Jump to content
Dogomania

Saite

Members
  • Posts

    861
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Saite

  1. Saite

    Mity

    [quote name='joanika']akurat mniej więcej coś takiego opisane jest w książce "amatorskie szkolenie psów" : "liczba komórek w zwojach nerwowych jest większa u dużego psa, utrwalenie skojarzeń (pamięć) jest dłuższe większych", "z praktyki treserskiej wiadomo też, że na ogół psy dużych ras uczą się szybciej i dłużej zachowują w pamięci doznania niż przedstawiciele ras małych" I tak właśnie powstają mity na temat psów, ktoś coś gdzieś podsłyszał i dalej puszcza w obieg zmieniając całkowicie znaczenie.[/quote] Akurat w tym, co przytoczyłam chodziło o naprawdę duże psy... więc raczej ci, co tak twierdzili, nie posiłkowali się informacjami (choćby przeinaczonymi) z jakiejkolwiek publikacji, tylko najprawdopodobniej jakąś własną drogą dedukcji.
  2. Saite

    Mity

    [quote name='bonsai_88']Zastanawiam się, jakiej wielkości miał głowę ten, który to wymyślił :diabloti:[/quote] Duuuużą, jest zależność między dysfunkcjami rozwojowymi a zwiększoną objętością mózgu. Zatem duży nie zawsze może więcej...
  3. Saite

    Mity

    Nie wiem czy już ktoś wcześniej o tym tu wspominał, w każdym razie niektórzy "znawcy" mają taką teorię, że im pies ma mniejszą/węższą głowę, tym jest głupszy, bo przecież w małej czaszce mniej rozumu się mieści.
  4. [quote name='nathaniel']To niech on wyjdzie, ksiądz w sensie. Idioci. Bez żartów nie zdarzyło mi się, żeby ksiądz zanegował obecność psa w domu. Zwykle sami proszą o wpuszczenie go do tego samego pokoju, zdjęcie kagańca i spuszczenie ze smyczy - Bo przecież jest we własnym domu. :eviltong:[/quote] To pogratulować Ci księży w parafii. Ja już obecnie problemu z kolędami nie mam, jak i z księżmi, bo wybrałam zamiłowanie do dużych psów i nikt mi nie będzie burzył harmonii w domu, ale w przeszłości tak księża u mnie reagowali (z tego co wiem nie tylko u mnie). Przeszkadzał im nawet mały pies w drugim pokoju. Pewnego roku, gdy usłyszałam bardzo niesympatyczny przekraczający granice szacunku komentarz, że psa się powinno pozbyć z domu na czas wizyty księdza, bo zaniepokojony pies to dla księdza i jego wizyty zniewaga i dowód na brak przygotowania do przyjęcia w domu duchownego, podjęłam pewne wiążące decyzje... Choć wiem, że wielu po takim "skarceniu" przez księdza na drugi rok uwiązałoby psa na mrozie przed domem, byleby "gość" był zadowolony... Tak czy inaczej, bez względu na moje w tym temacie doświadczenia, uważam, że pies powinien być w innym pomieszczeniu, bo ksiądz też człowiek i ma prawo wyboru czy chce kontaktu z danym psem podczas takiej wizyty czy nie.
  5. Wszystko właściwie zależy od księdza i jego sympatii/antypatii do zwierząt, ewentualnie obawy przed nimi. Przeważnie jednak księża życzą sobie, aby psa gdzieś zamknąć, odizolować, choć zdarzają się i tacy, którzy nie życzą sobie obecności psa podczas kolędy nie tylko w tym samym pomieszczeniu, ale i całym mieszkaniu.
  6. [quote name='M@d']Ja miałem kiedyś w takiej "groźniej"sytuacji zabawny przypadek. Szedłem z moim Sznaucerem olbrzymem i zaczął lecieć do nas jakiś zjeżony ON-ek, mam ten handicap, że mój nie odpowiada agresją, tylko staje i się patrzy z miną "i co byś synku chciał ..." Nie wiedzac co zrobić postanowiłem wykorzystać jedyną szansę - znajomość komend obcego psa... No i wrzasnąłem SIAD! Dodając do tego słowo zawierające jak mówią spory ładunek emocjonalny, a dokładnie SIAD, K***, no i mój klapnął w ułamku sekundy na tyłek, a tamten ... też ... :diabloti: A jaki był zdziwiony! :evil_lol: A potem dodałem (też z "ładunkiem" :eviltong:) - a teraz WYP******** DO DOMU! No i udało się - ON-ek zawinął się i poszedł (chyba do domu :diabloti: ) :lol:[/quote] Dobre! Przypomniało mi się jak kiedyś spędzając rodzinnie campingowo-namiotowe wakacje sąsiadowaliśmy z Niemcami, których pies notorycznie się do nas zakradał i prowokował naszego psa. Na początku nie wiedzieliśmy, że sąsiadami są Niemcy i wypędzaliśmy psa sformułowaniami po polsku, na co on właściwie nie reagował, mimo ładunków emocjonalnych. Nie wiedzieliśmy, co jest, czy on głuchy czy jaki. Dopiero gdy mój ojciec zorientowawszy się w końcu, że to nie polski zwierz ryknął "po ichniemu" poskutkowało. Jednym słowem trzeba znać język "psi". ;)
  7. [quote name='aina155']Chodzilo mi o zalecane na forum smyrganie delikwentom pod nogi, a nie celowanie w psa specjalnie. Licze na to, ze tak jak pisaly dziewczyny przestraszy sie wtedy i ucieknie.[/quote] Dobrze, że uściśliłaś, no takie "zdekoncentrowanie" napastnika w niektórych sytuacjach się sprawdza i studzi zapał. Tylko trzeba mieć dobry cel. ;) Mnie takie metody nie dotyczą, bo na spacerach mam obie ręce zajęte.
  8. [quote name='aina155']Ja ostatnio sobie obiecalam, ze bede nosic ze soba kolcztake, ale nie jako obroze dla psa a ochorne od natretow. Jakby co jeden i drugi dostanie kolcztaka to mu sie odechce mnie atakowac.[/quote] Nie przeceniałabym ciosu kolczatką. Agresywny, pobudzony pies jest "znieczulony" na ból i może nie zwrócić uwagi nawet, na dużo mocniejsze bodźce. Poza tym wzięcie zamachu może być ryzykowne, bo takim gestem można sprowokować psa do ataku na siebie samą.
  9. L'or, zgadzam się z Aina, winny jest ten, kto nie dopilnował swojego psa/psów, a nie ten, kto szedł ze swoim psem na smyczy i jego pies zaatakowany się obronił. Przepisy mówią jasno, że posesja, jeśli ma się psa na zewnątrz, ma być ogrodzona i zabezpieczona tak, by pies nie stanowił zagrożenia i nie mógł się wydostać. Może tych ludzi powinien dzielnicowy pouczyć? Widać nie są absolutnie świadomi obowiązków, jakie spoczywają na posiadaczu psa.
  10. [B]Bonsai[/B], co poradzisz, dla niektórych najwyższym priorytetem w życiu są własne spodnie i troszczenie się o nie. Ale nie powiem, sytuacja wyszła niefajna i ja takiego podejścia nie rozumiem. Kiedyś byłam świadkiem, jak kobieta tarabaniąc się z wózkiem do autobusu przewróciła się do tyłu i wypadła, a wózek na nią. [B] Nukapei[/B], poważnie??? Mi się też zdarza czasami przemieszczać autobusem po mieście z psami (pojedynczo) i też sobie przy okazji obserwuję zachowania ludzi w tych okolicznościach. Może uznacie, że to niekulturalne, ale ja nie czekam z psem, aż wszyscy sobie wejdą. Ja wiem, gdzie chcę/muszę stać i staram się szybko psa wprowadzić postawić w wypróbowanym miejscu, tak by on nie przeszkadzał innym i by jego nikt nie potrącał, deptał i tak dalej. Nie tratuję przy tym innych, ale też nie czekam do ostatniego wsiadającego. Potrafię nawet przeprosić zajmującą takie wygodne dla psa miejsce osobę, (szczyt bezczelności:evil_lol:). Człowiek może postać wszędzie, a pies nie bardzo. Zwracam ludziom uwagę ze wzrokiem Bazyliszka, gdy mimo mojej zapobiegliwości próbują mi się na psa wpychać lub nie zwracają uwagi na psi ogon. Muszę przyznać, że jak dotąd nikt nie polemizował. To samo jest przy wysiadaniu, przepuszczam tylko tych, którzy stali bliżej drzwi niż ja i pies, reszta czeka na swoją kolej, jak przy "normalnym" wysiadaniu. Tak samo rzecz się ma z tymi, co się wepchnąć do środka transportu próbują zanim jeszcze wysiądą pasażerowie, ja wysiadam z impetem i mam w tej sytuacji pierwszeństwo, więc jeśli się ktoś pcha, pcha się na własne ryzyko... Brzmi to okrutnie:diabloti: i strasznym jest, że jadąc z psem nie przyjmuję z góry postawy pasażera którejś tam z rzędu kategorii. Wychodzę z założenia, że jeśli mój pies zachowuje się wzorowo i jak należy w czasie jazdy autobusem wśród ludzi, to i ludzie powinni się właściwie zachowywać względem psa.
  11. U mojego w zasadzie typowego lęku nie było. Zachowywał się normalnie, zjadał chętnie dawane mu przysmaki. Powyglądał trochę nawet przez okno. Jak wszyscy się od okna oddalili i były huki, to przezornie zszedł z ewentualnej "linii ognia", czyli spod okna.
  12. [quote name='WŁADCZYNI']Saite, ale ile czasu potrzeba na ten telefon? Minutę w porywach. U mnie reagują, techno party sąsiada też przerwali po jednym telefonie. Muszą reagować, od tego są. Nie rozumiem tego że to strata czasu - fakt, trzeba napisać pisemko, przejść się pogadać itd ale przy kolejnych telefonach nie ma już problemu, reagują, są, zwiększa się ilość patroli i tak dalej. Rozumiem że przy okazji wypadku też po pogotowie dzwonić nie będziesz 'bo zanim oni przyjadą'? btw krócej trwa telefon niż ganianie małego pirotechnika po okolicy aby odbyć z nim poważną rozmowę. Użyłaś słowa 'dorwał' i 'zarobił' jak dla mnie doszło tam do użycia rąk, ślady też można zostawić wtedy i nie jest to (przynajmniej w moim odczuciu) coś co powinno się wydarzyć, ani nie jest to obrona. Nie chodzi o tłuczenie do krwii, ale żaden dorosły nie może stosować przemocy wobec cudzych dzieci (bawi mnie to że wobec własnych może;)) Nikogo nie wolno tłuc, czy poniewierać - nie jest ważne gdzie się mieszka. Jeszcze do pokazywania że nie każdemu psu można bezkarnie rzucać petardy pod łapy - teraz za szczucie psa ma być jakaś wyższa grzywna.[/quote] Daj już sobie spokój, proszę z tą dogłębną nie za bardzo udaną analizą (także semantyczną), pewne rzeczy napisałam jasno, a Ty widzę nie za bardzo "załapałaś" i teraz snujesz jakieś dywagacje, nie życzę sobie pewnych nadinterpretacji, czy chociaż to jest jasne? Ja bezpośredniego problemu póki co nie mam z niczym, jak będę miała, wiem jak zareagować bez Twoich porad, a co do litery prawa mam na co dzień znacznie lepiej (jak przypuszczam) niż Ty zorientowaną w tej materii osobę, więc już się nie rozdrabniaj i nie tłumacz co jest czym i jakie sankcje za co grożą. Nie wiem na co Ci roztrząsanie tego, że ktoś kiedyś nie wytrzymał i skarcił cudze dziecko, to nie byłam ja, ani nikt mi znajomy, więc związku ze sprawą nie mam, a Ty się czepiłaś zaobserwowanych przeze mnie zdarzeń i zupełnie nie wiem w jakim celu rozpatrujesz je poniekąd w oparciu o moją osobę. Nie za duże prawa sobie uzurpujesz? Podoba Ci się to czy nie, ja będę przed bezsensownym, (wynikającym z cudzej głupoty i zachcianek) zagrożeniem chronić swojego psa/psy, a on/one mnie (bez względu na wysokość ewentualnej grzywny). Lepiej jest zapobiegać nieszczęściom niż zmagać się z ich skutkami. Wolę, żeby ktoś miał problem z tym, że mój pies siedząc na smyczy przy mej nodze był gotów bronić, niż żebym ja miała problem z poparzeniami swoimi lub swojego zwierzęcia. Może zainteresuj się co grozi za rzucanie w kogoś (i czyjegoś psa) materiałami pirotechnicznymi, to nam się do dyskusji chyba bardziej tu przyda. Zapytaj przy okazji kolejnej wizyty z pisemkiem, albo i bez lub minutowego telefonu (to taka drobna sugestia).
  13. [quote name='WŁADCZYNI']Saite wybacz, ale nie mam pojęcia po jakich jesteś studiach, czy wogóle jesteś po studiach, ile masz lat i tak dalej. NIe chciałam Cię obrazić. Tak jak z przeciwbólowymi od małej dawki i dodawać bo odjąć się nie da po podaniu. Dopiero po ustaleniu dawki podając pełną. A co Ty radzisz? A po cholerę skakać przez okno? Ja w imię opieprzania dzieciaczków bym się z 4 piętra nie rzuciła. Ale gorąca linia pewnie by się działa - nic się misiaczkom nie stanie jak ruszą tyłeczki na patrol. Zwiększona ilość patroli = święty spokój. Przynajmniej w mojej okolicy. Jeżeli widzisz że służby nie reagują też możesz coś zrobić - choćby i pisemko im wysłać. Gdyby gnojek zrobił obdukcję, a rodzice by się uparli to pan mógł mieć nieprzyjemności. Choć irytację i chęć pokazania dzieciaczkowi że nie wszystko wolno rozumiem, jednak przemocy wciąż nie popieram. Bonsai_88 hihi niedaleko pada jabłko od jabłoni:diabloti:[/quote] Co do pytania, sedalinu konkretnie nie da się tak dawkować, bo to znacznie osłabia efekt, (no cóż wspomniany przez Ciebie metabolizm)-zaznaczę, że to zdanie weta. A dawkowanie jest ramowe, ale co ja tam będę... Władczyni i jej zdanie rządzą.;) Ty byś zrobiła coś tam, a ktoś zrobiłby coś innego. Co do "misiaczków"... i "gorących linii", zazdroszczę Ci czasu na to wszystko, zważywszy na relatywnie niską skuteczność takich zabiegów, ale nie moja rzecz. Grunt, że u Ciebie się sprawdza. Ja jednak w głównej mierze nadal zamierzam posługiwać się własną perswazją, gdy stanę z małym torpedziarzem oko w oko, a nawet i dużym. Zrobić zadymę na policji sztuką nie jest, ani zażądać przyjazdu, tylko do tego czasu złapanego na gorącym uczynku dzieciaka musiałabym na kolczacie do słupa przywiązać, bo u mnie to dzieciary strasznie cwane i ciężko namierzyć, a orientują się szybko, że coś się na nie kroi. Co do przemocy, nie wiem jak to rozumiesz, na szczęście nie każdy tłucze (cudze) dzieci tak, że obdukcja jest konieczna i coś wykazuje, prędzej chodzi o zdecydowaną postawę i reakcję. Zresztą czego tu się obawiać, jeśli np. mieszka się w innym punkcie miasta niż skarcony "dzieciak" i nie jest się kojarzonym? Chyba naprawdę przeceniasz policję. Zresztą póki co i dorośli w obronie przed nieletnimi mają prawo reagować. Ja też nie popieram przemocy, ale w obie strony, a nie tylko w jedną. Rzucanie w kogoś petardami jest dla mnie formą przemocy.
  14. Zofia, a "Lassie"+ tzw. "przedłużenie ręki"?;):diabloti: (wszystko w obronie własnej).
  15. Na takie "dzieciaczki", co psom i ludziom pod nogi petardy rzucają to ja mam jedyny sposób. Pokazać, że nie każdy pies bezkarnie da się petardami rzucać i że nie każdy reaguje lękiem, no i oczywiście, że niektórzy dorośli do sympatycznych nie należą, mówiąc delikatnie. Dobrze mieć w takich okolicznościach, choć jednego psa, który potrafi na komendę "postraszyć" i nie boi się odgłosu petard. Wypróbowałam, działa, pies pokazuje, że jest gotów atak przysposobić, a ja się pytam czy mam spuścić i czy chcą się pobawić w coś innego dla odmiany... Kiedyś byłam świadkiem, gdy obcy mężczyzna dorwał takiego gnojka, który nie dość, że rzucał petardami, to jeszcze na zwróconą uwagę go zwyzywał, chłopaczyna zarobił, zmył się i już go potem widać nie było samopas na dworze nawet, gdy się "sezon petardowy" skończył.
  16. Z moich obserwacji wynika, że lęk przed hukiem jest zjawiskiem dość skomplikowanym. Jeden z moich psów (nieżyjący już) przez dwa lata od zamieszkania u mnie nie reagował jakimkolwiek stresem ani na petardy, ani na pioruny. Nagle po tych dwóch latach zaczął dotrzymywać towarzystwa w stresie i telepaniu się innemu z moich psów, zaczęli razem przesiadywać w łazience i na wyścigi się trząść, gdy na zewnątrz strzelali. Co ciekawe na spacerze nawet przy dużym huku zero lęku, żadnych ucieczek itp. Wychodzi na to, że strach może być jedynie częściowy i "zaraźliwy".;) Dobrze, że trzeci z psów nie przejął wtedy takiej postawy, bo w łazience by się już nie zmieścił.
  17. WŁADCZYNI Dzięki za trącący (bez urazy) łopatologią mini wykład.;) Uwierz, że tak bardzo potrzebny mi akurat nie był z racji mojej styczności z chemią, biologią i fizyką na poziomie liceum, a później opartych na tych przedmiotach studiach, więc przypuszczam, że choćby jakieś "podstawy" udało mi się przyswoić, choć to dawno było. Wyjaśniam Ci to pierwszy i ostatni raz na wypadek, gdybyś znów chciała mnie uświadamiać co do banałów, na przyszłość nie zmarnujesz na mnie czasu. Rozumiem jednak, że chciałaś dla mnie dobrze, zakładając, że jestem po kursie lepienia pierogów, a psy mam od wczoraj. Przytoczyłam dwa przypadki swoich dwóch bardzo różniących się od siebie psów, bez wgłębiania się w biochemiczne szczegóły. Różne często nietypowe sytuacje się zdarzają i powtarzają, a my tu dzielimy się przecież swoimi doświadczeniami i opiniami. Jak w takim razie radzisz stosować ten neuroleptyk, by skutkował i był bezpieczny, jak nie wyliczając na masę? A co z tymi osobnikami, które są "nadwrażliwe" i nawet znacznie niższa niż adekwatna do masy dawka wywołuje negatywne, niepożądane skutki? Co do mojej postawy względem młodocianych strzelaczy urzędujących na ulicy. Omijają mnie raczej, ciekawe dlaczego... pewnie przez moje nieme przyzwolenie, lękliwość i wrodzoną łagodność, emanującą na duże odległości.:evil_lol: Należę do osób, które reagują na to, co się wokół nich dzieje (znacznie szybciej niż SM i policja razem wzięte) nie udają niewidomych i nie chowają głowy w piasek. Może dla Ciebie osoba ok. 60-tki to trzęsąca się starowinka, dla mnie to po prostu mocno dojrzały człowiek. We wspomnianym przeze mnie przypadku dzieci były naprawdę nie za duże, a ta kobieta była od nich znacznie większa i nie wyglądała na słabą fizycznie i przelęknioną, na mój gust miała to gdzieś. Fakt, nie wykazałam się jednak w tej sytuacji postawą właściwą, bo nie wyskoczyłam z domu (przez okno, z którego to widziałam) w pidżamie i nie pognałam na niemal drugi koniec ulicy, by obronić tę panią, naprostować dzieci, a w drodze nie wykonałam dramatycznego telefonu po pełną mocy, zabójczo szybką SM/policję. Pewnie dlatego, że dzieci czym prędzej przezornie się "oddaliły", miałam też na uwadze to, że gdy ostatnio zgłaszałam odpowiednim służbom znacznie poważniejszą sprawę dziejącą się na osiedlu, na wszelki wypadek funkcjonariusze się nie pojawili...
  18. Ja "przemysłu petardowego" od baaaardzo dawna nie zasilam i trochę sobie nie wyobrażam siebie strzelającej. Teren w mojej okolicy polopodobny jest wykorzystywany na spacery z psami. I co, wyjdę mojego trenować, a wypłoszę niechcący przy okazji ileś cudzych, na jakimś polu hen za miastem wypłoszę jakieś dzikie stworzenia. Nie miałabym sumienia. Zawsze mam taką myśl, gdy słyszę huk petardy, że może właśnie teraz czyjś pies się wyrwał, uciekł, grozi mu niebezpieczeństwo, wpadł pod samochód, zapędził się i zgubił itd. Co do środków wyciszających, to nie jestem ich wielką zwolenniczką. Popularna od wielu lat acepromazyna (Sedalin), którą weci dają często i chętnie, jako remedium na większość sytuacji, w których nie można opanować reakcji psa, jest taka sobie. A cięższe skutki uboczne też się zdarzają przecież. Dwa z moich psów dostały ten lek. Mimo właściwej dawki w obu przypadkach efekt był niezadowalający. Jeden pies- panikarz bojący się huku, prawie pozabijał się o kafle w łazience, gdy zaczęli strzelać, w któregoś sylwestra i reagował na domowników agresją nie na żarty. A kolejny, który dostał sedalin, by nie atakował drugiego psa po przywiezieniu go domu po skomplikowanej operacji, z uporem maniaka, totalnie zatępionego, ale nie ze zmniejszoną determinacją, próbował nadal atakować, mimo trochę zwiotczonego tyłu i zataczania się. Nawet ujadać nie przestał tyle tylko, że mu się "tembr" głosu zmienił. W przypadku moich psów się nie sprawdziła taka metoda, więc nie mam zamiaru narażać i zamulać, jesli nie jest lepiej po tym, tylko trochę "inaczej", a uporczywość sytuacji pozostaje.
  19. A ja stwierdziłam, że chyba nie ma się co kim posiłkować, tylko takiego strzelającego gówniarza złapać i we własnym zakresie porządek zrobić.:diabloti: Ostatnio widziałam z okna kilku (maksymalnie) 12-latków, jak jednej babce (koło 60-tki) podłożyli petardę. Jak szła widziała, co się dzieje, że na torze jej ruchu leży gotowa do eksplozji petarda. Strzeliło jej prawie pod nogami, bachory stały i się patrzyły, a ona nawet zdania nie wypowiedziała, tylko poszła jakby nigdy nic. Takie właśnie mamy społeczeństwo. Nie żal mi takich dzieci, ani ich przemądrych rodziców, gdy któremuś coś oderwie. Nie ruszają mnie takie sprowokowane wypadki. W tym roku dla mnie wielka próba, to będzie pierwszy sylwester jednego z moich psów w moim domu i w ogóle dużym mieście. Na razie na huki reaguje zainteresowaniem, lekkim pobudzeniem, ale bez chęci uciekania. Martwię się jednak, że stanie się coś, co go mocno wystraszy i straci poczucie bezpieczeństwa, mam na myśli jakieś rzucanie petardami z okien w przechodniów itp. Odkąd strzelają, staram się z nim ćwiczyć skojarzenie, jak jest huk, to robię coś dla psa przyjemnego. Na dworze z psami to chyba dziwnie wyglądam, jak mi sie automatycznie na strzał "specjalne" zachowania włączają, by psią uwagę odwrócić. Mogłam wcześniej pomyśleć o jakimś odczulaniu, pomysł przytoczony przez [B]Bonsai[/B] wydaje mi się bardzo dobry, tylko czy można w ten sposób uodpornić psa na bezpośredni atak petardy? Liczę też, że podziała może przykład innego psa w domu, który uwielbia patrzeć na efekty świetlne petard i z huku nic sobie nie robi, za to jak widzi takiego strzelacza, to błyskawicznie nabiera chęci na bezkompromisowego "kąsanego berka".:evil_lol:
  20. Może nie lubi/obawia się rzucania w jej stronę przedmiotami, może z czymś faktycznie jej się to kojarzy.
  21. Oj tak, nie ma to jak, mimo własnego całkiem wysokiego wzrostu, móc się wzajemnie poobejmować za szyję ze swoim psem.
  22. Ja tego od lat pojąć nie mogę, że odpowiedzialność spada na przewodników dużych psów w interakcjach mały pies kontra duży, mówię o sytuacji, gdy duży jest pod kontrolą, a mały nie. Twój większy, potencjalnie groźniejszy, to ty się pałuj i chroń za wszelką cenę niedopilnowanego, prowokującego kurdupla. A już jak masz więcej niż jednego psa, to w ogóle kaplica. U mnie nastąpił bunt już jakiś czas temu przeciw tej nierówności i nie jeden "mądry" właściciel już ode mnie usłyszał, dzięki temu jestem przez niektórych omijana szerokim łukiem i mam spokój. Niektórzy też widząc, co moje psy potrafią zrobić podbiegaczom przede wszystkim większych rozmiarów, odkryli zalety smyczy i przekonali się do jej stosowania. Są też tacy "dziwni" ludzie, którzy się naczytają jakichś publikacji o wychowywaniu psów i później wcielają tę nie do końca zrozumianą właściwie wiedzę w życie. Na osiedlu mam taką kobietę, która już pół roku mnie przekonuje, drąc się przez pół trawnika do mnie z odległości, że moje psy tylko tak warczą, ale gdyby im dać szanse się z bliska zapoznać z jej mikroskopijnym (szczekliwym) pieskiem, to by na pewno zareagowały łagodnie i go polubiły, tylko ja muszę dać im szanse. Prośby, by nas omijała i nie krzyczała do mnie (na co moje psy też reagują agresją) nie przyniosły skutku. Ta pani ostatnim razem, gdy ją widziałam zaczęła nas właściwie gonić. Teraz tylko czekam, aż się zacznie na nas czaić za którymś rogiem.:diabloti:
  23. Jestem pełna uznania dla Birmy Bonsai, ale masz chyba świadomość, że psy, które chcą zadać jak najdotkliwszą krzywdę czy uśmiercić, zrobią to szczególnie, gdy jest ich więcej niż jeden i nie należą do małych, tu bojowa postawa czy odwaga przeciwnika/ofiary nie ostudzi ich zapału, wręcz przeciwnie. Są psy, które walczą, by walczyć nawet, jeśli wygląda to groźnie oraz wymaga interwencji chirurgicznej i jest na szczęście znacznie mniejsza grupa tych, które się "nie cyrtolą" i interesuje je "efekt" (śmiertelny), ofiary takich psów często nie są nawet specjalnie poranione. Ja tam się cieszę, że Birma wróciła w jednym kawałku, bo jak zapewne wiesz przy ataku dwóch psów istnieje realne ryzyko choćby "rozerwania". Byłam zresztą i niestety świadkiem m.in. czegoś takiego. Jeśli ujmuję Birmie tzn. jeśli Ty to tak odbierasz, a ona przegoniła napastników gotowych dosłownie na wszystko dzięki przewadze fizycznej, doświadczeniu oraz uściskowi szczęk, nie doznając przy tym najmniejszego uszczerbku, to zwracam honor.;)
  24. Ale przygoda Bonsai! Dobrze, że tamte psiska nie były zdeterminowane i gotowe na eliminację Birmy, (tudzież Ciebie lub szczeniorki), no i że jej udało się je w rezultacie sprytnie wystawić. Miałyście szczęście, Bohaterki :loveu:
  25. Od Ciebie Bogarka to się można spokoju i łagodności uczyć. ;) U mnie się ostatnio podobne spotkania tak jak to Twoje nie kończyły niestety. Tylko w ostatnim czasie mieliśmy 3 spotkania z puszczonymi luzem lub/ i pozostawionym bez opieki psami (śliczny zadbany ast samopas, jakiś pitopodobny psiak, który się komuś z posesji wymknął sądząc po tym, co miał na szyi i jak dziko się zachowywał i bokser z panem, ale bez smyczy poza kontrolą choćby wzrokową, bo całe życie przecież łagodny-aż do naszego spotkania). Dodam, że dzięki bokserowi miałam imponujące stłuczenia na nogach, a jego pan potrzebował trochę czasu zanim się zainteresował i zorientował, gdzie jest jego pupilek i co robi. We wszystkich 3 wypadkach wyszło na to, że to ja jestem nieodpowiedzialna i mam jakieś bestie, a moje psy noszą (tylko!) smycze i gryzą niewinne pieski, które do nich podbiegają (w złych zamiarach-dodam). A przecież powinny kagańce nosić! (I zaatakowane dawać się gryźć) Ludzie lubią sobie stanąć i taką akcję obejrzeć z rozdziawionymi japami, a co się dzieje jak spostrzegą, że taki pies-prowokator krwawi-szkoda pisać. Później rzucają jakiś bardzo "sprawiedliwy" komentarz do osoby, w tym wypadku mnie, która swoje psy ma na smyczy i stara sie jak może unikać takich sytuacji schodząc, o ile to możliwe, z drogi. Czuję się bardzo winna temu, że moje psy nie pozwoliły sobie ani mnie zrobić krzywdy. :evil_lol: Mam nadzieję, że w nadchodzącym Nowym Roku będzie mi dane nie brać udziału w takich akcjach, za to spotykać samych odpowiedzialnych psiarzy, czego zresztą wszystkim życzę.
×
×
  • Create New...