behemotka
Members-
Posts
578 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by behemotka
-
[quote name='Olivka']No to zanim byś uzyskała ten szczątkowy ogon, to byś uśmierciła masę chorych szczeniąt, które by miały pecha i urodziły się niepełnosprawne.[/quote] A masz na to jakiś dowód czy tak sobie zmyślasz? :cool3: Bo zamiast bez końca krzyżować wsobnie, można też np. wykorzystać w hodowli psy, które mają naturalny krótki/szczątkowy ogon (jest kilka takich ras, ale to jako wybitna znawczyni procesów hodowlanych z pewnością wiesz). [quote name='Olivka']Ps. Po co mam działać aktywnie na rzecz innych ras, zajmuję się swoją rasą i wiem jak trudno wyplenić z populacji choroby jakie u niej występują, a Ty wyskakujesz tu z tekstem, że po co ciąć, prościej wyhodować szczątkowy ogonek. Wyhodowanie szczątkowego ogonka dziewczyno, przysporzy psom więcej bólu przez pokolenia, niż to nieszczesne kopiowanie.[/quote] Naucz się czytać, "mądralo" (skoro już naprawdę chcesz rozmawiać na takim poziomie :roll:). Nigdzie nie pisałam, że jest prościej. Wiadomo, że prawdziwa hodowla, dobór najlepszych osobników o doskonałym eksterierze i psychice to bardzo wymagające, trudne zadanie. Lepiej więc iść na łatwiznę i ciachać, nie? :diabloti: O tym, że można inaczej, napisałam powyżej. [quote name='Olivka']Zajmij się bujająca w obłokach właścicielko kundelka umocnieniem prawa dotyczącego kopiowania, a szczątkowy ogonek zostaw w spokoju. Pozdrawiam wujka.[/quote] Zawsze rekompensujesz sobie brak argumentów brakiem kultury? :shake: Smutne. Mam nadzieję, że jesteś dzieckiem, bo jak dorośli zaczynają tak "dyskutować", to tylko załamać się wypada. Raz: nie mów do mnie w podobny sposób, ponieważ sobie tego nie życzę. Dwa: nie jestem właścicielką żadnego kundelka. Moim zdaniem istoty żywej nie można posiadać. Odpierwiastkuj się od epitetów i tyle. Trzy: w nosie mam, co chciałabyś, abym zrobiła. Kopiowania nie zostawię w spokoju, bo nie toleruję krzywdzenia zwierząt.
-
[quote name='Elitesse']umowa umowa a zycie zyciem - wbrew wszytkiemu to nie jest takie proste ja niby w umowie mam ze jesli wlasciciel zechce sprzedac psa to ja mam prawo jego pierwokupu i co ? z mojego pierwszego miotu w 2004 nowego wlasciciela przeroslo to ze szczeniak sika w domu itp i sprzedal psa niepowiadamiajac mnie o tym - dowiedzialam sie dopiero jak napisala do mnie nowa wlascicielka :roll: nie masz fizycznej mozliwosci pilnowac kazdego szczeniaka nie jestes wstanie zapobiec np kryciu suczek bez jakichkolwiek uprawnien[/quote] Masz rację, nie jestem. Co nie zmienia faktu, że nawet jeśli takie niehodowlane psy ktoś rozmnoży, nie zaszkodzi to utrwalaniu cech nowej rasy, prawda? Wiadomo, nie wszystko da się przewidzieć i nie wszystkiemu możemy zapobiec. Ale nie zgodzę się na zabijanie "na wszelki wypadek", podobnie jak nie zaakceptuję okaleczania, bo kiedyś, gdzieś być może pies by się zranił w ogon.
-
[quote name='Olivka']Tak tak wsobne, wsobne, literówka, tu masz rację :multi: Ktoś musi, ale potrzeba tu samozaparcia, zimnej krwi i właśnie tej [B]selekcji o której zaczełam pisać, [U]czyli z usypianiem szczeniakow[/U].[/B] Kto ma do tego serce, albo może nie ma to niech się bierze za utrwalanie cechy " szczątkowy ogonek" Moim zdaniem cel nie uświęca środka w tym przypadku.[/quote] No żesz... :mad: :mad: :mad: Selekcja NIE OZNACZA automatycznie zabijania szczeniąt :angryy:, gratuluję podejścia do pojęcia hodowli. Powtórzę: jeśli w miocie, dajmy na to, JRT, urodzi się szczenior cały brązowy, to jesteś za usypianiem czy za nierozmnażaniem takiego stwora? A moim zdaniem to "że tak lubię" [kikut ogona] nie uświęca środków pt. zadawanie psom niepotrzebnego bólu. To tak na marginesie. Skoro już Wam się podoba określony wygląd, miejcie odwagę osiągnąć go jak hodowcy, a nie jak rzeźnicy.
-
[quote name='Olivka']Jeśli sama wysterylizujesz to owszem . Nie licz na nowego właściciela. A adnotacje , ze niehodowlany mozesz wprowadzić tylko w metryce. Natomiast w rodowodzie takiego wpisu już nie masz. Każde szzcenię ma prawo do rodowodu i właściciel może sobie potem zgłaszać na wystawy ile chce i kryc też. Więc z utrwalania cechy w rasie nici. No chyba, że Ty będziesz pilnowała wszystkich właścicieli szczeniąt i masz kupę kasy na sądy.[/quote] Jeśli ktoś nie wysterylizuje, to na mocy umowy odbiorę mu psa, żeby nie rozmnażał. A "zgłaszanie na wystawy" jeszcze nie oznacza, że pies dostanie hodowlankę, prawda? Gdy wymogiem podstawowym będzie szczątkowy ogon, a na ringu pojawi się pies z długim ogonem, raczej "doskonałej" nie dostanie. Zresztą JAKAŚ odpowiedzialność hodowców polega m.in. na tym, by zgłaszać na wystawy psy jeśli nie wybitne, to przynajmniej zgodne z tym nieszczęsnym wzorcem. Przy dobieraniu do rozrodu psów z daną cechą do utrwalenia tej cechy dojdzie. Taka reguła genetyki :cool3: [quote name='Olivka']No i odpowiedz mi co z utrwalaniem cechy pt" krótki ogon" czyli długotrwałym kryciem wsadnym. Czy zdajesz sobie sprawę ile uśpionych cech recesywnych Ci się ujawni . No ale oczywiście Ty nie uśpisz wadliwych szczeniąt i znajdziesz ślepym, chorym pieskom nowe domki . Humanitaryzn jak się patrzy.[/quote] Raz: O ile wiem (zapytałam wujka google i się ze mną zgodził ;)) nie istnieje coś takiego jak krycie wsadne. Chodziło Ci może o krycie wsobne? Jeśli już wypowiadasz się na jakiś temat, to proszę posiadaj chociaż podstawowe informacje. Dwa: Osiągnięcie JAKIEGOKOLWIEK celu w hodowli skutkuje ryzykiem wystąpienia chorób. Niby dlaczego konkretne rasy są szczególnie narażone na konkretne choroby genetyczne? Ale rozumiem, że aktywnie działasz na rzecz zakazu hodowli ON-ków, labów, bernardynów i in. (bo dysplazja), shar pei (bo entorpium), king charles cavalier spanieli (bo MVD), bokserów (bo choroby serca) i tak dalej, i tak dalej... W sumie to najlepiej zakazać hodowli w ogóle, to postulujesz? Dla mnie OK, ja mam pięknego kundla - z długim ogonem :eviltong: - i hodowla mi do szczęścia niepotrzebna. No, ale jeśli chce się mieć psa o określonym, przewidywalnym wyglądzie - na przykład bez ogona - ktoś musi takie psy wyhodować :diabloti: [SIZE=1]BTW, choć w zasadzie nie powinnam odpowiadać na takie kretyńskie zaczepki: gdybym była hodowcą, uśpiłabym te szczenięta, które posiadają bolesne choroby wykluczające normalne życie. Natomiast niezgodność ze wzorcem nie może być powodem do zabicia zwierzaka.[/SIZE] [quote name='Olivka']Jeśli posługujesz się juz nazewnictwem "selekcja hodowlana" to wiedz co ono tak naprawdę w hodowli znaczy. Daj Ty spokój swoim eksperymentom, bo błądzisz.[/quote] Czekam na oświecenie :p
-
[quote name='Olivka']Humanitarna Behemotko! Ile szczeniąt byś była w stanie uśpić w celu utrwalenia cechy szczątkowego ogona? Przez ile pokoleń zdolna jesteś twardo zabijać pozostałe. Wiesz, że selekcja hodowlana właśnie na tym polega? I nie pisz, że hodowcy mają rozdać urodzone z ogonkami szczeniaki, bo w takim przypadku utrwalenie cechy nie dojdzie do skutku, chya, że pozostałe szczenięta przed wydaniem będą sterylizowane. Utrwalanie cechy to proces długotrwały i bezwzględny dla życia.[/quote] A po cholerę zabijać? :roll: Wydaje Ci się, że przeciętny hodowca tylko wypatruje wśród szczeniaków tego, który ma jakąś wadę, żeby go od razu ukatrupić? To co np. gdy rodzi się cały brązowy Jack Russell terrier albo dalmat z długimi kłakami - uśpić? :mad: Dla informacji: selekcja HODOWLANA, jak sama nazwa wskazuje, polega na dobieraniu zwierząt do ROZRODU, do HODOWLI, a nie do życia. Szczenię, które nie pasuje do wzorca rasy, sprzedaje się jako peta - z adnotacją, że nie jest przeznaczone do hodowli i trzeba je wysterylizować. Co w tym skomplikowanego?
-
[quote name='Dorkaa']Duży problem mamy z nazewnictwem. Pies zdechł czy umarł? Jakie określenia powinniśmy stosować i dlaczego?[/quote] Powinniśmy? :roll: Moim zdaniem nazewnictwo zależy od kultury, empatii, wreszcie miłości. Tego się nie da nakazać edyktami. Możemy jako miłośnicy zwierząt dawać przykład, że uważamy psy (oraz inne czterołapy) za tak ważne, by ich śmierci nadawać odpowiednią rangę. Ja, odkąd pamiętam, myślałam zawsze: "umarł". Niestety, pod wpływem otoczenia - bo jednak gros ludzi mówi "zdechł" - początkowo mówiłam tak samo :oops:. Potem w miarę własnej ewolucji zaczęłam mówić o umieraniu z jakimś absurdalnym poczuciem winy, że wyróżniam się z tłumu :shake:. Teraz nie mam żadnych wątpliwości. Pies, kot, koń, kanarek - umiera. Mogę jego śmierć ubrać w ładne słowa: odchodzi za TM, gaśnie. Ale jeśli mówię wprost, to zawsze "umarł". [quote name='Dorkaa']A wiec dlaczego [B]mówi się[/B] że pies zdechł a nie umarł?[/quote] Samo się nie mówi, ludzie mówią ;). A mówią chyba dlatego, że lubią podkreślać swoją wyimaginowaną wyższość nad [U]pozostałymi[/U] zwierzętami :diabloti:. Jak dla mnie świadczy to o niskim poczuciu własnej wartości i potrzebie podbudowania ego czyimś kosztem :p. Zupełnie bezsensownej, śmiem twierdzić... Jako dzieciak notorycznie żarłam się z moim dziadkiem. Bo nijak nie dało mi się wytłumaczyć, że Bary "źre" i zawsze radośnie komunikowałam, że zjadł całe śniadanie :evil_lol: :evil_lol:. Na to mój dziadek niezmiennie się oburzał - nieraz krzyczał - bo przecież tylko ludzie jedzą, a zwierzęta "żrą" tudzież "źrą". No normalnie jakby miało mu obiadu ubyć od tego, że pies je :eviltong: :stupid: PS. Wbrew dość powszechnemu przekonaniu cała sprawa nie ma [U]żadnego uzasadnienia leksykalnego[/U]. Za Słownikiem Języka Polskiego: [B][URL="http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2532773"]umrzeć[/URL][/B] — [B]umierać[/B][B] 1. [/B]«zakończyć życie» [B]2. [/B]«przestać istnieć» Nie ma ani słowa o tym, że wyrażenie dotyczy tylko ludzi. Zresztą to w ogóle absurd: umierające drzewko nie przeszkadza, a kundel już owszem. Kompleks jakiś czy cóś? :hmmmm:
-
Szczenięta od seterki irlandzkiej wszystkie w nowych domach :-)
behemotka replied to behemotka's topic in Już w nowym domu
[quote name='Justy$ka']Kąpiele niunia znosi.. Co prawda widac, ze nie jest zachwycona, ale i tak nie narzekamy :evil_lol: Lara niesamowicie urosła.! :crazyeye: To naprawdę duży i odwazny pies, a w dodatku bardzo czujny. Sunia niezmiennie [U]bardzo[/U], ale to [U]bardzo [/U]szybko się uczy nie tylko posłuszeństwa, ale i wielu sztuczek. Oprócz podstawowych umiejętnoscu jak: siad, waruj, podaj lewą łapę, podaj prawą łapę potraki jeszcze bardziej widowiskowe sztuczki np. obrót (za własnym ogonkiem :evil_lol:), turlaj się, A Kuku (sunia zerka na mnie spomiędzy moich nóg), czołgaj się, slalom pomiędzy moimi nogami (jak na razie jedyny slalom jaki umiemy ;)), przybij piątkę.. Wydaje mi się, że to wszystko.. Chciałabym nagrac kiedys filmik z Lara w roli głównej, przedstawiający właśnie zdolności mojej Niuni. Mam wrażenie, ze od samego początku stanowię z Larką bardzo zgrany duet. Wielkim wyróżnienem jest dla mnie również to, że sunia ZAWSZE przychodzi do mnie nawet gdy bawi się w danym moemencie z innym psem. Postaram się dzisiaj zgrac jakies zdjęcia (troszke nieauktualne - gdzies z pierwszych dni lipca) i jesli będą jakies ładne to pozwolę sobie je tu wstawic ;) Ciekawa jestem jak teraz prezentuje się reszta rodzeństwa... Pozdrawiam :loveu:[/quote] Ze zdjęć: jaka ona [U]duża[/U] :-o. W sensie że taka dorosła... No i śliczna, rzecz jasna :loveu: Gratuluję pojętnej uczennicy - oraz talentu pedagogicznego, to też bardzo ważne ;) :evil_lol:. Cieszę się, że pracujesz z Larą, to dla niej na pewno frajda.[SIZE=1] A refleksja na ten temat mnie naszła, bo ilekroć ćwiczę z Kazanem, mam wrażenie, że stanowimy osiedlową atrakcję :roll:. No litości, czy w naszym pięknym kraju robienie czegokolwiek z psem naprawdę przypomina wizytę kosmitów, że trzeba się gapić z takim niedowierzaniem? :shake:[/SIZE] Miło, że młoda chętnie ćwiczy sztuczki. A nade wszystko super, że macie tak dobre przywołanie, to podstawa :loveu: -
[quote name='tenzin']Prawdą jest że [B]tych urazów jest niewiele[/B], ale jest to wynikiem kilku kwestii: - wiele psów z dużych ras o nieowłosionym ogonie do niedawna miało go ucinanego w ramach "dbałości" o wygląd - łap są 4 ogon jest jeden więc racja ze częściej są skaleczenia łap. Po prostu jest znacznie więcej innych problemów. odnośnie badań postaram się znaleźć, ale popieram to doświadczeniem. [/quote] Właśnie. Niewiele. Niewiele także wśród psów z długim ogonem, energicznie machających i walących nim o wszystkie okoliczne kanty. Jeśli twierdzisz inaczej, do upojenia proszę o argumenty i chętnie zapoznam się z wynikami badań. Moje doświadczenie podpowiada mi zupełnie co innego :razz: [quote name='tenzin']Jeśli chodzi o amputację ogona a łapy jest kwestia znaczącej różnicy w przydatności. U psów żyjących w blokach czy nawet domach ogon już nie jest tak niezbędny jak w otoczeniu naturalnym.[/quote] OK., ogon jest mimo wszystko mniej potrzebny niż łapa. Ale po co ucinać cokolwiek z powodu nikłego prawdopodobieństwa skaleczeń? :roll: A skoro już sięgasz po argumenty "cywilizacyjne" - człowiekowi żyjącemu w bloku czy domu nie są tak niezbędne włosy ani małżowiny uszne, prawda? Ale to jeszcze NIE ZNACZY, że trzeba Ci uciąć uszy ;)
-
[quote name='weimaranerklub']Tak. Moje wyżły kaleczą sobie ogony o trzciny.[/quote] I SKALECZENIA są dla Ciebie powodem do profilaktycznej amputacji? :lying: Zacięłaś się kiedyś w palec? Miałaś ranę na głowie (to to się dopiero parszywie goi i długo krwawi :diabloti:)? [quote name='weimaranerklub']Tak. Omijają, ponieważ praca wyżła w suchym polu polega na wystawieniu ptactwa, które jest w owych krzakach, a nie w wchodzeniu w nie psa.[/quote] Ale co w takim razie, jeśli seter kaleczy sobie ogon, a wyżłowaty nie, choć biega po lesie, między niebezpiecznymi drzewami i krzakami? Ponawiam: suce mam urżnąć ogon? A kundlowi łapę, bo znowu przyszedł z rozciętą? [quote name='weimaranerklub']Nie zajmuję się statystykami, nie jestem naukowcem.[/quote] Super. W takim razie nie wprowadzaj publiki w błąd (wide: "(...) narażenie na uraz jest dośc duże"). Dość duże, to znaczy...? Wyciąganie wniosków ogólnych na podstawie kilku egzemplarzy to dość marna argumentacja. [SIZE=1]W takim razie ja na podstawie własnych obserwacji mogę stwierdzić, że czarne koty mają kruche miednice, bure są nietowarzyskie, a pingwiny mają kłopoty z równowagą.[/SIZE] [quote name='weimaranerklub'][Ogon] Jest bardzo słabo owłosiony, nie amortyzuje uderzeń, ani nie chroni przed przecięciem.[/quote] U beagle'a (gończego, jamnika, posokowca, basseta etc.) też nie. No i co? :roll: A u seterki mimo amortyzacji występują urazy. Twoja argumentacja kuleje :cool3: [quote name='weimaranerklub']Charakter pracy, gatunek sierści, grubość i długość ogona.[/quote] Konkrety proszę. Zapytam ponownie: która część pracy wyżła predestynuje go do urazów ogona? [B]Wystawianie zwierzyny?[/B] Wiem, jak wygląda stójka, okazji do kaleczenie ogona nie widzę. [B]Bieg?[/B] Czy bieganie w celu wytropienia i wystawienia zwierzyny (np. wyżeł) jest bardziej bieganiem niż bieganie w celu wytropienia i osaczenia zwierzyny (np. jamnik dzikarz)? Weimar a posokowiec hanowerski - struktura sierści w zasadzie identyczna, grubość i długość ogona zbliżona, więc do kogo ta gadka? [quote name='weimaranerklub']Chyba nie rozumiem o co ci chodzi.[/quote] Krótko: o to, że zamiast amputować ogony i przysparzać zwierzętom niepotrzebnych cierpień, sensowniej byłoby sprawić, by już rodziły się z krótkimi ogonami - wtedy zwolennicy kusoogoniastych mają "swoje" psy, a te ostatnie nie muszą krwawić. Wszyscy zadowoleni? [SIZE=1]BTW: nie znamy się, więc kultura osobista zobowiązuje, by zaimek drugiej osoby pisać wielką literą.[/SIZE] ;) [quote name='weimaranerklub']Bo taka mutacja genetyczna u pozostałych wyżłów nie nastąpiła.[/quote] Ale geny w hodowli dobiera się - przynajmniej teoretycznie - świadomie. U basset houndów też nie nastąpiła nagła mutacja genetyczna, która uwarunkowała taką, a nie inną budowę. Zostało to osiągnięte na drodze stopniowych zmian - identycznie można dążyć do coraz krótszych ogonów, względnie wprowadzić do hodowli geny psów krótkoogoniastych.
-
[quote name='weimaranerklub']Jest odwrotnie niz mówisz. Wyzły w przeciwieństwie do pointerów i seterów wykonywać miały pierwotnie [B]zupełnie inną robotę. [/B]Pointer i seter to pies tzw. "dużego pola". To znaczy, w załozeniu nie miał pracować w lesie (drzewa, krzaki) i [U][B]w wodzie (trzcinowiska), czyli tam, gdzie łatwo o uraz[/B][/U]. Pointer ma tylko okładać "suche" pole i wystawiać zwierzynę (brak możliwości urazów ogona), a w przypadku seterów dochodzi jeszcze fakt, ze ogon jest owłosiony co amortyzuje w przypadku uderzenia. Wyzły kontynentalne pracują w trzech środowiskach pole, woda, las i wszechstronnie, więc narażenie na uraz jest dośc duże.[/quote] Raz: Chcesz powiedzieć, że wyżeł łamie/kaleczy sobie ogon o trzciny? :crazyeye: :crazyeye: :hmmmm: Dwa: Bieganie po polu a bieganie po lesie to nie jest zupełnie inna robota ;). Na polu też są krzaki. Zdarzają się również stawy z trzcinami. Myśliwi niby omijali szerokim łukiem takie miejsca, żeby ich wychuchane piesie nie spotkał uraz? Trzy: [B]Proszę o statystyki.[/B] Jaki procent pracujących wyżłów doznaje poważnych urazów ogonów częściej, na przykład, niż raz na pół roku? Bo sorry, ale jedno złamanie (a żadnego takiego przypadku osobiście nie znam, moja wetka też nie) w ciągu życia nie oznacza, że należy "zagrożoną" część ciała profilaktycznie usuwać. A jak już, to najbardziej zagrożone są łapy :cool3: Cztery: Ogon wyżła też jest owłosiony. U mojego kundlasia ta ochrona działa zresztą lepiej niż u seterki - ona już dwa razy rozwaliła sobie ogon (raz o kaloryfer, zachlapała wtedy pół ściany krwią, raz nawet nie wiem o co), a wyżłowatemu nic się nie dzieje, nawet jak koty polują na jego ogon :evil_lol:. To co, jej mam urżnąć ogon, a jemu łapy, które sobie czasem kaleczy podczas "pracy" w lesie? Pięć: W lesie pierwotnie polowały także beagle, gończe, ogary, posokowce, jamniki, bassety (jako tropowce często w BARDZO trudnym terenie), jako aportery labradory, goldeny, flaty... Ponawiam pytanie: co takiego jest akurat w wyżłach - na tle tych ras - że właśnie one są wybitnie narażone na urazy ogona? Czy potwierdzają to JAKIEKOLWIEK badania, czy to rodzaj mądrości z gatunku "czarne podniebienie - zły pies"? [quote name='weimaranerklub']Wyhodowano. Braque du Bourbonnais, Epagneul Breton...[/quote] Chyba się nie rozumiemy. Chciano wyhodować rudego psa myśliwskiego - wyhodowano setera irlandzkiego. Nie farbowano wszystkich "źle" ubarwionych szczeniaków na rudo, tylko DOBIERANO psy do rozmnażania. Analogicznie: skoro celem hodowli jest osiągnięcie np. wyżła weimarskiego z kikutem zamiast ogona, co w tym kierunku robią hodowcy? Jaki sens właściwie ma selekcja, skoro to, co nam się nie podoba, poprawiamy chirurgicznie, a olewamy genetykę? :shake:
-
[quote name='tenzin']Natomiast z ogonami jest sprawa nieco inna. U niektórych ras poza utartym pojęciem estetyki [B]jest to też sprawa zdrowotna[/B], nie upieram się że amputować należy ale [B]zaoszczędza to często znacznych problemów w wieku dorosłym zwierzaka[/B]. Taki dog uderzają o framugi drzwi potrafi sobie kawałek ogona odciąć sam pomijając już szereg problemów z oskórowaniem. Amputacja w wieku dorosłym jest zabiegiem znacznie trudniejszym i mającym szanse przysporzyć większą ilość powikłań.[/quote] A jakieś badania na ten temat, statystyki? :roll: Bodajże wg publikacji RSPCA na kilkadziesiąt tysięcy przypadków urazów wymagających interwencji weterynaryjnej urazy ogonów stanowiły jakiś tam ułamek [U]promila[/U] i nie były zależne od rasy... Ale niech będzie, dla dobra dyskusji załóżmy, że amputacja ogona u niektórych ras jest potrzebna, bo inaczej psy będą go sobie kaleczyły. W takim razie: a) dlaczego wyżłom "zwyczajowo" tnie się ogony, a wykonującym pierwotnie TĘ SAMĄ robotę pointerom i seterom już nie? czyżby wyżły miały jakiś tajemniczy gen wzmacniający mięśnie, które poruszają ogonem, lub osłabiający strukturę samego ogona (u mojego wyżłopodobnego kundla nie zauważyłam ;)*); b) dlaczego nie wyhodowano po prostu wyżła (tudzież doga, boksera etc.) ze szczątkowym ogonem? Przytocz proszę wiarygodne badania na ten temat, liczby rzeczywiście uzasadniające cięcie (np. dowodzące, że statystyczny dog niemiecki i tak ucina sobie ogon, uderzając o framugę drzwi, albo łamie go raz w miesiącu), plus potwierdzone przez znawców odpowiedzi na powyższe pytania, a solennie przyrzekam, że osobiście poprę kopiowanie ogonów, naturalnie przeprowadzane w odpowiednich warunkach. [SIZE=1]*BTW: ogona sobie co prawda nie kaleczy, ale latając po lesie nieraz przynosi rozciętą łapę; to co, mam mu łapę uciąć, żeby uniknąć urazów? nie będzie mi kundel paskudził podłogi krwią... o pardon, chodzi mi przecież tylko o dobro piesia, nie chcę, żeby go bolało :diabloti:[/SIZE]
-
[quote name='ara']A mnie, po półtora roku z ogoniastymi, kopiowane dobki nie podobają się w ogóle:shake:[/quote] Może niedokładnie się wyraziłam :) Psy kopiowane podobają mi się wyłącznie o tyle, o ile są psami (no i przecież nie ich wina, że zostały okaleczone :angryy:). Natomiast odkąd pamiętam, kikuty ogonów tudzież dziwacznie ciachnięte uszy wydawały mi się nienaturalne, chore, a przede wszystkim smutne :-(. Naturalne dobermany, boksery, amstaffy, wyżły etc. polubiłam od pierwszego wejrzenia i są wg mnie o niebo piękniejsze od tych kopiowanych. Inna sprawa, że nawet gdyby do szaleństwa podobały mi się ciachnięte uszy bądź ogony, NIGDY nie skazałabym psa na ból i niepotrzebne ryzyko DLA SWOJEJ ESTETYCZNEJ ZACHCIANKI.
-
[quote name='kocyk']to o goldenach to była ironia;)[/quote] O reszcie też :cool3: Na ile mi wiadomo (jeśli się mylę - w końcu [I]errare humanum est[/I] - poproszę o poprawienie) żadna z wymienionych przeze mnie ras nie była i nie jest zwyczajowo kopiowana. To wstępna odpowiedź na argumenty zwolenników rżnięcia ogonów, że psom myśliwskim długi ogon przeszkadza, bo albo kaleczą go sobie podczas pracy, albo, merdając, płoszą zwierzynę :roll: Gdyby to była prawda, kopiowano by także inne rasy przeznaczone do polowań.
-
[quote name='pln']nom fajnie. i co to zmienia?? ktoś sobie wyobraża psa myśliwskiego z ogonem?? dobermana z ogonem??[/quote] Nie. No ależ oczywiście, że nie. Bo takie, na ten przykład: - jamniki, - bassety, - beagle, - bloodhoundy, - ogary, - gończe, - posokowce, - dalmatyńczyki, - rodezjany, - pointery, - setery, - labradory, - flaty, - goldeny, - płochacze, - charty (WSZYSTKO psy myśliwskie) jak powszechnie wiadomo miały i mają przecież masowo rżnięte ogony, prawda? :roll: :diabloti: Mnie tam akurat bardziej podobają się dobki (tak samo zresztą jak rottki, boksery, weimary i jeszcze parę innych) z długim ogonem. Jeśli Tobie nie - a kto broni WYHODOWAĆ dobermany tudzież dowolne inne psy ze szczątkowymi ogonami i dążyć do rejestracji jako odrębnej rasy lub odmiany krótkoogoniastej? :p [quote name='pln']ja sobie nie wyobrażam mieć np niemieckiego terriera myśliwskiego z ogonem jak precel.[/quote] Twój brak wyobraźni (którego serdecznie współczuję) jest Twoim prywatnym problemem. I żenującym usprawiedliwieniem dla zadawania psu cierpienia. :mad: :mad: :mad: :mad: Analogiczna argumentacja: "Panie, a zatłukłem tego cholernego kundla, no bo sobie nie wyobrażałem, że mógłby dalej żyć" :shake:
-
[quote name='karjo2']Co do skladu, przyswajalny jest z kosci magnez, fosfor, wapn, szpik jest bogatym zrodlem kwasow tluszczowych. Tu jest analiza odzywcza kosci: [URL="http://www.nutritiondata.com/facts/ethnic-foods/8088/2"]Nutrition Facts and Analysis for Caribou, bone marrow, raw (Alaska Native)[/URL] Perforacja zachodzi w przypadku podania kosci kruchych po obrobce termicznej, badz w efekcie zalegania zlogow niestrawionych pokarmow (czesto sztuczne "smakolyki" z zoologa, np. greenies ). Zatwardzenia zdarzaja sie w przypadku nadmiaru kosci, wprowadzenia samych kosci ( a powinno sie podawac miesne, z sciegnami), bez uzupelnienia o tluszcze, np. oliwa z oliwek, jogurt, papki owocowo-warzywne. Zbilansowanie odbywa sie w dluzszym przedziale czasowym, nie w trakcie jednego posilku, a roznorodnosc skladnikow to zapewnia. Co do reszty, to Puli pieknie zawarla argumentacje :evil_lol:. Nawiasem mowic, BARF w czlowieczym wydaniu: [URL="http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?t=15626"]www.DobraDieta.pl :: Zobacz temat - Szpik kostny[/URL][/quote] Dzięki wielkie :loveu: Właśnie o takie konkrety mi chodziło, będę miała "czym" się kłócić :p Puli, oczywiście masz rację. Obawiam się tylko, że przekonanie o dobrodziejstwie tzw. profesjonalnych karm tkwi w wetach zbyt głęboko, by dało się tak łatwo wykorzenić... :shake: Nie próbuję jej wmówić, że chrupki są złe - nie da się (zresztą to nie do końca prawda ;)). Chcę tylko przekonać, że inne metody żywienia też mogą być dobre :)
-
[quote name='yuki']Behemotka, z całym szacunkiem dla Twojej wetki, ale [B]przekaż jej , żeby przez 5 miesiący, dzień w dzień, pojadła sobie np. przepyszna zupkę pomidorową z ryżem na śniadanie, kolację i rano , a najlepiej juz taką przetworzona w proszku[/B], ze wszystkimi składnikami odżywczymi, bo to szybciej przecież i mniej naczyń się brudzi, a jakie dobre ohohoho , palce lizać;) no cud miód ![/quote] Próbowałam, naprawdę. Usłyszałam, że pies ma bardzo mało kubków smakowych i w zasadzie nie za bardzo rozróżnia smaki :cool1:, a w ogóle to jak się go przyzwyczai, że dostaje tylko jedno, to nawet nie będzie wiedział, że mu brakuje jakiejś odmiany :roll: No sorry, nie przemawia to do mnie. [quote name='yuki']A tak na poważnie to po prostu "zagłęb się w Barf " ,a jestem przekonana , że przy rozsądnym żywieniu nic Twojemu psu nie będzie. Nie ma sensu pisać tu o tym jak dokładnie należy żywić , bo to nie ten wątek. Widzę po swoim psie i po opiniach innych ludzi jak bardzo poprawił się ogólny stan i kondycja sierściuchów jadących na Barfie, o pięknym zapachu z pyska , niepuszczaniu bąków, błyszczącej sierści nie wspominając :) Do mnie argumenty Twojej wetki nie trafiają, szczególnie ten ostatni, ręce mi opadły. No, ale to kwestia podejścia.[/quote] Mnie nie trzeba przekonywać ;) Poczytałam, popytałam, spróbowałam, jestem za. Po prostu chciałabym mieć jakieś argumenty podczas rozmowy z tymi, co są przeciw, zwłaszcza wetami, bo oni mają duży (zbyt duży :mad:) wpływ nie tylko na pielęgnację, profilaktykę zdrowotną i leczenie, ale także na żywienie, a nawet - co dla mnie jest już zupełnym kuriozum - na wychowanie zwierzaków.
-
[quote name='taks']O ile mi wiadomo nikt szerszych badań porównawczych nie robił więc nie odpowiem Ci autorytarnie czy połowa czy mniej czy wiecej. Mogę tylko powiedzieć co sama zaobserwowałam i niestety określiłabym to na jakieś 3:1 Po pierwsze znacznie łatwiej "przestawić" na barf psa młodego ze zdrowym i w pełni sprawnym układem pokarmowym . Po drugie lepiej takie karmienie tolerują psy średnie i większe a zwłaszcza rasy pierwotne. Oczywiście pomijam przypadki gdy stosowany był pseudobarf - (czyli same kosci) ale nawet w prawidłowym karmieniu właśnie zaparcia i nadkwasota są podstawowym problemem.W dalszej kolejności przewlekłe, podostre stany zapalne jelit i odbytu, refluks.[/quote] Ciekawe, dzięki za spostrzeżenia. To prawdę mówiąc argumenty odwrotne do tych, co potrzebuję ;), ale warto je znać. Mnie naprawdę nie trzeba tłumaczyć, że BARF nie jest idealny zawsze i dla każdego. Żadna dieta nie jest. Ale [U]jeśli danemu psu służy[/U], to moim zdaniem warto stosować. A niestety ludzie są zamknięci na skomplikowane rozwiązania, [I]vide[/I]: [quote name='iza']Ja moich wetów nie przekonuję - szkoda słów! (wetów nie przekonuje nawet to, ze moje psy jedza BARF juz 4 lata i mają sie o wiele lepiej niż wczesniej na suchym)[/quote] :shake:
-
[quote name='taks']barf jest świetny ale proszę pamiętać ,że nie ma jednej idealnej dla wszystkich metody karmienia. Wiele więc zależy od osobniczej tolerancji psa, kondycji jego przewodu pokarmowego, doboru składników barfa i ich jakości... Jeśli macie możliwość zdobyć odpowiedni pokarm, czas aby zadbać o prawidłowy układ diety a pies dobrze znosi ten sposób żywienia to świetnie. Jednak prawda jest taka, że sporo psiaków nie radzi sobie z trawieniem takiej ilości kości a i "barfiarze" idąc na łatwiznę dają to co "się nawinie" nie bilansując odpowiednio posiłków. Powtarzam jeszcze raz - nie ma idealnej i uniwersalnej metody żywienia a barf przy wszystkich niewątpliwych zaletach jest jednak metodą wymagająca i wiedzy i dyscypliny ze strony właściciela - z obserwacji wiem że wielu tę metodę myli z karmieniem psa kośćmi ( i kropka) bo coś słyszeli tylko brakło chęci by doczytać więcej. Jak widzę ,że ktoś jest "odporny" na wiedzę a jednocześnie chce aby barf był równie niekłopotliwy jak chrupki to odradzam te metodę[/quote] Wiem, że to nie dla wszystkich ;) Tak samo jak z wychowaniem - trzeba dostosować metodę do psa, nie odwrotnie. Ale jeśli działa, fajnie by było mieć rzeczowe, obiektywne dowody, a nie tylko "widzi pani, że dobrze wygląda". Szukam właśnie takich argumentów, przede wszystkim medycznych :) Co masz na myśli, pisząc, że sporo psiaków nie radzi sobie z trawieniem takiej ilości kości? Dlaczego sobie nie radzą, jakie są objawy, czy problemem jest ilość, czy raczej gatunek? Bo właśnie ten temat poruszyła moja wetka, podając to jako kontrargument. Jeśli "sporo" oznacza np. ponad połowę psów - to nie przeczę, argument jest bardzo silny...
-
[quote name='adelaimax']Ja nie przekonuję. Szkoda strun głosowych :lol: najważniejsze, że pies jest szczęśliwy i zdrowy.[/quote] Właśnie moją też strasznie trudno przekonać, ona WIE i już :roll: Ale gdybym miała bardzo mocne, "naukowe" argumenty, może by się dało. Bo na razie pokazywałam po prostu przykład Kazana: pies zdrowy, zadowolony, w doskonałej kondycji, pełen energii. Odpowiedź: to tylko do czasu :cool1:. Czyli nieważne, że dieta mu służy, bo kiedyś na pewno przestanie :shake: No i ważnym argumentem "przeciw" było jedno zatwardzenie w ciągu trzech miesięcy.
-
Szczenięta od seterki irlandzkiej wszystkie w nowych domach :-)
behemotka replied to behemotka's topic in Już w nowym domu
[quote name='Justy$ka']Witam.! ;) Jestem nową opiekunką Lary (wcześniej znanej jako Gobi :razz:)... Zarówno ja, jak i cała rodzina, a także znajomi jesteśmy zachwyceni Larą.! To wspaniała towarzyszka zabawa, wędrówek, a także kochana przyjaciółka, przylepa.. Jest po prostu idealna.! Uwielbia wodę... Powrót suchej Lary ze spacerku nam nie grozi.! ;) Jak na razie interesują ją jedynie kałuże, aczkolwiek raz "wpadła" przez swoja ciekawość do jeziorka... Akurat na zebraniu ratowników WOPR-U.. Tak więc ok. 40 ratowników przerwało swoje zebranie, by podziwiac naszą Gwiazdę :evil_lol: Larunia świetnie wykonuje już podstawowe komenfy [siad, prawa łapa, lewa łapa, waruj..].. Do tej pory szkoliłam ją sama, aczkolwiek dzisiaj wybrałysmy się po raz pierwszy do "Psiego przedszkola" ;) Lara jest naprawdę bardzo chętna do nauki.. Widzę, że sprawia jej radość, gy wykona dobrze komende... ((I to bynajmniej nie tylko przez to, że dostaje później smaczek i wszyscy ją chwalą. :evil_lol:)) Cóż więcej mogę powiedziec... LARA JEST WSPANIAŁA.!!! :loveu:[/quote] I trafiła do wspaniałego domku :loveu: Bardzo się cieszę, że dziewczyna robi takie postępy, od początku była charakterna :diabloti:, ale też bardzo proludzka, nastawiona na współpracę. Jestem pewna, że wydobędziecie z niej to, co najlepsze :evil_lol: [LEFT][quote name='Justy$ka']Obiecuję więcej fotek... ;) M.in. z kąpieli błotnych :cool3:[/quote] [/LEFT] Poproszę :cool3:, musi wyglądać bezbłędnie... a jak się zapatruje na pranie po takiej kąpieli? pozdrawiam, Magda PS. Nawiasem mówiąc: Gburek znalazł już dom. W międzyczasie zdążył pojechać do innego i wrócić po trzech dniach (kompletnie nieodpowiedzialna osoba mimo dobrego wrażenia, jakie sprawiała :mad: :mad:). Teraz chyba będzie ok... -
Lęk, niepewność, rozproszenie, bardzo słaba współpraca z człowiekiem
behemotka replied to behemotka's topic in Wychowanie
A ja się po dłuuugim czasie pochwalę :grins: Otóż razem z psem zrobiliśmy ogromne postępy. Początkowo było trudno, bo np. pierwsza wspólna zabawa wyglądała tak, że skakałam wokół psa na ugiętych nogach, symulując zaproszenie do gonitwy w jego języku. Ludzie się na mnie patrzyli jak na idiotkę :evil_lol:, ale co tam. Grunt, że młody załapał i chciał nawiązać kontakt :loveu: Nagłych szybkich ruchów nadal się boi, żarciem go nadal nie można skutecznie zmotywować, ale po siedmiu miesiącach pracy prawie wyeliminowaliśmy lęk przed rzucaniem przedmiotu :multi: :multi: :multi:. Kazan zaczął aportować :p. Na razie jeszcze nie jest jakoś super nakręcony, nie wychodzi ze skóry, kiedy zobaczy w mojej ręce piłkę, ale w miejscach mało "interesujących" chętnie za nią biega i widać, że mu to sprawia radość. Wielkim sukcesem jest też "siad". Młody potwornie bał się tej pozycji :shake:; na smaczki się nie dało, przy pierwszych próbach (delikatnego) ustawienia panikował, skomlał i odskakiwał :-(. No dramat. I wcale nie chodziło o niechęć do nauki, bo ze "stój", "równaj", "omiń", "lewo", "prawo" czy "wróć" nie było większych problemów, tylko siadanie tak go przerażało... Ale cały czas pracowałam nad zaufaniem i skupieniem - i są efekty. Teraz siada bez problemu (co prawda nadal trochę nieprawidłowo, z bardzo przesuniętymi do przodu przednimi łapami, ale na razie go nie poprawiam ;), tylko cieszę się z każdego kroku naprzód). Ze względu na postępy we współpracy zdecydowałam się wprowadzić kliker, co było świetnym pomysłem. Teraz z jego pomocą powoli pracujemy nad kolejną bardzo trudną dla Kazana komendą: "zostań". -
Lubię moją wetkę, naprawdę. W kwestiach zwierzochorobowych ufam jej bez zastrzeżeń, ale kiedy przychodzi do żywienia, nieraz się kłócimy :evil_lol: Dostałam ochrzan za karmienie psa BARFem :cool1:. Niestety, sama za mało wiem o tym systemie żywienia, by podjąć rzetelną, szczegółową dyskusję. Szkoda, bo fajnie by było przekonać zwolenników podejścia pt. "chrupki i nic więcej", że nie jest to jedyna słuszna droga, a wszystko inne be... :roll: Główne argumenty wetki: - [B]kości są nieprzyswajalne[/B]... nie wiedziałam, co powiedzieć; właściwie jakie niezbędne składniki z kości są przyswajane przez organizm i jak mogę to udowodnić niedowiarkowi? - [B]ryzyko perforacji jelita[/B]. no toż tłumaczę, że kości pneumatycznych nie daję nigdy po obróbce termicznej, tylko surowe; jak grochem o ścianę, bo ile ona nie widziała psów z przebitymi jelitami, a to wszystko przez kości - [B]zatwardzenie[/B] - bo raz się mojemu psiakowi zdarzyło w czasie, kiedy był niemal wyłącznie na BARFie; BTW: to chyba prawda, że zbyt duża zawartość kości w menu może powodować zatwardzenie? jeśli tak, jak wytłumaczyć, że da się temu zapobiegać? - [B]nieodpowiednie zbilansowanie diety[/B] - bo tzw. specjaliści zrobią to lepiej, wszystko obliczą, wyliczą w procentach i promilach i w ogóle znają się lepiej :shake:. odpowiedziałam, że przecież ludzie sami sobie komponują menu, na co usłyszałam "i często wychodzą na tym gorzej niż psy karmione przemysłową karmą". dodałam, że mimo to dietetycy [U]nikomu[/U] nie radzą przejścia na jeden doskonały rodzaj żarcia, tylko właśnie [U]zalecają[/U] urozmaiconą dietę - [B]zbyt małe ilości węglowodanów[/B] - moja pierwsza reakcja: a na gwizdek psu duże ilości węglowodanów? :crazyeye: przecież większość drapieżników żywi się niemal wyłącznie mięsem i mają się świetnie bez produktów bogatych w węglowodany (jakoś nie potrafię sobie wyobrazić rysia pasącego się na polu pszenicy :eviltong:), chociażby taki wilk. ale... - [B]psy są zupełnie inne niż wilki[/B]. ok, wiem, że są inne, ale układ pokarmowy mają przecież właściwie taki sam... otóż usłyszałam, że nie :roll:. że w ciągu kilku tysięcy lat życia u boku człowieka przystosowały się [U]fizycznie[/U] do przyjmowania całkiem innego rodzaju pokarmu niż ich dzicy kuzyni. miałam na końcu języka, że chrupki wymyślono stosunkowo niedawno i psy jeszcze nie miały czasu dostosować swoich żołądków i jelit do tego typu żarełka :diabloti:, ale trochę mi już ręce opadły. zwłaszcza po koronnym argumencie: - [B]dla psa najlepsze jest jedzenie cały czas tego samego, bez żadnych urozmaiceń[/B]. bo inaczej rewelacje żołądkowe, bo musi się przestawiać itd. poza tym ma bardzo mało kubków smakowych (to akurat, jeśli dobrze pamiętam, prawda) i w związku z powyższym nie nudzi się jednostajnym żywieniem, a nawet jest mu niemal wszystko jedno, jaki żarcie ma smak. kiedy zapytałam, dlaczego w takim razie Kazan chrupki wcina mimochodem, a na kawał mięsa cieszy się dziko, by go pochłonąć z ogromnym zapałem, usłyszałam, że podoba mu się zmiana faktury żarcia, a nie jego smaku :cool1: Dobra, ja wiem, że na weterynarii nie ma praktycznie nic o żywieniu. Ale czy nie można by włączyć mniej "przemysłowego" myślenia i trochę zaufać naturze? Przekonujecie w ogóle swoich wetów do BARFa? Jakimi argumentami? I czy się udaje...
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
behemotka replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='evl']W domu mojego ojca nigdy nie było zwierząt większych niż chomik, rybki. Babka z dziadkiem uznają zwierzęta jedynie na dworze, w bloku absolutnie nie. Taka mentalność, nic się na to nie poradzi, niestety. No i mój ojciec też nie pozwoliłby trzymać psa w bloku "bo się męczy".[/quote] Takie podejście też mam w rodzinie. Mój dziadek psy lubi - ale w budzie; koty lubi - ale na podwórku :angryy: No i jak pojechałam do "dziadków" na wieś z Kazanem (wyżłopodobny czarny kundel), coby go przetestować przed długą podróżą pociągiem, babcia od razu się zachwyciła :loveu:, a dziadek do mnie z tekstem: - Co to jest? [w domyśle: że pies w domu, skandal i w ogóle] Na końcu języka miałam, że żaba, tylko spod Czarnobyla sprowadzana i się jej trochę urosło :diabloti:, ale pomyślałam: ok, starszy schorowany człowiek, więc ugryzienie w język nic mnie nie kosztuje. Spokojnie odpowiadam, że pies. - A budę dla niego masz? Tu już nie wytrzymałam :mad: i radośnie poinformowałam, że owszem, tylko taką bardzo dużą, żeby się moje łóżko w środku zmieściło, bo pies nie lubi na twardym spać :evil_lol: A podczas następnej wizyty, w czasie świąt, usłyszałam w ramach życzeń: "[B]Weź sobie jakiegoś męża ZAMIAST tego psa[/B]" :crazyeye: :roflt::roflt: -
Też się podzielę, dla dobra nauki :) - w jakim wieku pies był kastrowany - około roku, raczej mniej niż więcej - rasa psa - [I]pareras[/I] :p. takie spore, czarne, wyżłowate, tylko potężniej zbudowane - powód kastracji - bo kundel :eviltong:, przede wszystkim dla zdrowia i dobra gatunku - czy był agresywny do domowników, psów - do psów absolutnie nie, wtedy zachowywał się jeszcze jak szczenior i wszystko, co włochate, zapraszał do zabawy. do niektórych ludzi, głównie biegaczy i pojawiających się znienacka, przejawiał agresję lękową - czy był wczesniej lub później szkolony - później - kiedy zauwazyliscie pierwsze zmiany po kastracji i jakie - trudno powiedzieć, Kazan trafił do mnie tuż po kastracji, więc okres stopniowego spadku poziomu hormonów zbiegł się z adaptacją do nowych warunków... generalnie przez pierwsze dwa miesiące był bardzo wyciszony, potem stopniowo się ośmielał - czy zmnniejszyła sie agresja do domowników, obcych innych psów - agresję lękową w stosunku do biegaczy/rowerzystów/nagle pojawiających się facetów wyciszyliśmy, ale chyba bardziej dzięki pracy z psem niż z powodu kastracji ;). bywa, że odburknie coś innemu dużemu samcowi, który na niego szczeka, czasem wystartuje (bez draki, daje się odwołać), ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest zasmyczony; puszczony luzem z tym samym psem chętnie się bawi :loveu: - inne zmiany które zauważyliscie - muszę pilnować wagi, ale [U]nie wiem[/U], czy ma to związek z kastracją, bo nie mam porównania. energii młody nadal ma mnóstwo, bez trudu dotrzymuje kroku (a raczej biegu) haszczakowi :diabloti:. poza tym bywa brutalny w zabawie, nie umie się bawić z małymi zwierzami, co wymaga delikatności, jednak przypisuję to raczej traumatycznemu dzieciństwu :shake:. a, i nie znaczy terenu, załatwia się dwa-trzy razy na spacerze, nie zawsze podnosi przy tym nogę - ewentualny wpływ na zdrowie - tryska zdrowiem, komplikacji brak. piękna sierść, wspaniała kondycja. jedyny kłopot: alergia pokarmowa
-
Do mnie ta cała heca z jedzeniem pozorowanym na początku przemawiała :roll:... tj. bezpośrednio po przeczytaniu "Zapomnianego języka psów". Nawet kilka razy w ramach eksperymentu ostentacyjnie chrupałam coś nad psią miską, zanim Kazan dostał kolację. Nie zrobiło to na nim ŻADNEGO wrażenia, a nim zdecydowałam się na wprowadzenie w życie wszystkich rad Fennel (ignorowanie przy powitaniu, przepuszczanie w drzwiach etc.), odkryłam w teorii dominacji zbyt wiele nieścisłości :shake:, by stosować ją w wychowaniu mojego biedaka. W sprawie żarcia na przykład mam taką refleksję: No dobra, przewodnik wilczego stada je pierwszy, więc jeśli chcemy być szefem, powinniśmy robić to samo. Niech będzie. ALE W wilczym stadzie prawo własności stoi PONAD hierarchią. Jeśli wilk, stojący nawet na najniższym szczeblu w porządku organizacyjnym, złapie już w pysk kawał mięsa, ma prawo go bronić przed każdym innym członkiem stada. Może ze swoją zdobyczą uciekać, może też w jej obronie gryźć, nawet samca alfa. Fakt, potem będzie "przepraszał", czyli sygnałami uspokajającymi i uległą postawą potwierdzi pozycję swojego szefa, ale to nie zmieni faktu, że podczas obiadu bardzo asertywnie broni swoich praw. Rozumiem zatem, że zgodnie z TD pies po otrzymaniu wyczekanego posiłku ma pełne prawo zagryźć człeka, który sięgnie do jego miski? :diabloti: