-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
Dzięki, dziewczyny za słowa wsparcia - jest nam potrzebne. Zaraz daję kolejną tabletkę, a z jakim skutkiem, nie wiem. Za 1,5 godziny pasta do pychola, którą też pluje, a jak nie ma apetytu, to zagryzanie smaczkiem odpada. Do tego stopnia unika jedzenia, że jak wstałam od stołu z miseczką w ręku, żeby odłożyć do zlewu, to zeskoczyła z kanapy i zwiała do innego pokoju, bo myślała, że to kolejna próba z jedzeniem dla niej (wcześniej podchodziłam z talerzykiem, to odwracała się, a jak grzecznie nalegałam, żeby skosztowała, podsuwałam pod nos na palcu, to też sobie poszła.
-
Dziś po południu jest b. źle - kilka razy wymiotowała, na jedzenie nie chce patrzeć nawet najbardziej ulubione. Gorzej, bo nie kontroluję, czy leki są przyswajane, czy zwracane. Żałuję, że jednak nie zdecydowałam się na jeżdżenie codziennie na zastrzyk, ale to żeby jej nie stresować, bo nie znosi jeździć. Jutro chyba pojadę, choć mój doktor jest dopiero we wtorek po południu, a jutrzejszy dyżur sama nie wiem, kto tam ma i czy cokolwiek pomoże. Ale ona coraz słabsza, może chociaż ją trzeba dożywić jakąś kroplówką. Serce mi pęka na 100 kawałków, jak na nią patrzę taką smutną i przygaszoną, no i wychudzoną - gdyby nie futro, to same żebra jak kaloryfer.
-
Dziś myjąc podłogę i podnosząc legowiska znalazłam na podłodze wczorajszą tabletkę. A wetknęłam jej głęboko w przełyk, pilnowałam, żeby nie wypluła. Ona to chyba z żołądka by umiała odessać tabletkę z powrotem, żeby wypluć, menda. Ale w nocy już nie wymiotowała i rano cokolwiek zjadła, 2 łyżki, ale dobre i to. Suchego nie tyka, ale mimo sprzeciwów rodziny kupiłam znów pierś z kurczaka i daję z ryżem i warzywami, bo to ciamka. Trzeba wierzyć, że będzie lepiej, starać się - Vikunia i Kajcia też może pomalutku się z tych chorób polepszą. Tajga jakoś wczoraj już chodziła, ale w piątek po badaniu rtg, noszeniu, naciąganiu miała duże problemy, żeby zrobić choć dwa kroki, a mnie nie było, żeby podać jej lek przeciwbólowy, mąż sam nie zdecydował o podaniu leku.
-
Też trzymam kciuki za Mikusia. Ja jestem pod wrażeniem dr Sekuli. Co prawda starowince, z którą przyjechałyśmy nie dało się już pomóc (była zbyt długo sparaliżowana i starunia), ale byłam pod wrażeniem jego pracy i efektów, jakie osiągał z wieloma psami, które stawiał na nogi z całkowitego bezruchu.
-
[quote name='ania0112']Kciuki za Kenzo! Oby się dogadały! Cieszę się bardzo zwłaszcza, ze jestem chrzestną od Kenza :eviltong: (imię wymyśliłam) kciuki trzymam za suczydła od marako!![/QUOTE] O, imię pozytywne wybrałaś dla niego, chyba przyniosło mu szczęście. W nocy i nad ranem Grace znów wymiotowała -5 kałuż, ostatnie już nawet nie czarne, tylko brązowe, jakby ze świeższą krwią, już bez "fusów". Rano pogardziła swoimi najulubieńszymi kąskami i nic nie zjadła - załamaliśmy się wszyscy. Na mokrą karmę - odwraca pysk, na kurczaka - odwraca pysk, na biały ser - odwraca. Załamka. Po południu sprawiła nam radość i trochę zjadła kurczaka z ryżem, a na spacerze odzyskała humor i przynosiła patyki do rzucania. Uff. Na kolację niewiele, ale też coś pociamkała. W dzień już nie wymiotowała. Może leki zaczęły działać. Nie chciałam jej stresować i zabierać dziś na USG /nie znosi jeździć/. Czekamy i nadal podajemy leki.
-
Jak miła wiadomość o Kenzusiu! Oby przypadł do gustu koleżance - najważniejsze to przetrzymać pierwsze dni, żeby się nie ścierały za mocno. Grace w nocy wyprodukowała dwie kałuże czarne z fusami. Objawy świadczą o wrzodach, nadkwasocie (najpierw te piankowe, a jak już podżarło ścianki żołądka, to krew ścięta kwasem). Jestem dobrej myśli, chorobę wrzodową się leczy. Kupole ma super, apetyt też, więc na razie podejrzenie wrzodów. Jak nie poprawi się, endoskopia. Jutro wyniki krwi (dużo wskaźników, bardzo szerokie badanie zamówiłam). Tajga gorzej (choć nie tragicznie, bo przynajmniej biodra ma bez dysplazji) - ma zmiany zwyrodnieniowe na 3 kręgach. Już do końca życie leczenie, żeby się nie powiększały, no i żeby nie bolało. Zobaczymy jak krew, bo też porządne badanie - wyniki jutro. [SIZE=1](Jakbym mogła wcześniej, to bym pojechała do weta - nie mam lekko pracując 30 km od domu i dojeżdżając pociągiem 3 godziny do pracy, a do weta też wyprawa minimum 3 godziny trwa, nawet jak nie ma kolejek. Krew tylko na czczo, więc rano, a to mogę tylko w piątek, a po kolei z psami jechać to już w ogóle się nie uda - w pracy ostatnio wciąż jestem do tyłu. Teraz jestem na szkolnej dyskotece, więc sobie szybko weszłam na dogo, ale w domu będę dopiero o 21:00).[/SIZE]
-
My żałujemy, że hodowca repa odmówił pobrania nasienia i inseminacji, bo następnego dnia po tym nieudanym kryciu progesteron był 27,8, więc poprzedniego jak najbardziej inseminacja byłaby o czasie (on twierdził, że suka jest po szczycie, no i że on nie pobiera nasienia, tylko żona, a jej nie było). Czekamy na ostatni tydzień listopada z USG. Może pierwsze krycie wystarczy, by zaciążyła.
-
O tarczycy kiedyś myślałam, bo oprócz tego, że sierść ma bujną, to objawy niedoczynności jakby się zgadzały. Ale zapomniałam ostatnio - dzięki za przypomnienie!
-
Biedna Vikusia. Miejmy nadzieje, że jak jest diagnoza, to leczenie będzie skuteczne. A ja słucham Waszych rozmów o lekach wspomagających leczenie i poprawiających odporność i próbuję wszystko zapamiętać. Grace ostatnio skóra i kość, choć humor jej dopisuje i apetyt też, nie kuleje! (ale wciąż wymiotuje - dziś chyba z 5 razy!). Jutra jadę z obiema starszymi na badanie krwi - co doradzacie? Jakie profile zrobić w przypadku a) wymiotującej w różny sposób - nie jedzeniem, najczęściej treść żółta, pienista, a dziś np. ciemna i wodnista jak kawa z fusami b) otyłej i mającej kłopoty ze stawami, mało pijącej, sikającej i koopającej (je tyle co york, a ma powyżej 60 cm w kłębie)? Sików nie złapię (zapomniałam kupić pojemniki), ale mogę to innym razem.
-
Ja w piątek wybieram się z moimi starszymi paniami na badania krwi, bo mam różne obawy, co do stanu ich zdrowia, a wciąż nie było jak, bo tylko z młodą musiałam wciąż jeździć. U Tajgi walczymy z nadwagą, ma problemy z chodzeniem, a może przyczyna tego tycia jest jakaś hormonalna, bo je jak york. Grace z kolei wymiotuje od paru tygodni. Ostatnio nawet codziennie i zdarza jej się po kilka razy. Aż się boję, jak to będzie (5 pawi po drodze), no i co wyjdzie u nich -oby nic poważnego! (i ile kasy zejdzie).
-
Jak już pisałam, w niedzielę nie udało się pokryć mojej suni, kawaler nie był specjalnie uparty (próbował, ale mało wytrwale i niecelnie, a ona warczała i się rzucała). Hodowca (wet) stwierdził, że już po szczycie, (poniedziałek 1,61, środa 5,67, piątek jedyne krycie, z zakleszczeniem, ale niezbyt długim, niedziela - klapa). W poniedziałek o 9:00 progesteron był 27,8, więc jednak chyba w niedzielę była płodna jeszcze. (ostatnio znajomy krył sukę tej samej rasy przy 30,00 jeden raz i 4 szczeniorki). Chciałam, by wet inseminował, ale nie podjął się pobrania nasienia (robi to zawsze u jego psów inna osoba, nieobecna w tym czasie). Żałuję, że tak poszło. Ale mam nadzieję, ze jednak zajdzie (wczoraj sunia miała czkawkę - po raz pierwszy w życiu, to jakoś mi serce zabiło mocniej na ten widok!).
-
Obie (tzn. Iga i Sarenka) strzelają takie miłosne minki do siebie, że aż miło patrzeć. Ta Sarenka z podniesioną łapką - no cud!
-
Niestety domowe też niekiedy lądują na bruku i zaczynają być bezdomnymi, to i na początku jeszcze noszą ślady "domności"
-
Mendy Dwie Złe nie dadzą nudzić się... Tazzman i Idefix męczą mnie :)
marako replied to Saththa's topic in Foto Blogi
AnkaG - i byłaś w niedzielę lub piątek na zastrzyku z Kajcią? -
[quote name='malawaszka']sprzedałam ją na razie do dzieci i odpoczywam i ja i Zgredek; (...) gorzej jak szwagier wróci z pracy a ona go oszczeka i będzie koniec odpoczywania :splat:[/QUOTE] To znaczy, że jak wróci szwagier i ona go oszczeka, to ją weźmiesz znowu do siebie?
-
Liczę na to, że jakiś cud się zdarzy i ktoś zareaguje na ogłoszenia, że ona jest czyjaś. Ale to chyba tylko cud byłby. Chce się głową w ścianę bić z bezsilności jak wciąż taka podłość dokoła.
-
[quote name='ULKA12']U nas w każdą środę i sobotę pojawiają się nowe psy.[/QUOTE] W sobotę porządki weekendowe, to trza usunąć niepotrzebne graty, ale w środy?!
-
[quote name='Vectra']Maroco , jeśli w środę było 5,67 ... to pierwsze krycie powinno być w piątek , a powtórka w niedzielę. Więc jak pierwsze krycie było w sobotę , no to masz dużą szansę na powodzenie. Dziś pewno już była musztarda po obiedzie ;) Trzymam kciuki !!! My jesteśmy 2 tygodnie po randce , więc nie wiemy nic :grins:[/QUOTE] Jedynie krycie było w piątek i to rano. Niedzielne nie udało się. Dziś dla swojej informacji zbadaliśmy progesteron, żeby upewnić się, że skok był szybki i już wczoraj było po szczycie. Ja też trzymam kciuki za efekty Waszego krycia! Mesala, za Wasze oczywiście też. Nirek - udanej randki!
-
A my wróciliśmy przed chwilą z drugiej, nieudanej randki. Wszystko wskazuje na to, ze było już za późno. Dla przypomnienia: poniedziałek 10 dzień) progesteron 1,61, w środę (12 dzień) 5,67. Fachowcy na klinikach (katedra rozrodu) kazali czekać i zbadać progesteron w piątek lub nawet w sobotę, a krycie miało być prawdopodobnie "już" w niedzielę lub poniedziałek. Nie czekaliśmy, pojechaliśmy już bez żadnych badań w piątek (raniutko, bo później tamci wyjeżdżali). Krycie OK, choć suka była w środku twarda i nie były złączone szczególnie długo. Dziś miała być powtórka ale nie dało się mimo wielu podejść (ona już bardzo nie chciała, samiec też niespecjalnie). 800 km przejechane na darmo. Prawdopodobnie już było po szczycie progesteronu. (jutro dla pewności zbadam, żeby na przyszłość przekonać się jak to u niej było). Liczę na to, że piątkowa randka była wystarczająca i coś z tego będzie. Bardzo bym się zmartwiła, gdyby nie - nieźle się zadłużyliśmy na to przedsięwzięcie, nie mówiąc o przeżyciach suni (tych dzisiejszych), no i coraz starsza jest, a u dużych organizm się starzeje szybko.
-
Uff, goście mili, fajni, ale dopiero przed chwilą odjechali i teraz wychodzi ze mnie zmęczenie takie, że nawet senność mi odeszła, zaczęła boleć głowa i boję się jutra (nawet nie wiem na czym stoimy, czy pojedziemy rano, czy po południu, bo to zależy od właścicieli psa, czy dopiero po ich powrocie mamy tam być, czy ktoś inny ich zastąpi i możemy być wcześniej. Mąż już padł i poszedł spać. Ja jeszcze muszę położyć wnuka, bo syn ich odwozi do City no i zażyć prochy na głowę. Hionda moja dziś ochocza i próbowała uprawiać seks z każdym, nosi ją po domu. Mam nadzieję, że ochoty wystarczy jej do jutra wieczór.
-
No, jesteśmy po randce (udanej, choć zakleszczenie było nie tak długie, jakby się chciało). Jutro poprawka. Wróciliśmy o 4 nad ranem (a dziś mam za moment gości - od 6 rano sprzątałam chatę, bo miałam Sajgon po ostatnich dniach). Jedzenie będę robić dopiero, jak oni się pojawią, bo nie zdążyłam. Ale i tak już ulga, że połowa za nami.
-
Na takie zakończenia czeka się nieraz długo i jak widać nie należy się poddawać. Piękny widok - Hrabal w końcu na swoim miejscu.
-
Jedziemy jutro skoro świt, o 4 wyjazd, mamy nadzieję jeszcze po powrocie pojechać w przeciwną stronę 200 km na groby. Właściciele reproduktora wyjeżdżają zaraz po południu, więc stąd nowa wersja konieczna (i zarazem optymalna). Nie wiem, czemu na klinikach (Katedra Rozrodu ...) nam kazali spokojnie czekać i zrobić kolejne badanie nawet w sobotę, niekoniecznie w piątek. A krycie sugerowali na niedzielę/poniedziałek. Wasze wszystkie wyniki progesteronu od początku wątku przepisałam do tabelek i wciąż do nich zaglądałam jak do przewodnika krycia. Dlatego też postanowiłam nie czekać, tylko jechać jutro (miało być tylko PO wyjeździe na groby, a będzie PRZED, z uwagi na plany tamtych ludzi). Powtórkę prawdopodobnie zrobimy jeszcze w niedzielę, tak na wszelki wypadek (oni wracają w dopiero w niedzielę wieczorem)
-
Tak też powiedziałam na klinikach, ale oni utrzymują, że dopiero niedziela/poniedziałek krycie. A w sobotę dopiero lub w piątek badanie mam robić. Upewniłam się dziś, że jednostki progesteronu są podane takie, jak myślałam, bo już zwątpiłam, że fachowcy każą mi czekać z kryciem do niedzieli. (tak miałam z mamą Hondy - na klinikach kazali cierpliwie czekać i zrobić badanie progesteronu po świętach, a my pojechaliśmy na Litwę w wigilię i po świętach już byliśmy z powrotem. Efekt - 13 szczeniąt). Chyba jutro po wyjeździe na groby jeszcze się wybierzemy (ponad 400 km w jedną stronę), ale cóż, postaram namówić męża, żeby cmentarze (aż dwa, 200 km od nas i to w różnych miejscowościach) odwiedzić do południa i wracać do domu, to byśmy mogli wtedy być na kryciu o przyzwoitej godzinie, 21.00 np. i przed świtem wrócić (rano w sobotę przyjeżdżają goście!). A drugi raz w niedzielę przed południem.
-
Już sama nie wiem. Dziś (czyli w środę) mieliśmy 5,61 (a w poniedziałek 1,67), więc spory skok. A na klinikach mówią, że spokojnie mam zrobić kolejne badanie dopiero w sobotę, a jechać to dopiero w niedzielę-poniedziałek, nie wcześniej (chciałam zbadać jutro, bo w piątek nas nie ma). Czy nie za późno czekać z kryciem do niedzieli-poniedziałku?