klaki91
Members-
Posts
1621 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by klaki91
-
[quote name='Amber'] Do tego jak pisze, ONki ONkami, ale większość drze tylko mordę jak są luzem, natomiast sprowokowany TTB reaguje inaczej. [/QUOTE] No dokładnie, na ogół starczy jak się na ONa zamachniesz, on odskoczy i pewnie będzie darł mordę i szczerzył zęby. Choć pewnie i tak zaraz ktos napisze że w takim razie pies nie atakuje na serio :roll:
-
[quote name='Martens']Tą niefajną cechę, czyli precyzję ataku, zawziętość i niezwracanie przy tym uwagi na otoczenie, czy nawet bicie/szarpanie w trakcie walki posiada również większość dużych molosów. Ttb nie mają tej cechy znikąd - tylko właśnie po przodkach z tej grupy. Czemu więc o molosach nikt tu nie wspomina, że się ich boi i omija? ;) Realnie rzecz biorąc są dużo bardziej niebezpiecznie niż ttb, bo większe i silniejsze, i jak ruszą na psa, to mało kto jest w stanie takiego psa utrzymać.[/QUOTE] moze dlatego ze TTB jest wiecej w miastach? ja osobiscie rzadko spotykam molosy na spacerach. A nawet jak spotkam to wyjatkowo stabilne psychicznie ;) zreszta...myslisz ze ludzie sie molosow nie boja? boja na rowni z astami i innymi TTB. Wszystko co ma wielka morde wzbudza strach, zwlaszcza gdy ma sie malego psa.
-
[quote name='gops'] Co by zostało z tego jrt gdyby zaatakował go Onek ? raczej niewiele .[/QUOTE] a myślisz, że każdy owczarek jak atakuje to odrazu gryzie i szarpie? nie, one też potrafią siąśc na innym psie, przycisnac go do ziemi i nic wiecej nie zrobic. wolałabym odganiac od mojej suki owczarka niż TTB, serio
-
[quote name='gops']O u nas to samo , cała masa Onków z czego tylko 1 idzie normalnie nie rzucając się na wszystko . A najlepsze jest to że od tych osób usłyszłam kilka razy komenatrz w stylu "a gdzie ten pies ma kaganiec " albo " idzie Pani z nim dalej " . Ba raz zostałam zwyzywana przez dwóch dorosłych facetów (po 30stce) po tym jak musiałam minąć z dwoma moimi psami uwiązanego przy sklepie Onka który sie rzucał , miałam mało miejsca i psy sie prawie załapały (ja miałam dwa psy w tym staffika ) co ja się nasłuchałam wtedy, nie leciały gówniary tylko dziwki i takie tam . Nie omieszkałam powiedzieć bratu (tak wiem zachowałam się jak przedszkolak) którzy to i on wytłumaczył ładnie że tak się do kobiet nie mówi (wytłumaczył słownie żeby nie było).[/QUOTE] Z moich doświadczeń wynika, że owczarki to często strachulce i histeryki. W momencie gdy człowiek stawi im czoła broniąc swojego psa odpuszczają. Natomiast miałam raz nieprzyjemność widzieć atak TTB i ten pies leciał jakby miał klapki na oczach. Kompletnie wyłączył się na otoczenie. Widziałam agresywne owczarki i żaden nie był w swoim ataku tak...prezycyjny? i skupiony jak ten TTB. Żaden nie ignorował kompletnie ludzi którzy próbowali rozdzielić psy, swojego właściciela i otoczenia. Jak ktoś się zamachnął to owczarek odskakiwał. TTB miał to w dupie.
-
[quote name='gops']To że prędzej ten york ugryzie (bo go zaboli np.) niż mój pies który nawet nie czuje zastrzyku . I bardzo nie lubię takiego podejścia tylko ze względu na wygląd mojego psa , chodziłam do nich z suką (akurat która nienawidziła wetów) i raz nawet mnie spytał czy ten kaganiec jej potrzebny , był potrzebny bo gryzła . Może miał nie przyjemną sytuacją z "takim" psem , nie wiem . To takie moje osobiste odczucie poporstu :lol:[/QUOTE] Ja tam w sumie tego weterynarza rozumiem, staffiki wcale nie wyglądają tak przyjaźnie jak to się niektórym wydaje :evil_lol:
-
[quote name='gops'] Może to głupie ale na prawde zaczynało mnie to drażnić , wątpie by ludziom z yorkami zwracał uwage o kaganiec .[/QUOTE] a co w tym dziwnego na dobrą sprawę?
-
U mnie dla odmiany obie suki się bały. Starsza zaczęła się bac po sterylizacja, ruda boi się od samego początku odkąd ją wzięłam ze schroniska. Ale ona panikuje do tego stopnia że jak dostawała serię domięśniowych to narobiła takiego wrzasku, że ludzie potem na mnie patrzyli jak na sadystkę. Jak ją szyją i potem ściągają szwy też jest dramat. Takiej histeryczki jeszcze nie spotkałam. Starsza sie bała ale można było wszystko jej zrobić. Młodą muszę mocno trzymać. [quote]Chciałam jeszcze wrócic do tematu yorków, bo jak czytam te wszystkie o pinie, to mam wrażenie, że wy naprawdę trafiacie na jakieś rozhisteryzowane paniusie, które na widok innego psa łapią swojego za szele i podciagają do góry żeby mu nikt krzywdy nie zrobił :evil_lol: U mnie na osiedlu chodzą 3 sztuki, czwartą akurat ja mam w domu. Mojej mamie nigdy nie przyszło do głowy żeby histeryzować, ograniczać kontakt z innymi czworonogami. Nasza szajba bawi się zarówno z goldenami jak i berneńczykami, zdarzyło się nawet, że po łbie lekko dostała, bo szczeniak chciał się bawić, a był chyba 40 kilo cięższy od Julki. Wkurzają mnie właściciele, bo to własnie na ich podstawie ludzie wyrabiają sobie przykre opinie na temat "yorasków". U mnie jest tylko jeden problem, że kiedy wychodzą na spacer z dwiema sztukami, to nie ma szans żeby ktoś do "yoraska" podszedł, pogłaskał, bo Frotka jest w stanie odgryźć całą dłoń, a palce wypluć.[/quote] U mnie na osiedlu nie ma żadnego yorka który skakałby do rudej. A mamy ich sporo, pewnie z 10 będzie spokojnie. Do większych psów też nie zauważyłam żeby się rzucały. Większość biega luzem i nikt spin nie łapie ;) więc zawsze mnie dziwią te dogomaniackie opowieści o krwiożerczych yorkach :evil_lol:
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
klaki91 replied to evel's topic in Foto Blogi
łe, ja tu weszłam licząc na to że nowe foty małej-niemałej już są a taka stypa :/ :) -
ale fajny gacek! :loveu:
-
[quote name='gojka']Nom- ja też.I generalnie chyba była dziwna bo nie biegałam całymi dniami po dworze.Cwicząc na skrzypcach stałam przy oknie i patrzyłam na zabawy dzieciaków i przyznam,że mało mnie kręciły.No,chyba,że były to wycieczki rowerowe...[/QUOTE] Mnie rodzice próbowali przekonać do gry na pianinie :) nie wyszło, wolałam z chłopakami zakładać kolejną "bazę" na drzewie :evil_lol: Uwielbiałam lany poniedziałek i bitwy na śnieżki! Moja zmarła suczka też ;d wszystkie dzieciaki ją uwielbiały (i dokarmiały... :diabloti:)
-
[quote name='zmierzchnica']Ale to jest straszne... Nie obserwuję tego u mnie, wśród moich znajomych, może dlatego, że mieszkam w małym mieście? Dzieci tu jeżdżą (same!!!) na rowerkach, takie 6-7 latki ganiają z wózkami (same!!!) i chodzą na spacer ze swoimi psami, jakoś nie widzę tej nadopiekuńczości. Ciągle mijam 8-9 latki, które idą same (!!!) do pobliskiej szkoły. Wszyscy moi znajomi, także ci młodsi, byli chowani na zasadzie "uważaj na siebie, melduj się co kilka godzin, a poza tym rób co chcesz, byle nie wnerwić sąsiadów". To ostatnie nam się nie udawało, niestety :evil_lol: Chyba moje życie to była bajka, od rana do wieczora na dworze (+nieodłączny ryk, kiedy mnie wieczorem zaganiano do domu), bawiliśmy się badylami i kamieniami, dokarmialiśmy okoliczne psy i koty, jak znaleźliśmy nielota czy jakieś owady to też była sensacja. Dziś taki ptak to byłby "na pewno chory" i dziecko nie mogłoby go tknąć... Jak po podwórku biegał owczarek to go łapałam i szukałam właścicieli. Jak okoliczna suczka miała cieczkę i było pełno psów-adoratorów, to je dokarmialiśmy, poiliśmy, głaskaliśmy (i nie cieszyliśmy się popularnością wśród właścicieli suk :diabloti: - co ja teraz doskonale rozumiem, ale byłam mała i głupia). Biliśmy się nieraz, [B]robiliśmy wojny między blokami, [/B]nieraz było mnóstwo płaczu - nie pamiętam, żeby jakiś rodzic się pieklił, przychodził na skargę, że Ania uderzyła Jasia. Nie wiem, czy naprawdę czasy są bardziej niebezpieczne czy po prostu media tak bardzo nagłaśniają różne sytuacje krańcowe, że powodują masową histerię wśród rodziców. Nie jestem rodzicem, nie wiem, jak bym chowała swoje dzieci, ale cenię to, że miałam tyle swobody i nauczyłam się żyć w społeczności (dziecięcej :evil_lol:), jestem samodzielna i tak dalej. Jasne, że także dzieci chowane pod kloszem w końcu się tego uczą, tylko że chyba tym "podwórkowym wyjadaczom" jest trochę łatwiej.[/QUOTE] Bitwy podwórek! :loveu: najlepiej było na lany poniedziałek, obmyślanie strategii, wysyłanie małych "oddziałów podjazdowych" i te sprawy, mam do dzisiaj stare nagrania- super to było :cool1:
-
Widocznie mało w życiu widziałaś, a mimo to masz czelność pouczać innych i stwierdzać ich winę. To jest chwila. Niezabezpieczona działka, zwierzę pozostawione bez nadzoru, czy takie które się zabłąkało. Rozumiem, że wina rodziców zostaje wyłączona gdy stają się oni świadkami ataku, a gdy przybiegną zaalarmowani dziecięcym krzykiem ale samego ataku nie zobaczą to już są jak najbardziej winni?
-
[quote name='isabelle301']Wystarczy ze będe patrzyła czy okolica w której się znajdujemy obfituje w biegające psy. One nie spadają z nieba z nagła... a jak widzę psa luzem w parku to widze co on za jeden - wszystkie znam. Ponadto jest z nami nasz pies. I biada temu który wybiegnie na dziecko zza krzaka. Bo nie zdąży pokonac kolejnego metra.[/QUOTE] Rozumiem, że przed wyjściem z córeczką na spacer sprawdzasz czy wszystkie mijane przez was domy mają zabezpieczone płoty i nie biegają tam żadne psy? Pies równie dobrze mógł się znajdować na przykład po drugiej stronie domu i zwabiony dziecięcymi krzykami pobiec w kierunku drogi. Czy rodzic ma obowiązek przejścia się po ulicy, podpytania sąsiadów czy mają pozamykane psy? Czy ma obowiązek znania każdego psa który należy do jego sąsiadów? CO w sytuacji gdy sąsiedzi zostaną na przykład przez kogoś odwiedzeni i ten ktoś zabierze ze sobą psa, którego przeoczyłaś? Co gdy nagle dziecko zostanie zaatakowane przez psa, który komuś uciekł i którego nie zauważyłaś i w ogóle nie spodziewałaś się go w waszej okolicy? Czy to również twoim zdaniem będzie wina rodzica? Czy może wina rodzica zostaje wyłączona gdy stanie się świadkiem ataku psa a gdy pobiegnie zaalarmowany dziecięcym krzykiem ale samego ataku nie zobaczy to juz będzie winny? Pies potrafi spaść z nieba nagle, wierz mi. Ciesz się, że jeszcze tego nie doświadczyłaś.
-
[quote name='isabelle301']Chyba się czepiasz... ja zawsze swojemu dziecku powtarzam - nie obchodzi mnie co inni robią i co się z nimi dzieje - obchodzisz mnie tylko ty. I tobie odpowiem to samo - nie obchodzi mnie czy twoi rodzice byli zbyt leniwi aby pójść z tobą na spacer byś mogła pojeździć na rowerze w bezpiecznym do tego terenie. Obchodzi mnie bezpieczeństwo mojego dziecka. Nie obchodzi mnie czy wychowywała cie ulica. Obchodzi mnie wychowanie mojego dziecka. A jej ulica wychowywac nie musi - ma mnie i swojego tatę. Parę lat temu byłą na wakacjach w Zwierzyńcu... osiedle domków na uboczu. Wewnętrzne ulice z niemal zerowym natężeniem ruchu. Wszyscy oczywis,cie dzieci puszczali... dwa dni przed wyjazdem dziecko sobie pojechało. Było samo bo koledzy mieli dopiero wyjść. I nie wyrobiło się na zakręcie. Jedno uderzenie głowa o krawężnik i parę godzin w rowie. Oczywiście nieszczęsliwy wypadek. Oczywiście rodzic nie złapałby dzieciaka w locie. Ale oczywiście byłby na miejscu i pomoc nadeszłąby na czas, Kto był winny? Pewnie sąsiad bo sobie zrobił za płotem krawęzniki...[/QUOTE] Zedytowałam mój post, jestem ciekawa odpowiedzi na pytanie, które w nim umieściłam-Zakładając że wyjdziesz nawet na tą ulicę z dzieckiem- masz zamiar biegać koło rowerka? Czy stać gdzieś i mieć dziecko w zasięgu wzroku? W jaki sposób uchronisz je przed atakiem ze strony pozostawionego bez nadzoru psa? Dlaczego porównujesz sytuację z pogryzieniem przez psa do nieszczęśliwego wypadku i ironicznie sugerujesz, że winny był sąsiad? Przecież to dwie zupełnie inne sytuacje. W sytuacji z pogryzieniem rodzice dziecka byli w ogrodzie, pewnie usłyszeli że dziecku coś się stało i zaraz się tam udali (gdybam, bo nie wiem jak było). Dziecko nie było też zostawione samopas- było z innymi dziećmi. Nawiasem mówiąc jeśli krawężniki zostały wybudowane z naruszeniem przepisów prawa to jak najbardziej można by go pociągnąć do odpowiedzialności, przecież to chyba oczywiste dla każdego.
-
[quote name='Maron86']Nie wiem, możliwe. Jednak Police to było prawdziwe zadupie, tu każdy każdego znał aż do przesady :shake:. Większość ludzi pracowała na zakładach, to nie było 'zwykłe miasteczko' ;). Ludzie nie wchodzili sobie w paradę, nie 'dokuczali sobie'. Naprawdę przez te prawie 30lat wiele się zmieniło, przynajmniej 'tu'. Zaczynając od tego że ludzie się pozmieniali (jedni wyprowadzili, nowi powprowadzali), większość udaje miłych jednocześnie próbując nóż w plecy wbić :roll:. O dotkliwych pogryzieniach przez psa 'tu' w ogóle nie było słychać, naprawdę nie było obaw że dziecko wróci bez twarzy. Fakt były już 'fale' jak chodziłam do podstawówki, gnojenie biedniejszych itp. Psy tak samo, było ich mniej. Ludzie je wychowywali bo naprawdę tu pies szczekający był bardzo bardzo niemiło widziany, atakujący inne psy, a ludzi to już w ogóle nie do pomyślenia.[/QUOTE] To u mnie tak kolorowo nigdy nie było ;)
-
[quote name='isabelle301']Naprawde nie widzisz róznicy między pójściem do łazienki a puszczaniem na jezdnię 6 letniego dziecka samopas? Mam tylko jedno dziecko - świetnie samodzielne. W czerwcu skończy 11 lat. I powtórzę jeszcze raz - odpowiedzoialna opieka nie powoduje że z dziecka wyrasta nieudacznik zyciowy. Wręcz przeciwnie. Jakoś moi rodzice byli w stanie zapewnić mi opiekę - choć ze szkoły wracałam z kluczem na szyi bo oni pracowali. Nie czuję sie jakoś zagubiona w otaczajacym świecie. Może dlatego że troskliwi i odpowiedzialni rodzice opiekując się uczą dziecko życia? I nie pozostawiają tego przypadkowi? Ulicy?[/QUOTE] A czy ja tu piszę, że puszczanie dziecka samopas jest równe wyjściu do toalety? Piszę, że nieszczęśliwy wypadek może zdarzyć się w każdej chwili. Jeśli dla ciebie pozwolenie dziecku na jeżdżenie na rowerze z grupką innych dzieci na wewnętrznej osiedlowej drodze (która zapewne nie jest długości Marszałkowskiej i nie panuje też na niej taki ruch) podczas gdy rodzic robi coś w ogrodzie jest brakiem odpowiedzialności to rzeczywiście nie mamy o czym dyskutować, bo dla mnie na przykład to nic złego, sama tak robiłam, inne dzieci tak robiły i każde z nas zostało "nauczone życia" i nie przeszkadzało to w żaden sposób naszym rodzicom w opiece nad nami. Nie uważam też moich rodziców za nietroskliwych i nieodpowiedzialnych ludzi, wręcz przeciwnie. Nie wiem dlaczego wysnułaś z tego co napisałam wniosek, że dziecko puszczone z rówieśnikami na osiedlowe harce uczone jest życia przez ulicę, moim zdaniem to duża nadinterpretacja. Chyba że dla ciebie istnieją dwie opcje: 1. Opiekowanie się dzieckiem i nie puszczanie go na osiedlową ulicę żeby pojeździło na rowerze bez biegania zaraz za nim (bo rozumiem, że to musiałabyś robić żeby odpowiednio je pilnować) 2. Puszczenie dziecka i pozostawienie uczenia go życia przez przypadek/ulicę podczas gdy ja tu widzę jeszcze wiele innych możliwości. [quote name='isabelle301'] W tym konkretnym przypadku? Tak - całkowita wina leży po stronie rodziców... jako matka a nie jako własciciel psa - takie jest moje zdanie. [/QUOTE] [quote]Gdyby szanowni rodzice tyłki z kanap ruszyli aby wyjść z dzieckiem na spacerek na rowerku, to zapewne byliby także w stanie zareagować na fakt darcia mordy do psa który przebywa na terenie nie ogrodzonym w 100%... bo byc może by to zauważyli.[/quote] Bardzo się mylisz, widocznie nigdy nie byłaś świadkiem ataku psa. Są psy które nie szczekną przed atakiem. Zakładając że wyjdziesz nawet na tą ulicę z dzieckiem- masz zamiar biegać koło rowerka? Czy stać gdzieś i mieć dziecko w zasięgu wzroku? Nie mówiąc już o tym, że pierwszy cytat to bzdura wyssana z palca nie poparta żadnymi przepisami prawa. No ale to twoje zdanie, masz do niego prawo ;) całe szczęście, że prawo nie jest stanowione przez ludzi o podobnych poglądach bo dochodziłoby do mocno absurdalnych sytuacji.
-
[quote name='Maron86']Mną się starsze rodzeństwo zajmowało (+6 i +9 ode mnie) bo niestety rodzice musieli pracować i zarabiać na utrzymanie. Ja pamiętam że sama chodziłam kupować chleb, słodycze, jakieś małe drobiazgi do sklepu (umieszczony w tym samym bloku klatkę dalej) w wieku niespełna 6lat, sprawiało mi to dużą przyjemność i czułam radość z pomagania i samodzielnych 'zakupów'. Dziś do tego samego miejsca dziecka samopas bym nie puściła, z chodnika zrobiono drogę dojazdową i dorosły ma obawy przed normalnym wyjściem z klatki, a co dopiero taki maluch. Czasy były inne, niebezpieczeństwa były inne, w innym wieku można było dziecko usamodzielniać. Dziś strach posłać dziecko do szkoły czy nie trafi na klasę sadystów, a samoobrona to priorytet :shake:... To samo tyczy się zwierząt, kiedyś było mniej ścin między psami. Kiedyś było wstyd mieć niewychowanego ujadacza, psa który się nie słuchał się nie spuszczało, spuszczało się tylko te w kagańcu. Człowiek czuł się bezpieczniej, dziś przechodząc koło małych rozwydrzonych ujadaczo-podgryzaczy nigdy nie wiem który kiedy mnie za spodnie złapie. Przyznam szczerze że nie lubię właśnie przez to małych psów, mieczuję się w ich obecności komfortowo... Skrajności są wszędzie, wszystko zależy od tego kto patrzy na daną sytuację z jakiej perspektywy. Tylko ty chyba nie powód by się obrażać wzajemnie i wyzywać, oraz skakać sobie do gardeł? ;)[/QUOTE] Dziś to raczej kwestia mediów niż zwiększonego zagrożenia ;) kiedyś też zdarzały się wypadki, porwania, gwałty, ekshibicjoniści, dzieci gnębiły słabsze jednostki, zwierzęta, psy gryzły ludzi i dzieci. Niewiele się zmieniło, ja tam większych zmian nie widzę poza tym, że wszędzie się o tym trąbi.
-
[quote name='isabelle301']Tak małego dziecka? Tak - to brak opieki a nie nieprawidłowa opieka. Powiem więcej - puszczenie nawet na osiedlową jezdnię nawet 10 latka to nieodpowiednia opieka... Dokładnie takiej samej rangi brak opieki gdy matka tylko na 5 minut wychodzi po bułki do sklepiku osiedlowego zostawiając 5 letnie dziecko samo w domu[/QUOTE] Moim zdaniem popadasz w paranoję. Może wynika to z tego, że sama byłam przez moich rodziców "puszczana luzem" i w żaden sposób nie odbiło się to negatywnie na moim życiu. A przeróżne sytuacje się zdarzały. Ja osobiście nie uważam puszczania 10-letniego dziecka na rower za nieodpowiednią opiekę, kojarzy mi się to z nadopiekuńczymi rodzicami i z własnego otoczenia widzę jak potem takie osoby mają problem z odnalezieniem się w różnych sytuacjach, bo wiecznie nad nimi stali rodzice. Czy któreś z twoich dzieci jest już dorosłe? Zła rzecz może przydarzyć się w momencie gdy mama niekoniecznie wyjdzie do sklepu- wystarczy że będąc w domu na 2 minuty wyjdzie do toalety i dziecko wpadnie na jakiś dziwny pomysł typu skakanie ze stołu. Czy swoją córkę bierzesz ze sobą do łazienki, gdy idziesz za potrzebą? [quote name='isabelle301'][URL]http://www.serwisprawa.pl/wersja_do_druku.php?str=artykuly&ob=2498&ty=3[/URL] warto poczytać...[/QUOTE] W tej sytuacji nijak to się ma do stanu faktycznego tak naprawdę. Gdyby rodzice złożyli pozew sąd moim zdaniem jak najbardziej przychyliłby się do zasądzenia im odszkodowania i zadośćuczynienia. To klasyczna sprawa do wygrania. Zwierzę nie może pozostawać bez nadzoru przy czym za pozostawienie bez nadzoru uznaje się też zamknięcie psa na działce, do której furtka nie jest zamknięta na klucz. Gdyby na działkę weszło dziecko i zostało pogryzione to bardzo prawdopodobne, że właściciele i tak by ponieśli odpowiedzialność.
-
[quote name='isabelle301']Dzieci - tamat rzeka i to nie miejsce na takie dywagacje. Natomiast zapewniam Cię, ze opieka - prawidłowa i odpowiedzialna opieka nad dzieckiem nie ma nic wspólnego z kwoczeniem i pozbawianiem nauki samodzielności. Dokładnie tak samo jak puszczanie samopas samodzielności nie uczy...[/QUOTE] Puszczenie dziecka z grupką kolegów żeby pojeździły na rowerach po wewnętrznej osiedlowej drodze to nieprawidłowa opieka nad dzieckiem? :-o
-
[quote name='a_niusia']bo to dziala tak: ktos ma nieogarnietego psa, ktory sprawia klopoty i w kazdym innym psie widzi problem i wszystko w jego glowie rosnie do rangi mega chamstwa innych psiarzy.[/QUOTE] pewnie do tego się to sprowadza sama tu przeżywałam podbiegaczy jak się spinałam z powodu nieogarnięcia rudej
-
[quote name='Dioranne']Mój pies jest na lince, w tej sytuacji był przy mojej nodze. To tamten pies na nas leciał, kilka minut minęło zanim wrócił w okolice swojego właściciela. Później - gdy my już wracaliśmy do samochodu - psy bez przerwy leciały do innego czworonoga, który trzymał się swoich właścicieli. Nawiasem mówiąc tenże czworonóg też wchodził bez smyczy, ale nie było problemu, bo właściciele odwracali jego uwagę - kilka razy na nas spojrzał i na tym się skończyło, poszli dalej. Nie weszli jak jacyś królowie, nie mieli swojego psa w d.pie. Potrafili obok nas przejść, z psem blisko siebie.[/QUOTE] ale [U][B]wrócił/nie dobiegł do was [/B][/U]więc w czym tak na dobrą sprawę problem?
-
Ekipa z zielonego dżipa, czyli Avril, Iwan, Tekila i Kali :D
klaki91 replied to omry's topic in Foto Blogi
[quote name='omry'] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-7u-xBxUh_iw/UxMukRAejsI/AAAAAAAACcg/PyYG_5kstd8/w700-h466-no/DSCN0130.JPG[/IMG] [/QUOTE] pluszak :loveu: jedyny york który mi się tak mocno podoba -
[quote name='omry']Serio to jest aż takie straszne, że musiałaś to tu opisać? Przecież to codzienność, nic niezwykłego. Mi ostatnio dziewczyny spieprzyły do suki na smyczy, bo zbierałam kupę i wykorzystały okazję. Babka się na mnie wydarła, że jak jej ugryzie to będzie moja wina i była bardzo bojowo nastawiona, chyba przygotowana na kłótnię :evil_lol: Ja przeprosiłam i przyznałam jej rację, zapięłam suki i musiałam się przejść, żeby ich nie zabić :evil_lol:[/QUOTE] Chamówa! :diabloti: Muszę regularnie tu zaglądać, może niedługo ktoś opisze mnie i moją sukę, która lata luzem, bez kagańca i to niekoniecznie w miejscach dozwolonych w dodatku nie kocha całego świata i na ogół kłapie zębami na inne zaczepiające nas psy [quote name='Maron86']Jeśli właściciel twierdzi że pies ma 5-tygodni to czemu mam mu nie wierzyć, nie znam się na małych rasach więc nie wiem jak powinien taki pies wyglądać w danym wieku czy się zachowywać.[[/QUOTE] 5 tygodniowy szczylek maltana może przypuszczać jakieś marne wojny podjazdowe na zasadzie "ale ze mnie mały kozak/boje się", ale realna agresja w wykonaniu szczeniaka w tym wieku? w życiu w tym wątku poziom absurdu osiągnął już szczyty albo to ja mam jakieś luzackie podejście do życia bo wiszą mi i powiewają rzucające się na nas na spacerach psy (które u niektórych przytrafiają się na co 2 spacerze a u mnie chyba raz na ruski rok), byleby były na smyczy/flexi
-
[quote name='taniaa']Cześć! To mój pierwszy wpis na forum, więc witam wszystkich serdecznie(; Sytuacja wygląda następująco. Od czerwca przeprowadzam się z Łodzi do Warszawy na studia. Mieszkanie typu pokój z kuchnią + łazienka, ale sporo wolnej przestrzeni, park niedaleko. Piszę o tym, ponieważ chciałabym przygarnąć/kupić WIĘKSZEGO psa. Obecnie mieszkam w Łodzi z rodzicami, mam 10-letnią sznaucerkę miniaturkę. Przyzwyczaiła się do obecnego trybu życia, rodziny i nie chciałabym jej stąd zabierać. Dlatego też pomyślałam o drugim piesku dla siebie. Będę mieszkać sama, a nie wyobrażam sobie codziennie wracać do pustego domu. W mieszkaniu nie będzie mnie max.7h ze względu na pracę, weekendy wolne. Zastanawiałam się nad goldenem, wyżłem, husky... Nie mam pojęcia, która rasa nadaje się najbardziej na opisane przeze mnie warunki, dlatego proszę o pomoc. Oczywiście liczę się z tym, że większy pies musi mieć więcej czasu na wybieganie- z tym nie będzie problemu (jeżdżę konno, więc będę go zabierać do stajni i w tereny). Najchętniej przygarnęłabym jakiegoś bidulka ze schroniska/DT. Do podjęcia ostatecznej decyzji mam jeszcze trochę czasu, dlatego chciałabym zasięgnąć Waszej rady. Jeśli już zdecyduję się na konkretną rasę, to najpierw będę szukać w przytuliskach/DT itp. Jeśli nie znajdę, to wezmę choćby mieszańca- nie mam z tym żadnego problemu. Najważniejsze, żeby był przyjaźnie nastawiony do innych zwierząt, ludzi. Wykluczam kupno szczeniaka.[/QUOTE] Wyżeł (np. węgierski), może springer spaniel angielski? jeśli rozważasz wzięcie czworonoga bezpośrednio ze schroniska to najpierw poczytaj o najczęstszych problemach sprawianych przez te psy żeby przypadkiem się potem nie zdziwić jak się okaże, że np. przez te całe 7 godzin Twojej nieobecności rozwala mieszkanie i wyje doprowadzając do wściekłości sąsiadów
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='zmierzchnica'] Twój osobisty pies nie analizuje, czy ten agresywny jest mały czy duży. Dla niego to bez różnicy, skoro jest prowokatorem. [/QUOTE] Ciekawe w takim razie dlaczego moja suka na zaczepkę dużego psa odpowie- i wystarczy że ten pies się zjeży, wyszczerzy zęby, zawarczy, będzie się w nią wpatrywał, a na zaczepke chihuahua czy yorka odwróci głowę, pójdzie w swoją stronę i nie będzie próbowała mu spuścić łomotu za agresję chyba że za bardzo naruszy jej przestrzeń. Ale jak najbardziej oleje mordercze spojrzenia ciskane przez mini pieska i cały zestaw sygnałów, których u psa dużych rozmiarów by nie zignorowała. Moja druga suka, znacznie większych rozmiarów od rudej, również nie spuszczała łomotów psom słabszym od siebie, mniejszym. Ignorowała jak skakał taki do niej podczas gdy większy prowokator od razu ją podburzał i nie pozostawała mu dłużna ;) [quote name='Unbelievable']ja na przykład nie wyobrażam sobie pieseczka mającego 5 tygodni i atakującego psy [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_wink.gif[/IMG] pies w tym wieku ledwo chodzi i widzi, ledwo zaczyna reagować na otoczenie i raczej nie jest na tyle rozwinięty żeby być agresywnym[/QUOTE] ja też nie zresztą ludzie...jaka agresja u 5-tygodniowego szczeniaka?! litości