-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Everything posted by jaguska
-
Sóweczko, uwierz mi na słowo, najmniejszych predyspozycji nie mam, jestem jak jedna wielka >anarchia z improwizacją< a w głowie zamiast mózgu mam chmury i jakoś słabo po ziemi stąpam, nauczyć mogę i owszem, ale samych niepożądanych rzeczy, bo taka właśnie jestem ;), że tak powiem, z choinki urwana ;)
-
Elu, nie wiem czy Mimi zdąży się u Anetki otworzyć, bo to tylko dwa tygodnie. Życzę jej z całego serca żeby ją ktoś na tym Śląsku wypatrzył i pokochał całym sercem, bo Mimisia na to zasługuje, choć przez 14 dni szanse raczej mikroskopijne. Tu do mnie, na mój koniec świata nikt poznać się z nią nie przyjedzie, tu każdy ma daleko , a ja myślę, że człowiek dla Mimi to tylko taki, którego ona zaakceptuje, inaczej i ona i człowiek będą się męczyć. Lemuzyna gotowa, bambetle spakowane, rano startujemy.
-
Dziewczyny ja od początku zaznaczałam że do wychowywania i nauczania nie mam żadnych predyspozycji, że mogę Mimi tylko oswajać. U nas to zwierzaki żądzą. My mieszkamy z nimi a nie one z nami, z czym niestety wiele osób ma problem, ale to ich problem, nie nasz. Nawet ksiądz -po kolędzie- nie ma lekko, bo mu się koty wieszają na koronkach wystających spod sutanny, a psy z sypialni ujadają na cały dom, ministranci modląc trzęsą się ze śmiechu, ja zresztą też. Trudno. Mimisia w stosunku do mnie jest super pieskiem, wesołym, radosnym, energicznym, pociesznym. Osoby które zna toleruje, choć obszczekuje, jak mój eM, brat czy mama, żarełko z łapki bierze, pięknie od nich żebra, da się nawet pogłaskać, ale to wszystko w strachu, takie chciałabym-boję się-uważaj. Z psami, kotami żyje w zgodzie, tylko Psotkę sobie upatrzyła do dominacji. Wszystkożerna i na jedzonko pazerna ;), trzeba uważać żeby jej nie zakluszczyć na kluskę śląską. Mam nadzieję że Anetka zdąży poznać te lepsze cechy Mimisi, choć wiem że dwa tygodnie to bardzo krótko. Gorzej bo na sierpień Mimi znowu gdzieś pojedzie, Tysia wie o tym już od dawna i coś tam organizuje, niestety u nas będzie remont, łącznie ze zrywaniem podłóg. Bóg nam rozum odebrał że położyliśmy w starej chałupie panele, wytrzymały 8 lat, nooo zwierzaczki bardzo się starały i pomagały. Teraz pójdą kafle, bo chcę jak najdłużej pomieszkać na mojej wsi, gdzie czuję się wolna i szczęśliwa, dopóki nie klęknę to mnie stąd nic nie ruszy ;). Tak jutro Mimi odwożę mniej więcej w połowie drogi spotkamy się z Anetką, później będę dzwonić do niej dogadać szczegóły. Kawusią z rana częstuję, kto chętny?
-
Radku, oby się Twoje słowa sprawdziły :) Tysiu, studia najważniejsze, to Twoja przyszłość i życie, bazarek nie zając ;) Zaraz Wam tu zapodam prezenti wariatuńcię, niech sobie Anetka popatrzy ;) Mimiśka przed adopcją musi iść chociaż na miesiąc do hoteliku pobierać nauki, albo do poprawczaka. Strachulec ma charakterek i psuje się u mnie jak robaczywe jabłko. Zwróćcie uwagę jak się ze mną mocuje, chce postawić na swoim, jak już mi się uda ją wywlec, to obiega trzy liliowce i z powrotem w to samo miejsce, chce mnie zrobić w bambuko, cwana bestia. A tak pomijając te małe różki, jest kochana i przytulaśna. -to co tygrysy lubią najbardziej- ;)
-
Elisabeto, mam wielką nadzieję że Mimi nie przesiedzi pół koloni w czarnej dziurze, bo ona tylko taka normalna jest w stosunku do mnie. Ja też wiążę nadzieje co do pobytu u Anetki. Zmiana otoczenia dobrze jej zrobi, może wyrwie ją z tych utartych kolein w których upływa jej życie u mnie. Nowe wrażenia, emocje, może ruszy troszkę do przodu. A wczoraj to się całkiem podłamałam, przyjechali na chwilę znajomi, akurat byłam z Mimi na podwórku, totalna porażka, zachowanie jak na początku, wicie się po ziemi, wyrywanie się, chęć ucieczki, paraliż ze strachu, zero nóg, tylko parter na brzuchu. Załamka. Pojechali i wszystko wróciło do normy. Dla Mimi całym światem jest tylko jeden jej człowiek, potem dłuuuugo nic, dalej inne psy, ewentualnie koty i koniec. Mimi nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Jest do mnie przyklejona, ja do kuchni-ona za mną, do pokoju-ona za mną, ja na górę-ona za mną, wygłupy i zabawy-ze mną, spanko-ze mną, jest non stop obok mnie. B-b, bo też obserwacja Mimi sama w sobie jest ciekawa, a jej reakcje wywołują śmiech (choć przez łzy w zasadzie, bo te reakcje wynikają z jej skrzywdzenia przez człowieka). Jednak nie tylko z Mimi można się pośmiać, bo na przykład straaaaszna kura, która jest miniaturką silką, goni wszystkie psy, autentycznie, nastroszy pióra, opuści skrzydła, dziób do przodu i heja biegiem za psem w morderczych zamiarach, każdy przed nią ucieka i omija wielkim łukiem. Taki z niej karate mistrz. Dzisiaj trochę chłodniej, jest przynajmniej czym oddychać, przynajmniej na razie, jednak deszcz skutecznie omija mój rejon. Susza, a ja niedługo będę ciągnęła ręce po ziemi od konewek i podlewania. ....a se tak śpimy, wciśnięte w pańciową spódnicę...
-
Wita Ciotunie charakterny cykor. Wystarczy przestawić na podwórku cokolwiek i strach Mimisię zżera, jednak nie jest to już sam strach, jest w nim domieszka ciekawości. Mimi lubi buszować w chaszczorowym pasie w ogrodzie, ma swoje ulubione miejsca, ostatnio napadła na nią doniczka pozostawiona w chaszczorii przez Połówka, wyskoczyła z liliowców jak oparzona (Mimi oczywiście a nie doniczka), ciągnęło ją w ten gąszcz, ale doniczka nie pozwalała wejść, musiałam donicę wyciągnąć żeby Mimi mogła potuptać po ulubionych ścieżkach. Rozszczekało się toto, Psotkę nadal gnębi, ale staram się tego pilnować. Niedługo Mimi pakuje manele na wyjazd kolonijny u Anetki. Ewentualnym dzwoniącym koniecznie trzeba trąbić że Mimi to strachulec, bo myślę że ludzie nie rozumieją co to znaczy dziki psiak. Wydaje im się że jak pogadają cukierkowym głosem to pies w try miga będzie się do nich łasił, bo na zdjęciach tak miluchno wygląda, a oni cudownie go otworzą w ekspresowym tempie. U mnie Mimi osiągnęła wszystko co mogłam z niej wydobyć. Minęło już tyle czasu a Mimi nadal toleruje tylko mnie. Może przez ten czas spędzony u Anetki bardziej się otworzy, może dopiero w hoteliku, kto to wie. Na dzień dzisiejszy, tylko odpowiedzialni spokojni ludzie bez dzieci. Mój wyjazd też do radosnych nie będzie należał, bardzo bliska mi osoba jest w ciężkim stanie onko, lekarze walczą, jest ciut lepiej, mam nadzieję że jeszcze do nas wróci. Nie jest to moja mama, leczenie onko mamy na razie przebiega dobrze, ale mam kilka osób wokół siebie które walczą. Anetka, weź dla Mimi transporter, bo ze mną będzie jechała przypięta na smyczkach do pasów, nie zrobię jej tego i nie będę upychać do transportera. Czyli 7.06 (czwartek) Strzelce Op. godzinę dogadamy tel. Zostawiam Wam dzisiejsze fotki Muminka jak na nią woła mój Połówek.
-
Ciocie, ciocie, ratunkuuu, jedna noga mi nagle zdługła!!! Prawdę mówię, samą prawdę, bo czy te oczy mogą kłamać? A wcześniej chciała mnie pożreć ta straaaszna kura! Ze strachu aż mi się słabo zrobiło i ta zdługła noga mi dokuczała, musiałam odpocząć, i znalazłam takie coś Tej tam, pozwoliłam też odpocząć żeby mnie broniła a potem obsikałam jej roślinki hehehe, w stylu cyrkowym zresztą, zdolna jestem niesłychanie a do tego śliczna i wybitna Na do widzenia zostawiam Wam ciotunie mój śliczny uśmiech, pa!
-
Masakra taki telefon. Dla Mimi dom bez dzieci i spokojny. W domu gdzie jest rejwach, Mimi będzie siedziała w czarnej dziurze i może tylko w nocy nos wychyli. Ciężki dzień dzisiaj, pielgrzymuję z mamą po lekarzach, byle do popołudnia jakoś dożyć, ale Wam wszystkim, ludziom z wielkim sercem, dobrego dnia życzę.
-
Bo też Mimi jest jak pomysłowy Dobromir, wszędzie musi ten swój szpiczasty pyszczek wepchnąć. Tu poliże, tam ugryzie w palca u nogi, powarczy, poszczeka, poskacze, da całuska, a później pada jak kawka. A dzisiaj rano ruda zdrajczyni mnie zdradziła, zamiast miziać się ze mną w łóżku, poleciała żebrać do kuchni, usłyszała trzaskanie garów, Połówek robił sobie śniadanie, nadstawiała się na głaski, ale uszami strzygła wyłapując pewnie kiedy usłyszy najmilszy dźwięk otwierających się drzwi lodówki, a wtedy myk i już jej nie było. Mimi jest wszystkożernym łakomczuchem, dobrze że ma w sobie tyle energii bo inaczej groziłaby jej nadwaga. Jak zajada coś smakowitego to warczy, tak na wszelki wypadek. No może nie całkiem wszystkożernym, szpinaku nie chce, ale już kawałek kalarepki zjadła. Tysiu, sprawdzałam dpd, paczka jest już we Wrocku. Miłego dnia.
-
Dzień dobry, kawusia z rana podana Dziewczyny, po Mimisi przyczepienie sobie kota za przeproszeniem "spłynęło", zaraz po wyzwoleniu, ganiała się z nimi dalej. To już nie jest ta sama Mimi co na początku, a i strach jest inny. Dawniej, w panice, biedny byłby Krzyś, lub mogłoby dojść do rękoczynów, a teraz ciągała go po prostu po kaflach próbując zgubić to coś, co się jej do szyi przykleiło. Co do spacerów, Mimi absolutnie nie jest psem podwórkowym, jak było sugerowane w jej poprzednim wcieleniu. Pozwalam Mimi chodzić tyle ile chce, Mimi kilka razy obejdzie wszystkie swoje ulubione kąty w ogrodzie, poskacze, pobiega (na długość smyczy), poszuka śmieci do schrupania i prowadzi mnie sama pod drzwi do domu. To całkowicie domowy i kanapowy pies, choć zapewne z każdego psa można zrobić podwórkowego a nawet dezdomnego, co widzimy tu na dogo bardzo często. Miłego dnia.
-
Na dobranoc opiszę Wam jeden z przypadków szalonej Mimiśki. Siedzę sobie i słyszę za plecami jakieś dziwne szurania, ale co tam, Mimi ciągle coś kombinuje. Jednak szurania i tuptania nie ustają, oglądam się i co widzę? Mimiśka gania i próbuje się uwolnić od kota, kot niemały bo ma ponad 6kg. Mimi się miota, a kot razem z nią, okazało się że Krzyś zaczepił się pazurem o Mimisiowe szelki, oczywiście odczepiłam kota, ale się ze śmiechu popłakałam, bo tak to komicznie wyglądało. Właściwie to Mimi miała wieeeelkie scęście że na Krzysia trafiło, bo to miśkowaty przytulas, zero agresji i dał się Mimiśce ciągać po kaflach w te i nazad. Mimiśka "robiła" za narowistego konia, a to był pasażer
-
Mimisia w TYM temacie jest wszechstronnie utalentowana, sika na trzy sposoby, jak chopczyk, jak suczka i jak akrobatka, czyli staje słupka na przednich łapkach, wszystko zależy od tego gdzie znajduje się punkt docelowy, żeby celnie trafić trzeba się czasem nagimnastykować ;) Do tego jest tak zabiegana na spacerku że kooo robi na kilka razy, nie ma czasu na dłuższe postoje, a do tego ma chyba jakieś wewnętrzne połączenie bo robi obie rzeczy naraz. Taki jej urok. Natomiast niebezpiecznie jest stać za Mimi, bo po skończonej "robocie" całą energię skupia na kopaniu tylnymi łapkami i wtedy wszystko fruwa, trawa, ziemia i wszystko co jest pod jej kopytkami, można mieć trawę na głowie. Szczególnie niebezpieczne jest miejsce za Mimisią po deszczu.
-
Niech żałują Ci co nie potrafią patrzeć sercem, Mimi jest cudowna. Gdybym miała jednego psa, była młodsza i zdrowsza, to żadnego domu Mimisia by nie szukała, niestety moje zdrowie w każdej chwili może mnie zmusić do powrotu do miasta, choć mam nadzieję jeszcze kilka ładnych lat powsiować, a z tyloma kotami i trzema moimi psami i tak nie bardzo sobie to wyobrażam. A żebym weekendu za wesołego nie miała to mi pralka dzisiaj wysiadła, na amen. Zostawiam zdjęcia z popołudniowego spacerku, niestety, do ładnych zdjęć potrzebny jest "ładny" aparat, może przez te dwa tygodnie pobytu na obczyźnie, Anetce uda się fajne foty pstryknąć. I jeszcze chciałabym na Anetkę zrzucić obcięcie przednich pazurków, dla mnie to jest wyprawa do weta, a Anetka pewnie potrafi sama to zrobić. Aaaa wariatuńcio już biega po schodach, ale strasznie się boję żeby nie spadła/zjechała na tych swoich szczudełkach. Najpierw pokażę Wam tą drugą stronę Mimisi :))) Tu się wyrywamy do płotu obszczekiwać dzieci: Została zastopowana, jak na mnie spojrzała, to myślę że gdyby miała 30kg to bym zaczęła uciekać ;) Tu szorstka "przyjaźń A tu ta lepsza strona Mimi :) -a może te kwiatki pachną kiełbaską?- -kiełbaska chyba jest tam dalej- -eeee to tylko kamień- -pewnie kiełbaska jest pod kamieniem, hej hej kiełbasko gdzie jesteś- -a chodź stara do chałupy, bo się zmęczyłam tym szukaniem i guzik znalazłam, może kotom coś z komody spadło, to se chrupnę- A do kolacji zostawiam Wam herbatkę z jeżówki i róży
-
Jesteśmy, żyjemy, dzisiaj się postaram coś więcej napisać. Ciężki tydzień miałam i następny będzie też podobny, pielgrzymuję z mamą po lekarzach, a po powrocie jestem padnięta i nic mi się nie chce. Opiekuję się nie pełnosprawną mamą, a do tego przyplątało się jeszcze dodatkowo raczysko, jest już opanowane ale co trzy miesiące trzeba poodwiedzać kilku lekarzy. Jeszcze tylko poniedziałek i środa i spokój do końca czerwca, mam taką nadzieję :) Z Anetką jesteśmy umówione na 7-go, spotkamy się mniej więcej w połowie drogi i powrotną drogę też możemy odbyć w ten sam sposób, z mojej strony bez kosztów. Mimi jest wyjątkowa, kto da jej szansę na oswojenie w nowym miejscu, bo wiadomo że nowy opiekun musi zasłużyć na jej zaufanie :), zakocha się w Mimisi. Uwielbiam ją obserwować. Ona tak bardzo chce biegać, niestety dla skoczka pustynnego flexi jest za krótka. No i się napisałam, już muszę lecieć. Pa dziewczyny i miłego dnia.