (woda+łyżka konserwy). Pani u której była Mimi nie skreślajcie, bo Mimiśka na dzień dzisiejszy jest absolutnie nieadopcyjna, nie dziwię się że pani się poddała, chciała pieska, nawet strachulca, ale Mimi to jest 100% strachu w strachu i 100% dzika w dziku. Absolutnie żadnego biegania luzem, bo później łapać chyba by trzeba było na podbierak, tylko smycz i powolna nauka. Przed zabraniem do domu próbuje się stawiać, ze strachu. W wyprawce jest nawet kagańczyk, więc pani miała problem z kłapaniem. Na rękach czuje się bezpiecznie i jest ciekawa świata, wszytko ją interesuje. Z kontenerka wyciąga ją tylko widok psiaka biegającego po tarasie, w sekundzie jest przy drzwiach tarasowych i do jedzonka. A tak to trzeba ją brać na rączki, tak więc robimy i zwiedzamy dom. Z kontenerka obserwuje wszystko bardzo uważnie, a że dzieje się u nas dużo, to i dużo bodźców dostaje, ale jest tym zainteresowana. Na razie jest trochę pogięta jak paragraf ze strachu, ale jak ją coś zainteresuje na spacerze to się prostuje i widać że będzie z niej mała arystokratka ;) Suche jedzonko jej nie interesuje, nawet jak jest zmieszane z mokrym to obliże i wypluwa. Jeśli więc chciałybyście Mimisię wspomóc to tylko puszkami. Na razie o weterynarzu nie ma co myśleć, bo kolejny stres absolutnie nie jest jej potrzebny, trzeba trochę czasu. Spróbuję jej zrobić fotę na kolejny spacerku.
-
Dzisiaj tylko kilka zdań z pierwszych obserwacji. Na rękach jesteśmy odważne, ciekawe wszystkiego, zainteresowane otoczeniem i na kolankach też, możemy się wąchać i bratać z kotami i psami. Niestety przy próbie postawienia na ziemię nóżek nie mamy, łapki poskładane ze strachu jak scyzoryki, łepek jakby się dało to jak struś, w piasek. Animonda zjedzona "z ręki". Na rączkach na podwórko wynosimy, bo nóżek ni ma. Obecność zaznaczona kupalem na środku podjazdu ;) Chodzić na smyczy "tak normalnie" nie umie, ale na długiej biega, obwąchuje, tropi coś tam, ogonek w dół ale już nie całkiem pod brzuchem, końcówka do góry. PO jakimś czasie zaczyna kołować jak pies na uwięzi, kółko za kółkiem, zaczyna się nakręcać strachem, do domu tylko na rękach bo panika i paraliż.Teraz chwila spokoju, siedzi w transporterki (otwartym), w czapce niewidce, ale obserwuje, bo tu ciągle jak nie kot to kot albo inny kot, czasem psiak, człowiek, papuga się rozedrze. Tysiu, ja Ci ten transporterek kilka dni przytrzymam zanim odeślę, na razie nie chcę jej go zabierać, po kilku dniach przeniosę ten kocyk do mojego transporterka, bo widzę że ona musi mieć taki swój azyl z daszkiem. No i mamy pierwsze warczenie, bo Krzyś chciał wejść do transporterka i na Myszkina też nakrzyczała, czyli charakterek mamy ;) Mimiśka jest bardzo przystojna, ma długie smukłe nóżki, wygląda jak sarenka z lisią główką :) Połówek jak ją zobaczył powiedział -lisek.