Ania B
Members-
Posts
343 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Ania B
-
Niestety, od razu ze zdjęcia widać, że to bezmózg (nie mówię o psie!):angryy:
-
Mam nadzieję, że się przyzwyczai i wszystko będzie dobrze. No i że szybko znajdzie najwspanialszy domek, bo taki młodziak a wrażeń miał nadmiar. Aniu, Marta chciał dziś sprawdzić, jak wyglada [FONT=Tahoma][SIZE=2]Red nose i znalazła takie ogłoszenie:[/SIZE][/FONT] [URL]http://ale.gratka.pl/ogloszenie/5239731_sprzedam_pokryta_suke.html[/URL] czy to nie jest karalne? Będzie kolejne nieszczęście!!!
-
Pani Danusiu, te zdjęcia trochę mnie uspokoiły. Aż się poryczałam. W pracy patrzą na mnie jak na wariatkę! Pani Danusiu, wiem, że jest Pani bardzo zajęta, ale czy będziemy mogły później zadzwonić?
-
:-(:-(:-( Tego Marta bała się najbardziej. I co to będzie ?:shake:
-
Pani Diana dzwoniła dziś po południu do Marty - wiem, bo akurat przy tym byłam. Może czytała forum.
-
Normalnie idzie się załamać, ile jeszcze tych bidulków trafi na ulicę:angryy: Ale teraz pozytywnie, widziałam dziś Taysonka :eviltong:. Chłopaczek jest w pełni w formie, na dzień dobry zjadł mi makijaż. Wcale nie widać, że wczoraj miał zabieg, jest cały skręcony - takie małe ADHD:evil_lol:
-
Witam wszystkie Cioteczki! Uprzejmie donoszę, że Tayson jest już po zabiegu. Wszystko poszło dobrze :) Na razie są w domu u Marty. Do Wołomina nie wróci (po naszym trupie!). Wiem, że było dużo zamieszania, ale to było zupełnie od nas niezależne. Marta została postawiona przed faktem dokonanym :( Nie wiemy dlaczego i kto podjął decyzję o tych przeprowadzkach. Do tej pory nie udało się Marcie wyciągnąć, dlaczego Halinów jest zamknięty. Aniu z Poznania publicznie bardzo bardzo Ci dziękuję za okazane serce, wsparcie i pomoc !!!!
-
Co do Fundacji, nie chcę tu dodatkowo mieszać, ale wydaje mi się, że poza tym, że mają psa zarejestrowanego może na jakieś liście, to nic o nim nie wiedzą (chyba, że Dominik składał jakieś raporty). A może sobie odpuścili, bo wiedzieli, że Marta jest u niego codziennie? Nie wiem.... My już chyba nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego....
-
Hurrraaa! Pies jest bezpieczny u Marty. Na początku był bardzo zdenerwowany. Ale już w domu ładnie przywitał się z sunią i wycałował kota :) Pies Marty chwilowo odizolowany. Teraz poszli na spacer. Nie męczyłam za bardzo Marty, bo musi odreagować. Najważniejsze, ze udało się go wyciągnąć! Jutro kastracja.
-
Niebieska, czy myślisz, że zostawienie psa w Wołominie to dobry pomysł? Wiem, ze takie kręcenie nie ma sensu i nie można przerzucać zwierzaków jak worków z kartoflami. Tak nas nastraszyłyście tym Wołominem, że Marta musiała tam jechać, żeby naocznie sprawdzić, co się dzieje. Ewidentnie coś tu śmierdzi! Tym bardziej, że idąc na urlop Dominik wymógł na Marcie przyrzeczenie, że do jego powrotu z urlopu nikomu psa nie wydamy. Chyba ta nieszczęsna opieka fundacji utrudnia jeszcze sprawę. Cały czas czekam na wiadomość od Marty. To pewnie musi jeszcze trochę potrwać (do Wołomina jest kawałek).Wcześniej niewiele mogłam wydobyć od niej, bo była za bardzo roztrzęsiona. Chciałam nawet z nią jechać, ale wtedy się okazało, że bez ojca Dominika psa nie wydadzą (trzeba było na niego czekać), a przyjazd po mnie jeszcze bardziej wydłużyłby całą sprawę (mieszkamy daleko od siebie). Przypominam też, że na jutro jest umówiona kastracja (oczywiście nie za pieniądze fundacji)
-
O matko! Wszystko się pokomplikowało. Pies jest w Wołominie, Halinów zamknięty! Marta jedzie zaraz do Wołomina, ale musi jechać tam z ojcem Dominika - inaczej nie dostanie psa:angryy: Zabiera go do siebie, nie będzie to proste. Czekamy aż pan przyjedzie. Do poniedziałku Tayson może być u Marty, tyle wybłagała. Później ma wrócić do Wołomina:angryy: Co dalej nie wiemy:shake: Jak tylko przywiozą psa Marta będzie dzwonić. Czekamy na dalsze wieści:-( Muszę na trochę zniknąć, moja psica piszczy pod drzwiami.
-
Aniu, z Martą jestem w stałym kontakcie (pracujemy w jednej firmie). Pan jeszcze nie dzwonił :(
-
Aniu, jeśli Cię to pocieszy, ta ja też siedzę jak na szpilakch! Ale musimy się nastawić, ze wiadomości będą raczej późnym popołudniem.
-
Aniu, pan obiecał, że jak przywiezie psa to zadzwoni do Marty. Jak tylko Marta dostanie telefon, to natychmiast pojedzie sprawdzić "naocznie", że wszystko jest w porzątku. Z kolei jak ja dostanę informację od Marty, natychmiast Was powiadomię. Niestety musimy uzbroić sie w cierpliwość.
-
Pinkmoon, moim zdaniem to przechowalnia, 8 klatek. Psy przebywaja tam 2 tyg. na kwarantannie. Jak się nie znajdzie właściciel, nowy opiekun psy trafiają do schroniska. Jest to stosunkowo nowe miejsce (na tzw. rozruchu) . Nie znamy dokładnych powiązań między fundacja a Dominikiem (podobno jest wolontariuszem) Podobno Tayson ma wrócić po poludniu. Mam nadzięję, że późnym popołudniem będę mała dla nas wszystkich dobre wieści.
-
Z psami nie wiem. Jak był w czasie choroby u Marty, to musiała go izolować od swojego psa (nie ze względu na "agresję" Taysona, ale ze względu na swojego psa, który nie toleruje innych samców). Z sunią i kotami było ok. Z kotami spał nawet w jednym łóżku (ale może trzeba wziąć małą poprawkę na chorobę). W "schronisku" psy widzą się tylko przez klatki. "Nasza" trenerka twierdziła, że on wygląda na takiego, który jest spragniony kontaktu z ludźmi i innymi zwierzętami
-
Właśnie dostałam wiadomość od Marty. Była u ojca Dominika, który potwierdził, że jutro Tayson będzie z powrotem w Halinowie. Teraz pozostaje nam tylko czekać. Mam nadzieję, że mimo wszystko to całe zamieszanie skończy się szczęśliwie. Oby do jutra. Już dawno nie czekałam tak na piątek (mimo, ze to zawsze wyczekiwany przez wszystkich dzień)
-
No i co ja mam Wam powiedzieć :oops: Aż się boję, że mnie "zlinczujecie" za naszą nieudolność:placz: Z Fundacją nie ma kontaktu, chciałyśmy by oficjalnie, jako opiekunowie psa, dowiedzieli się, co się z nim dzieje. Pani Prezes nie odbiera telefonu i nie odpisuje na maile. Pewnie późnym popołudniem/wieczorem Marta pojedzie do ojca Dominika, by się przypomnieć, że jutro czeka na psa. Ze słów Marty wynika, że ten pan jest zdecydowanie bardziej kontaktowy i naprawdę lubi zwierzęta (jest leśnikiem). Sam proponował pomoc w szukaniu domu dla Taysonka. Jak tylko dostanę jakieś nowe wiadomości od Marty natychmiast Was powiadomię.
-
Bardzo Was przepraszam, ale już dłużej dziś tego nie wytrzymam. Jak tylko coś będę wiedziała, to natychmiast zamelduję. Agnieszka24 prześlij proszę na PW ten telefon.
-
Niebieska, z Halinowa zabrano wszystkie psy do Wołomina - jakiś "przegląd" u weterynarza, w piątek mają wrócić - przynajmniej "nasz" tyle Marcie udało się ustalić. Boże... jeszcze w dobrej wierze pomogła go "zapakować" do samochodu.....
-
Niebieska, w piątek pies ma wrócić do "schroniska" w Halinowie. O matko, jak się boję!!! Aniu, będziemy próbować.
-
Wcześniej miałam tylko złe przeczucia, ale o teraz się naprawdę boje - mam noc z głowy. Nawet nie chcę myśleć, co on teraz przeżywa. Czy coś można zrobić, czy tylko czekać do piątku z nadzieją, że psu nic złego się nie stanie?
-
Bardzo się martwię. Nie tak dawno na stronach Fundacji Emir był watek dot. weta w Wołominie (nie muszę dodawać, że straszny - psy zostały interwencyjnie zabrane). Dlatego, jak dostałam maila od Marty, bardzo się zdenerwowałam. Niestety, przez "opiekę" fundacji, Marta nie ma żadnych praw do psa. Właściwie opiekuje się nim za łaskawym przyzwoleniem. Z tego, co mówiła Marta, tata Dominika chyba naprawdę nie wie, po co psy zostały tam zabrane (jakieś wymogi lekarza powiatowego?). Akurat Taysonowi taka opieka może tylko zaszkodzić. Jak pies był chory, to specjalnie nikt się nim nie intresował. Gdyby Marta go nie zabrała do lekarza, to kto wie jakby to się skończyło.Pies był tak słaby, że musiała go nieść do samochodu.
-
No i trochę nakłamałam:oops: Wklejam ostatniego maila od Marty :angryy:: [FONT=Arial][SIZE=2][COLOR=#0000ff]"Wczoraj wszystkie psy zostały wywiezione do Wołomina "w związku z weterynarzem". Nie wiem, co to oznacza. Pytałam wujka Marcina (mojego weterynarza) o co może chodzić, nie miał pomysłu. Ojciec Dominika, albo sam nie wiedział, albo nie chciał powiedzieć. Obiecał, że odwiezie psy, a w każdym razie mojego w piątek, żeby kastracja się odbyła zgodnie z planem. Jak będzie zobaczymy. [/COLOR][/SIZE][/FONT] [LEFT][FONT=Arial][SIZE=2][COLOR=#0000ff]Przy okazji "pakowania" tan mały spryciarz uciekł z klatki, jak tylko pan (nie wiem, jak ma na imię) otworzył drzwi i po sekundzie był po drugiej stronie ogrodzenia - przeskoczył płot. Miał już upatrzone miejsce, bo przymierzał się, jak pierwszy raz wyszłam z nim na spacer po terenie. Nie dał się panu złapać. Podszedł za to do przechodzącej ulicą kobiety i pozowlił się posłusznie odprowadzić do klatki. Już więcej pan nie próbował go zapakować. Zadzwonił po mnie. Wyszłam z nim na krótki spacer i można powiedzieć, że bez problemu wprowadziłam go do kontenerka. Nie był specjalnie szczęśliwy, ale dostał na drogę cztery serdelki i pojechał. [/COLOR][/SIZE][/FONT][FONT=Arial][SIZE=2][COLOR=#0000ff] Boję się tylko, żeby pies znowu nie złapał jakiejś infekcji, bo z pewnością te "wczasy" są dla niego przeżyciem. "[/COLOR][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][COLOR=#0000ff][/COLOR][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][COLOR=#0000ff][COLOR=black]Nie wiemy, co to znaczy[/COLOR]:placz:. [/COLOR][/SIZE][/FONT][/LEFT]
-
Tak, jest tam cały czas. Marta do niego codziennie jeździ. Niestety samopoczucie psa nie jest dobre:-(