-
Posts
861 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Saite
-
[B]FigabaS[/B], gdybyś czytał/a wszystkie posty, to byś wiedział/a do czego i do kogo kwestię o "umoralnianiu" przypiąć. Warto czytać nie tylko pierwszy, ostatni i przedostatni post.... ;) A założyciel tego wątku w kilku innych tematach na tym forum otrzymywał informacje, więc nikt go tu nie szkaluje za brak fundamentalnej wiedzy... mimo wszystko.
-
Nie jestem zwolenniczką pozwalania psu na to, by dawał nauczkę innemu psu za pomocą zębów, ale z drugiej strony niektórzy przeginają, uważają, że jak ich pies jest na smyczy automatycznej, to w ramach długości tejże smyczy może robić, co mu się żywnie podoba. To naprawdę może być irytujące. Bo niektórzy smycz automatyczną traktują jak zwolnienie z myślenia, przewidywania i kultury względem innych posiadaczy psów.
-
[quote name='tina i irish']a ja odnoszę wrażenie, że zaznaczanie wszędzie, że [B]wybór psa powinien zależeć od naszych warunków i możliwości służy dobru psów a nie umoralnianiu[/B] jeśli nawet wybór nie do końca był przemyślany to ważne, że człowiek stara się rozwiązć problemy i popracować z psem. Arturek, powodzenia. są już postępy?[/quote] Dokładnie też tak uważam. Nie wiem skąd u niektórych to skojarzenie z "umoralnianiem", kiedy w grę wchodzi dobro i ludzi i zwierząt, bo mnóstwo problemów w codziennym życiu zarówno dla jednych, jak i dla drugich bierze się tylko stąd, że to człowiek nie dopasował do swoich możliwości czy trybu życia zwierzęcia, że kierował się nie tymi kryteriami wyboru, co trzeba. Należy takim sytuacjom starać się przeciwdziałać, jeśli komuś brakuje rozumku i wyobraźni, to trzeba go wesprzeć i uświadomić mu to i owo. Choć z drugiej strony może stanowisko niektórych osób wymaga umoralnienia, bo skazywanie zwierzęcia na to, że jego potrzeby nie będą zaspokajane czy też nabywanie zwierzęcia mimo niemożności zapewnienia mu dostatecznego komfortu życia, jest [B]niemoralne[/B].
-
No w sumie racja. Jakoś pewne różnice wśród populacji ludzkiej trzeba zaznaczać.;) Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam i nie zepsułam Ci humoru.
-
O to przepraszam! Dziś jestem nerwowa okrutnie.;) Co widać.:diabloti: Jeszcze raz wybacz, że się uniosłam. Nie wiem czemu nie lubię tego porównania "ludzie i taborety".
-
[quote name='A&S']Czasami jak widzę i słyszę ludzi którzy [B]takie rzeczy[/B] o psach opowiadają to po cichu myślę sobie "są ludzie i taborety" :evil_lol:[/quote] Takie rzeczy? Tzn. jakie? Jeśli Twoja wypowiedź odnosi się do mojej wypowiedzi, to gratuluję podejścia i sposobu myślenia! Skoro osoby takie jak ja, które mając b. dużego agresywnego psa zabezpieczają go kagańcem i smyczą w Twoim mniemaniu są taboretami, to ja Ci życzę jak najwięcej spotkań z niedopilnowanymi i również agresywnymi psami nie taboretów, a ludzi. Na zdrowie! A tak poza tym może warto zmienić to jakże wyświechtane powiedzonko na jakieś mniej wysłużone. Niektórzy w głowie tylko taborety mają...
-
Sucz nie chce jeśc wogóle RC junior, nawet polaną oliwą
Saite replied to roots23's topic in Marki karm
[quote name='mala_czarna']Rakotwórcze, ok, zgadzam się, ale co to ma wspólnego z padaczką?[/quote] Może te substancje były także neurotoksyczne i w jakichś tam okolicznościach mogły wywoływać taki efekt. -
Co do opinii o ttb, to artykuł przypadł mi do gustu. Jednak uważam, że jest bardzo pobieżny niestety, a autor rzuca hasłami (nieprecyzyjnymi- nazwę to subtelnie) odnośnie innych ras psów.
-
Mi się wydaje, że wiek psa zniechęca wetów. Próbują przekonać, że już nie warto. Jeśli zmiana jest złośliwa, to będzie dawała przerzuty pozostając nie usuniętą, mogła zresztą już dać przerzuty i usunięcie pierwotnego ogniska choroby niewiele da, ale tego nikt nie stwierdzi bez badań. Jednak jeśli nie doszło do przerzutów, to jak usunięta zmiana miałaby dawać przerzuty? Owszem ogniska komórek z przerzutów mogą się aktywizować, gdy usunie się ognisko pierwotne, ale to jest póki co tylko gdybanie. Zresztą przecież nie chodzi o to, by psa bezwzględnie poddać operacji, ale żeby przede wszystkim dowiedzieć się co w psie "piszczy".;)
-
Daleko... ale może warto póki sunia ma jeszcze siły, sama chodzi itd. Dużo suczek cierpi na tę przypadłość w podeszłym wieku, (moja także jak na dużego psa była już w zaawansowanym wieku), a mimo to wykonuje się takie zabiegi i usuwa guzy, a zwierzęta przeżywają i komfort ich życia najczęściej się polepsza. Uważam, że powinnaś złapać choćby telefoniczny kontakt z kompetentnymi wetami i powinnaś ruszyć sprawę.
-
A nie możesz gdzie indziej z psem pojechać, zrobić badania i ewentualnie poddać psa operacji?
-
[quote name='justysiek']pytalam o badania krwi to wet powiedzial ze mozna zrobic ale nieczego nie zagwarantuje to jest ryzyk fizyk:shake: co do biopsji powiedzial mmi ze guz peknie maksymalnie za tydz a na wyniki biopsji czeka sie 3 tyg bo je wysylaja do wawy, wiec nie ma sensu:shake::oops: co do narkozy nic nie mowil na ten temat:shake:[/quote] Dziwnie i podejrzanie to wszystko brzmi, wybacz, ale z takim podejściem weta-jasnowidza to psu nie pomożesz w żaden sposób. Znajdź specjalistę, wykonaj psu potrzebne badania i podejmij decyzję najlepszą w sytuacji Twojego psa. Z tego co piszesz wynika, że nie masz żadnych wiarygodnych informacji na temat stanu zdrowia swojej Azy, wszystko co do tej pory usłyszałaś to jakieś mgliste przypuszczenia wetów-niespecjalistów. Takie badanie krwi choćby (pełny profil) to jest podstawa, usg jamy brzusznej, badanie serca, usg samej zmiany, a najlepiej biopsja. Twój wet nie widzi sensu nawet w podstawowych, nieodzownych badaniach. Szok! Co z tego, że guz pęknie, to że pęknie nie sprawi, że zniknie i nie będzie zagrożeniem!
-
Pogubiłam się już trochę, ale Twoja Aza chyba nie miała robionych badań ani pod kątem wydolności serduszka, wątroby, co dałoby konkretny obraz i pozwoliło ocenić szanse na przeżycie operacji, ani badań pod kątem charakteru zmiany w sutku (?) Jeśli się mylę i czegoś dokładnie nie doczytałam, to przepraszam. Rozumiem Twoje rozterki i wiem jak to jest leczyć dużego psa. Sądzę jednak, że bez badań oceniających ogólną kondycję psa i w szczególności bez biopsji guza, nie będziesz w stanie podjąć słusznej decyzji. A gdy weci mówili, że Twoja sunia nie przeżyje operacji, brali pod uwagę wszystkie formy narkozy? Wziewną także?
-
[B]aniaijaga[/B] Chyba chodzi Ci o Polskie Towarzystwo Nauk Weterynaryjnych (?) Aby dowiedzieć się dlaczego karma niskiej jakości otrzymała rekomendację, należałoby się pofatygować i dowiedzieć się na jakiej zasadzie odbywa się to całe rekomendowanie, jakie warunki należy spełniać, by rekomendację otrzymać. Śmiem domniemywać, że nie musi to mieć za wiele wspólnego z jakością produktu.
-
Zawartość mięsa to jedno, a co z innymi składnikami? Rodzajem środków konserwujących? Różnice w jakości karmy nie polegają tylko na tym, ile procent mięsa, która zawiera.
-
A nie dałoby się jakiegoś, choćby prowizorycznego kojca zbudować, jeśli pies jest zostawiany na zewnątrz?
-
[quote name='justysiek']a guz byl w srodku czy na zewnatrz? wiesz to nie jest tak ze ja swojego psa nie chcem ratowac, tylkowet z dlugoletnim starzem powiedzial ze ona tego nie przezyje, i mowil ze nawet jak sie guz rozleje, to traktowac to jak rane, zalac piochtanina i podac leki przeciwzapalne, a to napewno nie bedzie powod smierci. Ja az do tego stopnia sie nie znam zeby takie rzeczy wiedziec, wetem nie jestem. nie chcem tylko zeby sie meczyla:shake:[/quote] Może Twojemu wetowi chodziło o to, że rozlanie guza nie będzie groźne dla życia, gdy guz rozleje się i wysączy na zewnątrz. U nas guz (choć nie wyglądał na zupełnie wewnętrzny) pękł i cała treść dostała się do krwiobiegu, co niemal zabiło mojego psa. Ja bynajmniej nigdzie nie napisałam, że nie chcesz dla swojego psa jak najlepiej i nie chcesz go ratować. W dwóch poprzednich swoich postach przybliżyłam jedynie to, co spotkało mojego psa oraz to, że mimo wszystko nie obyło się bez operacji, która też była w tym wieku zagrożeniem dla życia i była odradzana.
-
O tym wspomniałam dopiero przy okazji kierowania wniosku do sądu grodzkiego. Wcześniej pytana byłam tylko parę razy o to, czy mój pies na pewno był na smyczy i w kagańcu. A to akurat było jasne, bo gdyby nie był, tamten pies miałby pecha i na pewno widać by po nim było, że ma za sobą starcie.
-
Gdy mojego zakagańcowanego psa chapnął w środku nocy wypuszczony na nocną samotną przechadzkę pies, to jako dowód traktowano fakt, że dokładnie opisałam tegoż psa-napastnika. Dzielnicowy wybrał się do właścicieli, bo udało się ustalić kim są. Oczywiście na całe zdarzenie miałam świadków.... No bo kto by się bez świadków na takie ryzykowne, nocne spacery wybierał. ;) Świadek to podstawa, choć przy zgłaszaniu sprawy i podczas rozmów z dzielnicowym nie byłam o świadków pytana. I interwencja nie była uzależniona od jakichś tam dowodów.
-
Dziwię się też, nie ukrywam, że gdy już miałaś w garści jednego z psiaczków tej pańci, to zamiast wtedy wezwać Policję i dokonać zgłoszenia niebezpiecznej sytuacji, jaka Cię spotkała albo co najmniej zamiast się wysilić i pieseczka odtransportować do schronu, Ty odprowadziłaś temu babsku psa do domku. Oczywiście nie chcę, by to co piszę, brzmiało jak ocenianie Twoich poczynań, bo daleka jestem od tego, ale po prostu wydaje mi się, że miewałaś okazje, by babkę otrzeźwić i jej to i owo uświadomić. Babka sobie może mieć kontakty w półświatku, już widzę jak by je wykorzystywała w sprawie w sądzie grodzkim. Kontakty kontaktami, ale jeszcze musi na takiego funkcjonariusza trafić, co tak obeznany będzie z tymi jej kontaktami.
-
W tym roku w Łebie ludzie na plażę "ogólną", gdzie było mnóstwo plażowiczów, przychodzili z psami i afer nie było.
-
[B]sleepingbyday[/B] podziwiam Twoją cierpliwość, a jednocześnie odwagę, bo poniekąd każdy spacer to ryzykowanie własnymi psami i swoim zdrowiem. Policja, żeby zainterweniować nie musi być przecież świadkiem zdarzenia. W przypadku SM może ona karać tylko kiedy strażnik jest świadkiem konkretnego zajścia, jednak gdy ja ostatnim razem zgłaszałam pewną psią kwestię to strażniczka miejska mimo, że świadkiem zdarzenia nie była wybrała się na rozmowę do właścicieli psa. Czasem nie trzeba od razu kogoś karać, rozmowa z odpowiednim funkcjonariuszem i jego wizyta wystarczają. Poza tym z tego, co piszesz wynika, że takie naganne sytuacje zdarzają się bardzo często, zawsze można coś takiego zarejestrować i z takim dowodem wybrać się na Policję i do dzielnicowego i masz babę w garści.
-
Dla spokoju sumienia wybrałabym się jednak na Twoim miejscu do weta, by obejrzał psinkę. Wbity kłos ( o ile to faktycznie był taki kłos) może przestać drażnić, gdy się odpowiednio głęboko wbije w tkankę, ale potem generuje to duże problemy i trzeba takie miejsce rozcinać i czyścić.
-
Rzetelne badania to podstawa i to ich wyniki powinny zadecydować o tym, co zostanie zrobione. Tak jak napisałam we wcześniejszym swoim poście, zaniechanie operacji może nic nie dać, jeśli guz się nagle rozleje, ja swojego psa ledwo odratowałam z takiego wstrząsu po rozlaniu guza i decydowały wtedy minuty.
-
Takie kłosy bywają bardzo zdradliwe ponieważ łatwo się wbijają. Można próbować coś takiego np. delikatnie i ostrożnie wypłukać, ale nie ma gwarancji, że zamiast wypłynąć nie wbije się bardziej albo nie przemieści. Nie ma w Twojej miejscowości jakiegokolwiek innego weta, który byłby dostępny szybciej niż od 17? Pewnemu znajomemu mi psu, gdy wbił się taki kłos pomógł niestety dopiero wet i odpowiednie narzędzia.