-
Posts
15248 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by LadyS
-
[quote name='ulvhedinn']Akurat szczeniaki z parwo mają tak małe szanse na przeżycie, ze w świetle opłacalności nie powinno sie ich ratować......[/QUOTE] Ja sama miałam dwa przypadku parwo u "swoich" szczeniaków - jedną sunię uratowaliśmy tylko dzięki szybkiemu rozpoznaniu choroby, drugą uśpiliśmy - żeby się nie męczyła i żeby nie generować kosztów też. Ale głównie dlatego, że po prostu była w złym stanie, nie rokującym. Sybel - o tej suni dokładnie mówiłam.
-
To jest chyba gmina Niemce, wątpię, żeby miała podpisaną umowę z naszym schroniskiem, raczej z lubelskim - przynajmniej w poprzednich latach nie ma jej na liście. Chcecie sami po nią jechać, czy żeby ją wyłapali? Jeśli to drugie, to trzeba zadzwonić do gminy, opisać gdzie suka się pojawia i zapytac, do którego trafi schroniska.
-
[quote name='ulvhedinn']Że się powtórzę - jeżeli pies cierpi "nieusuwalnie" to uśpienie jest konieczne, ale ze względu na cierpienie, nie na koszty. Dla przykładu- bez wahania uspiłam Falko, szczeniaka u którego wyszło postepujące wodogłowie i niedorozwój mózgu. Mozna by robić drenaż, ściągać płyn itp, ale to byłaby sztuka dla sztuki, a pies cierpiałby coraz bardziej. I uśpiłam go, chociaż stan JESZCZE nie był tragiczny. A jednocześnie sporą kasę wsadziłam w ratowanie Pikulinki, która ma zespół wad wrodzonych, była całkiem porażona i musiała mieć dwie operacje kręgosłupa- bo rokowała na poprawę. Pi żyje od prawie 4 lat. Ma swoje problemy, porusza się przedziwnie, ale żyje i w pełni z tego życia korzysta. Mogło się nie udać, owszem, ale Pi te kilka procent szansy wygrała. Falko takiej szansy po prostu nie miał.[/QUOTE] Zgadzamy się w pewnych kwestiach - a w pewnych nie - dla mnie to jest normalne, że każdy działa wg własnych zasad. Dlatego Ciebie irytuje moje gadanie, a mnie ratowanie psów w złym stanie czy starych za ogromne pieniądze. Dlatego też ja się w takie akcje nie angażuję, nie wchodzę na wątki i nie mówię, że to bezsens - w końcu to nie moje decyzje, nie moje pieniądze, ale i nie moje sumienie - moje by nie pozwoliło ratować zwierząt w takim stanie. Co nie zmienia faktu, ze szanuję działalność osób, które się angażują w takie akcje - w tym też Twoje. Chyba obie mamy prawo do własnego zdania? ;)
-
[quote name='ulvhedinn']Dziedziczy się skłonność do uzależnień. No i niestety dzieci alkoholików są "słabsze"- mają z reguły niższą masę urodzeniową, słabszą odporność, często zaburzenia poznawcze, kłopoty z nauką itp- z powodu źle prowadzonej ciąży i być może uszkodzenia komórek rozrodczych u nałogowych alkoholików. Strasznie nie lubie przeliczania "opłacalności" życia. Tzn lepiej nie ratowac psa który pochłonie duzo kasy, bo mozna za to itp.... Nasuwa się pytanie- ile w takim razie jest dla Was warte życie psa. Konkretnie. 100 zł? 500 zł? 1000 zł? I czy chodzi o kwoty jednorazowe, czy ogólne koszta utrzymania? Mam w tej chwili na DT (chyba dozywotnim) psa, Nestorka. Ślepy, głuchy staruszek. Nie cierpi, jedyne co mu poza niesprawnością zmysłów dolega to trochę kamienia na zębach i lekkie popuszczanie moczu- bez trudu do opanowania pieluszkami. Nie ma odlezyn, bólów, ma sprawne łapki. Świetny węch, w pełni działający układ trawienny. Jedyne co- to wiadaomo, że ma przed sobą ograniczony czas. Koszt- 1/2 puszki karmy, raczej lepszej, troche suchego, wiatminy i 2-3 pieluszki na dzień. Czy Nestor jeszcze się kalkuluje, czy nie?[/QUOTE] Ulv, ja nie mówię o ratowaniu na zasadzie utrzymania. Mówię o zbieraniu kilku tysięcy na operację psa, który długo nie pożyje i który przede wszystkim [B]cierpi[/B]. A Ty pokazujesz przykład psa starego i ze starczymi dolegliwościami, ale nie cierpiącego i nie całkowicie niesprawnego. Chyba się nie rozumiemy. Tak samo, jak jestem przeciwko przeszczepom u osób obciążonych dodatkowymi chorobami czy w bardzo podeszłym wieku - i takich przeszczepów się nie wykonuje.
-
[quote name='sleepingbyday']jakimi chorobami? [/QUOTE] Chodzi mi o choroby dzieci, których matki w ciąży piły alkohol - poczynając od FAS. O takich chorobach mówię. [quote name='sleepingbyday']aaa, przypomniała mi się, a propos astmy, historia sprzed jakichs dwóch miesięcy, szukany był nowy dom dla psa z powodu astmy u dzieciaków. pies był u rodziny kilka lat, bodaj 5-6 i dopiero po tym czasie zrobiono dzieciom porządne badania, co je uczula - jak zaczęły naprawdę źle oddychać. i wyszło, ze faktycznie sierść. mama ponoc unikała tych badań z obawy, że ta sierść wyjdzie. no i być moze astma nie była aż tak ostra. Ale w koncu rodzina ją zmusiła do badań. bez sensu i głupie, ze względu na dzieciaki, na psa i na samą mamę. ale mimo, że odpowiedzialność (zwłaszcza za istoty od nas zależne) polega też na niefajnych wyborach, to rozumiem jej ból. rozumiem, ze bolało, ale mimo tego robiła źle. bo jasne, że wygoda i samopoczucie jest niżej, niż zdrowie i bezpieczeństwo.[/QUOTE] To, czy robiła źle, jest kwestią względną - zależy, z jakiego punktu widzenia. Bo tak naprawdę, jeśli u dzieci były wcześniej objawy lżejsze, niż duszności i zaburzenia oddychania, to matka sama doprowadziła je do astmy. To się niestety nieleczone rozwija, wiem - mam. No i na pewno nie były dzieciaki uczulone na sierść, ale to już kwestia potoczności ;)
-
Dziecko alkoholika jest przede wszystkim obarczone chorobami - w końcu matka była alkoholiczką. Nie wiem, czy się dziedziczy, tyle jednak naoglądałam się rodzin alkoholików, którzy wcale nie chcą się wyleczyć, że uważam, że nie powinni oni wcale mieć możliwości rozrodu.
-
[quote name='sleepingbyday']przeciwnicy eutanazji mają - wydaje mi się, ze słuszne - obawy o stopniowe, ale nieuchronne przesuwanie granicy, kiedy mozna. jako gatunek mamy wprawę w tym przesuwaniu wyrobioną na zwierzętach domowych./ zakres, kiedy można, jest prawnie większy, niz u ludzi, a zwyczajowo - to ho ho. bo brak personelu do opieki nad sparalizowanym azorem czy pracy nad przerażoną perełką. bo za tą samą cenę więcej psów się wyleczy z prostszych chorób. itd etc. i to racja, wiadomo, ale co to zmienia dla martwego azora? i dla naszych sumień?[/QUOTE] Na tej samej zasadzie mogłabym już osiwieć ze zgryzoty, bo przecież tyle psów już nie żyje. Widać moje sumienie ma jednak inne zdanie, a i serce mam z kamienia, bo nie uznaję, że pies = człowiek. Odnoszę wrazenie, że ta dyskusja nie ma sensu.
-
Z astmą chodzi o to, że to przykład. Przykład, którego jednak nie skomentowałaś, gdy przeciwstawiłam dwie sytuacje etycznego porównywania dzieci i psów - gdy to właśnie dzieci sa pokrzywdzone, nie psy. Etyka ma to do siebie, że nigdy nie jest dobra dla każdego i w każdej sytuacji. Ja np. etycznie jestem przeciwko ograniczaniu wolności wyboru ludziom, ale jednocześnie uważam, że osoby takie, jak alkoholicy, którzy leczyli się kilkukrotnie i leczenie nie przynosi rezultatów - powinny być sterylizowane. I jest to kontrowersyjny pogląd. Tak samo jestem przeciwko zabijaniu dzieci narodzonych, ale "za" aborcją, tzn. nie jest ona dla mnie zła. Z tego też powodu dziwi mnie, że "nie skomentujesz" oburzenia z powodu porównywania dwóch gatunków - już dawno uznaliśmy gatunek psi (tak, my - ludzie zajmujący się psią bezdomnością) za gatunek, którego dotyczy inna etyka niż ludzi. Choćby dlatego, że kastrujemy, sterylizujemy zwierzęta, usypiamy ślepe mioty - ja jestem także za tym, aby usypiać psy bardzo stare i bardzo chore, mówię oczywiście o bezdomnych. Natomiast nie kastrujemy i nie sterylizujemy ludzi, nie usypiamy dzieci tam, gdzie jest ich zbyt wiele. Ba, nawet tego zabraniamy prawem! I jak tu mówić o porównaniu etycznym? Dla mnie to są zupełnie dwa odrębne systemy etyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że mogę uważać i uważam, że psy mają prawo do życia, do dania im szansy, że konieczne jest dbanie o nie, karmienie, opieka weterynaryjna - prócz tego uważam, że psom potrzebne jest wychowanie, a nie jedynie "chowanie". Czy to sprawia, że jestem według Ciebie gorsza - bo nie uznaje porównywania etycznego ludzi i zwierząt, kiedy mimo to postuluję dla nich duże prawa? Mnie nie chodzi o zabieranie praw zwierzętom, tylko o brak porównań między dwoma gatunkami. Tak samo, jak nie można porównywać psów i wilków czy kotów i tygrysów pod tymi samymi względami etycznymi - jedne przecież sterylizujemy, a drugie rozmnażamy, bo jest ich za mało. Edit, bo ulv się odezwała i chciałam się odnieść ;) Ja ogólnie nie jestem za usypianiem psów starych, bo są stare. Natomiast uważam, że [U]w obecnych warunkach[/U], gdy psy stare - często ślepe, niewidome, mające problemy z poruszaniem się, z jedzeniem - są trzymane w schroniskach aż do czasu, gdy "naturalnie" umrą - jest dla mnie to okrucieństwem. Tak samo, jak leczenie "na siłę" niektórych zwierząt. I przyznam szczerze, że serce mnie boli i zęby mi zgrzytają, jak widzę kolejny wątek pomocy staruszkowi psiemu, już ślepemu, mającemu problemy z wypróżnianiem, mającego odleżyny, bo prawie nie chodzi, czy mającemu poważne wady (vide wątek o małej suni z łańcucha z wodogłowiem) - tylko po to, żeby przedłużyć jego życie (oraz niekiedy cierpienia) o kilka tygodni. Tutaj zbiera się spora kasa - a tę kasę można by przeznaczyć na wyciachanie i wyadoptowanie kilkunastu młodych psów. Gdyby skala bezdomności była w Polsce mała, no to rozumiem takie zachowanie, że ratuje się starego psa, bo jest mało psów bezdomnych. Ale gdy w schroniskach jest po prostu masa psów i ratuje się tego, który i tak długo nie pożyje - może to jest okrutne, ale dla mnie to jest po prostu głupie. I choć szkoda mi tego psa, to wolałabym go uśpić, tak jak usypiam ślepe mioty, mimo że mi ich szkoda i że mają przed sobą teoretycznie całe życie. Po prostu staram się patrzeć na problem nie przez pryzmat jednego psa, tylko przez pryzmat skali problemu. I dla mnie ratowanie na siłę czy to zwierzęcia, czy człowieka - jest okrutne. Co nadal nie zmienia faktu, że nie ma mowy o tej samej etyce w stosunku do jakichkolwiek gatunków.
-
Biały lonżowany konik, czyli jack russell terrier Jax i ferajna - zapraszamy!
LadyS replied to LadyS's topic in Foto Blogi
Czego to człowiek się nie dowie na forum - ja dzis dowiedziałam się, że nie mam absolutnie żadnego doświadczenia i nigdy nie byłam DT i nie miałam styczności z psami rasowymi, a wszystkie moje posty wynikają z wiedzy teoretycznej i zarozumiałości :lol: A do tego mam jedynie (tu napisane z pogardą) "małego białego psa trzymanego w metalowej klatce kwarantannowej", w którym tenże znawca nie potrafi rozpoznać rasy JRT. A rasę tą uznaje za straszną i nie do opanowania, a, i złośliwą i nie do nauczenia czegokolwiek, bo znawca ją miał u siebie na DT i nic się z tym psem nie dało zrobić. Ot, taki znawca. Dogomania pogrąża się coraz bardziej w mule :lol: -
[quote name='Sybel']Dla mnie porównywanie dzieci żołnierzy do bezdomnych psów jest kompletną porażką. Jak już koniecznie ktoś chce tak porównywać, to raczej do psów używanych do walk (które ro psy w znakomitej większosci dostają wyrok). Dzieci żołnierze też często nie są zdolne do życia, zresztą chociażby w Rosji jest gigantyczny problem z dorosłymi żołnierzami po Czeczenii, którzy tak bardzo rozsmakowali się w zabijaniu, ze nie są absolutnie zdolni do życia w społeczeństwie, często emigrują np. na Kamczatkę czy inne zadupie i wynajmują się jako żołnierze mafii tudzież innych watażków. Jak dla mnie należy takich ludzi oceniać, a jak nie rokują - izolować, wysyłać gdzieś, gdzie można spożytkować ich nadmiar energii. Tak samo, jak agresywne psy - izolowane, a w ostateczności usypiane. Podobnie ludzi sparaliżowanych, zupełne rośliny (np. chłopak, który od 27 lat leży w śpiączce, wiecznie leczony na infekcje, zaniedbywany w ośrodku pomocy - [URL]http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,11576486,Pozwolcie_mu_umrzec____matka_walczy_o_skrocenie_cierpien.html[/URL]) powinno się odłączać, pozwalać godnie umrzeć - tak samo, jak chore, nierokujące psy. Proste. Przynajmniej dla mnie. Te porównania mi się nie podobają, ale skoro już ich używamy, to warto w obie strony. Jasne, każdy chce żyć. Tylko ludzie naprodukowali tego życia po prostu za dużo, pozwolili przetrwać również takim stworzeniom, które nie powinny przeżyć - np. tym, którzy walczą o prawo do swojej śmierci i się im tego prawnie odmawia. Nie wiem, czy wypowiedź jest składna, może troszkę przerysowana, więc nie musicie od razu mnie kamienować, ale chodzi mi o ogólne analizy sytuacji.[/QUOTE] Całkowicie się z Tobą zgadzam. Podam jeszcze taki przykład, który mnie przeraża. Nawiązując do sytuacji, o której już mówiłam - konieczność oddania psa z powodu silnej astmy u dziecka - mówię tutaj o sytuacji, gdy dotyczy to małego dziecka i nie jest wymyślone, żeby tylko psa oddać, ale wszystko zostało sprawdzone i nic nie działa. Czyli sytuacja bez wyjścia - psa trzeba oddać i już. W takiej sytuacji przeciwstawiamy samopoczucie psa (który w końcu przyzwyczai się do nowego, dobrego domu, jak i psy schroniskowe) życiu i zdrowiu dziecka. I tutaj wiele głosów odzywa się, że to jest straszne, żeby tak psa oddać, że on cierpi, że [B]na pewno[/B] da się zrobić coś innego - jest to krzywdzące dla rodziny, która musi pozbyć się przyjaciela, ale i z punktu widzenia mojego to jest po prostu okrutne - samopoczucie psa jest ważniejsze niż zdrowie i zycie dziecka. Broniony jest pies. Za to w odwrotnej sytuacji, gdy chodzi o dobre samopoczucie dziecka i zdrowie/życie psa... też broniony jest pies - całkiem oczywiście słusznie. I pojawiają się hasła, żeby dziecku lepiej sprać tyłek, jak mu się coś nie podoba, bo dziecko to sobie może. Czyli jego samopoczucie jest mniej ważne w tej sytuacji - słusznie, bo samopoczucie nikogo nie powinno stać ponad zdrowiem i życiem innego stworzenia, czy to zwierzęcia, czy człowieka. Tylko skoro słuszne jest wg takich osób bronienie psa, którego życie i zdrowie jest zagrożone - czemu nie jest bronione w poprzedniej sytuacji dziecko, którego życie i zdrowie jest zagrożone? Oczywiście, ani dziecko, ani pies nie są winni tej sytuacji. No ale jeśli chce się równać etykę i porównywać ludzi i dzieci - no to dlaczego jednak wielbiciele zwierząt robią to schematycznie i niesprawiedliwie? To taka moja mała dygresja i przemyślenie odnoszące się do zrównywania poziomem ludzi i psów.
-
[quote name='kulturkaa']Zdjęłam mu ten kołnierz bo od godziny nic nie robi tylko się w nim miota, teraz siedzimy i mu jakiś ciuszek próbujemy wymyślić. Słyszałam od kogoś, że zakłądali pampersa psu, sprawdzał ktoś może czy pampers zdaje egzamin? Zastanawiam się nad rozmiarem jaki byłby dobry.[/QUOTE] Ja bym się bała, że mogą się zrobić odparzenia - poza tym dobrze, jak do ranki dociera powietrze, bo lepiej się boi i mniej babrze.
-
[quote name='kaczor']Spray będzie bardziej wygodny. Kupię raz i będzie do psikania, a z cytrynę trzeba się bardziej bawić, a do tego będzie pachniało w całym mieszkaniu. I to mi uświadomiło, że nie wiem czy ten spray ma jakiś zapach. Ja nawet kadzidełek w domu nie lubię ani świeczek zapachowych - żona strasznie na to narzeka bo ona bardzo lubi:(.[/QUOTE] Ale cytryna jest tańsza i dostępna od ręki ;) Poza tym - nie trzeba non stop smarować mebli, bo smak kwaśny się utrzyma, a to on głównie zniechęci psa ;)
-
[quote name='wolf122']Teraz rozumiem w 100%. Twoją wypowiedź rozumiałem ale chciałem być pewny Twojego stanowiska,by niepotrzebnie nie strzępić ....klawiatury.Masz prawo do takiego stanowiska i ja przynajmniej tego nie neguję choć na pewno w wielu kwestiach się nie zgodzilibyśmy.Choćby w tej poruszonej powyżej o dzieciach ,etyce itd.A czemu?Bo widzę ludzi i zwierzęta w innej perspektywie niż Ty ale to temat morze także wybacz....Lecę z psami na spacer;)[/QUOTE] Ja wiem, że mam prawo do swojego stanowiska - jak i Ty do swojego, skoro jednak nie jesteś skory do dyskusji, to nie rozumiem, po co w ogóle pytałeś - trochę szkoda czasu i klawiatury ;)
-
Jakież on ma super mięśnie - jestem pod wrażeniem!
-
[quote name='xxxx52']to ty robisz z siebie jaja ,majac jednego bialego psa siedzacego w metalowej kwarantannowej klatce i zadnego doswiadczenia z psami . sama jestem ciekawa ,czy oprocz tego mlodego bialego psiaka i paru podstawoych lektur na biurku o psach mialas chociaz kilka psow w opiece jako Dt? Bo mam wrazenie ze Twoja teoria i zarozumialsc juz ciebie przerosla.zejdz na ziemie i zajmuj sie psami pozniej mozemy wymienic sie doswiadczeniami.[/QUOTE] Widać, nie tylko robisz sobie jaja, ale i nie umiesz czytać - byłam DT kilkukrotnie, o czym również kilkukrotnie wspominałam. A juz samo to, że piszesz o psie "siedzącym w metalowej kwarantannowej klatce" świadczy o Twoim poziomie wiedzy. Lektur w moim przypadku było znacznie mniej niż doświadczenia - nie tylko jako DT, ale też w schroniskach, gdzie byłam i jestem nadal wolontariuszką, a do tego wieeeeelu godzin spędzonych na obserwacjach innych psów i rozmowach ze szkoleniowcami. Nie wystarczy, droga xxxx52, kochać piesków, żeby uważać, że się nimi suuuuper zajmuje.
-
[quote name='wolf122']Może jestem mało kumaty ale dalej nie rozumiem,co masz na myśli...[/QUOTE] No ja nie bardzo wiem, co było trudnego w tym, co napisałam. Jestem zdania - mojego prywatnego, osobistego - że porównywanie bezdomnych psów do dzieci żołnierzy, którzy gdzieś tam zginęli, jest nie na miejscu -tak zrozumiałam wypowiedź Sybel. Tak samo uważam, że nieetyczne jest pisanie, że ktoś jest beznadziejny, bo oddaje psa z powodu astmy u małego dziecka do 2-3 roku życia - sorry, ale w takim wypadku, gdy nie da się absolutnie nic zrobić (podawanie silnych leków na astmę jest niewskazane w tym wieku, wiem, bo mam astmę od dzieciństwa), to lepiej oddać psa do dobrego domu, niż ryzykować zdrowiem/życiem dziecka. Chodzi mi o to, że są sytuacje, gdy nie da się wyrównać etycznie ludzi i psów - ja np. w pożarze ratowałabym najpierw człowieka, potem psa. Co nie zmienia faktu - bo zaraz pewnie takie głosy się pojawią - że zarówno w USA, jak i Polsce dochodzi do skrajności - tam nie daje się szans praktycznie żadnym psom, a tutaj skupia się na ratowaniu bardzo starych/bardzo chorych, podczas gdy za te środki dałoby się wysterylizować i wyadoptować kilkanaście młodych. Podkreślam - nie uznaję sytuacji w USA za dobrą, nie jestem za usypianiem wszystkich zwierząt, jak leci, jestem przeciwko stosowaniu przemocy i uważam, że pies powinien być członkiem rodziny. Co nie zmienia faktu, że nie jestem oderwana od rzeczywistości i nie postuluję znaku równości między ludźmi i psami zawsze i wszędzie.Czy teraz jest to jasne? [quote name='sleepingbyday']here we go again... uważasz, ze podstawowe prawa, do życia, braku bólu, pełnego brzucha - dotyczą tylko jednego gatunku? dzieci żołnierze są spaczone na całe zycie. nigdy nie wiadomo, czy praca psychologa z nimi da wyniki. uważasz, ze powinny być izolowane od społeczeństwa na wszelki wypadek? bo ja - nie. tego dotyczyło to porównanie. co w nim tak cię oburzyło?[/QUOTE] Oburzyło mnie to, że porównujesz usypianie psów do - jak zrozumiałam - podobnych działań w stosunku do dzieci; widać, być może moje oburzenie wynikało z pochopnego zrozumienia Twojego nie do końca jasnego postu. Wyżej opisałam szerzej swoje stanowisko, mam nadzieję, że jest to dla Ciebie zrozumiałe ;) "Spaczone" są też dzieci alkoholików, narkomanów, ofiary przemocy w rodzinie, dzieci, które mają chorobliwie nadopiekuńczych rodziców - a tych w Polsce nie brakuje. Ja żałuje, że tak mało osób zajmuje się zarówno tymi dziećmi, jak i psami ;) Podstawowe prawa oczywiscie dotyczą wszystkich gatunków, choć jest to hipokryzja - któż z nas nie zabił komara?
-
A próbowałeś czegoś bardziej naturalnego? Np. soku z cytryny?
-
[quote name='wolf122']Możesz to trochę rozwinąć,bo nie wiem czy dobrze rozumiem?[/QUOTE] Uważam, że porównanie psów do dzieci żołnierzy było nie na miejscu -co tutaj do zrozumienia?
-
W przypadku kastracji naszego psa był jedynie szew wewnętrzny, na zewnątrz rana nie była szyta. Pies dostał antybiotyk i środek przeciwbólowy i przeciwzapalny działający dobę, narkoza trwała 10 minut - tyle, ile zabieg. Kołnierz nosił przez kilka godzin, potem nie było sensu, żeby go miał. Jeśli pies nie rozlizuje takiej rasy (bezszwowej) namiętnie, to nie ma potrzeby zakładania mu kołnierza; po kilku dniach od kastracji nawet lepiej jest, gdy pies sam próbuje lizać to miejsce. Ważne, żeby rany nie moczyć i nie brudzić jedynie.
-
[quote name='sleepingbyday']jasne, że nie usprawiedliwienie. ja myśle tak - jak tylko zaczyna się iść na kompromisy w kwestiach etycznych, to jest początek końca. strach przed błędami doprowadza sytuację do skrajności, usypia się psy normalne, tylko przestraszone, na przykład sztuczną łapą. nic tego nie tłumaczy. tej dyskusji nie byłoby, jak bysmy rozmawiali np o dzieciach zołnierzach. wystarczy takie same miary etyczne przykładać do obydwu gatunków. wtedy jasno widać, co po prostu się nie godzi.[/QUOTE] Porównywanie psów i ludzi w wielu kwestiach nie jest etyczne - tutaj również uważam, że jest nie na miejscu.
-
[quote name='Monia85']Ja chciałabym, aby została zablokowana możliwość powstawania nowych stowarzyszeń, bo one nie liczą się z dobrem psa. Mnie denerwuje tylko jedno, że ludzie kupują po 900zł-1000zł (ja jednego psiaka sprzedałam Pani za podobną kwotę psa, z tą różnicą, że moje psy są przebadane, jest podpisana umowa, otrzymała metrykę i jeśli ma na to ochotę może prześledzić przynajmniej 10 pokoleń wstecz i pies wyrośnie faktycznie na hawańczyka)psa kompletnie niepodobnego do hawańczyka http://ale.gratka.pl/ogloszenie/20829231_hawanczyki_do_rezerwacji.html - proszę sobie porównać chociażby moje psy. I jakie tu są podstawy naukowe do rozmnażania takich psów, bo do polepszania tej rasy to trochę wątpię. Wiem, że to ich wybór, ale teraz te psy dostały "rodowód", a później wystawiane są nieprawdziwe opinie na temat jakiejś rasy, bo ludzie nie mieli do czynienia z prawdziwym przedstawicielem danej rasy. Np. opinia o psach mordercach w większości wypadków opiera się na danych o pogryzieniach przez mieszańców w typie. Co do takich aukcji - masowo je zgłaszam, jako że wprowadzają ludzi w błąd- rasa nie nadaje się dla alergików, bo włos ani sierśc nie jest powodem uczulenia. Opisuje to w sposób obrazowy, że może to narazić dorosłego człowieka na zagrożenie zdrowia,a dziecko nawet życia i zawsze działa ;) Strasznie mnie - jako alergiczkę - irytuje opisywanie jakiejkolwiek rasy jako antyalergicznej.
-
[quote name='xxxx52']Ojej co piszesz, ja jestem milosniczka jamnikow szczegolnie szorstkowlosych i dlugowlosych.Mialam 18 jamnika i byl najwaspanialszy pieska jakiego w moim zyciu mialam.wszystkie jamniki jakie maialm jako Dt to byly bardzo inteligentne pojetne ,poprostu wspaniale.Najgorsze doswiadczenie mialam z mysliwskim terreierem i rasowym foksterrierem,papilonem,jack russell-terrier.nigdy tych psow nie wezme jako DT pod swoj dach jak nigdy nie wsadze psa do zadnej klatki,kojca budy to jest tabu.[/QUOTE] Czasem się zastanawiam, czy Ty naprawdę istniejesz i tak myślisz, czy robisz sobie ze wszystkich jaja.
-
Post pod postem, ale edycja działa w niezwykłym tempie :roll: Czy ktoś wie, kiedy były opublikowane pierwsze DVD czy opracowania Susan Garrett odnośnie crate games?
-
[quote name='Unbelievable']no jak dla mnie takie miejsce z klatką, a raczej zamknięciem ogólnie i zostawieniem samej, ma duży związek[/QUOTE] Ale takie skojarzenie nie pokrywa się z doświadczeniami osób, które pracują z psami poschroniskowymi - większosć w kennelach czuje się dobrze, a dla dużej ilości psów z lękiem separacyjnym właśnie kennel jest rozwiązaniem. [quote name='Talucha']My też od jakiegoś czasu mamy klatkę, zaczęłam od przyzwyczajania psa do klatki, do wchodzenia itp. No ale wynikł nam problem-w klatce jest taka jakby tacka, ona nam się trochę ruszała i robiła hałas obijając się o pręty klatki. Pies raz jakby poślizgnął się na tej tacce i teraz nie bardzo chce wchodzic do klatki... Tackę wyjęłam, włożyłam do środka takie jakby kawałki wykładziny, na to koc, teraz nic się nie rusza. Pies dwa razy wszedł cały do klatki ale potem bał się z niej wyjśc - bał się, że się poślizgnie. Zachęcam go do wchodzenia po trochu, pies wsadza łeb - dostaje smaka, stawia jedną łapę - smak. Za każdy mały krok. Wrzucałam do środka smaki aby sam je wyciągał, bawiliśmy się też w jego jedną z ulubieńszych zabaw - szukanie, chowałam coś w klatce i on to szukał (nie skupia się wtedy na strachu) ale nadal nie chce całkiem wchodzic do klatki a zmuszac go nie chcę, żeby się nie pogorszyło. Ktoś podrzucił mi pomysł aby karmic psa w klatce ale tu jest taki problem, że on nie jest aż tak łakomy na codzienny posiłek. Co mogę zrobic aby się nie bał? Przyzwyczajałam go też do dźwięku klatki nagrywając to i potem puszczając psu w różnych sytuacjach w różnym stopniu głośności no i przy zabawie trącałam klatką, aby nie kojarzył tego źle. Nie mam pomysłu jak go jeszcze zachęcic...[/QUOTE] U nas też jest taka tacka, tylko myśmy od poczatku są przykrywali - ja bym dała na dno jakieś kilkucentymetrowe na grubość legowisko, które byłoby nieco za duże w stosunku do podstawy klatki, wtedy nic by się nie ruszało i może by się przekonał?
-
[quote name='Unbelievable']tyle że ona siedziała na kwarantannie w wyłożonym kafelkami boksie bez budy z drugim psem, no i strasznie wyła ;)[/QUOTE] Co nadal nie zmienia faktu, że nijak to miało wpłynąć na jej kojarzenie albo nie klatki.