-
Posts
2390 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by jola od jadzi
-
A Lesio już ciachnięty,bez jajeczek gamoń mały...To dzisiaj był ten dzień...
-
Nemo był ze mną na krótkim spacerku, troszkę zrobił sam siusiu, troszkę mu pomogła Bunia...Jest słaby, pękają mu żyły ale przemaszerował prawie dziarsko przez całe podwórko,biedaczek, usiłował zrobić koo ale niestety, nie wyszło.Jamniś walczy, stara się, ale jest słabiutki, większość czasu spędza leżąc pod ciepłym kocykiem...A Bunia walczy razem z nim... Musimy wierzyć, trzymać kciuki,że się uda, że jeszcze troszkę życia przed nim, ja wierzę w to mocno....
-
Cioteczki,kilka dni temu widziałam na kwarantannie śliczną rudą jamnisię,już miała kaszel niestety,ale pewnie kwarantanna się skończyła,widziałam tez w pierwszym boksie, w hoteliku, piaskową szorstkowłosą jamnisię, taką strasznie dłuuugą, jej zdjęcie jest na stronie schroniska,czy mnie się wydawało, czy ktoś tu pytał o jamniczki?
-
Łódź-DWIE JAMNICZKI ,matka z córką, MAJĄ DOM!!!!!
jola od jadzi replied to Moriaaa's topic in Już w nowym domu
Jakie piękne nasze jamnisie, wzruszyłyśmy się z Natą oglądając dziewczynki, jak one dobrze trafiły, jak bardzo im się udało... Małgosiu, to dzięki Tobie...Jeszcze raz dziękujemy... -
Powiem jeszcze,że dziś byłam z nim na spacerze,jamniś samodzielnie zrobił siusiu i to całkiem sporo,przeszedł przez całe podwórko i byl zainteresowany różnymi zapachami,sam wrócił na posłanko i przy nas zjadł małe co nieco w postaci kilkunastu groszków Royala...Bunia o niego walczy jak lwica i chociażby z tego powodu wierzymy wszyscy, że Nemuś da radę, że będzie walczył,że się nie podda...
-
Mamy Lesia! Zaraz jedziemy z nim do Buni bo jest cały podrapany, musiał walczyć z innymi kotami, nóżka też wygląda gorzej... Więcej napiszę wieczorem, jak się wszystko uspokoi bo na razie wszystkie zwierzęta szaleją, chyba od waleriany...
-
Dziękuję bardzo Małgosiu,pozdrowię ją jak tylko wróci!
-
Natalia wróciła i oblegała komputer, dlatego piszę teraz... Rano Lesiu przybiegł już o ósmej do jedzenia ale jest bardzo czujny, niewielki ruch ręką i ucieka...Zaniosłam mu jedzenie do wraku okolo 10 około 16 poszłam sprawdzić, nie było go,jedzenie było nieruszone. Teraz przed 20 znowu przyszedł pod blok,zjadł tyle,że myślałam,że pęknie, ale jedząc cały czas się rozglądał, reagował na każdy ruch natychmiastowym czmychnięciem, po kilku chwilach wracał,żeby dokończyć jedzenie... Cały czas myślę, czy wejdzie do klatki, automatyczną klatkę będę miała dopiero w piątek, i to najprawdopodobniej tylko na 1 dzień, bo jest gdzie indziej potrzebna.A co, jeśli się przez dzień nie złapie?A jeśli się nie złapie do 18? O tej godzinie zamykają firmę i nie można tam już wejść.Jestem strasznie zmęczona psychicznie i fizycznie tą gonitwą za kotem, martwię się do tego,że on marznie, noce są takie zimne...
-
I dziewczyny... Dzięki,że zaglądacie i trzymacie kciuki!
-
Dzisiaj rano Lesio przyszedł pod blok,pierwszy raz od ucieczki, przyszedł do jedzenia,odważył się wreszcie!:multi:
-
Jak miło Cię i tu zobaczyć Małgosiu...Już wiesz o Lesiu-uciekinierze? Pozdrawiam Cię serdecznie i dziekuję za wsparcie na forum miau!
-
Jolu, dziękuję bardzo, i trzymanie kciuków i powodzenie przyda się na pewno! Pozdrawiam również, i zaglądaj tu czasem, bo niewiele nas tu jest na tym wątku...
-
Byłam u niego przed 18, tuż przed zamknięciem firmy,był znowu we wraku. Kiedy mnie zobaczył powoli wyszedł ze swojego legowiska ale nie uciekal, odszedł na kika metrów, odwrócił się i stanął patrząc na mnie. Stał tak przez chwilę i odszedł w stronę zarośli. Miseczka była pusta, znowu mu zostawiłam jedzonko na noc, pewnie w nocy zmarznie ale chociaż nie będzie głodny...
-
Małgosiu, Mulinko, powiem tak, gdybym widziała,że Lesio jest zupełnie dzikim kotem, gdyby nie dał się przytulać, głaskać, gdyby sam nie przysuwał się do tego głaskania i nie mruczał podczas...odpuściłabym... Łapkę miał już w miarę zaleczoną,wcześniej była w strasznym stanie i jakoś dawał sobie radę na wolności...Ale ten kot sprawiał już wrażenie udomowionego,nie bał się tak ludzi, nie reagował agresywnie, jego początkowe syczenie przechodziło zaraz w miauczenie,czekał na jedzenie, na głaski, na każdą formę zainteresowania się nim, czekał po prostu aż do niego zajrzę, posiedzę z nim...I dlatego ta ucieczka tak bardzo mnie męczyła, wyobrażałam sobie ,że umiera gdzieś bezradny, niepełnosprawny, nie potrafiący zdobyć sobie pożywienia...Myślę(nie personifikując absolutnie), że teraz jest dla swoich dzikich braci czymś w rodzaju odszczepieńca, już nie dziki a jeszcze niezupełnie udomowiony. On nie przychodzi wraz z innymi kotami do jedzenia, mimo,że na pewno jest bardzo głodny,nie przychodzi być może dlatego,że nie zostanie przyjęty przez inne dzikie koty,być może też dlatego,że się boi, że znowu zostanie złapany, to przecież nie jest miłe przeżycie dla niego, prawda? A wracając do złapania go, Mulinko, ja mu muszę dać trochę czasu,żeby spokojnie podchodził do jedzenia, żeby wiedział, że przy jedzeniu nic mu nie grozi,żeby nabrał zaufania, wtedy, mam nadzieję wejdzie do klatki, żeby zjeść...Nie mam innego pomysłu...:-(
-
Potrzebuję automatycznej klatki-łapki,ale nie takiej dużej bo boję się,że jak zapadka spadnie a on nie będzie całkiem w klatce to jeszcze mu coś zrobi. Na klatkę ręczną nie mam co liczyć, nie przyjdzie, jak mnie wyczuje...
-
Ale jest strasznie chudy. Jak byłyśmy z nim u Buni w środę to Bunia powiedziała,że przytył, nabrał ciałka, a teraz... Chudzina z niego została, on nic nie jadł, nie złowił też nic bo jak, z tą ranną łapką?
-
:multi: Widziałam Lesia!!!! Poszłam rano do wraku samochodu i był!!!Leżał w miejscu, które wczoraj mu przygotowałam , z tyłu wraku, tam gdzie jest jedyna szyba, z przewróconych oparć foteli zrobiłam mu coś w rodzaju schronienia przed deszczem i wiatrem . Spojrzał na mnie, podniósł się i nie uciekał w panice tylko wyszedł z samochodu na tyle wolno,że mogłam mu się przyjrzeć. Jest bardzo chudy i brudny, mam wrażenie,że nic przez te sześć dni nie jadł, może dlatego też nie uciekał szybko, bo nie miał siły...Zostawiłam mu w tym wraku miseczkę z jedzeniem, drugą miseczkę z wodą i odeszłam, nie szukałam go, chciałam żeby szybciutko wrócił i zjadł, żeby już nie był głodny. Myślę,że on nie przychodzi do budek z jedzeniem pod blokiem bo jest tu dominujący kocur, który nawet małe kociaki odgania od misek, a Lesio jest przecież ranny i słaby więc nie miałby szans... Mam zamiar przez kilka dni zanosić mu jedzenie,żeby nabrał pewności,że jest bezpiecznie, około piątku pomyślę, jak go złapać, teraz to tylko automatyczna klatka-łapka mnie ratuje, tej zwykłej nie ustawię bo nie będę miała gdzie się schować...Jezu, jak się cieszę, że Lesio żyje! I nóżka nie wygląda najgorzej, nie krwawiła przynajmniej...
-
Małgosiu, dziękuję za ciepłe słowa, dobrze wiedzieć,że jest ktoś, kto choć pocieszy i podniesie na duchu... W dzień, kiedy coś robię jest jeszcze jako tako,rozwalają mnie wieczory,kiedy wyobrażam sobie,że on jest taki przerażony...To jest niby mały dzikusek ale taki przylepkowy, sam się podkładał do głaskania i miziania, cały czas mam go przed oczami...
-
A mnie oprócz Lesia przepadł (co widac na załączonym obrazku) mój podpis...
-
Wiadomości brak oprócz tego,że we wraku samochodu jest dużo białej sierści, chyba jednak tam nocuje Lesio, ale nadal nikt go nie widział...Dziewczyny z miau podsunęły mi pomysł, bym zanosiła do wraku jakies jedzonko,żeby się przyzwyczaił,że tam zawsze będzie, może dzięki temu uda się go zobaczyć... Jutro wraca w nocy Natalia i aż się boję, co jej powiem, jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona,prawie nie chodze do pracy, niewiele śpię bo nasłu****ę w nocy czy gdzieś nie miauczy,chodzę po osiedlu jak nawiedzona i szukam Lesia. A Lesio "jak kamień w wodę", przepadł.:-(
-
A jeśli chodzi o dzielnicę... mieszkam na Widzewie