-
Posts
8312 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by toyota
-
[quote name='wilczy zew']Jeśli po narkozie pies wychodzi na własnych łapach,to dostał wybudzacz.[/QUOTE] Tak wiem, w schroniskach tego nie stosują, bo to kolejny koszt. Mi chodziło o to, że są różne środki do narkozy dożylnej.
-
Jak psy trafiają do schroniska, to pierwsze co pracownicy szukają czy nie ma czipa. Jak pies jest brudny to tatuażu w ogóle nie widać. Nie każdy zestresowany pies da sobie obejrzeć brzuch, nikt go nie będzie wywalał na plecy. Uszy bywają tak brudne i zarośnięte, że nic nie widać. Pracownicy nie są znawcami ras, a pies brudny i skołtuniony nawet popularnej rasy typu pudel czy sznaucer może nie przypominać psa rasowego. Tatuaże bywają nieczytelne, szczególnie dla laików. Jak już w końcu ustali się hodowcę, to nic nie znaczy, bo niektórzy hodowcy nie mają umów, zwłaszcza jeśli pies ma już kilka lat, a w hodowli było wiele szczeniąt. Mamy w schronisku teriera walijskiego z tatuażem, biedak ma 13 lat, hodowca nie ma umów i pies skończy życie w schronisku, bo nie ma jak odnaleźć właściciela, a nikt go nie chce. Przerabiałam to kilka razy i jest to droga przez mękę. [B]Czipujcie swoje psy ![/B]
-
Ten samiec z pseudo pewnie dużo krył i jest rozbudzony, myślę, że będzie ciężko bez kastracji, bo w ten sposób znaczy teren, zwłaszcza, że ma "konkurencję" w postaci drugiego pieska.
-
Ale kto nie ryzykuje - nic nie zyskuje ! Oczywiście w granicach rozsądku. Każdy powinien podjąć decyzję zgodnie z własnymi przekonaniami, ale jak już ją podejmie, należy być konsekwentnym i odpowiedzialnym za stworzenie, obojętnie czy zostało kupione czy adoptowane.
-
[quote name='barbarasz49']Widzisz ja w pełni podzielam Twoje obawy i jestem zwolenniczką kupna lub wzięcia od kogoś za darmo szczeniaka. Najważniejszym argumentem jest dla mnie fakt że masz dziecko. Mnie też żal psów z bidula,ale widzisz te psy często maja za sobą złe przeżycia i przyzwyczajenia,trudniej adaptują się w rodzinie. Szczeniaka ułożysz sobie od małego i na pewno nie będzie zagrożeniem dla dziecka, czego nie możesz wiedzieć biorąc ze schroniska dorosłego psa z już ukształtowanym charakterem. No ale przecież wydaje mi się że w bidulach są również czekające na właściciela szczeniaki i wtedy nic nie stoi na przeszkodzie żeby takiego malucha adoptować,a wychowacie go sobie sami i na pewno będzie radością tak dla dzieciaka jak i dla Was. Takie jest moje zdanie dlatego,że znam przypadki że ludzie mający dzieci adoptują dorosłego psa,potem nie potrafią sobie z nim dać rady i potem nieszczęsny pies znowu trafia do schroniska,a bywa że jego los jest jeszcze gorszy.Lepiej zaoszczędzić i psu i Twojej rodzinie takich doświadczeń.[/QUOTE] Ja mam akurat inne doświadczenia. Wiele razy się z tym spotkałam, że ludzie mieli psy od szczeniaka, często rasy uważane za idealne "dla dziecka" (labradory) i kompletnie spieprzyli wychowanie, w skutego czego szukano dla psa nowego domu, a nawet psu groziła eutanazja z powodu agresji do dziecka. Czasami były inne problemy, zabrakło czasu dla psa i niszczył, załatwiał się w mieszkaniu, bo były oczekiwania, że psu 6 miesięcznemu wystarczą 3 krótkie spacery wokół bloku. Sama przygarnęłam kilkanaście dorosłych psów i w moim domu nie ma problemu w relacji dziecko -pies. Córka ma teraz 9 lat.
-
U mnie nawet chihuahua się tarzała w zdechłych dżdżownicach, jak nie było czegoś większego. Ewentualnie wygrzebywała z ziemi jeszcze żywe i robiła pad na dżdżownicę. Może po prostu mieszkasz w okolicy gdzie nie ma takich atrakcji ?! No nie wierzę ;). W pościeli też lubią, jedno drugiego nie wyklucza ;). Oprócz maltańczyka, który od razu zeskakuje z łóżka, a miał być pościelówką. Wskakuje tylko jak mnie budzi o 6 rano, żeby na mnie nawrzeszczeć, że już chce polatać po ogrodzie. Mam w domu terror. Inne psy nawet oka nie otworzą o tej godzinie. Wczoraj miał wielki kulki ze śniegu, jadę dzisiaj po kombinezon dla niego, bo w domu nie usiedzi, a nie nadaje się w taki klimat na dwór, jeszcze się rozchoruje.
-
Wiadomo, że co pies to charakter, ale są też cechy wspólne dla wszystkich, np. zamiłowanie do tarzania się w czymś śmierdzącym (możliwe, że są wyjątki, a ja nie mam szczęścia ;) ). Niestety niezależnie od tego czy champion, czy maltańczyk z jedwabistym włosem czy kundelek, duży pies 60 kg czy mały 2 kg ;). Może chodzi o to, że o każdego trzeba dbać, żeby był zdrowy i pięknie wyglądał, każdemu trzeba poświęcić czas na naukę choćby podstawowej ogłady i każdy miewa głupie pomysły. W tym kontekście nie widzę różnicy, czy kupiłam psa za 3 tysiące czy adoptowałam ze schroniska. Również kiedyś miałam przeświadczenie, że jak kupię psa określonej rasy, to będę miała dokładnie takiego jakiego chcę. I nie bardzo to się sprawdziło, bo podhalan zamiast dostojnie przechadzać się po podwórku i zajmować stróżowaniem, najbardziej lubił "chodzić" po płocie i zwiedzać okolicę i ciężko było go ujarzmić. Natomiast maltańczyk zamiast przenosić się z jednej poduszki na drugą, wcale nie chce spać ze mną w łóżku (co za rozczarowanie !), lata całe dnie po ogrodzie i ma ADHD i jest najbardziej upierdliwy ze wszystkich moich psów, a mam ich 11. Także są niespodzianki zawsze ;).
-
Chihuahua są wtedy naprawdę bardzo małe, a nie każdy kupujący ma doświadczenie, mimo największych chęci, by nie zrobić krzywdy takiemu maleństwu. Nie wszyscy też stosują się do zaleceń. Również koty w hodowlach wydaje się w wieku 12 tygodni, a nierasowe kociaki wcześniej. Wszystko jest sprawą umowną. Akurat w przypadku tak małej rasy nie ma dużych kosztów utrzymania, więc można sobie na to pozwolić. Mi się podoba, że jest w tej hodowli takie podejście, oczywiście jest to hodowla domowa.
-
[quote name='almonde']Co innego spacer, którego nie lubi, co innego wyjście na podwórko w celu załatwienia potrzeb, czego domaga się warczeniem. Warczenie nie musi zatem wiązać się z sygnałem gotowości do ataku? Niepokoję się, bo to pojawiło się niedawno, wcześniej nie miała tego zwyczaju. Ogólnie sunia jest łagodna, przylepa i nawet bojaźliwa (stąd niechęć do dłuższych spacerów).[/QUOTE] Mi się wydaje, że nie. Mój ma dopiero rok i też wychodzi ok. 12 w nocy, a drze japę już od 6 rano, że chce, żeby go wypuścić . Tylko on jeden i jeszcze drugi pies wychodzą na dwór tak rano, ale Docent to raczej towarzysko z nim idzie, reszta śpi, nawet oczu nie otwierają. Jak mały dostał opierdziel to na niewiele się zdało, bo za pół godziny znowu piłował i jeszcze w dodatku coś podlał jak leciał do drzwi. Tak więc wolę już tak rano zwlec się z łóżka, bo widać, że mu się rzeczywiście chce. Poza tym on jest młody, ma ADHD i dużo pije wody, więc częściej sika. A budzenie ranne wygląda tak, że najpierw kręci się w kółko jak szalony i szczeka a jak opornie się budzę, to wskakuje do łóżka, na moją pierś i warczy, jęczy i zawodzi. Mam 9 psów i żaden nie jest taki upierdliwy.
-
Mój maltańczyk też warczy i mi to nie przeszkadza ;). On ma taki sposób sygnalizowania potrzeb, nic się z tym nie wiąże strasznego ;). Moja córka mówi wtedy do niego "znowu marudzisz Fadzik", bierze go na ręce i zanosi na legowisko.
-
Ja również uwielbiam las i często spaceruję i tylko raz w życiu widziałam padłą sarnę, która być może została zagryziona -zostały już tylko resztki (kości, nogi, głowa), więc trudno stwierdzić, co było przyczyną śmierci. Natomiast jako wolontariusz schroniska, które zbiera padlinę, widziałam jak wiele padłych zwierząt leśnych ginie na drogach. Co do myśliwych, również niestety widziałam ogromne stosy martwych saren po polowaniu (kilkadziesiąt, sto ...). Widok jak dla mnie szokujący. Tak więc nie wyolbrzymiałabym problemu wałęsających się psów, owszem straszą zwierzynę, goniąc ją i najczęściej tylko tyle.
-
A właśnie to jest moim zdaniem błędne przekonanie większości ludzi, że pies z rodowodem ZKWP to musi kosztować grube tysiące, a tak wcale nie jest. Naprawdę psy z rodowodem można nabyć już za 1000 zł. Jest to pies "na kolanka", ale z dobrego skojarzenia, zdrowy, z umową, książeczką zdrowia. Taki piesek i tak będzie 100 razy bardziej rasowy i zadbany niż z pseudo. Zazwyczaj, bo niestety ale przekręty zdarzają się wszędzie. Oczywiście są rasy i szczenięta wybitnie rokujące wystawowo i ceny są bardzo różne. Ale nie oszukujmy się, przeciętny człowiek, który chce psa do kochania, kupuje go, bo mu się podoba jakaś rasa (najczęściej modna, bo zobaczył na ulicy) i patrzy na cenę, na zasadzie, że wszystkie szczeniaki są takie śliczne, to po co przepłacać ;). I kupuje z pseudo zamiast popytać w normalnej hodowli, a często za tą samą cenę miałby rasowego szczeniaka ! Moja znajoma sprzedaje teraz z jednego miotu chihuahua pieska za 1000 zł, a suczkę (wybitnie obiecującą wystawowo) za 2500 zł. Naprawdę pieskowi nic nie brakuje i jest śliczny. Rodzice są bardzo utytułowani, ale nie każdy przecież rodzi się miss świata ;). Znam kilku hodowców i wiem, że to jest powszechna praktyka w dobrych hodowlach, że ceny szczeniaków są bardzo zróżnicowane.
-
[quote name='lucky23']Wybaczcie jeżeli jest post pod postem. Booooże! Jaka cudna, różowa smycz! ♥ Skąd ją macie??[/QUOTE] Smycz świetna, ale niestety drożyzna, bo to Hurtta: [URL]http://pelna-miska.pl/pl/p/Hurtta-LifeGuard-smycz-NEON-Rope-8mm-x-150cm/4440[/URL] Chętnie bym kupiła jeszcze drugą w innym kolorze, ale na razie cud finansowy się u mnie nie zdarzył ;).
-
Moja Frania też ma taką obrożę, ale zatrzask: [IMG]http://imageshack.us/a/img849/3151/frank1n.jpg[/IMG] [IMG]http://imageshack.us/a/img541/456/frank3e.jpg[/IMG]
-
U nas też nie wszystko się zobaczy na wejściu, na taczkach nie wożą psów przy potencjalnych adoptujących :p. Z resztą to akurat chyba nie jest szkodliwe dla tych psów, tyle tylko, że strasznie wygląda, zwłaszcza, że jedzie na raz kilka nieprzytomnych psów jeden na drugim. Ja mówię o tym, jakie są realia, żeby ludzie zastanowili się zanim oddadzą swojego psa do schroniska, bo im się nie chce dłużej zajmować, albo żeby nie podrzucali do schroniska swoich szczeniaków, bo suka musi mieć przecież młode, bo tak natura chce itp. , i wierzą święcie, że dobrze robią, bo przecież schronisko się zaopiekuje. Otóż, opieka jest jak w obozie koncentracyjnym i ja na miejscu tych psów wolałabym popełnić samobójstwo waląc głową w budę, natomiast szczeniaki w większości umrą na parwowirozę. Mogłabym zamieścić fotki dokumentujące warunki tego schroniska, ale nie chcę zaśmiecać wątku i robić tu bałaganu. Dodam tylko, że kontrole z PIW są i jest wszystko w porządku.
-
To prawda, że początkowo jest się z hodowcą w kontakcie w przypadku jakiś problemów. Ja po zakupie 2 -miesięcznego podhalana, jak dojechałam do domu po ok. 150 km i w domu pies dostał czkawkę, to od razu dzwoniłam do hodowcy z pytaniem "co robić ?" :evil_lol:.
-
Paulina87 ma całkowitą rację ! Ja polecam adopcję z domu tymczasowego, od osoby prywatnej albo z fundacji. Zdarzają się psy, które dzieci nie lubią i odpowiedzialna osoba nie wyda takiego psa do domu z dziećmi. Osoby, które szukają domów dla bezdomniaków wkładają w to dużo wysiłku i serca i chodzi im o to, żeby pies znalazł dom, w którym będzie chciany i kochany, a nie taki, z którego "wyleci", bo nie pasuje do rodziny, albo co gorsza zrobi krzywdę dziecku. Pies wychowywany od szczeniaka niekoniecznie stanie się z "automatu" przyjacielem dziecka. Ja mam 11 psów i te przygarnięte jako dorosłe uwielbiają moją 10-cio letnią córkę, ale mam też rocznego maltańczyka, którego dostałam za darmo od właścicieli jak miał 5 miesięcy (nieprzemyślany zakup dla dziecka na ubiegłoroczną gwiazdkę), który za dziećmi nie przepada, a patrzy we mnie jak w obraz ;). Jeśli podejmiesz decyzję to napisz skąd jesteś, a podpowiemy Ci jakie fundacje i domy tymczasowe godne zaufania masz blisko. Myślę, że fajnie byłoby, gdybyś mogła pojechać z dzieckiem i zapoznać się z psiakiem przed decyzją o adopcji.
-
W schronisku jak kastrują psa, to wiozą go taczką ogrodniczą do "gabinetu", a zaraz po narkozie wrzucają od razu do brudnego kojca z kilkom psami. Narkozy są różne, w normalnym gabinecie weci stosują taką, która szybko się metabolizuje i pies wychodzi po zabiegu od razu na własnych nogach.
-
Martens, odpowiedzialność za psa spoczywa na właścicielach. To rzeczywiście jest bardzo proste dla niektórych -oddać psa najlepiej do schronu, niech sobie go ktoś inny adoptuje, niech pogryzie inne dziecko, w innym domu, najważniejsze, że ja nie poniosę żadnych konsekwencji, wydatków, prawda ? Myślę tu o stanowisku teściowej, które jest dla mnie karygodne i mam nadzieję, ze żadne schronisko tego psa nie przyjmie. Schroniska to nie są dożywotnie hotele dla psów, ani ośrodki resocjalizacyjne (niestety). Pies ze schroniska wychodzi najczęściej jeszcze bardziej problemowy niż był i trafia do przypadkowej osoby adoptującej. Znamy przecież realia. A ja na miejscu Kury, gdyby było rzeczywiści realne zagrożenie atakiem psa na moje dziecko, a teściowie byliby głusi, to opuściłabym ten dom i zabrała dziecko choćby do swojej matki. No chyba, że nie jest wcale tak źle.. Wówczas powtarzam się- to jest dom z ogrodem i można stworzyć bezpieczne warunki i dla dziecka i dla psa. Na bezludną wyspę i tak ten pies się nie wyprowadzi i musi funkcjonować pomiędzy ludźmi.
-
Tutaj jest dział [URL]http://www.dogomania.pl/forum/forums/28-Psy-do-adopcji-znalezione/page2[/URL] Myślę, że warto założyć psu wątek ze zdjęciami i opisem charakteru w pierwszym poście. Ewentualnie poprosić o pomoc w ogłoszeniach, są bazarki - można wykupić ogłoszenia na wielu portalach. Radzę zrobić wizytę przedadopcyjną przed oddaniem psa (również można kogoś o to poprosić, jak już będzie chętny potencjalny dom), wykastrować psa, spisać umowę adopcyjną, w której umieścić m.in zakaz trzymania na łańcuchu i zapewnienia mu karmy, wody, legowiska, także zakaz brania udziału w psich walkach. Może ktoś wysłałby gotowca, bo ja niestety zgubiłam w kompie ? Mam tylko podrukowane. Trzeba być przygotowanym na to, że pies z adopcji może wrócić. Ludzie robią takie numery, że im się odwidzi i mogą po prostu oddać psa lub odwieźć go do schroniska. Z tym, że znane mi schroniska nie przyjmują psów od prywatnych właścicieli. Ponadto behawiorysta, żeby ocenił czy pies nie zagraża otoczeniu, bo może w ogóle nie kwalifikuje się do adopcji i zeżre obcą osobę, albo problem jest wyolbrzymiony i pies będzie mógł zostać tam gdzie jest. Pies oddawany do adopcji musi mieć książeczkę zdrowia z aktualnym szczepieniem na wściekliznę. Gdyby krótko po adopcji kogoś ugryzł, to Wy możecie mieć przykre konsekwencje z tego tytułu, że był nieszczepiony.
-
Aleola, ja bym najpierw spróbowała po prostu spokojnie porozmawiać z sąsiadem. Może on nawet o tym nie wie, że pies tak wyje. Zasugeruj mu konieczność zatrudnienia osoby, która będzie psa częściej wyprowadzała. Są też takie feromony specjalne dla psów, które pomagają w wyciszeniu emocji. Poszukaj najlepiej sama w necie i wydrukuj, niech sąsiad zakupi. Oczywiście najlepsze byłoby uczenie psa zostawania w domu, ale z tego co piszesz, to pies jest całe dnie sam. W każdym razie, niech wiedzą, że to jest uciążliwe i niech próbują coś z tym zrobić. Dopiero jak nie będzie żadnej reakcji z ich strony, można próbować z jakimiś skargami, ale ja nie jestem za wszczynaniem sąsiedzkich "wojenek", bo szkoda na to nerwów ;).
-
[quote name='Sybel']Nie wiem, jak można nie rozumieć powagi sytuacji. Autorka NIE JEST właścicielką psa, jest mamą, do tego nie ma siły ani możliwości fizycznie zająć się psem. Po prostu. Zbrodnia? Wyprowadzić się nie ma gdzie, ani jak - to akurat żadna nowość w naszym pięknym kraju, nie każdego stać na dom z ogrodem i stado psów. Autorko, jeśli zdołasz namówić rodzinę na oddanie psa, postarajcie się poprosić jakąś fundację, np. niechciane i zapomniane, czy jakąs inną lokalną, o patronat i opiekę nad adopcją. Można tak zrobić, zeby pies trafił do właściwego domu. Powiedz, że nie chcesz, zeby twoje dziecko zostało przerobione na tatara przez psa zaniedbanego przez obu panów[/QUOTE] Akurat trafiłaś kulą w płot, bo autorka wątku mieszka w domu z DUŻYM ogrodem. Fundacje to nie są jacyś nadludzie, którzy mają nadzwyczajną wiedzę i zdolności. DT oferują osoby, które zazwyczaj mają rodziny, dzieci i swoje psy. I wszystko muszą pogodzić i wszystkim zapewnić bezpieczeństwo. Nierzadko są to ludzie pracujący. Członkowie fundacji zajmują się pomocą charytatywnie, bezpłatnie i w swoim wolnym czasie (jeśli ktoś tego jeszcze nie wie). I najczęściej zabierają z ulicy zwierzęta w koszmarnym stanie, połamane, łyse, stare, chore itp.itd Na psy od prywatnych właścicieli, którym się odechciało zajmować psem, nie ma niestety już miejsca. Nie da się przerobić tego oceanu ludzkiej głupoty i nieodpowiedzialności.