Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. A coż Ci te biedactwa zawiniły (pająki rzecz jasna)? Bezinteresowna rzeź niewiniątek - nie spodziewałam się po dogomaniaczce.
  2. A tu już w nowym domku buziaki z nową panią: [IMG]http://img208.imageshack.us/img208/6373/jadziazkam1.jpg[/IMG] I zadowolony pycholek już po obwąchaniu całego mieszkania 30 razy: [IMG]http://img199.imageshack.us/img199/1235/kama1.jpg[/IMG] [IMG]http://img257.imageshack.us/img257/4701/kama2.jpg[/IMG]
  3. Przejmowanie Kamusi (jeszcze raz dziękujemy CornflakeGirl): [IMG]http://img38.imageshack.us/img38/3585/gnieznokama4.jpg[/IMG] [IMG]http://img257.imageshack.us/img257/9720/gnieznokama6.jpg[/IMG] I ostatnie uściski i całuski na pożegnanie: [IMG]http://img194.imageshack.us/img194/5843/gnieznokama7.jpg[/IMG]
  4. Kamusia jest bardzo kochana. Na początek co prawda zrobiła koo i sii w domku (tuż po godzinnym łażeniu po trawce kilka razy, gdzie nic nie udało się jej wysiurać i po ponad 7-godzinnej podróży, w czasie której na spacerkach po lesie też ani kropelki). Po podróży na kolankach nowej pańci Kama chodzi za nią krok w krok. Mąż stęskniony próbował (niestety zbyt mocno) też ją obłaskawić, ale nie dała się. Nie dała się też choć trochę umyć (a pańcia bardzo pragnęła zmyć zapaszki poschroniskowe), ale dała mi wyciąć parę poklejonych dredzików na pysiu (parę razy wyraziła sprzeciw, ale obyło się bez bandaży i plastrów na rękach i cała i zdrowa mogłam pojechać do swojego domu - niestety jestem tylko matką chrzestną - a miałam wielką chęć ją zabrać do moich 2 suk i nie oddawać, taka jest słodka). Rano już prawidłowo koo i sii po 2 razy na spacerku. Jedzonko chętnie wsunięte i zakażdym razem entuzjazm na widok nowej pani. Cudownie umie się bawić piłeczką. Jest wesoła i energiczna, a jednocześnie przytulak. Tyle, że jak czegoś się obawia, lubi ugryźć (lżej lub mniej lekko przy próbie kolejnej np. mycia). Zaraz wrzucę parę zdjęć.
  5. No właśnie. Nawet woziłam się prawie 700 km, żeby dowieźć pewną psinę ogłaszaną na dogomanii mojej rodzince, której się spodobała. Ale tu nawet ślady na podłodze są wielkim utrudnieniem, nie mówiąc o zapachu, czy kłakach i nie będzie lekko, choć uczucie dla psinki jest (sunia miód!!!), więc nawet Weruni nie pokazywałam, bo nie byłoby po co. Tak niestety rozumuje ogromna większość nawet tzw. porządnych ludzi - przecenia jakieś duperelki, nie potrafi docenić tego, co najgłębsze i najlepsze. Trochę żal przeze mnie przemawia, ale sama nie wiem, czy dobrze zrobiłam w ogóle pokazując rodzince (skądinąd bardzo fajnej)jakąkolwiek psinę, bo teraz będę się o nią martwić i nic nie będę w stanie zrobić jakby co. (i tak dałam z siebie dużo szykując wyprawkę dla psiny i wożąc się całą dobę, tym bardziej czuję się odpowiedzialna)
  6. Dłuuugie łapy ma to jagnię. A foty z jęzorami wywalonymi najbardziej lubię - zmęczone, wyhasane, szczęśliwe pyski. Ach, gdybym nie miała "na liczniku" tyle lat, to na pewno szarpnęłabym się na takie wakacje z psiurami, na jakie jedziecie - jakoś przez rok odłożyłoby się na wpisowe. A Wam życzę dobrej zabawy!
  7. To dobrze, że Bumiś ma Ciebie, Piechciu. Od prawie roku Bumerang jest jednym z kilku moich ulubieńców i bardzo chciałabym, by był szczęśliwy. Większość tych piesków, które jednocześnie z nim zaczęłam obserwować znalazło już domy (jeden nawet u mnie), a on wciąż czeka... Miło, że choć ma z kim pogadać i pospacerować. Dzięki za to, co robicie.
  8. Wygłodniała Pepa rewelacyjna, ale ta z rozwianymi w każdą stronę uszami i przymrużonymi oczami (zdjęcie przed fruwającą Oliwką) mnie urzekła najbardziej.
  9. Uwielbiam zaglądać tutaj na te wszystkie szczęśliwe zwierzaki w dodatku w takim super otoczeniu. Ciągnie mnie do takich klimatów, szkoda, że za stara jestem już chyba na takie duże zmiany - i tak dobrze, że wybrałam po 30 latach we Wrocku choćby wersję kompaktową wsi i też zwierzyniec do tego dopasowany. Odkąd odszedł do DS Marko, jakoś pusto się zrobiło, a suczydła niemrawe i ospałe. Jak tak sobie pooglądam "sforę Hektora" albo "galerię Luny..." to rekompensuję sobie te niedostatki Waszą przestrzenią i urozmaiconymi jak zawsze historyjkami z życia zwierzaków. No i miło się was słucha, jak plotkujecie. (Teklo, czy mogę tu zaglądać? Hektora losy śledzę od chwili, gdy Jurmar wiózł go nad morze, więc chyba mnie nie przepędzisz?...)
  10. I co u Kamy? Szkoda, że Olsztyn to dla mnie przeciwległy koniec Polski, bo chętnie bym ją poznała na żywo. Przeczytałam ten wątek już ładnych kilka razy "od deski do deski" i wciąż jestem pod wrażeniem jej uroku. I nie jestem odosobniona w tych uczuciach, bo jak pisałam mam w bliskiej rodzince kogoś o wielkim serduchu, mającemu przy okazji czas dla zwierzaka, komu Kama też od pierwszego wejrzenia się spodobała. Ja już mam 2 duże suki, więc nie mogę wziąć jej do siebie (nawet z ciężkim sercem oddawałam do DS ostatnio mojego Tymczasa), ale gdyby trafiła choćby do rodziny... Czy sunia nadal czeka na domek? Jak wyglądają procedury adopcyjne? Czy zdarza się, że dogomaniacy z Olsztyna czasem jeżdżą na południowy-zachód kraju (dla tej osoby raczej pojechanie po nią byłoby trudne)?
  11. W celu odpiaszczania zainstalowałam nawet w pom. gosp. brodzik, przez który miał pies (psy) przechodzić po spacerku. Ale jak doczytałam, że przydomowa oczyszczalnia najbardziej nie lubi piasku i ziemi wpuszczanych do niej, używam go do odciekania prania ręcznego. A psy wbiegają jak leci kilkanaście, a w weekendzie kilkadziesiąt razy na dobę. Po czym uskuteczniam zamiatanie 3-5 razy dziennie, a i mopem przelatuję ze dwa razy.
  12. Spoza schroniska drugą wielbicielkę też ma. Kama bardzo spodobała się też komuś niezapsionemu z mojej rodziny, kto trochę zaczyna dojrzewać do przyjęcia psa pod swój dach, ale nie jest zdecydowany, więc nie nakręcam się na tę myśl (niedawno adoptowałam sunię, która miała pójść do mojej koleżanki, a ta w ostatniej chwili się wycofała. Teraz muszę uważać, bo mam już dwie duże panny i to jest maksimum moich możliwości).
  13. Ja też czekam. Ale wiem, że trzeba dać im trochę czasu na rozpakowanie kartonów po przeprowadzce. Mam nadzieje, że w weekendzie się odezwą. To już jutro tydzień, więc chyba coś będą mieli do opowiedzenia. Gdyby było jakoś źle, alarmowaliby, a tak, można mieć nadzieję, że idzie ku dobremu. Grace za to dziś z furią w oczach zatopiła zęby w karku ONki sąsiada, z którą od zawsze miały na pieńku. Nie wiem, kto zaczął (zwykle zaczynała ONka, bo Grace co najwyżej broni zabawek lub terenu, ale tym razem nie jestem pewna, mogło być inaczej), w każdym razie gdy Agnieszka (córka) dobiegła za róg, gdzie spięły się suczydła, zobaczyła już finał, tzn. jak moja olbrzymka trzyma zębami za kark tamtą. Młoda dała radę odciągnąć Grace, nie wiem jakim cudem, sąsiadka jednocześnie odwołała swoją, ale nie wiem, jaki jest efekt, bo wróciłam późno i nie widziałam się z sąsiadami. Głupio mi nawet im się pokazywać, choć córka twierdzi, że krwi nie widziała, tylko powyrywane kudły. Za to moja chodzi teraz jakaś dumna jak paw, a Tajga schodzi jej z drogi, co wcześniej się nie zdarzało. Tak, że mimo braku Marko, tj. ciszy w domu, nudy na spacerach, suki potrafią też zaskoczyć.
  14. Tajga zaczęła dziś tarzać się i włączyła do tego warczenie zpupełnie tak, jakby Marko ją podgryzał. Brakuje jej tego - trudno było ją rozruszać i nauczyć zabaw po tym 8-miesięcznym schronie, a Marko tego dokonał bardzo szybko.
  15. Sama nie wiem, czy z tymi "starymi" zapachami lepiej, czy gorzej. Ale wiem, że przy kupowaniu szczeniaka z hodowli dostaje się kawałek legowiska, kocyka itp. ze starego miejsca (tak my mieliśmy z Grace), więc tak mi się jakoś skojarzyło, że tak jest lepiej, jeśli przejście jest "miękkie". Rzeczywiście, ciekawa też jestem, jak poradziłby behawiorysta. Tajga dziś zupełnie mnie nie odstępuje. Na spacerze znaczyła teren co 20 metrów (nigdy jej się to nie zdarzało). TZ wymyślił, że zostawia ślady, żeby Marko trafił po tym, jak się zgubił i brzmi to prawdopodobnie. Dziś po południu 2 sms-y, że już dziś jadł całkiem dobrze (wczoraj nie), że jest smutny i osowiały, ale też i zamacha ogonem, jak się ktoś z domowników zbliża, macha też ogonem przy wychodzeniu na spacery (dziś już 2 dość długie). Nie atakuje napotkanych psów, ładnie chodzi na smyczy (to wiedziałam). Jeszcze nie widział się tym dwuletnim synkiem, dziś wieczorem pozna dzieciaka. Lepiej byłoby, gdyby go zobaczył już "na stanie" wczoraj, ale chyba będzie dobrze.
  16. Dałam Adze (córce) aparat i prosiłam, żeby porobiła zdjęcia, jak wsiada do auta. Sama nie wychodziłam z domu, żeby nie było scen pożegnalnych, ale obserwowałam wszystko z okna na górze domu, niewidziana przez psa. Aga zdjęć nie zrobiła, tylko to, które jest z nowym panem (idą w stroną auta). Aż się dziwiłam i ulżyło mi, że WSZEDŁ SAM, zwabiony smakołykiem (do bagażnika, na legowisko). Później jednak zdecydowali się jednak (jak ja sugerowałam, ale oni bali się że syn nie da rady go opanować) na tylne siedzenie. Pies więc wyskoczył z bagażnika, onizrobili przepak i ZNÓW Marko SAM wszedł do auta na tylne siedzenie, koło ich chłopaka, ale bez legowiska, a tylko dali mu mój T-shirt dla zapachu. Przyznam, że choć ryczałam jak głupia cały dzień, to ulżyło mi, że ich zaakceptował i poszło to tak gładko. Naprawdę ci ludzie to najlepszy dom dla Marko, jaki mógł znaleźć. On wyczuł, że jest upragnionym psem, zaakceptowanym od razu, bez żadnych wątpliwości i warunków. Wyczuł ciepło i zdecydowanie tych ludzi i poszedł jak w dym. Będzie tęsknił, ale przecież tych 5 miesięcy to przygoda, jaka nie zdarza się każdemu psu, po której jest teraz kochanym, pełnym radości chłopakiem, wspaniale potrafiącym funkcjonować w psio-ludzkim stadzie. Tajga jako jedyna z psów (bo już to nieraz przechodziła) zrozumiała o co chodzi. Jak zabrali go na spacer, po raz pierwszy okazała emocje i straciła swoje zwykłe opanowanie. Piszczała i próbowała wyjść przez szparę między prętami ogrodzenia. Jak wrócili, była przeszczęśliwa. Teraz nie może znaleźć sobie miejsca i zajęła miejsce Marko w nieodstępowaniu mnie na krok, jakby wcieliła się w jego osobowość. Wieczorem nowi ludzie napisali, że początkowo w podróży był niespokojny, ale później zasnął nawet na kolanach pani (przesiedli się chyba z synem). W domu osowiały i przygaszony, zupełnie nie przypomina tego radosnego, pełnego życia psa ze "starego" domu - tęskni. Powiedziałam im chyba wszystko, co powinnam na temat Marko, jego mocnych i słabszych stron, pokazałam szczepienia, odrobaczania, wyniki badań, zdjęcie bioder, dałam butlę Arthroflexu, maść na zajady, witaminy, ulubione smakołyki, kocyk z zapachami suk i swój noszony cały dzień T-shirt. Wiem, że będą o niego dbali i opiekowali się na dobre i na złe. Będą w stałym kontakcie, więc czasem doniosę, co u niego słychać, ale temat wątku już pora przy okazji zmienić, o co proszę. Rozpisałam się, ale musiałam, miałam taką potrzebę (ryczę i zmoczyłam całą klawiaturę, ale widać tak już musi być, nie jestem przecież nieszczęśliwa, bo odszedł w dobre ręce, ale 5 miesięcy to kawał czasu). Dziękuję z całego serca Wam wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że jeszcze jeden piesek może godnie i szczęśliwie przeżyć swój czas. Mnie ta przygoda z Marko też wiele nauczyła i wiele mi dała - za to też dziękuję.
  17. Jakieś zamieszanie, najechało ludzisków i wszyscy się mną interesują: [IMG]http://img178.imageshack.us/img178/6919/zamieszanieprzedwyjazdo.jpg[/IMG] Zabrali mnie na spacer - pokazałem im moje ulubione miejsca (szkoda, że nie zabrali na spacer moich koleżanek). No, ale wracamy do nich: [IMG]http://img142.imageshack.us/img142/4273/zespaceru.jpg[/IMG] Teraz idę sobie z tym fajnym panem, który dawał mi górę smakołyków: [IMG]http://img142.imageshack.us/img142/1649/doautaznowympanem.jpg[/IMG]
  18. Poranne słoneczko zachęca do drzemki: [IMG]http://img30.imageshack.us/img30/5690/odpoczynek.jpg[/IMG] Jeszcze spojrzenie na kochaną panią: [IMG]http://img18.imageshack.us/img18/6656/ostatniespojrzenienapan.jpg[/IMG] Jestem szczęśliwym psem, to chyba jasne: [IMG]http://img18.imageshack.us/img18/6836/markoostatnidzie.jpg[/IMG]
  19. No i pojechał. Pusto jakoś się zrobiło, suki osowiałe, ja porykuję co jakiś czas. Na spacerach teraz żadnych szaleństw, bijatyk. Dziewczyny szukają go i wwąchują się w jego ulubione miejsca do sikania. Tak wczoraj rano jeszcze było: Jeszcze w trójkę - poranna sjesta [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3386/poraccasjestasfory.jpg[/IMG] Jak zawsze blisko Tajgi: [IMG]http://img142.imageshack.us/img142/9200/markoitajgapoegnanie.jpg[/IMG] Ostatnia przepychanka z Tajgą: [IMG]http://img259.imageshack.us/img259/6425/ostatniabijatykaztajg.jpg[/IMG]
  20. A on sobie leży u mnie w nogach i nie wie, że jutro zawali mu się duży kawałek świata. Tak się kochamy, że będzie mu bardzo trudno. Zwłaszcza, że od tygodnia mam wolne i jestem przez cały czas w domu, a on wszędzie za mną człapie.
  21. Jutro o 10:00. Dzwonili godzinę temu. A już mialam nadzieję, że im się znowu coś przesunęło. Ja już ryczę co chwilę i muszę zamykać się w łazience, bo jest u nas gość i głupio mi tak się rozklejać. Trzymajcie jutro kciuki, żeby podróż mu przeszła bez sensacji (nie wiem ile zechcą tu być zanim go spakują, więc nie mam pojęcia o której go będą wieźć, ale mają dobrych kilka godzin jazdy (bez klimy). Co doradzacie (oprócz wody) na drogę? Aviomarin? Ostatnio jadąc do lekarza nie haftował, ale wcześniej mu się zdarzyło ze dwa razy.
  22. Trochę z innej beczki: jeśli ze stroną adopcyjną sznaucerów nadal coś robisz (a sądzę po najnowszych wpisach, że tak), to możesz w wolnej chwili przenieść do adoptowanych Czoka (koszalińskie schronisko). Długo tam był, od dawna zaglądałam, bo taki fajny kudłacz, a wciąż tkwił w schronie; dziś też myślałam, że go znajdę na kudłaczach, a tymczasem jest już w metamorfozach. Nazywa się teraz Armin, są zdjęcia z nowymi ludźmi (ale nie jest napisane, gdzie jest jego nowy dom).
  23. Ale super zdjęcia piorunów! Zazdraszczam (mój badziewny aparacik niestety nie nadaje się do takich zdjęć, więc nawet nie próbuję, choć zapewne nawet lepszym nie udałoby mi się nic nawet w porywach osiągnąć, więc tylko przeżywam i napawam się chwilą oglądania takich zjawisk). Ktoś tu wcześniej pisał o jakiejś zeszłorocznej nocy pełnej nieustających błysków. Pamiętam ją doskonale i u nas, zwłaszcza, że wiele/większość błysków było całkiem poziomych na pół szerokości widzenia. Czy macie może własnoręcznie ufoconą taką poziomą błyskawicę?
  24. Wera jest piękna, a niszczenie zapewne po jakimś czasie, gdy zyskałaby pełne poczucie bezpieczeństwa zanikłoby. Jest bardzo zbliżona wyglądem do sznaucerki, mocnej budowy, jak moja olbrzymka. Po opisie sądząc, charakter ma też mocno sznaucerowy, czyli bardzo sensowny dla otoczenia. Większość kłopotów z niszczeniem rzeczy przecież wynika ze stanów lękowych, a te przy właściwym prowadzeniu (przez tego jedynego, własnego człowieka) zanikną lub się zmarginalizują. (nie mówię o lęku przed burzą, strzałami itp., ale i taki lęk nie musi prowadzić do spustoszenia czynionego wokół przez psa) Ach, gdybym nie miała już 2 dużych suk... Ale wierzę, że miłośnicy sznaucerów się zgłoszą i sunia znajdzie dom. Może sensowny byłby tymczasowy u jakiegoś doświadczonego miłośnika tej rasy? Bo w najlepszym nawet azylu/schronisku nie ma chyba jednego opiekuna dostatecznie długo każdego dnia? Nie mam doświadczenia w szukaniu domów, ale zapewne trzeba ją ogłaszać i pokazywać - sznaucery znajdują zwykle domy i to często niezłe. Mojemu tymczasowi mniej podobnemu do sznaucera olbrzyma specjaliści znaleźli dom i za parę dni będzie już u nowych ludzi. Trzymam kciuki za Werę.
  25. Z trzema naraz do weta... Podziwiam. Nawet też kiedyś miałam podobny pomysł, ale, że Tajga w aucie rzyga , a i Marko też podrzyguje od czasu, Grace się ślini, to wożę je pojedynczo. Zresztą inne gabaryty do przewożenia - moje łącznie prawie setkę ważą. A prowadzisz je do gabinetu razem? Dziś też byłam u weta (Marko coś ma na wargach/ustach, czy nie wiem jak nazwać tę część mordy, raz mniej, raz więcej, raz strupki, raz odapadają i się sączą). Chcę go oddać w dobrej kondycji, bo wiem, że w 8 miesiącu, z dwulatkiem trudno byłoby od razu biegać po weterynarzach, a i nad psem trudno byłoby im na początku zapanować. Dostał zastrzyki witaminowe i żel do smarowania buźki. Był kochany i miły dla pani doktor. Za to jak wracaliśmy przez las, spotkaliśmy przypadkiem moje suki na spacerku z córą i dziewczyną syna (tak z kilometr od domu). Wymyśliłam, że dodam Marko do kompletu, wypuściłam go do nich, on do nich pobiegł, a ja odjechałam. Po chwili patrzę, a Marko galopuje za mną. To ja nogę na gaz i usułuję mu uciec po tej wyboistej drodze i tylko się modlę, żeby do nikt inny nie jechał, bo rozjedzie głupka (głupków, bo panny dołączyły). Myślałam, że zostana, ale za chwilę, jak zwolniłam pod domem, dobiegły do mnie. Marko pierwszy, potem długo, długo nic i dziewczyny. Noga trzęsła mu się po tym biegu ze dwie minuty. A suki padły na taras i nie chciały pójść ze mną naprzeciw Adze i Kasi. Poszedł tylko Marko. Dobrze, że droga jest leśna, prowadzi tylko do naszego przysiółka z kilkunastoma mieszkańcami, dalej się kończy, ale jednak trochę ludzi jeździ, bo myślałam, że dostanę zawału.
×
×
  • Create New...