Jump to content
Dogomania

Saite

Members
  • Posts

    861
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Saite

  1. Taaak, wielu wetów chętnie zaleca stosowanie anydepresantów jako remedium na wiele problemów, fluoxetyna jest tu istotnie "ulubionym" środkiem, szkoda tylko, że często nie zdają sobie sprawy i nie informują/nie uczulają właścicieli na wcale nierzadkie i nielekkie w przebiegu (często też długotrwałe) skutki uboczne.
  2. Miałam psa, którego do koni przyzwyczajać nie musiałam, świetnie odczytywał wysyłane przez nie sygnały, do jednych był ostrożny (były to konie, co do których i ludzie musieli raczej zachować ostrożność), z innymi miał dobry kontakt. Ogólnie "na luzie", choć raz próbował pogonić, co potwierdza fakt, że niczego do końca nie można być pewnym. Za to drugiego psa, mimo prób oswajania, nie udało mi się przekonać do koni. Na ich widok stawał i staje się agresywny, zaczepny, dąży do konfrontacji, sądzę, że chętnie podręczyłby takiego większego od siebie zwierza, na zasadzie wyzwania, bo np. z lękiem te reakcje nie mają nic wspólnego.
  3. [quote name='Shanara']Ja jestem szczęśliwą mieszkanką takiego osiedla..:evil_lol: Przez prawie dwa lata prowadziłam ze spółdzielnią "goownianą korespondencję" ..uogólniajac:Oni pisali,że mam sprzatać bo to mój obowiązek..a ja im odpisywałam,że bardzo chętnie jak tylko oni spełnią swój obowiązek i zapewnią kosze na odchody, za opróżnianie których notabene płacę :p. Pewnego dnia wyszłam na trawniczek i co widzę?? Wielki kubeł, z zamykaną na kłódke klapą i wyciętym otworem na wrzucanie "smrodków"...czyli okazało się,że można ;) . Kubeł jest zabezpieczony przed wywróceniem łańcuchem przypiętym do płotu i opróżniany regularnie. Mało tego..kubeł stanął dokładnie tam gdzie wyprowadzam psa na spacerki "fizjologiczne"..a psica w celu zrobienia kupki drepta w strone kubła i załatwia sie nie dalej niż 2 metry od niego, wiec problemu z noszeniem "skarbu" też nie ma.:lol:[/quote] Widzisz, Ty jesteś w o tyle lepszej sytuacji, niż ta którą przedstawiłam, że Ty sprzątasz po psie sama i nikt nie chce Cię na siłę za Twoje pieniądze "niby wyręczać". Wywalczyłaś kosze, kosze są opróżniane regularnie i jeszcze pewnie masz jakieś trawniki zapewnione, a ja pisałam o tym, że można odebrać społeczności niemal wszystkie trawniki, dać kosz na psie odchody (w ogóle gdzie indziej niż psy są realnie wyprowadzane), nie opróżniać go i zdzierać co miesiąc haracz głównie za to, że ktoś zatrudniony, w czyj zakres obowiązków wchodzi niby sprzątanie psich kup, ma to robić tyle tylko, że to bujda i nikt tak naprawdę tego nie robi, choć kasa płynie na ten cel. Oczywiście niektórzy będą w takiej sytuacji i tak po swoich psach sprzątać, mimo, że już za to zapłacili i że nie mają gdzie prezentów wyrzucać, ale wielu ludzi tego robić nie będzie, bo ma wykręt i czuje się zwolnionych z tego obowiązku, płacę to nie muszę i poniekąd mają i ci rację, a spółdzielni też nie chodzi o porządek i czyste reszteczki z trawników, tylko o tę żywą kasę co miesiąc, która wpływa, ale na utrzymanie czystości "zieleni" nie bardzo idzie. A wystarczyłoby zrezygnować z takich opłat i wprowadzić egzekwowany obowiązek sprzątania, może dla "osłody" zrobić na osiedlu coś specjalnie pod kątem psiarzy, by nie czuli się zaniedbani, a ich potrzeby zostały w końcu dostrzeżone, bo skoro można np. rowerzystom czy dzieciom stworzyć warunki, to dlaczego psiarzom nie? Z ludźmi trzeba po dobroci, aczkolwiek stanowczo. ;) Szkoda, że z psiarzami przeważnie tylko się walczy.
  4. A ja sobie pozwolę nieco poszerzyć temat poruszony w jakże jednostronnym "artykule". Żeby nie było irytują mnie psie kupska, a raczej nie tyle psie kupska, co w ogóle podejście ogromnej większości narodu naszego do poszanowania zieleni jako takiej i dbałości o czystość trawników. Wszyscy jednak koncentrują się na psich odchodach, jakby tylko one zalegały na trawnikach, a najczęściej są one jednym z wielu zanieczyszczeń, jakie można spotkać w takich miejscach. Bo czy psia kupa jest gorsza od rzadkiej kupy niemowlaka w pampersie rzuconym sobie ot tak na trawnik, albo od "milusich" odchodów dorosłego człeka, porzuconych chyłkiem przez takiego przyciśniętego nagłą potrzebą? Czy psia kupa zagraża bardziej niż potłuczone szklane butelki? Czy folie i inne "elementy" wykonane z tworzyw sztucznych są bardziej dekoracyjne od psich kup? Albo np. pozostawiony na trawniku worek z odpadkami, z których wysypują się różne ohydne resztki, zużyte podpaski itp.? A wywalane pod blokami wprost z okien resztki jedzenia i inne odpadki? Dlaczego zatem problemem są tylko psie odchody, skoro syfu przeróżnego można sobie na trawniczkach polskich doświadczać do woli, a jego sprawców jest wielu i nie są oni "psiarzami"? Dlaczego kiedy załatwia się pies, to jest darcie gęby, a kiedy taki pijaczyna robi co chce i zostawia po sobie "pachnącą" kac-kupę, to wszyscy dookoła milczą. I nikt mu nie zwróci uwagi. Ja uważam, że zanieczyszczanie trawników to wcale nie domena psiarzy. Panuje ogólne społeczne przyzwolenie na syfienie wokół siebie i tyle. Znam miejsce, gdzie spółdzielnia pobiera opłaty od posiadania psów, że niby z racji utrzymywania terenów zielonych, oczyszczania ich oraz z powodu zwiększonego zużycia prądu z powodu psów (ot ciekawostka). Problem tylko w tym, że terenów zielonych praktycznie nie ma, z resztek, które zostały utworzono parkingi i miejsca dla dzieci, w których naturalnie panuje syf totalny, mimo nieprzebywania tam psów. Koszy na psie odchody nie opróżnia się, bo po co. Ale psiarze płacić muszą, a co z tego mają? G...o! Nadal są traktowani jak wróg publiczny i absolutnie nikt się nie liczy z ich potrzebami i prawami, wielu na pewno bardzo to zniechęca do zbierania odchodów po psie. Dlatego nie widzę sensu w walce jedynie z niechętnymi sprzątaniu po swoich psach ludźmi, ale ze wszystkimi, którzy brudzą i nic sobie z tego nie robią. Jestem pewna, że gdyby nagle zniknęły wszystkie psy w kraju, to trawniki nie wyglądałyby o wiele lepiej niż teraz. Bo tak to już jest, że Polacy najchętniej dbają o przydomowe trawniczki. Należałoby więc walczyć o zmianę w mentalności, że o "wspólne", dostępne dla wszystkich też trzeba dbać.
  5. Powtórzę raz jeszcze... [B]daj mu czas[/B]. Jako dorosłe zwierzę na pewno stanie się bardziej "utonowany" i będzie trzymał dystans. Nie masz póki co powodów do niepokoju, że stanie się "maskotką". Poza tym nie porównywałabym na Twoim miejscu owczarków (jakich?) do obecnego psa. To poważny błąd. Skoncentruj się na obecnym psie bez oceniania go przez pryzmat owczarków z przeszłości, ale pod kątem jego cech osobniczych charakterystycznych i pożądanych w rasie (jak rozumiem piesek ma udokumentowane pochodzenie?). Duże rasy dojrzewają długo i mogą mimo osiągnięcia rozmiarów dorosłego osobnika cechować się jeszcze pewną młodocianą, szczenięcą wręcz naiwnością, ufnością. Czy Twoje poprzednie psy- owczarki były takie, jak piszesz już jako bardzo młodziutkie zwierzęta? Co do posłuszeństwa, to praca nad tym powinna być w tej chwili dla Ciebie [B]priorytetem[/B], a nie bezpodstawne zamartwianie się o brak cech u Twojego psa, które charakterystyczne są raczej dla dorosłych osobników. Jeśli będziesz pracował ze swoim psem, to będzie on skoncentrowany na Tobie, co może zmienić jego stosunek do innych, zmniejszyć wylewność, ponadto jest to klucz do wypracowania posłuszeństwa.
  6. To dopiero 9-miesięczny pies, na pewno wraz z dorastaniem i dojrzewaniem jeszcze się zmieni.;) Daj mu czas. Poza tym, pies nie ma być agresywny "na wszelki wypadek". Ma być pewny siebie, podchodzić "na luzie" do obcych, ale reagować niezawodnie w chwili [B]realnego [/B]zagrożenia. To, że Twój pies chce się bawić z innymi psami bez agresji, to ogromny plus i dobrze by było, by jako dorosły pies także dobrze tolerował inne zwierzęta.
  7. [B]Nalewka[/B], czyżby zabrakło Ci w Twojej okolicy psów i ich właścicieli do liczenia, że postanowiłaś "przerzucić się" na liczenie forumowiczów, którzy już nie zaglądają do tego wątku? Ambitna jesteś, skoro nazbierałaś całą "rzeszę". Masz chociaż satysfakcję? To już teraz jasne, jakie masz sposoby na odreagowanie stresu i czym się pasjonujesz. Tropicielko pouczeń, zajrzyj do swych postów tak obfitujących w pouczenia wszelakie, nikt Ci nie dorówna w kwestii ich formułowania. Dziwne tylko, że dzieje się to poza Twoją świadomością... Twoja ironia, co do puszczania psa "luzem", została przeze mnie akurat odczytana właściwie, albowiem trudno, by ktoś, kto już z definicji sytuacji hipotetycznych zakłada, że nie utrzyma smyczki z własnym psiaczkiem i tym wyobrażeniem dzieli się na forum (brak kontroli nawet na smyczy?) wypuszczał swego psa ot tak, do tego trzeba mieć choćby nadzieję, że wróci... Dlatego ten Twój "wniosek" w niewłaściwym miejscu się znalazł, ale rozumiem, że nie kojarzysz, kto co do Ciebie pisał w odpowiedzi. Zastanawiające, że mimo tej zmierzonej przez Ciebie pustki w tym wątku, nie udało Ci się odnaleźć w tym, co kto w końcu pisał. Naprawdę uważasz, że ktoś, kto z psem problemów nie ma, kontroluje go w każdej sytuacji, nie potrafi zaakceptować tak naturalnego zjawiska, jakim są okresowo wabiące suki? A nawet próbuje to zjawisko zwalczać, tak jak Ty to uczyniłaś, mówiąc co się powinno, a czego nie? Jak trzeba być zdesperowanym, by wychodzić z "radą", aby suki w rui były poddawane ograniczeniom, co do .... długości spacerów. Cała Twoja "obrona" i próby kamuflowania kwestii są psu na budę... Mnie to nie interesuje, ale żeby udawać przed sobą... To, że się o swych trudnościach wprost nie mówi, nie oznacza jeszcze, że one nie istnieją i nie są mimo wszystko widoczne w wypowiedziach oraz postawie względem innych ludzi i ich zwierząt. Pewne rzeczy wypełzną nawet zza tysiąca stwierdzeń na inny temat. Miałaś nadzieję na "sensowną rozmowę o problemie" (mimo, że TYLKO Ty miałaś "ten" problem) i takową nawiązałaś, o jej sensowności (w Twoim mniemaniu i rozumieniu) niech świadczy fakt, że ze swego uczestnictwa w niej nie zrezygnowałaś. Co do "przytyków" i "złośliwości" to chyba widzisz je oczyma wyobraźni. Wygodnie jest je widzieć, czyż nie? Radzisz innym korzystać ze słownika, choć nie mają kłopotów z doborem adekwatnego do okoliczności słownictwa, to może raz sama skorzystaj ze swojej złotej rady i sprawdź co się kryje pod terminami przytyk i złośliwość, tak na wszelki wypadek... Prezentujesz postawę "ja...... i reszta świata", "ja i czubek mojego nosa" i na co liczysz.... Na entuzjastyczne przyjęcie czegoś takiego?
  8. [B]Nalewka[/B] Jeśli chciałaś sobie popisać, co sądzisz o właścicielach suk w cieczce, to należało się wyrazić w "oddzielnym" poście, bo to nad czym zaczęłaś utyskiwać, nijak się ma do tego, o czym ja wspomniałam. Widać dla niektórych nie wszystko musi mieć sens i ciągłość logiczną. Nie myl "pouczania" z subtelnym przypomnieniem, gdzie są granice wolności osobistej i cudzej decyzyjności. To [B]Ty [/B]bezpardonowo [B]pouczyłaś[/B] wszystkich właścicieli suk, co powinni robić w czasie rui swoich zwierząt, a czego nie. A wszystko tylko dlatego, że Twój pies i Ty macie z tym problem. Tak więc nie oskarżaj innych, sugerujących coś całkiem ogólnie o pouczenia, bo wygląda to jakbyś miała do nich uraz.... ale nie wnikam. Dla mnie i dla wielu pewnie tutaj, obawa (jak mniemam uzasadniona, bo w końcu chyba wiesz, co piszesz o sobie i swym psie) o to, że nie dasz rady w pewnych okolicznościach zapanować nad własnym zwierzęciem, to przesłanka do poszukiwania rozwiązań/pracy nad takim problemem. Jeśli Twój pies nie jest nadpobudliwy seksualnie, a mimo to wyraziłaś tu obawę, że mogłabyś nad nim nie zapanować, to istotnie nie w psie problem... Dla jasności. Mam psy obu płci. W przeszłości otaczałam opieką przeróżne psie "konstelacje" np. 3 zdolne do rozrodu suki + samce, także "towarzystwo" mieszane pod względem zdolności płciowej, tak więc kwestia obca mi nie jest. Ale jakoś nigdy nie miewałam problemów ze swoimi samcami... Nigdy też nie przyszło mi do głowy, by komuś z cieczkującą suką ograniczać swobodę w decydowaniu ile powinien z nią spędzać czasu na terenach ogólnodostępnych. Wszystkiego dobrego z Twoim problemem, ci co zamiast "obserwować kilkadziesiąt przypadków psów i ich właścicieli z okolicy, by sobie zgodnie ze sztuką statystyczną uogólnienia wysnuwać" pracują ze swoim psem, takich dylematów jak Ty nie miewają.
  9. Może i "nawet komentować szkoda", ale spróbować pomóc warto...
  10. [quote name='Nalewka']A może odwrócić punkt widzenia i zacząć psikać suczki środkami neutralizującymi zapach cieczki? Kiedy kilkanaście suk w naszej okolicy ma cieczkę naraz, ich właściciele nic sobie z tego nie robiąc chodzą na długie spacery, a ich suki zostawiają mnóstwo ekscytujących dla samca śladów. [U]Suka w rui powinna być wyprowadzana na krótko, tylko za potrzebą,[/U] a nie na dwugodzinne spacerki po łące czy lesie. Mój pies dzięki takim nieodpowiedzialnym właścicielom suk dostaje w prezencie miesiąc spacerów tylko na smyczy, bo wyrywałby się do każdej z wywąchanych suk. A jak mu się uda wyrwać, to co? Czy to znaczy, że go wypuściłam specjalnie i dla świętego spokoju? NIE! To instynkt kazał mu znaleźć chętną do rozrodu sukę.[/quote] Twój "wywód" o bezsilności właścicieli samców w okresie rui tak mi jakoś asekuranctwem "pachnie". To jest cudza i prywatna sprawa czy chce ze swoją suczką spacerować godzinę czy dwie czy może 20 minut i to, że jakaś suka w sąsiedztwie cieczkuje nikogo nie zwalnia z obowiązku dopilnowania swojego psa (samca), by jej nie napastował, nie wyrwał się, nie uciekł itd. A jeśli ktoś rzeczywiście nie radzi sobie ze swoim psem-samcem podczas cieczek, niech go wykastruje i ten problem się rozwiąże. Wszak zdarzają się osobniki, które wyjątkowo "boleśnie" przeżywają swą zdolność do rozrodu. Chyba nie przeczytałaś ze zrozumieniem mojej wypowiedzi lub po prostu chciałaś się wypowiedzieć w tym swoim tonie i szukałaś jakiegokolwiek argumentu. W poście, który zacytowałaś pisałam o CELOWO I METODYCZNIE wypuszczanych psach w okresie rozrodu, zatem z psem, który się na spacerze wyrwał wbrew woli właściciela niewiele miało to wspólnego, ale najwyraźniej potrzebujesz, choć takiej formy usprawiedliwienia poprzez swoją wypowiedź na wypadek, gdybyś pewnego razu nie zapanowała psychicznie ani fizycznie nad swoim psem. Ale to już nie do końca kwestia jedynie cieczkujących suk...
  11. [quote name='Maziak&Negra'] wkurzają mnie ludzie którzy mają psa na smyczy, ja z moją powoli podchodze, pies wydaje się łagodny i jako tako widać że moge podejść, właściciel też nic nie mówi, jak zbliżam się coraz bardziej to pies się rzuca.[/quote] A mnie wkurzają ludzie, którzy podchodzą ze swoim psem do mnie, nie wiem po co, gdy ja mam swoje psy na smyczach. Dla spostrzegawczej, mającej pojęcie o kwestii osoby jest jasne, że moje psy nie są entuzjastami kontaktów z innymi psami, ponieważ łatwo to się da wywnioskować po postawie moich psów, gdy ktoś z psem się do nas zbliża. No, ale wielu ludzi na to uwagi nie zwraca, tylko lezie na nas dalej, póki moje się nie wyszczerzą. Ostrzeganie przeze mnie często nie przynosi skutku, bo ja pewnie nie znam swoich psów, chcę im zabronić zawierania nowych znajomości, a one na pewno by chciały się zaznajomić.
  12. Kiedyś miałam taki przypadek. Oswajałam psa, który doskonale radził sobie sam i to przez dłuższy czas, a co za tym idzie, nie miał ochoty na kontakty z ludźmi. Ponieważ był to pies rasy niepopularnej, pięknie prezentujący się, wiele osób próbowało go schwytać, innym za to wadził, więc próbowali go skrzywdzić/uśmiercić, co tylko utwierdziło to zwierzę w przekonaniu, że na ludzi trzeba uważać. Spryt tego psa i przewidywanie ludzkich reakcji były mistrzowskie. Niestety nie udało się psa odłowić "sposobem", nawet ekipa ze schroniska, mimo postrzelenia go środkiem usypiającym i pomocy ludzi znających okolicę, nie dała rady go schwytać. W zasadzie chyba wszelkie pomysły na schwytanie, na jakie można wpaść i przede wszystkim zrealizować w takich warunkach, zawiodły w tamtym przypadku i jedyne co mi zostało, to mozolne przekonywanie do siebie tego zwierzęcia. Te codzienne zabiegi zajęły mi ok. 3 miesięcy zanim pies nabrał zaufania i możliwym było pogłaskanie go, zbliżenie się i w końcu zaopiekowanie nim. Tak więc niestety takie oswajanie TRWA, ale życzę, by bohater tego wątku okazał się podatny na jakąś szybką metodę.
  13. [B]Arwilla[/B], żeby taki ignorujący, chodzący przy nodze pies był tylko zjawiskiem dziwnym, to by jeszcze nie było najgorzej, choć to naturalnie świadczy o poziomie świadomości wielu posiadaczy psów. Najgorsze jest jednak, gdy tacy ludzie przez owo "zdziwienie", a raczej nierozumienie próbują za wszelką cenę zrujnować cudzą pracę z psem. Na zasadzie tamten taki jakiś "niekontaktowy" do psów, to ja swojego puszczę, rozrusza go trochę, pobawią się itd.
  14. [quote name='Fiona2008']Ja miałam podobną sytuację moja na smyczy chłopak podchodzi z rotkiem .. pierwsze spotkanie więc ja podeszłam bardzo ostrożnie ale on zapewniał że nic się nie stanie że ona tylko powącha... skończyło się na ostrym jazgocie na całe szczęście udało się uniknąć pogryzienia... choć wiem że niektóe psiaki takiego szczęścia jak moja nie miały :angryy::angryy:[/quote] To wniosek stąd taki, że należy weryfikować cudze zapewnienia o tym, że pies "tylko powącha" itd. Trzeba mieć swój rozum i zachowywać ostrożność nawet, gdy ktoś się zarzeka, że jego pies to sama łagodność. Naprawdę nie ma przymusu w zaznajamianiu wszystkich psów ze sobą (szczególnie w przypadku tej samej płci i różnicy w gabarytach może to być "nieco" ryzykowne) i najlepiej podejmować takie próby w sytuacji, gdy np. wcześniej obserwujemy danego psa, jak się zachowuje do obcych psów na spacerze.
  15. [B]Karilka[/B], miałaś bezpośredni kontakt z kaukazem i podhalanem utrzymywanym w kojcu bez należytej opieki, bez kompletnego zainteresowania ze strony ludzi przez dłuższy czas? Bo ja tak się składa, miałam i to, że są to rasy przygotowane na samodzielną pracę, to nie zmienia faktu, że jednak wyjątkowo zawężasz ich potrzeby i nie zdajesz sobie widać sprawy, jak to się kończy. Nie porównuj aż tak podhalanów z kaukazami i nie traktuj jak jednego przypadku. Apeluję, bierz jakąś odpowiedzialność za swoje słowa. I naprawdę nie życzę Ci nigdy kontaktu z potężnym, niezależnego charakteru psem utrzymywanym w takich warunkach, w jakich był ten bokser. O tym, jakie potrafią być kaukazy ze schronisk, które najczęściej trafiają tam też z mało ciekawych warunków, bo ktoś myślał, że im praktycznie niczego nie trzeba, to pisać chyba nie muszą. No, ale wg. Ciebie są to psy, które nadają się dla strachliwych ludzi. "Nasz kraj jest zryty pod tym względem" (cyt. z Ciebie) również dlatego, że istnieją osoby, dla których utrzymywanie psa w urągających warunkach jest dopuszczalne i akceptowalne (zasugerowałaś wyraźnie swą wypowiedzią,że do nich należysz). Po co się wysilić, chcieć coś poprawić, wystarczy sobie wkręcić, że istnieją rasy, którym już tak niewiele potrzeba, że mogą w takich warunkach przebywać, w poruszanym przypadku nawet nie muszą być regularnie pojone, ani nie muszą mieć schronienia z prawdziwego zdarzenia. Co taka postawa i przyzwolenie może nauczyć ludzi nie potrafiących/nie chcących zająć się właściwie swoim psem? (pytanie retoryczne, odpowiedź jest nad wyraz logiczna- nie musisz się ustosunkowywać).
  16. [quote name='gops']wczoraj moj brat poszedl z moja sucz na miasto po odzywki i oczywiscie jak na miasto to kaganiec ,krotka smycz i wszystko bylo fajnie i spoko ale ja siedzac w domu uslyszlam jakies piszczenie na dworze oczywiscie ciekawa jakie psy sie gryza wyjzalam przez okno..i widze... jedna suka z cieczka za nia 9 psow (duzych psow okolo 30kg kazdy) suka podeszla do mojego brata i zaczela warczec na moja ,wtedy te psy sie zjezyly i zaczely atakowac..moja w kagancu na smyczy zero szans moj brat dzialal pod wplywem emocji..jak pies podbiegal to go z kopa...podbiegly trzy psy,reszta odrazu uciekla ,tego trzeciego kopnal tak mocno ze zaczal piszczec ,leciala mu krew z glowy..ale uciekl.. moj brat jest dorosly i ma sile..11 lat grania w noge...ale ratowal naszego psa jak mogl :roll: bylo mi strasznie szkoda tego psa ktoremu leciala krew ale juz uciekl nie zdazylam nic zrobic.. moja sucz ktora niczego sie nie boi ,jak tylko weszla do domu wskoczyla mi na kolana i zaczela sie wtulac i cala sie trzesla..domyslam sie ze ze strachu.. ta banda psow lata u nas po dzielnicy juz 5 dzien ,wszystkie psy maja obroze ,2 maja kagance..czy ich wlascicele nie widza ze psow niema w domu od 5 dni ???? nie znam zadnego z tych psow..bo bym poszla do wlasciceli powiedziala.. to bylo wczoraj popoludniu ,a wieczorem jak moj brat wracal z silowni te psy go zaatakowaly ...znowu musial je kopac ehh i pouciekaly... dzwonilam na policje i na sm zero reakcji zbyli mnie.. przepraszam za bledy bo pewnie troche ich jest[/quote] Odnośnie tych psów, które niby mają obroże nawet kagańce, a biegają, któryś dzień z rzędu samopas. U mnie w okresie cieczek też nagle przybywa psów biegających bez opieki. Cieczki się kończą i praktycznie nic samo nie biega. Wniosek? Właściciele tych psów dla świętego spokoju lub z "dobroci serca" wypuszczają pieski, by sobie ulżyły, by zaspokoiły popęd, a przy okazji nie hałasowały i nie były dokuczliwe w domu. Mierzi mnie też, że niektórzy jak chcą, by ich suczka miała młode, to wypuszczają taką na co dzień domną i zaopiekowaną psicę, nie chcą jej do domu wpuścić, bo nie każda od razu czuje zew natury i towarzystwo napastliwych, napalonych psów jej odpowiada. Zdarza się, że takie zwierzę napastowane próbuje szukać schronienia we własnym domu, a właściciele widząc, co się dzieje, celowo nie reagują, wypędzają. CHORE!
  17. [B]Karilka[/B], Ty chyba nie przeczytałaś całego wątku lub uczyniłaś to nie dość dokładnie. Kaukaza lub podhalana ludziom z takim podejściem? Uważasz, że jak obawiali się boksera, to nie będą kaukaza czy podhalana? Czy może wg. Ciebie kaukaz i podhalan nie potrzebują systematycznej opieki? Co wg. Ciebie stanie się z psem, jeśli pozbawi się go kontaktu z człowiekiem przez strach "na wszelki wypadek"? Pomyśl. I wyobraź sobie zaniedbanego fiycznie i psychicznie kaukaza lub podhalana w marnym kojcu, z byle jaką budą... Chciałabyś sąsiadować z takim osobnikiem? To, co tu zostało napisane świadczy o tym, że ci ludzie nie mają serca, w jakimś sensie pastwią się nad psem, więc nie powinni mieć żadnego dopóki nie pojmą, jakie mają względem zwierzęcia obowiązki. I na pewno nie powinien to być pies o wybitnie silnym charakterze, niezależny oraz dużych gabarytów i masy.
  18. [B]Wellington[/B], to trzeba przeżyć, zobaczyć z bliska, by zrozumieć i nie mylić pojęć.:evil_lol: Jak sobie psiurek pięknie nauczony i przestrzegający czystości strzyknie to tu, to tam. Raz padnie na mebel, raz padnie na telewizor... poezja.:diabloti:
  19. [quote name='shin']Tu nie ma dyskusji, czy sie komus to podoba, czy nie. Zostalo rzucone haslo - na smietniku krwawe psie skory, a niedaleko chinska restauracja. To nie jest mowienie, ze mi sie nie podoba, ze w Azji zjada sie psy, tylko stwierdzenie podobne do niemieckiego 'Polak = zlodziej'. Polak zlodziej, Chinczyk psozerca. No, mam nadzieje, ze wytlumaczylem, o co mi chodzilo.[/quote] Tobie może chodzić tylko, że każdy ma prawo do swoich odczuć szczególnie popartych [B]realnymi doświadczeniami[/B]. Może tak więcej realnych kontaktów (także z Azjatami), ot maleńka sugestia, a może zaczniesz dostrzegać w cudzych wypowiedziach głębszy sens, nieco inny niż ten, który za wszelką cenę chcesz widzieć, to dopiero jest krzywdzące! I wtedy pogadamy sobie na innym poziomie. Tak jak napisałam wcześniej, dla mnie w takiej sytuacji podejrzani mogą być praktycznie wszyscy, Polacy, Chińczycy, Szwajcarzy, a nawet i ufoludki. Tylko nie widzę powodu wyłączania jakiejś grupy, gdy nie ma ku temu żadnych przesłanek. Bo idąc Twoim tokiem rozumowania shin, to wychodziłoby na to, że wspomnianych Polaków nie wolno np. ochronie w sklepie "gdzieś tam" obserwować, bo jeszcze się poczują jak złodzieje. W pewnych sprawach wszystkich należy traktować równo i zachować zdrowe podejście nie podszyte kompleksami/uprzedzeniami na tle stereotypów. Tak samo jak nie podobają mi się tepraktyki azjatyckie, tak samo nie podoba mi się mnóstwo rzeczy w Polakach, czy przedstawicielach innych nacji, kręgów kulturowych, co nie oznacza, że nie rozumiem siły tradycji czy uwarunkowań kulturowych, socjospołecznych itp. Istnieją kwestie, które dla mnie i wielu innych ludzi są nie do zaakceptowania i tyle. Upraszczając, sprzeciwiam się danej kwestii, a nie konkretnym ludziom, bo dla mnie w tym momencie nieważne jakiej nacji, rasy jest ten, kto tak czyni. Swoje wydumane, wciskane na siłę posądzenia o rasizm skieruj, więc może jeszcze i przede wszystkim do osoby, która wątek chińskiej restauracji w ogóle śmiała poruszyć i rzuciła wspomniane przez Ciebie "magiczne"[B] hasło[/B], przypomnę, że jako jedną z opcji. [B]Jędza[/B], nie mów, że jesteś specjalistką krajową od sprawiania psich skór ;) i masz pewną wiedzę w tym temacie oraz znasz statystyki dotyczące poziomu umiejętności Polaków w tym zakresie. To, że Polak potrafi, to inna kwestia... choć w przypadku sprawiania przez Polaka to jednak właśnie o skórę chodzi... najczęściej. No i o smalec, ale tego to już sobie Polacy sami nie wykoncypowali, wzór przybył z daleka.
  20. Shin, no to żeś porównał tradycję z patologią. Lepiej?;) Widać nie odczytałeś tego, co chciałam uwypuklić, bądź to ja nie wystarczająco uwypukliłam kwestię. Nie da się porównać naszego podejścia do spożywania mięsa z podejściem choćby Chińczyków do spożywania psa ponieważ my nie traktujemy mięsa jak czegoś więcej, aniżeli surowiec. Zresztą przekonanie, że psi smalec jest dobry na różne dolegliwości także przywędrowało z Azji... W wielu restauracjach ubija się psy na miejscu, tu akurat podobnie jak u nas można sobie w niektórych "karczmach" wybrać np. koźlątko... jeszcze żywe. Z tym porównaniem do naszych nieco kosztowniejszych produktów tzw. delikatesowych to też troszkę nie trafiłeś. Nie chcę z Tobą dyskutować na zasadzie jakiejś "przemawianki". Polecam (z doświadczenia) za to rozmowę o tej kwestii z jakimś Chińczykiem, innym Azjatą, dla którego spożywanie psiego mięsa jest elementem kultury, może być wykształconym, na wysokim poziomie człowiekiem, który mimo trzymania dystansu na co dzień do sprawy, chętnie jednak co do niej uświadomi. Co do wzmianki o podszyciu rasizmem, tak już jest, że jeśli komuś nie podobają się praktyki danej nacji, to zaraz oskarża się go o pobudki rasistowskie. Standard i najprostsza zależność.
  21. [quote name='shin']Eh, tylu mamy psycholi, a wszyscy sie na biednego Chinczyka uwzieli. Wbrew temu, co sie powszechnie uwaza, Chinczycy nie rzucaja sie z nozami i widelcami na kazdego napotkanego burka - maja specjalnie hodowane na mieso psy, zreszta praktyka jedzenia psiego miesa nie jest tak powszechna, jak u nas jedzenie np. wieprzowiny. Uwazam, ze takie domysly sa krzywdzace dla Chinczykow tak samo, jak stwierdzenia, ze Polacy zra labedzie i golebie, bo bezdomni Polacy w UK na nie poluja. Nie wiem jak sie sprawy maja co do labedzi w Polsce, ale przycisnieci glodem i u nas jadaja 'latajace szczury', jesli jakiegos dorwa. W kazdym razie, kto by to nie byl, mam nadzieje, ze... 'zrobi sobie krzywde'. Albo ktos mu 'zrobi krzywde'.[/quote] To żeś porównał... tradycję z przymusem i brakiem oporów. Nikt tu nie pomawia Chińczyków, choć przypadki, gdy nie gardzą polskimi/europejskimi psami/rasami się zdarzają i temu zaprzeczyć się nie da niestety (bo bywa, że... jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma), więc podejrzenia, że podobnie jak jakiś Polak zwyrodnialec, mogli być sprawcami krzywdą nie jest. Twoje słowa można zrozumieć tak, że skoro Chińczycy tradycyjnie spożywają psie mięso i wierzą w jego właściwości dobroczynne, to nie należy ich brać pod uwagę w tego typu sprawach. Gdzie tu logika? A może to krzywdzące, bo co? Bo nie wypada? Kwestia poprawności? My nie celujemy w tym, by świnki spożywać "od święta" (my-jako naród, nie, że siebie wliczam ;)). Nie traktujemy też wieprzowiny jako lekarstwa o dużej mocy czy wyjątkowego specjału wieńczącego ważne okazje, jak Chińczycy postrzegają psie mięso.... zatem ciężko porównywać, bo to się przekłada również na częstotliwość spożycia. Psychopatów jest sporo, to fakt. Tyle, że chyba mały procent potrafi profesjonalnie oddzielać skórę... Tak czy inaczej liczę, że tę "istotę" spotka współmierna do czynów kara.
  22. Amatorzy psiego mięsa byliby istotnie b. sensownym wytłumaczeniem. Ale nawet jeżeli to co? Czy nie można takiej knajpy skontrolować? Właśnie pod kątem takich podejrzeń. Skoro te skóry zostały wyrzucone jakoś niespecjalnie ukradkiem, to widać ktoś, kto je wyrzucał, nie widział w tym nic szczególnie niewłaściwego. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że zdarzenie nie zwróciło niczyjej uwagi.
  23. Okropna sprawa. Gdybym dokonała takiego znaleziska, to poza zgłoszeniem tego faktu istotnie wypytałabym, jak już sugerowała Jędza, złomiarzy, ale też porozwieszałabym w okolicy ogłoszenia, może ktoś coś widział, wie coś, kojarzy osobę z dwoma podobnymi psami. Może też umieszczenie takiego ogłoszenia albo i obszerniejszej informacji o zdarzeniu w gazecie osiedlowej pomogłoby uzyskać więcej informacji.
  24. Jestem zwolenniczką ugodowego załatwiania spraw i łagodnej perswazji, aczkolwiek nie sądzę, by zdjęcia psów z pseudo hodowli robiły specjalne wrażenie na kimś, kto sam swoje zwierzę tak zaniedbuje. Jak dla mnie to należało interweniować, gdy poprzedni pies siedział w nieciekawych warunkach, nie był pojony itd. O tym, że to rasa nie nadająca się do kojca to już nie wspomnę. Odpowiednie służby mogły pouczyć właścicieli, jak należy się psem zajmować, skontrolować stan rzeczy, a nawet nakazać poprawę warunków. A teraz co? Pozostaje czekać aż kolejny nieszczęśnik zostanie umieszczony w takich warunkach, ewentualnie piwnicy i obserwować rozwój wypadków.
  25. Vectra, ja nie z tych.;) Znam takie paszczunie i takie zębunie i to był żarcik nie zdziwienie jakieś. Aczkolwiek "zapatrzyłam się" ostatnio na anatoliany i tak jakoś mimowolnie i podświadomie porównałam ząbki.
×
×
  • Create New...