klaki91
Members-
Posts
1621 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by klaki91
-
Piesek ma 8 tygodni, przecież to szczeniak....jego charakter jeszcze się kształtuje, możesz się jeszcze nieźle zdziwić za kilka(naście) miesięcy. Psy dużych ras długo dorastają, zwłaszcza jeśli chodzi o psychikę :)
-
Suczka niestety niezbyt dobrze reaguje na kroplówki, zawsze po troszkę wymiotuje i jest osowiała :( jutro powtarzamy badania krwi i zobaczymy co dalej. Je normalnie, nie ma też biegunki, temperatura w normie.
-
Psinka od wczoraj znowu ze mną, ma się dość dobrze, za kilka dni powtarzamy badanie krwi :) jest o wiele lepiej niż kilka dni temu, gdy potykała się o własne łapy. Dostaje 4 razy dziennie małe porcje Royala Hepatic (ma ogromny apetyt, nie wymiotuje, nie ma biegunki), do tego controloc, heparegen (w domu) + inne leki u weterynarza (kroplówka, ornipural, excenel, combivit). Irytuje ją wenflon, no ale jak chciało się coś zeżreć i fundować tyle stresu swojej pani to teraz trzeba znieść dzielnie wszystkie niedogodności :D Oby leczenie zadziałało i wyniki wyszły lepsze..
-
Z całego serca polecam Elwet w Warszawie. W stolicy mieszkamy od zaledwie kilku dni, nie znamy żadnych weterynarzy a do Elwetu trafiliśmy przez przypadek. W niedzielę suczka źle się poczuła, tragicznie wyglądała, wymiotowała, miała biegunkę. W poniedziałek była juz po wszystkich badaniach (rtg, rtg z kontrastem, badanie krwi), niestety ale musiała zostać w klinice, w szpitalu z uwagi na koszmarnie złe wyniki. Zrobili jej też na miejscu usg, podłączyli do kroplówki. Można właściwie dzwonić o każdej porze dnia i nocy żeby dowiedzieć się co u pieska, jeśli weterynarz nie może akurat rozmawiać to oddzwania, nie trzeba sie dobijać. Ceny co prawda są dość wysokie, ale nie ma to znaczenia, gdy ratuje sie życie członka rodziny :) Nawet jeśli nie uda się jej odratować to z całego serca będę polecać klinikę Elwet- trafiłam na bardzo życzliwych, rzeczowych weterynarzy, którzy psu chcą pomóc, a jednocześnie potrafią uspokoić wyjątkowo zdenerwowanego właściciela (czyli mnie)
-
Bardzo dziękuję za wskazówki! Postanowili dać jej jeść już dzisiaj i pięknie się przyjęło, sama już pije, nie wymiotowała, nie ma też póki co biegunki. Generalnie od wtorku (2 dni) jej stan jest stabilny. Jeśli jutro będzie się dobrze czuć to zabieram ją do domu i będziemy regularnie jeździć do kliniki, żeby walczyć o jej wątrobę :) trzymajcie kciuki.
-
Wierz mi, jeśli trafi ci się lękliwy pies to choćbys na rzęsach staneła go nie zsocjalizujesz na tyle żeby się czegoś nie wystraszył- tylko o to mi chodziło w mojej wypowiedzi :) Nie wiem też dlaczego zakładasz, że jeśli teraz ze szczeniakiem kilka razy się przejedziesz tramwajem to za 3 lata jak nagle się pojawi potrzeba przejazdu będzie wszystko OK, tak to niestety nie działa, nie w przypadku lękliwego psa. Jesli chcesz to rob sobie listy, nikt przeciez nie zabrania :D dla mnie to jest zupelnie pozbawione sensu, no ale kazdy wychowuje psa jak mu sie podoba ;) zamiast robić spis rzeczy/sytuacji, które muszę z psem "przerobić" po prostu bym zabierała szczeniaka ze sobą tam gdzie sie wybieram (o ile to możliwe) i skupiła się na tym, żeby zawsze się czuł przy mnie pewnie i wiedział że może liczyć na moją pomoc- wtedy choćby stado harleyowców koło niego przejechało to by go to nie wyprowadzało z równowagi.
-
Moja suka też ma tendencje do bronienia mnie a jest bardzo lękliwa :)
-
no a czy to nie jest przypadkiem wina jego przejść i pewnie mocno lękliwego charakteru? są zresztą psy, które mimo drastycznych przeżyć i tkwienia pół życia na sznurku w ciasnym boksie po wyjściu nie dostają szału na widok konia i krowy, nie mają problemu z nawiązywaniem kontaktu z innymi psami, nie atakują ludzi i uwielbiają dzieci. Gdyby wszystko zależało od socjalizacji powinny być kompletnie nieprzystosowane społecznie, a jednak są, więc....?
-
dubel
-
Ja bym sobie darowała robienie takiej listy. Wystarczy zdrowy rozsądek i reagowanie wtedy, gdy szczeniak rzeczywiście czegoś się boi/coś powoduje u niego brak pewności. Dużo tak naprawdę zależy od osobowości, charakteru konkretnego psa. Moja śp suka (po bardzo zrównoważonej matce, odważna, ciekawska) nigdy nie była w mieście jak była szczeniakiem, nie miała kontaktu z ruchem ulicznym, a potem kilka razy ją ze sobą zabrałam jak miała już po 5-7 lat i zero problemu. Nie miała kontaktu z innymi zwierzętami za młodu, potem spotykałyśmy na spacerach czy to konie czy owce/krowy i też zero problemu. Z obcymi psami kontakt miała niezbyt duży, bo głównie siedziała na podwórku. W wieku zaledwie 3 miesięcy została poważnie poturbowana przez psy sąsiada. Mimo to świetnie się z innymi czworonogami dogadywała, była doskonałą terapeutką dla mojej drugiej, lękliwej suczki. Gdy ją dostałam nikt sobie głowy nie zawracał "socjalizacją", a jakoś te psy normalnie funkcjonowały, często nawet lepiej niż te nad którymi tak się teraz właściciele trzęsą. Jaki jest np. sens przyzwyczajania psa do dworca, gdy nie ma się zamiaru podróżować pociągiem? Czy jak biorę szczeniaka to muszę gnać z nim na wieś żeby KONIECZNIE poznał krowy i konie? Albo zabierać go ze sobą do restauracji? Skarmiać smaczkami jak tylko będzie obczajał deskę do prasowania albo sitko? No litości, bez popadania w paranoję. Wiem, że niektórzy lubią sobie robić takie listy i odhaczać osiągnięte cele, ale nigdy tego nie rozumiałam i nie zrozumiem.
-
Dzisiaj sunia czuje się w miarę dobrze, jest bardzo spokojna, sama pije i nie wymiotuje, jutro mają ją nakarmić (od dwóch dni głodówka) żeby zobaczyć jak przyjmie pokarm i jeśli nie będzie wymiotów to będę ją mogła zabrać. Za kilka dni chcą powtórzyć badania krwi. Póki co jej samopoczucie ani się nie pogarsza ani nie polepsza...
-
Moja suczka w niedzielę po południu źle się poczuła, pojawiły się wymioty i biegunka (dostała węgiel), bardzo mocno biło jej serce, miała fioletowy język i odpływający wzrok, więc zapakowałam ją do samochodu i pojechałyśmy do weterynarza. Dostała kroplówkę, jakiś zastrzyk, wróciłyśmy do domu. Po północy wystąpiły silne bóle brzucha, cały czas piszczała i stękała, więc zapakowałyśmy się z powrotem do lecznicy. Zrobiono zdjęcie rtg (powiększony żołądek), dostała leki rozkurczowe i espumisan (który zwymiotowała). Całą noc nie spała (ja razem z nią), rano chwilę się zdrzemnęła, nastąpiła zdecydowana poprawa na jakieś dwie godziny i znowu pojawił się wymioty (brązowe), do tego piła duże ilości wody (którą następnie wymiotowała z brązowymi skrzepami), sikała pod siebie. Wrócilyśmy do lecznicy, pobrano krew, zrobiono rtg z kontrastem, podłączono do kroplówki. Po południu wróciłyśmy na kolejne rtg (żeby zobaczyć jak przechodzi kontrast- wszystko OK) i odebrać wyniki krwi. Niestety, ale są one koszmarnie złe, suczka musiała zostać w lecznicy. To wyniki morfologii: Leukocyty (norma 6-12)- 23 Erytrocyty- w normie Hemoglobina- w normie Hematokryt- w normie MCV- w normie MCHC- w normie Płytki krwi- w normie MPV (norma 6-9)- 5 Rozmaz manualny: Kwasochłonne- w normie Pałeczkowate- w normie Segmentowane (norma 60-77)- 89 Limfocyty (norma 12-30)- 7 To wyniki biochemii: AspAT (norma 1-45) - ponad 12.000!!! AIAT (norma 3-60)- blisko 10.000!!! ALP- w normie Glukoza- w normie Kreatynina- w normie MOcznik (norma 20-50)- 84 Białko całkowite- w normie Bilurbina całkowita (norma 0,3-0,9)- 5,6 Albuminy- w normie GGT (norma 5-25)- 48 Wapń- w normie Fosfor- w normie Magnez- w normie Cholesterol całkowity- w normie LDH (norma 105-1683)- 3.573 Kinaza kreatynowa (norma 5-467)- 2.282 Triglicerydy (norma 17,7- 115,1)- 145 Sód- w normie Potas (norma 4,1- 5,4)- 3,2 Chlorki- w normie Globuliny- w normie Babesia canis- nie znaleziono Miała robione usg wątroby, na szczęście wykluczono nowotwór, wątroba pracuje, jednak wyraźne jest jej zapalenie. Podejrzewamy że suczka połakomiła się na coś toksycznego, ale nie mamy pojęcia co, bo w ciągu ostatnich kilku dni niczego nie zwinęła na spacerze, nigdy nie wykazywała też zainteresowania środkami czystości itd. Nie znalazłam w mieszkaniu niczego, co by zostało przez psa przeżute. Możliwe jest, że gdzieś wciągnęła trawę popsikaną czymś toksycznym dla zwierząt (nawóz? środek zwalczający chwasty?) Temperaturę ma w normie, jest cały czas na kroplówkach, ma podawane leki przeciwwymiotne, nie wymiotuje i nie ma już biegunki. Czytam w internecie jakie są szanse na wyprowadzenie psa mimo tak złych wyników i niestety informacje, które znajduję nie nastrajają mnie optymizmem :( czy ktoś z was zetknął się z tak złymi wynikami u psa, którego jednak udało się odratować? :( weterynarz prowadzący jest dobrej myśli, bo suczka wczoraj wieczorem była w niezłym stanie (pewnie po kroplówce), ja jednak strasznie boję się tego, że to chwilowe polepszenie przed gwałtownym pogorszeniem (moja druga suczka, która odeszła dwa lata temu też niby poczuła się lepiej, wszyscy byliśmy dobrej myśli a tu BAM serducho stanęło :( )...wiecie o co mi chodzi.... :(
-
Ja miałam ogromny problem z moją suką, która należy do odkurzaczy. Nie udało mi się wyeliminować żarcia z ziemi różnych paskudztw ale reaguje na "FE!" i zna komendę "wypluj". Korzystałam z awersji pod okiem bardziej doświadczonej osoby- w przypadku mojej suki, która jest bardzo wrażliwa na dźwięk stosowałam puszkę (taką jak po jakichś cuksach, dropsach) wypełnioną pinezkami czy pieniążkami- czymś co powodowało hałas. Gdy pies się interesował leżącym żarciem padało ostre FE! połączone z rzuceniem puszką (na początku, potem wystarczało zwykłe potrząśnięcie nią) i natychmiastowe wpakowanie do psiej mordki czegoś smacznego, gdy odskoczyła :) dlaczego taka metoda? nie wiem, zdałam się na osobę, ktora pomagała mi w wyprowadzaniu psa na prostą :) no i skutek to odniosło, teraz na "FE" od razu porzuca żarcie które znalazła, działa to też świetnie, gdy np. ruszy w pogoń albo postanowi wydrzeć się na innego psa. Oprócz tego ćwiczyłam komendę "wypluj"- najpierw na zabawkach, potem na żarciu a na koniec na jedzeniu, które znalazła gdzieś na zewnątrz i które zdążyła złapać do pyska zanim to zauważyłam i zdążyłam ją powstrzymać. Co do bezwzględnego przywołania się nie wypowiem, bo mam bardzo karną suczkę i jakoś nie było wielkiego problemu z nauczeniem jej że ma wracać na mój znak. Fajnym pomysłem w naszym przypadku było nauczenie mojej suczki komendy "do mnie" wydawanej tylko czasami, której zrealizowanie zawsze wiąże się dla psa z jakąś świetną nagrodą, zwykle łączę smakołyk + bardzo wylewną pochwałę głosową + mizianie + zabawę :D w naszym przypadku ta komenda polega na tym, że pies mnie okrąża i siada przy lewej nodze :) No i w jakichś ekstremalnych sytuacjach (nagły wybuch blisko nas albo zwiewająca wiewiórka) za bezwzględne przywołanie robi moje ostre "kurde!" :D ale to raczej nie przywołanie co ostra reprymenda, tylko że jak wspomniałam- moja suczka jest bardzo karna i glizdowata w stosunku do mnie, więc podniesienie głosu wystarcza. Po mojej poprzedniej suce spływało jak się na nią wydarłam, gdy poleciała za kotem.
-
Podpisuję się pod tym. Też miałam agresywnego szczyla, z tym że ona startowała do większości psów a nie tylko jednego. Na fali popularności pozytywnych metod bawiłam się w barowanie, skarmianie psa, odwracanie uwagi itd. i to był duży błąd. Trzeba było ją od razu ostro karcić za startowanie z mordą to może udałoby się ją od razu nauczyć, że nie ma prawa wyskakiwać do innych psów "bo sobie są". Ona też startowała zwłaszcza do tych słabszych od niej, co było dla mnie szokiem, bo druga suka zawsze była opiekuńcza i nie miała morderczych zapędów zwłaszcza w stosunku do psów słabszych od niej.
-
Dla mnie to oczywiste, że się zdarzają i jeśli nie sprowokuje ich pies (na smycz, bez smyczy, w kagańcu czy bez) to może ich sprowokować np. wyraz twarzy właściciela psa. Tylu tych wariatów, że chyba zacznę jeździć na spacery czołgiem.
-
Chore. Mam psa który bał (boi) się innych psów, który ich nie lubi, ale w życiu mi nie przyszło do głowy psikać innym psom w ryj gazem pieprzowym bo ośmieliły sie podbiec. Ba, nawet nie mam czegoś takiego na wyposażeniu. Niektórzy nie powinni brać psa skoro mają tendencje do tak dziwnych reakcji. Proponuję w ogóle wychodzić na spacery z oporządzeniem jak żołnierz lecący na misję, w końcu tylko wariatów chodzi po świecie! Oprócz pekaśki, kamizelki kuloodpornej dla siebie i psa, proponuję jeszcze puszczać przodem łazika żeby sprawdził czy idzie ktoś z psem bez smyczy. A w nocy obowiązkowo noktowizor
-
Jasne, ale nie ma co udawać i wmawiać ludziom, że pies którego rodzice są rasowi (ale nie mają uprawnień, bo komuś się nie chciało ich wyrobić) nie jest rasowy. Jest rasowy, w końcu w jego drzewie genealogicznym ( ;)) można wskazać te kilka(naście) pokoleń. Mnie ostatnio koleżanka pytała skąd tak naprawde wiadomo, że rodzicami szczeniąt są na pewno te psy, które wskazuje hodowca. No i co jej na to odpowiedzieć? Tak naprawde to dopóki nie ma obowiązkowych badań DNA wszystko opiera się na zaufaniu do hodowcy. Zresztą wystarczy sobie przypomnieć aferę, która wybuchła po zlikwidowaniu pseudohodowli pewnej rasy ozdobnej (zarejestrowanej w ZK; to chyba yorki były?)- nagle się okazało, że psy których pochodzenie jest wątpliwe biegają po ringach i se dają radę. Swoją drogą to wie ktoś jak to dalej się potoczyło? Badania DNA? Czy rozeszło się po kościach?
-
Moim zdaniem pies po rodzicach z udokumentowanym pochodzeniem jak najbardziej jest rasowy, ale po prostu nie ma papierow ZK czy innego stowarzyszenia. Czyli taka rasowosc 'na gebe'.
-
a dlaczego uważasz, ze jakby byli behawioryści to osoby prowadzące na smyczy psy agresywne do tego stopnia, że są w stanie wyrządzić poważną krzywdę innemu psu, który podbiegł z przyjacielskimi zamiarami by nie ponosiły odpowiedzialności? czym innym jest agresywne zachowanie, pokazanie przez psa, że nie chce kontaktu, a czym innym wyrządzenie poważnej krzywdy psu, który po prostu, bez żadnej spiny podbiegł się przywitać.
-
myślę, że zamiast się pultać PO zajściu można po prostu się odezwać i widząc podbiegającego psa albo właściciela, który namolnie dąży do bezpośredniego spotkania, głośno powiedzieć "mój jest agresywny/nerwowy/może ugryźć" Z kolei to zalecane na dogo pytanie za każdym razem, czy pieski się mogą przywitać w praktyce wygląda tak, że ktoś z daleka się do mnie drze "MOGĄ SIĘ PRZYWITAAAAĆ?!", moja suka (która jest niestabilna psychicznie) uznaje, że to jakiś wariat i od razu robi się nieufna i uprzedzona zarówno do drącego się typa, jak i jego psa. Typ jednocześnie nakręca swojego psa odstawiając tę szopkę. Albo inny wariant- ktoś łapie kundla na smycz, przechodzi 2 metry ode mnie z wiszącym, dyszącym na smyczy psem, który bardzo chce się przywitać i pyta się mnie "czy mogą się pieski powąchać?". Sorry, ale ja już wolę jak do mnie podleci podbiegacz i zaczepi moją nietowarzyską sukę gdy mają swobodę ruchu, możliwość ocenienia czy rzeczywiście chcą się zapoznać itd.
-
Samozwańczy strażnik Teksasu to nic innego jak gnój, który sobie bezpodstawnie przywłaszcza jego tytuł. Mam takie dwa na klatce, z totalnie niereformowalnym babsztylem w roli osiedlowego pseudo szeryfa. Fajnie jak ma się ochroniarza w postaci większego psa; jak żyła jeszcze moja druga suka to zawsze stawała w obronie młodej, gdy jakiemuś Burkowi zachciało się ją zgnoić, a ja nie zdążyłam zareagować. Bo co tak naprawdę jest w stanie zdziałać 7-kg pies, gdy napadnie na niego owczarek niemiecki....
-
moja suka jest właśnie takim gnojem, który jak może to bawi się w samozwańczego strażnika Teksasu; dlatego nie pcham się z nią na psie wybiegi i unikam zbiegowisk. No i dużo czasu poświęciłam na nauczenie jej, że nie ma biec przed siebie z zamiarem wymierzania sprawiedliwości każdemu psu znajdującemu się w zasięgu jej wzroku. no ja nie wpadam w histerię, ale też nie pcham się z moim psem na psie wybiegi i w miejsca, w których spotykają się psiarze ;) jak ktoś na mnie lezie ze szczeniakiem to lojalnie uprzedzam, że mam nerwowego psa i że na zabawę z nim nie ma co liczyć. Mało tego- na widok każdego obcego, zwłaszcza większego od niej psa, który jest luzem wołam moją sukę do nogi, większość ludzi od razu załapuje, że nie będą się psiaki spoufalać. A ci co nie załapują mają po prostu okazję nauczyć sie na przyszłość, że nie każdy pies życzy sobie kontaktu z przedstawicielami swojego gatunku ;) moja sama z siebie do innych psów raczej nie podchodzi, czasami jak ją zachęcę, ale generalnie uważa je za brzydkie, nudne, śmierdzące i nikomu niepotrzebne :P
-
mam psa lękliwego, więc argument kompletnie pozbawiony sensu ;) chora też bywała i potrafiłam głośno powiedzieć "proszę zabrać psa, bo mój jest po operacji". NIe trafiłam na nikogo kto by nie zareagował na moją prośbę; może mam taki przekonujący ton głosu ;) spoczko, już to się zdarzyło a ja do nikogo nie miałam pretensji i nikt nie miał do mnie :smile: Też kiedyś łapałam spinę na podbiegajace psy, nawet tu na dogo są jeszcze moje stare wywody na ten temat, ale serio, z perspektywy lat stwierdzam że to we mnie był problem a nie w podbiegaczach. Ale wpadałam na dogo przeżywać jak to mi niszczą pracę nad moją suką, a jak :D
-
wierz mi, tylko na dogomanii są ludzie, którzy wyskakują z gazem pieprzowym, chodzą z pistoletami hukowymi albo posuwają z buta psa, który podbiegł z przyjacielskimi zamiarami :D ja mam sukę, która nie lubi innych psów i jakoś bez problemu z nią wychodzę na spacer, zwykle bez smyczy i nie czepiam się ludzi, gdy ich pies do mojego podbiegnie. Najwyżej dostanie zjebkę od mojej suki, zdziwi się i tyle. No czasami wyjdzie z tego większa zadyma, ale ludzie w realu reagują raczej normalnie i nie robią wielkiego halo z tego, że czyjś pies pokazał zęby innemu, a drugi dał się sprowokować i w efekcie wyszło z tego pranie się po pyskach ;)
-
Oczywiście, że w każdym psie może przejawiać się agresja, nie odpowiada jednak za nią jedynie wychowanie. Duże znaczenie mają geny- a nie wiesz jacy byli rodzice, dziadkowie itd. pieska. Nie bez powodu do hodowli nie dopuszcza się psów przejawiających zachowania agresywne czy lękliwe. Pewne cechy są po prostu dziedziczne i wychowaniem niewiele zdziałasz. Ja też miałam za dziecka psa bez rodowodu- jamnika standardowego. Gryzł wszystkich bez opamiętania, w tym mnie, a byłam dla niego dobra ;) miałam też mieszańca sznaucera olbrzymiego i to było cudowne psisko, uwielbiała dzieci. Mam teraz mieszańca i nie jest to przyjacielski pies, wręcz przeciwnie, nie ma oporów przed pokazaniem zębów dziecku czy nawet rzuceniem się z warkotem. Wszystkie te psy były traktowane jak członek rodziny, nikt ich nie bił, nie znęcał się nad nimi, a mimo to jak widzisz wcale wcieleniem łagodności nie były. W przypadku jamnika i obecnej suki nie mieliśmy pojęcia jacy byli rodzice oraz w jakich warunkach wychowywały się szczenięta, w przypadku sznaucera poznaliśmy matkę (równie łagodną jak nasza suczka), w dodatku suczka wychowywana była wśród dużej ilości ludzi, zwierząt- to chyba dużo daje do myślenia ;) W latach 80., gdy cocker spaniele angielskie były popularne suczkę tej rasy mieli też moi dziadkowie. Suczka oczywiście bez rodowodu ;) była bardzo przyjacielska, inteligentna, ale miała też skłonność do pilnowania zasobów (rzucała się gdy ktoś próbował siąść na jej fotelu albo zabrać jej zabawkę). Wyobrażasz sobie mieć takiego psa przy dziecku? Gdybym była na twoim miejscu to najpierw sprawdziłabym jaka jest matka szczeniąt. Jeśli to łagodna, spokojna suczka, a szczeniaki po niej są za darmo i wychowują się w dobrych warunkach, mają kontakt z ludźmi i z dziećmi to pewnie bym rozważyła wzięcie malucha, ale tylko wtedy gdybym miała podrośnięte dziecko, a nie 2-letniego szkraba ;) Poza tym zacznij się zagłębiać w wychowanie psów, bo niestety sama miłość i dobroć nie wystarczy do wychowania psa na dobrego kompana. Zwłaszcza cocker spaniela, czy innego psa o myśliwskich korzeniach- szybko wejdzie ci taki na głowę, jeśli będziesz kierować się jedynie traktowaniem go jako członka rodziny.