-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Everything posted by jaguska
-
Może troszkę większy zrobić, przynajmniej na razie, dopóki nie nazbiera się deklaracji, później można zmniejszyć. Niestety linkować nie umiem :(
-
Mimisia dzisiaj grzeczna jak marzenie. Zwierzaki były calutki dzień same, bo ja spędziłam cały dzień w szpitalu z mamą na dziennym oddziale okulistycznym. Nic nie nabroiły, nic nie zniszczyły i nawet nie nabrudziły, a ja ze zmęczenia nie wiem jak się nazywam. Cieplutko wszystkich pozdrawiamy i idziemy zwinąć się w kłębki i podrzemać.
-
Do dziewczyn z rejonu, możecie pomóc, dać namiary na kogoś kto pomoże? Powiat łukowski. Aktualnie szukam pomocy dla bezdomnego psa z chorymi oczami, i odbijam się między gminą a lubelskim animalsem, jedni nie chcą płacić, drudzy nie chcą leczyć bez kasy. I co robić? http://forumogrodniczeoaza.pl/index.php/forum/24-zwierzeta/254-nasze-zwierzaki-male-i-duze?start=1818
-
To prawda Pokerku co napisałaś, pewnie ciężko byłoby (poza ogólnikami) powiedzieć o co tak naprawdę poszło, ale poszło i nic już tego nie cofnie. Każdy z nas ma inną wrażliwość, to co dla jednych jest konstruktywną krytyką, dla drugiego może być bolesnym ciosem. Rozgrzebywać zabliźnionych ran nie ma sensu. Jest jak jest.
-
No tak, zbyt mocno skróciłam, powinnam przed Twoim postem zacytować jeszcze post Izy. Bo dobrze wiemy, że Iza zdaje sobie sprawę z tego że dogo nadal pomaga, ale zbyt mocno boli ją jeszcze to wszystko co się tu wydarzyło, by całkiem obiektywnie na to spojrzeć. Sorry Pokerku jeśli inaczej to odebrałaś.
-
Kochani, zbyt leniwa jestem by napisać coś dłuższego, a wokół mnie tyle interesujących rzeczy, świat jest fascynujący, ale świat fauny i flory, bo ten ludzki odrzuciłam już dawno. Kiedyś gdy przyjdzie mi iść na wygnanie do miasta, z powrotem, (oby nie) to chyba będę nieszczęśliwa, a może jakoś się tam wpasuję z powrotem. Jesteśmy tylko maleńką składową świata przyrody i nic tego nie zmieni, ani wynalazcy, ani naukowcy, nikt. To że budujemy sobie domy z granitowymi posadzkami, z marmurowymi blatami, z tysiącem ustrojstw wymyślonych przez wynalazców. To że "podbijamy" kosmos, konstruujemy bomby nuklearne i inne biologiczne, i chemiczne formy zagłady ludzkości, itd itd itp..., to i tak jesteśmy tym maleńkim ogniwem w przyrodzie, mamy jedno krótkie żyćko, niewiele więcej warte od życia kota, psa czy żyrafy. Niestety zapomnieliśmy o tym, pomyliło nam się wszystko, poczuliśmy się panami świata, rujnujemy, zabijamy, niszczymy. A za krótką chwilę, razem z zabitym dla rogu nosorożcem zajmiemy swoje miejsce w łańcuchu troficznym. Valar Morghulis ;))) Mimisia :), z moich subiektywnych obserwacji wynika że Mimi pomału dorośleje ;), bo trafiają się jej dłuższe chwile gdy czuje się psem dorosłym i poważnym, niestety to są długokrótkie chwile spod których nagle wyskakuje wariatka. Ta niebieska kołderka to jest Mimisiowa, kiedy jadę gdzieś sama, wystarczy że wezmę tą kołderkę do ręki i Mimi już jest w ganku, wie że tam zostaje i tam, na tej kołderce będą smaczki. Kołderka jest takim umownym znakiem. W ganku razem z Mimi zostaje Krzyś, bo boję się powtórki z rozrywki. No i Kubuś :) Z Jeżynką wczoraj też poszło dość dobrze, nawet udało nam się sprawnie zmienić kubraczek, tyle tylko że w nocy Jeżynka się rozebrała, wizyta dopiero jutro, będę próbowała już dzisiaj sama ubrać. Dzisiaj jedziemy do kina, mając w domu psy, koniecznie trzeba obejrzeć i Psy ;) Dobrej niedzieli :)
-
Nie jestem zdziwiona reakcją Izy, nie każdy ma skórę jak bawół by nie przepuszczała jadu. Z dogomani odeszło już bardzo wielu aktywnych i skutecznych pomocowców, przez te za przeproszeniem "gównoburze" które tu cyklicznie wybuchają. Jej decyzja, jej spokój, trzeba uszanować. Ja kibicuję Białogonkom na FB, bo to dla mnie ogromny życiowy projekt Izy, godny podziwu. Niewielu byłoby na to stać.
-
Eeee...całkowicie źle zadane pytanie, ono powinno brzmieć - Czego Mimi nie zrobiła? Nie zrobiła ani siooo ani kooo, na mnie oczywiście, tym razem zapanowała perfekcyjnie nad zwieraczami ;) I w ogóle była bardzo grzeczna, tylko łapeńki jak zwykle ze strachu odmówiły posłuszeństwa, złożyły się jak scyzoryki i ich nie było, został sam kadłubek z głową. Za to z bardzo zainteresowaną głową, wszystko rejestrującą za pomocą nagłownych radarów, bo się też wysiedziałyśmy trochę, przed nami był biedny króliczek, maltretowany, taki bezkolejkowiec nagły. Mimi była też wymęczona psychicznie, była ze mną cały dzień w mieście, nie miała czasu na regenerację emocjonalną i zaraz do weta siup. Trochę było szamotaniny przy pazurkach, ale to drobiażdżek był. Tak więc Mimi jest odwścieklona z nowym manikiurem, może tak hybrydki założymy? Po powrocie do domu s/padła jak zgniłe jabłko z drzewa, a ja zaraz po niej na półgodzinną drzemkę. Za to dzisiaj znów zapasy z Jeżynką, masakra, i mam nadzieję wielką że ta brzydka rana będzie już ładniejsza. Walka ustawiona jest na jedenastą, SUMO znaczy się. Dobrego dnia dziewczyny
-
Bo Mimi jest aniołkiem, tylko takim nie do końca ;) Wczoraj wieczorem świsnęła Połówkowi całą kromkę z talerza, a dzisiaj wytropiła w miskantach dzikie gniazdo naszych kurek, z jajkami :) Jutro o 17 będzie miała stresa, u weta. Pojedynek był, a jakże, obsługiwaliśmy ją we trzy osoby, dwoje wetów i ja. Jedno szycie suchutkie i ładne, drugie brzydkie, pomimo sączka zebrało się jeszcze sporo płynu. Opatrunek zmieniony, zastrzyki podane, na jutro mamy leki, w sobotę powtórka z rozrywki. Miłego wieczoru i dobrej nocki życzymy.
-
Nie widzę problemu by takie zapoznanie przeprowadzić w neutralnym miejscu, bez dotychczasowego opiekuna. To przecież da się zorganizować. A takiego psa jak Mimi nie odważyłabym się dać w ciemno. Ludzie mają narąbane w głowach i wydaje im się że są cudotwórcami, ja w swoim otoczeniu nie widzę ani jednego człowieka któremu mogłabym powierzyć takiego psa jak Mimi czy Jeżynka, chyba że założymy że miałby to być "chów" czysto podwórkowy, bez wysiłków socjalizacyjnych. I tak mogłabym postąpić z Jeżynką, przecież i tak mieszkała w rozpadającej się budzie z łańcuchem na szyi. A do weta skrępować bandażami, kagańcem, wszystko można, tylko co z sumieniem??? Po dziewiątej jedziemy z Jeżynką na kontroliren polen operacionen , bydzie SUMO przez koc ;)))) Mimisia ma jutro po południu wizytę wet. Przygotowania do popołudniowej drzemki ;)
-
Jesteśmy, żyjemy, obie. Jeżynka jest bardzo ciężka do znieczulenia, pięć po ósmej dostała zastrzyk, a o dziewiątej musiałam gnać na sygnale bo robiła armagedon w lecznicy (bez wybudzacza). To malutki gabinet, trzy koty czekały w kolejce na zabieg, a Jeżynka wyłączyła jedną osobę z działania. Walczyła ze swoimi potworami z przeszłości, wróciła do rozwalającej się budy, na łańcuch, na podłe traktowanie, na wyszarpywanie ciała przez agresywne psy, bez możliwości ucieczki bo łańcuch trzymał w miejscu i walczyła ze wszystkich sił z całym złem świata. Taka ośmiokilogramowa wojowniczka. Wetka mi nie dowierzała przed zabiegiem........ale już wierzy, takiego hardkora znieczuleniowego jeszcze nie miała. Kiedyś któraś dziewczyna napisała, że takie psy jak Mimi to trzeba oddawać w adopcję bez wizyt zapoznawczych, ja tak dostałam Jeżynkę, w sekund pięć, wsadzona do samochodu przez opiekunkę, -bo się trochę boi-, bez głaskania, -bo nie lubi-, no i w ogóle to -do widzenia-. Po kilku dniach miałam ochotę ich udusić za to że nie przygotowały mnie na to z czym mam się zmierzyć, że powinnam wsadzić w samochód i odwieźć, właśnie dlatego że mnie nie przygotowały na trudy życia z Jeżynką, za to że kłamały i ukryły prawdę. Dlatego ja jestem za mówieniem prawdy o wadach psa i za wizytami zapoznawczymi. Gdyby ktoś z boku popatrzył, to by powiedział że Jeżynka jest zaniedbana, bo wizualnie jest, z futerka wycinam tylko jak się zrobi kołtun i jak mi się uda, welony na tyłku obcinam w wannie, a i tak po ostatnim obcinaniu zasłabłam, ja - nie Jeżynka, bo to dla mnie jak walka Sumo. Pogryziona byłam już nie raz. Ostatni to właśnie ten staw w kciuku, centralnie w sam staw mnie dziabnęła, goiło się prawie dwa miesiące. Dzisiaj korzystając z okazji, obcięłam jej płetwy w tylnych łapkach :) I mogłabym tak długo jeszcze..... Ta mała wojowniczka Lagerta ;) ma swoje miejsce w moim sercu razem ze swoimi traumami, strachami, zębami itd. Aaaa no właśnie, przy okazji jednego trzonowego dzisiaj straciła, jak mus to mus ;). Wetka jak zajrzała w paszcze to spytała czy ona całe życie kamienie jadła, kamienie to może nie, ale pewnie jej dieta z kości się składała, bo ziompki ma starte równo z dziąsłami. Jeszcze raz dziękujemy za dobre myśli i słowa, nawet Mimi dzisiaj grzeczna, pewnie czuje zapachy z lecznicy ;)))) Dobrej nocy.
-
Witajcie U nas wszystko ok, znowu jestem zapętlona w codzienności. Pielgrzymki po ZOZach z mamą, Jeżynka we wtorek ma operację, muszę znaleźć miejsce w domu na kontener, żeby mogła mieć spokój od rudej, dobrze że przynajmniej u Krzysia wszystko pięknie się zagoiło. Mimiśkowa wizyta u weta będzie po zabiegu Jeżynki, bo to ją na chwilę spacyfikuje i uspokoi. Duszek ma się dobrze, to kochany kotuś, niestety z integracją w stadzie idzie jak po grudzie, a już na pewno nie chciałabym żeby go poturbowali, wystarczy mi Krzyś, jednak nadziei nie tracę :) Postaram się w najbliższym czasie sfocić go, lub może króciutki filmik zdziałać. Odskocznią i relaksem są dla mnie kwiaty domowe i pierwsze wysiewy, nasionka pelargonii w trzy dni wyskoczyły z ziemi :) Dobrego dnia.
-
Oj to imię nietrafione ma, powinna być Wala ;), będziemy świętować. A to różnie bywa, Mimi jest generalnie bardzo gadatliwa, oczywiście nie od razu, ale dopiero kiedy jest już zasiedziała ;). Na fajerwerki nie ma mocnych, biegały od okna do okna, w zależności z której strony huknęło i obszczekiwały. W normalnych warunkach, muszę zdecydowanie burknąć na nią, ale i tak nie za pierwszym razem skutkuje, lubi trochę popyskować zanim posłucha. Procesje za Połówkiem, to inna bajka, bo to już chodzą za nim i się drą we trójkę, Mimi, Psotka i Jeżynka, trio na trzy głosy, Mimiśka sopran, Psotka sopran koloraturowy, Jeżynka.........tenor ;))) Czasem reaguję, a czasem jestem tak wkurzona na Połówka, że mam w nosie i czekam na jego reakcję. I nie mogę tego pojąć, do telewizora potrafi się wydzierać, a do psów jakieś szeptacze -cicho-, a one mają to w D i jadą dalej, no i tak łazi ten mój Połówek po domu a za nim szczekająca procesja, jak usiądzie - koniec szczekania. Noooo...nie szczekają tylko jak się kręci po kuchni, wtedy wpatrzone w niego jak w obrazek, a procesja z kuchni do pokoju przebiega w ciszy absolutnej, ale za to z uważną obserwacją czy mu co z rąk nie wyleci. Mimisia po prostu lubi szczekać, pewnie zbyt długo była niema ze strachu, że teraz, kiedy czyje się już pewniej odbija sobie tamten czas. Od jakiegoś czasu Mimisia nie znosi wyjazdów do miasta, w samochodzie przez dłuższą chwilę piszczy jak wyjeżdżamy. POtem daje nura pod siedzenie. Nie wiem czy mam ją na siłę ciągnąć do miasta. Zdecydowanie nie lubi opuszczać znajomego terenu. Może jednak odpuścić. No i mamy od kilku dni fazę wzmożonego znaczenia, musiały się rude popstrykać. Fuj nie fuj, paskudna nie paskudna, jednak warto się z nią zaprzyjaźnić :) https://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/apteczka/lukrecja-wlasciwosci-zastosowanie-lukrecji-w-lecznictwie-i-kosmetyce-aa-9rov-CBCq-dqbS.html To prawda, a porównując ją z psem który do mnie trafił, metamorfoza jest nie do uwierzenia. I jak sobie pomyślę że miałaby znowu żyć w sztywnych ramach, tego nie wolno, tamtego nie wolno, nie szczekaj, nie wskakuj, itd, bądź wdzięczna za to na co ci pozwalam, to jakoś cieszyć się nie potrafię. A tu wystarczy serce i silna osobowość, być przewodnikiem i obrońcą jak trzeba ;) ...ale gdyby się trafił ktoś pokroju mojego Połówka, to zwrot z adopcji pewny na 100%, oczywiście po objęciu domowego tronu. Ja już nie wiem, czy mój Połówek to taki niereformowalny ewenement, czy jednak takie są ludziska. No bo jak czytam na dogo o zwrotach, że idzie do adopcji pies najnormalniejszy na świecie, jak Oskarek, a po jakimś czasie robi się z niego "podobno" rozwydrzony bachor, no to mi tylko na myśl przychodzi człowiek o charakterze mojego Połówka. Krzysiowi ładnie goi się rana, już tylko przemywam dwa razy dziennie czymś (dostałam w strzykawce jakiś specyfik).Takie bubu mu Majka zrobiła :( Jeżynka kończy serię zastrzyków z jadu pająka, serduszko ciut podreperowane, nie w tym, ale w następnym tygodniu będzie miała operację. Trzeba zrobić choć nie ma gwarancji że przeżyje narkozę, ale z drugiej strony - to co, nic nie robić? Jakiej decyzji bym nie podjęła to i tak będzie zła. Dobrego dnia.
-
Oooo, głowę mam dzisiaj jak rozbity gliniany gar, nie żeby od alkoholu, bo ja z tych niepijących, tylko od niewyspania, masakra. Mimisia w sobie tylko pojętej rywalizacji z Psotą, nie może odstawać, więc zgrywa chojraczkę, w domu ;), gdyby to było na podwórku, byłaby to całkiem insza inszość. Cha-upę swą cza bronić. Tak było od 22 do 02 i dzisiaj co jakiś czas.