Jump to content
Dogomania

corrida

Members
  • Posts

    341
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by corrida

  1. [quote name='Delph'] Dziewczyny, nie straszcie mnie padaczką, teraz się będę zastanawiać, czy jej coś nie dolega :roll:[/QUOTE] Absolutnie nie to miałam na celu. Nie masz co się martwić na zapas jakimiś choróbskami - wybij to sobie z głowy :). A tak w ogóle to gratuluję postępów z sunią, wierzę, że -nawet jeśli małymi kroczkami - uda Ci się ustabilizować małą. Sama już zauważyłaś jakąś poprawę, a to duży sukces. Oby jakoś przetrwać Sylwestra, później już będzie lepiej. Do tego czasu przekonasz się czy leki działają, czy jest sens je podawać. Trzymam za Was kciuki.
  2. Wiesz [B]Delph[/B], moja sunia miewała irracjonalne napady panicznego lęku przed np. jadącymi samochodami. Tyle że u niej, to wynikało z padaczki i były to tylko epizody. Raz przechodziła obok ulicy zupełnie spokojnie, innym razem wpadała w totalną panikę. Nie byłam w stanie przewidzieć tego, jak Corri się zachowa. Zapobiegawczo wprowadziłam 'pikniki'. Polegało to na tym, że lekko przegłodzonego psa kusiłam już w domu np. szyją indyczą, ubierałam sunię i wychodziłyśmy na dwór. Cały czas trzymałam żarcie na widoku. Siadałyśmy na trawniku nieopodal mojego bloku, ja trzymałam szyję, a Corri zabierała się do jej rozpracowywania. Nie zawsze brałam ze sobą jej posiłek - czasami to był żwacz w formie kostki, innym razem psi kabanos etc. Warunki były trzy - musiała być głodna, musiało to być coś co Corri uwielbia żreć, musiało to być coś, czego nie była w stanie zmiażdżyć w swych szczękach w ciągu sekundy. Czas potrzebny na rozpracowanie przysmaku sprawiał, że Korek znieczulał się (choć trochę) na otoczenie i mogłyśmy w miarę spokojnie kontynuować spacer. Kiedy miałyśmy te gorsze dni, urządzałam taki piknik wcześnie rano, kiedy ruch uliczny był jeszcze mały, żeby stopniowo dawkować jej bodźce z zewnątrz. W miarę postępów przenosiłyśmy się coraz bliżej ulicy i w coraz bardziej 'szczytowe' godziny. Trochę to zaburzało naszą rutynę dnia, ale kiedy już wszystko zawiodło musiałam jakoś improwizować. Jednak tak, jak mówię...u nas była inna sytuacja niż u Was, ponieważ lęki Corri nie miały ciągłego charakteru. Poza tym, to była inna pora roku... Obecna pogoda nie ułatwia organizowania takich pikników. Wet proponował nam włączenie Clonozepamu do leczenia Luminalem, niestety wtedy było dla nas za późno już na cokolwiek. Gdyby tak nie było, pewnie zdecydowałabym się na próbę farmakologicznego wyciszenia mojego psa. [B]Marto[/B], przechodziłam dokładnie przez to samo, przez co Ty przechodzisz teraz ze swoim psiakiem. Corri potrafiła się pobudzić z byle powodu do tego stopnia, że traciła oddech, dusiła się, piana leciała jej z pyska, dostawała niemal zapaści, a później przez kilkadziesiąt minut leżała na posadzce, ja chłodziłam jej rozpalone ciałko mokrymi ręcznikami, a ona nie mogła dojść do siebie, tylko ciężko dyszała. Kiedy była w stanie ekscytacji, nie było sposobu żeby do niej dotrzeć, po prostu nie było. Wraz z rozwojem choroby i kolejnymi atakami traciłam kontakt ze swoim psem. W końcu nie reagowała już na nic, nawet na swoje imię. Widzisz, to takie padaczkowe błędne koło - zmiany w zachowaniu mają podłoże chorobowe... Nadmierne pobudzenie wywołuje atak, a każda kolejna 'sesja atakowa' pogłębia te zmiany. Czasami da się zapanować nad tym wyłącznie farmakologicznie. Czasami nie da się nad tym zapanować wcale.
  3. Delph, a czy po leku lęki małej się zmniejszyły choć trochę, czy pomimo zaćpania ciągle panikuje?
  4. [quote name='DagaK']A skąd wiesz, że mój pies był/jest łatwiejszy w obsłudze? Bo owczarek ? - pies super bohater, inteligentny, myslacy, rozwiązujący zagadki? Wy wciąż o tym, że każdy owczarek to Szarik, Rin Tin Tin czy Cywil?[/QUOTE] Pomijając już nawet kwestię rasy. Osobiście nie ma dla mnie znaczenia, czy Twój pies jest owczarkiem, cziłałą, spanielem, czy labkiem. Jeżeli jesteś święcie przekonana, że 'siad' zawsze wystarczy do opanowania psa w furii... Prawdopodobnie nigdy takiej furii nie widziałaś i z takim psem nie pracowałaś.
  5. [quote name='DagaK'] Ale to trzeba popracować - czego życzę. :evil_lol: Twój pies jest dużo mniejszy od Ciebie. komenda siad, naprowadź dodatkowo ręką - i siedzi, dopóki nie odwołasz. Jak nie, dalej korygujesz ręką.[/QUOTE] Pięknie by było gdyby taki schemat był receptą na każdego psa i na każdą sytuację. Niestety, nie ma tak łatwo. Ty możesz się tylko cieszyć, że nie trafiłaś na trudniejszego w "obsłudze" psa i że życie nie zweryfikowało Twoich poglądów, które z taką stanowczością głosisz.
  6. [quote name='annber']a tu wam powiem ze pies nie rozumie tresci naszych słów , i własnie tak jest ze ludzie myslą ze psy sa do nas bardzo podobne ,traktują je jak ludzi i przez to własnie rodzą sie nieporozumienia , miedzy naszymi gatunkami , szary człowiek nie potrafi odczytac sygnałów jakie wysyłają nasze psy , interretujemy je w nasz ludzki sposób , który nie jest dobry w tym momencie owszem pies potrafi myslec i rozwiazywac pewne problemy , posiada swiadomosc ogolna i swojej osoby , posiada niezłą pamiec lecz brakuje mu ludzkich cech które mu przypisujemy: poczucie winy i pewnego rodzaju współczucie [/QUOTE] No proszę, nie mylmy pojęć. Uczłowieczanie psa a przypisywanie mu zdolności rozumienia słów to dwie różne rzeczy. Dla psa słowo nabiera znaczenia w momencie, kiedy mu je nadamy. Pies, przy naszej mniejszej lub większej pomocy jest w stanie przypisać słowo do przedmiotu, osoby, czy czynności. Jest w stanie rozróżnić np. "gdzie misio", od "gdzie piłeczka", "gdzie babcia", czy "gdzie Madzia", o ile wcześniej nadamy sens słowom misio, piłeczka, babcia, Madzia. Moja ostatnia sucz reagowała na komende "murek" wskakując na murki, wagi, stoły u weta i wszelkie podwyższenia niebędące łóżkiem, na których jej obecność była przeze mnie pożądana ;). I ten jej "murek" choć nie zawsze zgodny z naszą ludzką definicją murków, miał określone znaczenie w komunikacji między nami. Z 'murkiem' oczywiście czasami łączyła się komenda optyczna, ale dajmy na to w przypadku 'babci' czy 'misia' ciężko byłoby przekazać to psu na migi i słowa wystarczały. [B] Omry[/B], pozazdrościć tylko, że otaczasz się tak niewymagającymi i prostymi w obsłudze psimi egzemplarzami. Szkolenie to nie tylko widzimisię właściciela, to również dbałość o bezpieczeństwo swoje, psa i otoczenia, to nauka funkcjonowania psa w tym otoczeniu, to zapewnienie psu higieny psychicznej, budowanie jego pewności siebie, czy też umiejętności wyciszania, to możliwość odwrażliwiania psa na stresujące go sytuacje i wreszcie, to świetna forma zabawy dla obu stron i sposób na budowanie dobrych, wzajemnych relacji. Pies to cwana bestia i owszem, potrafi samodzielnie wyłapywać konteksty i zauczać się pewnych zachowań, które przynoszą mu korzyść, jednak czy to rozsądne pozwolić mu na taką samowolkę? Weź na przykład szczeniaka, czy młodego podrostka, który na spacerach leci do wszystkich psów, wyrusza na eskapady, skacze radośnie na ludzi, w domu gryzie wszystko łącznie z Twoimi stopami i dłońmi, broni swojej michy etc. Poczekamy spokojnie, aż pies zrozumie sam z siebie, że tak się kulturalny piesek zachowywać nie powinien? Dalej, przechodząc przez ulicę wolisz mieć obok siebie psa, który: a) na smyczy unosi się kilkadziesiąt centymetrów ponad chodnikami i próbuje pogonić pędzące samochody, bo jeszcze życie go nie nauczyło, że za samochodami niebezpiecznie jest gonić. b) psa który na Twoje skinienie posadzi grzecznie zadek na ziemi i olewając auta, rowerzystów i piszczące dzieciaki na rolkach, poczeka na Twoją komendę 'idziemy' Licząc, że pies ot tak sam z siebie nauczy się odpowiedniego ( z naszego punktu widzenia) postępowania, uczłowieczamy go. Tymczasem psy mają zupełnie inny system wartości, kierują się innymi motywami niż my. Dlatego ważne jest, żeby właściciel nauczył się odczytywać swojego psa i pokazał psu, jak on ma odczytywać właściciela. Pracując z psem tworzymy system komunikacji, możemy się z nim porozumieć. Bo szkolenie to właśnie nauka skutecznego porozumiewania się z psem. W związku z tym, czy naprawdę nie jest potrzebne ani psu, ani właścicielowi? Żeby nie robić kompletnego offa ;-) - moje psy zawsze ze mną sypiały i nie wyobrażam sobie innej opcji. Jakoś tak trudno mi zasnąć, jeśli nie poczuję ciężaru przywalającego mi nogi i pyska nachalnie pakującego się pod kołdrę. :razz:
  7. Madie, wyrazy współczucia z powodu wypadku. Czasami mam wrażenie, że takie gówniane przygody są już chyba wpisane w posiadanie psa. Ja dzisiaj byłam świadkiem bardzo podobnej sytuacji, choć przyznam,że wzbudziła ona we mnie dziką, niepohamowaną i perfidną radość oraz złośliwy śmiech :evil_lol:. Na przystanku autobusowym stała sobie grupka osób składająca się z: mamusi z dwójką przekochanych dzieciaczków w wieku ok. 4-5 lat, koleżanki mamusi z córuchną w wieku zbliżonym do pozostałej dwójki oraz labradora. Iście sielankowy obrazek - labrador radośnie biegał sobie luzem z tarzającymi się w śniegu dziećmi. W pewnej chwili Barry walnął wielkie kupsko na środku ośnieżonego chodnika. Wzbudziło to wielki chichot wśród zajętych rozmową mamuś. Padł nawet komentarz, że Barruś po takim solidnym obiadku sra niczym koń. Faktycznie, kupka do najmniejszych nie należała. Pańcia jednak sprzątnąć jej nie zamierzała, jak się okazało na własne nieszczęście. Jak już wspominałam, była tam również 3 przemiłych, drących japę dzieciaczków. Pech chciał, że jedno z nich, konkretnie córuchna od labradora, wpadło w poślizg i z wielkim wdziękiem i jeszcze większym piskiem wjechało swą facjatą w kupsko Barrego. Możecie sobie wyobrazić, jak szczęśliwa była mamcia-pańcia widząc swoje dziecię usmarowane odchodami, które jeszcze nie zdążyły zamarznąć i konsystencję miały dość, hmm.. miękką :evil_lol:. Ogarnęła mnie dzika satysfakcja, że sprawiedliwość na tym świecie jeszcze czasami istnieje.
  8. A ja się właśnie ostatnio zastanawiałam, dlaczego lubelski schron nie ma swojego wątku tu na dogo... Takie postępowanie schroniska jest niezbyt logiczne i na pewno psom nie pomaga. Zdjęć wprawdzie robić tam nie wolno (zakładam,że również gościom) ale... Chyba nie popełnię żadnego przestępstwa, jeżeli gdzieś przypadkiem umieszczę link do danego psiaka, który jest obfocony i opisany na stronie schronu, prawda? :evil_lol:
  9. [quote name='ladySwallow']Mam pytanie - będe prawdopodobnie jechać z 3 miesiecznym szczeniakiem - szczyl ma książeczkę zdrowia, ale nie ma szczepienia na wściekliznę, bo jest za młody. Ostatnio jak miał jechać, konduktor kazał dziewczynom mieć zaśwaidczenie od weta, że pies jest zdrowy - to prawda? Jeśli pies nie ma szczepienia na wściekliznę, muszę mieć zaświadczenie, że pies jest za młody na szczepienie na wściekliznę, a poza tym zdrowy?[/QUOTE] Ja rok temu jechałam z niespełna 2miesięczną Corri na trasie siedlce-łuków łuków-lublin. Małą trzymałam w kocyku na kolanach. Żaden z konduktorów nie pytał o zaświadczenia (całe szczęście, bo młoda nie miała nawet książeczki), jeden nawet dziwił się, że kupiłam dla niej bilet :razz:.
  10. Mój brat ma prawie11-letnią astkę. O ile obce psy są jej raczej obojętne, o tyle przez większość swojego życia kotów nienawidziła. Wystarczyło słowo "kotek", a Hera była już w pełnej gotowości - i to nie do zabawy. Z tego, co mi wiadomo na szczęście nigdy nie miała bezpośredniego starcia z kotem, natomiast na sam widok kota wpadała w szał. Pół roku temu brat ze swoją rodziną przeprowadził się na wieś. Mają tam trzy koty, które początkowo staruszka próbowała dopaść. W chwili obecnej jednak chyba machnęła na nie łapą, bo koty normalnie sobie łażą po domu. Są do tego stopnia bezczelne, że potrafią podkraść jej z miski żarcie. Czasami tylko, Hera starając się zachować resztki swojej psiej dumy, próbuje przegonić je ze swojego legowiska, ale i to nie zawsze jej się udaje ;).
  11. Napisz więc skąd jesteś, to dziewczyny pewnie polecą Ci jakiegoś godnego zaufania szkoleniowca.
  12. [quote name='dkf385'] Jak wygląda "uczciwe" ocenianie na wystawach też wiem, więc mi tu nie opowiadaj o pewnym pochodzeniu i to w dodatku w kwestii kilku pokoleń. [/QUOTE] Skoro już tak sobie ładnie gawędzimy o Pit Bullach... My Tobie o rodowodzie, Ty nam o wystawach i przekrętach... Nie wiem, czy wiesz że ta rasa nie jest uznawana przez ZK, że nie jeździ się z nimi na wystawy żeby zdobyć uprawnienia hodowlane? Dalej: [quote name='dkf385']Ale powiedz mi jaką mam gwarancje przy rodowodzie że z przodkami było wszystko wporzątku i że miały dobry charakter??[/QUOTE] [FONT=&quot]Czy wiesz, że Pity są hodowane właśnie pod kątem ‘dobrego charakteru’? Tyle, że definicja owego pożądanego ‘dobrego charakteru’ jest różna od Twojej...[/FONT] Asty natomiast to - w wielkim uproszczeniu - taka ułagodzona, bardziej cywilizowana wersja pita. Ciągle są to psy żywiołowe, o silnym charakterze i kochaniutkie, a jednocześnie nieco łatwiejsze w prowadzeniu niż pity. W hodowli obu ras stawia się na inne cechy. W obu przypadkach jednak, kupując psa z papierami wiesz, czego mniej więcej możesz się spodziewać po tym psie. I tak, jak napisała evl - przy odrobienie dobrych chęci możesz się dowiedzieć niemal wszystkiego o przodkach psa. Wystarczy poszukać,poczytać, popytać, porozmawiać z ludźmi siedzącymi w temacie, pojeździć po wystawach lub zawodach, zobaczyć jak psy pracują. Warto jest na to poświęcić sporo czasu, bo wybierasz sobie towarzysza na długie lata. Dla mnie szczeniak brany w ciemno z pseudo nie różni się niczym od szczeniaka branego ze schronu. Może tylko tym, że płacąc takiemu rozmnażaczowi za maleństwo przyczyniam się do zwiększenia bezmyślnej 'produkcji' takich szczeniaków w myśl zasady - jest popyt, jest podaż. Wiesz, moja ostatnia sunia, ta którą widzisz na moim avatarze, ciężko zachorowała w wieku 8 miesięcy. W lipcu, kiedy miała 10 miesięcy musiałam ją uśpić. Miała chore serce i epilepsję. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to było odziedziczone czy po prostu tak się stało. Nie wiem skąd ona pochodziła, ale zakładam, że tamtejsze psy nie były przebadane pod kątem chorób serca, dysplazji etc. (m.in. takie dziedziczne choroby miałam na myśli, a nie wyższy wzrost, czy brak zęba). Wiem jednak, że gdybym zapłaciła za nią choćby złotówkę, nie darowałabym sobie świadomości, że przyczyniam się do powołania na ten świat kolejnych pokoleń szczeniąt, które być może cierpią, tak jak Corri cierpiała. Takich historii jest niestety więcej. Poczytaj, spójrz dalej niż poza czubek własnego nosa i twojego stwierdzenia, że 'papierek nie ma żadnej wartości'. Zrobisz oczywiście, jak będziesz uważała. My tu możemy się produkować, starać się tłumaczyć Ci pewne kwestie, a decyzja i tak należy do Ciebie. Mam tylko nadzieję, że będzie to mądra i przemyślana decyzja, która nie zaszkodzi Tobie i Twoim psom.
  13. [quote name='dkf385'] Myslałam że chociaż tutaj tych psów nbie będziecie traktować jak urodzonych morderców. (...) Tak najbardziej skrótowo, to ich indywidualność, silny charakter i że odpowiednio wychowywane i obdarzone uczuciem, potrafią być przekochane wstosunku do właściciela. [/QUOTE] To, co napisałaś można odnieść do różnych psów, niezależnie od rasy czy braku rasy. Nie mówimy tu jednak o stosunku do człowieka. Ty chcesz psa, który będzie kochał inne pieski i radośnie z nimi brykał. Wybierasz rasę, o której nie masz pojęcia - bo nie masz. Jestem daleka od szerzenia mitu psa mordercy, natomiast o pewnych kwestiach trzeba mówić otwarcie i szczerze, bo ludzka niewiedza, naiwność i lekkomyślność może stać się przyczyną kolejnej tragedii. [quote name='dkf385'] Przykto mi, nie wezmę starszego psa, [B]ani z niewadomego źródła[/B], tym bardziej takiego. [...] Oczywiscie że nie mam zamiaru kupować szczeniaka np na allegro, czy wyciągniętego z piwnicy, który ludzi widział moze dwa razy w życiu, tylko z właściwego miejsca i po dowiedzeniu się [B]jaki charakter mają rodzice[/B].[/QUOTE] Niewiele mogę dodać do tego, co napisała już evl. Może tylko tyle, że to, iż zobaczysz rodziców szczeniaka (o ile są prawdziwymi rodzicami), poznasz ich charaktery itp. to nie wszystko. Co z poprzednimi pokoleniami? Dziadkami, pradziadkami i dalej? Co z ich psychiką? Chorobami, które mogą być dziedziczone? Jak w obliczu braku takich informacji możesz nazywać pseudohodowlę 'pewnym źródłem'? Wychowanie psa to nie wszystko... [quote name='dkf385'] Trochę rozumu też trzeba mieć i popatyrzeć co się kupuje, trzeba zawsze, bez względu na to czy dostajemy rodowód czy nie.[/QUOTE] Święte słowa. A teraz postaraj się je dokładnie zrozumieć. Ode mnie to tyle.
  14. [quote name='evl'] A jak kupisz sobie "pita" z pseudohodowli to dopiero możecie mieć jazdę :razz: Żeby tak Ci jakoś ładnie zobrazować... "Pit" z pseudo, np. po Ceresie = prawdopodobny dywan z berneńczyka :roll:[/QUOTE] Jak to ładnie i malowniczo przedstawiłaś ;)
  15. [quote name='dkf385']Może źle się wyraziłam, nie uważam że to ta sama rasa, ale blisko ze sobą spokrewnione i praktycznie można porównywać ich zachowania. [/QUOTE] I tu się mylisz. Bo o ile wizualnie te psy są do siebie mniej lub bardziej podobne, o tyle główne różnice leżą właśnie w charakterze. Podkreślę raz jeszcze, że mam na myśli psy rodowodowe, a nie kundelki w typie - bo tu to już kompletna loteria, na co trafisz. Rasowego pita za żadne skarby nie poleciłabym osobie, która wcześniej nie miała do czynienia z TTB. [quote name='dkf385']W pełni zdaje sobie sprawę z predyspozycji tej rasy, ale jak by nie patrzeć każda ma jakieś wady, kwestia tylko co nam mniej przeszkadza i z czy jesteśmy sobie wstanie poradzić.[/QUOTE] A jesteś sobie w stanie poradzić z psem, który nie toleruje innych psów? Z koniecznością izolowania go od swojego drugiego pupila? Co zrobisz, jeżeli Twoje psiaki będą chciały się pozabijać? [quote name='dkf385']Wyjątkowo mi się ta rasa podoba i bardzo pasuje mi ich charakter. Wg mnie problemy pojawiają się dopiero w monencie kiedy właściciel popełni znaczące błędy, pies sam z siebie nigdy nie jest zły, czy niebezpieczny. [/QUOTE] Absolutnie nie twierdzę, że pity (czy jakiekolwiek inne psy) są same z siebie "złe". To przecudowne, kochane i oddane psiaki. Tyle że niekoniecznie muszą lubić innych przedstawicieli swojego gatunku. I wierz mi, czasem pomimo wielkiej pracy ze strony właściciela nie da się obejść natury. Niebezpieczne mogą być wtedy, kiedy trafią w nieodpowiednie ręce. Powiedz, co konkretnie podoba Ci się w charakterze pita? [quote name='dkf385']Co do rodowodu to kwesia jeszcze nie jest jednoznaczna (po wcześniejszych doświadczeniach, ten papierek nie ma dla mnie wielkiej wartości).[/QUOTE] Ten papierek... skoro Ci na nim nie zależy... W schronach czy domach tymczasowych jest mnóstwo psów w typie TTB, które potrzebują swojego ludzia. Młodsze, starsze, szczeniaki - do wyboru do koloru. Zamiast wspierać pseudohodowle i rozmnażanie kundelków, których znaczna część i tak trafi do schronu, lepiej pomóc jakiejś bidzie w potrzebie.
  16. Amstaff i pitbull to w chwili obecnej dwie zupełnie różne rasy... Zwłaszcza jeśli mówimy o rodowodowym picie (i nie mam tu na myśli ceresowych, czy innych borysowych potomków). Niby nie ma rzeczy niemożliwych, ale istnieje duże ryzyko, że nie wszystko pójdzie po Twojej myśli. Rasowy pit to przede wszystkim charakter i trzeba sobie zdawać sprawę z pewnych predyspozycji, możliwości i specyficznych skłonności tej rasy. Dlaczego ze wszystkich przedstawicieli TTB Twój wybór padł akurat na pita? Skoro nie widzisz różnic między nim a amstaffem, może ten drugi będzie lepszym wyborem?
  17. [quote name='gerta']O rany! Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak czułe są psy. To nie chodzi o to, żeby nic nie mówić w takiej sytuacji, czy poruszać się spokojnie. To chodzi o zapanowanie nad emocjami na poziomie biologicznym. Zresztą sam fakt, że człowiek idzie po szmatę, miskę z wodą czy innego mopa to sytuacja nienormalna w oczach psa - w końcu właściciel nie chodzi z mopem w ręku przez cały czas...[/QUOTE] A co nienormalnego jest w tym, że człowiek myje podłogę? Powinniśmy się ukrywać przed psem za każdym razem, kiedy chcemy posprzątać? Idąc tym tropem, musiałabym chyba usuwać psa z domu zawsze, gdy chcę użyć odkurzacza... To właśnie izolowanie go od bodźców typu szczotka/mop/szmata może przyczynić się do tego, że pies będzie postrzegał je jako nienormalne. Zadaniem człowieka jest pokazanie psu, że w tych czynnościach/przedmiotach nie ma nic niezwykłego. Bez prawidłowej socjalizacji z otoczeniem ciężko o zrównoważonego psa... Kałuże w domu są niejako wpisane w posiadanie psa i każdy potencjalny właściciel powinien się liczyć z taką możliwością. Jak dla mnie sprawa jest prosta: pies nigdy nie sika naumyślnie - wynika to albo z mojego zaniedbania, albo z jego problemów fizycznych lub emocjonalnych. Nie widzę więc powodów żeby się na niego denerwować, czy go obwiniać. Idę po szmatę i zmywam to, tak po prostu. Nad emocjami da się zapanować, jeżeli spojrzy się na problem z odpowiedniej perspektywy. Dzięki psu można stać się naprawdę opanowanym i cierpliwym człowiekiem, ale można stać się również frustratem... a podobno, jaki pan - taki pies.
  18. Czyli po prostu źle zrozumiałam Twoją wypowiedź ;)
  19. [quote name='gerta'] A co do latania 24/7 z klikerem - nie ma to sensu. W szkoleniu klikerowym to narzędzie służy tylko i wyłącznie do uzyskania zachowania lub ew. dopracowania sposobu wykonania komend.[/QUOTE] Rozumiem, co masz na myśli. Agucha jednak pisała: [QUOTE]W ogóle najlepiej to zamiast słownych pochwał i głasków wprowadzić [B]kliker [/B][/QUOTE] i do tego się ustosunkowałam. Jeżeli kliker miałby całkowicie zastąpić słowną pochwałę, musiałabym chyba przez 24godziny na dobę dzierżyć w dłoni ową cudowną maszynkę żeby w razie potrzeby wyrazić aprobatę dla dobrego zachowania mojego psa. Kliker jako dodatek - czemu nie, ale jako główne narzędzie i sposób nagradzania wydaje mi się nieco niepraktyczny. [quote name='gerta'] Są klikery, którym można regulować dźwięk - dla wrażliwych psów można po prostu ustawić cichy sygnał i mniej się pobudzają.[/QUOTE] Taki właśnie miałam, choć przyznam szczerze, że zbyt wielkiej różnicy w głośności nie słyszałam. Nie w tym jednak tkwił u nas problem. Corri po prostu zbytnio się rozpraszała na dźwięk klikera, niezależnie od tego jak cichy/głośny by on był. Tak też może się zdarzyć... Każdy pies jest inny i nie ma uniwersalnych metod, które sprawdzałaby się w każdym przypadku.
  20. 2. Odpady niebezpieczne są to odpady: 1) należące do kategorii lub rodzajów odpadów określonych na liście A załącznika nr 2 do ustawy oraz posiadające co najmniej jedną z właściwości wymienionych w załączniku nr 4 do ustawy lub 2) należące do kategorii lub rodzajów odpadów określonych na liście B załącznika nr 2 do ustawy i zawierające którykolwiek ze składników wymienionych w załączniku nr 3 do ustawy oraz posiadające co najmniej jedną z właściwości wymienionych w załączniku nr 4 do ustawy. 3. Ilekroć w ustawie jest mowa o: (...) 5) odpadach medycznych - rozumie się przez to odpady powstające w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych oraz prowadzeniem badań i doświadczeń naukowych w zakresie medycyny, (...) 8) odpadach weterynaryjnych - rozumie się przez to odpady powstające w związku z badaniem, leczeniem zwierząt lub świadczeniem usług weterynaryjnych, a także w związku z prowadzeniem badań naukowych i doświadczeń na zwierzętach, żrodło: Ustawa z dnia 27 kwietnia 2001 r. o odpadach.(Dz.U. 2001 nr 62 poz. 628) http://www.sppgo.pl/Ustawa_o_odpadach/rozdzial_1.php Dokładnie tak.
  21. Też szukałam czegoś konkretnego, co potwierdziłoby że kup psich do koszy wrzucać nie można. Nie znalazłam. Za to znalazłam tekst na stronie Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej o psich kupach, zagrożeniach jakie stwarzają i sposobie ich sprzątania. http://www.wsse.waw.pl/NewsDetails.aspx?NewsID=193 Wkleje tu fragment odnoszący się do aktów prawnych, które regulują interesujące nas zagadnienie: [FONT=Times New Roman]"Właściciel psa jest zobowiązany do sprzątania psich odchodów, zaś gminy do zapewnienia czystości i porządku na swoim terenie oraz stworzenia warunków niezbędnych do ich utrzymania, m.in. zapobiegając zanieczyszczeniu ulic, placów i terenów otwartych. Każda Gmina określa wymagania wobec osób utrzymujących zwierzęta domowe w zakresie bezpieczeństwa i czystości w miejscach publicznych na podstawie [/FONT][FONT=Times New Roman]ustawy z dnia 13 września 1996r. [/FONT][FONT=Times New Roman]o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz. U. z 2005r. Nr 236 poz. 2008 ze zm.) - art.3 ust.2: [/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman]Gminy zapewniają czystość i porządek na swoim terenie i tworzą warunki niezbędne do ich utrzymania, a w szczególności: [/FONT] [FONT=Times New Roman]1) tworzą warunki do wykonywania prac związanych z utrzymaniem czystości i porządku na terenie gminy lub zapewniają wykonanie tych prac przez tworzenie odpowiednich jednostek organizacyjnych; (…) [/FONT][FONT=Times New Roman]3) zapobiegają zanieczyszczaniu ulic, placów i terenów otwartych, w szczególności przez: zbieranie i pozbywanie się, z zastrzeżeniem art. 5 ust. 4, błota, śniegu, lodu oraz innych zanieczyszczeń uprzątniętych z chodników przez właścicieli nieruchomości oraz odpadów zgromadzonych w przeznaczonych do tego celu urządzeniach ustawionych na chodniku; [/FONT][FONT=Times New Roman]4) określają wymagania wobec osób utrzymujących zwierzęta domowe w zakresie bezpieczeństwa i czystości w miejscach publicznych; (…) [/FONT][FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman]Każda gmina posiada swój własny regulamin, który jest aktem prawa miejscowego i nakłada na właścicieli psów [FONT=TimesNewRomanPSMT]obowiązek [/FONT]usuwania zwierzęcych odchodów lub innych zanieczyszczeń spowodowanych przez zwierzęta z obiektów a także innych terenów przeznaczonych do wspólnego użytku, a w szczególności z ulic, chodników, placów, terenów zieleni, klatek schodowych, itp[/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman]W Warszawie reguluje to uchwała Nr LXXVII/2427/2006 Rady miasta stołecznego Warszawy z dnia 22 czerwca 2006 roku w sprawie Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie miasta stołecznego Warszawy. (§ 32 Rozdział VII).[/FONT][FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman]§ 32 [/FONT] [FONT=Times New Roman]Właściciele zwierząt domowych są zobowiązani do bezzwłocznego usuwania odchodów tych zwierząt z terenów przeznaczonych do wspólnego użytku. Odchody należy umieszczać w pojemnikach, koszach ulicznych lub pojemnikach na niesegregowane odpady komunalne. Obowiązek ten nie dotyczy osób niewidomych, korzystających z psów - przewodników oraz osób niepełnosprawnych, korzystających z psów-opiekunów. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Ponadto art. 22 ust. 1 ustawy z dnia 05 grudnia 2008r. o [/FONT][FONT=Times New Roman]zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. Nr 234, poz. 1570) zobowiązuje również właścicieli lub zarządzających nieruchomościami do utrzymywania nieruchomości w należytym stanie higieniczno-sanitarnym w celu zapobiegania zakażeniom i chorobom zakaźnym, w szczególności do usuwania odchodów zwierząt z nieruchomości. [/FONT][FONT=Times New Roman] "[/FONT] [FONT=Times New Roman]------------------------------------------------------------------------------------------------------------- [/FONT] [FONT=Times New Roman]W Lublienie kwestie te reguluje Uchwała nr 963/XXXIX/2006 Rady Miasta Lublin z dnia 23 marca 2006 r. w sprawie Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie miasta Lublin. (można pobrać stąd [/FONT]http://www.bip.lublin.eu/bip/um/index.php?t=200&id=12460[FONT=Times New Roman] ) "Właściciele zwierząt domowych są zobowiązani do uprzątania zanieczyszczeń spowodowanych przez te zwierzęta w miejscach przeznaczonych do użytku publicznego, w szczególności: klatko schodowe, windy, chodniki, ulice, trawniki, place, parki poprzez zebranie zanieczyszczeń do woreczka papierowego lub foliowego i wrzucenie ich do specjalnych pojemników typu Azor lub kosza na odpady." [/FONT]
  22. . [quote name='Agucha']Suchą karmą nie należy nagradzać... Nagradza się tzw. rarytasem, czymś co pies nie jada notorycznie.[/QUOTE] Nie wiem, jak jest w przypadku psów, które jedzą wyłącznie lub w większości suche. Moja dość szybko przeszła na surowiznę, więc sucha karma była dla niej wtedy urozmaiceniem. Zanim jednak odkryłam barf i ulubione przysmaki młodej, ładnie pracowała nawet na suchą karmę :). Jeżeli coś działa i nie szkodzi, to dlaczego tego nie wykorzystywać? [quote name='Agucha']W ogóle najlepiej to zamiast słownych pochwał i głasków wprowadzić [B]kliker[/B], którym można szybciej zadziałac i z lepszym skutkiem ;) [B]klik=nagroda[/B][/QUOTE] Kliker fajna sprawa, ale w moim przypadku kompletnie nie zdał egzaminu. Corri na jego dźwięk stawała się bardzo pobudzona i o skupienie było dość ciężko. Dodam jeszcze drobny szczegół, że miała ochotę go zeżreć. Kliker zatem poszedł w odstawkę. Zresztą dla mnie osobiście to dość niewygodne latać 24/7 z klikerem w dłoni żeby nagrodzić psa. Co kto lubi.
  23. [quote name='Balbina12']Chciałam tylko dodać ,że samo powiedzenie " dobry pies" nie jest nagrodą. Jeśli ma nią być to zwrot powinien być entuzjastyczny, wesoły, czasem nawet piskliwy. Ważne żeby pies skojarzył nagrodę z tonem głosu bo nie sądzę aby rozróżniał dajmy na to powiedzenie spokojnym tonem " siad" i tak samo "dobry pies"....[/QUOTE] Chyba jednak pies jest w stanie rozróżnić te dwa zwroty... Zdarza się przecież, że pies na samą słowną komendę siad sadza dupinę na ziemi ;) Natomiast niekoniecznie to uczyni słysząc "dobry pies" ;). Zgadzam się jednak z tym, że "dobremu psu" trzeba najpierw nadać znaczenie, żeby stał się nagrodą/pochwałą/wyrazem aprobaty/zapowiedzią nagrody. Po prostu, po prawidłowym wykonaniu przez psa polecenia chwalimy go słownie, a następnie dajemy smakołyka/zabawkę/przytulasa. Ja stosowałam podobną metodę, do tej o której pisze [B]Fauka[/B]. Przy wprowadzaniu nowej komendy nagradzałam moją sucz, za każdym razem, gdy poprawnie wykonała polecenie. Następnie stopniowo ograniczałam częstotliwość smakołyków aż do niemal całkowitego ich wyeliminowania. Zawsze jednak chwaliłam małą za każde pożądane zachowanie. Co może być smakołykiem? Tak jak pisze [B]Filodendron[/B], może to być nawet i sucha karma. Słowem, wszystko co psiak lubi jeść (i co mu oczywiście nie zaszkodzi). U nas przebojem była krojona słoninka, żółty ser oraz... papryka. Wszystko zależy od gustu Twojego psiaka.
  24. Chyba jestem pod tym względem pesymistką, ale czarno widzę pojawienie się w naszym kochanym Lublinie pojemników na kupy, nie mówiąc już o szafeczkach z darmowymi woreczkami. Nawet gdyby takowe były, to i tak korzystałaby z nich garstka psiarzy natomiast reszta... No cóż, starego psa może i da się nowych sztuczek nauczyć, ale nauczyć człowieka, aby zaczął zbierać kupska po swoim pupilu jest ciut trudniej. Zresztą, jak dla mnie nie ma różnicy, czy wyrzucę worek do zwykłego śmietnika, czy do specjalnego pojemnika :roll:. Brak pojemników to tylko pretekst. Kwestie obsranych trawników i trutek na chodnikach są ze sobą związane bardziej, niż to by mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. To właśnie my, psiarze często przyczyniamy się do zwiększenia niechęci w stosunku do naszych czworonogów - nie tylko kupami, ale też brakiem poszanowania dla "niezapsionych", brakiem odpowiedzialności i wyobraźni w wychowaniu i prowadzeniu psów. Nie zmienia to faktu, że tylko psychopata bez serca może celowo wysypać trutkę na chodnik.:shake:
  25. Nie byłam w stanie zalogować się na dogomanię i napisać o tym wszystkim. Mojej małej mróweczki już nie ma :-(. Ataki nie ustępowały, pojawiały się dwa, trzy, cztery razy na godzinę. Weci potwierdzili moje przypuszczenia, że niewiele da się już zrobić w tym przypadku. Jeden wprawdzie zaproponował włączenie clonozepanu, ale kiedy usłyszał z jaką częstotliwością niunia ma napady i kiedy zobaczył to na własne oczy stwierdził, że tu już raczej nic nie pomoże. Tuż przed zastrzykiem Corridce sparaliżowało tył. Pomiędzy dużymi atakami miała mniejsze - rzucało jej pyszczkiem. Tak więc na koniec, można śmiało powiedzieć, że ataki trwały non stop, jeden się kończył, drugi się zaczynał. :shake: Początkowo nie chcieli mi pozwolić być przy niej, kiedy TO się będzie działo,ale ja nie odpuściłam. Musiałam być przy niej do końca. Wszystko rozegrało się bardzo szybko - kilkanaście sekund i moja mróweczka zasnęła na zawsze. Ja jednak do dzisiaj nie mogę dojść do siebie. Chcę ją spowrotem, zdrową i radosną tak, jak 3 miesiące temu. :-(
×
×
  • Create New...