-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Everything posted by Nutusia
-
Na wizytę zapraszamy oczywiście nie tylko Małą Czarną, ale wszystkich chętnych wielbicieli Królewny (a przy okazji i moja Tosca się na parę głasków załapie :) Również chylimy czoła przed Ronją i jej mężem, bo pamiętam jeden z pierwszych wpisów, że Tosia nie jest zainteresowana ani trochę człowiekiem (chyba, że ma coś do jedzenia). Młody, mądry i chcący się uczyć pies, we wprawnych i czułych rękach opiekunów, szybko załapie co jest w życiu naprawdę ważne! :) O zdjęcia pytam tylko czy doszły (nie popędzam Boże broń), bo wysyłałyśmy z Uli komputera, nie umiałyśmy zmniejszyć i w ogóle jak dwie ciotki w Czechach...)...
-
[quote name='obraczus87']A ja mam pytanie, zapewne przeoczyłam ;/ za co przepraszam. ;/ Czy Tosia na czas nieobecności Państwa bedzie zawsze przebywac na podwórku?? Przy sprzyjającej pogodzie - tak. Do dyspozycji mają duuuży ogród, zadaszony ganek, a także porządną, ocieplaną budę, w której np. Nikunia bardzo chętnie się chowała przed deszczem (bo Nemek durnowaty moknąć lubi...). Całą zimę oraz gdy jest wyjątkowo paskudnie (zimno, mokro...) Uli psy zostawały w domu. Po powrocie Państwa do domu, wybór ogród-dom w większości wypadków należy do psów. Noce zawsze spędzają w domu.
-
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Nutusia replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
O matko! Strasznie długo go trzymało jak na to, że w miarę wcześnie babeszja została wychwycona! Nemek nie dostawał furasemidu - myślałam, że to dlatego, że jego stan był lepszy... Rety - zapłaciłaś majątek za w dodatku niewłaściwe leczenie! Skandal! Boże, jakie ja mam szczęście z naszym doktorem, za dwutygodniową walkę z Toskanki zapaleniem płuc zapłaciłam coś ok. 600 zł, a i tak mi się wydawało, że to gigantyczna kwota... W dodatku u niego nie jest lecznica całodobowa, a praktycznie całe święta przesiedział w gabinecie bo "cóż zrobić, jak kleszcze takie?..." Mam nadzieję, że z Idolem będzie wszystko w porządku, że to tylko jakaś przypadkowa niestrawność czy przypadłość... Bidulek, nie za bardzo na tych świętach skorzystał... W ogóle jakieś te święta pechowe były dla moich ulubionych psiaczków niektórych... Trzymam kciuki i za Idolka i za Semika - będzie dobrze, bo inna opcja po prostu nie wchodzi w grę! -
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
Halo, halo, już po świętach, gdzie decyzja?... -
No nie wiem, Ewa, czy powinnam pisać o Nemku, bo mam z nim na pieńku! W końcu to moją karkówkę w ilości 1,5 kg ukradł i wrąbał podstępnie, odbierając świątecznie od ust i narażając Dziecię me na głód z dala od domu rodzinnego, bo wałówka o karkówkę uboższa jest!:angryy: Babeszja została uchwycona w momencie, gdy jedynie śledziona była nieco powiększona - pozostałe narządy, czyli nerki i wątroba nietknięte! Skończyło się na jednej kroplówce i zastrzykach w sobotni wieczór, a w niedzielę rano już normalnie zjadł śniadanie i radośnie brykał z Tunką po ogrodzie! A wieczorem... zaczaił się na moją karkówkę, którą bezczelnie zwędził ze stołu, podczas gdy co najmniej 4 osoby były cały czas w tym samym pokoju! W dodatku zeżarł sam, Tunka obeszła się smakiem... Ale dostał za swoje, bo całą noc ział i stękał (zasługa czosnku i majeranku!:diabloti:). Rano Ula pognała z nim do Doktora przekonana, że to nawrót babeszjozy! A ja się wzięłam do przygotowywania śniadania i wałówki dla mojego Tomcia i odkryłam zniknięcie karkówki! W samą porę, bo biedny Doktor wymacał wielką gulę z nemkowym żołądku i pewnie do dziś by się zastanawiał co to takiego?... :evil_lol: A Tunka jest świetna, przylepka i baaaardzo zorientowana na człowieka i na kontakt z nim. Jakby cały czas nastawiona czego się będzie od niej oczekiwało, wymagało... Już prawie opanowała, że do kuchni psom wchodzić nie wolno (choć jest otwarta na salon i granica jest praktycznie niewyczuwalna!). Przychodzi na głaski, daje obie łapy i podtyka makóweczkę pod dłoń, jest przy tym bardzo subtelna. Usiłuje też zachęcać Nemka do zabawy, ale jak tu się bawić przy niestrawności?! :diabloti: Wczoraj, gdy Ula pojechała z Nemkiem, Tunka czuła się trochę zagubiona i popłakiwała w ogrodzie, ale została wpuszczona do domku i utulona w żalu... Chyba byłoby jej o wiele trudniej odnaleźć się w nowym domu, gdyby miała być jedynym psem. Popołudniu natomiast, została przyłapana na kradzieży... butów, które... wyniosła do ogrodu! :-o Na szczęście postawiła jeden obok drugiego pośrodku trawnika i nie trzeba ich było szukać po krzakach :) No cóż, Pańciostwo będzie musiało się wziąć za porządki i nie zostawiać swoich rzeczy "byle gdzie" :eviltong: Dziś została z Nemkiem w ogrodzie na cały dzień (pierwszy raz bez ludziów). Gdy wyjeżdżaliśmy do pracy, widziałam przez sztachety dwa łudząco do siebie podobne groźne psy goniące przy płocie! W tym tygodniu panienka pojedzie na przegląd do Doktora. Jedyne, co nas niepokoi, to sposób, w jaki stawie tylne łapy i kręci bioderkami (albo my już paranoję dysplastyczną mamy obie!). Hmmmm.... to na kiedy jest planowana wizyta poadopcyjna?...;) ps. Kama, dostałaś wczoraj zdjęcia (szt. 4) na maila?...
-
[quote name='Greven']Może weźmiesz na tymczas Nurka, albo innego Siurka? :evil_lol:[/QUOTE] W tym niestety nie pomogę, choć bardzo bym chciała...:shake: Na stanie dwa własne koty i dwa psy plus jeden tymczas dożywotni i codzienna nieobecność w domu po 10 godzin, co przy maliźnie wymagającej wielokrotnego karmienia w ciągu dnia oraz poświęcenia mu czasu całkiem odpada...
-
To pisze Ula, szczęśliwa posiadaczka psicy ;) Sobota byłaby całkiem miłym dniem, gdyby nie wydarzenia wieczorne. Okazało się, że Nemo nie tylko nie zjadł swojej kolacji, ale też dwornie dopuścił Tunkę (bo takie imię Tosia dostała po setkach prób) do miski, co od razu zapaliło czerwone światełko. Zwłaszcza, że 4 dni temu zdjęłam z niego kilka kleszczy. Pan Doktor stanął na wysokości zadania, porzucił żonę, dzieci i mazurki i o godz. 21 stawił się w lecznicy. Moje obawy się potwierdziły, ale panikarska natura się opłaciła, bo udało się złapac babeszjozę na samym starcie. No więc całą noc Nemo leżał padnięty jak betka, a sunia spała sobie w pokoju obok. Rano wszystko wróciło do normy ( bo mam nadzieję, że taka już będzie norma :roll:), czyli psy w największej zgodzie poszły sobie na spacer, a przedpołudnie spędziły obszczekując świętujących spacerowiczów, włóczących się po wsi stadami. Po raz pierwszy wypuściłam też koty do ogrodu, gdzie urzędowała Tunka. No i trzeba było uważac, bo kot na trawie to całkiem co innego niż kot na kanapie :diabloti:. Na szczęście sunia jest raczej sterowna i kiedy wrzeszczę, przystaje. Więc kocica ma szansę dac dyla na drzewo. Inna sprawa, że moje kocice wcale nie są takie strachliwe i raczej biorą atak na klatę. Kiedy Tunka usiłowała trącac nosem fukającego Pershinga, Szarusia - zjeżona jak wściekły ryś - prychając i plując, zdecydowanie ruszyła malutkiej na pomoc !!! W życiu bym się tego nie spodziewała! No, ale topór wojenny chyba został zakopany. Mam wrażenie, że Tunka coraz mniej się futrzakami interesuje (chociaż staram się oczywiście nie spuszczac towarzystwa z oka), czyli wszystko idzie ku dobremu. W każdym razie w domu koty już zupełnie nie budzą jej zainteresowania. A poza tym sunia nie wygląda na pieska, który nagle trafił do obcych ludzi - jest spokojna, pogodna, przychodzi po pieszczotki, zaczepia Nema do zabawy - słowem ani trochę nie jest zagubiona. Zachowuje się tak, jakby była u siebie. No i zachowuje się całkiem inaczej, niż wtedy, kiedy widziałysmy ją u Marty. Ani razu (!) nie skoczyła łapami na nikogo, cieszy się jak ułożony pies, który wie, że pańcia jest elegancka i nie wolno jej pobrudzic płaszczyka ;). Szaleje się tylko z Nemkiem w ogrodzie. W domu sie odpoczywa. Dodam jeszcze, że dziś rano Nemo znów nie zjadł śniadania i wylądował w lecznicy, ale sczegółowe sledztwo wykazało, że powodem złego samopoczucia była nie babeszjoza, tylko ukradziona i zeżarta cichcem karkówka Magdy (upieczona z dużą ilością czosnku i majeranku). Ponieważ nie był dżentelmenem i sam zeżarł 2 kg mięska nie dając Tunce nawet go powąchac, cierpi na niestrawnośc do teraz.:mad: Ponieważ nie umiemy wstawiac zdjęc, prześlemy Ronji na maila z prośbą o wstawienie :razz:
-
Witanko, przeczytałam cały wątek, oczy mi za uszy weszły i stawiam, że sunia to prawdziwa Heroina - bo jak inaczej niż heroizmem nazwać jej walkę o wydobycie dzieci z rowu?... Ukłon do ziemi za Wasze działania, starania i całą resztę. Mieszkam na trasie między Wwą a Nasielskiem i jeśli mogłabym być w czymś pomocna - służę. Pozdrawiam świątecznie!
-
Jasny gwint! Wygląda na to, że najbardziej w te Święta świętowały kleszcze!:mad: Uli Nemek też złapał i w sobotę, po tym jak nie zjadł kolacji, wyrwali Doktora z domowych pieleszy... Na szczęście to był samiuteńki początek, poszła jedna kroplówka i 6 zastrzyków i po krzyku... Ale nerwy były... I dziś rano znów jechali na sygnale, ale się okazało, że to nie kleszcz... tylko pożarta przez Nemka w całości moja pieczona karkówka (ok. 1,5 kg)! :diabloti:
-
[quote name='ronja']cieszę się, że wszystko gra z kotami (szkoła Dakoci;) ) Nemo chyba próbuje zdominować Antochę na swoim terenie - na spacerze tego nie robił. muszą się jakoś dotrzeć.[/QUOTE] Ula dzwoniła już do Doktor Sumińskiej!:lol: Kazała puścić na żywioł - muszą się dotrzeć. Jej zdaniem jest to typowa dominacja. Poradziła skorzystać ze straszaka w postaci gazety.:cool3: Nemek właśnie wrócił z dworu i... jest lepiej! Straszak z gazety działa!:multi:Tosica trochę bardziej się interesuje chodzącymi kocicami, ale bez nerwancji i reaguje na "nie rusz kotka":lol: Dr Sumińska kazała jednak bardzo uważać, bo jak się poczuje pewniej, może sobie przypomnieć jak fajnie byłoby pogonić uciekające mruczące. W każdym razie totalnie morderczych instynktów nie przejawia i Dr Sumińska twierdzi, że się przyzwyczai, a może nawet... pokocha!:evil_lol: Zaraz idę na "inspekcję". Spróbujemy wypsikać Antochę sprayem niwelującym zapach (takim dla suczek w rui), a w ostateczności postanowiłyśmy ją wykąpać, żeby przestała pachnieć stadem atrakcyjnych, Ronjowych suczek.:diabloti: No i po tych wszystkich przeżyciach... czas na kolację!:multi:
-
Uff... No więc póki co ja zdam relację, bo Ula przejęta, zajęta i jeszcze nie zalogowana na Dogo...:evil_lol: W drodze Antocha była w miarę grzeczna. Usiłowała co prawda przedostać się do mnie na siedzenie, ale w końcu zadowoliła się głaskaniem i drapaniem za uchem. :lol: Od Ronji na naszą wiochę jest całkiem blisko, więc szybciutko dojechaliśmy. Z samochodu wysiadła chętnie, z zainteresowaniem. Poszłyśmy w kierunku zabudowań, ale w jednej z posesji pies dopadł do płotu ze szczekiem i psica nam się wystraszyła. :shake: Po kilku chwilach Włodek wyszedł na drogę z Nemkiem na smyczy. Podeszliśmy do siebie nieśpiesznie, piesy się powąchały, ale Tosia była niepewna, trochę się bała i chowała za mnie. Ruszyliśmy drogą i każdy pies zajął się swoimi sprawami. Co jakiś czas Nemowi udawało się Tośkę podejść i zdołał ja obwąchać. Zanim doszliśmy do końca drogi, psy szły spokojnie, każdy sobie, od czasu do czasu się obwąchiwały. Za furtkę, do ogrodu najpierw wszedł Nemo, potem Antocha - bez problemów. Chwilę potem Włodek spuścił Nemka ze smyczy, a Tocha jeszcze była zapięta, ale przedłużyłam jej smycz o smycz Nema. On do niej podbiegał, ona jeszcze trochę się chowała, ale coraz mniej. Obeszła ogród, obwąchała i odważyłam się ją odpiąć. No i wtedy... urządziła takie biegi, że nam tylko głowy odskakiwały, a Nemo najpierw usiłował dotrzymać jej kroku, potem przecinać jej drogę, aż w końcu stanął nie mogąc wyjść z podziwu, że można tak szybko biegać!:diabloti: W pewnym momencie Nemo zaczął Antochę... molestować baaardzo seksualnie - aż Włodek poddał w wątpliwość czy ona aby na pewno sterylkę miała... Ganiały się po ogrodzie ponad godzinę. Cały czas Nemo zaczepiał ją seksualnie, a ona coraz wyraźniej mu się odgryzała, ale niestety zupełnie go to nie zrażało.:shake: W końcu uznaliśmy, że na tyle się zmęczyły, że trzeba je wpuścić do domu i... zapoznać Tochę z kocicami. Ula wzięła na kolana Szarusię, Włodek Pershinga, a ja Tochę na smycz. Weszłyśmy do domu, Ula Tosię zawołała (trzymając kota na kolanach), Tocha chętnie podeszła, ledwie wąchnęła kota i... straciła zainteresowanie!:multi: Przy próbie obwąchania Pershinga, kićka prychnęła i przywaliła łapą w psi pysk. Tosia się trochę zdziwiła i... odeszła! Jesteśmy w totalnym szoku!!!! Odpięłam więc smycz i psica łaziła po całym domu, zwiedzając kąty oraz kuchnię, bo kocie miski są o wiele bardziej interesujące niż same koty.:evil_lol: Niestety, Nemo nie odstępuje jej na krok i cały czas usiłuje gwałcić - nie daje jej się nawet na chwilę położyć. Teraz Ula wypuściła go do ogrodu i Tosia wreszcie może spokojnie pochodzić po domu, napić się wody i odpocząć. Tak więc, o wiele większy problem mamy z Nemem niż z kotami.:shake: Najgorsze jest to, że ruchy, które Nemo wykonuje są dla niego bardzo niewskazane z uwagi na operowany łokieć oraz dysplastyczne biodra.:placz: Ula dzwoniła do naszego Doktora i ten mówi, żeby psy rozdzielić i dawkować im spotkania. Niestety, jest to mało wykonalne, bo żadne z nich nie może przecież spędzić nocy na dworze... Pocieszające natomiast jest to, że wypuszczony na dwór Nemo nie dobija się do drzwi, żeby za wszelką cenę być z Niunią... Na razie minęły 3 godziny odkąd Tosica zawitała do domku, więc nie wpadamy w panikę i liczymy, że Nemkowi wróci rozum...;) Jeśli któraś z Was miała podobne doświadczenia - napiszcie proszę jakie są metody na opanowanie takiej sytuacji.
-
Rozmawiałam właśnie z Ewą - jest trochę lepiej, Semik nawet zjadł trochę z ręki... Czyli najgorsze już za nim. W sumie dobrze, że Święta, bo Ewa będzie mogła z nim być... A ja wczoraj byłam u Doktora, bo wyliczyłam, że Toskance się kończy okres zabezpieczenia na kleszcze i poleciałam kupić kropelki (wydatek wpisałam do postu rozliczeniowego). Rano zdjęłam kleszcza łażącego z makówki Oskara...). U Doktora istny pomór - osiem psów leżało w poczekalni pod kroplówkami - ledwo się mieściły poukładane pokotem :((( Tak bym chciała się z Tosicą wypuścić na spacerek, połazić, żeby kosteczki się poruszały, ale najzwyczajniej się boję! I tak szczęście, że ona po ogrodzie chodzi "środkiem" i nie zapuszcza się pod choinki czy w krzaczory... Co za czasy z tymi kleszczami - koniec świata się zbliża, czy co?... Ale nie kończmy tak rozpaczliwie - WSZYSTKIEGO PSIEGO na Święta życzymy, smakowitości, odpoczynku i słoneczka - jeśli nie na niebie, to z pewnością w sercach!
-
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
[quote name='gusia0106']Ale to, że nie spędzi działa akurat na korzyść tej rodziny ;) Bo odpowiedzialni, bo z głową na karku :) Jakby Ola z Jackiem zdecydowali się ją wziąć, miałaby naprawdę fajny, psi, aktywny i ciepły dom.[/QUOTE] No wiesz, Gusia?... Wyszło na to, że ja jestem kompletnie nieodpowiedzialna! :mad: Żartowałam... Zjem jajo w intencji jedynej słusznej decyzji Oli i Jacka! :) No i przynajmniej Ronji nie będzie smutno w Święta - zawsze coś!;) -
[quote name='3 x']kurcze sama bym sobie poszła z Marlejem na spacer :) ale w świetle tego co wczoraj pisałam istnieje uzasadniona obawa ze z Marlejem mogłabym wrócić ale do mnie bo gusi mieszkanie stałoby sie nagle niedostępne i marcepan by pewnie nie pomógł :evil_lol:[/QUOTE] Też bym nie ryzykowała... I jeszcze ten pomysł chipa na Ciebie...:diabloti:
-
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
Beeee tam, myślałam, że Majeczka spędzi Święta już z nową rodzinką... Trudno, nie każdy jest taki w gorącej wodzie kąpany jak ja...;) -
No, Ciotki! Oderwać mi się tu na chwilę od tych serników, mazurków i jaj i wysyłać pozytywne myśli, fluidy i paluchy choć u nóg pozaciskać, bo dziś Antocha otwiera nowy rozdział w swoim życiu! Ula niestety od wczoraj poszła do nowej pracy i dziś bezlitośnie pracuje do 17-tej, a ponieważ Ronja ma już plany na popołudnie i wieczór, Niunię odbiorę ja we własnej osobie ok. 15-tej!:evil_lol: Ula się co prawda bardzo martwi, że nakiełbaszę pannie w głowie i nie będzie wiedziała która z nas ważniejsza, ale myślę, że tak na poważnie to ona mi po prostu... zazdrości!:diabloti: Na szczęście Włodek jest w domu, więc jak przyjedziemy, to weźmiemy Tośkę i Nemka na spacerek, potem zostawimy ich w ogrodzie, niech się pozapoznawają i wybiegają, a potem może odważymy się wpuścić do domu, wsadzając kocice do aresztu w pokoju gościnnym;) I tak, w zgodzie i harmonii (mam nadzieję), będziemy czekać do powrotu Uli, co niestety z powodu dzisiejszych korków nie nastąpi szybko... i już w obecności "najważniejszej" przystąpimy do prezentacji psio-kociej. Postaram się odezwać wieczorem, byście mogły w spokoju ducha rozpocząć świętowanie, puszczając kciukasy...:evil_lol:
-
O tak mi dokładnie Irenka napisała: Tobie serce pęknie jak sunię oddasz. Żaden dom nie będzie dobry, wiem jak sama to odczuwałam kiedy byłam DT. Martwiłam się czy dają leki, czy głaskają , czy siedzi na kanapie jak lubi. Teraz też tak mam kiedy oddaję niektóre z psiaków z hotelu. Nie śpię po nocach i ryczę. To wszystko jest okropnie dołujące. Brakuje mi sił na normalną egzystencję. Irenka, powiedz coś! :)
-
[quote name='AMIGA']To jakich argumentow [B]irenaka[/B] użyła? A pochwalę się, że już dwa szczeniaczki ode mnie stały się prawie stoliczankami. Ostatnio jedna - nietoperkowa Linka trafiła do Marek, a wcześniej Aria z uszkodzona łapeczką też znalazła domek w Warszawie[/QUOTE] No coś tam właśnie Irenka o pękaniu serca pisała (mojego i tośkowego), choć też wspominałam, że zawsze jakaś kolejna bida u mnie miejsce znajdzie... :) Oczywiście żartowałam, nasza Toscanka to nie to samo co malizna cud-miód! :) Ciociu Amigo, w imieniu mieszkańców Mazowsza, składam Ci wyrazy uznania za dopsienie naszego regionu! :)
-
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
[quote name='ronja']Maja się spodoba na bank, byle tylko państwo się Mai spodobali;):evil_lol: zaraz idę ją czesać, bo ledwo zarosła, już zaczęła linieć [SIZE=1]ps. a my w komplecie. nikogo nam nie ubyło w rodzinie. postanowilam, że Rudzia sama zdecyduje kiedy będzie chciała odejść.[/SIZE][/QUOTE] To i tak lepiej niż nasza Toskanka, bo ona zaczęła linieć, zanim zdążyła zarosnąć! :) Co do Rudzi, to Ty Martuś wiesz najlepiej... Ale się cieszę... -
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
[quote name='mala_czarna']Tylko Tosi proszę mi nie kraść!! Tosia już spakowana i czeka na piatek :)[/QUOTE] My już też praktycznie w blokach startowych - uprzejmie donoszę, że jutro opuszczam biuro o 14-ej i czekam na deklarację reszty Delegacji! :) Ale zanim nastąpi jutro, trzymam kciuki za Majeczkę! Gusia, przypomnij sobie tę przemowę co ją sobie dla Uli w sprawie Tosi szykowałaś i będzie dobrze! :)