Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. [quote name='wilczy zew']Będzie wesele :cool3:[/QUOTE] Oj, chyba będzie (ale mam wyjazd na groby w piątek i gości z Włoch i Niemiec w sobotę, to nie wiem, jak to zrobię, a wygląda na to, że akurat wypadnie za parę dni ten moment)
  2. Nie mogłam bez końca biegać po lesie, bo musiałam sprawdzać, czy się pod domem nie pojawiła któraś i przyprowadzałam kolejne przy okazji. Ale już sam fakt, że wsiadłam na rower, który oszczędzam od miesiąca, bo ma opony prawie bez powietrza, musiał świadczyć o panice (pieszo to czuję się jak ślimak przemierzając te odległości, wiem, że psy są jednak dużo szybsze od ludzi i mogą się oddalić w moment)
  3. Moja wina, bo chciałam im wynagrodzić wczoraj, kiedy nie były na spacerze, poza kilkoma krótkimi wyjściami "toaletowymi". I zamiast drogą oklepaną jak zwykle chciałam zapewnić atrakcje - one uwielbiają mniej uczęszczane trasy. No i nie chciałam do cywilizacji, żeby burki wiejskie wyczaiły, że mam sukę cieczkową. (chyba będę z nią jechać w Twoje strony na dniach, Sandra)
  4. Właśnie zeszło ze mnie powietrze i muszę się wywnętrzyć. Wyszłam z trójką i jak nigdy postanowiłam całkiem inną drogą, tzn. przez las bez ścieżki. Towarzystwo długo się nie zorientowało, ale jakoś doszło do mnie i przedzieraliśmy się już razem. One sobie jakoś tak trochę przodem, bokiem, ale na oku. Jednak jakoś się zrobiło gęściej i postanowiłam wrócić na ścieżkę, w obawie o kleszcze. Zaczęłam wracać, a tu nie ma Grace. Jest Tajga, Honda, a bez Grace nie chcą się ruszać i iść za mną. No to jednak wróciłam znów na to miejsce rozstania i wołam, wołam. Nic. Penetruję teren, wołam i nadal nic. Honda i Tajga też penetrują krzaki. I wtedy zorientowałam się, że nie ma już żadnej. Wróciłam na miejsce, gdzie ostatnio byłyśmy razem. Wołam, wołam. NIC. To pomyślałam, że Honda jak zwykle, jak się zgubi, wraca do domu po śladach. (11 dzień cieczki, więc już widziałam ją w myślach gwałconą przez wiejskiego burka). Więc zawróciłam do domu. Po drodze zauważyłam Tajgę, więc po dojściu do domu (15 minut) zamknęłam ją w obejściu. Wzięłam rower (opony flaki, bo kompresor zepsuty a nie mam pompki) i wracam szukać Hondy i Grace. Objeżdżam teren po wszystkich ścieżkach pobliskich miejsca rozstania, w stronę wsi i drogi (20-30 minut jeżdżę). NIC. Wracam. Ich nie ma przy domu. Jadę jeszcze raz. Na szczęście znajduje się Honda - bardzo blisko miejsca rozstania. Bez śladów gwałtu. Odprowadzam ją do domu. Zamykam obie (Tajgę i Hondę) w domu. Biorę auto. Jest prawie całkiem ciemno. Jadę w stronę drugiej wsi i stawu na polu, gdzie Grace lubiła kiedyś w zamyśleniu się oddalać. Widzę na polu przy stawie czarny kształt. Wychodzę z auta i wołam. Kształt zamiera na chwilę i zaczyna biec. Chyba w moją stronę! Serce mi zabiło. Ale nie, on biegnie bardzo szybko, zmienia kierunek, to nie Grace, ona już tak szybko nie biega. Wracam już całkiem po ciemku do domu. Nie widzę jej pod domem. Jestem załamana. Ale już za chwilę szczęśliwa podbiega do mnie zza domu (zostawiłam furtkę uchyloną, żeby mogła wejść). Normalnie się poryczałam ze szczęścia, że jest, zołza. Ona też cieszyła się jak głupia, lizała mnie chyba z 5 minut. Tajga i Honda też szczęśliwe! Uff! Z tego wszystkiego już nie mam siły jechać do Wrocławia dziś (z Tajgą miałam się wybrać, bo coś z nią nie tak jest, chciałam porobić głębsze badania). Ale jeszcze dużo pracy mam, a one wypompowały mnie i pozbawiły sił do czegokolwiek. (Mąż w delegacji, całkiem sama bez wsparcia byłam, okropność)
  5. Ja jestem z kolei przykładem osoby "starej", bo prawie 60-letniej. Radzę sobie z trójką 40 kg psów, nawet jak są na smyczy jednocześnie, panuję nad nimi. Planuję mieć duże psy jeszcze długo (inna sprawa, że w razie czego psy byłyby zaopiekowane i to we własnym otoczeniu, nikt z rodziny nie wyobraża sobie, by przyjaciel miał trafić do schroniska, bez względu na to, czy trzeba by zrezygnować z takich, czy innych przyjemności). Za to 80% moich o 20 lat młodszych koleżanek z pracy nie miałoby szans na to, by jeden 40 kilogramowy nie wyrwał im ręki, gdy zobaczy np. kota. Mają zrujnowane kręgosłupy, po jednym dniu wiosennych porządków w domu lub na ogródku muszą brać serię zastrzyków bo nie mogą się ruszać. Na treningach (pt, IPO) w grupie był u nas facet ok. 75-letni z ON-em i żaden z młodych właścicieli Belgów, ON-ów, dobków i innych nie dorównywali mu w stopniu opanowania psa. Młode pokolenie słabo wyobraża sobie kondycję co poniektórych 60-70-latków, która często jest lepsza niż dzisiejszych 20-30 latków. Jak jest się odpowiedzialnym, to decyzje o psie podejmuje się realistycznie, ale ani dzieci, ani wiek wcale nie musi być przeszkodą. W tym roku wyadoptowałam do MIESZKANIA na III piętrze, rodzinie z trójką dzieci (2 lata, 2 lata, 5 lat) suczkę niemałą, 46 w kłębie. I nie żałuję - wspaniały dom, suczka rozkwitła u nich. Po prostu wizyta PA musi przekonać o poziomie poczuciea odpowiedzialności ludzi, a wiek, stan majątkowy, liczba dzieci itp. nie mają aż takiego wielkiego znaczenia.
  6. Dzięki, Margi, poczytałam o Dziuni.
  7. Dzięki za pocieszenie. Najwyżej rzeczywiście pojedziemy w czwartek po pracy na krycie wczesnonocne. A w sobotę chyba nie odważę się na wersję z inseminacją chłodzonym nasieniem (i tak też trzeba by było opuścić gości, bo mieszkamy na odludziu i do weta daleko), tylko po prostu przeproszę gości po wspólnym obiadku lub podwieczorku i zostawię z innymi domownikami, a wyruszymy na powtórkę, też wczesnonocną.
  8. Czwartek 6 dzień cieczki - progesteron 0,21 ng/ml, piątek odpuściliśmy, jak nam sugerowano, a dziś, w poniedziałek, 10 dnia cieczki 1,67 ng/ml. Oj chyba się załamię. Kolejne badanie w środę i obawiam się, że będzie duży skok i najlepszy termin krycia będzie w piątek-sobotę, a to akurat dni bez szans na wyjazd na krycie, bo w piątek daleki wyjazd na groby, a w sobotę mam rzadkich gości z b. dalekiej zagranicy, więc na pewno się nie wyrwę (5-6 godzin w jedną stronę mamy z sunią).
  9. A jak trafić na jej wątek?
  10. No progesteron na tyle mały (0,21 ng/ml), że jutro nie będziemy badać. Dopiero więc w poniedziałek. Nawet jakby skoczył do poniedziałku poza 2, to miałabym pewność, że wzrost był w weekendzie i w zasadzie wystarczającą informację. Oj, żeby zdążyć przed świętem... (13 dzień cieczki i wtedy z konieczności dopiero 16, bo 2 dni nas nie ma). A chciałam 2 x z dniem przerwy i czarno to widzę.
  11. A ten czarny, sznaucerowaty z krawacikiem czy tu już na wątku coś o nim było? Szukam sznaucera średniego dla fajnej, poleconej rodzinki, ale nie mam jeszcze informacji, czy chcą rodowodowego kuoić, czy w typie asdoptować i jakie mają "kolorowe" preferencje, jeśli mają. Muszę wypytać.
  12. Wygląda na to, że jeszcze mamy trochę czasu - była robiona cytologia, komórki jeszcze z jądrami, Za to dowiedziałam się, że bardzo czysta jest, bez żadnych bakterii, piękny wymaz. Wyniki progesteronu za pół godziny. Niestety u nas na klinikach nie robią tych badań w weekend, więc jednak jutro powtórzymy badanie progesteronu, a później już w poniedziałek-środę, bo piątek święto. Że też zawsze jakieś święto musi się napatoczyć (1-2 listopada mamy wyjazd daleki w przeciwną stronę niż rep.)
  13. Dzięki rodzice za próbę odpowiedzi. Jutro jadę na pierwsze badanie progesteronu (6 dzień, o ile w sobotę był pierwszy, tak zakładam, bo śpią ze mną i zauważyłabym wcześniej choćby małe plamki na pościeli).
  14. No bo niektórym wszystko kojarzy się z tym samym albo podobnym, co można poradzić na takie schorzenie...
  15. Garażanki to prawie jak grażdanki, super, skorzystam matko chrzestna (ja wymyśliłam garażówki, więc kiepsko)
  16. Nie wiem, czy odurzanie i promyki nie zaszkodziły jajeczkom... A testów psychcznych o mało nie oblała, bo nie chiała atakować pozoranta ani w mojej obronie, ani w swojej, tylko machała do niego ogonem. Po prostu go znamy i Hondzia go bardzo lubi, to i nie uwierzyła, że chciałby coś złego mi albo jej uczynić. Dobrze, że nie boi się strzałów i dostała 5 na 5 za przybiegnięcie przez szpaler. Tym sposobem udało się zaliczyć testy.
  17. Fajnie, że w garażu u Was zimuje kot. U nas tylko myszy niestety i to bezimienne. Ale jeszcze nie wróciły.
  18. Cudne chłopaki. Wypieszczone, aż miło patrzeć. Dzień naprawdę cudowny. Nawet zdążyłam posadzić ostatni bukszpan i przyciąć parę irysów i trawek. Niestety za krótko w ogródku, bo musiałam wybrać się do Wrocławia na rtg z Hondą. Oby weekend też taki mógł być...
  19. A Honda dziś dostała najpierw "głupiego Jaśka" na 50 kg, już niby osłabła i położyliśmy ją na stół, a tam diabeł w nią wstąpił i musiała dostać poprawkę na 30 kg. Po 15 minutach kolejna próba i na szczęście napatoczyły się posiłki i wspólnie ją obezwładniliśmy, bo znów zaczęła wierzgać i się wyrywać, mało nie spadła ze stołu. Efekt: głębokie panewki, super umieszczona główka kości udowej. Aż dr Siembieda pokazywał jako wzorcowe biodra tym interesantom, którzy pomagali.
  20. Obiecałam, że wrzucę Rambo. To ten z prawej. A te dwie środkowe to moje sępy - Grace i Honda. [IMG]http://img12.imageshack.us/img12/4650/iz30.jpg[/IMG] Foty nie oddają wielkości za bardzo i w realu Rambo jest ładniejszy. Tu na spacerku z Franiem i jego tatą. Rambo po lewej, Tajga i Honda. A Grace z przodu. [IMG]http://img89.imageshack.us/img89/899/9xue.jpg[/IMG] To sam Rambuś [IMG]http://img5.imageshack.us/img5/7819/3qnd.jpg[/IMG] No i w zabawie z Tajgą, która na jego widok odmłodniała o 5 lat i go podrywała (nawet się dawał). [IMG]http://img89.imageshack.us/img89/4029/9qcy.jpg[/IMG]
  21. Jaki chudziaczek, ojej. Śliczna jest. Obie chudziutkie i śliczne.
  22. Ten wielki, dobrze kojarzysz. Ale już padam i nie mam siły włazić na imageshacka - jutro o 5:00 pobudka i cały dzień do wieczora zaplanowany w szczegółach, więc sunę spać. Jutro wieczorem coś wrzucę (może nawet jakiś mini filmik...), jak pozwalasz zaśmiecać Twoją galerię...
×
×
  • Create New...