Jump to content
Dogomania

klaki91

Members
  • Posts

    1621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by klaki91

  1. [quote name='razed_in_black']nawet kiedy ktoś sam wyciąga łapy do psa? :O[/QUOTE] jak udowodnisz że ktoś psa drażnił to nie zapłacisz ale żaden sąd nie uzna wyciągnięcie ręki do psa za drażnienie. Jesli pies rzuca sie na wyciągniętą do niego dłoń to powinien chodzić w kagańcu chocby z uwagi na dzieci ktore wszedzie biegaja i tez maja rozne zagrywki
  2. [quote name='motyleqq']nie chodzi nawet o to, że kolce to zło. raczej o to, że poleca się je na forum, osobom które jak tutaj kupują kolczatkę pod wpływem emocji(można się tylko domyślać, jak byłaby chaotycznie używana), osobom które nie potrafią pracować z psami, nie mają wiedzy i nagle mają potrafić użyć awersji. naprawdę Kasiu uważasz, że ktoś, kto przeczyta kilka postów tutaj staje się specem i już wie, jak użyć kolczatki? nie rozumiem polecania takich technik niejako w ciemno. nie wiecie, jak naprawdę zachowuje się ten pies, jakie jest podłoże jego zachowań, jaka jest jego relacja z właścicielem i jakim przewodnikiem ten właściciel jest. bo to nie jest tylko tak, że jeden pies "zadziała" przy awersji, a drugi nie. ważne jest też, czy umiemy tego użyć, nie tylko pod względem technicznym, ale i emocjonalnym, bo szarpnięcie psa z bezsilności to nie jest prawidłowa metoda. i mnie oburza "rozdawanie" kolczatek bez mrugnięcia okiem, jakby to było zupełnie bez znaczenia dla psa. a nie jest takie. niesie OGROMNE konsekwencje i trzeba być ich świadomym. i jeśli już ktoś mówi "użyj kolczatki", to niech łaskawie doda "ale bądź świadom tego i tego". chociaż nawet wtedy uważałabym to za nieodpowiedzialność, bo forum i kilka postów to nie jest sposób na poznanie technik awersyjnych.[/QUOTE] Zgadzam się. Ja długo czytałam o korektach a koniec końców na spotkaniu ze szkoleniowcem dowiedziałam się że robię to źle. I nawet przez myśl mi to nie przeszło przed tym spotkaniem. A efektem nieumiejętnego ich używania było wywołanie lekkiej agresji smyczowej u mojej suki. I kolejna rzecz- właściciel może uważać, że wyczerpał wszystkie dostępne metody a okaże się po spotkaniu z fachowcem że wszystko robił nie tak. Fachowiec jest w stanie ocenić jak silny musi być bodziec i czy w ogóle jest konieczne wprowadzenie korekt na kolcach czy łańcuszku. Może wystarczy poprawnie zastosowane drzewko, może jak korekty to na zwyklej obrozy, może na szelkach?
  3. [quote name='WiedźmOla'] Niestety ma mało kontaktów, bo zachowuje, tak jak się zachowuje. Dużo ludzi nie chce, żeby się witał, bo myślą że rzuca się z agresją, nie z przyjaźnią. (Ot też znawcy psiej mowy ;) ) [/QUOTE] No i to jest właśnie błędne koło ;) źle sie zachowuje bo ma mało kontaktów, jak już się jakiś zdarzy to pies dalej źle się zachowuje więc ma ich jeszcze mniej... z drugiej strony ja świetnie rozumiem tych ludzi bo mam sukę która by na Twojego psa wyskoczyła z mordą że tak się dam nie wita :lol: i ja z nią omijam na spacerach wszystkie piszczące, szczekające, rwące się do nas psiaki, choć wielokrotnie się mnie ludzie pytali czy ich się może przywitać no ale druga z kolei by się ładnie przywitała ale to pies beton, ją nie rusza to że inny wita sie z dość hmm żywiołowym "siema" :evil_lol: może jacyś dogomaniacy z okolicy by się pisali na wspólne spacery z wami? ;)
  4. Ja też uważam że jedynym rozsądnym wyjściem jest pomoc szkoleniowca. To Twój pierwszy pies i na bank popełniasz błędy których nie dostrzegasz. Zresztą i ci doświadczeni co to już mieli kilkanaście psów w swoim życiu trafiają na takiego który stanowi dla nich zagwózdkę bo się nagle okazuje że dotychczasowe metody nie działały. Może tu padać milion porad, a prawda jest taka że psa trzeba zobaczyć na żywo żeby coś więcej doradzić.
  5. Łańcuszek czy kolczatka to narzędzia szkoleniowe. W momencie gdy ktoś psa przez dłuższy czas "szkoli" jedynie na kolczatce/łańcuszku i nie widać żadnych efektów to znaczy że najprawdopodobniej nie umie ich poprawnie używać. Albo używa ich wobec psa w przypadku którego nie ma najmniejszej potrzeby ich użycia. Majkowska- jeśli pies miał porysowaną szyję do krwi od kolców to znaczy że trafiłaś na konowała który nie umie jej stosować. Kolczatka nie ma być narzędziem tortur raniącym psu szyję. W ogóle prawdziwy szkoleniowiec najpierw sięgnie po łańcuszek jeśli już uzna że konieczne jest korygowanie zachowania na czymś innym niż obroża/szelki. Moja suka nie chodziła nigdy w kolcach czy łańcuszku, wystarczyło zmienić obrożę na szelki (Ferplasty w dodatku ;)) i od samego początku korygować zachowanie. Nie widzę w tym nic brutalnego ani strasznego. A to też są korekty.
  6. [quote name='gerta']Kastracja nie wpływa na ciągnięcie na smyczy. Generalnie ciągnięcia na smyczy uczą psa właściciele, najczęściej zaczynają już po 2-3 dniach od kiedy zaczynają ze szczeniakiem wychodzić na smyczy na spacer. Zamiast wtedy nauczyć psa komendy oznaczającej wspólne, grzeczne spacerowanie pozwalają maluchowi ciągnąć do innych psów, ludzi, krzaków i czego tam się jeszcze da. Ma nagrody, to stara się coraz bardziej. A oni jak mała rozkoszna kulka przestaje ważyć 5kg, a osiąga rozmiar docelowy 35kg zakładają biedakowi kolce "bo ciągnie futrzak niemiłosiernie". Skoro ktoś nauczył psa ciągnąć na smyczy, to niech kolce założy sobie na nadgarstek - może zmotywuje go ona do skutecznej pracy nad szkoleniem psa...[/QUOTE] Niekażdy ma psa od szczeniaka.
  7. [quote name='IZMADO']PS Może kiedyś wybiorę się do Poznania? ;) Ciekawe jak by wyglądało starcie naszych problemowych psów :P[/QUOTE] Mogłoby być ciekawie :evil_lol:
  8. [quote name='IZMADO']A ja ciągle nie ruszyłam roweru... Zawsze mi coś wypada :/ Chcę za to pochwalić szkołę, do której teraz chodzimy. Asystentka mojego trenera bardzo się nami ostatnio zajęła i robiła "sztuczny tłum", łaziła wokół, szybko szła na nas zawracając lub skręcając w odpowiedniej odległości. Na 4 momenty kiedy Janka nie wytrzymała i chciała się rzucić, tylko 1 raz udało mi się zrobić poprawną korektę. Bo albo za późno coś powiedziałam, albo nie tym tonem, albo moje szarpnięcie było jak głaskanie... Mimo tej porażki (że pies startował i ja nieudolnie chciałam mu powiedzieć NIE) i tak jestem dość zadowolona. Przede wszystkim dlatego, że w końcu jakiś profesjonalista zauważył nasz problem i stara się nam pomóc. A jak sobie przypomnę nasze zajęcia w poprzedniej szkole... To bardzo żałuję, że tam trafiłam. Niby źle nie było, ale wszystko co robiłam żeby odwrócić uwagę psa od tych jej "ataków" spowodowało, że umocniła się w tej swojej agresji, poczuła się pewnie na smyczy i stała się jeszcze bardziej terytorialna. No i ciekawe kiedy uda mi się to odkręcić? Bo naprawdę zaczyna to być uciążliwe ;( I powiem to jeszcze raz - za radą Karillki nie nosimy już kagańca na spacerach. Zawsze go ze sobą mam, ale jak pies jest na smyczy, to bez kagańca. Możemy sobie poćwiczyć komendy na piłeczkę lub inną zabawkę, kontakt wzrokowy też mamy lepszy. Także mimo wszystko jestem dobrej myśli![/QUOTE] Będzie dobrze, pracujesz z nią i to normalne że potrzeba czasu. Na pewno nie zrobisz z niej psa który ma ochotę ukochać cały świat ale wypracowanie ignorowania jest możliwe. Moja suka też się gorzej zachowywała jak chodziła w kagańcu. Poza tym ja za namową szkoleniowca zrobiłam coś, co jest bardzo krytykowane na dogo- pozwalałam suce na swobodne bieganie na lince wśród ludzi i obwąchiwanie ich. Wiadomo, niekażdy psy lubi ale poświęciłam nawet tych bojących się żeby nauczyć ją ignorowania ludzi. Teraz pod tym względem jest jak najbardziej OK. Dalej jest natomiast problem w bezpośrednim kontakcie z innymi psami. Przywitać się na szybko i od razu biec dalej- jak najbardziej. Gorzej jak drugiemu psu to nie wystarczy i ją zaczepia do zabawy albo za nią lezie próbując jej wcisnąć nos pod ogon. Przydałoby nam się więcej wspólnych spacerów na zasadzie- dwie godziny w las/ na łąki z jednym/dwoma psami
  9. [quote name='tobilife'] Nawet jeśli jest z kimś w domu a mnie nie ma to kładzie się pod drzwiami i dostaje ciężkiej depresji.[/QUOTE] nie mogłabym mieć takiego psa, a raczej doprowadzić do takiego przywiązania psa do mojej osoby. wiadomo- każdemu odpowiada co innego, ale ja sobie nie wyobrażam takiej sytuacji i od samego początku przyzwyczajałam suczkę do zostawania samemu/ z innym ludźmi. I uważam, że niezbyt rozsądne jest dopuszczanie do tego żeby pies nie widział świata poza własnym właścicielem do tego stopnia, że leży w ciężkiej depresji pod drzwiami czekając na jego powrót.
  10. [quote name='filodendron']No jak dziwnie? :) Jesteście na wystawie, żeby pokazać, że Wasz rasowy pies jest pod względem eksterieru w pełni zgodny ze wzorcem, czyli w pewnym sensie - typowy. A tu ktoś przychodzi, ogląda, duma i nagle - jakieś takie nietypowe te psy :D Takie torchę wystawowe qui pro quo ;)[/QUOTE] jesli hodowcy sa tacy sztywni to mnie intuicja nie zawodzi jesli chodzi o kompletny brak zainteresowania tym swiatkiem :cool1:
  11. [quote name='Majkowska']Ja tam mam w nosie kto co o moim psie mowi - najważniejsze jest ze ja kocham jego, on kocha mnie i jest ok :)Ale czasem faktycznie kogoś można urazić, i to całkiem niechcąco...Przypomina mi się sytuacja, kiedy to ja sama uraziłam chyba dość mocno jedną panią, w dodatku znaną hodowczynię borzoi i bodajże sędzinę...Stałyśmy na wystawie i dyskutowałyśmy o psach. Mój się jej dosyć spodobał, pochwaliła go. Kiedy znajoma z nią dyskutowała od miocie jaki ostatnio miała ja obchodziłam jej borzoje w kółko i analizowałam ich budowę, pyszczki, wielkość itp. I tak nagle stwierdziłam ze wszytskie psy są w jakimś tam stopniu podobne , dużo ras można pomylić ze sobą czy do czegoś porównać, a psów takich jak charty nie, są jedyne, wyjątkowe, piękne, mają swój idealny wyraźny typ... I tak całkiem zadumana, zapatrzona w te charty rzuciłam nagle z westchnieniem " Niesamowite... ale one są nietypowe..." .Babka aż podskoczyła do góry i zrobiła na mnie wielkie oczy i odpowiedziała że lepiej tego nie skomentuje...Dopiero po krótkim momencie załapałam że chciałam wyrazić zachwyt popełniłam straszną gafę... Wstyd jak nie wiem ...[/QUOTE] Nie skumałam szczerze mówiąc sytuacji :lol: dlaczego ktokolwiek miałby czuć się urażony?
  12. [quote name='Kyu'] http://white-westterrier.manifo.com/ Poznań W tej szczylki w okolicach 2000 zł kosztują, tak przynajmniej zawsze było w ogłoszeniach zamieszczanych przez tę hodowlę :) ale ponoć nie mają problemów ze sprzedażą piesków więc warto się zainteresować. Jak się potargujesz to obniżą :) Jedna uwaga- nie daj sobie ostrzyc westa. Te psy się trymuje, inaczej niszczy się im włos i jest taki barankowy ;)
  13. nad rusałką często bywacie?
  14. ja bym proponowała zadzwonić do Związku ;) dostaniesz namiary na hodowle z interesujących Cię województw, podzwoń, tylko nie wyjeżdżaj od samego początku z pytaniem o cenę bo większość hodowców uważa to za przejaw buractwa :p I podejdź do wyboru pieska z rozwagą, niekoniecznie hodowla zarejestrowana w ZKwP jest rzeczywiście hodowlą przez duże H ;)
  15. [quote name='swirek']nawet nie o to chodzi, tylko że 80% to tj. pisałem Kennel Club / Canin e Catus..[/QUOTE] A jak szukasz? Ogłoszenia?
  16. [quote name='swirek']Dziękuję bardzo za odpowiedzi ! Szczerze powiem, że z miesiąc - dwa przeglądam oferty z okolic wrocławia-leszna-częstochowy i ciężko jest znaleźć Westiego w dodatku za ok 1000 zł z rodowodem z ZKwP ale nie ukrywam, że teraz będę tylko takiego szukał. Czyli http://tablica.pl/oferta/west-highland-white-terrier-ID2LTFJ.html mam sobie odpuścić jak rozumiem? Tą hodowle znalazłem na stronie ZKwP :-) Jesli lecą w kulki i mają w sumie dwie hodowle tylko różne przydomki i różne stowarzyszenia (tak to zrozumiałam)- odpuść. Czasami lepiej odłożyć więcej pieniędzy, pojechać trochę dalej i kupić wymarzonego szczeniaka :) szkoda płacić komuś takie pieniądze skoro szczeniak nie jest ich wart
  17. Rodzice dupy wołowe i tyle.
  18. [quote name='filodendron']Fatalnie. Czy da się jakoś określić, czy to faktycznie jakiś uraz (bo sytuacja wcześniej opisana, ta pod ławką z dziewczynką, raczej się do tego nie kwalifikuje) czy coś innego? Bo wspomniałaś coś o wystawach, co kojarzy się z hodowlanką. (Może niesłusznie.) Any way, jeśli takiej wrogości nie da się wytłumaczyć ewidentnym urazem lub totalną zawałką w temacie socjalu (ukłon w stronę hodowcy), to jest temat do przemyślenia.[/QUOTE] Moze byc tak ze jedna slaba sytuacja z dzieckiem a potem dodatkowe nieswiadome poglebianie zachowania przez nieprawidlowe reagowanie gdy dzieci chcialy psa poznawac. Inna sprawa ze jedna przykra przygoda nie powinna w psie stabilnym psychicznie, z dobrym poczatkowym socjalem u hodowcy powodowac az takie zachowanie. No ale jesli byly nagradzanie/ w nieprawidlowy sposob eliminowane niepozadane reakcje to nic dziwnego
  19. [quote name='Afryka']Ja w sumie z dwojga złego wolę rodziców pozwalających beztrosko na kontakt dziecka z obcym psem, niż tych straszących i histerycznie odciągających dziecko zainteresowane psem. Może dlatego, że moja sunia jest bardzo łagodna w stosunku do dzieci i jeśli dziecko się narzuca, to po prostu ucieka. Dzisiaj miałam taką dziwną scenę, że szłyśmy sobie z sunią ścieżką, z naprzeciwka szło sympatyczne dziecko z elegancko ubranymi rodzicami. Dziecko się uśmiechnęło i pomachało do psa, a na to ojciec rzucił się na dziecko i zasłonił je własnym ciałem przed wyimaginowanym zagrożeniem. Ze strony mojej suki totalna olewka, szła cały czas grzecznie przy nodze ;)[/QUOTE] O, też takich spotykam :) ale tych titających "idz sie przywitac z pieskiem" jest jednak wiecej... Raz małego chłopca na bezczela zablokowałam nogą jak mi chciał kopnąć psisko, złapałam za ramię i powiedziałam głośno "nie wolno kopać psa bo go to boli i ugryzie". Może ze 3latka miał, a tatuś w śmiech że dzieciaczek TAK się bawi :roll: dobrze że chociaz na mnie nie wsiadł że mu dziecko dotknęłam. "Najlepsze" w tych przesadzonych reakcjach jest to że tym sposobem rodzice zamiast rzeczywiście jakos tam próbować ustrzec dzieci przed nieobliczalnymi psami wręcz przeciwnie- sprawiają, że psy się interesują histerycznymi reakcjami czy to dzieci czy rodziców ;) Nie ma nic gorszego niż wychowywać dziecko tak żeby sie psów bało i w związku z tym uciekało przed nimi czy jakoś dziwnie się zachowywało. Pies to wyczuwa, wiadomo że po dobrze zscojalizowanym stabilnym siebie pies spływają reakcje ludzi, ale jak się trafi pies lękliwy to nawet mu to może dać kopa do jeszcze większego nastraszenia dziecka ;) I nie ma też nic gorszego od nieuczenia od początku dziecka że psów się nie dotyka bez zgody własciciela a nawet i gdy jest zgoda lepiej nie próbować jak się psa nie zna.
  20. [quote name='Majkowska']Nie jestem raczej z tych co ryczą na dzieci ( w gruncie rzeczy co takie dziecko winne że pies go nie lubi), ale sytuacje bywają kłopotliwe. Najgorsze jest jak jest mama babcia czy ktoś dorosły obok i zamiast jakoś logicznie zareagować = pies się boi, szczeka, to trzeba się od niego odtegesić, to jeszcze one są nachalne, albo wyrażają zachwyt swoimi dziećmi że kochają pieska.... Raczej bym skłaniała się bardziej do próby zaprzyjaźnieniem mojego potwora z dziećmi. Ale on wpada w amok i pogadane... Naszczekać i zachować bezpieczną odległość. Natomiast zawsze ryczę na psa za takie wyskoki, choć bardzo nie lubię tego robić, ale chcę mu wpoić do łebka że to nie jest dobre rozwiązanie. Ja wiem jaki efekt... nie zachwycający... A nieprzewidywalność dzieci to też kolejny problem, też zawsze odgradzam, szczególnie jak widzę ze dziecko jest żywo zainteresowane psem.[/QUOTE] No to uważaj żeby nie doprowadzić do tego że pies zacznie atakować dzieci bez ostrzegania. To Ty masz panować nad sytuacją, a nie on brać sprawy we własne łapy ;) Nie wiem co to za filozofia powiedzieć dziecku "nie dotykaj pieska, piesek się boi" albo "nie dotykaj pieska bo jest chory" i stanowczo odejść olewając titające babcie czy mamy :) Choć jeśli nie potrafisz ostro postawić na swoim to może być problem. Ale większym problemem będzie pies który zacznie przypuszczać ataki-straszaki jak tylko zobaczy na horyzoncie dziecko. To nie babcia czy mama ma reagować (choć powinna), nie ma co na nie zwalać "winy". To w końcu Twój pupil i Twoim zadaniem jest takie dostosowanie go do życia wśród ludzi żeby nie stwarzał zagrożenia ;) 3/4 społeczeństwa nie wie nawet jak się powinno głaskać psa, nie ma więc sensu za dużo wymagać tylko wziąć sprawy we własne ręce. A życie w dużym skupisku ludzi z psem który nie jest wybitnie prodziecięcy jest na prawdę proste, widze to po mojej suce. Są psy które dzieci nie lubią i jest to w gruncie rzeczy uzasadnione- dzieci biegają, piszczą, nie wiedzą jak się zachować. Trafi się wrażliwszy, bardziej pobudliwy pies i raz dwa zacznie okazywać niechęć czy nawet agresję. Socjalizacja takich psów z dziećmi jest dość trudna, wymaga wiedzy i stopniowania wrażeń. U Was już po ptokach bo źle zareagowałaś (za późno) wtedy gdy ta dziewczynka ścigała psa pod ławką. Jesli Ty masz takiego czworonoga to zacznij przede wszystkim od zmiany swojego nastawienia ;) niekoniecznie musisz mieć w domu sierściucha lubiącego dzieci, dotykanie i przytulanie. Pies ma prawo nie lubić dzieci, obcych ludzi czy masy innych rzeczy. Nie ma natomiast prawa ich atakować. Twój pies nie widzi żadnego wsparcia z Twojej strony więc postępuje tak jak opisujesz- szczeka żeby ostrzec i nastraszyć, zwiększa odległość pokazując tym że NIE chce ŻADNEGO kontaktu.
  21. [quote name='Majkowska']Do nas niestety dzieci nie mają wstępu... ostatnia wizyta dwójki dzieci ( 1,5 roku, i ok 5 lat) skonczyła się tak że dzieci były przerażone, a pies ujadał bez opamiętania, w końcu wylądował w klatce i tam rozszarpywał w furii swoje posłanie... :( Tragedia... Wytworzyło mu się coś takiego że już woli się bronić przed małymi ludźmi ( a zauważyłam ze u niego mały człowiek może mieć nawet ok 12 lat...) i naszczekać złowrogo. Nie zawsze wiem co ja powinnam w tej sytuacji zrobić, szczególnie jak widzę że leci do nas urocza dziewczynka z wrzaskiem " piesek, piesek!!! hau hau!!", macha rączkami i sprawia wrażenie że zaraz wskoczy mu na głowę , pies już jest gotowy do obrony, a ja cała spięta... Czasem po prostu nie ogarniam całej sprawy. Przydałoby się takie dziecko które pobędzie z nim chwilę, pies nabierze pewności itd... A też nie każdy rodzic chce żeby jego dziecko nam służyło jako "obiekt treningowy"....[/QUOTE] No jak to CO robić.... odgrodzić sobą psa od dziecka, dziecku powiedzieć że ma spadać na drzewo, względnie ryknąć jak sytuacja ekspresowa. Też mam psa który nie przepada za dziećmi. Na początku bawiłam się we wciskanie w nią smaczków w pewnej odległości od placów zabaw itd. Potem zrezygnowałam bo i tak gdy dziecko gdzieś nagle skądś wyskoczyło wyskakiwała z mordą do niego. Ja niestety nie mam w rodzinie ani wśród znajomych dzieciatych osób. Więc po prostu zaczęłam robić korekty jak łapała spinę na dzieci. Korekta+ostre FE!+komenda równaj i przejście na niej kilka metrów przed zwolnieniem z niej psa. Do tego baaardzo wylewne chwalenie dobrego zachowania :) Raz jej dałam nawet w dupsko jak mi z groźnym warkotem i ogólnym "jestem bestią" skoczyła do dziecka które przejechało obok na rowerze. I teraz dzieci ignoruje, może nawet iść luzem w pobliżu skaczących, wrzeszczących czy piszczących dzieci i kompletnie je olewa. Nawet jak jakieś dziecko powie "o jaki śliczny piesek!" to ogonem zamerda ;) na wszelki wypadek jednak gdy gdzies idziemy i widze dzieci to zawsze prowadzę ją tak żebym odgradzała ją sobą od dzieci. Nie dlatego że boję się że ugryzie ale boję się dzieci, są często bardzo nieprzewidywalne.
  22. [quote name='zuzannah']dziękuję za szybką odpowiedź. Tak też myślałam, że bez fachowca się nie obędzie. Leki uspokajające Milou już dostaje, obrożę DAP (z feromonami) mam zamiar kupić jak najszybciej. Ciekawi mnie kwestia żywienia. Zaraz też zacznę poszukiwania nt. treningu klatkowego. Bardzo dziękuję![/QUOTE] No niestety ale stosowanie leków uspokajających/ feromonów MUSI wiązać się z dodatkowym treningiem. Konieczne jest wprowadzenie odpowiednich zasad, dostosowanie metody pod psa. Stopień lękliwości, wasz sposób reagowania na zachowanie psa- to musi ocenić niestety specjalista, bo za łatwo można niechcący wiele zepsuć ;)
  23. Przy skrajnie lękliwych psach konieczna jest pomoc fachowca. Oprócz kwestii szkoleniowo-wychowawczych wprowadza się też odpowiedni sposób żywienia, leki uspokakające/psie feromony. I trzeba wziac pod uwage ze proces resocjalizacji takiego psa trwa na prawde dlugo. Poczytaj o treningu klatkowym, to moze troche pomoc jesli chodzi o zostawanie samemu w mieszkaniu czy wizyty obcych osob.
  24. [quote name='katasza1']Czy ja robie cos nie tak czy o co chodzi? Moj piesek lubi pokozaczyc jak jest na smyczy, wiec przewaznie jak idzie pies naprzeciwko to schodze kawalek na bok, kaze psu usiasc i skupiam go na sobie i wtedy WSZYSCY mysla ze to ze sie zatrzymalam oznacza ze chce zeby pieski sie pobawily i podchodza do nas :roll:[/QUOTE] Miałam to samo ;) po pewnym czasie zamiast schodzić z drogi sukę brałam za siebie, głośno mówiłam "NIE WOLNO" (większość ludzi orientowała się wtedy że nie chcemy kontaktu) i szłyśmy dalej. Zdarzali się kretyni którzy nie rozumieli aluzji, wtedy na ogół ich psa nogą odsuwałam i szłam dalej. A teraz się juz mam to w nosie, jak jakiś podlatuje i jest chwilowa awantura to wzruszam ramionami, rzuce cos do rudej jesli moim zdaniem drugi pies nie zasluzyl na opr i tyle. Co najwyżej się usmiechne do drugiego ludzia który psa nie upilnowal zeby troche sytuacje zalagodzic. Ludzie chca miec spacerowych ziomkow dla swoich podopiecznych i nie rozumieja ze niekazdy pies sie na kumpla nadaje
  25. [quote name='IZMADO']Oby nie chwilowy, bo brzmi super! Zazdroszczę. Dwa dni temu miałyśmy spotkanie z innym behawiorystą, w terenie. W końcu w terenie :) No cóż... nie wypadłyśmy najlepiej, ale przynajmniej psy, które tam były ignorowały darcie ryja mojego psa. Co nie znaczy, że Janka nie rzuciła się na dobermana :roll: bo owszem, i do niego startowała. Okazuje się, że korekty są NIEZBĘDNE, bo pies nie bardzo wie jak ma reagować i nauczył się, że darcie ryja i napięcie wobec innego psa jest nagradzane (za radą wcześniejszego behawiorysty odciągałam Jankę na zabawkę, jak widać - wystarczyło tak zrobić kilka razy, żeby pogłębić ten stan). I tak jak w przypadku pojedynczych psów agresorków moje korekty dawały radę, tak w tłumie innych psów moja Janka po prostu świruje, ja mam zakwasy w rękach, odciski na dłoniach a i tak ciągle mi mówiono "nie tak, mocniej, bardziej stanowczo, krótkie pociągnięcie, stój w miejscu, nie łaź za psem". No nie umiem robić idealnych korekt ;( Na dodatek Janka musi chodzić w łańcuszku, bo tylko metal do niej przemówi, na półzaciskowe obroże już po prostu nie reaguje. Udało mi się kupić jedynie półzacisk łańcuszkowy i smycz przepinam tylko jak widzę zbliżającego się psa. Powiem tak - lekko nie jest, bo np. dziś Janka zdenerwowała się na westa, który zaczął szczekać i zachęcać ją do zabawy, jezu jak ona się zestresowała! No ale udało mi się ją opanować. Dziś było dużo korekt, i może w końcu załapała o co chodzi, bo wracając z pola minęłyśmy psa, do którego już się czaiła, a skończyło się na tym, że siedziała we mnie wpatrzona kiedy ten pies nas mijał. Później spotkałam koleżankę z psem, którego Janka uwielbia! I doszedł do nas pies kolejny, a Janka traktuje "trzeciego" jak wroga, jednak tym razem grzecznie siedziała i dopiero po kilku minutach pozwoliłam jej podejść i psa obwąchać. Obyło się bez awantur ;) Szkoda, że to, co ćwiczyłam z psem od pół roku tylko pogłębiło problem. Mam nadzieję, że uda mi się wyjść z jej świrowań do wakacji. Przestała też już brać leki uspokajające, bo wolę kupić jej krople na kleszcze :P Oby to wszystko wreszcie przyniosło jakiś efekt, bo mimo pewnych postępów nadal widzę Jankę z problemami. Chciałabym już widzieć taką Jankę, jaką mam w domu, wśród rodziny, na grillu u znajomych... Trzymajcie za nas kciuki![/QUOTE] U nas też dopiero korekty przyniosły efekt :) i też nie umiałam ich robić na początku. Co prawda dla korekt przeszliśmy z obrozy na szelki (bo słabo czuła na szyi + kasłała jak się mocniej szarpnęło) ale wiem że nasz szkoleniowiec w sporej ilosci przypadków używał własnie łańcuszka, w ostateczności kolczatki ale jak trafi się jakiś wybitnie nieczuły przypadek :) ciezkie zycie z tymi histerycznymi psami :P ale grunt że coś się robi żeby to polepszyć, mam kilka na osiedlu totalnych histeryków i żal mi ich, przyczajka na każdego psa, wyskok, jazgotanie, w dodatku wszystkie na flexi, jedno wielkie szarpanie i albo darcie mordy przez własciciela albo kompletne ignorowanie tego co pies wyprawia :( ludzie w ogóle nawet nie próbują wychować sobie psa
×
×
  • Create New...