-
Posts
3072 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jelena Muklanowiczówna
-
eloise, ból narasta, bo antybiotyki to nie leki przeciwbólowe tylko bakteriobójcze. Powiem wam, że ja też bronię się przed wizytą u lekrza z byle kaszlem czy czymś i ostatnio antybiotyki brałam rok temu, jak miałam właśnie bakteryjną infekcję dróg moczowych. A co do temperatury, to nie trzeba jej tak od razu zbijać. Organizm podnosi temperaturę, jak chce wybić bakterie albo wirusy. Lepiej dać podziałać, a zbijać dopiero jak temperatura rośnie albo długo się utrzymuje.
-
[quote name='Luna123'][B]Jelena[/B], no co ty???;) każdy wychwala budżetówkę, że trzymają się stołków do emerytury ;)[/QUOTE] Kochana, ja nie pracuję w budżetówce. To jest szkoła prowadzona przez stowarzyszenie, tutaj nawet karta nauczyciela nie obowiązuje. Magda, z moim wykształceniem nie wezmą mnie do pielenia klombów, bo będą się bali, że za 3 miesiące znajdę coś lepszego i odejdę. ;-) Zresztą kręgosłup by mi nie pozwolił długo pielić. Nawet jak Jarka czeszę, to nie mogę się schylać, tylko muszę siadać okrakiem i brać go między nogi. Z tegoż powodu czeszę go tylko w domu. ;-) Dla mnie w tym momencie ważna jest umowa o pracę i sensowni ludzie dookoła. Żebym mogła wziąć kredyt na wesele i żebym mogła się z kimś pośmiać, jak będę mieć przerwę na jedzenie. Acha, nie zapomnij dodać, że moim atutem jest to, że jestem szczupła i idealnie mieszczę się za biurkiem przystawionym blisko do ściany! :evil_lol:
-
Kula-smakula, to taka kula z otworkiem, do której wrzuca się jedzenie i jak pies ją toczy, to jedzenie się wysypuje i można oszamać. Oryginalna zabawka kosztuje chyba z 70 złotych, ale mnie się udało wyczaić podróbę za jedyne 12, tylko dziurka jest trochę mała. Jarek już wyczaił, że z kulki się sypie jedzonko i że to wporzo jest, ale przedwczoraj zaczął toczyć nosem kulkę, a jedzenie jakoś omijało dziurkę, więc postanowił się do niego dobrać starymi, znanymi sposobami: na chama. Musiałam interweniować, to się obraził i w ogóle się teraz kulką nie bawi. Ta kulka to moja ostatnia deska ratunku. Jak już tym się nie nauczy bawić, to niczym się nie nauczy bawić. To i tak cud, że udało mu się jej nie zeżreć jeszcze. Magda, od zawsze wiadomo, że nasz urząd miasta (właściwie nie mój, bo ja tu nie jestem zameldowana) lubi pogrozić. Jak dla mnie, to oni was straszą i myślą, że u was siedzą sami laicy, którzy nie znają tematu i wystraszą się byle jakich pogróżek. Załatwcie ich od strony prawnej i tyle. Już widzę ich zdziwione miny. Jakbyście szukali do tego centrum ogrodnictwa ludzi, którzy się nie znają na ogrodach (;-)), to my z TZ-etem jesteśmy chętni. Praca w kwiatkach musi być wporzo! W ogóle, to jestem wściekła, bo wstałam z samego rana, poleciałam do sanepidu, bo muszę sobie zrobić badania do książeczki pracowniczej, a tu się okazało, że wszyscy mi tak gorliwie tłumaczyli co mam ze sobą wziąć, że aż nikt nie wspomniał, że już pierwszego dnia należy zabrać próbkę! Naopowiadali mi o tym, że jakieś papiery będę wypełniać, tylko, że okazało się, że papiery to rzecz poboczna i to jest jeden mały świstek. Pani w okienku to oczywiście jakaś 60-letnia niewyżyta mimoza, którą trzymają tam tylko dlatego, że zostało jej pół roku do emerytury. Gadała do szyby zamiast do mnie, aż jej wreszcie powiedziałam, że przez tą szybę to nic nie słychać (druga sprawa, że mówiła tak głośno, jakby nie tylko dziś, ale i przez cały ostatni tydzień śniadania nie jadła). Wreszcie się okazało, że powypełniałam to źle, a jeszcze ona do mnie, żebym dała próbkę. Na to ja: - Nie mam próbki. - No to jak to? Przyszła pani robić badania bez próbki?! (więc nie wytrzymałam) - Ku*wa! A skąd mam ją mieć, jak nawet nie mam pudełka?! W rękach miałam przynieść? Więc rzuciła mi pudełko, bąkając coś, że takie rzeczy, to się kupuje w aptece. Spoko, kupiłabym w aptece (i nawet o tym myślałam), tylko, że chyba z 5 osób (łącznie z naszą dyrektorką) mówiło mi, żebym nic nie kupowała, bo oni tam wszystko dają. Tym to sposobem, o jakieś głupie 15 groszy, wstałam o 6 rano i pojechałam na drugi koniec miasta, po czym wróciłam do domu z opakowaniem na kupę. Po prostu gówniany los. Niech mnie ktoś przytuli! :( :( :(
-
Jarosław wczoraj dał popis. Wracam z nim rano ze spaceru, a u sąsiada, piętro pod nami, zepsuło się światło i naradzał się z elektrykami na klatce. Drzwi od mieszkania otwarte, a Jarek bez smyczy, więc smyrg smyrg pomiędzy nogami i dawaj do sąsiada do mieszkania! Stanęłam przed drzwiami i go wołam, a ten obrócił się, popatrzył na mnie i... dawaj do pokoju. Usadził się zadowolony na wykładzinie i czeka. Ale miał minę, jak weszłam po niego i go zapięłam na smycz, żeby go zabrać. Jakbym mu nie wiadomo jaką krzywdę robiła! :D Za to TZ-et mi opowiadał, że kiedyś się zamyślił i poszedł piętro wyżej niż mieszkamy, a tam już jest strych. Zszedł z powrotem, ale Jarek został i nie chciał się w ogóle ruszyć. A jak go TZ-et próbował ściągnąć, to nawet szczeknął! :D
-
[quote name='eloise']straszne historie! jak mogłam zapomnieć o tym napisać!!!!!!!!!!!!!! AMELIA WCZORAJ UPOLOWAŁA MYSZ!!!! prawie 5 tygodni jej to zajęło, ale dała radę! :)[/QUOTE] Weź mi ją wypożycz na trochę do świetlicy. My tu mamy mysz już z pół roku i nawet jej trutka nie wykończyła. A z tym piciem w czasie ciąży, to nawet widziałam gdzieś zestaw wad płodu, które biorą się ze spożywania w konkretnych momentach ciąży. Np., że jak się pije w pierwszym miesiącu ciąży, to się nie wykształci odpowiednio mózg i takie tam. Ale cóż, jak moja mama (która wiele lat pracowała w jednym sklepie, więc się napatrzyła) opowiadała historię menelki, która przychodziła do sklepu. Ładowała naftę całą ciążę, pojechała pijana do porodu, urodziła, zostawiła dziecko w szpitalu i wróciła dalej pić. Dziecko było różowiutkie i zdrowiutkie. Za to o takich dzieciakach, które mają wady z powodu picia czy palenia przez matkę, się nie mówi. Tak, jakby każdy za wszelką cenę się pocieszał i usprawiedliwiał, że skoro jednej menelicy nic się nie stało, to mnie tym bardziej nic nie będzie po jednym kieliszku. Ech...
-
No to przerąbane! Ja to np. ani gołych nerek nie mogę mieć, ani gołych nóg. Jak mi nogi zmarzną, to koniec - co 5 minut do łazienki i trzy dni z życiorysu wyjęte. Ale to ciekawe, co opowiadacie. Aż dziw bierze, że nikt jeszcze tego nie odkrył, nie nadał jakiejś obcobrzmiącej nazwy, a firma farmaceutyczna nie wymyśliła leku. Medycyna chińska... Jakoś nigdy się w to nie zagłębiałam, nie miałam w sumie potrzeby.
-
[B]Magda,[/B] obsmarowali was znowu w "Echu dnia" i podali info o tym artykule w radiu, więc zadzwoniłam do radia i powiedziałam, żeby Rejonowe Przedsiębiorstwo Zieleni nie utrudniało wam pracy, bo wreszcie jest w parku czysto, przyjemnie i odśnieżone, a RPZ niech spada na drzewo! Miałam jeszcze powiedzieć o tych łabędziach, ale zapomniałam, bo się zestresowałam, że jestem na antenie, a mnie prowadzący popędzał, że po mnie serwis informacyjny i mam mówić szybko. Jakby wam był w Kielcach potrzebny ktoś, kto poprowadzi lud na barykady, to się zgłaszam na ochotnika! (Ps. TZ-et w pracy Radia Kielce słucha i dzwoni do mnie: "Hani, to ty byłaś w radiu?" :D)
-
Łatek po długim oczekiwaniu już w super domu!
Jelena Muklanowiczówna replied to stonka1125's topic in Już w nowym domu
[quote name='Hellawes']Coś w tym może jest, skoro mój chłopak jest o niego zazdrosny;) Podobno Łatka przytulam i głaszczę o wiele częściej;) No ale przecież należy mu się jakieś wynagrodzenie za to, co złego przeżył.[/QUOTE] Mój TZ-et się solidaryzuje z Twoim w tej zazdrości! ;-) -
"Chi chi love! Chi chi love! Mój chi chi love! Mali przyjaciele i zabawy wiele!" :D Ciągle to leci na Disney Channel! A u nas Disney Channel ciągle leci w świetlicy. eloise, jak Ci mąż zaniemógł, to kup mu "Permen"! :evil_lol: Ale się mnie ciężki dowcip trzyma. To przez ten katar! Ps. Jesooo... Ania ma takie ładne duże oczy brązowe...
-
Nie no, Jarek, jak na poważnego psa przystało, nie robi głupich min. Raz miał niezłą minę, pełną żalu, jak się ubierałam i wychodziłam do pracy, ale mi się spieszyło i nie miałam jak zrobić zdjęcia. Za to często mam ten problem, że jak chcę mu zrobić zdjęcie i do niego podchodzę, to od razu wywala się brzuchem do góry i merda ogonem, żeby go drapać. Nawet TZ-et się z tego śmieje!
-
[quote name='eloise']nauczyciel, lekarz, prawnik- wszyscy to tylko ludzie, wykształcenie już nie świadczy o kulturze... niestety![/QUOTE] Ja miałam na myśli bardziej humorystyczne kwestie, ale tu też macie rację: wykształcenie wcale nie świadczy o kulturze. Dobijałam się dzisiaj cały dzień do dogo, ale mi się udało dopiero po powrocie do domu. Sprawdziłam to odkamienianie. W jednym przypadku nie udało mi się porozmawiać z lekarzem, bo miał zabieg, ale od ludu, który stał pod drzwiami dowiedziałam się, że owszem, zabiegi się wykonuje. Pani mnie poinformowała, że ona za swoją sunię zapłaciła 150 zł, ale sunia była o połowę mniejsza od Jarka, więc pewnie w naszym przypadku cena by wzrosła. Pies zostałby w gabinecie do wybudzenia. Zadzwoniłam też do kliniki weterynaryjnej i tam pani podała mi dokładne informacje. Cena od 200 do 220 zł. Pies zostaje w gabinecie na cały dzień, czyli przyprowadzam go na 9 rano, a odbieram np. po pracy. Do tego dostaję antybiotyki dla piesa i jeśli chcę, to zanim dojdzie do zabiegu mogę mu zbadać krew za 35 zł. Nasz gabinet odkamieniania nie ma. A reszta gabinetów jest na tyle daleko, że odpada dojazd tam z psem, jeśli nie ma się własnego samochodu (mieszkanie na przedmieściach ma jednak swoje minusy). To tyle w tym temacie. Trochę się jednak drożą w tych Kielcach... :/
-
WESOŁY TERIER MAKSIO - szuka domkuuuuuuuuu!
Jelena Muklanowiczówna replied to Murka's topic in Już w nowym domu
A co tam u Maksia? Nie ma ostatnio żadnych zdjęć, nikt się o niego nie dopytuje... ;-) -
[quote name='Luna123']Te greeniesy tanie u Was mnie fascynują. Kurde, u nas u weta 6 zł, a na necie po 5:roll:. Nie ma tam sprzedaży wysyłkowej, gdzie kupujesz ?:cool3:[/QUOTE] Jest! Trzeba przesłać mi pieniądze na konto, jak kupuję greeniesy, a potem wysyłam! ;-) A tak poważnie, to w tym sklepie zoologicznym w ogóle jest tanio. Np. ostatnio wyczaiłam kulę-smakulę za 12 zł. Karmę Royal Canin na wagę kupuję za 10,50 za kg. Co do weta, to muszę obadać sprawę. Może jutro tam pójdę przed pracą, to się dowiem co i jak. Jest jeszcze klinika weterynaryjna i tę też muszę obadać, ale tych lekarzy z kliniki w ogóle nie znam, nie ma ich też na najlepszylekarz.pl Najważniejsze, że problem kasy odszedł, bo naprawdę nie wiedziałam skąd tu wytrzasnąć. Ja to nie wiem, jak sobie radzą ludzie, którzy mają dzieci w tym dziwnym kraju. My mamy tylko psa i ledwo nam starcza czasem. Ostatnio oglądałam mieszkania do kupienia. Masakra! My chyba nigdy nie będziemy mieć nic swojego... Ani samochodu, ani mieszkania... :/ EDIT: U mnie dzisiaj był teatrzyk dla dzieci, a potem zabawa karnawałowa, to mogłam se odpocząć trochę od bachorów! :evil_lol: I posiedzieć na necie. A ostatnio byłam na radzie pedagogicznej. O dżi... Jakby ktoś usłyszał jak nauczyciele mówią o dzieciach, to uczyłby swoje dzieci sam!