Jump to content
Dogomania

jaguska

Members
  • Posts

    2645
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    8

Everything posted by jaguska

  1. Chciałam wtrącić i ja swoje trzy grosze. Czesterek był u mnie przez chwilkę, fakt, śmierdział niemiłosiernie, mimo mycia tyłka kilka razy dziennie. Nurtowało mnie to, bo mam kota z takimi przypadłościami, w dużo gorszym stanie i wcale nie śmierdzi, noooo...prawie ;). Poczytałam trochę i: smród całego ciała może świadczyć o niektórych chorobach (cukrzyca, metabolizm, itp), ale w przypadku Czesia stawiam na 100% że to toksyny, drożdże i inne dziadostwo nagromadzone i zalegające w jelitach, dlatego smród "paruje z Czesterka przez skórę. Myślę że porządne preparaty detoksykujące mogłyby trochę zniwelować tą bardzo uciążliwą przypadłość. Jeśli Czesio ma jakieś nadwyżki w skarbonce to może by spróbować z tym preparatem https://www.petshooop.pl/ZEOLIT-NC-Detox-120-kapsulek-p10696 i/lub chlorellą http://barfnekorepetycje.pl/chlorella/ Z Zeolitem nie mam doświadczenia, ale chlorellę sama podjadam i moje psy i koty też.
  2. Tysiu zgadłaś, to moja skarpetka, Mimiśka przerabia ją na podkolanówkę ;) Koniec kwietnia to bardzo dobry czas, powinno być już (mam nadzieję) ciepło, zielono, będzie można kawę wypić na ogrodzie, zresztą na pewno wybierzesz ładny słoneczny dzień. A może poczekamy aż się wyszkoli Anecikowy M i wtedy na dwa miesiące przed przewidywaną adopcją popracowałby nad Mimisią? A w czerwcu będzie mógł ją przez te dwa tygodnie wstępnie poznać. To oczywiście tylko takie luźne moje myśli :) Dobranoc. (w rogu widać jednego z moich pampersiarzy)
  3. Oooo Anetka :), przez Twoje ręce już tyyyyyle piesełów przeszło może przez te dwa tygodnie poczynisz jakieś obserwacje, bo mi ręce opadają. Z jednej strony kochany, wesoły, rozrabiaka a z drugiej strach, paniczna ucieczka, przerażenie. A przeskok z jednego stanu w drugi powodowany jest...czymkolwiek, a czasem nie wiadomo czym, coś jej pstryknie w główce i już panika.
  4. W żadnym wypadku, żadne kojcowe, Mimiś to delikatniutki piesio, tylko domek i łóżko wchodzi w rachubę, ale żeby ludź był w kierunku psich zachowań i nauki doświadczony. Może udałoby się uzbierać na taki dwumiesięczny pobyt? Na razie przecież u mnie jej się krzywda nie dzieje, tylko mi jej bardzo szkoda że nie umiem jej pomóc i jak pójdzie do domu stałego prosto ode mnie to może się to skończyć zwrotem z adopcji, a tego nie chcemy przecież, Mimi należy się domek ten jeden jedyny, żeby nie wracała jak bumerang. I ona wcale nie potrzebuje innych zwierząt do towarzystwa, są to są, ale najlepiej to się bawić z ludziem, pluszakami. Z drugiej strony, na spacerach uczy się psiego życia od moich, ale z nich nauczyciele jak z koziej....., bo są rozpuszczone i robią co chcą, ja szkolić ani układać psów nie umiem. Taaa... nauczyły ją żebrać przy stole, taka to nauka. Tysiu, najprościej do mnie dojechać tak: wsiadasz w busik albo PKS, Wrocław-Nysa, ja Cię odbieram w Nysie, z powrotem tak samo. Pasowałaby mi druga połowa kwietnia, bo w pierwszej mam przebudowę ogrodzenia i będzie zamieszanie. W powszednie dni wiem że jest dużo połączeń, nie wiem jak w niedzielę, ale jak dla mnie to może być i dzień powszedni, choć na wagary Cię nie namawiam ;)
  5. Tysiu, to nie ten etap i jeszcze długo nie, Mimi jak się wystraszy to boi się wszystkiego, ucieka na oślep. A jak się bawimy i czuje się w miarę bezpiecznie to wariuje, skacze, podgryza, szczeka, wystarczy jednak jakiś odgłos i Mimi wpada w panikę i jakby nie kontaktowała, wszyscy i wszystko chcą jej zrobić krzywdę. Ja cały czas uważam że powinniśmy bazarkami składać kasę na (nie wiem, nie znam się) dwumiesięczny? pobyt Mimi w domu u jakiegoś psiego psychologa przed pójściem do swojego domku. Ja jej daję z siebie tyle ile mogę dać, ale nie znam się na psiej psychice i naturze, prosto ode mnie do domu stałego to ja Mimi nie widzę. W domu oczywiście nie ma problemu, bo nawet jak się wystraszy to przez okno przecież nie wyskoczy, ale jak się wystraszy na spacerze to już masakra jest. Nie jestem w stanie skrócić jej smyczy, nie potrafię, trzeba by ją wlec po ziemi, na długiej hasa, wygłupia się, ale przy ludzkich nogach szybko przemyka dalej. Ewentualnie jakiś PDT ale z bardzo doświadczoną w psich zachowaniach osobą. Zresztą najlepiej jakbyś Tysiu, w kwietniu, jak już będzie ciepło, przyjechała do mnie na niedzielę, albo w inny dzień, posiedziała z pół dnia i sama zobaczyła jak to z Mimiśką jest.
  6. Dzięki lajkowi Nesiowatej udało mi się tu dostać. Popróbuję Waszych patentów, ale generalnie to co się porobiła że strony nie działają i trzeba jakimiś opłotkami się do wątków dostawać??? Ta biała kotka to Bianka, Mimisia ostatnio jej nadokuczała i Bianka się wściekła, zaczęła polować na Mimisię, musiałam czuwać, na razie wszystko wróciło do normy. Teraz zbratała się z Kitusiem (kotka), zobaczymy jak długo potrwa ta przyjaźń. Mimisia nadal totalnym cykorem podszyta, ale jest lepiej, jednak napady panicznego strachu z niewiadomych powodów cały czas nam towarzyszą. Jednak mimo strachu, do wyjścia przychodzi do drzwi, kuli się przy przypinaniu smyczy ale w tym strachu jest dzielna :) Strachy kryją się wszędzie, w zabawkach, trawach, liściach, piłkach i w ogóle we wszystkim, tak reaguje Mimi Już nie sikamy raz a bez końca, tylko po psiemu poprawiamy po innych, dostajemy głupawek na spacerkach, gonimy kury...do pewnego momentu, bo jak kura rozłoży skrzydła to staje się potworem i trzeba uciekać ;) Mimisi w główce się telepie, raz weźmie smaczka z ręki, raz ucieka w popłochu. Generalnie jednak to Mimi jest wesołym psiaczkiem i tak sobie żyjemy Tysiu, trzymam kciuki za kolokwium
  7. Nie wiem czy uda mi się wstawić fotki, nie potrafię wejść na ostatnią stronę, nie mogę zatem przeczytać ostatnich postów. U nas ok, czekam aż dogo znormalnieje. Jeśli Mimiśka ma wydarzenie na FB to dajcie mi na pw namiary, bo dogo to teraz jakiś kosmos. No to próbuję z fotkami.
  8. Na oko, suszonej szczyptę na miskę, świeżych troszkę więcej. :) Pokrzywa dobra rzecz :))) Jak pieski piją herbatkę ziołową to super, ale moje nie bardzo, a szczyptę pokrzywy w mięsku to nawet nie czują. Jest tyle warzyw i owoców które mogą psiaki jeść, że im urozmaicam jedzenie a nie same chrupy i chrupy ;) Moje trzy surowiznę też jedzą, ale Mimisia nie, nie wiadomo do jakiego domku trafi, a przecież standardowo psiaki teraz żywi się puszkami i suchym, ale ziółka, warzywa i owoce, jak najbardziej będzie jadła w mięsnych posiłkach, przynajmniej dopóki jest mnie ;)
  9. Teraz suszoną, ale za chwilę będzie świeżutka, prosto z ogródka, sparzone listki dodaję do karmy. Latem ziółka świeże, zimą suszone, lub mrożone. Karmimy te nasze psiaki chrupkami, nie znają smaków jak kiedyś psy, więc posiłki mięsne urozmaicam im smakami których nigdy nie wyczują w chrupach, no i zdrowe do tego :) Ja też nie chciałabym całego życia przeżyć na płatkach i hamburgerach ;)
  10. Ceś Wam ciotki moje. Na koloni u ciotki jaguski nie jest najgozej, choć wsysko tu jest strasne. Te psy ciotkowe to rózne dziwne zecy jedzą, wcoraj był dzień ziołowy, ja tez dostałam, piersy raz, susoną poksywe, melise i kawałek świezej zmiksowanej dyni, taki dodatek do mięska. Ciotka się troche bała zebym jej nie zasrała całej chaty, ale siem postarałam i nic nie narozrabiałam, wycymałam do dzisiejsego spacerku, spoko. Ciotka mówi ze to zdrowe, scególnie poksywa, a ja tam nie wiem. Jezynka to by zjadła nawet całą kure razem z kurnikiem, bo z niej taki zarłok, Josi lubi zielenine, bo on prawie wege jest, za to Psotkę troche te ciotkowe dodatki kują w zęby ale je, casem koty jej pomagają, z niej taki fastfudowiec racej. Jutro mamy dzień owocowy, ciekawe co tam ciotka nam domiesa do mięska. Ciociu Tysiu, prose mi sukać domku nie gorsego niz ten kolonijny, ale duuuuzo lepsego. Pozdrawiam syskie ciotki co sie o mnie troscą, miłego dnia. Wasa piękna Mimisia :)
  11. Oooo pluszaki jak najbardziej, przyjmiemy z przyjemnością. Ja i tak co jakiś czas krążę po lumpeksach za pluszaczkami. Dzisiaj miałam wdepnąć za niemowlęcymi szmacianymi papućkami, też dobre do zabawy, ale nie zdążyłam. Łapki do swojej masy Mimiśka ma zdecydowanie za długie ;)
  12. Tysiu, na razie nic nie trzeba, jeszcze trochę puszek mam. Fakt, Mimi to wyjątkowa psinka, delikatniutka, najpewniej się czuje jak ludzie, czyli ja z eMem siedzimy sobie i nie plączemy się po domu, wtedy ona sobie chodzi zwiedza, wybebesza wybebeszone pluszaki, zagląda w kąty, wskoczy na fotel, koło mnie, tylko i wyłącznie. Na eMa nadal warczy i ucieka, nie da się niczym przekupić, ale jak się nie rusza (i nie odzywa) to podejdzie, powącha. Sypialnia i łóżko to nadal azyl. A tak Mimi wygląda jak się jej po wygłupach baterie wyczerpią ;)
  13. Hej, hej. Jeżynka to przekształcone imię z Jeżyka, bo niestety Jeżynka przez osiem lat "robiła" za łańcuchowego Jeżyka, również była pogryziona jak Mimi, jest z nami kilka lat i nikt jej na ręce wziąć nie może, oprócz mnie, choć i na mnie próbuje kłapać. To skomplikowany psiak. Mimi ewidentnie będzie kopaczem, ale jako że bieganie luzem u niej w rachubę nie wchodzi, więc i zniszczenia raczej niewielkie zrobi. Wczoraj o mało ze strachu zawału nie dostała bo zaatakowała ją etykietka wisząca na hortensji. Harce kotów potrafią ją zestresować aż do popuszczania sisiu. Spokojny domek i spokojny człowiek koniecznie potrzebny, u mnie za dużo wszystkiego, nie może się wyciszyć na dłużej, bo zawsze coś kocury zwalą, czymś hukną albo się potłuką i drą ryjce. Rano zwaliły pokrywkę i Mimi nieżywa ze strachu. Wczoraj jak się towarzystwo kocie pospało, to Mimi sobie poskakała chyba z dziesięć razy, na kolana do mnie i z kolan, na kolana, na okno, na kolana, na podłogę i tak jakiś czas dopóki jakiś hałas jej nie wystraszył. Zaraz jadę z Yoshim do fryzjera i skończy się skubanie za ogon ;))) Nie jestem w stanie wyobrazić sobie gdzie Mimi mogła przebywać zanim została znaleziona. Ona sprawia wrażenie jakby żyła w jakiejś pustej i głuchej bańce, gdzie nic nie docierało, ani obraz ani dźwięk.
  14. Hej tam cioteczki. Żyjemy. Mimi kształci się w szkole zawodowej w klasie stolarz-tapicer ze szczególnym uwzględnieniem krzeseł kuchennych ;) Kiedy w domu jestem sama, siedzę cicho, no dobra przy kompie, to Mimiśkę rozsadza energia, dokucza innym zwierzakom, koty to wiadomo, krótka piłka - z liścia i Mimi szuka kolejnej ofiary, Jeżynka pogoni bo zabaw nie lubi, Yoshi powarczy, tylko z Psotka się z nią pobawi do czasu. Domek bez dzieci, Mimi to pies jednego człowieka, lubi długie spacery, w spokojnych warunkach, chyba z niej będzie tropicielka i kopaczka, myszy czy tam kretów. Niestety strach i panika to nadal główne składowe Mimi, najdalszy stuk-puk-szmer przyprawia ją o palpitacje serca, a patrząc na filmik, wydawałoby się że to normalny psiaczek. Moje psiury zarośnięte po zimie, jeszcze przed wiosennym spa i Mimiśka wykorzystuje sytuację ;) Pozdrawiamy.
  15. Tysiu, jutro będę robiła większe zamówienie, to zamówię jedno opakowanie Vetfood for calm, na pół Jeżynce i Mimi, zobaczymy czy to coś warte. Ja już wiem, Mimi to nie pies, to głowonóg a teraz bende go zjad i wyprowadzę człowieka na spacer pracowita sobota :)
  16. O jaka ciekawa dyskusja, fobie i inne ;), każdy jakieś ma :))) Mimiśka pozdrawia weekendowo :) Panikara ma się dobrze, strach nam towarzyszy non stop, Mimiśka preferuje człowieka bez rąk i bez nóg, sam kadłub, to jest to! Chociaż nie do końca, bo ręce miziające kiedy kadłub jest w pozycji horyzontalnej to nawet są pożądane, a nogi? Cóż, może ja jestem trochę dziwna ale na krześle siedzę "po turecku", tak mi wygodnie a i zwierzaki bardzo to lubią ;). Siedzę więc sobie po turecku z Myszkinem na kolanach, a Mimiska skacze łapami na mnie, podgryza w stopę wystającą z krzesła, po rękach. W końcu załapałam o co "kaman", zdjęłąm Myszkina z kolan i.......Mimi wskoczyła mi na kolana, sama, z nieprzymuszonej woli :). Miałam zaszczyt trzy razy gościć ją na kolanach, pobiegała też po parapecie, bo siedzimy obok okna z widokiem na karmniki. Noooo... zalety kuchni już poznała i bardzo lubi tą cześć mieszkania. Dzisiaj wypchała koty z miski i zjadła im papu. Ze zwierzakami się dogaduje, tylko człowiek jest potworem/horrorem. Co prawda mam u niej fory ale może 5% ze 100. Mimisia potrafi szczekać w domu, szczeka na koty, szczeka na psy, szczeka na kocyki i dywaniki, i na człowieka też szczeka i warczy, ale całkiem inaczej, człowiek to zło konieczne. Zmęcona jestem strasnie a ty babo mi tu pstrykas po ocach.
  17. Malwinka jest już na swoim, więc 20zł stałej dostaje w spadku Reksio, proszę o konto gdzie wpłacać.
  18. Obie pomału dochodzimy do siebie. Wieczorem, miała ochotę na spanie w łóżku, ale co wskoczyła to zeskoczyła, tak kilka razy, w końcu położyła się na kocyku obok. Przespała wczorajszego "stresa" i w drugiej połowie nocy wskoczyła jednak na łóżko, ulokowała się w swoim miejscu i spała do rana. Przy porannym witanku z psiarnią, czyli tak zwanym dobudzaniu się nawzajem, Mimisia brała czynny udział, choć ostrożnie, tu mnie liznęła, tam trąciła noskiem, ale wtopiona w psią grupę. Na wołanie na spacer przychodzi pod drzwi, ale przy zapinaniu smyczy mamy większy strach, wracamy dość ładnie, w grupie, ale w wykonaniu Mimi to raczej wślizgiwanie się jest niż wchodzenie, po odpięciu smyczy smaczek, z ręki, wie i czeka na niego, przy okazji korzystają moje zbóje, bo jak to dać jednemu a innym nie? Chodzi za mną po mieszkaniu, kładzie się niedaleko, ale nie daj panie zwrócić na nią uwagę, a jeszcze bardziej wyciągnąć rękę w jej stronę, gubimy nogi i się przewracamy ze strachu biorąc zakręty do...sypialni, bo tam jest azyl. Powodu wczorajszego horroru nie wymyśliłam, nic mi do głowy nie przychodzi. Jakiś wspomagacz chyba jest wskazany, ale czy Zylkene? Mi się bardziej "podoba" Vetfood for calm, zwróćcie uwagę na skład https://www.sklep.petsmile.pl/kategoria/preparaty-uspokajajace-i-feromony.html . Ja chyba go Jeżynce zamówię, bo miałam ostatnio Stresnal i jakiegoś wielkiego działania nie zauważyłam, ale Jeżynka to całkiem inny przypadek i jej strachy mają inne podłoże, choć jeden wspólny mianownik jest, pogryzienie. Psotka natomiast ze strachem poradziła sobie bardzo szybko i teraz prezesuje w domu, ale one obie, i Jeżynka i Psotka razem "cuzamen do kupy" ;) Mimiśce nawet do opuszka łapki nie dorastają, w STRACHU oczywiście. Dzisiaj nowy dzień mamy i na razie nie jest źle.
  19. Dzisiaj mieliśmy cofkę, do samych początków, łącznie z zsikaniem się i skupkaniem pod siebie, jestem załamana, trwało to może z godzinę i przeszło, choć nie wróciło całkowicie do stanu sprzed cofki. Nie mam pojęcia dlaczego, bo nic wyjątkowego się nie wydarzyło. Choć cofanie zaczęło się na wieczornym spacerze, czegoś się bardzo wystraszyła i próbowała zerwać się ze smyczy, wysmyknąć z szelek, ale w domu normalnie, spanie w łóżku, głaskanko i podgryzanko, rano ok, a po południu atak paniki, takiego jeszcze nie było odkąd jest u mnie. Nie wiem Tysiu, nie wiem, czy nowy domek da sobie radę. Jestem psychicznie podłamana, nie wiem która z nas to gorzej przeszła. Chyba by trzeba zamówić tą obróżkę? albo jakieś ziołowe specyfiki na stres?
  20. To cudna deklaracja pomocy, bardzo bardzo potrzebna Mimisi, bo Tysia napisała prawdę, Mimi jest delikatna jak chińska porcelana :))) I choćby nie wiem jak u mnie długo była to wiem, że na pewno domek będzie musiał zaczynać wszystko od początku. Trzeba ciężko pracować na choćby szczątkowe zaufanie Mimisi a i to stracić można w każdej chwili z byle powodu. Bidulka jest rozdarta na pół, tak bardzo by chciała i tak bardzo się boi.
  21. Powoli Tysiu, powoli. Pisząc jak najszybciej nie miałam na myśli ekspresowo. Bo to na razie tylko takie Mimiśkowe "odpały" są, na ogół nadal strach w oczach. Pokazuję ją w tych lepszych momentach. Bardzo bym chciała dla Mimisi wyjątkowego domu, bo to wyjątkowy psiak. Tak delikatnego i wrażliwego psiątka (pomijając strach) to jeszcze nie widziałam.
  22. Bardzo mi przykro ale ja już obiecałam Reksiowi który wrócił z adopcji :(
  23. Tak, Mimi przychodzi do drzwi na spacer, przy zapinaniu smyczy nadal ze strachu próbuje stać się niewidzialna. Mimi to dwa różne psy w jednym. Kidy wracam z zakupami, Mimi czeka przy drzwiach, ale jak zobaczy siatki w moich rękach to tak zwiewa że aż się przewraca. Czasem dojście do drzwi zajmuje jej więcej czasu kiedy musi ominąć mojego eMa, boi się go, szczeka i warczy na niego, jednak nie przeszkadza jej to spać pomiędzy nami, podgryźć mu stopę czy polizać po ręce, ale tylko wtedy kiedy się nie rusza i nie mówi. Dla Mimi konieczna jest osoba powolna, spokojna, wręcz ślamazarna, z łagodnym głosem. To kochana psinka, łóżkowo-fotelowa. Bardzo ją ciągnie do człowieka, ale strach jej na to nie pozwala. To nie jest pies zdziczały/dziki, tylko przeraźliwie strachliwy. Ona sama siebie potrafi przestraszyć. Smycz musi być długa (flexi), przebiega i przystaje już blisko mnie, ale tylko wtedy jak się zapomni, jeszcze nie skracam długości. Ja myślę że Mimi powinna trafić do swojego domu jak najszybciej, żeby nowy dom mógł z nią pracować nad zaufaniem, moim zdaniem szkoda czasu. Jednak to musiałby być dom specjalnej troski :) i nie gdzieś na krańcu Polski, tylko w bliskości jakiegoś doświadczonego dogomaniaka, żeby w razie "W" interweniować, lub zabrać psiaczka z powrotem do mnie. No i marzy mi się żeby do nowego domy wyposażyć ją w wodoodpornego gps-a, żeby nie przytrafiło jej się to co Lice i innym uciekinierom. I najważniejsza najważniejszość, nigdy, przenigdy biegania luzem, nawet na ogrodzonym terenie. W łapankach upatruję 50% problemów Mimisi z człowiekiem.
×
×
  • Create New...