Jump to content
Dogomania

makot'a

Members
  • Posts

    1897
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by makot'a

  1. Oj, nie... nawet nie przypuszczam, że to może być autentyczna "historia", bo osoba która mi taką rewelację sprzedała psiarzem, a tym bardziej świadomym psiarzem nie jest ;) Ciekawi mnie po prostu SKĄD się biorą takie plotki i legendy i co może być ich źródłem :diabloti:
  2. Ależ Wam śniegu zazdroszczę! U nas nic nie spadło :( Dziękuję za Sagata :D
  3. [quote name='kalyna']ja zamówiłam to :lol: http://ipo-sklep.pl/p220,gryzak-z-materialu-ringowego-twardy-zp-kod-zp-7t.html http://ipo-sklep.pl/p1238,pilka-na-sznurku-pelna-hst-kod-b001-80.html http://ipo-sklep.pl/p664,pilka-na-sznurku-7-50-cm-g-kod-g-0727-50.html tzn. tą nakładkę na mopa z frędzelkami :diabloti: jutro będę testować :lol: uuu :( Ja za złotem nie przepadam, w sumie to bardzo mało mam złota. Dla mnie właśnie jest zbyt drogie i jakoś dziwnie mi się kojarzy. Tzn. z małżeństwem, stabilizacją, powagą, dorosłością :lol: jakoś tak dziwnie :evil_lol: A srebro bardziej do mnie pasuje :) Ja też dużo biżuterii nie noszę - mam łańcuszek, kolczyki i niewielki pierścionek :P A mi złoto kojarzy się zupełnie inaczej - ja lubię ciepłe kolory, złoto kojarzy mi się z jesienią, snopami słomy, z żywicą, z delikatną słowiańską urodą i złotym warkoczem wiejskiej dziewki ^^ Poza tym złoto dobrze wygląda z zielenią, a ja często się na zielono ubieram i oczy mam zielone, hehe :D Srebro też mi się podoba... ale na kimś, nie na mnie ;) Ja w srebrze nie wyglądam korzystnie - mam raczej ciepły typ urody i moja twarz wygląda przy srebrze jakoś tak martwo i dziwnie "różowo", w złocie mi o wiele lepiej, wyglądam "żywiej" ;) No ale ma to swoje złe strony - zwykle na biżuterię, która mi się podoba, mogę tylko z utęsknieniem popatrzeć, bo złoto jest absurdalnie drogie :/ Dlatego mam tylko jeden, skromniutki i drobniutki "komplet" i to mi musi wystarczyć ;) Biżuterii srebrnej, która mi się podoba mam trochę więcej, ale chcąc nie chcąc - i tak nie mogę jej nosić :P
  4. [quote name='kalyna']:loveu: to jest plus znanej rasy, wiele gadżetów można znaleźć :evil_lol: jeszcze coś ma na oku, ale to nie jest takie ważne :eviltong: Łoo szkoda :( ja jak już to tylko srebro noszę... [/QUOTE] Ja srebra nie noszę, bo mam uczulenie na nikiel i stop srebra mnie uczula po pewnym czasie :/ Także chcąc nie chcąc jestem skazana na złoto - tyle dobrego, że lubię złoto i w złocie mi lepiej, niż w srebrze ;) Minus jest taki, że nie mam zbyt wiele biżuterii, bo mnie zwyczajnie nie stać :diabloti:
  5. No prezent mikołajkowy przepiękny! :) szkoda że wilków nie mają :D Ano i ja srebra nosić nie mogę :( Ale przynajmniej na zdjęciach popodziwiam :D http://i1076.photobucket.com/albums/w457/kalyna2/DSC_0046_zpsbe1acbb0.jpg 100% cukru w cukrze :loveu:
  6. Ja się upominam o więcej Sagata! :D
  7. Nie ma żadnych ustawień prywatności, bo to zdjęcie z fanpage, więc jak najbardziej publiczne ;) Rodzice - dziękuję :)
  8. [quote name='LeCoyotte']nie widać zdjęcia;)[/QUOTE] Jak to nie? ;) Przed chwilą zajrzałam tu po wylogowaniu i widzę go bez problemów :D To ostatni post na poprzedniej stronie... wysłany w tej samej minucie co pierwszy post tej strony, więc wszyscy go pominęli chyba ;)
  9. Bu, a mój rrrrudy kompletnie niezauważony :P
  10. Ode mnie wilk :) Mam ochotę poprawić mu tułów, bo sierść mi się nie podoba... ale czeka na to już od ponad 2 tygodni, więc chyba się już nie doczeka poprawek :P Akryl na brystolu B1 (100x70cm) [IMG]https://scontent-b-mxp.xx.fbcdn.net/hphotos-prn1/1426151_299048896893963_1601112475_n.jpg[/IMG] Edit: Zapomniałam dodać - malowane w oparciu o -> [url]http://thumbs.dreamstime.com/z/grey-wolf-canis-lupus-23612698.jpg[/url]
  11. Hehe, nie sądzę, żeby Cresil był jakoś wyjątkowo niedobrym szczeniakiem na tle innych wilczaków :D Myślę, że Mi Wam też nieźle dała popalić, pewnie podobnie :) Fakt, że Cresil był akurat okropnym złośnikiem, a chyba nie wszystkie małe czw są takie... i pod tym względem nieźle dał nam w kość... ale za to oszczędził bardzo nas w innych kwestiach, chociażby dlatego, że [U]jak na wilczaka[/U] to Cresek jest spokojny, nie doświadczyliśmy 'wilczakowego ADHD'... :D Poza tym wydaje mi się, że całkiem nieźle trafiło nam się też pod względem lęku separacyjnego - u Creska PANIKĘ po zostawieniu go samego w domu widziałam tylko raz... tzn. moi rodzice widzieli (i potem z całkiem szczerym przerażeniem w oczach stwierdzili, że to nie jest pies... tylko DZIKA BESTIA i oni się go boją :diabloti: A Cresilek miał wtedy 2,5 miesiąca... słodkie szczeniątko :loveu: ) Ale na ogół wydaje mi się, że nie ma lęku separacyjnego jako takiego - problemy z zostawaniem samemu u niego wynikają raczej ze złości, niż z paniki... obecnie kolorowo nie jest, ale nie jest też źle - bez żadnego specjalnego przygotowania Cresek potrafi zostać sam w domu na 2h (już bez klatki) i grzecznie leżeć... jak go zmęczymy przed wyjściem, to możemy go bez większych obaw zostawić na 4-5h... chyba, że jest już noc i on kładzie się już spać to czasem zostaje na więcej niż 6h. Gorzej w obcych miejscach - tam niestety panika, lękowa :/ Mimo tego, że staraliśmy się w miarę możliwości ćwiczyć obce miejsca i grzeczne zostawanie poza domem... niestety wtedy odzywa się już lęk... ale może uda nam się to jeszcze wypracować, nie przestaję mieć nadziei :D Ale ja naprawdę poważnie myślałam o oddaniu go... bo ja przez pierwsze dwa miesiące życia z Cresilem prawie nie spałam, ciągle myślałam TYLKO o Cresku - nawet obiadu nie dało się zjeść, bo pieronek wymyślał tak sprytne metody na kradzież, że czasem we dwójkę nie dawaliśmy rady upilnować jednego talerza... jak człowiek skupiał się na pilnowaniu obiadu (i ewentualnie jedzeniu), to Cresil wymyślał jakieś akrobacje po pokoju, gryzienie kabli, wchodzenie na szafę itp. Pierwszy miesiąc z Cresilem spędziłam w Sk-u... moi rodzice patrzyli na mnie z politowaniem - żeby zjeść obiad musiałam zapiąć głupka na smycz i przywiązać go sobie do nogi, bo inaczej robił demolkę w domu, albo uciekał i biegał po schodach sprytnie omijając wszelkie przeszkody ustawiane specjalnie po to, żeby tam nie wchodził (po schodach przecież nie wolno mu było biegać! :P ) W sumie smycz też niewiele dawała, bo po pół minuty szarpaniny Cześ zaczynał ją gryźć... i i tak trzeba było go pilnować, i tak... Zostawanie w klatce to też był niezły cyrk - Cresil często wpadał w furię, jeśli zostawiło się go w "nieodpowiednim" momencie (to było trochę jak gra - trzeba było zadbać o to, żeby wszystkie "składowe" grzecznego zostania były wypełnione - tj. zmęczenie fizyczne i zmęczenie psychiczne musiały być w równowadze, inaczej włączał mu się 'demon wściekłości'; sikanie; sr**nie; jedzenie; picie itp. itd.) My nigdy wcześniej nie klatkowaliśmy żadnego psa, więc chcąc zrobić to dobrze bardzo baliśmy się popełnić błąd - staraliśmy się więc, żeby zostanie w klatce kojarzyło mu się dobrze i żeby zostawał w ciszy - dtalego nie zawsze mogliśmy go zamknąć*. Jak w końcu udało się spełnić te kilka warunków, o których pisałam wcześniej i pieseczek został łaskawie w klatce, to było siedzenie i czekanie na odpowiedni moment wypuszczenia go - gdy przegięliśmy z czasem i chcieliśmy, żeby w klatce posiedział np. 40 minut zamiast 35min, to Cresil wpadał w FURIĘ i darł się szarpiąc klatkę przez następne 4h... czasem dłużej... Boże ile ja się pod drzwiami wysiedziałam, czekając aż ten głupek chociaż na 3 sekundy przestanie się wydzierać, żeby go wypuścić xD Pamiętam też, że okropnie kłopotliwą kwestią było choćby wyjście do łazienki... kiedy byliśmy już w Krakowie (czyli miesiąc po wzięciu Czesia) to często bywało tak, że Bartek był na zajęciach, a z psami siedziałam ja sama, albo na odwrót... a czasem bywało tak, że Bartek wychodził wcześniej, a ja miałam wyjść godzinę po nim i akurat przypadał mi "zaszczyt" zostawienia psów samych w domu... to była komedia. Poskładanie wszystkiego do kupy przed wyjściem na uczelnię było dla mnie nie lada wyczynem... często przed wyjściem kończyłam jakiś projekt, a musiałam jeszcze wyprowadzić psy (Cresila czasem dwa razy), posprzątać po Cresilu to, czego nie załatwił będąc na spacerze a zrobił na dywanie, ubrać siebie i... wtedy ewentualnie pomyśleć o wyjściu do łazienki :P Niewykonalne... czasem miałam np. potrzebę iść do łazienki na 40 minut przed planowanym wyjściem z domu... ale zamiast po prostu wstać od biurka i iść do łazienki ja zapobiegawczo musiałam wyjść ze szczeniątkiem na siku, wynieść z mojego pokoju (w którym zostawały psy) wszystkie "wyjściowe" ubrania do pokoju obok, dokumenty, portfel i te sprawy... ZOSTAWIĆ psy i dopiero iść do łazienki - i tu rodził się dylemat: zostawić go w klatce i liczyć się z tym, że jak zacznie się drzeć, to już nie wrócę do komputera przed wyjściem (a przypominam: projekty), czy zostawić go luzem, szybko biec do łazienki i mieć nadzieję, że po moim powrocie pokój będzie w nienaruszonym stanie... albo wziąć go do łazienki ze sobą? W zależności od okoliczności wybierałam jedną z trzech opcji - przy opcji nr. 1 zwykle nie udawało mi się już wrócić do pokoju, bo Cześ się wydzierał jak egzorcyzmowany demon (jak zapomniałam kluczy do mieszkania to był psikus :lol:). Przy opcji nr. 2 zwykle wyglądało to tak, że pokój wyglądał jak po przejściu tornada (dwukrotnie ucierpiał przez to m.in. czytnik e-book'ów :shake:). Przy opcji nr. 3 - zwykle i tak nie udawało mi się załatwić w łazience tego, w jakim celu tam poszłam, bo musiałam biegać i łapać Cresila, który spuszczony z oka i z zasięgu rąk na ułamek sekundy jadł proszek do prania, albo kradł butelkę Domestosa i próbował z nią uciekać (i wiele, wiele innych :mad: ). Ogólnie rzecz biorąc CAŁE moje życie przez około 5 miesięcy kręciło się tylko wokół Creska. Przegapiłam przez niego kilka naprawdę poważnych sytuacji "społecznych" wśród moich znajomych, mimo, że wszystko działo się prawie na moich oczach :D Byłam tak zajęta zastanawianiem się ile czasu nie ma mnie już w domu, tym czy pies nie połamał sobie już zębów na klatce... czy z niej nie wyszedł, czy znów nie "zasysnął" czegoś z pokoju do wewnątrz klatki, że cała reszta świata została jakoś tak... obok :D No... wesoło było. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu dla osób, które wychowały szczenię wilczaka w pojedynkę... i nie przerobiły go na szaszłyki :D Serio, nie mieści mi się to w głowie po prostu - JAK?! :D ________________ *z perspektywy czasu myślę, że następnego szczeniaka po prostu wrzucę do klatki i będę mieć święty spokój (a jego ryki głęboko w d... ) :diabloti: Jestem naprawdę ciekawa, o ile łatwiej jest przy każdym kolejnym (o ile jest). EDIT: Przepraszam, że znów aż tyle tekstu... ale jakoś dobrze mi się tu wygaduje :D A wracam, bo zapomniałam dodać - to co opisałam teraz to te śmieszniejsze sytuacje ;) Były męczące, ale normalne jak na posiadanie szczeniaka - to nie przez to byłam bliska poddania się ;) O oddaniu myślałam głównie przez napady wściekłości - to już śmieszne nie było :diabloti:
  12. Ja też teraz już nachylam się do Creska z hasłem "buzi", bez obaw, że będę miała twarz do szycia :loveu: A co do zmian, jakie w wilczaku następują - u nas są OGROMNE. Widać, że jego charakter jeszcze się kształtuje, ale w życiu nie spodziewałabym się aż tak dużej zmiany... ...on jak był mały, naprawdę był okropny :( Niezbyt dużo o tym pisałam, bo sama bałam się do tego przed sobą przyznać, ale przez większość czasu miałam ochotę złapać tego niewdzięcznego, małego szczura za kark i wyrzucić za okno, jak najdalej się da... i zrobić to na tyle szybko, żeby nie zdążył pokąsać mnie po rękach. Było strasznie ciężko - najlepsze jest to, że Bartek miał takie same odczucia, ale oboje próbowaliśmy zachować zimną krew i robić dobrą minę do złej gry, więc nie dzieliliśmy się ze sobą tymi "czarniejszymi" myślami... dopiero po kilku miesiącach, jak sytuacja już się uspokoiła to przyznaliśmy się sobie nawzajem, jakie były nasze odczucia względem Cresila na początku. Owszem - miłe chwile też były, ale przez większość czasu to było piekło. Ja przez pierwszy miesiąc naprawdę poważnie rozważałam, czy nie napisać do M., że ja jednak nie dam rady i chcę go oddać, póki jeszcze nie zdążyłam go zepsuć, a on nie zdążył się przywiązać do nas... Do tej pory mam dreszcze, jak przypomnę sobie moje emocje z tamtego okresu. Cresil był wrednym, małym, szarym stworzonkiem z ku*wikami w oczach, który dostawał szału wściekłości, kiedy chciało mu się coś odebrać (szczególnie ciężkie napady miewał wieczorami :diabloti: ), a gdy widział/czuł mięso, zamieniał się w krwiożerczą bestię, która prędzej poodrywałaby nam palce albo w ogóle nas zagryzła, niż dała sobie to mięso odebrać... byłam poważnie przerażona jego napadami wściekłości i agresją, jaką potrafił przejawiać w stosunku do nas, kiedy chodziło o zasoby. Miałam w głowie wizję tego, że to będzie mój pierwszy w życiu pies, którego naprawdę będę się bała... z czasem sytuacja się poprawiała, ale nawet kiedy miał już 8-9 miesięcy, mięso i kości było dla niego problematyczną kwestią - poważnie na nas warczał, kiedy usiłowaliśmy ćwiczyć wymienianie :D A jak człowiekowi adrenalina skacze, kiedy taka spora już bestia pokazuje swoje "malutkie" kiełki, ach! :D Wtedy w życiu nie spodziewałabym się, że wyrośnie z niego TAKI pies - miałam jedynie nadzieję :D A obecnie jest super - nie jest to pies przytulanka, i mimo tego, że wciąż jest to... hmmm.... ostry (to chyba najlepsze określenie) charakter, to ufam mu w 100% :) A co do nagrywania - my BARDZO, BAAAARDZO żałujemy, że nie mamy nagranych tych naprawdę najcięższych chwil... zwyczajnie nie było na to czasu, żeby nagrywać filmiki w momencie, kiedy "walczyło" się ze szczeniakiem o mięso, albo gdy wieźliśmy to miotające się na rękach jak diabeł w wodzie święconej stworzonko tramwajem... nie było czasu, bo trzeba było się nim zająć - jedna osoba utzymywała go na rękach i usiłowała chronić twarz przed pogryzieniem, a druga próbowała pieseczka uspokoić i zainteresować smaczkami. Matko, jak ja sobie przypomnę te sceny, jakie my w tramwajach urządzaliśmy, to do tej pory się dziwię, że nikt nie zadzwonił na policję, że w tramwaju szczeniaczka ze skóry obdzierają żywcem, albo że ktoś wsiadł do tramwaju z dzikim zwierzęciem chorym na wściekliznę... :lol: Od samego wspominania czuję się zmęczona... serio. Ale mam nadzieję, że przy następnym wilczaku, mądrzejsza o te doświadczenia - będę w stanie poza skupieniem się na wychowaniu, nagrywać jeszcze filmiki o tym, jak życie ze szczeniaczkiem wilczaka wygląda :diabloti: Dla ewentualnych chętnych na nabycie takiego... myślę, że taki dziennik pt. "tydzień z małym wilczakiem" bardzo skutecznie weryfikowałby kto NAPRAWDĘ chce mieć wilczaka :diabloti: Większość spękałaby po 3 dniu oglądania... Ale się rozpisałam, sorki :lol:
  13. [quote name='emirna']My mieszkamy pod Poznaniem ale w górach zawsze zostawiamy serce, wiec często tam wracamy :) A z socjalizacja to muszę przyznać, że ostatnimi czasy zaniedbaliśmy :oops: Spacery w lesie wygrywają z miejskim zgiełkiem :angryy: Trochę mi motywacja opadła kiedy poobserwowałam rodzeństwo... genów niestety nie przeskoczymy. Pogodziliśmy się z tym ze dystans do obcych osób będzie obecny, że sucz potrzebuje czasu żeby przywyknąć do obcych osób. Bo samo miasto nie jest dla niej problemem, tramwaje, samochody, hałas, nowe miejsca nie robią na niej większego wrażenia.. tylko i aż ci ludzie... Czekamy jeszcze na cieczkę, bo burza hormonalna tez potrafi nieźle zamieszać w charakterze :lol: I chyba coś się szykuje,bo Mi ostatnio jakaś taka drażliwa a jednocześnie baaardzo miziasta. Nie spodziewałam się że wilczak potrafi być takim pieszczochem :crazyeye:[/QUOTE] Hmm, ciekawe, bo Cresilowi raczej się cieczka nie zbliża, a też po skończeniu roku zaczął się zmieniać... i z niewdzięcznego potwora, który nas nie lubił, a dotyk jedynie akceptował, stał się całkiem miziastym psem :) Oczywiscie do Basty mu w tym względzie daleeeeeeko, a jego mizianie to raczej takie "męskie poklepanie po ramieniu", niż nie wiadomo jakie przytulasy, ale coraz częściej widac po nim, że kontakt z człowiekiem (tzn. z nami) jest mu potrzebny i sprawia mu coraz więcej przyjemności - czasem bez żadnego powodu przychodzi i daje słodkiego (i delikatnego!) buziaczka, czasem wtuli głowę w człowieka, jakby szukał w nas oparcia :) Może to po prostu taki wiek u wilczaka, że zaczyna on lubić swoich ludzi? :P (Choć z tego co wiem, niektóre są miziaste od szczeniaka, więc to trochę burzy moją teorię :P) Dawno, dawno temu, kiedy o Cresilu ptaszki jeszcze nawet nie ćwierkały, przeczytałam na wolfdogu coś, co brzmiało mniej więcej tak: "na szacunek i przyjaźń wilczaka trzeba sobie zasłużyć - to nie jest pies, który lubi człowieka tylko za to, że jest" I po tym roku z hakiem spędzonym z Cresilem - coraz mądrzejsze wydają mi się te słowa :)
  14. Ależ mnie tu dawno nie było... idę nadrobić zaległości... powoli :D
  15. [quote name='Aga3006']Ten kociak jest tak realistyczny, że az zaczynam kichać gdy na niego patrzę :evil_lol: (bo mam uczulenie) Narysowałam ludzia :evil_lol: jeszcze nie skończyłam, te zmarszczki są od koszulki a nie powyginanej kartki. [/QUOTE] Zdaje mi się, czy to pan kostucha z Supernaturala? :diabloti:
  16. [quote name='zmierzchnica']Piękne foty :loveu: Powinnaś wysyłać je na wszystkie konkursy, wilcza uroda Cresila i dzikie tereny wokół na pewno by podbiły serca wszystkich jurorów :) zdjęcia Łatka i Basty też są świetne, bo tło jest odpowiednio zamazane i podkreśla psiaki :) U mnie jest du...sza blada, bo psy wyszukują zwierzynę, nawet jak jej nie widać. Ostatnio Frotuś (TEN Frotek uciekinier, wariat, dureń, który kiedyś za sarną poleciał na dno kamieniołomu) o wiele bardziej olewa zwierzynę, jeśli pogoni nawet to wraca po kilkudziesięciu metrach.. Dlatego lata luzem więcej. Chibi też wraca szybko, ale jej nie ufam mimo to, bo wypatrzy wszystko, każdy ruch zauważy. Za to Hera biegnie równie szybko jak sarny, jest długodystansowcem i ma świetną kondycję :roll: Teraz biegam z nimi po lesie, ale nigdy przenigdy luzem. U mnie te lasy są ogromne, a jak pies się zagalopuje za bardzo, to już nie wróci... Nie mówiąc o myśliwych, których niestety też jest sporo. Dlatego lasy uwielbiam, ale nawet nie myślę o takich "luźnych" spacerach, na to ew. park (w którym też spotykam zwierzynę, ale rzadziej - jest połączony z lasem w dalszej części). [B] emirna[/B] - mnie jasny szlag trafił, jak się dowiedziałam, że tuż przy miejskim parku babeczka sobie sarny dokarmia...:roll: Nawet mnie opieprzyła, że jak śmiem tu chodzić, skoro są sarenki. Ludzka głupota mnie powala, pewnie dziki też by dokarmiała.[/QUOTE] Konkursy odpadają, bo ja mam kuku na muniu i absolutną fobię przed popularyzowaniem urody wilczaków wśród niepowołanych umysłów :diabloti: Dlatego zdjęcia Creska mam tylko na "psim" facebook'u, gdzie wszyscy znajomi to wilczakowcy... no i tutaj czasem coś wrzucę, w końcu forum o psach :D A wracając do tematu pogoni zwierzyny... u nas Nitka jest niestety tak nieobecna przez zwierzynę, że jej W OGÓLE nie puszczam ze smyczy w miejscu gdzie są łąki/lasy itp. Ją to nawet w parku strach puścić czasem, bo za wiewiórkami lata i się cieszy, a nas ma w d***. Jak jestem z Bartkiem to CZASEM ją puszczamy, w miejscach gdzie mamy dużą widoczność, bo Bartek sobie z Nitką radzi o wiele lepiej niż ja i on jak w odpowiednim momencie RYKNIE to ona staje jak wryta i można ją wtedy przywołać. Na szczęście Bartek Nitkę naprawdę nieźle "czuje" i ma 99% skuteczność w jej przywoływaniu obecnie... a wystarczy pół sekundy opóźnienia i wtedy Nitce wyłączają się wszystkie zmysły poza węchem i można się drzeć i drzeć bez skutku :diabloti: Basta z Łatim ganiają, jeśli im coś z krzaków wyleci, ale oni są naprawdę łatwo sterowalni głosem, więc z nimi nie mam takiego stresu, bo w razie co są odwoływalni (to jak bardzo... łatwo "sterowalni" oni są, uświadomiłam sobie dopiero po roku spędzonym z Cresilem :diabloti: ) Natomiast Cresil... hmmm... nie słucha się jak maszyna (jak np. Basta), nie mam nad nim aż takiej kontroli głosowej, ale w jego przypadku z kolei mam o wiele lepszy kontakt, niż NAWET z Bastą (a ona jest "stadnie" kontaktowa i tak dość mocno). Chodzenie z Cresilem po lesie to pod tym względem bajka - idziesz tak jakby z... partnerem. Wspólnie ustalacie, w którą ścieżkę skręcić... Cresil mimo, ze jest o wiele bardziej samodzielny i niezależny niż właśnie np. Basta, to jednocześnie o wiele bardziej "kontaktowo" idzie. I nie chodzi tu o to, że patrzy na człowieka i czeka na polecenia. Po prostu... czuje się z nim taką "telepatyczną więź". Po prostu wiesz, że idziesz RAZEM z psem. Uwielbiam w nim to i najbardziej doceniam to wtedy, kiedy idę gdzieś z Nitką - ona jest skrajnością w drugą stronę... człowiek sobie, ona sobie... żadnego partnerstwa, współpracy, wspólnego podejmowania decyzji... Wiem, że to co piszę brzmi trochę jak bełkot rozmarzonej nastolatki :diabloti: Ale myślę, że wiecie co mam na myśli... ja bedąc z Cresilem w lesie w zasadzie boję się tylko tego, żeby jakieś zwierzę nie wyskoczyło mu przed nos, bo wtedy je na bank pogoni... ale wiem, ze nie ucieknie mi jak Nitka, nie pójdzie tropem, ani nie straci ze mną kontaktu. Myśliwi... też STRASZNIE się ich boję, choć nigdy w życiu żadnego nie spotkałam, a łażę po tych lasach od dawna. Wiem jednak, że myśliwi u nas są. Ale ja z psami luzem to chodzę w taki skrawek lasu, gdzie z jednej strony mój dom i ulica, z drugiej ulica, z trzeciej kolejna miejscowość i domy, a z czwartej Ośrodek Wypoczynkowy i "ścieżka zdrowia"... oczy mam dookoła głowy, ale wydaje mi się, że tam myśliwych to ja raczej nie spotkam. Dopiero jak pójdę w część lasu, która ciągnie się 18km bez przerwy w jedną stronę i 15km w drugą to tam spodziewam się, że mogę kogoś spotkać i tam psy mam bezdyskusyjnie na smyczy... ...strach mnie tylko czasem przebiega, jak sobie pomyślę, ile razy tamtędy konno jechaliśmy i w sumie też po kilku głębszych można nas wziąć za jelenia, czy stado łosi :diabloti:
  17. [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-Ttj_R8GYVdk/UnlsCkoUxtI/AAAAAAAALpo/DyuparLjknU/s800/IMGP4363.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-D-ODZmGm5m0/Unlr1jJ3c_I/AAAAAAAALoI/piEb2UJe4Ao/s912/IMGP4269.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-iJCHRepk2Jw/UnlrsuqS3VI/AAAAAAAALns/WcJXyr1kjjk/s720/IMGP4249.jpg[/IMG]
  18. Z ostatniego weekendu :) [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-qpAtlo1aH0E/UnlrWrlEvaI/AAAAAAAALmE/VN3VWw24cB8/s800/IMGP4103.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-_IRUbBC7U8M/UnlrZLcEJGI/AAAAAAAALmQ/G7q17GleOTg/s512/IMGP4111.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-3EF6fSLiD9A/UnlrPgNjrBI/AAAAAAAALlg/kcp7c860vDc/s800/IMGP4197.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-deU9OlWw_js/UnlrkwLxJ_I/AAAAAAAALnM/LnfV93v6Xx8/s912/IMGP4205.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-hbejcu7Fric/UnlraR6fm2I/AAAAAAAALmc/cjyp8axlE_4/s720/IMGP4239.jpg[/IMG] Z góry przepraszam za oczo*ebność fotek, bo niewykluczone, że zobaczycie je w zbyt soczystej wersji... ale ja dopiero uczę się obsługiwać RAWy :lol: Bartek coś mi tłumaczył na ten temat, coś o różnicy w sposobie zapisu mówił... ale ja mało zrozumiałam :diabloti: Jedyne co wiem, to to, że jak robię zdjęcia w RAWach i je potem zapisuję w jpg'ach to każdy program wyświetla kolory inaczej - w Photoshopie co innego, w Ifranie co innego, na facebook'u co innego i na Picasie co innego... ale chyba w Picasie są najsztuczniej kolorowe, więc przepraszam... bo właśnie tę wersję oglądacie :diabloti: Jak to ogarnę to będzie lepiej, może :lol:
  19. Haha, jaki mały, słodki Gandzik :loveu:
  20. [quote name='emirna']Ja mam spory las naprzeciwko domu. Po prostu wychodzę za furtkę , robię kilka kroków i już jestem w lesie. Musze przyznać, że ciężko jest człowiekowi z niego nie korzystać a jednocześnie w głowie gdzieś szumi: na socjal do miasta(albo na wieś ;) ) marsz! Długo walczyłam z sobą wybierając kierunek spaceru, ale jakoś ostatnio już się ta walką zmęczyłam i najczęściej lądujemy na spacerze w lesie. :mad: U nas dziki pojawiają się zimą. Potrafią całym stadem przyjść pod płot i zacząć kwiczeć... do jabłek z sadu :evil_lol: Nie słyszałam żeby kiedykolwiek, kogokolwiek zaatakowały, poza jedną historia pokazującą z jakimi idiotami obok trzeba czasem żyć: facet poszczuł dzika swoim ON i tez przerażony zaszarżował na psa... Zgadza się, że to ryzykowne. Nawet jak masz super odwoływalnego psa to musisz brać pod uwagę, ze 50 razy go odwołasz a za 51 razem nie posłucha i pobiegnie. Nie mówię, że nie jest mi żal ze nie mogę Mirny całkiem luzem puszczać (bo to wygodniejsze), jak i nie mówię że nie puszczam Gingi :cool3: Nie puszczam wilczakówny, bo żal jest tych saren, które mogłaby "zabiegać na smierć" (sarny są krótkodystansowcami, przy dłuższym biegu serce nie wytrzymuje obciążenia). Biega zatem "półswobodnie" na 20 metrowej lince dzięki czemu "wilk syty i owca cała" ;-) Gingi w ogóle nie jest zainteresowana bieganiem za zwierzyną, sprawdzaliśmy to wielokrotnie, dlatego ją akurat puszczam luzem :lol:[/QUOTE] Wiem o tym, że sarna może paść nawet jak pies jej nie dogoni... staram się zachować zdrowy rozsądek - nie zawsze puszczam Cresila i nie wszędzie. Na to, czy go puszczę czy nie składa się bardzo wiele czynników (jak choćby to jaki on danego ma humor - są dni, że nie zaufałabym mu ani trochę)... jednak ja po prostu nie potrafię całkowicie zrezygnować z luźnego włóczenia się po lesie... :oops: Także póki co tak jak pisałam - w lesie za domem, gdzie bywam często i zwierzyny nie ma aż tak dużo, bo sporo ludzi się tam kręci odważam się puścić psa (przy odpowiedniej ilości surowizny w kieszeni :diabloti: ) Głębiej w lesie - nie. Ewentualnie Łatiego mogę puścić luzem wszędzie, bo on sam się od stada nie oddala, ani nie leci tropami jak Nitka...
  21. [quote name='evel']A właśnie, co się robi, jak się spotka taką zwierzynę? Bo sarny to wiadomo, zwijają swoje biało rude tyłki i koniec, ale dziki?[/QUOTE] Z dzikami to tak jak dziewczyny już napisały - nie ma żartów. Choć ja muszę przyznać, że do tej pory nie miałam żadnych przykrych doświadczeń z dzikami, a były lata że u nas całe stada po ulicy chodziły... ostatnio są trochę mniej społeczne, siedzą sobie w lesie i stamtąd nie wychodzą. Ba, ja już od dawna nie widziałam żadnego dzika... wiem, że są tylko dzięki przeoranej ziemi, jaką po sobie zostawiają ;) Ja ogólnie jak wypatrzę jakieś zwierzę to zmieniam kierunek spaceru, po prostu... aczkolwiek nie zawsze da się cokolwiek wypatrzeć i niestety ale pod tym względem spacery po lesie są jednak ryzykowne... tym bardziej, że ja jednak czasem puszczam tam psy... mimo wszystko. Ostatnio z Cresilem byłam w lesie 3 dni pod rząd i większość czasu biegał luzem - miałam masę smaków i ćwiczyliśmy przywołanie - jak nie ma reszty stada to jest cudownie "skupiony" na mnie (oczywiście na tyle, na ile wilczak w ogóle może być... skupiony :diabloti: ) Ale muszę przyznać, że dumna z niego byłam, bo zachowywał się fajnie, raz nawet udało mi się tak rozegrać sytuację, że nie poleciał za sarną, która nagle wyskoczyła z krzaków 2 metry od nas :diabloti: Boję się puszczać tam psy, ale nie potrafię całkowicie z tego zrezygnować... póki co trzymam się zasady, żeby puszczać jednego psa na raz :diabloti: No i jak wchodzę głębiej w las to jednak na smyczy... tylko w lesie u mnie za domem pozwalam sobie na swawolę i pies idzie luzem ;)
  22. Kawałek dzisiejszego spaceru :) Niestety gps'a włączyłam dopiero w połowie spaceru ;) [url]https://docs.google.com/file/d/0B4znfqdfcxzpS0JYWl93Mm1Kcms/edit?usp=drivesdk[/url]
  23. No, właśnie wróciłam :) Dzisiaj to nas poniosło! :) I u nas też pada, więc wróciłam przemoczona do suchej nitki... psy tak samo :P Może zaraz wrzucę dzisiejszą trasę - żałuję, że nie wzięłam aparatu, bo w lesie tam gdzie byłam dziś (tam bywam niestety rzadko) jest NIESAMOWICIE. Są miejsca, gdzie jest zimno-zielono od mchu, są miejsca gdzie są same iglaki, ale są i takie, gdzie las jest mieszany... kawałek dalej nagle mech zamienia się w wysokie żółto-zieloniutkie trawy, jak na bagnach... a jeszcze kawałek dalej jest pomarańczowo od liści... są radosne i świetliste polanki, oraz złowieszczo wyglądające "gościńce", gdzie drzewa wyglądają jakby czaiły się na "wędrowców" :) No i co najlepsze, w środku* lasu piękne bajorko... a chwilę potem drugie. Ach, ach, mogłabym zamieszkać pod jakimś obrośniętym mchem pieńkiem i już stamtąd nie wychodzić ^^ _____ *tak naprawdę to przeszłam ledwie malutki zydelek lasu, do środka to stamtąd okropnie daleko... a i tak zrobiłam 10km :) Takie mamy lasy w okolicy :loveu:
  24. [quote name='zmierzchnica']Ale Cresil ma dłuugie nogi ;) Wasze stadko jest fajne, bardzo zróżnicowane ;) [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-Hq4y9GzPCjg/UnLVg8t_wBI/AAAAAAAALhM/6opS9JzaNjg/s720/22.jpg[/URL] Haha, jak dla mnie, to zdjęcie uświadamia, jak bardzo Twoje psiaki się od siebie różnią ;) Każdy jest zupełnie odmienny od reszty. Chociaż tutaj akurat fajnie wyszło, bo Basta i Cresil mają tą samą minę i patrzą w tą samą stronę, a Nitka i Łaciu tak samo - oboje patrzą w obiektyw ;) Ale naprawdę świetnie się razem prezentujecie :) [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-UN2RTUERdXc/UnLVTNxGZlI/AAAAAAAALfc/XIisGwV38q0/s800/10.jpg[/URL] Tyle piasku to u was? :) Moje psy by były zachwycone, nad morzem największą atrakcją była piaszczysta plaża, tej wielkiej wody to równie dobrze mogłoby dla nich nie być :eviltong: [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-9wMi1Q5vDVQ/UnLVtLuWd9I/AAAAAAAALic/taTJBG0HmeU/s720/32.jpg[/URL] Też mamy juliusy, dostaliśmy od znajomej ;) Ale Hera ich nie kocha, w ogóle żaden z moich psów nie jest fanem szelek, są na nich o wiele spokojniejsze - jakby miały poczucie, że "coś je trzyma". Co wykorzystuję, gdy gdzieś je zabieram do cywilizacji :diabloti: Jesień jest najlepsza, nawet jak leje :loveu: Cudownie, jak idę na spacer z psami, a wszyscy ludzie grzeją cztery litery w domach i wszędzie jest pusto :p[/QUOTE] Tak, ten piach to u nas :) W świętokrzyskim jest od groma piachu wszędzie :P A zdjęcie robione dokładnie [URL="https://maps.google.pl/?ll=51.093183,20.840946&spn=0.000901,0.002124&t=h&z=19"]TU[/URL] , gdyby Cię głębiej temat piasku interesował :P Cresil za szelkami też nie przepada, ale woli Juliusy, niż te poprzednie. Przy zakładaniu tamtych miał minę, jakbyśmy go kijem okładali :P A spacery jesienne to tak jak mówisz - cudo :loveu: My w wakacje prawie w ogóle nie spacerowaliśmy, a teraz jak od czwartku w Sku jesteśmy to nas nosi po prostu :) Ja codziennie jestem na CO NAJMNIEJ jednym spacerze :) A zwykle bywa, że na dwóch, bo teraz Cresila biorę raczej w pojedynkę, żeby ćwiczyć przywołanie i żeby nie był tak nakręony :) Także zwykle jestem na dwóch spacerach - najpierw z Bastą i Latim, a potem z Creskiem (Nitka w tym czasie śpi, albo gotuje z moją mamą :P ) Od trzech dni pod rząd codziennie z samym Cresilem robię po ok. 6km, a do tego jeszcze ten drugi spacer, więc pewnie z 10km dziennie po lesie to robię :) Mam nawet zapis wczorajszego łazikowania :) - [URL]https://docs.google.com/file/d/0B4znfqdfcxzpYTE3VGhJTnhNb2M/edit?usp=drivesdk[/URL] Własnie za chwilę wybieramy się na spacer :) Bartek z Cresilem już wyszli, a za chwilę ja biorę pozostałą trójkę i idziemy w drugim kierunku :) Uwielbiam jesień... i tak PUSTO jest wreszcie :loveu:
  25. [quote name='kalyna']Ja planuję kupić szelki dla Owczarów i do tego flexi, na długie spacery... Ale po okolicy chodzą na obrożach. Też kiedyś wyszłam z założenia, że na szelkach łatwiej psa utrzymać i z tym się zgadzam. Ale miałam jedno ale, dlatego zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie wspomnę ile czasu się je ubierało :evil_lol: Mi jest łatwiej teraz psy na obrożach prowadzić, bo wtedy mam obrożę i trzymając w najgorszym przypadku za nią, mam większą kontrolę nad łbem. Na szelkach mi się bardziej pies miotał. No i obrożą zrobię, wydaje mi się w tym przypadku lepszą korektę. Ale to jest sprawa indywidualna ;)[/QUOTE] Co do zakładania - poprzednio używaliśmy szelek Basty, o takich: [url]http://www.zooplanet.pl/images/products/big/Szelki-Classic-rozmiar-S.563.jpg[/url] i ich założenie trwało WIEKI, a Cresil ich nienawidził :diabloti: Juliusy zakłada się jednak o wiele łatwiej, bo nie trzeba trafiać łapkami w otwór, a wystarczy tylko zarzucić przez głowę i zapiąc "popręg" :) Z obroży nie zrezygnowaliśmy, bo ja np. od dwóch dni chodząc z Creskiem do lasu biorę go tam w obroży, ale w bardziej cywilizowane miejsca zakładamy jednak szelki :) Korekty lepiej się robi obrożą, to fakt... ale my ten problem rozwiązaliśmy tak, że jeśli potrzeba nam większej kontroli nad psem (np. w tłumach), a nie mamy obroży, to zapinamy mu dookoła szyi drugi koniec smyczy i wtedy mamy dwa punkty zaczepienia - i na szelkach i na obroży :) No ale mówię - Cresil na obroży jest w stanie tak mocno się pociągnąć, ze ja często nie daję rady go utrzymać... jest naprawdę niewiarygodnie silny, jak na swoją "masę" :D Dlatego jak wiem, że będę mijać się z psami itp. to jednak wolę wziąć szelki - utrzymanie psa nie wymaga wtedy ode mnie aż takiego wysiłku :D
×
×
  • Create New...