Jump to content
Dogomania

jola od jadzi

Members
  • Posts

    2390
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by jola od jadzi

  1. Coś się nie zapisuje wszystko... Na naszej stronie [url=http://www.niechcianeizapomniane.org]Fundacja Niechciane i Zapomniane - SOS dla Zwierz
  2. Ale mnie zawstydziłaś....:oops: Justynko, to, że biorę starsze psy to pewnie zwykły przypadek, aczkolwiek gdybym miała do wyboru: szczeniak albo staruszek to na pewno wybrałabym staruszka.Ludzie w większości nie wiedzą, ile miłości, przywiązania, wierności jest w tych porzuconych starszych psiakach.Wyobrażają sobie, że mając psa od szczeniaka będą mogli wychować go tak, jak by chcieli i pewnie to racja. Ale ja cały czas trafiam na wspaniałe psy, psy po przejściach, to prawda, ale ile satysfakcji sprawia, gdy te psy zapominają o tym, co przeszły i zachowują się, jakby były u mnie od zawsze...Taki był Szkielecio, taka jest Jadzia... A Jadzia, Jadzia jest zdiagnozowana, dostaje specjalistyczną karmę Hepatic, dostaje leki, antybiotyk(miała silną infekcję górnych dróg oddechowych), na razie jest w miarę dobrze i oby jak najdłużej to się utrzymało. Jak będziesz miała kiedyś chwilkę czasu zajrzyj na stronę naszej fundacji [url=http://www.niechcianeizapomniane.org]Fundacja Niechciane i Zapomniane - SOS dla Zwierz
  3. Wczoraj, na spacerze z dziewczynkami spotkałam jedną z sąsiadek,spytała o Szkieletka a mnie znowu klucha stanęła w gardle i wybąkawszy coś uciekłam, żeby się nie poryczeć. Nazywała zawsze Szkielecia Żeberkiem, twierdząc, że tak jest ładniej.Chciałabym móc spokojnie, bez emocji o nim rozmawiać, ale jeszcze chyba nie ten czas, na razie musi wystarczyć mi pisanie...
  4. Cały czas tłumaczę sobie, że biorąc do domu starsze psy powinnam być przygotowana na wszystko, a w szczególności na choroby, ale to trochę za szybko, za dużo... Dopiero walczyłyśmy z Natalią o życie Szkielecia i niestety przegrałyśmy tę walkę, a teraz wszystko przed Jadzią? Parszywe jest życie starutkich psów, parszywe...
  5. Jadzia jest już po usg jamy brzusznej, ma guza wątroby...
  6. [quote name='monikab']biedna suczyna,ten pseudo właściciel sk****syn,oby cierpiał tak jak ona.To że suczyna uchyla się w czasie dotyku jej łebka wcale nie musi oznaczać,że byla bita.Mój buldog nigdy nie lubił dotyku po łebku,zawsze się uchylał.Angliki mają swój świat i większość czułości odbierają zupełnie obojętnie.Mam nadzieję,że jej organizm nie jest drastycznie wyniszczony.[/quote] Seta nie uchyla się w czasie dotyku jej łebka, ona uchyla się przed zbliżającą się dłonią...A poza tym jest wspaniałą, piękną sunią,szkoda tylko, że tak wyeksplatowaną licznymi ciążami... Seta jest już w drodze do DT, mam nadzieję, że stanie się on domkiem stałym i sunia będzie tam hołubiona i rozpieszczana tak, jak na to zasługuje.
  7. Pamiętam, gdy cała psio-kocia piątka zaczynała rozrabiać, gdy ich gonitwy i harce powodowały fruwanie mebli, usiłowałam przywołać zwierzaki do porządku, w pośpiechu wymieniając ich imiona. I do dziś wymieniam imię Szkielecia prosząc, by się uspokoił, a przecież on jest już taki spokojny...
  8. Też mam nadzieję, że Szkieluś opiekuje się dziewczynkami i nie tęskni za nimi tak bardzo, że chciałby którąś z nich zawołać.... Pola jest w dobrym stanie, złapała tylko wstrętną infekcję, dostaje antybiotyk, gorzej jest z Jadzią, naszą staruszeczką,Jadzia oprócz tego samego wirusa ma stwierdzoną niewydolność wątroby. Próby wątrobowe sześciokrotnie przewyższają normę,Jadzia nie chce jeść, niewiele pije, jeździmy z nią codziennie na kroplówki, dostaje leki,być może dzisiaj zrobimy usg wątroby, boję się tego bardzo, boję się żeby nie stwierdzono najgorszego...
  9. Wczoraj minął miesiąc, to już miesiąc nie ma z nami Szkieletka... Pola jest chora,dostaje antybiotyk, z Jadzią raniutko jechałyśmy prawie na sygnale do lecznicy,nie je nic od dwóch dni, łapki zaczęły jej się dzisiaj rozjeżdżać.Ma 41 stopni gorączki,zawalone gardło,infekcja...Nie wiem co się stało z nimi,obie są osowiałe, smutne. Ja też. Brakuje mi Szkielecia...
  10. Cioteczki, jest cisza bo...cicho wokół Liska, nikt o niego nie pyta, nie ma jakoś tłoku wokół niego... Mały ma się dobrze, jest zdrowy, czasem pokazuje, że ma charakterek. Ogłaszamy go wszędzie gdzie się da, nie zmienia to jednak faktu,że nikt o niego nie pyta i że jest troszkę zapomniany.
  11. Aniu,znam historię Twojej Psotki, czytałam jej wątek za TM, wiem również, że i Ty sama zmagasz się z problemami, dlatego dziękuję Ci bardzo za te słowa... Tak naprawdę każdy z nas teoretycznie jest przygotowany na to, co nieuchronne,wiemy, że kiedyś nasze zwierzęta odejdą, ale jak bardzo inaczej to wygląda w sytuacji,gdy musimy przez to przejść... Trzy lata temu, 30 kwietnia 2005 roku czyli kilka miesięcy wcześniej przed tym, co spotkało Ciebie i Twoją ukochaną sunię, musiałam pomóc odejść mojej ukochanej Zuzi, 13-letniej jamniczce. Długo po jej śmierci nie mogłam dojść do siebie.Targały mną wyrzuty sumienia, że może odeszła zbyt wcześnie, że mogłam spróbowac jeszcze czegoś innego, że może inne leki, inny lekarz... Żal, tęsknota, wielki smutek, to wszystko spowodowało, że nie chciałam, nie mogłam o tym mówić, na słowo Zuzia reagowałam łzami, wydawało mi się, że żaden inny pies nie jest w stanie mi jej zastąpić.I jest to prawda, nikt nie zastąpi mi Zuzi ale teraz mam pewność, że inny pies może zastąpić pustkę po tym, który odszedł. I właśnie Szkielecio wypełnił puste miejsce po Zuzi, nadał sens temu, co robię, pozwolił otworzyć mi oczy na ogrom psiej tragedii. Mój żal po śmierci Szkielecika jest inny od tego, który przeżywałam po śmierci Zuzi. Po jej śmierci była kompletna pustka, nie chciałam wracać do domu, do pustego domu.Teraz w moim domu machają do mnie jeszcze cztery ogonki i czekają obowiązki z nimi związane.Podświadomie wiem, że moje zwierzęta odczuły też śmierć a przynajmniej brak Szkielecia, Pola, która zawsze przy nim spała wtulając się w jego grzbiet, stała się nieznośna, gryzie wszystko, co jest w zasięgu jej pyska, zrobiła się z niej taka mała niszczarka...Wszystkim nam bardzo brakuje Szkielecia, jego nieobecność jest taka...namacalna, jeśli można tak to nazwać. Wiem jedno, ponieważ długo potrwa, nim będę mogła spokojnie mówić o moim ukochanym Szkieleciku, postanowiłam o nim pisać. Ten wątek sprawi, że mój Szkielecio nie całkiem umrze, że nawet jeśli zaistnieje przez moment w świadomości tych, którzy o nim przeczytają, to będzie żył nadal. Nie tylko w moim sercu i w mojej pamięci.
  12. A co teraz z nim, już nie wstaje?
  13. Codziennie zasypiam z nadzieją, że może tej nocy mi się przyśni, że przyjdzie zdrowy, radosny, jak kiedyś...Czasem śnią mi się psy, wszystkie inne, znane mi i nieznane,Szkieletek nie przychodzi...
  14. Dzięki Justyna... Dzisiaj przeczytałam, że Szkielecio jest aniołkiem...On był aniołkiem przez całe swoje niełatwe życie,a na pewno przez ostatnie trzy lata życia u nas.Był taki...spolegliwy,pokorny, godził się na wszystko, nawet wtedy, gdy nie chciał już jeść a my z Natą karmiłyśmy go strzykawką, nawet wtedy się nie bronił , poddawał się wszystkim czasem bolesnym zabiegom, czy wiedział, że chcemy mu pomóc,czy wiedział, że tak bardzo chciałyśmy by żył?
  15. Ataki powtarzały sie coraz częściej, wet twierdziła, że nie ma potrzeby podawania leków przeciwpadaczkowych, a ja się zwyczajnie bałam...Bałam się każdego kolejnego ataku bo był silniejszy od poprzedniego. Poszłam ze Szkieleciem do dr J. który stwierdził, że przy tym rodzaju padaczki leki powinny być podawane od dawna.I zaczęliśmy... A Szkieluś między atakami funkcjonował całkiem normalnie. Biegał, poszczekiwał na większe od siebie psy,wylegiwał się na balkonie na słońcu i pilnował mnie, gdzie byłam ja, był i Szkieletek.Chodził za mną jak cień...
  16. Misiu, pamiętam o Tobie... Wrócę tu niedługo...
  17. Kudłatka Tonia, znaleziona w strasznym stanie w stawie,ktoś chciał ją tam utopić...Walczyła dzielnie ale serduszko nie wytrzymało... Odeszła 19 listopada 2008 roku.
  18. To prawda...U mnie po śmierci Szkielecia zostały jeszcze cztery ogonki i dzięki nim łatwiej jest przejść to wszystko...Pomimo bólu...
  19. Sybel, napisałaś, że może dużo tego... Spójrz, tyle pięknych historii tylu psów, zawartych w jednym opowiadaniu... A przecież to tylko kilka zdań o każdym z tych psiaków,ich kilku czy kilkunastoletnie życie pełne przygód,zabaw, codziennych naszych trosk w jednym poście...Chociaż tyle możemy im dać,by nie umarły na zawsze...
  20. I kolejna wizyta u lekarza...Wet stwierdziła, że ataki występują zbyt rzadko, by podawać leki przeciwpadaczkowe, mam tylko obserwować... A między atakami Szkielecio zachowywał się, jak normalny, zdrowy pies.Powoli kończyły się problemy z wypróżnianiem, jadł tylko gotowane mięso z dużą ilością błonnika w postaci warzyw, interesował się otoczeniem, bawił się, biegał...Nie lubił dużych psów, jeśli próbował atakować to tylko większe od siebie, w stosunku do małych psiaków był bardzo przyjazny,gdyby miał ogon to na pewno by nim machał, niestety, najprawdopodobniej został mu kiedyś wyrwany, nie miał nawet jego szczątkowej postaci...
  21. Lekarz, któremu opowiedziałam o tym zdarzeniu zbagatelizował sprawę, uznał, że nic się nie stało niepokojącego, powiedział, żebym się tym nie martwiła. Uspokojona wróciłam do domu i rzeczywiście, przez kolejny miesiąc nic się nie działo. Kolejna sytuacja wyglądała o wiele bardziej dramatycznie. W przedpokoju Szkielecio przewrócił się, usiłował podnieść ale nie potrafił, trząsł się cały... Najbardziej zdumiewające było zachowanie kotki, dobiegła do niego przywierając całym swoim ciałem tak, jakby chciała go objąć, Natalia zrzuciła ją ze Szkieletka nie wiedząc tak naprawdę, co się dzieje,Szkielecio sprawiał wrażenie nieprzytomnego,kotka przyglądała mu się z boku...To wszystko trwało co najmniej 5 minut, po chwili, gdy mógł już spokojnie usiąść, zwymiotował. Obok wymiotowała kotka. Byłam przekonana, że to zatrucie pokarmowe, oba zwierzaki wymiotowały,zastanowiło mnie tylko ich zachowanie po tym wszystkim, żadne z nich nie sprawiało wrażenia chorego, zachowywały się tak, jakby nic się nie stało...Lekarz po zbadaniu obu zwierząt potwierdził, że nic im nie jest i że była to najprawdopodobniej chwilowa niedyspozycja żołądkowa, być może tak było, ale u obu naraz? Gdy wydarzyło to się w odstępie kolejnego miesiąca wiedziałam już, co to jest, długo to trwało nim się zorientowałam ale po raz pierwszy spotkałam się z padaczką u psa, u mojego psa...
×
×
  • Create New...