-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Everything posted by WiosnaA
-
Dragon pojechał do DT potrzebna pomoc w leczeniu
WiosnaA replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
Odwiedzam Dragonka i nieustannie trzymam kciuki za zdrówko. Nie wiem kiedy się ogarnę i znajdę czas na dogo, ale po Nowym Roku obiecuję zrobić bazarek. -
Zapchana była....bardzo przepraszam nie zauważyłam,że mam pełną.Powinna być ok już.
-
Kupię dla dużego psa (40kg): -szelki Easy Walk -kong -kula smakula (nie z plastiku) -szarpaki -solidne,wytrzymałe zabawki dosyć pilne, jeśli ktoś ma proszę o pw.
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
WiosnaA replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Nasz nosek kochany, Dusio miewa się dobrze. I kumple Duszka, -
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
WiosnaA replied to togaa's topic in Psy do adopcji
-
DUSZEK cieniusi jak kartka papieru. Waży 5 kg, powinien 10 kg. Pomocy !!!
WiosnaA replied to togaa's topic in Psy do adopcji
Duszek ze swoją Rodzinką przesyła Kochanym Ciociom pozdrowienia...dziś otrzymałam również te śliczne zdjęcia. -
Tysiu,przyjedź latem...ciekawe czy Morisek by Cię poznał, ale myślę,że głos Twój zapamiętał na zawsze. Wasz rejon co do bezdomności jest chyba najgorszy w Polsce...u nas jest żle,ale u Was..pamiętam jak całe mnóstwo pańskich (pytałam ludzi) psów biegało luzem po Tomaszowie.Z pewnością nie są wszystkie kastrowane/sterylizowane i mnożą się na potęgę. U nas luzem psy nie są puszczane,chyba,że wyrzucone. W mieście ,na placu gdzie Moris mieszkał jest oświetlenie,tu w Białym też.Ale przypomniałam sobie później jak pewnego wieczoru śledziliśmy Morisa .Biegł uliczkami,na chwilę się zatrzymywał powąchać,pokręcił ,a my powoli za nim samochodem.Dobiegł uliczką na obrzeża gdzie kończyły się domy (z prawej strony był jakiś zakład,duży teren-nie wszedł tam) ,ostatnia latarnia i dalej zupełna ciemność -pola , Moris przy latarni zawrócił i tą samą drogą biegł z powrotem do centrum.Jeszcze mówiliśmy wtedy ,że ooo,Rudy nie poszedł na pole do lasu i nie ma tam kryjówki raczej, tylko trzyma się miasta.
-
Zdecydowanie w domku lepiej...ale miałam właśnie tę ostateczność, bo na okres Świąteczny opieki w domu nie mogłam znaleźć,a córce jestem teraz potrzebna.Babcią ponownie mam zostać i niedługo znów będę wyjeżdżać i chciałam bezpieczne lokum na przyszłość mieć psiakom,albo w razie nagłej potrzeby. Zrezygnowałam jednak z hotelu.. Dziś wiem, że nigdy do żadnego hotelu swoich psów nie oddam! ....jakoś będziemy radzić póki mąż nie wróci.
-
Marguś, wiele osób w różny sposób było zaangażowanych w odłowienie dzikusków, wiele osób trzymało kciuki za dawnego Rudego i czuję się w obowiązku wobec Wszystkich przekazać relacje z jego życia tu na wątku,choć raz na jakiś czas. Dwa lata temu miałam możliwość i czas zaangażować się w odłowienie Morisa, mogłam poświęcić dużo czasu na oswajanie,ale nie wiedziałam czy podołam wyzwaniu.Gdyby to miało być w tym roku ,nie mogłabym zająć się Morisem i wziąć go do siebie.Cieszę się ,że wszystko jakoś się nam poukładało,że Morisek życie w domu polubił, a zwłaszcza ,że chłopców udało się pogodzić.Do końca życia tej przeprawy z nimi nie zapomnę. Oneczko, może zahaczysz kiedy i Ty na podlasie? ..wspominałaś kiedyś,że może.. Zapraszamy serdecznie ! Inne Ciocie również zapraszamy do nas! Wydaje mi się że raczej tak.
-
Te Święta planowałam w końcu spędzić z dziećmi, wnusią u nich w Anglii i chciałam na cały grudzień wyjechać.Pieskom zabukowałam hotelik na miesiąc,...ale nie wyszło. Pojechałam tylko na 10 dni zobaczyć się z wnusią,zawieźć prezenty i wróciłam.Hotel poszedł na bok, a do psiaków na ten czas wynajęłam Opiekunkę.Morisek nie był zachwycony takim obrotem sprawy,że ktoś obcy chodzi po jego domu, wypuszcza go na podwórko , a później obcy woła do domu. Choć z pewnością ogólnie pobyt w hotelu gorzej by zniósł. Na początku i jedzonko nie tak smakowało jak to podane przeze mnie.Zrezygnował też ze spaceru na początku,bo ktoś obcy smycz miał zapinać.Z Asią -Opiekunką zapoznał się wcześniej,ale tym razem przy nim nie było mnie i czuł się bardziej nieswojo. Asia powolutku i spokojem przełamała lody i wyszli na pierwszy spacerek, ogonek zaczął śmigać i później było już całkiem nieźle nawet w domu. Zdjęcie Asia robiła, podczas mojej nieobecności,
-
A tam lajki...dziękujemy za odwiedzinki u Moriska. Czytałam o atakach wilków na psy,ale my zawsze w domku wieczorem,jedynie wychodziliśmy na krótki spacer z Morisem na siku poza posesję,musieliśmy. Będąc na wsi okazało się ,że Moris panicznie boi się ciemności...nie wiedziałam o tym do tej jesieni.W Białymstoku mamy słup ,który oświetla całą działkę,ulice są oświetlone i w ubiegłym roku chodziliśmy nawet o pierwszej w nocy z Morisem jak mu nie szło z kupką na posesji. Tę jesień spędzaliśmy na wsi, coraz szybciej robiło się ciemno i Morisek nie chciał wychodzić na siku,coraz wcześniej zostawał w domu.Najpierw myślałam,że mu się nie chce,ale jak raz i drugi nasikał w domu,to zaczęłam szukać przyczyny i wyprowadzać na smyczy. Mam oświetlenie tylko przy wejściu do domu póki co,a psi wybieg jest ciemny zupełnie. Jak wyszłam z Morisem na smyczy pierwszy raz, to calutki dygotał,trząsł się jak osika,szedł na ugiętych łapkach,prawie czołgając,zaracał...przeraziłam się o co chodzi?. Dopiero po wyjściu na ulicę gdzie świecą latarnie strząchał się i zaczął normalnie iść.I tak na wsi codziennie wieczorem musiałam wyprowadzać do światła,ale pod koniec pobytu paniki takiej w ciemności już nie było. Wiosną zamontujemy już lampy dookoła domu.
-
Pewnego jesiennego wieczoru (a właściwie już nocy,bo po 23) będąc na działce psiaki smacznie sobie spały,ja czytałam,gdy nagle Moris się zerwał z ogromnym szczekaniem do drzwi wejściowych.Nie widziałam takiego Morisa wcześniej.Zaraz dołączył Amik,Tinulek głuchy,ale podskoki psów obudziły i też zaczął szczekać.Szczekanie przeraźliwe, wiedziałam ,że coś się dzieje na zewnątrz.Wyjrzałam przez okna,ciemno i cicho na podwórku,poszłam na górę na balkon,droga oświetlona,ale nic i nikogo nie widać...moje psy szczekają,sąsiadki psy szczekają cały czas.Pomyślałam,że może jakiś pijany upadł przy naszym ogrodzeniu.Dobre 20 minut wszystkie psy ujadały. Na drugi dzień rano dzwoni sąsiadka i mówi,że mieliśmy gości...pierwsza moja myśl,że złodzieje? Mieszkamy prawie na końcu wioski,blisko lasu (za nami 3 domy) i okazuje się ,że w nocy odwiedziły nas 2 wilki! Spacerowały sobie oświetloną asfaltową drogą,jeden usiadł na środku drogi przy mojej posesji,drugi krążył,wąchał przy posesji sąsiadów.Ja za swoim świerkiem nie mogłam tego zobaczyć,a sąsiadka przez żaluzje obserwowała.Wilki zachowywały się swobodnie,zupełnie na luzie przy domach.Zwiedziły teren i zawróciły spokojnym krokiem z powrotem w stronę lasu. Moris wyczuł ich zapach bardzo szybko i dlatego zerwał się pierwszy.Obrońca mój kochany!
-
Wiecie,że Morisek jest łasuchem na moje ciasteczka .Zmałpował od Amiczka jak trzeba prosić przy stole.Jakoś pod koniec lata zaczął prosić. Kładzie delikatnie główkę na nodze,lekko poprawia/dotyka tak żebym słyszała, że on ją położył.Moris odważył się któregoś wieczoru również Agusię tak poprosić i w końcu udało mi się to nagrać. Zawsze mnie rozczula ta jego prośba.
-
Witajcie Kochani! Działo się u nas dużo ostatnio,ale wracam powoli do "żywych" .Troszkę dziś o Morisku napiszę,wstawię filmiki. Latem Morisek otrzymał od Cioci Margo3011 pieniążki na przysmaki i kupiliśmy uszka,które uwielbia. Ciocia Ona03 przysłała jesienią przysmaki Moriskowi, piękną obróżkę z diodami świecące wieczorem! i dostał osobiste sadzonki kwiatków do ogródka.Posadziliśmy, zobaczymy czy wiosną podlewać nie będzie zapominał....hehe. Dziękujemy pięknie! Jesienią było nam bardzo miło gościć u nas Ciocię MikAga. Dziękujemy Agusiu za te przemiłe kilka dni wspólnie spędzone! Morisek równo z kolegami przywitał Agusię szczekaniem w domu,dawał się głaskać,z chęcią brał przysmaki,a gdy się kończyły wolał schodzić na dół na swoją kanapę jeśli drzwi miał otwarte, albo siedział gdzieś na posłanku obok. Na pierwszym spacerku,gdy przekazałam smycz Agusi,czuł się niepewnie,chciał być bliżej mnie,oglądał się czy chociaż jestem,ale Ciocia znalazła sposób by Moriska zachęcić i wspólne bieganie mu się spodobało.Później było coraz lepiej. Wiecie jaka Agusia była dumna mogąc spacerować z Moriskiem?!,..cieszyła się jak dziecko,że sama Moriskową smycz prowadzi..hehe. Fajnie spędziliśmy czas. Agusia na koniec pobytu stwierdziła,że oglądając filmiki wyobrażała,że Morisek jest już normalnym pieskiem jak wszystkie domowe,ale przebywając te kilka dni wie już, że taki nie jest. I raczej nie będzie. Morisek ogólnie nie boi się człowieka,ale ma w sobie nieufność,a przy kilku osobach włącza mu się zwiększona czujność. Poza obwąchaniem i sprawdzeniem czy mają smaczki nie szuka bliższego kontaktu.Tylko mnie uznaje i czuje się swobodnie w mojej obecności,chociaż również zdarzają się jeszcze sytuacje ,że umie się wycofać jak gwałtowne ruchy przy nim zrobię.Dwa lata zaraz minie jak jest u mnie i ciągle delikatnie muszę się obchodzić,spokojnie mówić.Nawet mąż,który wcześniej dużo czasu nim spędzał na oswajaniu,spacerach, po dłuższej nieobecności jak przyjechał do domu,to był mu prawie jak obcy i na działce gdzie Moris miał większą przestrzeń na uniki nie mógł zapiąć smyczy. Taki jest mój kochany Morisonek. Ale nigdzie się nie wybiera, w główce raczej nie ma ucieczek, a teraz jak chłodno, to siku i migiem do domku. W domu, po tym powrocie z Ustronia nastąpił ogromny przełom i Morisek zachowuje się super w całym domu już dawno.Lubi miętolić pluszaki i oczy im wyjmować,innymi zabawkami nie jest zainteresowany. Z Amikiem kumpluje się ,ustępuje jemu, a nad Tinulkiem trochę zaczął się wywyższać,czuje ,że staruszek jest słabszy,ale nie wchodzą sobie w drogę. Filmiki ze spacerków z Agusią....duużo będzie (pierwszy ich spacer gdzieś w środku, nie posortowałam)
-
Co Wy Kobietki....ja i pisanie książki?..w życiu!,nie umiem. Likunia pomimo wielu zawirowań życiowych,to jednak szczęściara! ..Ma Domek marzenie i Przyjaciela bez którego nigdzie się nie rusza, a i On bez niej ruszyć się nie może poza zasięg jej oczek, bo Lika zaraz larum podnosi....(zazdrosna pewnie,żeby Rikuś innej panienki sobie nie znalazł...hehe). Majeczka dogadzała pieskom od początku z jedzonkiem i rozpuściła oboje.Teraz Lika wybrzydza , że hej...to fe, to nie zjadliwe.. i Pańcia dwoi się i troi, żeby dzieciakom przypasowało co na psi stół podaje. Wszystko w porządku u Liki, bardzo pilnuje się domku i posesji, nigdzie nie ma zamiaru się wybierać. Pozdrowienia od Likuni i Jej Opiekunów dla Wszystkich Cioć i Wujaszków. Miłość kwitnie....to nic ,że posłanko ciasne.
-
Ogólnie jestem przeciwnikiem kojców,ale dziewczyny, naprawdę na pewne sprawy trzeba patrzeć realnie. Jaką inną alternatywę poza hotelowym kojcem ma Abi i teraz i później? Być może znajdzie się kiedyś chętny DS,żeby socjalizować sunię,ale... Czy znajdzie się człowiek,który świadomie da Abi Dom-kanapę, wiedząc ,że po powrocie z pracy może zastać drzwi pogryzione lub meble?...Pies będzie wracał z adopcji jak bumerang. Ja przerabiałam takiego psa przez dwa lata i teraz świadomie dorosłemu psu DS bym nie dała,..ale może ktoś z Was owszem. Abi nie jest kruszynką 6kg, a sporym 25kg psiakiem. Znaleźć osobę non stop przebywającą w domu,która na dodatek chętna by była socjalizować psa, zapewni odpowiednią dawkę ruchu,to wszystko graniczy z cudem patrząc realnie na ogrom bezdomności w Polsce i możliwości wybierania do woli. Daleko szukać nie trzeba- nawet hoteliki, dt, osoby ratujące, w większości przypadków nie biorą na swoje barki piesków mocno problemowych typu Abi, bo łatwiej jest opiekować się lub szukać domu pieskom proludzkim. W przypadku tego konkretnego domu ,tzn.warunków kojcowo - podwórkowych,to nie jest najgorsze wyjście ,a przeciwnie, może okazać się z czasem idealne dla Abi. Jeden pies do towarzystwa-super!, będzie się go pilnować i wzorować,własny teren do biegania, później pilnowania i człowiek nie narzucający się sobą na każdym kroku. Ważny jest początek w nowym domu,żeby Abi nie uciekła.Luzem nie wolno puścić na posesji (dłuższy czas) zanim nie pozna porządnie podwórka i że buda/kojec, to jej schronienie,azyl i dom. Ryzyko jest jak przy każdej adopcji, tu większe bo sunia dzikawa,ale dałabym szansę. ZPP wzięłaś na swoje barki ogromny ciężar, ale wiem również jak trzeźwo i rozsądnie potrafisz myśleć. Państwo chyba jeszcze nie zdecydowali na 100%. Trzymam kciuki.