Jump to content
Dogomania

klaki91

Members
  • Posts

    1621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by klaki91

  1. [quote name='motyleqq']potwierdzam, moje rude też bystre :evil_lol:[/QUOTE] moje też mega lotne:cool1:
  2. [quote name='ulvhedinn'] klaki, no ale widzisz, Tobie nie odpowiada coś, co np dla mnie byłoby zaletą (ten pęd do "róbmycoś"). Czyli to jest wada dla Ciebie, ale nie ogólna. Nie wiem czy wada, przyzwyczaiłam się w sumie ;) pewnie gdybym teraz dostała psa który nie ma tego popędu to bym się nudziła. Ale nie chodzi mi nawet o sam popęd, bardziej o kwestię zrównoważenia psychicznego a raczej jego braku. [quote name='Sybel']Klaki, my już bardzo dużo wypracowaliśmy: pies daje się pogłaskać, nie atakuje jak kogoś dobrze, wielokrotnie pozna, daje się pogłaskać, nawet ufa tej oosbie zaprzyjaźnił się z kilkoma psami nie rzuca się na nas, jak śpi, a my przechodzimy i ktoś go niechcący dotknie, np połą szlafroka, jak ten śpi na legowisku nie rzuca się na rękę, jak musimy dołożyć lek do miski (bo się zdarza, że ktoś zapomni) nie gryzie przy wycieraniu daje się zostawić u fryzjera, ma taką fryzjerkę, u której lata luzem po salonie i jest super grzeczny sam się pakuje na kolana do miziania, a kiedyś to było nie do pomyślenia umie się zrelaksować, nie hsiteryzuje w domu, zostały głównie problemy na spacerach nauczył się bawić, siadać i robić słupek na komendę wycieranie łap wygląda tak, ze ja zawsze powtarzam "łapa, druga, tył raz, tył dwa", a on wtedy się obraca i podaje odpowiednią łapę nie ma cyrków u weta, jest grzeczny, teraz już nawet w poczekalni, a kiedyś to była koszmarna szarpanina chodzi na flexi i to chodzi bardzo dobrze, bo umie "słuchać" wydanych nią komend Uważam, że odwaliliśmy z nim naprawdę kawał dobrej roboty, bo na początku było z nim bardzo ciężko. Był wtedy trzecim psem w rodzinie, zupełnie nie planowanym, znalezionym, jak przymarzał pod koniec listopada do betonu, z problemami ze stawami łap, z zapaleniem uszu, a skoro był ból, strach, była agresja. W wannie zaraz po znalezieniu zasnął w strumieniach ciepłej wody, tak był wykończony. Jest kochany, ale straszny z niego młotek po prostu, tym bardziej, ze teraz ma jakieś 12-13 lat. No i bardzo ważne - od razu zaakcpetował małe dziecko, a jak teraz słyszy jakieś na ulicy, chce lecieć i sprawdzić, czy wszystko ok. Tylko wiecie, wychowywaliśmy go, jak z siostrą byłyśmy na studiach, miałyśmy kupę czasu, cierpliwości, możliwości. Teraz, przy pracy na etat, przy małym dziecku i drugim w drodze, przy wszystkich stresach i obowiązkach chciałabym po prostu mieć bezstresowego psa, żeby mieć taką swoją oazę spokoju, jak dziecko znów zrzuci pecet, który zaryje w ścianę i wyżłobi dziurę w panelach, albo jak mnie do szału szef doprowadzi. Chciałabym mieć psa, z którym spokojnie wyjdę do lasku koło domu, zrelaksuję się zamiast rozglądać się co chwila, czy ktoś/coś nie idzie, czy nie zbliża się kolejny punkt zapalny. Nie wyobrażam sobie znowu przepracowywać powyższych problemów przy ząbkującym dziecku wyjącym pół nocy, bo zwyczajnie cłowiek ma ograniczone zasoby cierpliwości, nawet, jeśli jest mamą Dokładnie. Gdybym teraz wzięła rudą to bym najzwyczajniej w świecie nie miała czasu na pracowanie z nią. Nie miałabym czasu na kilkunastokrotne cofanie się ze schodów do mieszkania bo załapała spinę bo wyczuła że szedł tędy wcześniej inny pies, nie miałabym czasu na spędzanie połowy spaceru na wyszukiwaniu obiektów do ćwiczeń, barowaniu, jeżdżeniu autobusem/tramwajem przystanek po przystanku itd. A na prawdę z fajnym, pewnym siebie psem żyje się o wiele lepiej bo w ogóle nie mają miejsca dziwne sytuacje typu panika przed przejściem podziemnym, autobusem, histeria na widok osoby z walizką,kobiety z wózkiem, ryk i udawanie niedźwiedzia bo tym samym pociągiem jedzie inny pies itd.
  3. [quote name='Sybel']Ulv, my nasze na przykład w dużym stopniu poustawialiśmy, ale nasz obecny psychol, Filip, słodki, jak lukrecja, potrafi nagle, bez najmniejszego sygnały, wystartować komuś do ręki. Dlatego niestety żadnego głaskania przez obcych - potrafi stać, miziać się, aż nagle trach! i startuje z zębami, np. po 2 minutach głaskania i naprawdę bez zmiany postawy, bez ruszenia uszami, bez zmiany na psyku, jakiegokolwiek spięcia. Mnie to męczy, nas nie gryzie oczywiście, ale zawsze i wszędzie jest stres, czy mu odbije, czy nie. Na spacerach bieganych luzem też mu waliło - ganiał, przychodził, aż nagle piorun w tyłek i w długą (niestety obecnie takie spacery to rzadkosć, nie mamy terenu, po którym by go było można puścić bez ryzyka katastrofy, więc tylko na działce leśnej). Ostatnio prawie wpadł pod tramwaj, bo po 7 latach mieszkania koło torów postanowił tramwaj zagryźć - był na smyczy i nagle wystartował, a mnie zatkało, zdązyłam matoła ściągnąć, bo biegł przed tramwajem. To był taki pierwszy wyskok w historii tego psa u nas. Nie wiem, czy chodzi o jego inwencję, czy o coś innego, ale miewa odbicia i bywa nieprzewidywalny. Spacery z nim niby są przyjemne, ale jednak ciągle się rozglądamy, czy aby nie ma jakiegoś punktu zapalnego. Ponieważ jest to trzeci taki pies z rzędu, ciągnie się to od 20 lat i mamy już dość. Za długo trzeba kluczyć na spacerach, nawet pomimo likwidacji 95% problemów, bo było dużo gorzej. Bez porównania.[/QUOTE] Z lękliwego dominującego histeryka nie zrobisz pewnego siebie zrównoważonego psa który w każdej sytuacji będzie się zachowywał odpowiednio i do każdej się dostosuje ;) możesz nauczyć go pewnych reakcji, możesz go wychować i miec u niego posłuch ale w momencie gdy dochodzi do skonfrontowania twoich wyobrażeń o idealnym psie z rzeczywistością można się na prawdę niemile rozczarować. Ja na przykład miałam w głowie obraz idealnego czworonoga i na prawdę mocno się rozczarowałam rudą. Co z tego że nauczyłam ją życia w mieście, jazdy autobusami, tramwajami i pociągami, pokazałam jej że innych psów się nie atakuje a już tym bardziej nie zwiewa żeby im natłuc, że obcych ludzi należy ignorować a nie próbować łapać za kostki i oszczekiwać? To i tak nigdy nie będzie zrównoważony psychicznie pies i zawsze będę musiała robić za jej plecy, przewidywać pewne reakcje i reagować w porę. Z poprzednią suką coś takiego nie miało miejsca. Inny był też sposób spędzania czasu na spacerach- ruda się nie zmęczy choćby chodziła kilka godzin szybkim tempem. Ją męczy spacer na którym musi wykonywać pierdyliard różnych sztuczek, skakać po drzewach, i zasuwać za piłką. To było dla mnie coś zupełnie nowego bo starsza suka wolała sie zajmować sobą i po kilkugodzinnym ganianiu po krzakach i węszeniu była zmęczona. Ruda jak się nią na spacerze nie zajmiesz to zaraz sama zorganizuje sobie rozrywkę czy to przeganiając podejrzanego jej zdaniem typka czy w kompletnym zafiksowaniu kopiąc bez ładu i składu dziury na środku ścieżki :roll: Inna sprawa, że mi jednak bardziej odpowiada psychika większych odmian sznaucera niż typowych owczarków a la corgi :)
  4. [quote name='ma_rysiaa']Czesc, piszę do was bo nie potrafię wybrac psa dla siebie. Miałam już jednego psa, ale niestety zmarł. W domu nie ma mnie 6-7h ale później jestem cały dzień + wolne weekendy, ferie, no chodze do szkoły, wiec wolnego jest troche :) chciałabym psa łatwego do wyszkolenia, małego lub średniego, nie dominującego, lubiącego inne zwierzeta, SIERSC nie włosy dluga lub krótsza. Mieszkam na wsi, dom z duzym podwórkiem i za domem lasy i pola. Jaka rase byscie mi polecili? Z góry dziękuję :) Edit - jak sobie jeszcze cos przypomne to dopisze[/QUOTE] Cavalier king charles spaniel? springer spaniel?
  5. [quote name='evel']Klaki, bardzo mi przykro - zawsze smutno żegnać Przyjaciela :( Też się zastanawiam - nie szukacie następcy...? [/QUOTE] Nie szukamy póki co - ja jestem prawie cały rok w Poznaniu, ruda jest ze mną. Reszcie rodziny smutno bez psa, ale siostra idzie za rok na studia, dziadek z babcią już nie w tym wieku żeby się użerać z młodym psem, a rodzice mają swoje zajęcia ;) poprzednia suka trafiła do nas tak na prawdę z mojego powodu bo ciągle jako dziecko męczyłam rodziców o psa. Tak to by pewnie się na sierściucha nie zdecydowali ;) może za jakiś czas im się zachce, wtedy się jakiegoś załatwi, na razie zawiozłam im rudą bo i tak mam zapieprz na uczelni i mało czasu na cokolwiek :roll:
  6. [quote name='aleola']Jakbym widziała siebie i swojego psa. ;-) Ja natomiast całe życie miałam (albo też: u mnie w domu były) psy przygarnięte z ulicy, adoptowane ze schroniska. Zawsze trafiały do mojej rodziny jako dorosłe. Wszystkie oczywiście kochane przez nas, ale kiedy przyjdzie czas, że będę mogła pozwolić sobie na kolejnego psa, będzie to na pewno pies rasowy. Wynika to z tego, że już jestem zwyczajnie zmęczona „użeraniem” się z psami. Być może brzmi to szorstko, ale życie z psem po przejściach (a teraz mam taki „egzemplarz” szczególny, nie ma chyba problemu, którego ten pies w sobie nie nosi) każdy wie, jak wygląda. Wiecznie trzeba się dostosowywać do psa. Nie mogę nigdzie z psem wyjść, nigdzie go zabrać, bo ma napady histerii (szczytowej przy zauważeniu każdego obcego osobnika swojego gatunku, nawet wielkości wiewiórki). Akceptuję ją i uwielbiam, ale niestety nie jest moim spełnieniem marzeń o psie, z którym będę mogła dzielić życie, angażować się w różne aktywności. Nie mam różowych okularów i wiem, że szczenię jakiejś rasy nie od razu oznacza przepis na sukces i bezproblemowość. Jednak wiadomo, że szukając interesującej nas rasy, szuka się jednocześnie interesujących nas cech, a mając szczenię u siebie dokłada się wszelkich starań, by w przyszłości wszystko było tak, jakbyśmy chcieli. Zawsze podobały mi się dogi niemieckie, wyżły i setery. Ciągle mi się podobają. Ale nigdy tych ras nie będę miała. Nie mój charakter. Mam identycznie ;) nigdy więcej nie wezmę psa bezpośrednio ze schroniska. No chyba że będę mieć własny domek z ogródkiem gdzieś na jakimś zadupiu.
  7. Teraz już jest OK, najgorsze te kilka dni po było. Szczęście w nieszczęściu że siadło jej serce a nie zaatakował ją np. nowotwór. Nie musieliśmy podejmować decyzji o uśpieniu jej, po prostu sama odeszła. Nawet się nie męczyła, była po prostu bardzo senna, nie chciała nic jeść, wychodzić z domu, prawie cały czas spała, weterynarz dał jakieś tabletki ale nie pomogły- chwilowa poprawa i nagłe pogorszenie- klasyk. Ruda non stop jej szuka odkąd przyjechała do mojego rodzinnego domu, zresztą pierwsze co jak weszłyśmy to poleciała do korytarza żeby się z nią przywitać a tu pustka. No i pierwsze efekty już są- zaczęła być mocno strachliwa na podwórku jak jest sama. Ogon pod siebie i ucieka jak na przykład zobaczy mojego ojca w zimowej kurtce. Siostra próbowała z nią wyjść na spacer ale została przywleczona z powrotem do domu jak tylko się pojawili na horyzoncie jacys głośni ludzie. Jak była starsza suczka razem z nią to nie było tego lęku. Zazdroszczę Ci evel, mi się tak marzy większe stadko :razz: szkoda że finansowo i czasowo to niemożliwe
  8. [quote name='colirya'][B]Rinuś[/B] pokazywała "wybieg", to ja pokażę jak to może gdzie indziej wyglądać ;): [URL]http://www.youtube.com/watch?v=dZKri3VjS7Y[/URL][/QUOTE] To nad Rusałką czy w Lasku Marcelinskim? :) nie byłam na zadnym z nich. DLa równowagi wybieg na os. Chrobrego :D [url]http://www.poznan.pl/mim/galerie/pictures/fot-marek-zywica,pic2,1120,3872,63666,show2.jpg?allId=63664%2C63665%2C63666%2C63667%2C63668[/url] [url]http://www.poznan.pl/mim/osiedla/galleries.html?parent=1081&lhs=osiedla&id=3872&co=print&kt_id=0&instance=1120[/url] Byłam tam raz bo mieszkam na sąsiednim osiedlu. Koniec końców piłkę psu rzucałam za płotem.
  9. [quote name='Instant']Rinuś, nie każda umowa, którą podpisuje hodowca z przyszłym właścicielem szczeniaka jest umową kupna-sprzedaży, dlatego też większością "można sobie podetrzeć tyłek". Odpowiednio sformułowana - no, to trochę inna para kaloszy.[/QUOTE] Dokładnie. Jeśli komuś nie udało się nic wskórać to najbardziej prawdopodobne jest to,że miał do dupy umowę. Jasne- nie ustrzeżesz suki przed pokryciem jej przez właściciela innym psem niż był wskazany w umowie. Jednak możliwe jest pociągnięcie takiego właściciela do odpowiedzialności.
  10. [quote name='Okamia']Co miesiąc? Co tydzień! a raz na 3 miesiące wizyta w hodowli lub hodowca przyjeżdża do nas na kawę :evil_lol:[/QUOTE] Swoboda umów w końcu :diabloti:
  11. [quote name='Okamia'] Przykład z życia. Znajomi hodowcy sprzedali szczyla młodej parze. Była umowa, był kontakt rozmowy i w ogóle cud miód... po pół roku okazało się że pies jest wychudzony i zaniedbany bo się znudził - wyczaiła go hodowczyni na allegratce czy tablicy. W umowie punkt o odbiorze jak i prawie pierwokupu był i co z tego? GUNWO jak to mawia moja siostra ;) Na szczęście udało się odkupić sunie po dobroci i jest w hodowli. Ta sytuacja pokazuje, że wszystko zależy od człowieka a nie od tego co napiszemy w umowie... No bo przecież pisali o prawie pierwokupu a oni nie zadzwonili.[/QUOTE] Można jeszcze zastrzec w umowie wysyłanie zdjęć co miesiąc, filmików co dwa i odwiedziny raz w roku :diabloti: albo pokazywanie psa przez skype w pewnych odstępach czasu :evil_lol:
  12. [quote name='Instant']Yup. Dokładnie tak. [/quote] Ja się zupełnie z tym nie zgadzam. [quote]Podczas gościnnego wykładu w zeszłym roku akademickim pewien pan sędzia opowiedział nam przezabawną anegdotkę, kiedy to jacyś "niepoważni ludzie" chcieli się o psa kłócić w sądzie. Nie pamiętam teraz dokładnych słów, ale wspomniał coś o "braku poszanowania dla instytucji" i "marnowania czasu", właśnie dlatego, że "to o jakiegoś niby rasowego kundla chodziło".[/QUOTE] No i? Na podstawie jednego osobnika, który uważa że dana materia jest mało istotna oceniasz cały wymiar sprawiedliwości? Sędzia może sobie myśleć co chce, jeśli jest umowa to jest umowa, nie ma znaczenia co było jej przedmiotem. Ludzie potrafią się kłócić o większe "bzdury" niż rasowy pies i te sprawy normalnie się toczą. Inna sprawa, ze mało ludzi podchodzi profesjonalnie do swoich spraw. Zamiast opierać się na przepisach wylatują z jakimiś osobistymi wycieczkami, próbują wjechać na emocje i odstawiają cyrk na kółkach. Zapominają że to nie sędzia Anna Maria Wesołowska czy Sąd Rodzinny. A już kompletnie nie wyłapują różnic między polskim systemem prawnym a anglosaskim.
  13. [quote name='Instant']Mówimy tu o umowie kupna-sprzedaży, więc chyba dla wszystkich jest to dość jasne, że na drodze cywilnej...[/QUOTE] Napisałaś coś takiego: [quote]Mimo wszystko zostałam wychowana w duchu, żeby "w razie czego" mieć wszystko na papierku. [B]Być może właśnie dlatego, że polskie sądownictwo jest jakie jest w kwestii zwierząt[/B] i ciężej się wyprzeć (właściwie sporządzonej) umowie kupna-sprzedaży, chociażby dlatego, że się jej nie podważy tak szybko i skutecznie jak ustnej.[/quote] Ja przez to zrozumiałam, że uważasz, że nalezy wszystko miec na papieprze być może właśnie z tego powodu, że polskie sądownictwo jest jakie jest w kwestii zwierząt. A to moim zdaniem jest bzdura, bo ewentualne problemy z dochodzeniem roszczeń nie są powodowane tym, że przedmiotem umowy jest sprzedaż[U] psa[/U] na określonych warunkach, lecz brakiem umowy pisemnej (choć ustna też wchodzi w grę tylko dowodowo jest ciężej) czy też niepoprawnie skonstruowaną umową pisemną. Innymi słowy odebrałam twoją wypowiedź jako zarzut wobec sądownictwa, poprzez który sugerujesz że ma ono luźne podejście do kwestii przestrzegania umów (ustnych/pisemnych) gdy umowy te dotyczą psów. A gdy dotyczą majątku na 1 mln zł to już problemu nagle nie ma? [quote]Przy czym Vectra pisała, że umowa słowna jest równie wiążąca co pisemna. Wedle prawa - tak. W praktyce? [/quote] W praktyce jest równie wiążąca co pisemna. Różnica jest w zakresie dowodów, bo wiadomo- na piśmie wszystko jest pewniejsze. Jeśli jednak jesteś w stanie udowodnić że zawarłaś umowę o takiej a nie innej treści to jak najbardziej wyegzekwujesz postanowienia ustnej umowy. Nie jest konieczne spisywanie umowy, ale wiele to ułatwia ;) warto też mieć w zanadrzu wszystkie smsy, maile czy rozmowy z facebooka. Wszystko się przyda ;) [quote]Stają przed sądem dwie osoby - hodowca i właściciel psa, którzy nie sporządzili pisemnej umowy. Nie mają świadków, jest tylko słowo kontra słowo. I całym sensem tego zdania było to, że mając pisemną umowę kupna-sprzedaży istnieją silniejsze pobudki do rozstrzygnięcia procesu niż w przypadku umowy słownej, bo sędzia nie będzie sobie mógł machnąć ręką na zasadzie "to tylko pies, o co tyle szumu", bo jest papierek. [/quote] Nie ma słowa kontra słowu. To na osobie, która dochodzi roszczenia spoczywa obowiązek udowodnienia faktów. Jeśli hodowca nie ma nic poza swoim "ja mu mówiłem" to sprawę przegra, przecież to oczywiste. I nie wynika to z faktu, że sędzia może sobie machnąć ręką i powiedzieć "to tylko pies". To samo miałoby miejsce w przypadku sprzedaży jakiejkolwiek innej rzeczy. Samochodu, telefonu czy czegokolwiek innego.
  14. [quote name='evel']Myślę, że Wendy by się bardziej spodobał nasz współlokator, on się bawi ;) On bardzo lubi pieski, lubi deptać pieski, biegać po pieskach, przewalać pieski i w ogóle. Ostatnio dostał ode mnie, nie do końca zamierzenie, cios karate w żebra, bo kurde trochę za ostro mu się zaczęło fikać do Zu, a czarne wielkie durne wskoczyło akurat w moją stronę i nastąpiło, pardon maj frencz, JEBS z całej siły. Na co poszedł z płaczem do właścicielki i nawet się lekko zlękłam, że mu coś odpadnie, ale po oględzinach okazało się, że jest mu ZUPEŁNIE NIC :| Nawet krwiaka pod skórą nie ma, no nic, nic zupełnie ALE zaczął nieco bardziej uważać na Zu. Pewnie stwierdził, że ona jednak ma jakąś tajemną moc, skoro skoczył na nią i pan buk go dziugnął w żeberka :evil_lol: Ale możliwy jest taki obrazek: [URL]https://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q71/s720x720/1471748_550261801723461_207621272_n.jpg[/URL] gdzie wcześniej Zu siedziała a dookoła rozmazywała się czarna fikająca plama :lol: Mieszkamy też z TYM: [URL]https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q82/s720x720/1484178_547313318684976_1171518271_n.jpg[/URL] co straszy psy i je tłucze i ogólnie jest mendą. I Zu się jej boi chyba trochę. Na dodatek jest kot rezydent, który się wziął i obdął za nowego kociego lokatora, więc stawia się tylko na posiłki, ewentualnie się przytula i mruczy do Zu, a ona się do niego cieszka (bo kot na ludzkość jest obrażony na amen, więc do nas już NIE mruczy i się nie cieszy :lol:) oraz stara suka rezydentka, której starość już chyba siada na dekiel i która do nas nawet nie włazi na górę. Więc ogólny stan zazwierzęcenia to dwukot i czipsy. Bywa wesoło :lol:[/QUOTE] Świetny skład :) masz jeszcze jakieś foty tego wielkiego czarnucha? U mnie się stadko z kolei pomniejszyło, dwa tygodnie temu pożegnałam moją starszą sukę, w ciągu kilku dni nagle się jej pogorszyło choć nic tego nie zapowiadało :( pierwsze święta od 14 lat bez niej będą, koszmar, 2 tygodnie z życia. I tym sposobem jedynego psa którego ruda ubóstwiała całą sobą już nie ma
  15. [quote name='Instant']Być może właśnie dlatego, że polskie sądownictwo jest jakie jest w kwestii zwierząt i ciężej się wyprzeć (właściwie sporządzonej) umowie kupna-sprzedaży, chociażby dlatego, że się jej nie podważy tak szybko i skutecznie jak ustnej.[/QUOTE] To nie jest tak, że sądownictwo ogółem jest jakie jest w kwestii zwierząt. Moim zdaniem wszystko idzie w dobrym kierunku. W przypadku zawarcia umowy, której warunki zostały złamane dochodzisz roszczenia w normalnym cywilnym procesie. To jest zwykła umowa, pies i warunki na jakich został sprzedany to jedynie jej przedmiot i postanowienia. I to, że akurat ta konkretna umowa dotyczy sprzedaży psa nie ma tu najmniejszego znaczenia. Umowa to umowa, trzeba jedynie dobrze ją skonstruować to będzie jak najbardziej do wyegzekwowania. Owszem, w żaden sposób nie zapobiegnie się temu, że dana osoba postąpi w nieodpowiedni sposób, złamie dane słowo, ale jak najbardziej można wówczas taką osobę "ścigać" na drodze cywilnej. W prawie jest masa sposobów zabezpieczania wierzytelności. Ja się raz spotkałam z przypadkiem wyegzekwowania zapisów umowy związanych z kryciem. Ale wśród hodowców koni ;) pamiętam, że strona która zakupiła klacz zobowiązała się do jakiegoś konkretnego krycia,później się migała i koniec końców pokryła ją innym ogierem. Zapłaciła solidną karę umowną, natomiast nie pamiętam czy klacz została odebrana czy nie, chyba tak.
  16. [quote name='lilacly']To jest właśnie ta kwestia o której pisałam wcześniej, że pytałam 2 różnych konduktorów. Przewoziłam 2 psy 13kg w 1 transporterze materiałowym stojącym na ziemi. Miałam bilet na bagaż. Na moje pytanie czy sposób przewożenie przeze mnie psów jest odpowiedni dwukrotnie dostałam odpowiedź, że tak, bo psy są w transporterze. Jeden z konduktorów dodał, że powinnam mieć przy sobie potwierdzenie ich szczepienia na wściekliznę. Po dwóch takich odpowiedziach przestałam pytać i po prostu podaję 2 bilety - swój i za bagaż. Czasem zaglądają przez drzwiczki do transportera, a czasem nie. Nigdy nikt nie zwrócił mi uwagi, żeby coś było nie tak. W ostatni weekend jechałam tak 5h pociągiem regio w tym wagonie z samego przodu gdzie konduktorzy wszyscy siedzą, jak wysiadałam to jeszcze jeden z nich pomógł mi wystawić bagaże (m.in transporter) na peron, bo ja wystawiałam psy ;)[/QUOTE] Bardziej by mnie interesowało czy ktoś z was jechał w pojedynkę np. z dwoma labradorami :) albo z większą ilością (niż dwa) średnio-małych psów typu beagle :)
  17. [quote name='Aneta Nowak']Klaki 91,za 3 tyg moge Ci powiedzieć jak to dokładnie jest. Będę wiozła pociągami(kilkoma) na trasie 650km w sumie trzy szczeniaki i jedno ogromne dorosłe bydlę. Szczeniaki będą w dużym kenelu i akurat nie mam zamiaru chować ich pod kocykiem.[/QUOTE] SUper, koniecznie daj znać :) i możesz się też zapytać konduktora co w sytuacji gdybyś wiozła w kennelu kilka dorosłych średnich psów np. 3 beagle, żadnego poza kennelem :) czy wtedy wystarczy to 5 zł za nadbagaż czy jednak jakąś inną opłatę trzeba uiścić :)
  18. [quote name='Beatrx']jeśli nie jest zabronione to niby czemu nie jest dozwolone? jak ktokolwiek chciałby Cię wyprosić z dwoma psami, w tym jednym w klatce to pytasz wprost, na jakiej podstawie. gdyby w regulaminie było jasno napisane, ze jedna osoba = jeden pies, niezależnie od klatki czy smyczy to i owszem, przewożenie dwóch jest łamaniem przepisu. jednak jeśli masz opisane, ze jedna osoba = jeden pies na smyczy, a o klatce ani słowa to wcale nie oznacza, ze oklatkowanego psa mieć nie możesz.[/QUOTE] Czyli jest to proste obejście zapisu dotyczącego jednego psa na smyczy pod opieką jednej osoby? :) mogę sobie wieźć dwa duże psy, byleby oba/jeden był w klatce? [quote]a ta klatka na kilka średnich/dużych psów musiałaby chyba pół przedziału bagażowego zajmować;) do tego z pewnością gdzieś są wymiary nadbagażu i na pewno nie jest tak, że możesz wsadzić do klatki całe stado psów i w ten sposób je wozić. trzeba by też sprawdzić koszt przewozu nadbagażu, żeby wysnuć wnioski czy jest to "jedynie" opłata za nadbagaż;)[/quote] Coś takiego jest o nadbagażu: [FONT=sans-serif]4.Podróżny może w pociągu przewieźć odpłatnie na dowolną odległość i pod własnym nadzorem: [/FONT] [FONT=sans-serif]1)łatwe do przenoszenia rzeczy (w tym niezłożony wózek dziecięcyprzewożony przez osobę podróżującą bez dziecka) –nie mieszczące się nad i pod zajmowanym miejscem; [/FONT] [FONT=sans-serif] [/FONT] Opłata: opłata za przewóz rzeczy (§ 49 TP-IC) nie mieszczące się nad i pod zajmowanym miejscem*) - od każdej sztuki 5,10 zł brutto, 4,72 zł netto [FONT=sans-serif]_________[/FONT] [FONT=sans-serif]*) rzeczy te ze względu na swoje rozmiary nie mogą utrudnić przejazdu innym podróżnym,ich zranić bądź uszkodzić mienia [/FONT] Kusząca opcja bo w TLK za psa na smyczy płaci się +/- 15 zł :) czyli można przewieźć dowolną ilość psów (byleby nie utrudniały podróży) za 5 zł :D Zwracam honor tym, którzy wspominali o możliwości przewożenia w transporterze nie mieszczącym się na miejscu dla bagazu podręcznego kilku zwierzaków :)
  19. [quote name='Beatrx']z tego, ze nie jest to zabronione;) opłata za nadbagaż jak najbardziej, bo dla dużego psa musisz mieć dużą klatkę i już jej nie postawisz na półce tylko w przedziale bagażowym. zajmuje więcej miejsca, więc i płacić trzeba, ale nie za psa, bo za psa płacisz jak on jest na smyczy. jak masz w przepisach, ze pies wielkości kota w klatce jedzie za darmo to wiadomo, ze pies średni do małej klatki się nie zmieści i trzeba płacić za to, ze jego duża klatka zajmuje miejsce, a nie za to, ze jest w niej pies. i niepotrzebnie rozważasz, czy pies jest małym zwierzęciem domowym, bo w regulaminie nie masz podziału na mały pies i duży pies. wymagałoby to podziału wg wzrostu i komicznej sytuacji, kiedy konduktor chodzi z miarką i mierzy, czy dany pies łapie się jako "mały" czy jest o 1 cm wyższy i jest już "duży";) jednak jeśli masz opis pies wielkości kota to sprawa jest jasna, tylko jakiegoś yorka czy innego maltańczyka przewieziesz w klatce za darmo, za całą resztę musisz płacić.[/QUOTE] To, że coś nie jest wprost zabronione nie oznacza, że jest dozwolone niestety :) Niekoniecznie prowadziłoby to do komicznej sytuacji- po prostu mały pies to taki pies który mieści się w pojemniku, który z kolei mieści się na miejscu dla bagażu podręcznego ;) pozostałe psy to nie są małe zwierzęta domowe i tyle :) To co piszesz o nadbagażu ma moim zdaniem sens :) choć dalej wydaje mi się absurdalne, że można przewieźć na danej trasie kilka średnich/dużych psów płacąc jedynie za nadbagaż,pod warunkiem oczywiście że będą w klatce. Jest to jednak jakaś oszczędność i nie trzeba szukać towarzystwa na podróż :) ciekawi mnie czy rzeczywiście konduktor by uznał że to zgodne z regulaminem gdyby ktoś wiózł samodzielnie np. 3 labradory. Nie wiem jak w regulaminie regio jest dokładnie, akurat tą wielkość kota wyczaiłam na tablicy w pociągu, na której były przytoczone tylko niektóre pkt z regulaminu z krótkim opisem, a "wielkość kota" była podana w nawiasie obok psa :) więc może to była właśnie od razu interpretacja przepisu
  20. [quote name='Beatrx'] a w regulaminie masz jasno napisane: nie płacisz za coś, co siedzi w klatce mieszczącej się na miejscu dla bagażu podręcznego (pkt. 1), a płacisz za psa poza klatką i do tego zwierzątko ma być na smyczy, w kagańcu i mieć szczepienia (pkt. 2). zauważ, ze nigdzie nie ma podziału na psa dużego i małego, jest tylko określenie "małe zwierzęta domowe" i dopisane do tej grupy psy.[/QUOTE] Dla mnie to jest jasne. Co jednak w sytuacji gdy wiozę w transporterze psa średnich rozmiarów i transporter ten nie miesci się na miejscu dla bagażu podręcznego? Padło tu stwierdzenie, że nie płaci się wówczas za psa tylko płaci się za nadbagaż. Mało tego- można w ten sposób przewieźć kilka psów. I o to mi cały czas chodzi- żeby ktoś mi jak krowa na rowie napisał z czego to wynika. Pytanie czy duży pies to małe zwierzę domowe. Ostatnio spojrzałam na szybką rozpiskę podstawowych przepisów w pociągach regio i było napisane, że za darmo można przewozić w transporterze zwierzątka domowe typu królik, kot, pies ([B]wielkości kota). [/B]Więc chyba średniej wielkości pies zamknięty w transporterze już się łapie na normalny bilet.... czy może jednak na opłatę za nadbagaż? Dla mnie ma to dość duże znaczenie,bo gdyby był to dodatkowy bilet to pewnie konieczne jest też wykupienie biletu dla osoby, pod której opieką drugi pies niby podróżuje. Natomiast gdyby to był tylko nadbagaż to mogłabym wieźć pod swoją opieką kilka psów, byle żeby były w odpowiednim pojemniku?
  21. A ja się ludziom nie dziwię. Co rusz spotykam niewychowane psy z właścicielami którzy chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że inni ludzie mogą po prostu nie życzyć sobie uprzykrzania im podróży przez psy, kilka razy jechałam pociągiem z psem który całą drogę zawodził-5 godzin- nawet mnie szlag trafiał, moja suka też była już ostro podenerwowana i najchętniej by poszła spuścić psu łomot żeby zamknął mordę. Był też pies który rzucał się na każdego kto otwierał drzwi od przejścia między wagonami żeby dostać się do kibla. Na smyczy i w kagańcu, ale każdy widząc takie powitanie odskakiwał do tyłu wystraszony. Właściciel ograniczał się do "ej spokój". Innym razem jechałam z psem który sobie skakał po podróżnych, jego właścicielka nieudolnie próbowała go skurczyć żeby mieścił się tylko na jej kolanach, ale słabo jej to wychodziło. Wszędzie latały kłaki, pies dyszał, był podenerwowany, atmosfera gęstniała. Jeszcze inna sytuacja- zapchany do granic możliwości pociąg, duszno, parno i ogólny koszmar, a kobieta wyciąga dla psa posiłek i urządza mu kolację z puszki. Zapach nie do opisania, myślałam że pójdą zaraz zbiorowe hafty. I jeszcze to mlaskanie i rozchlapywanie na boki żarcia. Jak ktoś jej zwrócił uwagę to się obruszyła i zaczęła się zbiorowa kłótnia :roll: I jak tu wymagać od ludzi żeby tolerowali podróżowanie z psem skoro tyle właścicieli psów nie potrafi się odpowiednio zachować i sprawić, żeby ich zwierzaki nie obrzydzały podróży innym ludziom, już wystarczająco podenerwowanym czekaniem na pociąg i długimi godzinami siedzenia. Ja osobiście nigdy nie spotkałam się z negatywnym odbiorem mojego psa, wszyscy są zaskoczeni że taka jest spokojna i nie raz dopiero w połowie drogi orientują się, że w ogóle jedzie z nimi pies :)
  22. [quote name='Beti-Buba']Witam Psioluby! Wznawiam wątek z małym dodatkiem:"Z psem nad morze pociągiem"Napiszcie o Waszych podróżach pociągiem z psem.Co wolno,czego nie i JAK BYŁO? najchętniej na dalekiej trasie np. z Katowic nad morze? Rozważm taką podróż z psem -maj,czerwiec po poważnym wypadku samochodowym skóra mi cierpnie na myśl,że mam jechać taki kawał /ze Śląska/samochodem!!!???[/QUOTE] Ja jeżdżę często na trasie Poznań-Kołobrzeg. Moja suka potrafi się zachować w pociągu, grzecznie sobie lezy i nie raz jest tak, że dopiero przy wysiadaniu ludzie ją zauważają. Powinnaś mieć ze sobą zaświadczenie o szczepieniu, kaganiec, smycz. Do tej pory nikt mi nie zwrócił uwagi na to, że moja suka jeździ bez kagańca. Jeśli pies jest mały i przyzwyczajony do transportera to możesz go przewieźć właśnie w nim- wówczas podróż jest bezpłatna ale psa nie powinno się wyciągać (albo chociaż chować jak idzie konduktor ;)). Za bilet w pociągach regio płaci się 4,50 zł, w TLK 15 zł. Ja nigdy nie miałam zadnej nieprzyjemnej sytuacji, ale wiele razy widziałam ludzi którzy sobie z psami nie radzili. Dlatego lepiej wybrać się ze zwierzakiem, który jest wychowany i sie Ciebie słucha.
  23. [quote name='Beatrx']po co motywować jak można mieć np. kocyk do przykrycia transportera na czas kontroli i nikt nie będzie wiedział, co tam właściwie jest?;) z resztą nie wiem, jak jest teraz, bo na "moje" koleje znieśli psie bilety, ale kiedyś bilet psi był podpięty pod bilet ludzki i nie dało się kupić dwóch psich biletów na jednego człowieka.[/QUOTE] Źle sformułowałam, jednak jestem nie do życia ostatnio :cool3: chodziło mi o wskazanie podstawy w regulaminie, bo póki co nie jestem przekonana co do tego, że rzeczywiście można zgodnie z nim przewozić za darmo dużego psa w transporterze nie będącym bagażem podręcznym (i w zw. z tym zamiast biletu na przewóz psa wykupić bilet na nadbagaż) czy też większej ilości sporawych psów w pojedynkę nie mając wykupionych dla każdego biletu + biletu dla anonimowego opiekuna zaciągniętego dopiero w pociągu. A kto wie czy za jakiś czas nie będę się w taką podróż wybierać. To, że robi się różne przekręty typu zasłonięcie transportera, chowanie psa pod kurtkę, do torby itd mnie nie dziwi, chodzi mi jedynie o ukazanie jak to powinno wyglądać zgodnie z regulaminem a nie praktyką czy własnymi doświadczeniami :) Bo na przykład moja koleżanka podróżująca z pudlem mini nie kupuje biletu na niego i nikt się do niej nie doczepił a pies wieziony jest na kolanach ;) Musze swoją drogą podpytać konduktorów jak będę znowu jechać pociągiem, ciekawa jestem jak oni interpretują te przepisy.
  24. [quote name='Aneta Nowak'][COLOR=#000000]"Warto popadać w skrajność bo jeśli rozumieć te przepisy w taki sposób, że płaci się za nadbagaż a za psa już nie to czemu by nie przewozić za darmo, tylko płacąc za nadbagaż np. bernardyna w kennel klatce? [/COLOR];-)"-tylko wiesz, tak naprawdę, jak wybieramy się gdzieś z psem(czy to małym czy dużym) to koszt biletu dla psa czy biletu za dodatkowy bagaż jest...niewielki,zwłaszcza w porównaniu z kosztami ogólnymi podróży i celem tejże. I tak naprawdę, czytając na różnych forach podobne tematy,nie mogę zrozumieć,czemu gro osób ma opory przed kupnem biletu.. Wszak wszędzie się trąbi:pies to wydatki na weta,dobrą karmę etc...Podróż środkami komunikacji to też koszta..To tylko takie tam luźne przemyślenia.[/QUOTE] Nie no dla mnie to oczywiste, to luźne dywagacje przecież :) Zastanawia mnie po prostu prosty stan faktyczny: jedna osoba chce się wybrać w podróż pociągiem z dwoma dużymi psami, np. labradorami. Zgodnie z tym co tu niektórzy piszą jest to jak najbardziej wykonalne, bo po prostu oba albo się wrzuci do gigantycznej materiałowej klatki (i zapłaci za nadbagaż a nie za psy) albo jednego się wrzuci, zapłaci za nadbagaż a drugiego sie będzie miało na smyczy z wykupionym dla niego biletem przypisanym do biletu tej osoby. Zawsze sądziłam, że nie jest to możliwe i trzeba wykupić bilet na drugiego psa+na drugą osobę i szukać w pociągu kogoś kto się poda w trakcie sprawdzania biletów za opiekuna tego zwierzaka ;) dlatego prosiłam o umotywowanie tego, bo a nuz ja też kiedyś będę jechać z kilkoma psami :)
  25. [quote name='lilacly'] Gdyby torba transportowa miała wymiary bagażu podręcznego to mogłabym ją bezpłatnie przewieźć jako bagaż podręczny. Moja torba transportowa jest dość duża, więc kupuję na nią bilet na duży bagaż i wtedy przewożę ją odpłatnie jako duży bagaż. Nie widzę powodu kupowania biletu dla psa umieszczonego w torbie transportowej, skoro jest to bilet dla psa przewożonego poza torbą transportową ;-)[/QUOTE] Ja to rozumiem inaczej. Wieziesz większy bagaż-płacisz za nadbagaż. Psa można moim zdaniem przewozić za darmo jedynie w bagażu podręcznym, a duża torba nie mieszcząca się w miejscach przeznaczonych na podręczny jest nadbagażem, więc nie dość, że płaci się za nadbagaż to jeszcze zwierzę w nim umieszczone również powinno mieć bilet (bo żeby nie płacić powinno zostać umieszczone w podręcznym). Ja przynajmniej tak to rozumiem. W przeciwnym wypadku można by przewozić w transporterze psa wielkości np. owczarka niemieckiego, bernardyna i za niego nic nie płacić, tylko płacić za nadbagaż. Dla mnie by to było po prostu dziwne rozwiązanie, ale może właśnie tak jest? Z drugiej strony wynikałoby z tego, że np. york wieziony w transporterze dla labradora również podlegałby opłacie chyba że by się go umieściło w pojemniku łapiącym się jako bagaż podręczny. Ale już transporter dla labradora podlegałby opłacie chyba że by się go w jakiś sposób złożyło tak, że mieściłby się w odpowiednim miejscu w ramach bagażu podręcznego. A bagaż podręczny z tego co zrozumiałam (ale nie szukałam bardziej bo nie mam teraz czasu) to taki, który można umieścić pod siedzeniem/nad siedzeniem (na tych półkach). [quote]2x pytałam konduktorów czy sposób w jaki przewożę psy jest odpowiedni (oba były wtedy w klatce transportowej, miałam bilet na przewóz bagażu) - odpowiedzieli, że tak.[/quote] A ja się spotkałam z opinią konduktora, że w transporterze można wieźć jedynie psa wielkości kota (pytanie jakiego kota, bo maine coony są ogromne :)). [quote name='Aneta Nowak'] "małe zwierzęta domowe-w tym psy...Ano to można rozumieć dwojako..Bo pies ogólnie zwierzęciem domowym jest?Jest [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_smile.gif[/IMG]..A czy mały..to już od osobnika zależy.. Poza tym nie wpadajmy może w skrajności..Nikt raczej nie będzie bernardyna w klatce wiózł a drugiego na smyczy..a jesli już to niezmiernie rzadko,choćby ze względu na rozmiary korytarzy w pociągach(nie mówie o pociągach osobowych).[/QUOTE] Też sie nad tym zastanawiałam. Nie ma w sumie sformułowania "zwierzeta domowe", nie bez powodu chyba jest tam przymiotnik "małe" :) małe to małe, bernardyn mały nie jest :) Warto popadać w skrajność bo jeśli rozumieć te przepisy w taki sposób, że płaci się za nadbagaż a za psa już nie to czemu by nie przewozić za darmo, tylko płacąc za nadbagaż np. bernardyna w kennel klatce? ;) [quote] Zmierzchnica..współpasażerowie w przedziale muszą wyrazić zgodę na podróż z psem.Jesli takowej nie wyrażą-konduktor jako przedstawiciel firmy,która sprzedała Ci(Wam) bilet..ma Wam znaleźć inne miejsce siedzące.[/quote] Dlatego lepiej podróżować bezprzedziałowymi :) To tylko takie luźne przemyślenia, wszyscy wiemy że to w gruncie rzeczy samowolka jeśli chodzi o przewożenie psów :) raz się trafi na super konduktora i pasażerów, innym razem na mega czepliwych ludzi. Ja na przykład jeszcze ani razu nie zakładałam w pociągu mojej suce kagańca, a jeździmy od 3 lat, przynajmniej 2 razy w miesiącu. Nikt nigdy nie zwrócił na to uwagi ;) długi czas jeździła normalnie obok mnie na siedzeniu, potem kilka razy się ktos przyczepił i teraz jeździ pod siedzeniem na kocyku. Ale nie raz widywałam psy rozłożone normalnie na siedzeniach gdy nie było zbyt dużego tłoku w pociągu i nikt nie robił problemów, a niby jak byk stoi w regulaminie że tak ich wozić nie można ;)
×
×
  • Create New...