-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Everything posted by WiosnaA
-
Dziś tylko króciutko z małą ciekawostką,która nas bardzo cieszy. Od niedawna Morisek bawi się z Amiczkiem w berka!...tak prawdziwie jak robią to pieski...w końcu! Brawa dla Amiczka za jego cierpliwość, nieustanne zaproszenia i zachęty Moriska do zabawy. Wcześniej delikatne próby po kilka krótkich "śmigów" Moris robił,ale szybko przerywał zabawę.Widziałam,że wciąż rozszyfrowuje Amika, że do końca mu nie ufa.Długo w główce Morisek sobie układał,badał ,na ile może sobie pozwolić i czy takie swawole będą jemu bezpieczne. Niby najnormalniejsza rzecz w świecie - zabawa psiaków w berka. ..Normalne psy migiem łapią kontakt i hasają,ale Morisek jest "inny" niestety ,wiele obaw i ostrożności w nim ciągle jeszcze siedzi. Morisek peszy się,przerywa zabawę jak podchodzę za blisko (chciałam nagrać),ale jak będę wolniejsza czasowo,to cichaczem Wam nagram. Radość mnie rozpiera móc patrzeć na Moriska w czasie zabawy...mówię Wam ,widok cudny! Pomocniczki pomagają mi w kopaniu,a Morisonek,to specjalista w tej kwestii,że hoho...nawet Amiczka nauczył jak to się robi...hehe,bo ten przez 8 lat nigdy wcześniej łapką ziemi nie rozgrzebał. Po wysiłku padamy wszyscy jak muchy... Morisek,też uwielbia w piachu się zagrzebywać,ale nie mam zdjęcia
-
Agatko,to prawda. Jak złapię już czas,to opiszę szerzej zachowanie Moriska z pobytu na wsi. Filmik z życia Moriska zbierałam się zmontować od dłuższego czasu ,ale zawsze ważniejsze sprawy były...ehh. Aż stało się nieszczęście.....zepsuł mi się laptop w sierpniu,padł dysk i wszystkie dane z komputera straciłam....miałam mnóstwo Moriskowych filmików z oswajania, z jego masaży na łąkach, które odpoczywając robiliśmy, z "przeprawy z Amikiem... okropnie mi szkoda tego wszystkiego.... nie mam nic. Dobrze,że trochę na wątek wrzucałam i choć cząstka filmików na youtubie się uchowała. Witaj Ewuniu. Dziękujemy Wszystkim Ciociom za odwiedzinki! Tak...hehe....kopiemy, sadzimy i nosa ze wsi nie wystawiamy. Spore założenia sobie narzuciłam w tym roku na działce i pracujemy ciężko,ale tym razem chyba przesadziłam ze swoimi możliwościami,bo te "wiosenki" na karku dają znać o sobie. Jestem zmęczona fizycznie,ale szczęśliwa.Mam w końcu to,o czym marzyłam. Pomocniczków mam trzech, czwarty dyrektor mrucząco-nadzorujący...hehe.
-
No szkoda Elu. Wyrozumiali Tysiu . Maluszek skradł serce Mai i Zbyszka dawno i kochają Likunie taką jaka jest. "Zołza"....ja ostatnio nazywam tę naszą Likunię. Myśli,że jest już Panią na włościach i rządzić zaczyna. Niedawno użarła dwie osoby w przeciągu tygodnia.Nie gryzie wszystkich, wybrała sobie dwie Panie .Znienacka wyskoczyła z tyłu łapiąc za nogi jak wychodziły z posesji. Oj,nie daje spać spokojnie zbójniczek mały... Na razie więcej się nie powtórzyło i mam nadzieję nie powtórzy. Zdjęcie jakiś czas temu Majeczka przysłała,jeszcze sprzed kąpieli. Kilka dni temu Maja postanowiła "wyprać " Likunię. A żeby zmniejszyć jest stresu,do wanny powędrował razem też Rikuś. Fajnie to musiało wyglądać...hehe. Lika dzielnie zniosła kąpiel, paniki nie było," zjeść" Opiekunów nie chciała, bardzo grzeczna była.Wyczesana,czyściutka i na pewno ulżyło w te upały, bo futro ma duże. Zakochana Para suszy się na kanapie...
-
Spacerki kocha, jest wtedy bardzo szczęśliwy.Powącha,zajrzy to tu to tam,ale ogólnie to sunie prosto przed siebie truchcikiem z uśmiechem....i tak szedł by długie kilometry. Przejrzę zdjęcia i postaram się niedługo jakieś wstawić. Na razie ogarniam działkę blisko domu i staram się Morisa mieć na oku,ale zawsze tak nie będzie, z czasem będę musiała porządkować daleko,bo działka spora. Niepokój co do Moriska pewnie będzie towarzyszyć mi zawsze.
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
WiosnaA replied to togaa's topic in Psy do adopcji
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
WiosnaA replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Togusiu, najserdeczniej dziękuję za wszystko!...Kreon dotarł,P.Wioletta bardzo dziękowała. MikAgusia, dziękuję Wam ogromnie! Colette,również bardzo dziękuję za pamięć o Dusiu! Klika dni temu dostałam zdjęcia z pozdrowieniami, "Wakacje Duszka :) Serdecznie pozdrawiamy Wszystkie Ciocie :) " -
hihi....Dawno nic nie pisałam jak Moriskowi się żyje, i dziś w końcu jakieś relacje Ciociom zdamy. Że działeczkę nową mamy i tam większość czasu spędzamy,to już wiecie.Chodzimy po polach i lasach.I psiaki i ja szczęśliwi ogromnie. Psiakom wydzieliłam część działki do biegania z wejściem na taras i do domu.Ogrodzone jest siatką.Najpierw Moris chodził z długą liną.Wiem,że skakać umie i początki bacznie obserwowałam.Sprawował się super więc dostał wolność w tej "zagrodzie".Jest miejsce, żeby się rozpędzić i pohasać.Psiaki zadowolone z terenu. Jednak Nasz ciekawski Morisonek po kilku dniach swobody chciał zobaczyć co jest na drugim podwórku tam gdzie ja chodzę (druga część też ogrodzona jest siatką ) i chciał wybrać się na samowolkę. Znalazł na dole miejsce z luźniejszą siatką i bez żadnego kopania prześliznął się pod spodem.A że miałam go na oku i całą tę sytuację widziałam, zaraz pobiegłam za nim,..."czekaj" rozumie dobrze,ale czy posłucha bez smyczy na innym terenie?...sto tysięcy myśli przeleciało mi w kilka sekund i nogi wiotkie miałam,bo to pierwsza sytuacja,że Moris luzem na tak dużej przestrzeni. Zmieszany był troszkę jak mnie zobaczył, bez problemu jednak dał się złapać za szelki.Nagadałam mu,że tak nie wolno wychodzić...Nie wiem,czy zrozumiał,ale więcej nie próbował przechodzić.W upał kopie sobie dołki w ziemi pod drzewkami,pod siatką nie próbował...oby nie miał zapędów nigdy. Jak wiecie Moris bardzo boi się grzmotów i strzałów.Niedawno, ktoś blisko posesji strzelił (pewnie myśliwy), psiaki były na swoim terenie, a ja na drugim podwórku z zielskiem wojuję.Widzę Morisek niespokojny biega, i nagle w jednej sekundzie hop przeskoczył siatkę na moją stronę...nie leciał do domu tylko tam gdzie ja jestem....a u mnie furtka otwarta na trzecią część posesji gdzie młody lasek rośnie...a tam nie jest ogrodzone...mówię Wam,wystraszyłam mocno,bo wiedziałam,że on ze strachu przeskoczył.Na szczęście nie leciał gdzieś dalej, nie próbował forsować kolejnej siatki już od ulicy,tylko zatrzymał się blisko mnie na moje wołanie.Znów to "spokojnie" i "siad" nas uratowało.Bardzo ładnie Moris siada na polecenie,słucha się mnie, ale tu był przerażony hukiem i nie wiedziałam jak w szoku zareaguje i jak to wszystko się skończy.....nie wiem też, i wolałabym nigdy nie sprawdzać, jak by to było gdyby nie daj Boże znalazł się na terenie zupełnie otwartym..tfu,tfu,tfu,tfu. Obecne ogrodzenie działki nie stanowiłoby Moriskowi problemu by dać nogę, ale odpukać nie próbował pokonywać oprócz tego jednego razu.Burzę wyczuwa już wcześniej i zaszywa się w domku,oczywiście wtedy tylko na kanapie najbezpieczniej. A tak w ogóle Morisek jest bardzo Kochanym pieskiem, ...bo że mądrym to już Wszyscy chyba dawno wiecie.
-
W stosunku do obcych zmian nie ma.Nie interesują go bliższe relacje z ludźmi i w sumie już nie pracujemy nad tym. Oswajałam do pewnego czasu,aby przekonał się, że obcy człowiek też straszny nie jest. Zachowuje się w miarę poprawnie na zewnątrz i tyle co wśród domowników jest zachęcany do bycia blisko. Najswobodniej czuje się jak jest tylko ze mną, a ja nieustannie staram się budować zaufanie u niego,żeby być tą najlepszą na świecie...hihi. Moris nie boi się podejść do obcego człowieka, nie robi tego na ugiętych,wyciągniętych łapkach jak kiedyś,ale jest nieufny, zwłaszcza jak kilka osób znajduje się blisko.Obwącha obcego, zaciekawiony schyla się do ręki czy aby smaczka ten ktoś nie ma, pozwoli często pogłaskać, ale zaraz cofa do tyłu, odchodzi na bok i czeka aż odejdziemy. Bez smyczy ,myślę,że podszedłby blisko gdyby był głodny, może też z ciekawości, ale pogłaskać/złapać już nie pozwolił,na pewno by uciekł. Część Rudego zostanie w Morisku na zawsze i żadne ćwiczenia nie zmienią (tak mi mówili specjaliści i po półtora roku życia z nim też tak myślę ).Cechy takie jak nieufność, czujność, duża ostrożność pewnie będą nim do końca,tego nauczył się perfekcyjnie dla własnego bezpieczeństwa i ma to zakodowane mocno. Nikt go życia nie uczył , radził sobie jak umiał. Szkoda mi go było niejednokrotnie widząc potworny stres przed nowym wyzwaniem,tym co narzucałam,ale innej drogi w oswojeniu nie widziałam.Powoli,ale bardzo konsekwentnie uczyliśmy się nowości. Geniusza nie chcę jednak z Moriska robić, najważniejsze podstawy mamy opanowane,wspólnie się dogadujemy, w domu czuje się swobodnie, a mnie jego "braki" nie przeszkadzają i niech sobie żyje szczęśliwie...a myślę,że jest teraz szczęśliwy. Zawsze i w każdej sytuacji muszę Moriska traktować inaczej niż normalnego psa, mieć oczy dookoła głowy na spacerze,bo łatwo się płoszy i umie wpaść w panikę nawet teraz.Zostanie już takim moim dzieciaczkiem i oczkiem w głowie. Odpukać,..tfu,tfu...dotychczas ,w razie problemu udaje mi się nad nim zapanować. Mieliśmy ostatnio kilka sytuacji "podbramkowych" będąc na wsi,gdzie nogi mi się lekko ugięły,bo dalszych ruchów Morisa nie byłam pewna....cdn.
-
Hihi...strażniczek z Moriska,że mówię Wam. No troszkę poopowiadam dziś Ciociom o Naszym ancymonku...hehe.. ."Zjadł" mi cztery bluzki,dwie narzutki,o skarpetkach nie wspomnę. Miętolił przedtem pluszaczki,ale pewnego dnia stwierdził,że moje skarpetki są smaczniejsze..hihi, i tak co jakiś czas wynalazł sobie jakąś i ciamkając dziurawił.Śmieliśmy się z tego,że niczyich nie rusza tylko moje! Zimą tak zaczął,ale mniej spacerów było i pies się nudzi, mówiłam. Faktycznie się nudził jak kupiłam działkę i psy musiały siedzieć sporo godzin same w Białymstoku zanim ogrodzenia nie postawiliśmy.Morisek wtedy baaaardzo precyzyjnie dziurkował mi bluzeczki, wprost przepiękny ażurek robił...hehe Wróciły jednak długie spacerki i bluzki mam póki co całe...hihi.
-
Raczej na pewno nie...Morisek miał braciszka,ale zamarzł zimą.Pracownicy znaleźli martwego pod kontenerem.Nie mam powodów nie wierzyć p.Damianowi, który tam pracuje i widywał ich codziennie.Znał Rudego od szczeniaka i opowiadał o nim i jego braciszku. Na wsi,gdzie teraz jesteśmy, u sąsiadów też jest sunia wypisz wymaluj Morisek.Nie ma tylko białej skarpetki.Nawet przeszłość ma podobną. Urodziła się i mieszkała w lesie jako dzikusek. Sąsiadka przygarnęła jako kilkumiesięczne dzikie szczenię.
-
Nie sen,nie sen.....to harówka Moriska I my pięknie pozdrawiamy Ciocie! Morisek ,Tinko i kociamberek wymiziany dziś krótko, ..wszystkie głaski przeznaczone są Amiczkowi. Na działce Amik zadarł sobie paznokieć i dziś wetka musiała zerwać cały.Przez parę godzin nie można było powstrzymać krwawienia, a i teraz opatrunek zmieniałam zakrwawiony,a wcale nie chodzi.Pół dnia spędziliśmy u weta,badania, tamowanie.Ciężki dzień. Ogród ogarnę może za parę lat Oneczko...hehe Pan Pies miewa się dobrze,chociaż 2 tygodnie miał dosyć ciężkie,dobrze,że działka spora. Zjechała się rodzina,wnusia i ludzi cały czas dużo ,a Morisonek musiał przebywać z Wszystkimi razem , wieczorem siedzieć w jednym pokoju bez możliwości skrycia się na dole tak jak w Białymstoku.Większość gości kiedyś widział i po kilku dniach stresu zaakceptował nową sytuację będąc wśród grupy dorosłych. Najgorzej było jak Wnusia pojawiała się na horyzoncie.W ciągu dnia zaszywał się dalej w ogrodzie,a wieczorem Wnusia wędrowała na górne pokoje domku,inaczej Morisek nocowałby na podwórku. Dwa tygodnie przekupstwa i ćwiczeń z Anią i w końcu na dzień przed Jej wyjazdem Morisek zdecydował się podejść bliżej do dziecka! W ostatni dzień jeszcze niepewnie, ale brał już jedzonko z Ani ręki!.. i to nie przez siatkę! Nie wyobrażacie sobie jak ja się cieszyłam, jak go chwaliłam, jaka byłam dumna z Tego Psa,że się przełamał, że jednak mi ufa. Czas, delikatność i cierpliwość... to jest droga do otwierania Morisonka naszego. Pojechali już .Znów trzeba będzie od początku ćwiczyć jak Wnusia przyjedzie,ale myślę ,że kolejnym razem łatwiej już pójdzie,bo to Mądry Pies i będzie pamiętać pozytywne strony spotkania z Nią. Do tej pory zawsze omijał łukiem dzieci na ulicy i dalej będziemy omijać, bo jeszcze jakiś maluch wystraszy mi Moriska, a chcę by w przyszłości nie bał się być blisko Wnusi.
-
Źle trochę Majeczkę zrozumiałam...Likunia pozwala się głaskać, ale jak jest na smyczce, jak jest luzem, to raczej unika głaskania - nie sprawia to jej przyjemności. Zawołana podejdzie blisko zawsze , na podwórku zaraz biegnie w przeciwieństwie do Rikusia.Lice nie muszą powtarzać dwa razy jak wołają psiaki do domku,od razu melduje się przy wejściu,a Riko udaje głuchego. Maja będzie piec ciastka wątróbkowe i ćwiczyć z Rikusiem przywołanie,a z Liką głaski. Oby posmakowały, bo panienka strasznie wybredna się zrobiła i sam kurczaczek lub wołowinka tylko smakuje, ryż jest mocno bee, smaczki sklepowe czy puszki też bee. Na jednym ze spacerów Lika widząc zbliżającego się dużego psa wpadła w panikę , obecność Rikusia z boku nie pomogła,ale zmienili kierunek drogi i się uspokoiła.Wychodzą na spacer w szelkach i obroży,w domu zdejmują szelki,bo niszczy. Dzisiejsze zdjęcia,
-
Też tak myślę. Nie mam teraz zdjęć Lili,ale poproszę Mai żeby przysłała jak panienka się prezentuje letnią porą. Tu Rikuś jeszcze jak był w schronisku..., Pamiętam jak Zbyszek dzwoni do mnie i zaczyna rozmowę...że Maja szukając Liki przegląda strony schronisk i takiego biedaka zobaczyła..i beczy..i chciałaby go zabrać..i co ja na to? Zapytałam oczywiście, czy Liki już nie chcą?,czy szukać jej nie będą jak wezmą tego pieska?..Zbyszek powiedział,że nie,że szukać będą i dwa by mieli. Jeżeli tak ,jeżeli mogą mieć dwa, to super mówię i pod kątem Liki bardzo wskazane.Jedź i zabieraj Malucha do domku!.."Zapunktowali" wtedy u mnie Państwo,że zapytali... Mało tego,Wolontariuszka ze schroniska wiedziała o naszych poszukiwaniach i przed adopcją Rikusia zadzwoniła do mnie, że Państwo chcą wziąć pieska u nich ze schroniska ,..czy ja wiem o tym?, bo może Likę już "spisali na straty" i szukać nie chcą?czy Ona ma wydać do tego Domu?..byłam jednak w temacie drugiego psiaka...fajna Wolontariuszka i z dobrym podejściem do adopcji.
-
Z domkiem się kontaktuję, ale masakryczny brak czasu żeby wejść na dogo ,a i neta na działce nie miałam. Już piszę kilka słów co u Likuni. Majeczka mówi,że adopcja Rikusia,to była najlepsza rzecz jaką zrobili! Lika chodzi za nim krok w krok, śpią razem oboje z Państwem na łóżku ,razem szczekają na intruzów, bawią się super wspólnie na podwórku.Naśladuje Rikusia we wszystkim, ale nie będzie przylepką do wszystkich ludzi jak Riko .Do Mai i Zbyszka bez większej obawy Lika podchodzi, daje się głaskać, przytulania nie ma, ale blisko leżą/śpią już we czwórkę. Myślę,że to z powodu Rikusia Lika z posłanka przeniosła się na łóżko,aby być bliżej niego również w nocy. Rozpacz Liki była ogromna jak Zbyszek jakiś czas temu zabrał Rikusia na spacer, a Ona została w domku. Biegała,piszczała, skakała,Maja nie mogła jej uspokoić.Więcej tak nie zrobią mówiła Maja.Psy wszędzie muszą być razem i zaczęli powoli krótkie wspólne wyjścia.
-
Promyczek cały i zdrowy.Troszkę nosek ostatnio podrażnił i ma smarowany kremem.To przez to, że Promyś nic nie widzi i porusza się węchem z noskiem przy ziemi po znajomych ścieżkach,a teraz jest susza,suche trawy są ostre i nosek kłują.Radzi sobie świetnie bez wzroku ,i w domu i na spacerkach nie wpada na przeszkody. Mam też gorszą wiadomość. P.Irenka ma ostatnio poważny problem z nogą, chodzi,ale ból przeokropny. Chociaż od dawna jest pod opieką lekarzy, to trochę "zbywali" kasując tylko pieniążki i nie postawili właściwej diagnozy wcześniej. Nawet USG z przed miesiąca źle odczytano, na którym obraz choroby już był widoczny. Jutro ma ważną wizytę u specjalisty. Proszę trzymajcie kciuki za zdrówko p.Irenki i ślijcie dobre myśli.
-
hehe...lepiej żeby nie. Oj dużo.. Elu, opcji takiej nie ma póki co...w trawie nie widać długiej linki,jest przywiązany. Kupiliśmy dużą działkę,ale po całości ogonkom nie pozwolę na razie, bo mi młode rośliny stratują.. część wydzieliłam dla psów ,zabezpieczam im teren, uszczelniam siatkę bo jest bez murku i dłuższy czas znów Moris będzie musiał chodzić z linką, niestety.Siatka ma tylko 1,50m ale nowego ogrodzenia tu nie zrobię. Morisa luzem nie puszczę zanim porządnie nie zapozna się z nowym podwórkiem, domem i najbliższą okolicą na spacerach.Cały czas pracujemy nad przywołaniem...dziesięć razy posłucha i nawet podbiega, a jedenasty raz olewa mnie zupełnie. Potrzebna i konieczna jest wszędzie poza własnym podwórkiem w Białym, które już zna. Zapędów do ucieczki nie pokazał, bo i nie miał możliwości do tej pory, ale na otwartym terenie to przenigdy jego luzem nie puszczę.