-
Posts
3072 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jelena Muklanowiczówna
-
To nie nadwaga, bo jak 2 miesiące temu było zimno i biegał, to nie dyszał, a miał taką samą nadwagę jak teraz. Znaczy się, dyszał, ale po przebiegnięciu większego dystansu. Dzisiaj np. u nas była burza i wiał silny wiatr - a Jarciowi w to graj. Pogoda idealna dla niego. Kicał jak zając i to pod wiatr i zero zadyszki. Jak się zrobi trochę bardziej parno, to od razu zwalnia.
-
Kolusia i Red łobuziak z nową kaczką :)
Jelena Muklanowiczówna replied to MagdaNS's topic in Już w nowym domu
Wiecie, dziewczyny. Rodzice mojego taty w ogóle nie przyjechali na jego ślub, bo babcia poczuła się obruszona, że młodzi wybrali datę ślubu i jej nie zapytali o zdanie! [sic!] Tata o tym w ogóle nie mówi, ale Mama opowiadała, że strasznie mu było przykro i do ostatka oglądał się na drzwi, czy nie wejdą może. A potem ściągnął do nas swojego brata, który poznał dziewczynę, zrobił jej dziecko, ożenił się i już tu został. Małżeństwo mu się rozpadło, bo był straszny chojrak i ją bił. Wreszcie się jej bracia wkurzyli i go wywalili z chałupy. Winę za rozpad małżeństwa babka zrzuciła właśnie na Mamę! -
Kuba perfidnie oszukany i wyrzucony na ulicę.
Jelena Muklanowiczówna replied to Tigraa's topic in Już w nowym domu
Jaka podusia!!! :D -
[CENTER][FONT="Comic Sans MS"][SIZE="6"][COLOR="#ff0000"]!!!DZISIAJ MIJA [SIZE="7"][U][B]ROK [/B][/U][/SIZE]ODKĄD JARUŚ JEST Z NAMI!!![/COLOR][/SIZE][/FONT][/CENTER] :multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :happy1: :happy1: :happy1: :happy1: :happy1: :iloveyou: :iloveyou: :iloveyou: :iloveyou: :iloveyou: :bigcool: :bigcool: :bigcool: :bigcool: :bigcool:
-
Spoko, laski, ja też nie grandziłam. Co prawda uczyć to mi się za bardzo nie chciało, bo a to książka do poczytania, albo trening do odwalenia, ale nie miałam też nigdy problemów z przejściem z klasy do klasy. I, o dziwo, wszystkie testy szły mi jak po maśle, dzięki czemu bez problemów przyjęli mnie do najlepszego liceum w mieście. Kolczyków w dziwnych miejscach też nie miałam, tylko w maturalnej klasie zaczęłam popalać papierosy, ale nikt się nie skapnął, a ja się nawet w nałóg nie wciągnęłam i jak pieprznęłam to gówno, to do tej pory nie palę. A popalałam dość regularnie jakieś kilka miesięcy. Także nie jesteście osamotnione! ;-) PS. A fresk jest po prostu WYCZESANY, jak mawia młodzież!
-
PIESEK ZNALEZIONY - Karmelek ma dom
Jelena Muklanowiczówna replied to anciaahk's topic in Już w nowym domu
Moje zoo, na szczęście, nie aż takie pokręcone. Jarek nie przestępuje progu łazienki, chyba z obawy, że może się to skończyć kąpielą. Najśmieszniejsze, że on nie wchodzi do żadnej łazienki. Ani u nas, ani u teściów, ani u moich rodziców. Nie wiem jak on rozpoznaje, że dane miejsce to własne łazienka, ale nie przestąpi progu i już. Raz mu się zdarzyło, jak była burza i bardzo się bał. Za to jak ja idę do łazienki, to on zostaje nieopodal, pod drzwiami od domu i czeka cierpliwie aż wyjdę. -
WESOŁY TERIER MAKSIO - szuka domkuuuuuuuuu!
Jelena Muklanowiczówna replied to Murka's topic in Już w nowym domu
No cholera. Biedny Maksio nie ma szczęścia... -
WESOŁY TERIER MAKSIO - szuka domkuuuuuuuuu!
Jelena Muklanowiczówna replied to Murka's topic in Już w nowym domu
Maksik - cudniacha pojechał do domu. No i fajno jest! -
[quote name='Luna123']Ja miałam parę przypadków, że zwracałam się bezpośrednio do przełożonych . Jeden facet grał w gumki z bramą garażową, miał produkty kilku firm. To stwierdziłam, że przecież firmuje tą jedną konkretną i znalazłam adres centrali, wysmarowałam pisemko i pojechałam do Skawiny. Pani w recepcji powiedziałam, że z nikim niżej kierownika d/s obsługi klienta czy innego na wyższym stanowisku, rozmawiać nie będę. Efekt był taki, że jak jechałam z powrotem, to zadzwonili do mnie, że mam się zgłosić do głównego oddziału W Krakowie. No ok, podjechałam, a pan wystraszony mnie przeprasza, ze dzwonił właśnie dyrektor:-o ze Skawiny, oni mają wysłać swoich pracowników, a z tamtym gamoniem się już sami rozliczą :evil_lol:.[/QUOTE] A ty wiesz, Luna, że mój TZ-et mnie namawia, żebym wysłała mejla do Microsoftu? :D Bo w świetlicy mieliśmy firmę, która składała komputery, instalowała oprogramowanie i takie tam i jakieś wałki są porobione, np. certyfikat do antywirusa wygasł jeszcze zanim go kupiono i takie tam. To może ja faktycznie powinnam napisać! ;-) Muszę nagrać Jarcia, jak leci za mną, jak mu niosę miskę z jedzeniem. Bo wy nie wiecie, że Pan Jarosław przeniósł się na salony niedawno. Teraz ma miski wszystkie w pokoju, z nami i jak my jemy, to on też! w kuchni jest tylko kubeczek na wodę, ale musi być z sałatki. Nie może być z Danio, bo wtedy nie pije! :evil_lol: Poza tym, po ostatniej wizycie u weta znów ograniczyłam jedzonko. Początkowo było normalnie, ale teraz widzę, że zaczyna być już głodny. Jak się dopnie do miski, to wyjada wszystko z miejsca. Dobrze, trochę zgłodnieje, to schudnie. Na spacerach go stymulujemy do biegania i chyba już się przyzwyczaił, bo jak na ostatni weekend pojechałam do rodziców, to potem mi TZ-et powiedział, że Jarcio (cytuję): "Hasał, mało mu się doopa nie urwała!" :D Będziemy też strzyc niedługo, ale nie wiem jeszcze dokładnie kiedy.
-
No, dziwacznie to jest skonstruowane. A co do tego koszenia traw, to pamiętam jak dziś, że miasto się broniło, że dało zlecenie już dawno i nawet ich chyba jakąś karą tak na pokaz ukarali. A propos, to wczoraj wieczorem jechaliśmy przez miasto z TZ-etem i się nabijałam z RPZ: "Patrz, jak jechaliśmy godzinę temu tędy, to ich samochód stał w tym samym miejscu i obcinali tę samą gałąź". A TZ-et do mnie: "Kochanie, nie łudź się, ja ich tu widziałem już o 6:30 rano, jak jechałem do pracy i też obcinali tę gałąź." Magda, widziałam dzisiaj łabędzie na stawie! Urząd Miasta cofnął im karę więzienia? ;-)