-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Everything posted by jaguska
-
A z tym psiątkiem nic się nie ruszyło? :(
-
A ja dopiero się zwlokłam do domu od weta. W końcu stało się to co było do przewidzenia, Majka poturbowała Krzysia i to co najmniej tydzień temu. Pod brodą, tak że nic widać nie było, zrobił mu się krwiak, a dzisiaj to pękło, myślałam że zawału dostanę, jak się mu to rozlało na szyję. Oczywiście dla mnie rak jak byk, więc stres totalny. Teraz jest zaopatrzony, rana przepłukana, zastrzyki podane, będzie się długo goić, bo miejsce paskudne. Największy kot i największa fajtłapa. Kolejny zwierzak specjalnej troski, którego trzeba chronić przed pobratymcami. W styczniu Mimisia ma wściekliznę ;) Na dzisiaj mam dość wrażeń i Wam też spokojności życzę.
-
:) średnich zdolności krawieckich to nawet w młodości nie miałam, może takie bardzo ale to bardzo podstawowe ;), ale pomysł wart rozważenia. Po nowym roku spytam się mojej Popraweczki jakby wyglądało cenowo uszycie takiego elastycznego kubraczka. Mój ponad 30-letni łucznik z elastycznymi materiałami nigdy sobie nie radził ;). Na razie wynalazłam kolorowe szerokie bandaże elastyczne, w psie łapki, bo w takim szpitalnym to by Mimisia wyglądała jak poturbowana ;) Mam nadzieję Elu, że Twój piesiorek dzielnie zniósł podróże świąteczne. U nas za oknem jakby zima była w natarciu, coś tam z nieba białego leci, zimnica i do tego wieje, brrrr....
-
Święta, święta i po świętach... Po kubeczku dla chętnych, na rozruch W domu cichutko, bo Połówek i córa jeszcze śpią, Mimisia pruje kocią zabawkę, już ją oskórowała. O! Dzień dobry Nesiu, kawunia na stole, zapraszam :) Ja już po pierwszym spacerze, ale krótkim, u nas deszcz ze śniegiem zacina, brzydka pogoda. Ja mam kardiologa po połowie stycznia, najpierw też badania, niech Ci te Twoje dzisiejsze wyjdą wzorcowo. Miłego dnia wszystkim :)
-
Wcale nie uważam że się "wtrącasz", każdą radę sobie cenię, bo zawsze co kilka głów to nie jedna. Jednak ostatnio właśnie zauważyłam na dogo, że dzieje się coś złego, jakieś przewrażliwienie zapanowało, przeczulenie na każde słowo. Mam niejasne przeczucie że formuła tego działu na dogo, dobiega końca. Z tych starych moich znajomych, już chyba nikogo nie widuję.
-
Nesiu, ja biedna nie jestem z tego powodu, ja ją lubię taką jaka jest, a Połówek nie zwraca uwagi na szczekanie, to z nim, lub na nim ostatnimi czasy Mimisia śpi, ale po prostu nie lubi kiedy się rusza i mu to bardzo wytrwale komunikuje. Pisząc powyżej o kubraku miałam na myśli coś takiego, jak macie jakieś inne linki do takich kamizelek to podrzućcie tu proszę, jakieś bazarki bym uskuteczniła i kupiła Mimisi. https://www.karusek.com.pl/produkt/21713_thundershirt_kamizelka_przeciwstresowa_dla_psa_hit_w_walce_ze_stresem/
-
Gdyby Mimi miała chociaż z siedem lat (lub więcej) to by u nas została na stałe, bo bardzo się do niej przyzwyczailiśmy, jednak dwa lata swoje robi, niedługo wyprawiamy jubileusz, w lutym ale nie pamiętam dnia, Tysiu przypomnisz mi? I jak pomyślę że będzie przechodzić od nowa wszystko co obserwowałam u nas przez pierwsze miesiące, to mi się serce ściska, ona jest tak delikatnej konstrukcji psychicznej. Wiem też że potrafi się zamknąć w swoim świecie i żyć obok, ale co to za życie. Już kolonie są wystarczającą traumą dla niej, ale Połówek po prostu sobie z nią nie radzi. Święta to jeden jazgot, przyjechała córa i teraz Mimi ma dwa obiekty do obszczekiwania. Mimiśka prowodyrka potrafi zainicjować wspólne szczekanie, wystarczy że wyjdę do łazienki a w tym czasie któreś ruszy ręką/nogą, odezwie się lub nie daj boże wstanie, masakra. Zaczyna Mimi oczywiście, za parę sekund dołącza się Psota (która nigdy nie szczekała), Jeżynka i czasem nawet Yoshi szczeknie, ale tak tylko dla porządku, zaznaczyć swoją obecność. Czasem specjalnie czekam w łazience i sprawdzam ile czasu Połówek wytrzyma takiego ujadania, nigdy się nie doczekałam jakiejś zdecydowanej reakcji, czasem "krzyknie" -cicho- jak nie słyszy TV, ale one mają to w głębokim poważaniu. Wychodzę z łazienki - nastaje cisza. I coraz bardziej się skłaniam do tej konsultacji mailowej z dr Iracką, może faktycznie jakieś środki niezbyt inwazyjne, poprawiłyby jej komfort życia. I jeszcze szelki a bardziej takie coś mocno zabudowane, żeby się czuła jak w dopasowanym kubraku, rozglądam się za czymś takim. Jak się już uzbroimy, to będziemy się zapuszczać w stronę rynku ;) Jak to dobrze, że tylko dwa dni świąt jest, święta lubiłam tylko wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Dzisiaj idziemy do kina, się wynudzę, bo to Skywalker będzie, nie moja bajka, ale czasem trzeba iść na kompromis. Ja czekam na Wiedźmina :) A Wam życzymy miłego drugiego dnia świąt.
-
:) Elu, dzięki za instruktaż, bo też nie miałam zielonego pojęcia jak to się robi jako osoba postronna :)
-
Ja na każdej wizycie, czyli co trzy miesiące, mam robione ekg, echo serca, usg tarczycy i w razie potrzeby usg brzucha, więc przez telefon trudno by było ;))) Jeśli Tysia będzie chciała skorzystać z porady emailowej, to oczywiście powypełniam ankiety, odpowiem na dodatkowe pytania, nie ma problemu. Jednak Mimi i tak w czerwcu jedzie na dwutygodniowe kolonie, więc gdyby była blisko takiego weta to czemu nie skorzystać z wizyty face to face. Pierników nie pokazywałam, bo w tym roku nie lukruję, więc nie wyglądają, ale witrażyki w piernikach zrobiłam, lubię je, lubię patrzeć przez nie pod światło :)
-
Janiołkom popsuły się armatki śnieżne i walą w nas wodą. Psota i Mimi nie mają wyjścia iść muszą bo na smyczach, Jeżynka była łańcuchowym, więc oprócz burzy niczego się nie boi, tylko Yoshi, jak go wypchnę na zewnątrz to truchcikiem do garażu jak otwarty, lub pod inne zadaszenie, zostawia tam niespodziankę i z powrotem pod drzwi. Cóż, w deszcz spacerki są króciutkie, bo kto lubi spacerować w deszczu bez parasola. Hop, ja w emailowe diagnozy nie wierzę, uważam że to strata pieniędzy. Kto z nas chciałby być diagnozowany przez lekarza mailowo czy telefonicznie? Mimisiowe zachowanie to przez pierwsze miesiące strach przed wszystkim i wszystkimi, a po zadomowieniu do strachu dołącza się próba podporządkowania sobie słabszych osobników w stadzie. Każde wyjście poza granice znajomych terenów jest dla niej traumatyczne. Jest psem jednego człowieka, już prawie dwa lata szczeka na Połówka jak tylko ruszy się z miejsca, wyjątkiem jest kuchnia, tam na niego nie szczeka bo liczy na -co łaska-, Połówek natomiast jest niereformowalny i kółko się zamyka. I tego się boję najbardziej, że potencjalny człowiek Mimi będzie pokroju Połówka i po kilku miesiącach będzie zwrot z adopcji albo Mimi wyląduje na podwórku, a ona się na podwórko nie nadaje, bez stałego kontaktu z człowiekiem zdziczeje z powrotem, no i w mróz marznie aż dygocze, jest zdecydowanie kanapowcem/fotelowcem/łóżkowcem. Natomiast pomysł by na Mimisiowe kolonie znaleźć miejsce w pobliżu gabinetu dr.Irackiej (imponujący dorobek), lub innego równie dobrego weta, jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Można do czerwca bazarkami nazbierać na kilka wizyt bezpośrednich, żeby wetka miała czas na obserwacje, spacer z psem, może nawet jakieś badania. Ja wcześniej mogę powypełniać te szczegółowe ankiety, czy jakieś dodatkowe pytania. Może i Tysi spodoba się taki pomysł. Trzymajcie się cieplutko w ten deszczowy dzień, pamiętajcie że herbatka z imbirem czyni cuda :)
-
Dziewczyny, ale ja już wcześniej napisałam, że jak zadecyduje Tysia tak będzie, ja też bym chciała dla Mimi jak najlepiej. Niestety ja nie mogę sobie pozwolić na tak długie wyjazdy, więc całe przedsięwzięcie transportowo-opiekuńcze musiałoby być precyzyjnie zaplanowane, albo Tysia musiałaby poszukać lokum na Mimisiowe kolonie gdzieś w pobliżu miejsca gdzie przyjmuje ta pani doktor, dwa tygodnie to można ze trzy wizyty zaliczyć i poobserwować dłużej psa. Można też Mimi przenieść do innego DT, może tam będzie inna, lepsza, mniej bojaźliwa. U mnie pewnie już żadnych postępów nie zrobi, jestem ja i Mimi, później długo długo nic, następne jedzenie i dalej też nic ;) Po namyśle, przyznaję Marysi rację, wychodzi na to że jestem jak pies ogrodnika, sama korzystam a psu żałuję ;)))))))))) Ze względów zdrowotnych nie mogę wziąć żadnego nowego zwierzęcia na stałe. Moje psiaki to seniorzy, więc mam nadzieję że razem dotrwamy. Dla Poker :)
-
Może nie zerowa, bo jakąś szczątkową wiarę w ludzi jeszcze mam. Jeśli Tysia zdecyduje o farmakologi to będę Mimi podawać lekarstwo. Gdyby była moim psem, ja bym nie podawała, ewentualnie suple na poprawę nastroju. Niby co one miałyby zmienić u niej w tej chwili. Mimi strachu się nie pozbędzie jak każdy tchórz, u mnie jest zadomowiona, przyzwyczajona, zna wszystkie kąty. Co te leki miałyby teraz zmienić w niej? No chyba nie chodzi o to żeby psa otumanić i wyadoptować, a dalej niech się dzieje wola nieba. W nowym domu na czas adaptacji owszem, ale teraz, nie widzę sensu. Dzisiaj sąsiad trzepał dywany, byłyśmy akurat na ogrodzie, strach panika, dezorientacja, ogon pod siebie, szarpanie się do domu. I tak jest ze wszystkim czego Mimi nie zna, lub gdy się coś przestawi. W mieście jest totalnie przestraszona i zdezorientowana, za dużo bodźców i to ze wszystkich stron. Czy z tego powodu miałaby brać leki? Jeszcze nikogo nie ugryzła, choć niektórych straszy. Tak jak pisałam wyżej ugryzła Anecikową Tycię i Jeżynkę, nie ona jedna ma psie konflikty, wystarczy poczytać dogo. Jeśli dobrze pamiętam to nawet zagryzienia się zdarzały. A że Tysia ma ciężki problem? No ma, Mimi nie jest dla osoby która -kce mieć pieska-, a znaleźć człowieka który da psu pół roku na aklimatyzację nie jest łatwo znaleźć. Psa, który nie da się długo pogłaskać, chowa się w najciemniejsze dziury, którego trzeba pilnować żeby nie zerwał się w chwili strachu ze smyczy, bo będzie po psie. Do takich adopcji kolejki się nie ustawiają. Dlatego bardzo bym chciała, żeby przy kolejnym zapoznawaniu się z potencjalnymi chętnymi była także Tysia. Witaj w klubie :), często sobie puszczam różne kawałki i skecze z Kabaretu Olgi Lipińskiej. Co do leków dla Mimi, nie widzę potrzeby stosowania ich u mnie, ja sobie z nią radzę, a jak posiedzi u mnie jeszcze ze dwa lata to miałaby dwa lata leki brać, albo i dłużej, to bez sensu. Ewentualnie zacząć podawać jakiś czas przed potencjalną adopcją i kontynuować leki w nowym domu. Ja to tak widzę, ale coś lekkiego czemu nie. Psy nie palą, ale gdyby, to pewnie jointy załatwiłyby sprawę ;)
-
Stałej już nie dam rady zadeklarować, ale jeśli Ksywy znajdzie jakieś lokum jednorazowo przeleję 200zł, tylko mi trzeba przypomnieć.
-
Komu na dobudzenie? Nesiu, ta zima dla ogrodów może być tragiczna w skutkach, rośliny mają nabrzmiałe pąki, niektóre hortensje puszczają listki, owocowym drzewkom się nie przyglądałam, ale te ozdobne mnie martwią, szczególnie chusteczkowe, dereń kousa i magnolia tripetala, bo to zeszłoroczne nabytki. Włóknina leży w pogotowiu, bo podobno mrozy mają być w styczniu. Kwitnących mleczy, fiołków czy innych chwaścików końcem grudnia, to ja nie pamiętam. Elu, dokładnie jest jak piszesz. Ja też jestem inna od dziecka, może dlatego "rozumiem" Mimisię. W jej przypadku może jakieś ziołowe, poprawiające nastrój, łagodzące to napięcie i obawy przed wszystkim, takie jak dla ludzi chmiel, kozłek czy melisa, mogłyby być dobrym dodatkiem do codziennej diety, ale które są dla psa bezpieczne to trzeba by było sprawdzić w jakimś sprawdzonym źródle. Jej reakcja na tych ludzi była jakaś spotęgowana. Aż tak nie reaguje, owszem szczeka, obszczekuje, ale z taką agresją jak tu to rzadko. Przy zabieraniu jakiejś zdobytej syfiastej delicji z pewnością mogłaby ugryźć, bo nawet do mnie się stawia, ale ja się jej nie boję. Pewnie gdyby miała z 15 kilo to....;), ale Połówka z pewnością by dziabnęła, bo dał się jej podporządkować. Jeśli jednak bym zauważyła że zachowanie Mimi idzie zdecydowanie w stronę agresji to pierwsza bym namawiała Tysię na farmakologiczne środki. I patrząc na Tofika, to uważam, że ta strachliwość Mimi jest jej sprzymierzeńcem, bo gdyby nie to, to mogłaby pójść drogą Tofika, bo ona ma zapędy do kontrolowania wszystkiego wokół i rządzenia się. Dlatego bardzo ciężko widzę jej adopcję. A już jak słyszę ludzi którzy tiutają do szczekającego psa, czasem całkiem serio szczekającego i wyciągają ręce, to mnie słabi, a później wina psa jak użre. Tak właśnie zrobił ten pan który przyjechał, wyciągną rękę do wściekłej Mimisi, ale się zreflektował w porę. Przynajmniej nie tiutał ;))) Ludzie przy "obsłudze" psa przenoszą go na płaszczyznę człowieka i stąd te wszystkie problemy, a przecież jest odwrotnie, to oni muszą wejść na poziom zwierzęcia i ustawić hierarchię kto jest szefem. No ale komu się chce? Bardzo często radzenie sobie z psimi zachowaniami kończy się na kiju. A do czego to prowadzi to wszyscy dobrze wiemy. I jeszcze jak pomyślę ile niechcianych, żywych prezentów trafi w niedługim czasie do schronisk i przytulisk to mi się nóż w kieszeni otwiera. Chcianych też trafi bo szybko się nudzą i są obowiązkiem, a z obowiązkami to część społeczeństwa ma ogromny problem. Koniec. Cza się za coś brać. Chosiaż w ostatnich dnia halny mnie przeleciał ;) i teraz mam fisharmonię w oskrzelach. Czymta się kochani w tej przedświątecznej gorączce i dajcie na luz :)
-
Mimisia "psychicznym" psem nie jest z pewnością, bardziej bym się skłaniała do czego takiego jak autyzm lub pokrewnego. Ona ma swój świat i oprócz jednego człowieka nic jej do szczęścia nie potrzeba, cała reszta jest zbędnym balastem. Nie znosi zmian. I tyle. A strach i panika, ludzie też są różni, tchórzów nie brakuje, a jeśli człowiek jest w zagrożeniu, lub tak uważa, to się broni, tak jak Mimi. Ja nie widzę potrzeby u Mimisi wspomagania lekami, ją po prostu musi ktoś zaakceptować taką jaka jest i dać jej ogrom czasu na adaptację. Tofik to całkowicie inny przypadek, tu nie ma co porównywać. A co do prób dominacji, podporządkowania, przecież to normalne, tak jest w przyrodzie, wśród ludzi chyba bardziej niż u zwierząt. Po to podobno człowiek ma rozwinięty hmmm mózg żeby nad tym panował, wśród swoich zwierzaków również. Ale jeśli jest taka potrzeba, pomoc farmakologiczna powinna być zapewniona. Jednostki chorobowe to już obowiązkowo.
-
Elu, bez niespodzianek życie byłoby nudne ;) Hop, Mimisia jeszcze żadnego człowieka nie ugryzła, potrafi ujadać na serio, postawić sierść od ogona po grzbiet, ale na takie wyskoki jak Tofik nigdy sobie nie pozwoliła. Natomiast u Anecik pogryzła Tycię, a u mnie poturbowała Jeżynkę i próbuje zdominować Psotkę. Dlatego nie zostaje sama z nimi, albo jeździ ze mną, albo gdy jadę sama, to siedzi w osobnym pomieszczeniu/ganku, w towarzystwie papugi i czasem jakiegoś kota jak się któryś nie zdąży ewakuować do innych części domu. I jest bardzo grzeczna, nic nie niszczy, zje smaczki i czeka. Wie że jak wrócę, pójdziemy na spacer. Natomiast, nigdy bym Mimi nie rekomendowała do domu z dzieckiem. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby człowiek zdecydowany na adopcję chciał wspomóc aklimatyzację Mimi lekami, ale nie ja o tym decyduję. Mimisia daje sygnał jakie ma zamiary, natomiast Tofik jest nieobliczalny. Ma ewidentnie jakieś zaburzenia emocjonalne a może i psychiczne, nigdy też nie był diagnozowany pod kątem "głowy". Ludzie z problemami czasem całe życie muszą łykać tabletki, czemu pies nie miałby żyć spokojnie u boku człowieka wspomagany odpowiednimi lekami. Leczymy u psów przewlekłe choroby, podajemy leki do końca życia, czy to na serce, czy to na nerki, wątrobę, cukrzycę itp. i tak powinno być i w przypadkach zaburzeń psyche. Co mi po psie który na pstryknięcie, zrobi siad, czy tam podejdzie lub nie podejdzie do miski, przebiegnie slalom, czy złapie frisbee, jak za chwilę zagryzie kota. Leki są po to by z nich korzystać. Tofik choćby i pięć lat siedział w Artemidzie to i tak uważam że będzie tylko nauczony poprawnego zachowania, a w sytuacji która da impuls w sekundzie stanie się dawnym Tofikiem. Ja osobiście nie odważyłabym się go wydać do adopcji bez dobranych leków uspokajających, leków, nie supli. Przy dobranych lekach, odpowiedzialności i świadomości ewentualnego adoptującego że leki trzeba podawać systematycznie o jednej porze, już pewnie dawno mógłby mieć własny dom (oczywiście bez dzieci), bo wygląd Tofiś ma bardzo adopcyjny.
-
Sylwester u nas, tylko u Jeżynki to traumatyczne przeżycie, Psotka i Yoshi na fajerwerki szczekają, Mimisi bliżej do nich niż do Jeżynki. Ona ma ostatnio swoje osobiste strachy, od dwóch dni mamy halny, wszystko lata, fruwa, szura, stuka, więc Mimi musi być czujna na spacerach, żeby jej nie zaatakował jakiś desant z powietrza. O atrakcje wigilijne natomiast zadbała córa, tak zwlekała z kupnem biletu lotniczego, że zostało tylko kilka miejsc za ponad dwa koła, a 23 jeszcze pracuje, bo kończą jakiś projekt, więc przyjedzie autokarem w wigilię, a ja muszę po nią jechać do Wrocławia, no, fajnie jest ;) Dzisiaj wieczorem będę pierniczyć pierniki mamucie, wielkie i z witrażykami, jak się będą godnie prezentować to się pochwalę, teraz mogę tylko pokazać z poprzednich świąt. Nie pokażę, bo przecież foty są na zepsutym lapku :(((((((((((((((((((((((((((((( Dobrego dnia.
-
Hej, hej. Świętami się nie przejmuję, one są dla dzieci, a moje dziecko jest po 30, wnuków brak. A do tego ja i córa jesteśmy wege, kto chce jeść ryby sam sobie robi ;), a do tego grudzień jak wrzesień, więc te święta to jak nie święta ;) Jak widzę w sklepach te ogromne kosze wyładowane towarem wszelakim to jestem przerażona, ileż można zjeść, to tylko dwa dni. Często słyszę -zostanie na sylwestra-, ale po co na sylwestra jeść resztki ze świąt jak można zrobić coś świeżego? Tak że kuchnią się nie przejmuje, gorzej ze sprzątaniem, ale i to mi nie spędza snu z powiek, gdyby nie ta moja wydolność organizmu stulatka, to bym te 130 metrów przeleciała w dwa dni. A nasz rudzielec wczoraj, jako przedstawiciel czworonożnych, protestował przed sądem w Nysie Co prawda z auta, czasem przez szybę czasem spod fotela, ale uczestniczył dzielnie w proteście. Dobrego dnia.
-
Wszystko fajnie i pięknie, ale ja w życiu bym nie wydała do adopcji agresywnego psa, nawet po szkoleniu bez odpowiednich leków, kto zagwarantuje że coś, lub ktoś nie sprowokuje niechcący agresji, zachowaniem, w domu czy na spacerze? Kto wtedy będzie odpowiedzialny? Wydający psa czy adoptujący. Do tej pory nikt nie wnosił pretensji, czy zwrotu kosztów leczenia. Zamykacie się w swoim kółku ludzi znających psią naturę, ale taki Tofik ma trafić do prywatnego domu, bez leków psycho. Nieodpowiedni ruch ręką czy inny impuls może wyzwolić w nim agresję. Ja, jak krowa na rowie nawracam wciąż swoje: https://www.animal-expert.pl/artykul/leki-psychotropowe-w-terapii-zwierzat-towarzyszacych
-
Ok, rozumiem, ale nawet przez whatssapa ze spaceru czy wybiegu??? Do osoby która go tam umieściła???