Jump to content
Dogomania

a_niusia

Members
  • Posts

    5689
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by a_niusia

  1. wlasciciel molosa jest od tego, zeby przywolac psa do porzadku.
  2. bylas na takim?
  3. u nas czasem w weekendy biega razem i 6 czy nawet 8 psow i nie ma zgrzytow. po prostu ludzie, ktorzy chca, zeby ich psy sie dobrze bawily, zdaja sobie sprawe, ze trzeba byc odpowiedzialnym psiarzem. moje dziewczyny dobrze bawia sie z corsiakami, ttb...w sumie tylko z owczarkami niemieckimi i ich pochodnymi sa u nas problemy. ale one nie biora udzialu w zabawach zbiorczych, bo ich wlasciciele sa skresleni jako psiarze u nas na dzielni i nikt sie z nimi nie brata:))) dlatego nie poszlabym z dziewczynami na platny wybieg dla psow w polsce...same sobie dobieramy towarzystwo i zgrzytow nie akceptujemy.
  4. a to jest zdaje sie watek o platnym wybiegu dla psow, gdzie nie ma miejsca dla psow agresywnych.
  5. no i wlasnie dlatego ja z moimi psami unikalabym platnego wybiegu dla psow. nie chcialabym spotkac psow, ktorych wlasciciele maja gdzies, jak ich psy traktuja innych przedstawicieli swojego gatunku. szczegolnie, ze sama nie mam tego problemu, bo moje dziewczyny umieja bawic sie z kazdym psem.
  6. tobie pewnie nie, ale psom, przed ktorymi twoje psy "sie bronia" i ich wlascicielom moze.
  7. dobrze wychowane, zsocjalizowane psy, kiedy spotykaja sie ze najomymi nie traktuja ich jak stado, ale sie po prostu bawia i nie ma miejsca na zadne "bronienie", bo nie ma miejsca na agresje. przynajmniej ja mam takie doswiadczenia z moim stadem. spotykamy sie z takimi psami, z ktorymi dziewczyny sie bawia a nie "bronia", a jesli ktorys zaczyna fikac, to od tego wlasnie ma wlasciciela, zeby go za to skarcil.
  8. Zupelnie nie zgadzam się z tym, ze psy, które spotykaja się raz na jakis czas zuja się jak stado nawet jeśli bardzo się lubia. To, ze pies broni innych psow lub „zajmuje stanowisko” w konflikcie, nie swiadczy o tym, ze traktuje inne psy jak swoje stado. Uwazam tak, bo mam w domu dwa psy, które jak najbardziej czuja się stadem mimo ze w domu wcale nie wylizuja sobie uszek ani nie jedza z dziobkow:) co prawda razem sypiaja, jedza, przestrzegaja higieny osobistej, ale zdarza się, ze jedna na druga nafuczy, cos tam sobie probuja krasc lub tez nie zycza sobie swojego towarzystwa. Czasem trzeba wrzasnąć czy wziąć mala za fraki, kiedy za bardzo sobie pozwoli wobec duzej, która nie ma natury lidera. Ale na zewnatrz moje psy działają jak druzyna, sa stadem jak najbardziej. Mimo ze sa pozbawione agresji, swietnie socjalizowane i umieja bawic się z pieskami, to zdarza im się zrobic nagonke na obcego psa i musze pilnowac, kiedy bawia się z obcym psem, żeby sobie nie pozwolily na zbyt wiele. Razem ida na bazanta-duza wystawia, mala sekunduje, mala nie ma oporow, żeby nabuczec albo nawet pokąsać po tylku psa, który za duzo sobie pozwala wobec duzej (niestety nikt nie traktuje jej powaznie). Zgadzam się, ze na takim wybiegu jeden opiekun powinien przypadac na jednego psa mimo ze sama mam dwa psy i nad nimi w pelni panuje. Znam jednak mnóstwo ludzi, którzy nie panuja nawet nad jednym psem i po prostu przez ich nieudolność, pies może być niebezpieczny dla innych niekoniecznie nawet przez przejawianie zachowan agresywnych. Jeśli chodzi o podzialy, to nie wiem, czy to ma sens. Moja starsza suka umie się bawic z każdym pieskiem. Jest super delikatna nawet dla malenkich psow i nic im z jej strony nie grozi. Sama wazy ok. 24 kg i jest gordonem. Jednoczesnie sama zostala jakis czas temu bardzo powaznie uszkodzona przez owczarka niemieckiego., który był sporo od niej wiekszy. Właściwie do dzis jeszcze całkowicie nie uporaliśmy się z ta kontuzja. Tak wiec roznie bywa. Czy skorzystałabym z takiego wybiegu? Mieszkam w bardzo fajnej okolicy, gdzie psy maja możliwość biegania luzem ile wlezie. Codziennie dziewczyny mogą spotykac się z roznymi psami. Dzis mala spotkala az 3 szczenieta roznych raz w podobnym do jej wieku. Starsza ma bardzo wielu psich kumpli roznych ras i rozmiarow. Nie miałabym potrzeby chodzic z dziewczynami na taki wybieg. Co wiecej…nie wyobrazam sobie pojsc na taki wybieg i zobaczyc np. kila owczarkow niemieckich…setery podobnie maja inny typ zabawy, moja starsza suka nie przepada za towarzystwem owczarkow (szczególnie po tym jak jeden zrobil jej krzywde) i niekoniecznie chciałabym, żeby się stresowala ich obecnością-a bylaby w grupie duzych psow tak jak one. Nie mogłabym poprosic o zabranie tych psow, bo przeciez ich właściciele tez zaplacili. Sama nie czuje w ogole potrzeby, żeby w moim miescie takie miejsce zostalo stworzone, ale rozumiem, ze jeśli ktos mieszka w nieciekawej dla psow okolicy, to by z tego korzystal. My mamy socjalizacje i psich kumpli za darmoche:)
  9. ja tam czulam sie podobnue na dogomanii, kiedy ludzie pisali, ze moj pies moglby trafic lepiej, ze szarpie nim i rzucam o ziemie oraz ze wola, zeby ich pies przybiegal do nich z lakomstwa a nie tak jak moj, bo sie mnie boi.
  10. a mnie zawsze zastanawia, co ktos ma na mysli piszac na forum "zapytaj szkoleniowca" albo "poradz sie behawiorysty".
  11. moja starsza suka jak wraca odwolana z pola, to nie chce za to zarcia. nawet jak jej cos daje, to to wypluwa. dla niej nagroda jest klepniecie jej w bok (czasem daje jej tez czule kopniaka-tym to juz w ogole tak sie cieszy, ze jeszcze skacze z radosci i mnie lize w nos na pozegnanie) i slowa "lec w cholere". mala to jest zarloczna niczym hipopotam i jak daja, to zawsze bierze. jest jednak tez bardzo czulym pieskem i nic jej tak nie cieszy, jak zezwolenie na brawurowy skok na moje kolana i wylizanie mnie, kiedy przylatuje odwolana. czasem sie schylam i rozkladam ramiona, to dostaje takiego motoru w tylku, ze moze odfrunac na uszach. obie moje dziewczyny sa odwolywalne na gwizdek. obie tez zdaja sobie sprawe, ze jak przyjda, to bedzie super, misja wykonana. a jesli nie...to bedzie z nimi krucho. nie zra z ziemi, bo nie czeka je za to nic pozytywnego. obie sa wesole, szczesliwe, zywiolowe i kochane. w niczym nie przypominaja zawieszonego frodo.
  12. moje psy nie gasza swiatla-jak mi sie nie chce gasic, to wolam mojego faceta:)) ale poza tym, to umieja duzo wiecej niz frodo. nawet moj maly pies, ktory ma 4 miesiace i nie ma nawet wszystkich stalych zebow:)))
  13. z calym szacunkiem...nie zmienilam ani zdania ani pogladow. a z odwolywalnoscia mojej suki jak nie mialam problemow tak nie mam. z ta tylko roznica, ze teraz mam dwie odwolywalne suki. moja suka teraz cieknie i mimo ze nie chodzimy na spacery, bo jest oprocz tego mocno kontuzjowana, i tak zaczynaja sie problemy z ludzmi, ktorzy nie umieja sprzedac szura psu, ktory napastuje suke totalnie sobie tego nie zyczaca w tej chwili. psy te oczywiscie wlascicieli maja gdzies-czy suka cieknie czy nie.
  14. wiesz...moj 4 miesieczny piesek, gdyby mu podlozyc zarcie pod nos, to by zatanczyl lepiej niz ten pies u nich w studio... a jest to naprawde maly pies z grubymi lapami bez koordynacji ruchow:))) szczerze to mam to gdziec, co tam oni sadza o moich petodach wychowawczych. ja jestem naprawde dumna z tego, jak wychowalam mojego psa. tego starszegoo oczywiscie, bo o tym malym to moze za rok powiem, ze jest wychowany. wszystko, co na niej stosowalam bylo calkowicie przemyslane i nic nie bylo strzalem w plot. no dla mnie E-E to sie z czyms innym kojarzy:)))
  15. ja mam mlode, zgodne z innymi psami psy. moja starsza suka ma nawet to do siebie, ze lubia ja psy, ktore normalnie nikogo nie lubia, bo jest stwaorzeniem, ktore po prostu przekonuje do siebie caly swiat. nie mniej jednak sa to psy rasy o specyficznych potrzebach i zeby ich potrzeby mogly zostac spelnione, musza byc bezwzglednie posluszne, bo inaczej bylyby chodzacymi na linkach frustratami. chociaz juz mi tu zarzucano, ze to niemozliwe, zeby pies w wieku mojej starszej suki byl odwolywalny, niektorzy nawet chcieli zobaczyc filmiki, jak odwoluje ja od kota, co mnie zdziwilo... ale ja nadal szczerze mowie, ze nie uczylam ich posluszenstwa pozytywnie. i teraz tak: mam 4miesiecznego szczeniaka, ktory na komende "nie rusz" wypluwa z mordy, co w niej ma. a ostatnio jak zabawila sie za dlugo z huskim w swoim wieku, pan od huskiego poszedl go gonic, a ja sie wydarlam (niestety zapomnialam gwizdka) "co ty robisz do cholery? tu cie widze w tej chwili?" i mimo ze to wywolalo szok wsrod publicznosci, bo mala jest naprawde przeslodkim pieskiem, natychmiast byla przy nodze. moje psy sie mnie nie boja, moje psy mnie uwielbiaja na maksa-to jakby ktos mial chec napisac, ze mogly trafic lepiej. nie jestem superniania.
  16. ja po tym, co nam sie przytrafilo ostatnio i czego skutki odczuwamy niestety do dzis, teraz juz dysponuje normalnie racjonalnie jak nikt. jak ktos po pierwszej mojej prosbie nie zapina psa na smycz, a uwazam, ze pies ten nie stanowi odpowiedniego towarzystwa dla mojej 4miesiecznej suczki, to odrazu pytam, czy zabierze kundla sam czy tez zasadzic mu kopa. moj facet jeszcze sili sie na jakies tam gadki pouczajace czy umoralniajace. ja nie, bo dla mnie podbiegacze to jest nadal drazliwy temat. a najbardziej spodobalo mi sie jak wczoraj cholerny skundlony lekko owczarek niemiecki (nie wiem, dlaczego zawsze one!!!) podbiegl w celach zabawowych do mojego szczeniaka i w zwiazku z tym zaczal napadac ja oraz wskakiwac na nia z warkotem, a jego wlascicielka gdzies 200 metrow dalej nawet nie probowala go odwolac, bo przeciez "sie bawia". wyjatkowo zrowa zabawa dla rosnacego szczeniaka rasy duzej i dla jego stawow. na moja prosbe o zabranie psa zaczela nieudolnie go wolac (pies coraz bardziej nachalny, moja mala ma nature czolgu i niczego sie nie boi, ale widac, ze to jej sie nie podoba). wiec w koncu zapytalam czy zabiera czy mam sama sobie poradzic. na to babka (przypominamona byla 200 metrow od swojego psa jak nie dalej, bez zadnej kontroli nad nim, moj szczeniak byl tuz przy mnie, dodatkowo moje psy sa odwolywalne-oba), ze rownie dobrze to ja moge zabrac swojego psa. nic tylko zagospodarowac przestrzen kopem. ale to nie jest pozytywna metoda szkolenowa.
  17. moja mlodsza suczka tez takma i mysle, ze ona bez problemu bedzie umiala w przyszlosci podawac lape. za to starsza, kiedy wie, ze jest czas sztuczek-a wtedy dostaje sie naprawde super smaczki, na wszelki wypadek po kolei siada, kladzie sie, idzie na miejsce az wreszcie, jak widzi, ze juz wyjete, to robi obrocik, bo zdaje sie sadzi, ze to jest jej najbardziej brawurowa sztuczka.
  18. ja tam mam poglad, ze "kazdy szanujacy sie wlasciciel" ma psy odwolywalne i posluszne.
  19. jak uslyszalam o inicjatywie "wychowuje, nie tresuje", to pomyslalam, ze to super, bo to jest wlasnie moja zasada pracy z psem. ale jak zwykle pozytywna sieczka. generalnie to moim zdaniem prace z psem powinno sie dzielic na wychowywanie i tresure. "wychowywanie" jest oczywiscie duzo wazniejsze i polega na nauce posluszenstwa. posluszenstwo to sa dwie podstawowe sprawy. pierwsza to bezwzgledna odwolywalnosc, druga to zaprzestanie wykonywania niedozwolonej czynnosci na polecenie przewodnika. w tych dwoch kwestiach zamyka sie wlasciwie cale posluszenstwo. moja starsza suka (nieco ponad 16miesieczna gordonka) ma to opanowane w 100%. mlodsza 4miesieczna jest odwolywalna, ale jeszcze nie zawsze rozumie, ze czegos nie wolno. wiadomo jest malutka. nad posluszenstwem nie pracuje za pomoca smaczkow czy klikania. osobiscie czulabym sie jak idiotka klikajac psu nad glowa. kliker jest metoda absolutnie nie dla mnie . totalnie mnie to nie przekonuje. "tresura" (wiem, ze to brzydkie slowo, tez go nie lubie) to nauka sztuczek. psy lubia byc tresowane, bo dla nich fajne robic cos z wlascicielem. tutaj jak najbardziej smaczki sa moim zdaniem spoko. ale wychowywanie jest duzo istotniejsze niz tresura. to, ze moje psy nie umieja podawac lapy, nie ma wplywu na ich bezpieczenstwo czy jakosc zycia. ale gdyby byly nieodwolywalne, nie moglaby zostac zaspokojona ich podstawowa potrzeba zyciowa, bylyby nieszczesliwymi, sfrustrowanym psami prowadzanymi na smyczach czy linkach. moja 16miesieczna suka nie umie podawac lapy. umie za to klaniac sie, obracac dawac glos itd. to jej sprawia przyjemnosc. ale dla mnie najwieksza duma jest to, ze jest posluszna i ze moge w polu w 100% jej zaufac.
  20. sa rozne systemy szczepien i wcale nie wszyscy hodowcy szczepia szczenieta 3 razy na choroby zakaznie. mam w domu szczenie obecnie rowno 4miesieczne, importowane z zagranicy jak najbardziej "na show". malutka przyleciala do nas w wieku 12 tygodni i byla po jednym tylko szczepieniu. to pierwsze szczepienie zostalo calkowicie ominiete. u nas mala zostala zaszczepiona drugi raz a nastepnie na wscieklizne i to wszystko. teoretycznie powinnismy przestrzegac kwarantanny, ale w ogole nie robilismy tego, bo mamy drugiego psa, ktoremu jakos srednio podobalby sie pomysl dezynfekcji po kazdym spacerze. mala wiec wychodzila na dwor od poczatku. nasza pierwsza suka zostala wzieta z polskiech hodowli dokladnie w wieku 8 tygodni. tez byla po pierwszym szczepieniu, ale tym wczesnym-szczeniecym. u nas zostala zaszczepiona dwa razy na zakazne plus wscieklizna. babeszjoza i borelioza dopiero po zdaje sie szostym miesiacu. tez nie zgadzam sie, ze hodowle sprzedaja szczenieta "po kwarantannie". poza tym "kwarantanna" jest sprawa umowna. my z pierwsza sunia zaczelismy wychodzic normalnie kolo 10 tyg zycia, wczesniej troche biegala w ogrodku. nie chowalismy kurtek, nie szalelismy ze zdejmowaniem butow. obie dziewczyny sa z hodowli, gdzie o szczeniaki sie dba, mamy szczeniat byly wlasciwie szczepione, maluchy od poczatku wychuchane. jak sie ma szczenie i doroslego psa, ktory normalnie wychodzi-my jestesmy w takiej sytuacji, male bawi sie z duzym, duze wylizuje male, razem jedza, razem spia...to kwarantanna jest zabiegiem bezsensownym.
  21. jesli chodzi o wystawy, to mamy na koncie dwa niekontrolowane siki na halowkach. ale nie na ringu i sami to wytarlismy-to tak na usprawiedliwienie. za pierwszym razem mloda byla bejbisiem i po prostu bawila sie z nowo poznanym kolega i w trakcie sie zlala, za dugim byla juz szczeniakiem i widac bylo, ze jej sie chce, lecz byl mega tlok i nie zdazyla. wiem, kiedy moje psy robia kupy i jak sie zachowuja, kiedy maja na to ochote. nie zdarza nam sie postawic klocka na wystawie, bo to sie nie godzi. jesli chodzi o "forme" kup na wystawach, to nie ma sie co dziwic, ze sa inne:))) moja suka prawie zawsze robi rzadsza kupe na wystawach mimo ze na codzien ma bardzo ladne kupy:))))
  22. nie zdarza mi sie zapomniec worka, bo sprzatanie po psie jest dla mnie tak oczywiste jak mycie zebow czy uzywanie papieru toaletowego w klopie. tez nie zdarza mi sie zapomniec.
  23. szczerze mowiac nie rozumiem tlumaczenia "zdarza sie" albo "nie ma czasu" wziac woreczka. ja mam worki na psie klocki w kazdej kurtce, kazdym plaszczu i kazdej torebce. i to nie jeden czy dwa, ale co najmniej kilka sztuk. mam psy, w tym jednego gnojka, ktorego trzeba wziac pod pache i biec, to mam worki. odkad mam psy NIGDY nie zdarzylo mi sie wyjsc z ktoryms bez worka.
  24. ale to jest naprawde smieszne:)))) do mnie tez raz podeszlla mala dziewczyna i pyta, co to za piesek. ja jej wyjasnilam. a ona a obcina mu sie wlosy? ja, ze owszem, przed wystawa ja troche strzygae, zeby ladniej wygladala. a dziewczyna z prawdziwa troska "ale nie na pudla?!!!":))))
  25. mnie tam to smieszy dosyc, ale czasem to ci ludzie sa baaardzo pewni swoich pogladow w tym temacie:)
×
×
  • Create New...