Jump to content
Dogomania

makot'a

Members
  • Posts

    1897
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by makot'a

  1. Tak, chodziło o Bastę i Łatiego, przyjeżdzają na "wakacje" :D Ja myślę pozytywnie, bo ja na ogół jestem z tych kompletnie 'NIE-stresujących' się ludzi, ale jestem już po prostu zmęczona tym wszystkim. Chciałabym mieć już wolne, a pracy z dnia na dzień przybywa :/ Cały rok na ogół trochę do tyłu jest, bo mielismy w tym semestrze naprawdę sporo pracy (choćby sam fakt TRZECH poważnych projektów do oddania), ale ja w tym roku wyjątkowo "bryluję" :p A to wszystko dlatego, że jakoś nawarstwiło się powodów ku temu... po pierwsze mieliśmy dużo więcej pracy, niż w poprzednich latach, po drugie to, że ja złapałam naprawdę wyjątkowego lenia w tym roku i części z tych rzeczy sama jestem sobie winna... ale pomijając moje lenistwo, to prawdę powiedziawszy miałam też jakiegoś wyjątkowego pecha... Bo na przykład jak nie poszłam na jeden termin klauzury, bo się nie wyrobiłam i liczyłam na to, że pójdę na kolejny (który miał się odbyć i nigdy nie było z tym problemów), to okazywało się, że drugiego wyjątkowo nie zrobią w tym semestrze, mimo, że go zapowiadali... i mam "0". Albo jak szłyśmy z moimi koleżankami na egzamin, na który nie zdążyłyśmy się absolutnie niczego nauczyć przez oddanie projektów i liczyłyśmy na pracę zbiorową, to akurat ja siadałam w tym magicznym, niefortunnym miejscu, że profesor postanawiał przesadzić mnie na drugi koniec sali (i taka sytuacja zdarzyła się w tej sesji już trzy razy...). W związku z czym one to wszystko zaliczały, a ja siedząc dosłownie metr od profesora mogłam się tylko rozglądać po ścianach... Albo przez niespodziewany remont torów tramwajowych spóźniałam się na zajęcia, na których miałam wygłosić prezentację, więc wygłaszałam ją jako ostatnia (kiedy pani profesor jest już oczywiście zdenerwowana po całości), dostając przy tym niezły opieprz, że co ja sobie wyobrażam, że przychodzę tak późno i jeszcze chcę mówić prezentację... i to nie czytając JEJ autorstwa artykułu na temat Muzeum w Kolumbie! Właśnie dzięki tej głupiej sytuacji nie zostałam zwolniona z egzaminu ustnego, więc mam dodatkową rzecz do nauki na przyszły tydzień, a spodziewam się, że to może być naprawdę ciężkie niestety, bo zakres wiedzy, jaką powinnam posiąść, żeby nie rozjuszyć podczas egzaminu pani profesor jest iście powalający... Jakieś takie głupie zbiegi okoliczności, które ostatecznie sprawiły, że wszystko się zawaliło... Nie opiszę wszystkich tych sytuacji, ale serio czuję ostatnio na karku oddech, jakiegoś dziwnie nieopuszczającego mnie pecha. Takiego, który najpierw przysparza z pozoru małych problemików, ale które nawarstwiając się na sam koniec sprawiły naprawdę poważne problemy teraz, w sesji i podczas oddania projektów... No... a wczoraj dostałam nawet opieprz za zrobienie złej perspektywy na oddanie z historii architektury (zawsze miałam z tego przedmiotu jako jedna z kilku osób na roku 5.0, właśnie za sprawą dobrze zrobionej pracy semestralnej, ZAWSZE!). Właśnie zaczynam ją rysować 4 raz, już mi się niedobrze robi na widok Opery Lwowskiej, naprawdę...
  2. Ogłaszam wszem i wobec, że dziś przyjeżdżają do mnie do Krakowa pieseczki :D Ale niestety nie będzie tak sielsko, jak zaplanowałam, bo sesja okazała się być naprawdę mordercza i wydłuża się w nieskończoność... myślałam, że ten tydzień będę mieć już wolny (jeden ustny egzamin), a tymczasem mam nadal tak samo dużo roboty, jak do tej pory. W ogóle ten rok akademicki to jakaś porażka dla mnie, sesja mnie zmiotła całkowicie. Zawaliłam praktycznie każdy przedmiot, jaki dało się zawalić. Nie udało mi się oddać żadnego projektu - z jednym nie miałam szans się wyrobić, a drugi, na który poświęciłam kilka ostatnich nocy mojego życia okazał się być niewypałem niestety. Ba, ale to nie wszystko! Problem pojawił się nawet z przedmiotami, z którym ZAWSZE miałam piątkę bez problemu - w kółko poprawiam pracę z historii i ciągle nie mogę jej zaliczyć... O egzaminach już wspominać nie będę... ...wesoły wrzesień mnie czeka, oj wesoły :angryy:
  3. Współczuję Ci strasznie tego czasu Martens... ja po stracie Fredka pogodziłam się z tym dopiero jakieś półtora roku później. Cały czas miałam właśnie takie jak piszesz przemyślenia - miał dopiero 11 lat i był w świetnej formie i gdyby nie ten piekielny samochód... Na takie myślenie tylko czas pomaga, niestety. Też staram się zapamiętać dotykanie psa... to jakiego kształtu ma głowę pod dłonią, uszka. Tego nie da się zatrzymać niestety. Tyle tylko, że po odejściu Fredka, kiedy zorientowałam się jak strasznie mało mam jego zdjęć... wpadłam w szał i teraz robię psom tysiące zdjęć, z każdej strony, pod każdym kątem, z każdą miną...
  4. [quote name='rashelek']Mnie jest staro, bo za 4(!!!) miesiące będe stawiać 2 na początku. Tak, tak, wiem, to jeszcze nie starość. Ale jak się człowiek zaczyna zastanawiac "borze kiedy to zleciało?!" to idzie się załamać :D Już mój i okoliczne roczniki były dziwne, ale obecne gimnazjum-podstawówka to jakaś paranoja. Przyznam szczerze, że obrzydziła mnie ostatnio parka liżąca się na parkingu - on pewnie 3gim i dziewczynka max. 6 podstawowki. W 6kl podst to ja myślałam, żeby tylko z koleżanką na rower wyjść a nie o chłopakach ;) I też dzięki takim widoczkom człowiek się czuje jakby był z innej epoki. Ale wiadomo, wiek pojęcie względne. Dla jednych 10 lat różnicy to pikuś, a dla innych 2 to już przepaść. Wszystko zależy od podejścia i tego, co jest dla nas istotne. Tyśka, jakoś się nie dziwię, że się nie dogadujesz ze swoimi rówieśnikami. W życiu bym Ci tych ledwie 15 nie dała, piszesz dużo mądrzej i bardziej dojrzalej niż gorące dżymnazjum :D[/QUOTE] Hehe, spoko nie czuj się staro, mi niedługo 23 stuknie (całe szczęście, że jestem z końca roku ;) ) Są momenty, że smieję się sama do siebie, jak to jestem staaaara, bo przecież pamiętam czasy, jak się nie mogłam doczekać skończenia 15-stki, ale tak na ogół to nie czuję się wcale dorosła tak naprawdę. Poczułam się trochę doroślej, jak zamieszkałam sama, ale nadal nie czuję się osobą dorosłą... dociera to do mnie dopiero wtedy, jak w stajni czasem się zdarzy, że 16-latkowie mówią do mnie na "proszę pani" ;) Ale mam takie spostrzeżenie, że "umysłowo" dojrzałam około 20-stki. Wtedy już jasno wyklarował mi się światopogląd i póki co chyba się zatrzymałam na tym etapie... ciekawe za ile lat następna zmiana nastąpi ;) A co do narzekania na "dzisiejszą młodzież" - ja mam mieszane uczucia na ten temat trochę. Też drażnią mnie tacy, co to na siłę usiłują być dorośli i w wieku 15 lat mają już cały wachlarz dorosłych "doświadczeń" na karku, ale nie lubię też przesady w drugą stronę, bo moim zdaniem trzeba się troszkę wyszumieć za młodu :diabloti: Ja zawsze była raczej z tych "grzecznych", rozważnych i rozsądnych, a mimo wszystko zdarzało mi się po kryjomu iść na piwo, czy coś mocniejszego w wieku 16 lat :evil_lol: I powiem Wam, że nie żałuję tego... ale to może kwestia tego, w jakim towarzystwie miałam okazję "próbować". Miałam grono zaufanych znajomych, takich właśnie rozsądnych, ale nie nie przesadnie świętoszkowatych... [U]do dziś są to moi prawdziwi PRZYJACIELE[/U], którym mogę zaufać. Kosztując alkohol w ich towarzystwie wiedziałam, że nikt nikomu nie pozwoli skoczyć z dachu, pójść wybijać witryny sklepowe, czy pójść na czołówkę z tirem, albo że mnie nikt nie wykorzysta :razz: Do dziś strasznie miło wspominam wspólny wyjazd pod namiot i tą całą konspirację, żeby nikt nie zauważył, że mamy alkohol :evil_lol: Wiecie... taka SZCZYPTA szaleństwa chyba się jednak przydaje czasem... Myślę, że to dzięki temu idąc na studia nie stałam się nagle wielkim balangowiczem, który wreszcie ma okazję się uchlać, bo poznał co to znaczy życie na własną rękę... Rodzice też mnie nigdy nie pilnowali przesadnie - jak wiedzieli z kim spędzam czas, to bez problemu puszczali mnie na wszelkie spotkania, czy imprezy. I dzięki im za to, naprawdę. Ale druga sprawa to to, że moi rodzice chyba wiedzieli, że mogą mi zaufać po prostu. Wiele jest przypadków, gdzie zbyt mocne pilnowanie rodziców wywołuje atak buntu pt. "Ja wam pokażę!" Ja nie miałam się przeciw czemu buntować, więc się nie buntowałam, przeszłam przez okres nastoletni bardzo spokojnie, mimo chodzenia na 'imprezy' i kosztowania alkoholu przed pełnoletnością. A co do parki - też mnie na wiosnę denerwują takie schadzki, a wyrastają na parkowych ławkach jak grzyby po deszczu. Ale wiesz... 3 gim to chyba nie aż tak źle - ja sama w 3 gimnazjum miałam chłopaka i co najśmieszniejsze - mam go do tej pory (tego samego! :evil_lol:)
  5. To w jakim Wy wieku jesteście, że Wam tak STARO? :D A tak a'propos starości - ja miałam ostatnio taką ciekawą sytuację z koleżanką. Jesteśmy obie o rok starsze niż "szkolni" znajomi, więc często żartujemy sobie z tego, że jesteśmy stare itd., albo to "opłakujemy" - zależy od nastroju :diabloti: Ostatnio byłyśmy na plenerze i chodząc po okolicy podczas "szukania inspiracji" trochę się zagubiłyśmy i niechcący wyszłyśmy chyba na teren jakiejś szkoły, bo było boisko, na którym biegało sobie wesoło stado chłopaków (na oko to tak w naszym wieku, jak już to niewiele młodsi), a nas wszystkim czuwał jakiś trener/nauczyciel. Chciałyśmy szybko stamtąd wyjść, więc zaczęłyśmy iść bokiem obok tego boiska i nagle słyszymy jak jeden z chłopaków krzyczy: [I]- Ej, patrzcie! Jakieś dupy idą![/I] Na co drugi popatrzył i za chwilę odpowiada: [I]- Eeeee, ale jakieś staaare![/I] No, załamać się można :diabloti:
  6. A ja od kilku lat na wiek w zasadzie nie zwracam uwagi, więc proszę mi tu nie miauczeć, że ktoś młodszy, a ktoś starszy :D Jest pewien wiek, w którym osiąga się na tyle dorosłe podejście do zycia, że potem różnica wieku między ludźmi nie ma już takiego znaczenia... Ja sama mam bardzo liczne grono znajomych starszych ode mnie (ponad 30 lat), a czuję się z tymi wariatami jak z rówieśnikami :D Mam też znajomych sporo młodszych ode mnie, znajomych w moim wieku, oraz duuuużo starszych (ponad 50l.) i nie mówię tu o znajomych moich rodziców, tylko o MOICH znajomych ;) Także przestać mi tu miauczeć :diabloti:
  7. A widzisz, no to to my byliśmy, w koszulce z wilkiem to Bartek ;) Na Twoim zdjęciu jest suczka Clair de Lune Srdcerváč :)
  8. [quote name='Ty$ka']Mnie też cioteczki zaintrygowały, więc właśnie sobie podczytuję wątek pudlowy i nie wiem czy śmiać się, czy płakać... :D Jedno jest pewne: ja swojego psa katuję. Bo nie dość, że chodzi zakagańcowany, to jeszcze nie śpi ze mną w pokoju, ma wiele zasad i jest stanowczo wychowywany... :P[/QUOTE] A moje wiele lat spały na podwórku same samiusieńkie biedulki :diabloti: No a teraz wcale nie lepiej, bo śpią w ganku na jakimś nędznym kocu, nawet swojego posłanka z prawdziwego zdarzenia nie mają :evil_lol: Jedyna Nitusia rozpieszczana księżniczka z łóżka się nie da wygonić :roll:
  9. [quote name='kalyna']hmm u nas jak G. idzie na luźnej smyczy i pociągnie to mówię Fe i sam wraca. Tak, że nawet nie ciągnie :o łoooo ale super :loveu: dziękujemy ;) witamy :multi: dlatego właśnie teraz brałam psa, aby w wakacje go dobrze wychować ;) hmm no bo to u nas wygląda tak, że parę minut chodzi przy nodze, a potem siedzi. Aby uczyć cierpliwości i Szkoleniowiec kazał by jak najdłużej udało mu się siedzieć. witamy :multi: na razie to żarcie jest u niego na pierwszym miejscu. Zabawek nie chcę mu jeszcze wprowadzać jako nagród. Hmm no to smaczka zawsze dostaje jak przyjdzie do mnie. A teraz to najlepiej wykonuje. Tylko muszę wypośrodkować, aby nie przegiąć i nie zrobić psa ślepo wpatrzonego w smaczki :roll: bo tego nie zniosę :mad: Sonii pokazuję różne rzeczy ze szkolenia i o dziwo bardzo szybko łapie :mdleje: na równaj nie rzucam się, bo muszę wyregulować kolce, bo jak ona wpadnie w amok to nie utrzymam na samej smyczy. Za to na szelkach ładnie pracuje i prawie, że idealnie przy nodze :D no bo niby najlepujej psy szkoli sie do 2 lat :D a Ciapkowi zauważyłam, że BARF coraz lepiej mu służy. Tzn. po suchej karmie jak dostawał kiedyś tam to zrobił mu się straszny osad na zębach, taki żółty. No i dostawał przysmaki niby czyszczące ale to nie pomogło. Teraz po stosowaniu 1,5 roku surowych kości a nie gotowanych to zmniejszyło mu się o 70% :o Jeszcze trochę i będzie mógł występować w reklamach pasty do zębów :D A i wczoraj zerknęłam na wielką mordę Gindzi i patrzę a tam 4!! stałe zęby :o no byłam pewna, że tam są same mleczaki jeszcze...[/QUOTE] U nas też po surowym ząbki bielutkie :) I to mimo tego, że psy nie są na prawdziwym, rygorystycznym BARFie, bo jak mnie nie ma w domu i rodzice zapomną kupić mięsa, to psy dostają puszkę z ryżem... a mimo wszystko poprawa jest ogromna. Basta i Łati mają ząbki bielusieńkie i można im paszcze wąchać - Basta ma oddech bezzapachowy, Lati trochę mniej, ale nie śmierdzi ;) Najgorzej Nitka - mimo, że w Krk pilnujemy tego co je, dostaje surowe itd., to z paszczy capi rybą. Tzn. nie jest to taki zapach, jaki się u niektórych psów obserwuje, że odrzuca jak tylko pysk otworzy, no ale czuć go jednak trochę i nie wiem co z nią nie tak... :/
  10. Kurcze, to ja Cię nie pamiętam niestety... bo jak sama piszesz - było tak gorąco, że nawet się nie rozglądałam (a też miałam iść poszukać kilku znajomych z dogo). My właśnie pierwszego dnia siedzieliśmy po jakimiś daszkami, a obok nas siedziało kilka osób z dużym pasterskim psem szwajcarskim i howavartem (chyba, nie pamiętam dokładnie) i z wózkiem dziecięcym... nikogo więcej w pobliżu nie pamiętam. Natomiast drugiego praktycznie od razu poszliśmy w sam kąt terenu AWFu i siedzieliśmy sobie tam pod płotem :) Ale z ludzi w pobliżu to pamiętam tylko dwie kobiety z czarnym labradorem - jedna z nich podeszła porobić zdjęcia 'wilkom' i chyba tylko dlatego je zapamiętałam ;) A dużo tych burych widziałaś? Bo mogłaś siedzieć obok... drugiej grupki :diabloti: Z tego co kojarzę to chyba byli z czterema psami (może z pięcioma), ale to nie byliśmy "my" ;) Edit: Ale jakbyś pokazała co za wilki tam uchwyciłaś, to bym Ci powiedziała czy się widziałyśmy :D
  11. Aż z ciekawości poczytałam wątek pudlowy - dobreeee :diabloti: Jakie szczęście, że ja mam psy z ulicy ...
  12. Tam w cieniu w rogu pod płotem, czy przy ringu? Może Cię widziałam :D A robiłaś jakieś zdjęcia? :)
  13. [quote name='Ty$ka']Bo tylko te prawdziwe są haszczakami. Reszta to dla mnie podróby :D :lol: A fuj :P Jeszcze większe FUJ, gdy są niebieskookie ;P Pierwsze miejsce u Ciebie to CzW? ;) One mnie zawsze czarowały, parę lat temu zastanawiałam się nad nimi, ale stwierdziłam, że to są zbyt trudne i specyficzne psy... no, ale zawsze pozostaną w sferze moich marzeń i zaraz po haszczakach są u mnie na drugim miejscu :). Nie ukrywam, że zawsze na ich widok wzdycham... :P[/QUOTE] Tak, moja miłość do nich trwa niezmiennie od maja '02 roku, kiedy to pierwszy raz miałam okazję ujrzeć cudeńko na żywo :) Ale haszczaki też uwielbiam - jakby nie było, to podobny typ zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru :) I też zdecydowanie wolę użytki, niż te puchate eksteriery, które się teraz hoduje i wmawia ludziom, że tak wygląda husky. Nie, żeby mi się nie podobały wizualnie, bo mnie się każdy pies w typie podoba... no ale z uzytkowością to one mają coraz mniej wspólnego niestety. Natomiast te prawdziwe jak mówisz haszczaki - są po prostu boskie, naprawdę :loveu: A "wyścigowce" to już w ogóle mniam - ja strasznie lubię duże, ale lekkie psy :D
  14. Bądź dobrej myśli - wiele psów naprawdę bardzo męczy się na śladach i potem przez cały dzień odpoczywają, bo to jednak spory wysiłek umysłowy. Nitka jest nie do zdarcia, ale Nitka to mix beagle - ona ma nos zamiast mózgu. Serio, czasem mam jej dość po prostu. Wącha wszystko i non stop, bez przerwy. Jak śpi to też ciągle biegnie jakimś śladem, kręci nosem tak, że dziwię się, że jej jeszcze nie odpadł... Zaletą takiego psa jest to, że idzie po śladzie bardzo efektownie OD RAZU. Nitka na pierwszym śladzie poszła od razu bezbłędnie. Wsadza nos w każdy odcisk stopy i odtwarza trasę z najmniejszym nawet odchyleniem, lub łukiem. Ale za to kompletnie nie nadaje się do tropienia użytkowego, które polega bardziej na łapaniu górnego zapachu, oraz posługiwaniem się zarówno mózgiem, oczami, uszami jak i nosem. Nitka pracuje TYLKO nosem. Potrafi przejść obok tropionej osoby i dopóki nie odtworzy trasy dokładnie tak jak obiekt tropienia, to sprawia wrażenie jakby nie zauważała obecności szukanej osoby :diabloti: Spróbuj z Korbą, a nuż ją to przynajmniej troszkę zmęczy :)
  15. Widzę, że gustujesz w PRAWDZIWYCH haszczakach, a nie tych wystawowych puchatkach hodowanych w polsce... :D Też uwielbiam takie chude haszczaki, są naprawdę przepiękne i zdecydowanie są na mojej liście "must have" na kiedyś (i to wysoko, bo na drugim miejscu ;D) A jak są wilczaste, to ja już w ogóle wymiękam :loveu:
  16. [url]https://lh3.googleusercontent.com/-VqWx3cyiPkw/T98P4NYrXEI/AAAAAAAACHI/SjPt1Rxe9K0/s512/DSC_1014.JPG[/url] Boski jest :loveu: Trzymam kciuki za pudla, dobrze, że z pracą jednak w porządku :D
  17. Za kazdym razem, kiedy patrzę na staffika, nie mogę się nadziwić, jak ogromne są te ich paszcze :D [url]http://i1090.photobucket.com/albums/i376/pennstaff1/2012/DSC_8293.jpg[/url]
  18. Wszystko się wyjaśni niebawem :eviltong:
  19. A moja Nitka po śladzie wącha dalej... a czasem naprawdę długie ślady jej kładziemy. Idzie jak burza - mówili, że będzie później chciała pić, bo to mocno wykańcza śluzówki. Mówili, że się zmęczy (węchowo)... a gdzie tam :diabloti: Wącha w kółko, nawet się napić nie chce w przerwie :D Ja mam "Nowoczesne szkolenie psów tropiących", ale jeszcze przez nią nie przebrnęłam w całości, bo to bardziej mój chłopak zajmuje się tropieniem, niż ja, więc ja póki co tylko ją przejrzałam, ale wydaje się być całkiem fajna - jest w niej sporo schematów, więc nawet laik zrozumie o co chodzi ;) Ano i moim zdaniem ona jednak bardziej sportowe tropienie opisuje, niż PRAWDZIWE użytkowe... Z ciekawostek - ta książka kosztuje ok. 40zł, a ja ją kupiłam za 6zł w Taniej Książce :D
  20. Ona jest bombastyczna po prostu :loveu: Już widzę jak się taki maly diabeł od ścian odbija :diabloti:
  21. Wrzucę jutro, albo pojutrze, bo mam jeszcze jutro oddanie projektu i nie mam czasu zbytnio :) Mam ten filmik od bardzo dawna już, ale jakoś nie mogę się zebrać do wrzucenia go na YT :/
  22. Przede wszystkim nie rysuj włoska po włosku ;) Możesz potraktować taką sierść cieniując ją "plamami", a dopiero na koniec w niektórych miejscach, które chcesz podkreślić, lekko zaznaczyć poszczególne włoski.
  23. [quote name='McDzik'] Dziękuję :) a co do rysunku i porad - w rysowaniu ołówkiem generalnie chodzi o to, żeby było jak najmniej białej przestrzeni, niezakreskowanej... więc moja rada jest taka - kup sobie kilka ołówków różnej twardości, w dobrze wyposazonych sklepach malarskich jest ich szeroki wybór :) te ciemniejsze miejsca kreskujesz tymi miękkimi, B, a te jaśniejsze tymi twardymi, H, z resztą w miarę szkicowania sama sobie zobaczysz, który w jakim odcieniu rysuje i jakie daje możliwości :) wtedy będziesz mogła fajnie cieniować i obrazek nabierze trójwymiarowości. :) to co narysowałaś tutaj jest fajnie proporcjonalne, widać Twój potencjał, ale właśnie trochę za dużo jest niezakreskowanej przestrzeni o której mówie. Nie bój się eksperymentować, człowiek uczy się całe życie :) ! [/QUOTE] A ja się z tym nie zgodzę akurat ;) Zalezy jaki efekt chcemy osiągnąć oczywiście, ale naprawdę można narysować genialny rysunek stawiając ledwie trzy kreski na krzyż. Także w rysowaniu nie sugerujcie się tym, jak bardzo "zakreskowany" jest rysunek ;)
  24. Jaki on już duży! :D A ja dzisiaj mam rozmyślenia, więc się spytam jak to u Was jest - młody uczy się złych nawyków od Sonii mimo, że nie bywają razem na spacerkach? Czy póki co nie zauważasz nic niepokojącego? Macie problem obszczekiwania psów za płotem? Jeśli tak to jak Ghandi na to reaguje? MUSZĘ myśleć :diabloti:
  25. [quote name='rodzice']co mam powiedzieć - aż dziób sie uśmiecha . Pięknie[/QUOTE] [quote name='betty_labrador']no wow cudownie Makota! :loveu:[/QUOTE] Dziękuję :) [quote name='McDzik']Oł eM Dżi.... genialne Makota :Crazy: !!!! Długo nad tym siedziałaś???? Każdy szczegół jest taki dopracowany..[/QUOTE] Nad pierwszym spędziłam może dwie godziny w sumie (?), nie wiem, nie liczyłam ale poszło szybko. Gorzej było z jamnikiem, bo rysowałam go dwa razy, żeby był do siebie w ogóle podobny ;) Mam filmik z pierwszego rysowania i za pierwszym razem chyba mi równe 1,5h wyszło... ale doliczając do tego to, że w końcu rysowałam go drugi raz (tutaj jest ta druga, podobna do siebie wersja), też około 1,5-2h, to robi się już z tego poważna ilość czasu :diabloti:
×
×
  • Create New...