Jump to content
Dogomania

kikou

Members
  • Posts

    10220
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    21

Everything posted by kikou

  1. jak sie tak na nią patrzy to nie widać że jest chora, jest wesoła, żywotna, rezolutna i mądra.... apetyt dopiuje, chociaz jest bardzo wybredna pannica jak gdzies wychodze to tak czeka na mnie na parapecie:
  2. złe wieści :( niunia ma oprocz guza na sutku duzego guza w pyszczku, za przednimi zębami, na podniebieniu, wygląda bardzo paskudnie, postaram sie jak najszybciej podjechac z nią do lekarza
  3. zabrałam Dziczka na noc do domu, rano musze go odwieźć na kroplówki... leży zawinięty w kocyk, zmarnowany ale tak jak rano wydaje sie że minimalnie jest przytomniejszy... a brzuszek nie jest taki twardy jak przed operacją (w brzuszku w ogóle zrobili mu dziurke żeby oczyszczał sie ztych świństw i tak mu się tam troche sączy), jeśli do jutra nie pogorszy sie to jutro bedą znowu próby podania mu czegoś do picia doustnie
  4. Saszka dojechała szczęśliwie.... oswaja sie z domownikami i obejściem... tylko Saszka to nie jest chłopczyk, nie ma siusiaka, to dziewuszka, ;) na dodatek ma guzka przy sutku, a jeśli chodzi o oczęta to chyba troche widzi, jeszcze to porządnie sprawdze, małych rzeczy nie widzi, bo zagubionego smakołyczka szukała wyraźnie tylko noskiem o szarobury próg sie potknęła ale na podwórku dość pewnie biegnie w srone człowieka, tak jakby duże rzeczy, gdzie jest dobry kontrast jednak troche widziała.. Dziewuszka jest miła i piękna myślę że ma szanse nawet na adopcje, po weekendzie zrobie jej pare zdięć..
  5. wczoraj zadzwoniła do mnie lekarka że stan Dziczka jest taki zły,że z medycznego punktu widzenia zalecana jest eutanazja, bo wyniki wątrobowe i nerkowe bardzo sie pogorszyły... ale ja akurat byłam w drodze w delegacji, nie mogałam podjechać do kliniki, ubłagałam żeby spróbowali jeszcze zmienić leki czy cokolwiek, powiedziałam że rano jestem jak otworzą tylko gabinet. Nie chciałam żeby ktoś go usypiał pod moją nieobecność, jeśli już musiałby odchodzić to chciałam trzymać go na rękach. Pojechałam rano, po nocy pełnej bólu z tą myślą, że bede musiała zgdzić sie odejście Dziczuni... ale kiedy przyszłam Dziczek wyglądał jakby odrobineczke lepiej, oczka były takie przytomne i podnosił głowke ciekawie i strzygł uszkami zaciekawiony jak coś stuknęło w pobliżu... Niemniej lekarze mówią że raczej nie ma sie co łudzić...mimo to też próbują o niego walczyć, dodali mu wczoraj jeszcze jeden antybiotyk, późnym południem znowu do niego pojade, niestety nie moge wiecej jak dwa razy dziennie podjechać bo ta lecznica jest 35km ode mnie wiec troche czasu to zajmuje... ...i chociaż wczoraj po tym telefonie kompletnie straciłam nadzieje...to dzisiaj mam znowu cień nadziei ... gdzieś w głębi duszy wydaje mi sie, że Dziczunia mimo wszystko ma chęć żyć... tylko czy da rade... mój mały biedak... jeśli chodzi o koszt to druga operacja była w ramach pierwszej tylko koszt za ten pobyt od drugiej operacji wyniesie ok. 70,- za dzień bo to mnóstwo leków i co chwile jakieś wyniki mu robią... tak mnie wstępnie poinformowano...
  6. pupka goi sie powoli... a Redinia wkroczył "na salony"... dotad trzymał sie tak raczej na podłodze... az wreszcie kilka dni temu owazył sie i....odkrył dla siebie do czego służy fotel i kanapa ;)
  7. dziekujemy bardzo za wszystki słowa wsparcia!!! ....a Promysio dzisiaj znowu miał dobry apetycik ;) ale jest już słabusieńki..
  8. żyje bieduś... ale stan jest bez zmian, byłam u niego, leży popodłączany, cichutki, słabiutki, niemal bez znaku życia tylko płyciutko oddycha... za wcześnie powiedzieć czy zareaguje na leki i powstrzymają zapalenie czy nie... a jeśli nawet zadziałają to jeszcze jest zagrożenie ze strony wątroby bo dostaje końskie dawki leków i jeszcze wątroba może tego nie wytrzymać.. serce pęka :(
  9. Promysio chyba gaśnie.. dzisiaj pierwszy raz od kiedy go znam nie chciał jeść... do tej pory nawet jak miał wymioty to za chwile już miał chęć dalej jeść.... już tylko leży na podusi obojętny... :(
  10. karma dla seniorów zawsze sie przyda... przynajmniej te większe z ząbkami jedzą też suchą... a Lila dzisiaj wyskoczyła przez okno... tylko to bardzo niziutko jest, nic jej sie nie stało, coś robiłam na podwórku a tu nagle Lila zagląda i macha ogonkiem (a ogonek to Lila ma taki dziwny, jakby urwany w połowie wygląda), ona jest taka śmieszna, taka słodziutka...
  11. Dziczek zjada przeróżne niejadalne rzeczy... papiery, posłanka, zmywak do naczyń nawet kiedyś zjadł.... tylko do tej pory miał zawsze szczęście , że górą lub dołem poszło to z niego... a tym razem takie długie włókna powkręcały mu sie jakoś w jelita i taka straszna tragedia...
  12. planuje, planowałam dla niego specjalny malutki ogródeczek bo inne psy go zaczepiają, żeby miał wybieg tylko dla siebie... nie może odejść przez ten durny ręcznik, nie moge sie pozbierać... :( :( pokochałam go już zanim do mnie przyjechał i mimo iż przeważnie jest upaskudzony kupą...
  13. jest gorzej niż było, w nocy Dziczunia wzdęło, rano w kilinice okazało sie ze ma zapalenie otrzewnej, znowu miał operacje, znaleźli jeszcze kawał tego nieszczęsnego recznika, ktory chyba podczas pierwszej operacji był gdzieś wewnątrz żołądka, wycięli mu jeszcze kawał jelit i wypłukali wnętrzności ale lekarka ktora dzisiaj go operowała nie daje wiecej jak z 1%, że przeżyje.... musiał zostać w klinice :( :( :(
  14. a wspomniany artykuł o starszych pieskach, do ktorego i ja sie "załapałam" ukazał sie w "Przyjacielu psie", a nie w "twoim psie"
  15. czy skoro Pepe ma miastenie dostaje nivalin? inaczej nóżki mogą odmówić całkiem posłuszeństwa... jeśli chodzi o miejsce to w tej chwili wybierają sie do mnie dwa pieski, w związku z tym musze zobaczyć jak to bedzie, jak sie zaaklimatyzują, jak stadko je przyjmie, czy nie bedzie żadnych tarć..(mam wiekszość chłopców i przyjeżdżają także chłopaki...a Pepe to też chłopczyk) także wiążącą odpowiedź w sprawie dt moge dać najwcześniej ok połowy nowego tygodnia...
  16. ...niestety dzisiaj dalsze komplikacje, wczoraj jedzonko zatrzymało sie wprawdzie w brzuchu...ale jelita nie podjęły pracy, rano znowu musiałam pedzić z Dziczunią do kliniki, cały dzień dostawał znowu leki i kroplówki i wieczorem odebrałam znowu biedulka... znowu próbuje mu coś podawać do jedzonka, nawet coś liznął... ale nie wiadomo co bedzie... ciągle jeszcze nie jest z górki...
  17. ale Betty szczeka jak najbardziej, na pewno jeszcze sie odezwie, szczeka bardzo wysokim głosikiem... moja mała piękność....
  18. [quote name='yuki']Jestem dzuiewczyny , co mam dokładnie napisać z pierszym poście ?[/QUOTE] rozliczenie: wpływy: 58,10 (ze skarbonki Agatka) wydatki: morfologia ??? (ale jeszcze nie zrobiłam małej badań, niestety mamy tak cieżkie dnie że nie mamy czasu nawet sie podrapać: jeden psiunio odszedł za tm, Dziczek zjadł kawał ręcznika i miał bardzo trudny zabieg od 4 dni jest w stanie krytycznym i Redi miał planowany zabieg usunięcia guza nowotwrowego...niestety nie wyrobiłam sie, dopiero na początku nowego tygodnia zrobimy to badanie)
  19. a dlaczego nie zmienimy tytułu? Fabiuńko przecież już dawno zoperowany, na nic nie czeka ;) "woreczek" pusty i zagojony, paszcza zagojona, Fabiunko teraz nawet i suchy pokarm pochrupie...
  20. pierwsze trzy porcje jedzonka chyba zatrzymały sie w brzuszku.. do tej pory, odpukać, nie było wymiotów ani nic niepokojącego..... bardzo, bardzo dziękuje, że Jesteście, że chcecie nam pomóc!!!
  21. ..nie ma go :( to był niestety piesio, któremu nieobce było życie tułacze... raz nawet zadzwoniła pani z ogłoszenia że jest kudłacz mały w grupie błąkających sie psów, odrazu pojechałam we wskazane miejsce i nawet jeszcze były te piesie ale to był inny kudłaczek.... ale! w ogóle...... , 4 psiaki ewidentnie już długo sie błąkające, dzikie jak wilki, nawet minimalnie nie dały do siebie podejść natychmiast uciekały...co gorsze jeden z nich miał widocznego guza...ale tak szybko pobiegły że nawetr nie zdążyłam sie obrócić..... straszne obawiam sie, że marne szanse... :( , tu są tak rozległe tereny do biegania, mnóstwo lasów i gospodarstw z dziesiątkami komórek, stodółek, pustostany...itp
  22. Rediśko ma sie dobrze.... dziarsko już spaceruje, normalnie je... pupka wygląda póki co nieźle, nic nie krwawi... może dzisiaj jest ciutke bardziej obolały niż wczoraj...ale rześki zauważyłam, że Bjuta już wszystko wczoraj na gorąco opowiedziała, ja tylko doprecyzuje, że chyba wczoraj źle sie wyraziłam, zabieg był długi ale nie trwał aż cztery godziny, tyle w sumie siedzieliśmy w gabinecie, sam zabieg był troche krótszy....
  23. trudno powiedzieć kiedy bedzie zabieg.... zależy kiedy i czy w ogole poprawią sie wyniki krwi małej... za jakieś dwa tygodnie zrobimy jej kolejne badanie...
  24. niedawno przyjechaliśmy z kliniki, wprawdzie wczoraj na noc też już zabrałam go do domu ale dzisiaj rano znowu musiałam go zawieźć na kroplówki, Dziczunia słabiutki, prawie cały czas leży ale ma sie troche lepiej chyba, bo jak to zwykle on, już w klinice próbował zjeść posłanko oraz wenflon... ;) jest strasznie chudziutki i osłabiony ale najgorsze chyba minęło... teraz mam próbowac dawać mu co godzine jedną łyżke jakiejś papki i zobaczyć czy jelita podejmą prace... koszt mi wyliczyli na 780 złotych... wypłakałam, opowiadając smutne dzieje Dziczuni na 6stów..ale to to i tak masakra...
×
×
  • Create New...