Jump to content
Dogomania

Kasia77

Members
  • Posts

    4673
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasia77

  1. nie dostałyśmy czasu, nawet tyle nie dostałyśmy... ..................................:placz::placz::placz::placz::placz::placz: ...................................:placz::placz::placz::placz::placz::placz:
  2. Mieliśmy mieć jeszcze kilka dni, jeszcze kilka a nie dostaliśmy nic... Moja dziewczynka umarła o 3.10 w nocy Wczoraj po południu zabrałam dziewczynki do samochodu, zeby powozić je po podwórku, one tak lubiły jeździć... pojechałyśmy za dom, na ogród, wyjęłam Pinesię, pochodziła troszkę, odwiedziłyśmy Maksia, dziewczynki chodziły do Maksia często, wczoraj były razem ostatni raz... Kiedy posadziłam Pinesie z powrotem do samochodu, to popatrzyła na mnie tak....nie potrafie tego opisać... takim " mówiącym" wzrokiem... juz wtedy w głębi serca wiedziałam,ze to wszystko co robimy , dzieje się ostatni raz, czułam,ze więcej nigdy moje dziewczynki nie wsiądą razem do samochodu... Bardzo szybko przez ostatnie dni sie męczyła, bezustannie ziała, serce mocno biło, cięzko oddychała , wczoraj po południu wszystko sie nasiliło, zjadła jeszcze z apetytem kolację, jeszcze przysypiała na moich kolanach, ale kiedy przyszła nasza wspólna pora snu, Pinesia juz nie zasnęła , coraz gorzej dyszała, siedziałam przy niej, głaskałam, miałam nadzieję,że się uspokoi, że w końcu oddech sie uspokoi, organizm da rade... Co chwile podstawiałam miske z wodą, na początku jeszcze piła, potem juz nie chciała , była niespokojna, kładła się raz w jedną raz w inną stronę i strasznie cieżko oddychała, "grało" w niej ogromnie, charczało, serce pracowało bardzo mocno i cieżko Wiedziałam że umrze, w głębi serca czułam odkąd w samochodzie tak "ludzko" na mnie popatrzyła . Umarła o 3.10, umarła...zostawiła mnie, Misię i tą potworną ciszę, która mnie do rana zabijała Już nie zawołam "idziemy dziewczynki, zostańcie dziewczynki, moje dziewczynki" ... miałyśmy mieć kilka dni...wczoraj kupiłam karmę dla psów z chorobami nerek,zeby Pinesia chrupała , bo mocznik miała wielki. Kupiłam karsivan, bo akurat sie skończył i sterydy na 8 dni- dałam z tych 8 tylko jeden. Taką miałam nadzieję,że przetrwamy kilka dni, potem dwa tygodnie a potem zdarzy sie cud, weterynarz nie będzie miał racji i minął kolejne dni razem, a nie dostała już nic.... poranek przed wyjazdem do Grudziądza wczoraj po południu, nasz mały samochodowy spacer... godzina 21sza/22ga - jeszcze podsypiała na kolanach potem było juz coraz gorzej,nie spała w ogóle, dyszała ciężko i bezustannie .......Moja Pinesia...................................................... .....................................................................................................
  3. Byliśmy wczoraj w klinice o 11.30 i od razu wszystko się zaczęło- najpierw rozmowa z lekarzem, potem zabrali Pineskę, zrobili badania krwi, najgorzej wyszedł mocznik- ponad 160 przy normie 50 i potas bardzo zły-wypłukany z organizmu przez leki. Weterynarz uprzedziła, że przy takich wynikach narkoza jest ryzykowna, dlatego najpierw przed podaniem trzeba było Pinesię maksymalnie przygotować, dostała odpowiednie kroplówki i preparaty w zastrzykach zeby poprawić pracę nerek. Około 16tej było już po wszystkich badaniach, wyszedł lekarz, powiedział ze niema dobrych wieści, zabrał mnie, zeby pokazać i omówić zdjęcia z tomografu na komputerze, trudno powiedzieć jednoznacznie czy guz jest jeden i tak rozległy czy jest ich kilka, ale weterynarz mówi ze wygląda na 3 różne guzy. Po sterydach zmniejszył sie obrzęk, dlatego Pinesia doszła do siebie, przed wczoraj tupała po mieszkaniu jak kiedyś, kładła sie w miejsca na których nie widziałam jej od czasu operacji i ataku -to było dla mnie takie niesamowite szczęście, te niby zwykłe rzeczy, ale najważniejsze na świecie w momencie kiedy kilka dni wcześniej myślałm że juz nigdy jej tam zobacze. Tak samo jest na dworzu - kiedy podchodzi do kupy gałęzi w którą parę dni temu wciskała głowę i stała bez kontaktu, to za każdym razem zamieram, bo boję się że zrobi to znowu,czekam... i kiedy tylko przy tych gałęziach przytaje i za chwile zaczyna iść dalej, to jest najlepsze co w takich momentach mogłabym od losu dostać. Ale wczoraj lekarz powiedział, że ta poprawa to na krótko, kwestia dni, guz rośnie, obrzęk powróci, sterydy nic już nie pomogą, jego zdaniem Pinesia ma góra 2 tygodnie życia. Kiedy powiedziałam, ze człowiek nigdy nie wie kiedy jest TEN czas, zeby decydować...., odpowiedział: "szczerze?, juz jest ten czas, w tej chwili". Pinesię oddali o 18tej, musiała sie dobrze wybudzić, do domu wróciliśmy o 22.30. Droga powrotna była okropna....ale kiedy niunia wysiadła z samochodu, widać było jaka jest szczęśliwa- taka króciuteńka chwila kiedy widziałam w niej radość że wróciła do domu. Wróciłam nieprzytomna, wyczerpana, tym bardziej ze kilka poprzednich nocy było nieprzespanych, ale dzisejsza z tą świadomoscią.... Spodziewałam się złej diagnozy, ale miałam nadzieję...że guz bedzie jeden i nie duży, ze obrzęk zejdzie i będziemy mieć więcej czasu....Umre razem z Pineską, nie dam rady , to za dużo , nie dam rady. Pinesia i Misia- to moje papużki nierozłączki, moje kochane podróżniczki- wszędzie ze mną jeździły samochodem, tak strasznie lubią jeździć, wszędzie razem, ale już nie będzie spacerków które tak Pinesia uwielbia, i zawziętego kopania ukochanych dołów na łakach, wywracania się na grzbiet i miziania w trawie głośno z radości przy tym "śpiewając", już tego nie bedzie, już nic nie bedzie. Wszystko robiły razem a teraz umierają razem, bo rak u Misi to też wyrok. Ja tego nie przeżyje W domu jest jeszcze prócz moich dziewczynek 7 psów a ja nie mam już na nic siły... Póki obrzęk nie wróci, przez te kilka dni, dopóki Pinesia będzie chciała walczyć, będe dawała jej sterydy i modliła się,żeby umarła sama, bardzo Cie proszę losie, ponad wszystko, żeby Pinesia zasnęła i już się nie obudziła, jeśli tak ją strasznie skrzywdziłeś, to daj jej chociaż spokojnie odejść, bez usypiania, bez weterynarzy i zastrzyku, bo ja tego nie przeżyje. Muszę się jakoś zebrać, wrócić do żywych, bo Dorota- ta duża z filmików, gdzie kopie dół z Pinesią , padła- od dwóch tygodni bierze silne przeciwbólowe leki, bo niby zwyrodnienia, niby stad ten ból, ale nic nie pomaga, piszczy całe dnie, nie podnosi się, nie chodzi, nie załatwia się, dzis w nocy nie dała rady wytrzymać, bo ileż można, więc zrobiła pod siebie. Nie daje sie dotknąc, od razu wrzeszczy, to jest 40 kg psa, nie jestem wstanie sama zrobic nic. Dziś muszę poszukac pomocy, bo trzeba ją jakoś wydostać z domu i przewieźć do weterynarza...
  4. W środę mam Maksia pokazać w klinice, ale lepiej nie robic sobie żadnych nadziei... Wetka mówi,że gdyby guz był na dziąśle np. z boku, to można jeszcze wyciąć, ale u Maksia ten guz otacza całe dziąsło- przelewa się na dwie strony, to na zywo wygląda koszmarnie, sami weterynarze pewnie będą przerażeni :( Weterynarka mówi,że ten guz najpewniej nie jest unerwiony, dlatego mimo swoich rozmiarów nie boli
  5. [quote name='lika1771']Kasiu i pewnie zadnych tel...............[/QUOTE] żadnych, ogarnia mnie panika, jak myslę,że on ma tak utknąć w tym zimnym kojcu... bez sensu to wszystko...
  6. [quote name='brazowa1']a jak jest teraz?[/QUOTE] poprawa po sterydach utrzymuje się,zmiany neurologiczne jakby troche się cofnęły- Pineska nie wchodzi w kąty, zdarza się, ale nie tak koszmarnie jak na początku a co wyraźnie sie poprawiło, to oczy- oczy są normalnie patrzące, świadome, doszło sapanie - ciężko oddycha po trzech rozchwianych krokach nie ma siły ustać, ale w porównaniu do tych momentów kiedy kucałam przed nią - przed "roślinką', machałam reką przed "martwymi "oczami i nie było nic, absolutnie najmniejszej reakcji, to wczoraj i dziś zmiana jest wyraźna. Dziękuje wszystkim za pomoc, serdeczne dzięki. Szykujemy się do drogi , jutro będzie wiadomo, co, gdzie i jak duże ma w głowie Pineska, to bardzo ważne- Wiedzieć. Również jutro bedą wyniki z Olsztyna- wyniki badań histopatologicznych, mają przyjść przed 14tą , weterynarz ma do mnie dzwonić jak już będzie wiadomo czym były te wycięte zmiany...
  7. [quote name='BUDRYSEK']nikt nie zaglada? :([/QUOTE] ja zaglądam, ale ogłaszać nie umiem. Niunia jest bardzo podobna do mojej tymczasowej Pinesi:sad:
  8. Kiedy ostatnio widzieli Maksia weterynarze,to nie było tak ogromne, ale od początku mówili, że tam juz nie można operować, nie ma jak wyciąć i czym po wycięciu tego połapać do kupy, już wtedy-kiedy nie było takie wielkie, mówili że najprawdopodobniej skończyłoby sie krwotokiem i Maksiu musiałby być usypiany na stole operacyjnym... Ja zapytam jutro o lasery i jakiekolwiek inne metody, którymi mozna byłoby chociaz to przyhamować, ale tu już chyba nic nie pomoże, na zdjęciach nie widać, ale ten guz jest rozsiany strasznie. Do Warszawy nie miałabym nawet odwagi go wieźć, on sie strasznie boi jeździc samochodem, kto wie czy by w ogóle dojechał, serce ma słabe + stres dla niego potworny...
  9. jesienne smutki... [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images37.fotosik.pl/1118/f5e33cf7731cc819.jpg[/IMG][/URL]
  10. szczerze powiem,ze nie wiem jak on je i jak nosi kacie... to co wychodzi z boku na drugim zdjęciu, to wszystko guz, tego na zdjęciach nie widać- nie widać jak to wszystko jest ogromne wrzeczywistosci [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/1146/b96f11aee27d2e32.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images50.fotosik.pl/1165/24ffd98c92526fc0.jpg[/IMG][/URL]
  11. [quote name='danka1234']Bardzo potrzebne jest również wsparcie finansowe na ten wyjazd i badania potrzebne będą duze pieniądze. Z mojego bazarku udało sie zebrać 100zł Dzisiaj postaram sie wystawic bazarek z ubraniami które na ten cel przekazała Mika31,może zbierze się jeszcze kilka złotych ale to wszystko bedzie zbyt mało. Pineska ,obiecywałaś wystawić bazarek na wsparcie Pinesi,jeśli to nadal aktualne to teraz jest wielka potrzeba takiego wsparcia.[/QUOTE] Dziękuje Danusiu. Tomografia z tego co wiem to jakieś 600zł , ale czy cos do tego nie dojdzie, jakies inne badania, to sie okaże na miejscu, i dojazd drogi, wiózł nas będzie duży ponad 2litrowy samochód, więc tanio nie wyjdzie ale innego wyjścia i tak nie mamy. Wieczorem postaram się ogarnąć to jakoś i wypisze wszystkie pieniążki, które dla Pineski wpłynęły Dziękuję Wam za pomoc, jesteście kochane. O wtorku będę myśleć w poniedziałek wieczorem, bo każdy dzień to jak wieczność, niech najpierw miną...mam nadzieję,że nic sie nie wydarzy i wszystko będzie dobrze. Na nocne sikanie mamy plan - wynosimy się na dwór co 3 godziny i rano mamy sucho, wyczytałam, że tak działają sterydy, psy dużo piją i dużo sikają- to by się u nas zgadzało . Wczoraj prócz stałych dawek luminalu w tabletkach musieliśmy dołożyc czopki, bo trzęsło nią mocno, dziś nad ranem obudziło mnie stukanie zębami - Pinka miała atak , dostała czopek Wczoraj była bardzo słaba, nawet chciała krążyć po mieszkaniu, ale nie miała siły utrzymać się na łapach, trudno powiedzieć ile w tym winy samego luminalu ,było nie było działa nasennie i "zmiękczająco" Na sterydach jesteśmy dwa dni , nie chce robić sobie nadziei na zapas, bo to może być czysty przypadek, ale wczoraj wieczorem i dzis rano kiedy wyniosłyśmy sie na siku i chodziła po ogrodzie, to nie szukała tak natrętnie kątów zeby sie w nie schować i dziur w które można wcisnąć głowe. Mam po środku ogrodu wielką kupę zeschniętych gałęzi- ostatnie dni to był jest przystanek, wpychała się w te gałęzie do połowy i tak stała..., a wczoraj i dziś nie zrobiła tego. Dziś dostanie sterydy trzeci raz, jeśli to dzięki nim, to może będzie wolno się cieszyć....
  12. [quote name='Gonia13']CZy ktoś wie jak się miewa starsza sunia?[/QUOTE] też jeszcze raz zapytam, jak dziewczyny, zwłaszcza jak zdrowie?
  13. bez zmian, własnie słysze jak szczeka na dworzu Obiecałam zdjęcia, postaram sie dziś wkleić
  14. [quote name='molosmolos']Możliwe że tutaj źródłem problemu nie są objawy padaczkowe a udar. Podczas udaru też może dojść do drgawek. Dokładnie opisz przebieg ataku ze wszystkimi detalami. Na pocieszenie dodam że o ile pies przeżył udar i jest pewien kontakt (chodzi, reaguje na głos, nie ma agresji, paniki) to są spore szanse że wyjdzie z tego. Potrzebny jest czas. Dużo czasu. Takie zmiany cofają się po miesiącu, roku, lub wcale. [B]Koniecznie skonsultuj psa z neurologiem[/B].[B]Byle szybko, czas i wdrożenie właściwej terapii ma kluczowe znaczenie! [/B]Możliwa jest tez reakcja na znieczulenie szczególnie w przypadku podania ketaminy. Poza luminalem pies coś jeszcze dostawał jakiś steryd ?[/QUOTE] Steryd dostała wczoraj, tylko ten jeden raz, nic sie po nim nie wydarzyło szczególnego, chociaz wydawało mi się,że oczy ma mniej "martwe". Nasza weterynarz mówi,że Pineska ma zmiany typowo neurologiczne- wchodzenie i stanie w kątach, wpychanie w kąty głowy, zawsze szuka kątów i szpar w które mozna wcisnąc głowę. Twierdzi,że to się będzie tylko pogłębiać i że pies z tego nie wyjdzie, chyba ze zdarzy się najprawdziwszy cud. Pineska jest strasznie słaba, z dnia na dzień jakby coraz bardziej. Atak taki duzy miała jeden- 4go. 10 , zesztywniała, zaczęło nią mocno wstrząsać, nieruchome oczy, z pyska sączyła sie piana, atak minął, ale przez dwa kolejne dni ciagle miała drgawki- trzęsła sie głowa, cała drgała jak podłączona do prądu, była przy tym normalnie przytomna i świadoma tylko rozdrgana - weterynarz mówiła,ze to tez ataki tylko ze mniejsze, kazała dawac luminal w tabletkach, po jednej rano i wieczorem. We wtorek jedziemy na tomograf, boje się tylko strasznie ze do wtorku nie będzie już z kim....
  15. Bardzo dziękuje za pomoc, bardzo Wam dziękuje..... Wizytę mamy umówioną w Grudziądzu na wtorek, na 12tą, taki był najblizszy termin, dziś miałam potwierdzić albo odwołać, wszystko zależało od dojazdu, pomogłaby Danusia, gdyby nie to że może tylko po pracy, a my musimy tam byc na 12tą, nie później, więc zmusiłam do wyjazdu ojca,wstępnie ma wziąc w pracy wolne, chociaż wolałabym być z kimś kto wie o co chodzi i mógłby pomóc w razie potrzeby. W Grudziądzu nigdy nie byłam, wiem tylko,że to wszystko trwa kilka godzin, na recepcji powiedzieli, że przynajmniej 4, nie wiem jak ja to sama przetrwam, chociaz na razie boje się nieprzytomnie,ze do wtorku z Pineską będzie tak źle, ze nie będzie z kim jechać
  16. Byłam wczoraj, rozmawiałam..weterynarz mówi,że Pineska ma typowete objawy neurologiczne, zwłaszcza to stawanie przy ścianach , w kątach o tym świdczy. Ona w tekąty wchodzi cały czas, nie staje przy scianie poprostu, tylko w kat, wszędzie gdzie znajdzie kat, to wpycha pysk a jak szczelina jest większa(np. miedzy ścianą a meblem), to całą głowę, i nie ma odruchu cofania, tylko jak sie juz nastoi, to prze na siłę do przodu.... To jęczenie w nocy prawdopodobnie nie bólowe a bezwiedne, spowodowane zmianami(zdanie weter.), chociaż ja wczoraj bardzo późnym wieczorem, miałam inne wrażenie... Mówiłam/pytałam o niedotlenienie mózgu podczas operacji, bezdech, ciśnienie - ciśnienia nie zmierzą, bo nie mają sprzętu, co do reszty, to weterynarka mówi, że to niemożliwe, że psy są zawsze podłączone do urzadzeń monitorujących i że wszystko jest pod stałą kontrolą i gdyby zdarzyło się tak, że doszło do zatrzymania akcji serca i pies był reanimowany albo wyniknęłyby jakieś inne nieprzewidziane komplikacje, to mogłoby ewentualnie dojść do niedotlenienia, ale w normalnym przypadku, kiedy znają psa i jego stan a zabieg przebiega normalnie, to nie ma takiej możliwosci. Mówi, że ten atak i jego następstwa, są zupełnie niezależne od operacji i nie mają z nią nic wspólnego, ani z operacją, ani z antybiotykami które Pineska dostaje od pół roku na ropnia ani z niczym innym, stało się i tyle, a z zabiegiem zbiegło się w czasie przypadkiem. Weterynarka mówi,ze jeśli to są zmiany w głowie, a jest pewna że tak, to stan Pineski będzie sie pogłębiał, ani sie nie zatrzyma ani nie cofnie, chyba że zdarzy się najprawdziwszy cud... Pineska dostała wczoraj steryd - ułamek procenta nadziei na to, że w głowie jest jakiś obrzęk, który uciska na nerwy i coś pomoże- nic nie pomogło, jedyne co , chociaż moze to przypadek i nie miało ze sterydem nic wspólnego, to oczy Pineski-"martwe",wpatrzone w jeden punkt, zaczęły być bardziej żywe i myślące, normalne. Kolejna noc była straszna, Pineska niespokojna, pojękiwała ,sika pod siebie, w dzień wynoszę ją często, wiec się sikanie rzadko zdarza, ale w nocy jest jak jest. Dziś jest strasznie słaba, próbuje stać i chodzić, ale nie ma siły
  17. noc była straszna, Pineska nie spała, jęczała, jade do weterynarza porozmawiać, chociaż sama za bardzo nie wiem o czym... Chciałabym jechac z nią do innej kliniki, ale nie mam jak sie teraz ruszyc z domu, nie mam czym i z kim, w Grudziądzu jest tomograf, u Mederskiego. Nawet nie mam siły pisać, moja Pinesia to chwilami taka roślinka...., za co, dlaczego
  18. [quote name='brazowa1']Kasiu,pamietasz jak kilka tygodni temu pisałam o Maupie? Jamniczce,która miala ataki podobne do padaczkowych. Dwa lata dostawala luminal .Już kolezanka jechala do lecznicy po ostatni zastrzyk,bo było tak źle.Odpłynieta,nieprzytomna,okazało się,ze nie padaczka,tylko tak wysokie ciśnienie. Maupa zyje i funkcjonuje nadal,odstawili lumial,dostaje leki na cisnienie. Może niech wet zmierzy jej ciśnienie,może to jest właśnie to. Z udaru i wylewu ludzie wychodzą,pies tez może.[/QUOTE] Dziękuje, bardzo dziękuje.Koniecznie dopytam o ciśnienie.
  19. Pineska 11lat - sunia z tego wątku: [url]http://www.dogomania.pl/threads/140645-%C5%BBycie-Pinesi-wisi-na-w%C5%82osku-ale-jest-szansa-pom%C3%B3%C5%BC-z-niej-skorzysta%C4%87-!/page23[/url] Zanim napiszę jaki mamy problem , wymienie pokrótce co w kwestii leczenia działo sie z Pineska odkąd w sierpniu 2009roku, trafiła do mnie . Wcześniej żyła tak: [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/1129/499072a1dd3da103.jpg[/IMG][/URL] [COLOR="red"][B]wrzesień/październik 2009rok [/B][/COLOR]- usunięcie obu listw mlecznych, na jednej z listw badaniem histopatologicznym stwierdzono chłoniaka. [COLOR="red"] [B]kwiecień 2011rok [/B][/COLOR]- podejrzenie guza w płucach, wizyta u onkologa we Wrocławiu , przeprowadzone badania wykazują ropień. Od tego czasu-przez pół roku, Pineska jest bezustannie na antybiotykach,kolejne kontrolne prześwietleniach płuc wykazują, że ropień zmniejsza się nieznacznie, w związku z tym Pineska cały czas dostaje "Dalacin". [B] [COLOR="red"]sierpień 2011rok[/B][/COLOR]- amputacja palca, narkoza i leczenie przebiega bez problemów [B] [COLOR="red"]wrzesień 2011rok[/B][/COLOR]- badaniem USG i RTG stwierdzono zmiany na pęcherzu moczowym [COLOR="red"][COLOR="red"][B]3 październik 2011[/B][/COLOR] - [B]operacja- usunięte zostają zmiany znajdujące się u ujścia moczowodów (podejrzenie nowotworu, zmiany wysłano do badań histopatologicznych) i guz z podbrzusza Po operacji Pineska jeździ na zastrzyki. 04.10 - dzień po operacji ,dochodzi do ataku padaczkowego, przez kolejne dwa dni pies jest cały czas bardzo rozdrgany, trzęsie się głowa, drga cały pies (w między czasie dostała jeden czopek luminalu).W tej sytuacji Pineska dostaje od pięciu dni (od 08.10go) luminal w tabletkach (po jednej rano i wieczorem), pierwsze dwa dni po podaniu tabletek przynoszą poprawę- niemal ustępują drgawki,ale Pineska nie wraca "do siebie' , chybocze sie mocno, ma duże problemy z utrzymaniem równowagi jakby nie miała kompletnie siły, przewraca się. Niby jakiś kontakt z nią jest, ale nie ma w nim nic z dawnej Pineski, słyszy, idzie za głosem, ale oczy patrzą całkiem gdzie indziej, wzrok ma nieobecny,oczy "niewidome", bez kontaktu, patrzące jedynie prosto przed siebie. Nie widzi przeszkód,wpada w miske z wodą, która zawsze stała i stoi w tym samym miejscu, wpada na różne rzeczy, myli kierunki jakby nie wiedziała gdzie jest i gdzie ma iść,nie widzi otwartych drzwi, furtki na ogrodzie, chodzi w tą i z powrotem i nie widzi, chociaż doskonale wszystko zna Kiedy nie śpi, to krąży po mieszkaniu , przy czym jakby nie świadomie . Najczęściej podchodzi do ścian , staje w kątach i stoi w bezruchu dłuższą chwilę, a potem jakby się "przebudza" i idzie dalej , aż nie trafi w następny kąt . [/B][/COLOR] [B] Czy miał ktoś podobny przypadek? -psa po ataku padaczkowym , który pozostawałby przez dłuzszy czas w takim stanie?[/B]
  20. [quote name='Sarunia-Niunia'] Ja wierzę, że Pinesia wydobrzeje... Bardzo chcę w to wierzyć!!![/QUOTE] też chce wierzyć, ale kiedy na nia patrzę, wierzę coraz mniej To jest koszmarna bezsilność, nie wiem co mam robić! Na co czekać?, ja juz nie wierze w te leczenia, nie wiem co jej jest :placz: czytałam o róznych przypadkach psów z padaczką i w ani jednym nie wyglądało to tak jak u Pineski(mam na mysli stan obecny- po ataku) Ona jest strasznie słaba, dzis w nocy schodziła ze spania, krążyła po pokoju, obijała się o meble, nie widzi przeszkód, nie reaguje normalnie na nic, boje się ze stanie sie cos całkiem złego, Pineska może miec cos w głowie (weter.bierze to pod uwage) a moze to nie był sam zwykły atak padaczki ? jej stan bardziej przypomina człowieka po udarze mózgu albo wylewie, jestem załamana
  21. Z Pinesią różnie- były dwa troszke lepsze dni, ale wczoraj i dziś jest strasznie. Luminal uspokoił drgawki padaczkowe i już tak nią nie rzuca, ale co z tego jak chybocze sie mocno, ma duże problemy z utrzymaniem równowagi jakby nie miała ani grama siły. Niby jakis kontakt z nią jest, ale nie ma w nim nic z dawnej Pineski, słyszy dźwięki, na głos reaguje, jak się ją np.zawoła, to idzie za głosem, ale oczy patrzą całkiem gdzie indziej, wzrok ma nieobecny,oczy takie "niewidome". Wpadła dziś w miske z wodą, która zawsze stała i stoi w tym samym miejscu, wpada na różne rzeczy, myli kierunki jakby nie wiedziała gdzie jest i gdzie ma iść,nie widzi otwartych drzwi, furtki na ogrodzie, chodzi w tą i z powrotem i nie widzi, chociaż doskonale wszystko zna Albo podchodzi do ściany i stoi w bezruchu dłuższą chwilę, a potem jakby się "przebudza" i idzie dalej...aż nie trafi do następnej ściany .Strasznie to przykre, taki przykry, rozpaczliwie smutny widok:placz: Pineska ngdy nie lubiła brania na ręce, kiedy protestowała potrafiła chapnąć - taka była zawsze "nie rusz, nie dotykaj" bo Ja nie chce!, nie lubie! , a teraz?- teraz można robić wszystko a ona jest jak szmaciana lalka, teraz ciągle nosze ją narękach , bo ze schodów sama juz nie schodzi , na kolanach też siedziałaby bez końca, wcześniej nie byłoby o tym mowy, teraz wszystko jej jedno, gdzie posadzą, tam siedzi. Dziś byłyśmy na zdjęciu szwów i kontroli ogólnie. Weterynarz karze czekać, bo żeby wiedzieć czy luminal działa w takim sensie że Pineska wróci do wcześniejszego stanu , potrzebne są 3-4 tygodnie. Tym czekaniem można sie wykończyć, zwłaszcza kiedy na koniec okazuje się ze całe czekanie było na nic. Póki co czekamy na to co przyniesie kolejny dzień...
  22. Byliśmy na zdjęciu szwów, ale praktycznie nie było już co zdejmować, bo Tosiek się wcześniej sam zabawił w weterynarza :) Na wadze tańczył strasznie, nie chciał sie ważyć, ostatecznie wyszło z tego ważenia tyle, że coś nie bardzo z tym tyciem, , a to nie jest normalne bo normalnie ,w innym przypadku ,zwierz byłby skutecznie podtłuczony, więc poprosiłam o odrobaczenie- dostał Dolpac, pierwszą dawke dziś, drugą do podania za dwa tygodnie - wklejam skan z wpisem w książeczke i rachunkiem [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images45.fotosik.pl/1149/4c843e51c99b03bc.jpg[/IMG][/URL] (załozyłam ze swoich pieniędzy, wiec proszę o zwrot na to konto co zwykle)
  23. [quote name='toyota']Ja myślę, że nie zaszkodzi go odrobaczyć, szczególnie, że Pratel ma ograniczone spektrum działania. A tak na oko, to przytył ?[/QUOTE] no własnie na oko, to nie bardzo, dlatego tam mnie to męczy , nasz Antoni to pierwszy pies, który po kilku tygodniach pobytu wygląda ciągle tak samo , chyba że mu sie jakoś inaczej rozchodzi to wszystko... Zobaczymy co jutro waga pokaże, może jestem przewrażliwiona, ale jak nic nie ruszyło w górę, to poproszę o odrobaczenie ful wypas.
  24. podrzuce chociaż....
  25. jedziemy jutro na zdjęcie szwów, zważymy Tośka od razu, bardzo jestem ciekawa jego wagi, bo na apetyt nie narzeka, pochłania ogromne ilości jedzenia, a jakoś nie widać. Jeśli okaże się ze nic nie przytył (co jest wręcz niemożliwe ), to chyba warto byłoby jeszcze raz porządnie odrobaczyć? bo tak myślę,ze jeśli wagowo stoi w miejscu a wyniki miał w porządku(nie czepiamy się-wykluczamy choroby;)), to może to czym był odrobaczony, nie rozprawiło sie ze wszystkimi robalami - co uważacie?
×
×
  • Create New...