-
Posts
3340 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Delph
-
Tu nie chodzi o to, czy kolczatki w ogóle można używać, tylko kto jej używa i w jaki sposób. Zgadzam się z przedmówcami w takim zakresie, że kolczatką można zarówno narobić sobie i psu dużych problemów, jak i pomóc rozwiązać cięższe przypadki. Najlepiej jednak używać jej (przynajmniej na początku) pod okiem kogoś doświadczonego (i na jego zalecenie) i mieć cały czas świadomość, że spacer na kolcach to nie zwykły spacerek z telefonem przy uchu, ale non-stop szkolenie. To nie jest - wbrew obiegowej opinii - pomoc dla leniwych. Kolczatka sama w sobie, jak już ktoś wspominał, problemów nie rozwiąże, wręcz może je pogłębić.
-
Niestety też... W takich momentach nie działa na nią nic :(
-
Każda ma takie same. Wszystkie TOTW są przeznaczone dla psów w każdym wieku, więc i szczeniak musi sobie dać z tym radę ;) Stąd pewnie niewielkie granulki. Chociaż jak dla mnie nie są mniejsze od większości innych karm. Mój żarłok też łyka wszystko w całości (do tego z racji wieku ma braki w uzębieniu...), ale robi to niezależnie od wielkości granulek, więc już wolę, żeby łykał mniejsze ;) Widziałam kiedyś takie kule do wkładania do miski, które podobno mają zapobiegać łapczywemu jedzeniu. Jakoś nie mogę się przekonać do tego pomysłu, ale warto wiedzieć, że coś takiego istnieje.
-
Potrzebuję od Was obiektywnej porady, bo ja już się trochę pogubiłam ;) Od ponad 8 miesięcy wyprowadzamy na prostą sunię ze schroniska ze skrajną lękliwością. Udało nam się osiągnąć bardzo dużo, m.in. z pomocą behawiorystów i leków (tutaj wątek "farmaceutyczny" suni [url]http://www.dogomania.pl/threads/197384-Leki-psychotropowe-Prosz%C4%99-o-pomoc./page4[/url]). Wydaje mi się, że osiągnęliśmy maksimum tego, co można było osiągnąć. Sunia przyzwyczaiła się do ruchu ulicznego, nie chowa się po kątach przed wyjściem na spacer, polubiła jazdę samochodem (baaardzo) i przede wszystkim w domu jest już psem stuprocentowo stabilnym, rozluźnionym, pogodnym, otwartym, bardzo często się bawi (czego w ogóle nie potrafiła na początku robić, reagowała lękiem na wszelkie zachęty). Pozostała nam niechęć do spacerów połączona z potężnym lękiem przed wystrzałami i odgłosem przelatujących samolotów. O ile wystrzały zdarzają się rzadko, o tyle samoloty latają na okrągło, a to nie jest zwykły niepokój, a histeryczny lęk połączony niejednokrotnie ze skowytem i szarpaniem się na oślep. W domu na takie dźwięki nie reaguje zupełnie, natomiast na zewnątrz słyszy je wcześniej niż ja, więc stopniowe odczulanie na dźwięk nie daje rezultatu. Sunia nadal nie przepada za spacerami. Wychodzi, bo musi, za potrzebą i największą frajdę sprawia jej powrót do ukochanego domu lub samochodu. Próby kojarzenia jej pozytywnie wyjść nie dają rezultatu, daje się rozbawić na moment, po czym "przypomina sobie, że się boi". Smakołyki w chwilach niepokoju ignoruje, stres jest za duży. Moje pytanie brzmi, czy próbować dalej? Brnąć w ciągłe wystawianie jej na stres, czy odpuścić i wyprowadzać psa tylko na kilkunastominutowe spacerki (dla mnie brzmi to okrutnie, ale zaczynam się zastanawiać, czy dla takiego psa nie będzie to lepszym rozwiązaniem). Na razie korzystam ze wspaniałej pogody i zabieram ją często na dłuższe wypady, ale widzę, że bardzo ją męczą. Każdy inny pies nie posiadałby się z radości, a ona biedna zamyka się w sobie, drży, a gdy np. przelatuje samolot histeryzuje. Teraz znajduję sobie np. ustronne miejsce w parku, w którym siadamy i sunia ma możliwość obserwacji otoczenia. Zależnie od rozwoju wydarzeń udaje jej się zachować rozluźnienie dłuższy lub krótszy czas. Nie interesuje się absolutnie niczym podczas spaceru: nie węszy (troszkę zaczęła w okolicach domu parę miesięcy temu, ale sporadycznie), ignoruje ludzi, boi się psów, nasłuchuje cały czas zagrożenia. Czy ktoś z Was miał taki skrajny przypadek i czy możecie poradzić mi, w którym kierunku dalej iść? Pozbawienie psa dłuższych spacerów, nowych bodźców, jak dla mnie jest skazaniem jej na wegetację, jednak z drugiej strony pies mi się wykończy z nadmiaru stresu w pewnym momencie.... Dodam jeszcze, że na tym etapie obecność mojego drugiego psa, w pełni wyluzowanego i kochającego spacery, nic nie daje.
-
Jeżeli w ogrodzie i w domu cały czas się bawicie, nie ćwiczycie posłuszeństwa, to sunia przenosi to zachowanie na spacer i próbuje Cię zachęcić do zabawy albo bawić się sama. Tutaj taka dygresja na temat zabawy w ogrodzie - nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale nie goń psa wokół domu. To Ty powinnaś uciekać, a ona Ciebie gonić, ewentualne zmiany zasad mogą mieć miejsce tylko na chwilę i kończcie zabawę zawsze tym, że to ona Ciebie goni. Chodzi o to, żeby nie wyrobić nawyku uciekania przed właścicielem, możesz mieć później problemy z przywołaniem jej na spacerze, gdy się rozbawi. Będzie przed Tobą uciekać zapraszając do zabawy zamiast pilnować się i podążać za Tobą. Takie ganianie wyrabia też często nawyk uskakiwania przed właścicielem i możesz mieć problem z przypięciem jej smyczy. Tak jak pisały poprzedniczki, weź jakąś szmacianą zabawkę na spacer i podmieniaj zamiast smyczy do gryzienia. W domu i ogrodzie ćwiczcie komendę "puść" czy "zostaw" i nagradzajcie sowicie wykonanie (zabawą lub smakołykiem). Przekieruj jej energię na inną zabawę, bo na razie szarpanie smyczy jest jedyną frajdą. Do tego Ty pewnie dajesz się wciągnąć w to (z punktu widzenia psa), bo zaczynasz siłą rzeczy operować smyczą i zabawa jest przednia ;) Ignoruj jej wyczyny, a nagradzaj każde inne zachowanie (pożądane), dodatkowo zachęcając do niego. Przez jakiś czas przed wyjściem na spacer zapewniaj jej porządną dawkę ruchu w ogrodzie, żeby rozładować energię. Najlepiej połącz to z nauką komend i dopiero jak sunia spali pierwsze największe pokłady głupawki, wyjdźcie na spacer. Później, gdy się nauczy chodzić na smyczy, nie będziesz musiała tego robić, ale na początek to ułatwi sprawę. Jeżeli masz młodego energicznego psa, który wychodzi na spacer raz dziennie, to nie oczekuj od niego spokojnego tuptania "za potrzebą". Ona tego tak nie rozumie. Spacer dla psa to frajda, możliwość eksploracji, nowe doznania, więc siłą rzeczy będzie bardziej zaaferowana niż w ogrodzie czy w domu. Na razie nie przejmuj się jej fizjologią, gdy spacery będą częste nauczy się załatwiać tam swoje potrzeby. Jeżeli wychodzi tylko raz dziennie, to niekoniecznie, bo sporo psów uczy się załatwiać w jednym miejscu. 24h nie wytrzyma, załatwi się też w ogrodzie, a wtedy na spacerze już nie musi, ma toaletę pod domem ;) Na razie nie denerwuj się i baw się z sunią również na spacerach. Ona zaprasza Cię do tej zabawy, pokaż jej, czego od niej oczekujesz, a z czasem przestanie to być dla niej takie ekscytujące.
-
Skąd przekonanie , że hierarchia w stadzie nie dotyczy ludzi ???
Delph replied to Weaver's topic in Wychowanie
Pies, który ugryzie obcą osobę, gdy ta podejdzie i da mu w pysk bo jej się coś nie podoba nie jest porąbany. Wieje od Ciebie całkowitym brakiem doświadczenia w pracy ze zwierzętami. Widzę, że niepotrzebnie Cię tutaj stresujemy, do niczego to nie prowadzi. Rób jak uważasz, postaraj się tylko działać z głową, dostosowując reakcje do sytuacji, nie unosząc się tak jak na tym wątku. Zgłębiaj wiedzę i przyjmij do wiadomości, że nie wiesz wszystkiego (bo nikt nie wie). Chodzi mi o to, żeby nie ucierpiał na tym jakiś pies, bo znając moje szczęście pewnie trafi do mnie i jak zwykle będę miała mnóstwo roboty przy naprawianiu zmarnowanej psiej psychiki. Mam niejasne wrażenie, że to z tej obawy wynika mój zapał do pisania w tym temacie :evil_lol: Ludzie, którzy nie przyjmują do wiadomości możliwości porażki, pogryzienia, pewni siebie, też są potrzebni do pracy ze zwierzętami. Taką wariatkę (bez urazy) jak Ty słałabym na pierwszy ogień do sprawdzania moich przyszłych tymczasów :evil_lol: Mnie już momentami brakuje entuzjazmu, po akcjach typu zalany krwią chodnik, pies i tz oraz zryte do kości dłonie (grzeczny piesek, po parku biega bez smyczki). A tak na poważnie, wszystko dla ludzi, byle z rozsądkiem i wiedzą, co się robi i dlaczego akurat tak. -
[B]alekseyka:[/B] Jak szuka żarcia na spacerach, to spróbuj karmić ją podczas spaceru (z ręki) jako nagrodę ;) Poza Intestinalem są też odpowiedniki weterynaryjne innych firm (po uzgodnieniu z weterynarzem), np.: Eukanuba Intestinal, Hill's i/d, Trovet OHD.
-
Zdecydowałam się jednak zawieźć koteczkę do rodziców. Podróż samochodem zniosła kiepsko, baaardzo się denerwowała. Ale już u rodziców od razu zaczęła wędrować po mieszkaniu, zwiedzać. Bacznie ją obserwowałam, wyglądała na mniej zestresowaną niż u nas. Widocznie to jednak wpływ moich psów źle na nią działał, mimo że one na nią nie zwracały uwagi. Posiedziałam z nią kilka godzin u rodziców, żeby zobaczyć, jak zareaguje. W ciągu tego czasu znalazła kuwetę, załatwiła w niej obie potrzeby. Podchodziła do miski, ale nie jadła. Zjadła dopiero w nocy. Zwiedzała mieszkanie, dużo chodziła, nie tak jak u nas. Teraz już je (aż za dużo ;)) bez problemu, z samego rana siedzi przy misce i miauczy :evil_lol: U rodziców zaczęła jeść wszystko, saszetki, suche, mięso, nawet ostatnio budyń, bo przyszła do mojej mamy i prosiła, żeby ją poczęstować :evil_lol: Tam rozkręca się znacznie szybciej niż u nas. Okazało się, że kicia umie otwierać drzwi (z klamki też :lol:), jest aktywna, dużo spaceruje po domu (u nas widocznie się bała), chociaż chodzi głównie własnymi drogami. Rodzice są trochę zawiedzeni, że jest mało kontaktowa... Kot, którego kiedyś mieli, był z nimi bardzo związany. Myślicie, że Zuzia też może się zmienić, czy koty raczej nie przechodzą takich metamorfoz? ;) Na razie szukam jej domu, jest u rodziców na tymczasie. Gdyby udało jej się zawojować ich serca, może by została, ale na obecną chwilę nie mogę naciskać. Tym bardziej, że rodzice niedawno stracili psa, odeszła nasza kochana sunia i mama do tej pory nie może się pozbierać. Stąd pewnie jej dystans do Zuzi...
-
Wydaje mi się, że w tym przypadku zabrakło chęci po prostu... Teraz już nikt oprócz nas się kicią nie interesuje... Dzisiaj Zuzia zjadła kilka kulek suchej karmy :multi: I tradycyjnie, serduszka. Czy kot może być na samym surowym mięsie? Plus kilka chrupek symbolicznie? Bo na razie nic innego nie chce, ale jeżeli tak może być żywiona cały czas, to ok.
-
Skąd przekonanie , że hierarchia w stadzie nie dotyczy ludzi ???
Delph replied to Weaver's topic in Wychowanie
Czyli jednak omawiamy przypadki psów zwyczajnie nie wychowanych, rozpuszczonych przez właścicieli, które wcale nie są "dominujące", bo gdyby były, to w takich rękach zaliczałyby się już do wspomnianych przez Ciebie "przywiązywanych do kaloryfera". Żeby poradzić sobie w sytuacjach, o których piszesz wcale nie trzeba się tak wysilać jak Ty to robisz. A skoro już Ci się chce, to równie dobrze możesz zrobić cokolwiek innego, co po prostu zajmie uwagę takiego niewyżytego psiaka, zająć go czymś, wytrącić ze stanu w jakim jest. I wszystkie teorie o hierarchii, dominacji itp. są o kant potłuc. Pomijając to, ja wolę zwracać uwagę matkom niegrzecznych dzieci i właścicielom namolnych psów. Jeżeli takowe mi przeszkadzają. Z drugiej strony w przypadku psów takie sytuacje bardzo rzadko mi zawadzają, bo nie mam z nimi problemów, chyba że pies wykazuje agresję (ale Ty nie o takich piszesz). Generalnie wyznaję zasadę, że dopóki pies nie wyrządza nikomu szkód, to właściciela sprawa jak go wychowuje. Może komuś akurat odpowiada, że pies rzuca się na gości żeby ich zalizać na śmierć. Najwyżej mniej osób będzie ich odwiedzać, ale to ich wybór. Nie wychowuję czyichś psów bez wyraźnej prośby właściciela, tak jak nie lubię, gdy ktoś próbuje robić cokolwiek z moimi psami bez pytania. Często odwiedzam znajomą, która ma dwa boksery z adhd, wychodzę od niej obśliniona, podrapana i obszarpana, bo tarzam się z nimi po kanapach, biorę "na kolanka" i w ogóle cuda wianki wyczyniamy. Właścicielka ma ubaw, ja tym bardziej. Jak mam dość, to po prostu przestaję i psy też. Gdyby nie podziałało, powiedziałabym jej, żeby psy zabrała. I tyle. Po co sama mam je wychowywać? Ale zdaję sobie sprawę, że niektórzy jej goście mogą mieć ciężki orzech do zgryzienia :evil_lol: Tak więc to jest już sprawa kultury i wyczucia, jak ktoś nie życzy sobie kontaktu z obcym zwierzakiem, to właściciel powinien to uszanować. Jak nie potrafi zapanować nad własnym psem, to nawet "przywiązać do kaloryfera", ale nie pozwalać, żeby obca osoba bawiła się w musztrę, bo może to się kiepsko skończyć. -
Dziękuję za rady, spróbuję jeszcze pokombinować, może kicia ma wyrafinowany gust po prostu :lol: Przy zakupie convalescence'a pytaliśmy weterynarza, nic nowego nie powiedział, tylko tyle, żeby dawać właśnie convalescence i że na pewno wiemy, co robić :eviltong: (to pewnie dlatego, że zna nas z beznadziejnych przypadków z psiakami - nikt nie wziął pod uwagę, że niejedzący kot może być wyzwaniem :evil_lol:). W każdym razie badań na razie nie zalecał, będę kicię obserwować bacznie i pilnować, żeby jadła i się załatwiała. Resztę już musi zdziałać czas, moim zdaniem... Może uda mi się namówić rodziców, żeby wzięli koteczkę do siebie, tam nie ma psów, miałaby spokój i stałą opiekę. Rodzice bardzo lubią koty. Tylko nie wiem, czy to dobry pomysł znowu jej mieszać w głowie :shake: Z drugiej strony i tak przecież trzeba jej będzie znaleźć stały dom...[B][B] olga7: [/B][/B]podobno Pani jakiś czas temu próbowała i jej kot atakował Zuzię. Nie wiem, tak czy inaczej powinna moim zdaniem powiedzieć matce, jak sprawy stoją i zawczasu szukać kotce domu. Nie chciała mamy denerwować, że kicia nie będzie miała się gdzie podziać... Ehh...
-
Ja też się martwiłam już nie na żarty, co prawda nie mam doświadczenia z kotami, ale przetestowałam na niej wszystkie smakołyki, za które znajome koty dałyby się pokroić i nic... Kamień z serca mi dzisiaj spadł, naprawdę :lol: Smarowanie łapek nic nie dawało, ona była cała wypaskudzona gerberkiem po karmieniu na siłę i wcale się nie kwapiła do wylizywania futerka... To też mnie martwiło, bo przecież koty są bardzo czyste.
-
Jeeest, nareszcie zjadła :multi: Widocznie trafiłam w gust, bo skusiła się na siekaną surową wołowinkę i drobiowe serduszka (przemrożone wszystko, jak pisałyście). Zjadła całą porcję, nawet z dokładką :lol: Teraz sobie śpi na pralce i mruczy. Mam nadzieję, że teraz już będzie z górki. Albo znowu nic nie zje przez kolejne 5 dni ;) Nie wiem, czy jest sens ją nawadniać kroplówką, ona wodę pije już od kilku dni, sika normalnie. Wczoraj co prawda miała rozwolnienie, ale to pewnie po tych gerberkach, bo poprzednią kupę miała normalną. Cały czas się zastanawiam nad tymi badaniami, nie chcę jej znowu zestresować, dopiero co zaczęła powoli się otwierać na nas. Biedna kicia, schudła sporo przez te ostatnie dni :-( [B]Tripti[/B]: Bardzo dziękuję, ale nie chcę Ci robić problemu. Kicia pewnie nie ruszy i będzie mi głupio :oops: Kupię jej jakąś małą paczuszkę, albo przejdę się do sklepu i wezmę na spróbowanie różnych karm. Jak na razie na suche nawet nie spojrzy. Niektórym mokrym się przygląda, ale nic poza tym.
-
Mój tz dalej karmi małą strzykawką, ma już poorane plecy :evil_lol: Skończyły mi się pomysły jedzeniowe dla niej, spróbuję jeszcze z surowym mięsem i rybą. Czasami jak coś nakładam to podchodzi do miski, zagląda i ją odrzuca :shake: W poprzednim domu jadła suche, saszetki, tacki, gotowane wątróbki. Wszystko to dostałam razem z kotem, nie rusza żadnej z tych rzeczy. Nowych kupowanych przeze mnie też nie. Może zrobić jej jednak badania krwi? [QUOTE]To pewnie nie na miejscu, ale i tak napiszę - szlag mnie trafia kiedy starsi, często samotni ludzie adoptują młode zwierzaczki.... Dla mnie to czysty egoizm. [/QUOTE] Mnie też szlag trafia, koteczkę miała wziąć córka zmarłej Pani, obiecała to matce... I nic, nie może, bo jej kotek pewnie kici nie polubi... Szkoda gadać, tylko my się małą zainteresowaliśmy - a jesteśmy obcymi ludźmi, to nie jest żadna nasza rodzina ani nikt bliski :roll:
-
Tula, potem Szakira, a teraz szczęśliwa Kora w swoim domu na zawsze!
Delph replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://images46.fotosik.pl/729/1c4153330a105fc0med.jpg[/IMG] [IMG]http://images46.fotosik.pl/729/2b3489c627b7065cmed.jpg[/IMG] -
Tula, potem Szakira, a teraz szczęśliwa Kora w swoim domu na zawsze!
Delph replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://images40.fotosik.pl/749/d201aa4a47b2b9admed.jpg[/IMG] [IMG]http://images37.fotosik.pl/722/f855eb4928343d1cmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/749/1a91db9615ffdc63med.jpg[/IMG] [IMG]http://images37.fotosik.pl/722/1bda581c4c43a6f4med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/749/1985fc01f8bd6f78med.jpg[/IMG] -
Tula, potem Szakira, a teraz szczęśliwa Kora w swoim domu na zawsze!
Delph replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/08282b1860a887fc.html[/IMG][IMG]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/08282b1860a887fc.html[/IMG][IMG]http://images45.fotosik.pl/769/08282b1860a887fcmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images45.fotosik.pl/769/7d082bdf7256e2famed.jpg[/IMG] [IMG]http://images43.fotosik.pl/767/7207b42199c0eb51med.jpg[/IMG] [IMG]http://images46.fotosik.pl/729/0a699758bd07941bmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/768/b7e80d54c5df951cmed.jpg[/IMG] -
Wepchnęliśmy w nią prawie połowę małego gerberka strzykawką. Baaardzo jej się to nie podobało. Ile powinna tego zjeść? Siedzi teraz obrażona i się oblizuje, bo przy okazji cała się ubrudziła. Nie wyobrażam sobie, że trzeba będzie tak z nią walczyć kilka razy dziennie...
-
[B]rudaNess: [/B]Jeżeli to dopiero 4 dzień po zabiegu, to nie ma co panikować, popuszczanie często się zdarza. Przyjrzyj się tylko, czy w moczu nie ma krwi, bo wtedy jest niedobrze.
-
Tula, potem Szakira, a teraz szczęśliwa Kora w swoim domu na zawsze!
Delph replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
[quote name='Madziulec']Cześć! Może mi ktoś napisać jak tu się wrzuca zdjęcia???? Chciałam wrzucić tu kilka zdjęć Tuli ale nie wiem jak! ;-) Tula ma się bardzo dobrze, już się chyba u nas zadomowiła, od soboty jest z naszym psiakiem Bobo, no i jest wielka miłość i wieczna zabawa! do łóżka nadal uwielbia się ładować, ostatnio nawet obudziliśmy się w nocy zepchnięci na ścianę, bo Tula rozwaliła się na połowie łóżka :-D :-D i nie wiem co jej się stało ale od wczoraj szczeka na mamę Jarka, jak przychodzi do nas, a wcześniej reagowała normalnie - cieszyła się! i nie wiem jak na to reagować...poza tym jest bardzo silna, jak zobaczy innego pas na spacerze, to ciężko ją utrzymać, bądź odwrócić jej uwagę! i mam jeszcze jedno pytanie ;-) nasz młody odkąd jest Tula sika czasami w mieszkaniu, w ogóle oba dużo piją ale Tuli się to nie zdarza, a on musi wychodzić dwa razy częściej, bo nie wytrzymuje, co z tym zrobić?[/QUOTE] Zdjęcia wyślij do mnie na maila [email]delph@wp.pl[/email] to wstawię. Może mama Jarka boi się suni? Postarajcie się, żeby młoda dobrze skojarzyła sobie te odwiedziny, najlepiej gdyby mama dała suni smakołyk, gdy ta usiądzie na komendę i będzie grzeczna. Poza tym niech sunię ignoruje, nie patrzy na nią, nic do niej nie mówi. Możliwe, że Hienka/Tula się jej obawia, a przy okazji próbuje wprowadzić swoje zasady, to bardzo sprytna bestia. Cieszcie się razem z nią z odwiedzin, nagradzajcie gdy jest grzeczna, nie wprowadzajcie nerwowej atmosfery, nie krzyczcie na nią. Możecie wybrać się na wspólny spacer, albo wyjść z sunią po mamę, gdy się do was wybiera i wejść do mieszkania razem, żeby mała wiedziała, że mama to nie intruz ;) Ćwiczcie z sunią dużo posłuszeństwo, żebyście mogli w takich głupich sytuacjach posadzić ją albo odesłać na miejsce i nagrodzić. Szczeniak sika, bo pewnie teraz ma więcej zabawy, ruchu i częściej pije. Młody psiak musi wychodzić za potrzebą po spaniu, jedzeniu, piciu i zabawie. Nie sądzę, żeby szczenię miało zapędy do znaczenia terenu. Raczej po prostu jak to u dzieciaka, pęcherz nie wytrzymuje nadmiaru wrażeń ;) -
Ok, zaopatrzyłam się w gerberka z cielęciną, pastę rybną w tubce, convalescence i nowe puszki i saszetki kocie. Podetknęłam wszystko po kolei pod nos, posmarowałam pyszczek. Wzdryga się i aż ją odrzuca z obrzydzenia... Położyłam wszystkiego po trochu do miseczki, zamknęłam ją w kuchni i czekam jak głupia. Jeżeli nie zje, to dzisiaj będę wpychać Convalescence strzykawką na siłę. Nie wiem, czy ją zamykać. Z jednej strony jak zamykam drzwi, to często idzie do kuwety, więc pewnie jednak się psów obawia. Z drugiej wczoraj chciałam ją zamknąć na noc w kuchni z jedzeniem, piciem i kuwetą, ale zaczęła łazikować i miauczeć pod drzwiami... Oszaleję chyba :lol: Wczoraj wieczorem w ogóle zaczęła trochę łazić po domu, może Stresnal zadziałał. Nauczyła się otwierać łazienkę i rano tam ją znalazłam ;) Sika regularnie do kuwety, wczoraj wieczorem zrobiła kupę. Nie wiem czym, skoro nic nie je, ale to zawsze jakiś plus tej sytuacji... [B]Merime[/B], kicia ma na imię Zuzia, jest sporawa, widziałam dużo mniejszych od niej kotków :evil_lol: I grubiutka jest. Ale za chwilę nie będzie, jeżeli nie zacznie jeść... Nie wiem już, może ją zabrać do weta na kroplówkę, czy coś :-(
-
Dałam kici Stresnal w syropie i chyba jest poprawa, tz'towi udało się ją nakłonić do zabawy sznurkiem przez chwilkę :razz: Mam jeszcze Stress Out w tabletkach, który z tych środków lepiej działa na koty? A może podać oba? Wiem, że nie powinna jeść psiego, ale i tak się cieszę, że czymkolwiek się zainteresowała. Chociaż patrząc na skład puszki moich psów, to jest lepszy niż większości kocich ;) Podtykam jej na razie cokolwiek, jak zacznie normalnie jeść, to będzie dostawać kocie. Ale jak na razie skubnęła tylko to co pisałam po południu i dalej nic... Od psów nie ucieka, one też jej nie gonią ani do niej nie podchodzą, ale mimo to cały czas siedzi na kaloryferze albo na parapecie. Teraz też na biurku tz'ta przy parapecie. Nie chodzi po domu. Chyba że ją weźmiemy do łóżka, to po jakimś czasie schodzi i powoli przemieszcza się z powrotem na swoją miejscówkę przy oknie. Paniki nie ma, ale nie spaceruje po domu. Do pyszczka jej nie wtykam jedzenia, podsuwam pod nos, ale zero zainteresowania, nawet nie powącha. Mam jej wepchnąć na siłę kawałek? Zdjęcia zrobione teraz na szybko po ciemku, na razie nie chcę jej strzelać po oczach fleszem, bo mnie do końca znienawidzi ;) : [IMG]http://img863.imageshack.us/img863/4034/dscf1001.jpg[/IMG] [IMG]http://img832.imageshack.us/img832/43/dscf1008v.jpg[/IMG]
-
Koteczka ma ten sam żwirek i jedzenie (suche, puszki, saszetki, gotowane) co w poprzednim domu. Wszystko ma swoje, nawet kocyk i gotowane serduszka. Dziękuję Wam wszystkim za rady, są dla mnie bardzo cenne. Dzięki radom dzisiaj w nocy kicia zrobiła małe siku do kuwety (wieczorem ustawiłam ją w kuwecie i długo masowałam brzuszek). Teraz jak wróciłam do domu dałam jej świeże jedzenie (poprzednie nie ruszone, jak zwykle) i stwierdziłam, że trzeba lecieć po convalescence albo gerberka. Dałam psom puszkę, żeby w między czasie nie pożarły koteczki i jej też odrobinkę dodałam do miski z jej suchym (podtykam jej wszystko co mi przyjdzie do głowy, kabanosy dla kotów, przysmaki itd.). Stał się cud, po jakimś czasie podeszła i rozgrzebała trochę to psie jedzenie. Wydaje mi się, że trochę skubnęła. Później zrobiła drugie siku do kuwety. I co teraz, karmić na siłę strzykawką, czy jak skubnęła chociaż odrobinkę tej psiej puchy, to na razie dać jej spokój? Na noc będę ją zamykać w kuchni samą, może się rozkręci. W dzień nie będę jej separować, bo psy mogą zacząć nerwowo reagować, a do tego mieszkam w jednopokojowym mieszkaniu, więc sytuacja jest mało komfortowa ;) Nie jestem pewna czy wędrować do weterynarza, jak mi się zestresuje jeszcze bardziej? Może wstrzymać się jeszcze ze dwa dni chociaż? Nie wygląda na chorą, jest grubiutka, ma czyste oczka, już spokojniej oddycha. Daje się masować i wszędzie dotykać. Lecą z niej kłaki i jest zestresowana, ale to chyba normalne w takiej sytuacji.
-
Dzięki za rady, bo nie wiem co robić. Zostawiam ją samą sobie, czasami pogłaszczę, podetknę coś pod nos, ale nie reaguje... Nie je (suchego, saszetek, puszek, nic...), nie pije, smakołyków nie tknie, nie powącha nawet. Nie załatwiła się w ogóle odkąd u nas jest (od wczoraj). Przed chwilą mieliśmy zgaszone światło przy filmie, skradała się, nie wiem czy do kuwety, ale zaczepiła mojego psa, który się wystraszył i ją przegonił... Teraz to już w ogóle pewnie się nie ruszy :shake: Kuweta otwarta, jej własna z poprzedniego domu (miseczkę też ma swoją). Teraz ją przestawiłam do kuchni w której siedzi, bo pewnie będzie się bała przejść... Martwię się bardzo, zastanawiam się, czy jeżeli jutro nadal nic się nie zmieni, nie podać jej czegoś na przeczyszczenie. Albo czy nie kupić jakiejś pasty albo odżywki w płynie i jej nie podać do pyszczka. Wczoraj było z nią lepiej niż dziś, przynajmniej trochę pochodziła po domu i sobie wszystko obejrzała. Dzisiaj już jest bez kontaktu :-( Ale mniej dyszy, wczoraj ciężko oddychała - pewnie ze stresu... Bardzo mi jej szkoda...
-
Skąd przekonanie , że hierarchia w stadzie nie dotyczy ludzi ???
Delph replied to Weaver's topic in Wychowanie
Ehhh, no i o to mi właśnie chodziło. Takie metody działają na krótszą metę, można sobie w ten sposób wychować większość piesków o uległym charakterze, efekt mamy natychmiastowy. Później oczywiście u części psów wypłyną skutki takiego traktowania, lęk na widok wyciągniętej ręki czy gryzienie, ale takich psów jest mniejszość i przeważnie wtedy nikt nie wiąże ich zachowania z wcześniej stosowanymi metodami. Piesek nagle zrobił się złyyy i tyle. Braku zaufania i więzi z właścicielem osoba stosująca takie metody nawet nie zauważy, więc ten argument też nie trafia. Gdybyś mojego psa tak potraktowała, to by go w ogóle nie ruszyło i dalej by robił swoje. Moja suka zsikała by się pod siebie ze strachu. A gdybyś spróbowała z moją poprzednią tymczasowiczką, skończyłabyś na ostrym dyżurze. Zaatakowała szkoleniowca, który nas odwiedził, skacząc do gardła przy próbie "zdominowania" samym spojrzeniem i postawą, nie chcę wiedzieć co by zrobiła gdyby spróbował ją na wejściu szturchnąć w pysk - dla wyrównania wobec nas była bardzo posłuszna i mogliśmy z nią robić wszystko, pies wcale nie jest niezrównoważony, dała się odwołać i po moim sygnale facet już mógł się rozgościć i z psem pracować. To był taki test przeprowadzony świadomie, chcieliśmy wiedzieć ile prawdy jest w bajkach na temat jej "agresji" - tłumaczę, bo zaraz będzie, że nad psem nie mogłam zapanować i mnie zdominował ;) (chociaż to fakt, lekko nie było i trzeba było się nagimnastykować sporo, bez pomocy specjalistów byśmy tak szybko nie dali rady). W pracy mam dwa bernardyny, które zachowują się bardzo podobnie, jak opisywany przez Ciebie rottek. Tylko że nie warczą w głupich sytuacjach. Za to z podniecenia podgryzają ręce, nogi i tyłek, co jest średnio przyjemne przy 70 kg pieskach. Nie miałam z nimi problemów, ale ani przez moment nie przemknął mi przez myśl pomysł o waleniu po pyskach, wymuszaniu czegoś itp. Owszem, nastawienie, postawa i konsekwencja, o której piszesz, są bardzo ważne. Ale przepychanki i rękoczyny podsycane teorią, że właśnie pieski dominuję, są zupełnie zbędne w takich sytuacjach. Przynajmniej dla mnie. Może i masz rację, jestem infantylna baba, bo jakoś nie spieszy mi się prać czyjegoś rottweilera po pysku na jego własnym terenie. Nie dlatego, że mi go żal. Tak naprawdę, to bałabym się to zrobić. Ale nigdy nie ukrywałam, że boję się psów :evil_lol: