Jump to content
Dogomania

klaki91

Members
  • Posts

    1621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by klaki91

  1. Dokładnie to zdanie to dla mnie jakiś żart.
  2. Sprawdzenie hodowli wbrew pozorom jest trudne dla kogoś, kto nie siedzi w temacie. Trzeba być niesamowicie naiwnym, żeby wierzyć we wszystko to, co wypisują ludzie w internecie. Wiem, że ciężko ci w to uwierzyć, ale są hodowle uznawane przez ciebie za pseudo (bo nie z ZK), które nie trzymają szczeniąt w szopie, nie rozmnażają suki co cieczkę i które dbają o szczenięta i ich mamę. Większość z moich zapsionych znajomych ma zwierzaki "rasowe bez rodowodu (z "rodowodem" jakiegoś stowarzyszenia) i tylko 2-3 kupiło szczeniaki właśnie w typowych rozmnażalniach (z głupoty kierowali się głosem serca, gdy zobaczyli warunki, w których dorastają szczenięta). Reszta bez problemu mogła obejrzeć mamę, jej potomstwo, warunki w których się wychowują itd. Ze swoimi psami wcale nie mają wiekszych problemów od tych ludzi, którzy dorzucili tysiąc zl więcej żeby mieć psa z rodowodem ZK. Nawiasem mówiąc jak ktoś mnie prosi o pomoc w wyborze rasy i hodowli to zawsze odsyłam do ZK ;) nie wmawiam jednak ludziom, że jak wydadzą mniej to na pewno potem zapłacą 3x więcej za weterynarza, szkoleniowca, behawiorystę, czy inne takie.
  3. Nie każdy chce brać psa po przejściach. Są ludzie, którzy chcą mieć pieska od szczeniaka. Jak myślisz jakie psy są zwykle używane do "produkowania" tych bez rodowodu ZK? Może naskocz od razu na hodowców FCI, że sprzedają szczenięta ludziom, którzy potem rozmnażają psy bez uzyskania uprawnień FCI.
  4. przecież wszyscy piszą, że to kwestia odpowiedniej KONTROLI. Niech sobie będzie i 1000 różnych stowarzyszeń, byle były odpowiednio kontrolowane. Są hodowle (nie z ZK) uznawane tu na dogomanii za pseudohodowle, do których też można wejść, zobaczyć jak się psy zachowują, ile tych psów jest, w jakich warunkach są odchowywane szczeniaki itd. Ludzie rozmnażający swoje psy np. nie mieli ochoty jeździć na wystawy (tak, wiem "na bank coś z ich psami jest nie tak"- cóż, niestety niekoniecznie...........). Nie czaję tego mitu, który tu króluje, że jak ktoś kupi psa taniej to NA BANK będzie potem kasę wydawać na weterynarza, behawiorystę, a z psa mu wyrośnie ledwo owłosiona szkapa zupełnie niepodobna do zwierzaków z rodowodem ZK. Jeśli jednak tak się nie wydarzy, to pada "miałeś szczęście". Cóż, ja znam w takim razie samych szczęściarzy, no może z 2 wyjątkami ;)
  5. Pani hodowczyni (ZK) z Łomianek żądała za szczeniaki grubą kasę. Właściciele pewnie właściwie nie wiedzą czy psy wpisane w metryki to rzeczywiście rodzice, nie po wybuchu wielkiej afery. Nawiasem mówiąc to problemem nie jest tu tak naprawdę cena szczeniąt/związek, w którym zrzeszony jest hodowca, ale brak kontroli nad warunkami hodowli. Jak pokazuje życie są hodowle z ZK, które niewiele się różnią od tych najbardziej podłych rozmnażalni z innych związków. Ci, którym wydaje się, że jedyną receptą na poprawę losu psów jest wprowadzenie monopolu Związku Kynologicznego są w duuuuużym błędzie.
  6. Wychowanie wychowaniem, duże znaczenie jednak mają "geny" ("osobowość" konkretnego psa). Dlaczego jeden pies, który przeszedł piekło nie atakuje ludzi i innych psów, bez problemu odnajduje się w nowych miejscach, a drugi, nad którym się od początku trzęśli właściciele, uczęszczali na szkolenie, dbali o to, żeby nie zaznał niczego złego od człowieka nie ma problemu z ugryzieniem np. dziecka? Do adopcji nierzadko zdarzają się psy idealne, które całe życie spędziły w jakiejś szopie, nie miały kontaktu z innymi psami, dziećmi, obcymi osobami, a bez problemu odnajdują się w dzieciatych/zapsionych rodzinach w mieście. Nie jarałabym się też tym, że 5-miesieczne szczenię jest przyjaźnie nastawione do świata- przecież właśnie taki powinien być szczeniak, zwłaszcza że masz go od malucha. Wejdź sobie na forum amstaffów, tam wiele ludzi pisze, że ich psom się odmieniło dopiero jak dojrzały. Nie wszystkim oczywiście, ale trzeba mieć świadomość tego, że pies to wcale nie jest czysta karta, którą sobie sam zapisze jego właściciel. Psy to nie roboty, im nie wgrywasz oprogramowania poprzez wychowywanie.
  7. Oczywiście, że łatwiej, bo jest ich więcej. MImo to żaden z tych psów nie był w typie jakiejkolwiek rasy, ot zwykłe kundle podobne do niczego. Nie popieram kupowania w Kennel Clubach. Nie zmienia to jednak faktu, że dałabym sobie też siana z wmawianiem ludziom jakie to problemy im sprawi pies z niby-rodowodem, których oczywiście by nie sprawił, gdyby wydali na niego 1000 zł więcej.
  8. Nie mówię o wszystkich spotkanych psach, tylko o grupie tych problemowych- w niej właśnie większość stanowiły nie psy z FCI/Kennel Clubów czy od sąsiadki, ale psy ze schronisk. Miałaś psa z niestabilnym charakterem, po przejsciach i z agresją lękową? Są rzeczy, których się nie przeskoczy nawet super-hiper więzią z właścicielem.
  9. Obserwuję różne psy i największe schizy mają właśnie schroniskowce. A znane mi rasowe (ZK) i "rasowe" (z innych stowarzyszeń) niewiele się różnią pod kątem psychicznym (bo z wyglądem różnie). I tu i tu zdarzają się przypadki słabej psychiki. Wiem, że w internetach piszą, że jak ktoś wyda na psa 800 zł to pewnie potem 3 razy tyle wyda na leczenie i behawiorystę, ale z moich doświadczeń wynika, że tak wcale nie jest.
  10. Zajęcia w animagu polecam, ale przede wszystkim osobom, które chcą coś z psem później robić. Ci, którzy szukają typowego szkolenia, na którym będą poruszane typowe problemy ze szczeniakami (skakanie na gości, ciągnięcie na smyczy, odwoływanie od innych psów itp.) się rozczarują. W Animagu zresztą mówią, że są bardziej nastawieni na sport i przedszkole ma pomóc ludziom w sprawdzeniu, czy załapią oni i ich pies bakcyla. Polecają z takich bardziej typowych szkoleń DOGadajcie się :) aha i w Animagu zajęć z psiego przedszkola nie prowadzi Magdalena Łęczycka (jakby ktoś myślał, że ze szczeniakiem wyląduje bezpośrednio u niej).
  11. z tym łóżkiem to nic oprócz uniemożliwienia psu wchodzenia na nie się nie zrobi. Pewnie przejdzie z czasem, choć moja suczka mi się ostatnio zlała, a już myślałam, że jej przeszło ;|
  12. Mietek typowy szorściak, śliczny jest, bardzo przypomina mi psa mojego chłopaka :) już się lepiej z Waldkiem dogadują? czy musisz je izolować w trakcie dnia? Córcia pewnie zachwycona nowym psiakiem, co? :D pies mojego chłopaka uwielbia dzieci :)
  13. nie wiem jak to smakuje, ale moja suczka, która nigdy nie robiła problemów z wpychaniem jej do gardła lekarstw dość boleśnie żarła mnie po palcach jak tylko poczuła smak tego lekarstwa. Koniec końców mieszałam dawkę z kleikiem z siemienia lnianego, to chyba dość łagodziło smak, bo mniej wybrzydzała :)
  14. Ja u mojej byłam tylko raz. Jak wjechałam na drogę prowadzącą na cmentarz dla zwierząt było mi aż niedobrze z nerwów. Może to i lepiej, że mam do niej trochę kilometrów :(
  15. U mnie wszystkie psy miały wycinane tłuszczaki i luz, nic się nie działo :)
  16. Tak, jakieś przemeblowanie, pośpiech i inne sytuacje budzące emocje bardzo wpływają na psa. Pamiętaj, że każdą metodę trzeba stosować nie przez kilka dni, lecz kilka tygodni, żeby móc ocenić, czy działa :) rzadko kiedy zdarza się pies z tak silnym lękiem, że żadna z metod i ich kombinacji nie działa, na pewno niedługo jakoś do niego dotrzecie. Próbowaliście go nagrywać żeby zobaczyć kiedy najbardziej rozrabia?
  17. Miałam dwie suczki z lekkim lękiem separacyjnym wzięte w wieku kilku miesięcy (pierwsza- 6 miesięcy, druga 4 miesiące), obie miały problem z zostawaniem samemu. Pierwsza roznosiła mieszkanie, załatwiała się, wymiotowała z nerwów- po ok miesiącu się przyzwyczaiła, ale co jakiś czas zdarzało się jej coś pogryźć. Miała do dyspozycji całe mieszkanie, choć na początku ograniczaliśmy przestrzen do korytarza i kuchni. Zdecydowanie lepiej znosiła samotność, gdy mogła sobie połazić po mieszkaniu- mieliśmy w dużym pokoju bardzo nisko parapet i okno i to dostarczało jej rozrywki- obserwowała sobie otoczenie. Miałam ją 5 lat, gdy udało nam się uporać z tym problemem zostawała sama i nie marudziła nawet w obcym mieszkaniu. Druga (obecna) przede wszystkim szczeka, piszczy i wyje. Nagrywam ją kamerką w laptopie. W naszym przypadku duże efekty przynosi wychodzenie codziennie kilka razy dziennie nawet tylko wywalić śmieci, czy przejść się po klatce. Przez pierwsze 3 dni suczka wyła, drapała drzwi wejściowe, nosiło ją po całym mieszkaniu, od razu po naszym wyjściu sikała pod siebie (stres). Obecnie wytrzymuje godzinę bez marudzenia, wskakuje na kanapę, na której zostawiam jej moje rzeczy, po godzinie zaczyna chwilę zawodzić, później albo się uspokaja i zajmuje sama sobą albo z przerwami szczeka/piszczy/wyje. W przypadku obu suczek po kilku dniach zaczynałam się od nich izolować w mieszkaniu, tj nie pozwalałam za mną wchodzić do łazienki, zamykałam im przed nosem drzwi od sypialni, ignorowałam piszczenie, w przerwach między kolejnym zawodzeniem jak gdyby nigdy nic wychodziłam do kuchni zrobić sobie herbatę, cały czas ignorując zaczepiającego mnie psa, wracałam z powrotem, znowu zamykałam drzwi, potem wychodziłam, zostawiałam otwarte itd. Oprócz tego nic do psa nie mówię, gdy wychodzę, nie mówię też gdy wracam tylko najpierw się rozbieram, idę odłożyć torebkę itd- po prostu czekam aż się uspokoi i zajmie swoimi sprawami, wtedy dopiero się "witam". Czasami przed wyjściem, gdy się szykuję rozkładam po mieszkaniu jakieś chrupki, żeby jej trochę rozrywki zapewnić ;) W przypadku pierwszej suczki to wystarczyło, jak będzie z drugą zobaczymy, bo jeszcze nie mogę stwierdzić, że radzi sobie z samotnością-za krótko ją mam. Z nagranych przeze mnie filmików wynika, że lepiej znosi samotność, gdy jest solidnie wybiegana przed (półtoragodzinny spacer bez smyczy, możliwość poganiania z innym psem, różne zabawy, aportowanie itd) Jeśli u was standardowe sposoby nie działają to poczytajcie o treningu klatkowym, tylko broń Boże nie zamykajcie psa od razu w klatce licząc, że to rozwiąże problem. Ograniczenie przestrzeni jakimiś drzwiczkami rozporowymi (jak dla dzieci) też nie jest głupim pomysłem, z tym, że pamiętaj żeby zacząć ćwiczyć już wtedy, gdy jesteście w mieszkaniu, a nie zaraz przed wyjściem blokować psu dostęp do części mieszkania.
  18. moja zaczęła od wyników kreatyniny 4, mocznik ok. 80 i codziennie jeździliśmy na kroplówki dożylne (250). Rosło dalej, potem zwiększyliśmy liczbę, ale nic to nie dało. Suczka bardzo szybko zaczęła się źle czuć, gorzej było po kroplówkach (wymioty po ok pół godziny od "podłączenia"), przeszlismy na podskórne, ale to była kwestia dni i znowu zaczęły się złe reakcje na podawane w kroplówkach leki. Odstawiliśmy leki, kilka dni i same kroplówki źle na nią działały. Później odpuściłam, i tak czuła się wystarczająco źle, a wyniki nie spadały. Tydzień przed śmiercią miała mocznik 490, kreatynine 10 z tego co pamiętam. Prawdę mówiąc to macie bardzo nieciekawą sytuację, bo raz że te nerki, dwa- starość, trzy- robale, cztery- te guzy i kto wie co jeszcze :(
  19. Moja też wymiotowała na początku, próbowaliście dać mu jakieś środki przeciwwymiotne u weterynarza? Zaleca się częste płukanie psa, ja musiałam odstawić rudej kroplówki, bo pod koniec źle reagowała nawet na te podskórne... :( Ile ja się nacudowałam, żeby ją nakarmić, cieszyłam się jak wsunęła kilka razy całą miskę mięsa z makaronem i marchewką, każde +100 g na wadze mnie cieszyło, ale niestety, ciągle taka sinusoida. Ważne, że trafił do Ciebie, że się o niego troszczysz, że nie spędza coraz zimniejszych dni w boksie z innymi psami tylko w ciepłym domu. Niestety, ale z nerkami się nie wygra. Ja liczyłam, że mi się uda, czytałam że psy żyją normalnie z PNN, tylko trzeba pilnować diety, ale w naszym przypadku to była kwestia 3 miesięcy od pierwszych objawów. U nas to się rozwinęło z podtrucia organizmu jakimś środkiem/czymś, co zeżarła na początku lipca tego roku, więc może dlatego tak gwałtownie wszystko przebiegało.
  20. W takich smutnych chwilach człowiek mimo wszystko się cieszy, że pstrykał zdjęcia psiakowi :)
  21. AgaG a czy psiak mocno schudł? Ja mojej dawałam wszystko, na co miała ochotę, bo bardzo gubiła na wadze. Pod koniec życia wyglądała jak szkielet psa obciągnięty skórą :( tylko, że u nas to wyglądało tak, że albo pies odejdzie z powodu niewydolności nerek, dodatkowo "napędzanej" złą dietą albo umrze z głodu. Wiem, że na forum o Barfie są tematy o dietach dla psów chorych na PNN, może spróbuj sama mu gotować wg odpowiednich proporcji?
  22. Też mówiłam, że żadnego psa. Niestety (albo stety), gdy jest się typowym psiarzem to nie da się wytrzymać długo....miesiąc, dwa, no max pół roku moim zdaniem.... Wiesz, prawda jest taka, że z pnn się nie wygra :( wszyscy weterynarze, którzy widzieli rudą mi to z góry oznajmiali. Jedyne co można zrobić to przedłużyć pieskowi życie. Nerki to paskudny organ, gdy coś zacznie się z nimi dziać :( Mnie dobijała dodatkowo część rodziny, która nie mogła pojąć, że wydaję kolejne złotówki na leczenie, skoro nie przynosi ono efektów. Jak się wygadałam, że wydałam kilka tysięcy po to, żeby przedłużyć jej życie o 2-3 miesiące to już nawet nie komentowali..... Nie mogę sobie tylko wybaczyć tego, że coś zjadła/wypiła.
  23. gdzie? :) Słuchajcie Warszawiacy, poradźcie mi gdzie warto się z psem wyrywać poza stolicę? Całe życie mieszkałam albo na wsi albo na przedmieściach, a teraz mieszkam w samym centrum miasta (Ochota, Filtry) i prawdę mówiąc rzygam już Polem Mokotowskim :P jeździmy jeszcze do Parku Szczęśliwickiego (fajna grupka "spacerowa"; na Polu zdarzają się naprawdę dziwni ludzie) i Kampinosu (tu to już niestety jest wyprawa, więc raczej weekendy, no i jakoś nie mam odwagi wybrać się tam bez faceta....) Tęskno mi za naturą, niekoniecznie chodzi o las, ale jakieś pola, łąki, rzeka, stawy itd. Cisza, spokój, dzikie zwierzęta, zero ludzi/raczej brak podejrzanych typów (bo będę częściej jeździć tylko ja + 8-kilogramowa sunia; nawiasem mówiąc po jednej wyprawie do Lasu Kabackiego nigdy więcej sama tam się nie wybiorę :D). Mam "miejskiego" psa i chciałabym jej zafundować więcej wycieczek za miasto, ale nie wiem gdzie konkretnie :( lepiej jeździć na północ Warszawy czy na południe? Gdzie ciekawiej?
×
×
  • Create New...