Jump to content
Dogomania

Saite

Members
  • Posts

    861
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Saite

  1. [quote name='Vectra']Shin , piłam kawe :evilbat: :evil_lol: http://images46.fotosik.pl/73/4a50e8b61038d10f.jpg Phi, takie małe?! :evil_lol:
  2. [quote name='Vectra'] Tu dodam od siebie , cieszmy się , że te terrierki są tak małe ... bo z takim charrrrakterem , to pitbulle były by w ogromnym niebezpieczeństwie :evilbat: Dlaczego mam takie same odczucia odkąd yorki stały się popularne...(?) Dla mnie terrier to terrier i pewne wspólne, typowe cechy ewidentnie widać, mimo ogromnej różnorodności. A co do tematu głównego i wątku. Nikt odpowiedzialny przy zdrowych zmysłach nie pozwala na bezpośredni, nie do końca/słabo kontrolowany/niekontrolowany kontakt niemowlęcia/małego dziecka z psem, obojętnie jakim. Dla twarzy nawet dorosłego człowieka kontakt ze szczękami choćby małego psa może być masakrą, a co dopiero, gdy sytuacja dotyka dziecka, a psa cechuje mocna szczęka, masywna głowa. Żal dziecka, ale jak dla mnie pies nie zaatakował, tylko drasnął przez brak umiejętności obchodzenia się z małym, delikatnym człowiekiem. Pies nie ma obowiązku rozumieć dziecka, ale rodzice mają obowiązek przewidywać i zachowania dziecka i reakcje psa oraz chronić jedno przed drugim.
  3. Bogarka, brak wyobraźni=brak strachu, obaw. Proste.
  4. ***kas Cieszę się z Waszego zdrówka. My też nie mieliśmy kłopotów (niby) a potem się okazało, że to nie problemu nie było, tylko to weci dali plamę i problemu nie widzieli. Od tamtego czasu nie daję tknąć moich zwierząt wetom bez min. tytułu doktora. To tak w myśl tego, co napisałaś z tymi studiami i wetami.
  5. [quote name='***kas']Domowe wizyty fajna rzecz. Tyle tylko, że koszty u mnie wzrastają podwójnie bo ja ze wsi jestem. Więc a. znajdź weta, co dojedzie b. wytłumacz mu jak dojechać c. pomóż załatwić hol dla mercedesa:diabloti: Nasi wsiowi weci nie raczą przyjechać na szczepienie bo cytuje "to im się nie opłaca" Także będę ciągać te moje psiska po poznaniu i po "chamsku" straszyć :diabloti:[/quote] My mamy swoich wetów w mieście, ale życie mojemu psu z okropnymi komplikacjami powstałymi na skutek zaniedbań innych miastowych wetów uratował ściągnięty w środku nocy do domu wiejski wet. właściwie to podtrzymał do operacji i postawił słuszną, niełatwą diagnozę. Facet w porządku, ale niestety suma sumarum chyba kosztowniejszy od moich miastowych doktorów i profesorów.
  6. ***kas, zawsze można sobie domowe wizytki zamawiać, polecam! ;) Komfort, spokój i zero obcych niewychowanych psów z niemyślącymi właścicielami.
  7. [quote name='z_pastorowej_sfory']skoro rzecz o chamstwie, to dzis po paru przemysleniach napisalem cos takiego: [URL="http://www.zpastorowejsfory.pl.tl/Nie%26%23347%3Bwiadomo%26%23347%3B%26%23263%3B%2C-ignorancja-czy-chamstwo-f-.htm"]Z Pastorowej Sfory FCI - Nieświadomość, ignorancja czy chamstwo?[/URL] Co myslicie?[/quote] Zawarłeś to, co my tu na okrągło postulujemy i o czym rozprawiamy.
  8. Moje weta uwielbiają, choć nic miłego im raczej nie robi w moim i obiektywnym pojęciu. Buziaczki muszą być w usta koniecznie w ramach podziękowania.;) W ogóle to nasi weci są NASI i koniec kropka, nie ma prawa nikt tam do nich włazić, trzeba eliminować konkurencję.:diabloti:
  9. Heh, nie ma to jak mały piesek podziwiający świat i inne psy z perspektywy pańcinych rączek. U moich wywołuje to chęć powalenia takiego człeka i przyjrzenie się z bliska tej istocie, co na rączkach siedzi. Dla mnie wizyty u weta to niezły trening spostrzegawczości. Razu pewnego moja psia dziewczynka w nagrodę za cierpliwość ukradkiem próbowała zabrać z gabinetu spremedykowanego koteczka. Innym razem w klinice postanowiła zaznajomić się z wyrośniętym baranem, a jeszcze innym zaczaiła się (było już ciemno) na spacerującego źrebaka, szybciej ode mnie zorientowała się, że tam za rogiem jest coś imponująco dużego, co można by "postraszyć". Oczywiście w żadnym z przypadków nie dopuściłam do niebezpiecznej sytuacji, niemniej wizyty u weta nastrajają psy "dziwnie" i nawet posłuszny pies może próbować wywinąć coś nieprzewidywalnego.
  10. [quote name='Apbt_sól']na poczekalni u weta... bokser pies.. z panstwem i my , z suka w szwach.. kawalek ucha usuniety... byly guzy.. , na lapie wlokniak.. suka lat 9.. ucho w opatrunku wypatroszona łapa.. siedzimy spokoj.. piesek mialy... do Lee... ok przeciez to norma mnie to nie wzrusza.. Lima wstala, piesek popuszczony nos pod ogon... wzielam pieka pod pyszczek i mowie " nie wolno , suczka nie jest w humorze":cool3: pani z panem hi hi hi po czym pochwili piesek lapa na Lime.... łape zdjeclam do Le emowie uspokoj się... pogadalam do pieska...:razz: panstwo hi hi ... i weszli do gabinetu... przesiedlismy sie od dzrwi by ktos wchodzac z psem nie nadzial sie na nas... proste.. czekamy... zbiza sie moment wyjcia panstwa z boskiem.. i olsnilo mnie jaks czutka :cool3: mowie do TZ -ta... wez lile krocej mowi po co.. ja na to - weż ją, prosze.. wzial.. minela chwila.. wyjezdza z gabinetu boksio i wpada nam centralnie bokiem w Lee, walac cialem w łape poszytą a łbem w ucho.. :mad: Lee na to z zebami za fafle go zlapala, TZ - krzykan pusc.. puscila.. ja pmowie dfo kobiety by krocej psa trzymala bo mamy poszyta suke jak zdazyla zauwazyc.a ona nam na to: jak go szarpnie nic mu nie bedzie , jemu sie podobaja takie zabawy.. na wetka widzac to: - ale nie koniecznie suka po operacji ma ochote na na nie...? zjobkalam bake nos kurde... a ona z ironicznym usmiechem mowi z etakie psy to w kagancu.. wiec jej mowie a takich wlascieli jak ona to na szkolenia..:evil_lol: ludzie mozgu nie maja sa tak beztroscy ze az zal , jakby ucho puscilo to chyba bym jej trąbła w pape...:angryy::evil_lol:[/quote] Myślenie państwo z bokserem najwyraźniej w domu zostawili, o ile w ogóle czymś takim jak myślenie dysponują. "Uwielbiam" pasjami takie przypadki "bezstresowego" podejścia do własnego pieseczka kosztem cudzych psów i jeszcze debilny, zabarwiony ironią śmieszek na zwróconą uwagę. Aczkolwiek żadnej tego typu sytuacji nie miałam ani w klinice, ani u weta w prywatnym gabinecie. Nigdy nie odważyłabym się przejść z moimi psami ani siedzieć w bliskiej odległości z innymi zwierzętami w poczekalni, więc z góry proszę o zrobienie sporej ilości miejsca na wszelki wypadek, kiedy muszę przejść głównie z myślą o innych zwierzętach, które mogą być w kiepskim stanie. Kiedy wychodzę z gabinetu po wizycie, to też najpierw proszę o odsunięcie się spod drzwi, zrobienie miejsca. Nigdy nie zdarzyło się, by ktoś odmówił. Ludzie wychodzą często całkiem na zewnątrz, jeśli jesteśmy na wizycie nie w klinice, która dysponuje większą przestrzenią, a w małym gabinecie, z dość wąską poczekalnią. Pewne sytuacje najlepiej jest uprzedzać, bo potem właśnie zostaje tylko głupawy śmieszek i bzdurne tłumaczenia osób bez wyobraźni, ewentualnie jeszcze pretensje.
  11. [quote name='[B']beatus105[/B]]Idąc tropem waszego rozumowania wszystkie psy powinny chodzić na smyczy, oprócz tego waszego bo wy sobie nie zyczycie by inne się z nim bawiły. Bo to chamstwo. Uważasz, że chamstwem jest brak zezwalania na podbieganie cudzych psów, niekontrolowaną zabawę z inicjatywy podbiegaczy, bronienie się przed tym. A jak zatem nazwałabyś sytuację, gdy np. ja nie zażądałabym, spotkawszy Cię, zapięcia Twojego psa na smycz, pozwoliłabym, by podbiegł do moich zasmyczonych albo i niezasmyczonych, ale trzymających się posłusznie blisko mnie i w wyniku tego Twój pies zostałby poważnie poszkodowany? Czy w takim wypadku doceniłabyś to, że nie postąpiłam chamsko zabraniając Tobie i Twojemu psu zbliżania się do nas, by psy się mogły "obwąchać"/ "pobawić"? Czy może stwierdziłabyś, że to dopiero było chamskie, że Cię nie uprzedziłam, nie zażądałam zapięcia/zabrania Twojego psa w porę? Czasem warto wziąć pod uwagę, że ktoś nie życzy sobie podbiegania głównie dla dobra podbiegacza... Dla mnie zapoznawanie się psów, obwąchiwanie, wspólna zabawa, ma prawo zaistnieć tylko wtedy, gdy obaj właściciele sobie tego życzą.
  12. [quote name='epe']Ryu! Skoro sam "zaczyna",to dlaczego jest nie na smyczy?:crazyeye: Czy naprawdę musi spotkać go coś złego? My tu właśnie o takich psach piszemy,że biegają luzem,choć same zaczepiają! Nie życzę Twemu psu spotkania z innym,duzym,też biegającym luzem!:-([/quote] Wcale taki większy pies nie musi biegać bez smyczy. Przed zasmyczonym dużym psem też nie zawsze da się podbiegacza uchronić. Dlatego zabezpieczanie jednego psa smyczą (a nawet kagańcem) a drugiego nie i tak może skończyć się tragicznie.
  13. [quote name='Martens']A co Ci da obroża skoro pies prawie nie szczeka...? :shake: Myślę, że tu wcale nie chodzi o szczekanie... Zamiast narażać zwierzę na stres zajęłabym się sąsiadami i uprzedziła ich sama udając się do spółdzielni i przedstawiając jak wygląda sytuacja. Najlepiej złóż pismo na ten temat. Jeśli sąsiadka zrealizuje groźby, a Twoje pismo o jej poczynaniach będzie już leżało w spółdzielni, to raczej ona narobi sobie problemów, nie Ty.[/quote] Dokładnie, najlepiej uprzedzić "atak" i zwrócić się do spółdzielni z tematem sąsiadki grożącej i utrudniającej zamieszkiwanie.
  14. [quote name='m@dzi@']No tak, to teraz może ja mam siebie obwiniać za to, że ktoś niedopilnował psa??? Szłam sobie spokojnie chodnikiem, mój pies także, bez żadnych prowokacji, a z otwartej bramy wylatuje ONopodobnecoś i atakuje mojego psa? Więc teraz, kiedy na widok każdego ONa lub podobnego psa mój pies kamienieje i nie chce się ruszyć? Więc to moja wina, ten napad??? Czegoś takiego to jeszcze mi się nie zdarzyło usłyszeć, żebym JA PONOSIŁA ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO JAK INNI PILNUJĄ SWOICH PSÓW!!! Tamten ON na łące wyraźnie ruszył pierwszy, to i mój był niezadowolony, i nie obchodzi mnie to, że właściciel chce, żeby się poznały. Pies atakuje, ZABIERAĆ TEGO PSA!!! :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy:[/quote] Bądź łaskawa nie mylić przypadków. Żaden pies nie ma prawa łazić samopas, ganiać, atakować innego psa/człowieka, bez względu na rasę i wielkość, to moje zdanie oraz sposób postępowania na co dzień. Ale sama poobserwuj i policz ile biega nieodwoływalnych małych jazgoczących piesków, a ile dużych, co by nie mówić właściciele psów dużych mają o wiele więcej wyobraźni, nie wszyscy, ale większość przynajmniej tych, których ja znam/obserwuję. Nie przypominam sobie, bym widziała opiekuna psa dużego, który go demonstracyjnie chwali za agresję, jak to ma miejsce w przypadku mikro agresorów. Dla mnie tak naprawdę problem jak zwykle tkwi w ludziach, w ich podejściu do własnego zwierzęcia, w kulturze i takcie, bądź jego braku. P.S. Ty również zachowuj się taktownie, nie krzycz i nie demonstruj ładunku emocjonalnego, tylko skoncentruj się na czytaniu i rozumieniu, bo póki co jakoś Twoje wypowiedzi i ton niesamowicie wpisują się w poziom właścicieli jazgotów, o których wcześniej pisałam. I jeszcze jedna kwestia. Ja kiedy miałam niedużego psa (ot jakieś 15 kg) nie prowokowałam agresji dużych psów, małych też nie. To ja unikałam i obchodziłam z daleka psy, które wiedziałam, że sprowokowane przez mojego "bojownika" mogą zaatakować, bo to było w MOIM i MOJEGO psa interesie przede wszystkim. Jeśli miałam problem z jakimś puszczanym wolno psem, wykazującym agresję, szłam rozmawiać z właścicielem i uświadomić mu ryzyko (bez psa naturalnie). Wiem jak to jest mieć małe psy, duże psy, psy i małe i duże jednocześnie to tak dla jasności i nigdy nie uważałam, że np. mój mały pies ma większe/inne prawa od dużego cudzego, a codziennie oglądam sytuacje z serii "mój jest mały, wolno mu wszystko, nawet jeśli komuś to przeszkadza/zagraża, i co zrobisz? Pozwolisz swojemu mojego podbiegacza uszkodzić? Ojoj nie rób tego, bo sobie zaszkodzisz i tak będzie na ciebie i twojego psa, a nie na mnie i mojego, że ja nie dopilnowałem, że to mój pies podbiegł, no w końcu małemu wolno". Oto skrót tego jak rozumuje ogromna, przerażająca część posiadaczy małych, agresywnych psów.
  15. Pamiętam jeszcze jak to jest z psem, co chce wetowi łapki poobgryzać, więc Cię rozumiem w pełni.;) Dobrze, że Nero trafi od razu do specjalisty. Życzę wszystkiego dobrego z tym ząbkiem. Może nie będą konieczne żadne bardziej skomplikowane i obciążające badania diagnostyczne.
  16. Przypuszczam, że lekarz najpierw dokona oględzin i zdecyduje co dalej czy potrzebne będzie np. zdjęcie rtg. Jak pewnie wiesz takie badanie to już w znieczuleniu ogólnym niestety.
  17. Wydaje mi się, że to może być uszkodzenie miazgi/krwawienie z miazgi. Może do takiego dojść z różnych powodów np. od uderzenia, przegrzania, zwichnięcia. Istnieją też różne schorzenia miazgi u psów. Warto by się było skontaktować z wetem jednak. U ludzi m.in. takie przebarwienia występują przy wrodzonej hematoporfirii.
  18. U mnie w podobnej sytuacji pomogło doraźnie intensywne szczotkowanie gumową ściągającą zanieczyszczenia szczotką. Poza efektem kosmetycznym pies przekonał się, że zabiegi higieniczno-kosmetyczne i dotyk człowieka są miłe i niczym nie grożą.
  19. Mnie osłabiają i drażnią teksty w stylu "bo on tak warczy i szczeka/atakuje ze strachu, bo kiedyś to mu jeden taki duży pies..." to i tamto. Co mnie to niby ma obchodzić? Czy ja wychodzę z moimi psami, żeby opowieści dziwnych treści wysłuchiwać? Poza tym zawsze przychodzi mi w takich okolicznościach myśl: skoro prowkował tak jak teraz, to się nie dziwię, że go jakiś tam pies zaatakował. Czy ktoś sie pyta co przechodzą w życiu duże psy, jakie mają doświadczenia, problemy teoretycznie usprawiedliwiające jakieś powiedzmy agresywne zachowania? To jest jedna z ulubionych śpiewek amatorów i posiadaczy małych pieseczków, małych agresorów i prowokatorów, którym pozwala się na wszystko i nie wymaga się często niczego, a za agresję się najczęściej zwyczajnie chwali, nawet jeśli w zamyśle właściciel nie chwali, to pieseczka w ataku i szale uspokaja w sposób, który temu zwierzątku nie kojarzy się inaczej, jak z chwaleniem właśnie i totalnym przyzwoleniem na takie ekscesy. Niestety przez lata obserwuję osoby posiadające duże psy i małe i to posiadacze małych najczęściej wyróżniają się nieprzeciętną beztroską i nierzadko też butą i chamstwem. Rzadko można spotkać osobę, która uważa, że jej pies nie ma prawa prowokować dużego psa, biegać za nim bez kontroli, próbować kąsać itd. Najczęściej to jest tak, że wymaga się od osoby z dużym psem, by chroniła kurdupla przed swoim nawet, gdy to kurdupel podbiegnie i się odczepić nie chce. Oczywiście duże psy prowokowane, a nawet kąsane powinny stać niczym posąg i sobie na to pozwalać w ramach wyrozumiałości dla biednego, zlęknionego malca z traumą z przeszłości, a niech tylko zareagują, to zaraz się słyszy, że to niebezpieczne zwierzęta, z takimi agresywnymi na zewnątrz nie powinno się wychodzić itd. Prawda jest taka, niektórzy wybierają małe pieski, bo są święcie przekonani, że to mniejsza odpowiedzialność. Wiele osób nawet nie wie i nie chce wiedzieć, że istnieją jakieś przepisy dot. posiadaczy psów, że do czegokolwiek są zobligowani. Smycz? Na co to komu? Zabranie swojego jazgota jak podleci? A po co się fatygować, on ewentualnie tylko zadraśnie, przecież nogi nie odgryzie, do ziemi nie pośle. A moim "ulubionym" dowodem na totalną głupotę i brak rozumowania u [B]niektórych[/B] posiadaczy piesków-maskotek, jest taka oto zagrywka. Piesek widzi duże psy, warczy do nich i szczeka, one po chwili też zaczynają się niecierpliwić, a pan/pani maskotki co robi? Bierze pieseczka na rączki i podchodzi bez pytania i uprzedzenia do cudzych, dużych psów, by maskotce z bliska te "groźne" psy pokazać. Nie wiem skąd takie chore odruchy u ludzi, ale się zdarzają, posiadacze dużych psów na szczęście czegoś takiego robić nie mogą.
  20. Daaaawno temu z racji posiadania nieciętych osobników pewnych ras płaciło się "podatek", tak coś mi świta, chyba, że LALUNIE nie o to chodziło.:oops:
  21. Jestem "za" ;) Masz rację Katica, to tylko jeden jakiś tam osobnik... A jego problemy wewnętrzne i rozterki niech pozostaną jego problemami, wszakże nas nie dotyczą.
  22. [quote name='yoreczka95'][FONT=Verdana]1. Znowu się mylisz. Najpierw właściciel powinien przekazać swoje żądania sprawcy i wezwać go do zapłaty. On może uznać te żądania i zapłacić dobrowolnie. Sąd pojawia się gdy jest spór!!!!!!! Jak sama nazwa wskazuje, do osądzenia, rozstrzygnięcia sporu. Gdy sporu nie ma sąd jest niepotrzebny!!!! Nie ma też kosztów sądowych które tak na 2-3 posiedzenia mogą być nawet 6-8 tysięcy zł. Zadośćuczynienie**** to nie odszkodowanie!!!!! Są różnice, zasadnicze. Groch z kapustą. I co mądralo?????? Masz lustro????:evil_lol:[/FONT] [FONT=Verdana]2. Nie winowajca a sprawca!:cool3:[/FONT] [FONT=Verdana]3. Puszcza wymknęła mi się spod kontroli.hihihihi:evil_lol:[/FONT] Wspominać o dobrowolności i dobrowolnym płaceniu w odniesieniu do tego co piszesz? Bez sensu, przecież dla Ciebie liczy się tylko przymus, a dobrowolność to abstrakcja, a poza tym wszyscy poza Tobą tu rozumieją skróty myślowe i doskonale się orientują ("fakultaty" robią jednak swoje), więc jeżeli cokolwiek jest pisane to głównie, by Tobie kwestię przybliżyć i oczywiście z zastosowaniem adekwatnej nomenklatury (jak to było po Twojemu? jak chłop krowie na rowie?). Naprawdę nie łatwo jest wyjaśniać na Twoim poziomie, do tego należałoby modyfikować polszczyznę. Zresztą Ty dywagujesz tu ot tak i pewne sytuacje i tak Cię nigdy nie spotkają, więc nie ma co się rozkręcać. Co do lustra, zajmij się swoim, bo już gruba warstwa śliny z jadem woła o usunięcie. A teraz napisz coś wreszcie na temat.
  23. Martens, borzoje nie figurują, choć z agresją bywa różnie... Podobnie rzecz się ma z chartami polskimi choćby, nie figurują, a potrafią pokazać na co je stać i co we krwi mają, powalenie i zdławienie nawet kilkudziesięciokilogramowej zębatej "zdobyczy" nie musi być wielkim wyczynem, wywołać niechcący nietolerancję na inne psy też u nich łatwo. Ale problemu nie ma dlatego, że są mało popularne i trafiają w ręce miłośników, "koneserów". Poza tym kwestie całkiem skutecznie reguluje też prawo łowieckie. Dobra, nie o tym w wątku jednak mowa.;)
  24. Martens, bardzo dobre i przystępne wyjaśnienie. Mam nadzieję, że niektórym się przyda szczególnie. ;) Jednak co z tymi rasami, których przeznaczeniem było np. polowanie na wilka? Co z tymi psami, które "zapolują" zarówno na małe jak i duże zwierzę? Co innego pozostaje poza starannym kształtowaniem przedstawiciela takiej rasy, jego socjalizacją (niekiedy niestety przegrywającą ostatecznie z instynktem) i utrzymywaniem pełnej kontroli. Igła? A może likwidacja populacji? Tak na wszelki wypadek. Każda rasa jest na swój sposób specyficzna, z czego niektóre są specyficzne wybitnie w kontekście pies-pies, pies-inne zwierzę, pies-pies (identyfikowany jako zwierzyna łowna) więc co innego w tej sytuacji pozostaje, jeśli nie PRZEDE WSZYSTKIM (piszę po raz któryś, do znudzenia) karanie nieodpowiedzialności ludzkiej? Uśmiercanie przedstawicieli tych ras, które są skłonne postąpić wg. instynktu klasyfikując je jako chore, łamiące normy? (Stawiam pytania poniekąd retoryczne...)
  25. I słusznie Pani napisała "psiarze" - osoby, których hobby a często i sensem życia są psy, pogłębianie wiedzy i gromadzenie doświadczeń w tym zagadnieniu, a nie ordynarne prowokacje na psim forum. "Psiarz" nie działa jak bezwzględny egzekutor w imię zasady oko za oko, ząb za ząb dla często li tylko (nazwijmy to delikatnie) niezdrowej, osobistej satysfakcji. "Psiarz" potrafi zrozumieć nie tylko swoje zwierzę, ale i cudze, gdy dojdzie do niepożądanej sytuacji, stara się rozróżniać przypadki nie uogólniając i nie krzywdząc. Tak więc może nie nazywajmy wszystkich jak leci, choćby tutaj "psiarzami".... Niektórzy na to miano (definiowane mniej więcej tak jak napisałam wyżej) zwyczajnie nie zasługują i nie zrobili nic, by zasłużyć, wręcz przeciwnie. Chyba, że to ja źle pojmuję pojęcie "psiarza"...
×
×
  • Create New...