Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. [quote name='Balbina12']Owszem, ale na behawiorystę też trzeba mieć kasę a w tamtym domu panowało takie ubóstwo ,że złapalibyście się za głowę. Nie ma na podstawowe ubrania,nawet te używane a ma być na szkoleniowca???[/QUOTE] No to brawa za odpowiedzialność, że do tego wielkiego ubóstwa i chorego dziecka wzięli jeszcze psa po przejściach i zorali mu głowę przejściem przez kolejne ręce i porzuceniem "bo szczeka". To nie jest przykład typu "dziecko ważniejsze od psa" tylko "kolejni idioci biorą psa traktując go gorzej niż rzecz"... :wallbash: Już nawet nie mówię o szkoleniowcu - ale co pies ma jeść u ludzi, którzy nie mają nawet na ciuchy z lumpeksu?! I oddany, "bo szczeka" - no bo pewnie, łatwiej wziąć ze schroniska pieska-zabawkę na test, zobaczyć jak to będzie, no ale ups, szczeka, dziecko się boi, to piesek papa... Jakby nie można było sprawdzić wcześniej, jak w ogóle to chore dziecko reaguje na psy, na szczekanie. To dopiero paranoja po całości.
  2. [quote name='Mani2000']może boston terier mops lancashire heeler welsh corgie pembroke shar pei walijski springer spaniel baset hound beagle jamnik basenji pinczerek jack russel terier rat terier jest więcej ale póki co chyba starczy[/QUOTE] Na pewno już starczy, bo połowa ras nijak nie pasuje do podanych wymagań, basset czy shar pei na pewno jest bardzo mały :razz: pinczerek czy jamnik niehałaśliwy :lol: a heleer czy rat terrier są do sprowadzania zza granicy, w dodatku to rasy nieuznane przez FCI. Losowałaś je na chybił trafił z encyklopedii? :razz: Ponabijać posty można sobie gdzie indziej.
  3. Absolutnie nie wolno dawać psu gotowanych kości! Od takich kości, szczególnie wieprzowych i wołowych, pies może nabawić się czopów kostnych w jelitach i wylądować na stole operacyjnym. Kości podaje się tylko i wyłącznie surowe; mogą być wieprzowe, cielęce, wołowe, drobiowe też - przykładowo szyje z indyka, ale tylko i wyłącznie surowe. Jeśli karmisz psa karmą lub gotowanym, dawaj taką kość 1-2 razy w tygodniu - kości wieprzowe, wołowe podawane codziennie bardzo obciążają przewód pokarmowy, są ciężkostrawne, z czasem mogą powodować zaparcia i inne problemy jelitowe.
  4. Chart z instynktem pogoni wybujałym pod niebo do tego stopnia, ze większości nie da się puścić poza ogrodzonym terenem - taaak, rzeczywiście świetny materiał na bezstresową konną przejażdżkę po lesie. Psy myśliwskie podobnie... :roll: Owczarki niemieckie z linii użytkowych świetnie sobie poradzą przy koniu, podobnie inne owczarki lżejszego typu jak belgi, OH czy aussie, kelpie. Kundelki w ich typie też. A w tym, że ktoś nie chce jechać na koniu w kropki z psem w kropki też jakoś nie widzę nic zdrożnego...
  5. [quote name='xxxx52'] Mysle ze wszystkiemu sa winni "opiekunowie " gdyz 40 % pies odziedzicza po rodzicach ,ale 60% jest efektem wychowania. [/QUOTE] Mogę prosić o źródło naukowe? Bo w jakim % wychowanie a w jakim geny odpowiadają za zachowanie psa, nie doszli jeszcze najwięksi uczeni, a xxxx52 już któryś raz tak dobitnie o tym pisze, że jestem bardzo ciekawa, kto i jak w końcu dokonał tak ważnych odkryć naukowych.
  6. Mnie w ogóle zszokował pierwszy post - piesek nie może sikać w domu, bo dziecko, bo zarazki... No przykro mi, ale zwierzęta mają to do siebie, że sikają w domu, srają (szczególnie jak trafi się biegunka), wymiotują, chorują i poza nielicznymi wyjątkami konkretnych chorób zakaźnych i zaniedbaniu odrobaczenia dziecku to w żaden sposób nie zagraża, ba, wywiera korzystny wpływ na system odpornościowy. Domyślam się, jaki los czeka pieska, kiedy okaże się chory czy będzie sprawiał inne problemy, w wyimaginowany sposób zagrażające dziecku. Z tekstu o pseudohodowlach też się uśmiałam - ja ich nie popieram, ja tylko u nich kupuję :lol: Koty owszem, oddaje się po ukończeniu 3 m-ca życia, ale koty to "trochę" inne zwierzaki, mają nieco inną więź z człowiekiem niż psy, inne potrzeby, inny poziom udomowienia, nieco inne warunki życia w przyszłości. Podam przykład - w przypadku ras psów użytkowych o dość pobudliwej psychice, skłonnej do powstawania lęków w razie zaniedbań w socjalizacji, pozostawienie szczeniaka do 3-4 miesiąca życia w hodowli to wręcz zrobienie z niego psychicznej kaleki - i przykładowo owczarki belgijskie zaleca się odbierać i intensywnie socjalizować jak najwcześniej, czyli już w wieku 7 tygodni. W hodowli nigdy nie będzie możliwa taka socjalizacja szczeniaka jak u nowego właściciela choćby dlatego, że brak będzie kontaktu z docelowym środowiskiem, w którym pies będzie żył (nowy dom i członkowie rodziny); pod terminem socjalizacji kota też kryje się nieco inne postępowanie niż w przypadku socjalizacji psiej, bo kocia socjalizacja obejmuje przede wszystkim naukę kocich zachowań i umiejętności obcowania z innymi kotami, czego młode koty uczą się od matki i rodzeństwa - stąd te 3 miesiące - socjalizacja psa to socjalizacja do życia przede wszystkim z ludźmi, funkcjonowania w mieście, wśród mnóstwa psów innych niż matka i rodzeństwo czy psy domowe, a z którymi pies spotyka się na spacerach... Hodowca nie jest w stanie zrobić tego z całym miotem szczeniąt, nie jest w stanie poświęcić na to tyle czasu i pracy co nowy właściciel jednemu psu. Najpierw zdobądź podstawową wiedzę na temat faz rozwoju młodego psa i tego jak trzymanie szczeniaka w hodowli kilka miesięcy kończy się w praktyce dla psychiki psa, a dopiero potem nazywaj o wiele mądrzejszych od siebie ludzi chamami i prostakami :roll: bo wystawiasz właśnie takie świadectwo sama o sobie, obrażając ludzi w tematach, na które jak się okazuje sama jesteś niedouczona. Ja po lekturze całego wątku polecam pudelka pluszowego: [URL]http://allegro.pl/poduszeczka-zabawka-pluszowa-pudel-i1351026459.html[/URL] Hypoalergiczny (można prać), nie sra, nie szczy, nie choruje, nie kosztuje 2000 zł, odebrać od "hodowcy" można nawet w wieku 2 tygodni i tęsknił za mamą nie będzie, a utrzymanie nie wymaga ani nakładów finansowych, ani wiedzy. I podziwiam osoby, którym chce się jeszcze takiej osobie doradzać i szukać jej linków do hodowli - mnie każdy post utwierdza w przekonaniu, że psa nie powinna mieć w ogóle, a przynajmniej do czasu, kiedy nie uzupełni elementarnej wiedzy na tematy kynologiczne, tudzież będzie miała na to warunki finansowe i unormuje podejście do tematu pies-dziecko.
  7. [quote name='AnnaAntonina'] Nie odbieraj mojej wypowiedzi jako ataku na swoją osobę, ani tym bardziej jako wyrazu chęci do kłótni. Ja chcę tylko powiedzieć, że Quatro można było uratować. Bo na początku był 'agresywny'. A potem już niestety naprawdę agresywny.[/QUOTE] Wiem - ale z Quatro problem leżał w tym, że dotychczasowi właściciele nie mieli ochoty ani warunków na pracę z tym psem. Gdyby nie to, może mogłoby być inaczej, a wyszło jak wyszło, bo w odpowiednim momencie zabrakło ludzi znających się na rzeczy, którzy mogliby zabrać go do siebie i się poświęcić ratowaniu go. Wspomniałam o Quatro właśnie dlatego, że nie chciałabym, żeby ten pies podzielił jego los - albo niech pracują z nim jego właściciele, albo niech zostanie uśpiony bez tej całej szopki i niepotrzebnego stresu i cierpień związanych z porzuceniem. Przyczyna agresji u Quatro w takim nasileniu jest oczywista - postępowanie ludzi, ale to nie zmieniało faktu, że pies stał się niebezpieczny i skończyły się sensowne pomysły na zapewnienie mu przyszłości - zawiedli przede wszystkim jego opiekunowie. A tu dodatkowo problem jest taki, że pies już nawet nie straszy czy nie łapie za rękaw jak Quatro, tylko gryzie całkiem na serio; jeszcze nie tragicznie, ale ślady już zostawia, bo rana na 1 szew to może jeszcze nie urwana głowa, ale to już nie siniak czy czerwony ślad na ręce.
  8. [quote name='rekus']C wlascicielm psa w/g przepisow ZKwPL moze byc tylko osoba pelnoletnia[/QUOTE] A nie od 16 roku życia? Z zależnościa to fakt - dopóki nie ma się własnych pieniędzy (nie danych jako kieszonkowe etc.) to jest się zależnym, koniec, kropka, i pełnoletność niewiele ma tu do rzeczy. I niestety znam też trochę takich piesków, których młodzi właściciele wyjechali na studia - za czasów liceum przykładni opiekunowie psów, potem studia, niby "siła wyższa" i z pieskiem wychodzą raz na miesiąc na spacer, jak przyjadą do domu i odeśpią w niedzielę ostry wieczór ze starymi znajomymi :lol:
  9. Obczaiłam na mojej metryczce, oddział Warszawa: wpisowe (jednorazowo) 20 zł roczna składa członkowska w 2009 roku 60 zł rodowód 36 zł rejestracja psa (jednorazowo) 25 zł
  10. Problem jest chyba w tym, że Ty całą swoją agresję i złość kierujesz w stronę psa, a nie właściciela, który jest za to odpowiedzialny. Myślisz, że jak otrujesz psa, to problem zniknie? Pies pewnie pojawi się nowy, może większy i groźniejszy, a facet może okazać się dużo bardziej domyślny niż Ci się wydaje, i odpłacić Ci pięknym za nadobne trując Twojego psa...
  11. [quote name='papillonek'] A do kiedy można go wyrobić,jest jakiś termin?? Jeśli chcę raz wystawić psa i wyrobię mu rodowód to będę musiala do smierci psa płacić składkę członkowską???[/QUOTE] Kiedyś był termin, teraz możesz czekać z wyrobieniem rodowodu ile chcesz. Jak chcesz raz psa wystawić to składkę wystarczy, że zapłacisz raz, potem nie musisz - chyba że Ci się odwidzi i będziesz chciała psa wystawić znowu, wtedy o ile się nie mylę będziesz musiała zapłacić zaległe składki. Wynoszą one zwykle kilkadziesiąt złotych rocznie, zależy od oddziału.
  12. Z metryczką powinna być kartka z adresem najbliższego oddziału ZK. Rejestrując psa opłacasz składkę członkowską w ZK (coroczną) i płacisz jednorazowo za rodowód. Rodowód jest potrzebny do wystawiania dorosłego psa, więc oczywiście i do rozmnażania. Jak z agility nie wiem.
  13. [quote name='Paulix'] A czy psy w typie, mają rodziców rodowodowych, albo jednego z rodziców? Jeżeli zmieszam Amstaffa z Pudlem, to będzie pies w typie, chociaż nie przypomina rasy? [/QUOTE] Amstaff zmieszany z pudlem będzie formalnie rzecz biorąc mieszańcem. Psy w typie mają rodziców rodowodowych albo nie :roll: Trochę nie rozumiem po co tyle szumu; chodziło tylko o to, że uparte nazywanie kundlem z pejoratywnym wydźwiękiem psa który w gruncie rzeczy kundlem nie jest, w dodatku w starciu z 13-letnią dziewczynką, jest trochę nie na miejscu.
  14. [quote name='pa-ttti']słuchajcie, nie popadajcie w jakieś skrajności. koty, psy, zwierzęta ZDYCHAJĄ nie umieraja. umieraja ludzie. zwierzęta zdychaja. i ja nie odbieram tego słowa pogardliwie. kiedy zdechła moja ukochana suczka, z którą spędziłam w szpitalu 2 dni non-stop, też powiedziałam że zdechła. nie umarła. jak się suka szczeni, to się szczeni, a nie rodzi. takie jest nazewnictwo, zapoznajcie się z nim.[/QUOTE] To jest Twoje nazewnictwo, a nie jakieś ogólnie obowiązujące wszystkich ludzi. Dogomaniaków, którzy bez żenady piszą, że ich przyjaciel ZDYCHA, mogę policzyć na palcach jednej ręki i trochę mnie zdziwiło, że akurat Ty do nich należysz. Dogo to nie zgromadzenie sąsiadek pod blokiem czy w wiejskim sklepiku, gdzie ta czy owa mówi, że coś jej zdechło - to forum miłośników psów, którzy traktują je jak swoich przyjaciół, członków rodziny - i tu jest ogólnie przyjęte, że o śmierci tych zwierząt nie pisze się takimi słowami. Może więc to Ty zapoznaj się z obowiązującym tu nazewnictwem, a przynajmniej nie szokuj się i nie obrażaj ludzi, że są zdziecinniali, bo nie mówią o swoim przyjacielu, że ZDECHŁ. Ja akurat zgadzam się z Ulv - zdychają tylko źli ludzie, reszta żywych stworzeń umiera, odchodzi, czy jak sobie chce to nazywać ich opiekun. A że wg Ciebie pies czy kot nie potrafi kochać swojego opiekuna albo stwierdzenie "suka rodzi" jest nie ok to już w ogóle dla mnie szok, ale cóż... :roll:
  15. [quote name='daguerrotype'] 10 godzin to za dużo dla małego pieska. Chyba, że nie przeszkadza Ci, że będzie sikac w mieszkaniu. (...) PS. Czy spaniele i labradory mają dominujące charaktery? Jakoś inaczej te rasy kojarzę...[/QUOTE] Z tym sikaniem w mieszkaniu nie jest tak prosto - pies albo będzie trzymał ze wszystkich sił co na dłuższą metę może być niekorzystne dla zdrowia, albo będzie lał gdzie popadnie, czy ktoś jest w domu czy nie, bo może się zdarzyć, że nie będzie przełącznika "jak ktoś jest w domu to muszę siusiać tylko na dworze". P.S. Cocker spanielom akurat daleko do aniołków :diabloti: wygląd jest trochę mylący. [quote name='Atomowka']Ej jest multum ludzi, którzy pracują po 8 godzin dziennie ( sama do niedawna tak pracowałam) do tego dojazdy i zaraz robi Nam się 10 godzin i jakoś psy wytrzymywały, jest to kwestia nauczenia i przyzwyczajenia psiaka. (...) Martens piszesz,że z dużym psem będzie mniejszy problem i tu jak zawsze masz 100% racji, ale piszesz też,że większość psów mniejszych,[B] które znasz wychodzą[/B] 4 razy dziennie, ale jest też multum psów małych ras, które wychodzą właśnie co 8-10 godzin ( gdy właściciel jest w pracy) i mają się dobrze i ja osobiście takich psów znam kilka ( jak pisałam kwestia nauczenie i przyzwyczajenia) [/QUOTE] Dla mnie jednak już codzienna samotność psa 10 h dziennie to sygnał, ze trzeba pomyśleć o wyprowadzaczu, możliwości odwiedzenia psa w ciągu dnia, brania ze sobą, etc. bo owszem, wiele psów to zniesie, ale dłuższą metę nie jest to fajnie. To czy mały pies tyle wytrzyma to wg mnie nie tylko kwestia przyzwyczajenia, ale też cech osobniczych - moja duża suka w wieku 9 miesięcy spokojnie wychodziła na spacer 3 razy dziennie; kiedy się zależymy w wyrze rano potrafi wyjść ze mną po 14-15 h od wieczornego spaceru i leniwie się wysikać dopiero jakieś 200 m od bloku - z małym to w ogóle nie do pomyślenia, kiedy były upały i dużo pił, biegaliśmy po 5-7 razy dziennie, a i tak po drodze prawie ciekło mu po nogach i potrafił się jeszcze w domu zlać, mimo że miał już około roku; nie wyobrażam sobie jak miałby zostać wtedy 10 h bez spaceru - zalany cały dom, a nauka czystości ległaby w gruzach. [quote name='Marek Kurski']mój pies często zostaje na sporo czasu sam w domu ale jest już dorosły. Myślę, że zostawianie szczeniaka na taki czas samego może być problemem.[/QUOTE] Od biedy dopóki jest kwarantanna i pies siedzi i tak w domu i tam leje, może byc łatwiej niż z dorosłym - pytanie czy opiekunowie znajdą czas i siły, żeby po pracy odwalić całą pracę wychowawczą zastępującą samotne 10 h...
  16. U nas dzisiaj strzelili jakieś 30 sekund po wyjściu z domu i suk trochę się przestraszył, ale bez ekscesów poszedł dalej :) Gorzej kiedy zawróciliśmy, bo wyjście było krótkie na siku - kiedy odkryła, że idziemy w stronę domu, dostałam przyspieszony kurs jazdy na butach po lodzie :p wkurzyłam się i do klatki szliśmy dłuuugo, bo z "siadem" po każdym pociągnięciu, czyli dosłownie co krok; pies siadał po kilku powtórzeniach, ale natychmiast po zwolnieniu i poleceniu "idziemy" znów traktował mnie jak wór kartofli na końcu smyczy; ale to i tak dobrze jak na nią, bo zazwyczaj totalnie się rozłącza w takich sytuacjach, siada z tyłkiem w powietrzu, dyszy, ślini się i inne kwiatki...
  17. Dla dużego psa wytrzymanie 10 h bez sikania to pikuś, dla psa wielkości yorka może być fizycznie niemożliwe. Co innego też akita sam w domu, a co innego labrador czy inna bardzo towarzyska rasa.
  18. Pomijając już całkowicie samego Millana jako szkoleniowca, bo już się o tym wypowiadałam wielokrotnie gdzie indziej, najgorsze w tym wszystkim jest to, że jego program jest ogólnodostępny dla wszystkich Kowalskich i niestety czyni więcej szkody niż pożytku. Polacy (i pewnie nie tylko) mają bardzo wykształconą zdolność ślepnięcia na informacje typu "nie róbcie tego w domu" i radośnie stosują metody Cesara, co gorsza zwykle źle zrozumiane i bez zrozumienia reakcji samego psa, na swoich i o zgrozo cudzych psach. Mnóstwo jest znawców-tumanów głoszących szkodliwe teorie na temat szkolenia psów, ale żaden nie ma takiego zasięgu działania w społeczeństwie jak Cesar. Mądrości państwa Wach czy pani Fennel obijają się niekiedy dość szeroką falą po psich forach czy wśród psiarzy w ogóle, ale tylko programy Cesara kształcą tylu pseudoznawców psiej psychiki wśród ludzi, którzy do tej pory nie mieli ani jednego psa ani nie mieli zielonego pojęcia na temat psich zachowań. Dzięki Cesarowi co i rusz natykam się teraz na osobników, którzy nie mają bladego pojęcia co to CS ani czym się różni belg od ONka, ale tonem największych znawców uznają moje psy za kompletnie rozwydrzone, bo śmią przechodzić pierwsze przez drzwi, a młody podczas szykowania się na spacer skacze, kwiczy i chrumka (jak to staffik, a ja na to pozwalam, bo lubię). Śmiać mi się tylko chce, kiedy osoba, która w życiu nie wychowała żadnego psa po obejrzeniu kilka razy Cesara poucza mnie ciemną masę o moich karygodnych błędach w wychowaniu psów - mniej śmiesznie się robi kiedy taki koleżka trzymając na smyczy mojego staffika kiedy wchodzę do sklepu, próbuje sprawić żeby za mną nie ciągnął, dziugając go czubkami butów po żebrach, "bo Cesar tak robił i tak trzeba" - i dziwi się że to nie działa, bo nie ma zielonego pojęcia o specyfice ttb. Pół biedy ze staffikiem, gorzej gdyby próbował to zrobić z lękliwym, wrażliwym psem, albo prawdziwym agresorem po przejściach; mój nieżyjący już kundelek po ruchu nogą w jego stronę zafundowałby mu raz dwa wycieczkę na pogotowiu i kilka gustownych szwów. Program Cesara to jedna wielka komercja tak samo jak programy typu Bear'a Grylls'a czy Pogromcy mitów. Edukacja właścicieli psów to tylko przykrywka, bo Ci którzy interesują się psami, dawno mają podstawową wiedzę w temacie, a reszta wyciąga z programu co chce i zazwyczaj to co najgorsze, jak wspomniany przeze mnie facecik, który z programu zapamiętał tylko to, że psa trzeba szturchać i być przywódcą stada...
  19. Poszperaj w dziale o domowym jedzeniu, jest tam chyba nawet wątek z przepisami. Taki najprostszy to jakieś mięso (nie wędlina czy pasztet - mogą być okrawki z mięsnego, mięso z szyj z indyka, etc.) + ryż/makaron + gotowane jarzyny (marchew, pietruszka, buraki - mogą być z zupy, pokrojone). Do tego kapka oliwy lub oleju i jakiś preparat witaminowy wg zaleceń na opakowaniu, np. Can-vit, tani i dobry, i gotowe. Raz na jakiś czas jakiś jogurt naturalny czy surowa kość wołowa, cielęca do pogryzienia (nigdy gotowana czy pieczona). I masz super zdrowe jedzenie dla psa, wcale nie najdroższe, a o wiele lepsze od jakiejkolwiek karmy. Jak z psa taki niejadek, powinien mieć całkowity zakaz dostawania czegoś poza posiłkami, bo nigdy nie przestanie grymasić. No i niestety, mały piesek z krótką sierścią trzymany w budzie raczej nie będzie czuł się dobrze... Tu nie chodzi o ocieplenie budy, tylko o to, że on nie ma żadnej izolacji podczas częstego przemieszczania się między ową budą a dworem, ogromna różnica temperatur idzie na płuca, serce, nerki bez żadnej izolacji w postaci futra. To nie wyjdzie mu na zdrowie no i niestety taka sytuacja powoduje, że spala on mnóstwo energii, żeby ogrzać organizm i może to się przyczyniać do jego chudości. Pies ma wyglądać dobrze przede wszystkim dla swojego zdrowia, a nie "co ludzie pomyślą" - moja suka w młodości też była szczuplutka mimo że dużo jadła, też sąsiedzi komentowali, za to wet powiedział, że pies wygląda super i tak jest o wiele zdrowiej niż kiedy jest utuczony. Teraz na starość ma skłonności do tycia i zapewniam że to o wiele gorsze niż trochę za chudy pies :) Niemniej jednak jeśli Wasz psiak będzie jadł sporo dobrego jedzenia a mimo to będzie wyraźnie za chudy, będzie można kombinować, czy coś nie jest nie w porządku z jego zdrowiem. Tasiemca możesz poobserwować na już; zwracaj uwagę na odchody psa, czy nie ma w nich biały drobinek trochę przypominających ziarenka ryżu, to mogą być człony tasiemca.
  20. carea, obawiam się, że żaden pies małej rasy nie będzie w stanie wytrzymać bez załatwiana się 10 godzin - duży ok, o ile nie zdarzałoby się to codzienie i byłby przyzwyczajony, ale większość małych psiaków które znam chodzi na spacer nawet 4 razy dziennie. Jeśli więc chcecie psa, musicie pomyśleć o jakiejś możliwości wyprowadzania go pod waszą nieobecnosc - może ktoś z rodziny, sąsiadów, przyjaciół, może wynajęty opiekun, może jakaś nastolatka marząca o psie, która dorobi do kieszonkowego? Kiedy już uporacie się z tym problemem, pozostaje wybór rasy - przy Waszych wymaganiach nie będzie łatwo ;) Dużo spacerów nie wymagają buldożki i mopsy, nie są też hałaśliwe, ale kłaczą niestety dość mocno i ich zdrowie często nie jest najlepsze. Pekińczyk wymaga mało ruchu, odpowiednio pielęgnowany nie kłaczy, ale jest dość hałaśliwy i humorzasty; niekoniecznie dogada się z dziećmi, jeśli pojawią się później. Mały i nieliniejący jest york, sznaucer miniaturka, ale oba są dość hałaśliwe, i wymagają sporo ruchu, szczególnie sznaucer. Tak więc będzie trzeba iść na jakieś ustępstwa, bo taki idealnie mało wymagający, cichy i nie liniejący będzie chyba tylko pluszak :)
  21. Jak dziecko ci kiedyś nie będzie chciało jeść nic poza chipsami, to też mu pozwolisz, bo nie chce nic innego? A karmy które podajecie są mniej więcej tak wartościowe jak chipsy i chińska zupka z proszku. Pies w ogóle nie musi jeść karmy; lepiej żeby dostawał samo gotowane w domu jedzenie niż taki drogi syf. Z dokarmianiem non stop pod stołem też nie przesadzajcie, bo kiedy ten pies ma być głodny, skoro dostaje a to resztki z obiadu, a to kanapkę, a to mleko... Gdyby 2-3 dni stała tylko karma (dobra!) to w końcu by zaczął ją jeść, a tak co ma się rzucać na suche kulki, skoro na okrągło dostaje coś innego? Od mleka pies nie przytyje. Zacznijcie karmić psa porządnie, to i będzie wyglądał lepiej i ludzie nie będą się patrzyli, bo najgorsze karmy plus resztki to raczej nie jest dobra dieta dla psa; ja się nie dziwię, że on nie chce tego jeść... P.S. Karmy kociej psu nie należy podawać, zawiera dużo więcej białka od psich karm i na dłuższą metę może spowodować uszkodzenie nerek i problemy skórne.
  22. Skoro pies jest karmiony karmami tak niskiej jakości jak pedigree czy dante, nie dziwię się, że jest chudy... Już te resztki z obiadu są lepsze od tych karm. Jeśli nie stać Was na lepszą karmę, gotujcie po prostu psu coś z tańszych produktów mięsnych, ryż i jakieś warzywa. Pies może mleka nie tolerować; jest ono w ogóle bez wartości jako pokarm dla psa - jak już chcecie podać coś z nabiału to jogurt naturalny bez cukru, kefir. Robaki może mieć swoją drogą, nie był u Was odrobaczany?
  23. Pierwsza sprawa - macie psa po przejściach, który zwyczajnie boi się tego, co wygląda dla niego na agresywne zachowanie. Karceniem tego nie zmienicie, najwyżej pogorszycie sprawę. Zaproście suczkę do zabawy, w czasie Waszych bójek na niby chwalcie ją, rzucajcie smakołyki, okazujcie wyraźnie, że to zabawa, coś fajnego, a nie coś czym miałaby się stresować. Róbcie to stopniowo, na razie wstrzymajcie się od bardziej "drastycznych" zachowań w jej obecności, dopóki na spokojnie się do tego nie przyzwyczai. Z tym izolowaniem psa w przedpokoju, nie witaniem się, etc. nie przesadzajcie, bo osiągniecie efekt odwrotny, zaburzycie psu poczucie bezpieczeństwa i sprawicie, że poczuje się odtrącony, zamiast wzmocnić jego pewność siebie. [quote name='schizofrenik'] karcic za warczenie[/QUOTE] Dobry sposób na wychowanie psa gryzącego bez ostrzeżenia. Suczka okazuje, że coś ją niepokoi, ostrzega przed ewentualnym agresywnym zachowaniem - to super, mój nieżyjący już mały kundelek wzięty z ulicy, bity przez poprzednich właścicieli, w sytuacji takiej jak opisujesz nawet nie wydałby dźwięku, tylko zafundował osobie w jego mniemaniu zaczynającej bójkę wizytę na szyciu :evil_lol: Macie sunię ze schroniska, lękliwą, która nie wiadomo co w życiu widziała - trzeba trochę zrozumienia, czasu, żeby zaufała Wam w takich sytuacjach i trzeba brać pod uwagę, że mogą jeszcze w przyszłości pojawić się inne sytuacje, w których może tak zareagować.
  24. A Bucefał gwizdnął z kuchni surowego buraka, porobił w nim kiełkami gustowne dziurki, co by sok dobrze wychodził, i zrobił sobie z niego piłkę na świeżo wypranym dywanie i w czystej pościeli... Słyszałam jakieś łomoty, ale byłam pewna, że się piłką bawi :razz:
  25. [quote name='requiem.'] Myślę także, że dziecko też jest ważne. Można by powiedzieć, ważniejsze od psa. Dla rodziców tak naprawdę jest. Sytuacja jest odmienna, jeśli ktoś dzieci nie ma. A jest dużo ludzi na dogomanii, którzy nie mają potomstwa. Myślę, że warto zrobić wątek, i oddać psa w dobre ręce, jeśli nie macie możliwości pracy z nim, jeżdżenia po behawiorystach, DOBRYCH szkoleniowcach, et cetera et cetera. A pies może kiedyś będzie szczęśliwy, a wy spokojniejsi, i nie będziecie musieli jeździć z dzieckiem po szpitalach ...[/QUOTE] Skoro dziecko jest ważniejsze, to dlaczego doszło w ogóle do sytuacji, że zostało pogryzione? Trzeba było o tym myśleć, kiedy duży pies w domu, w którym jest dziecko, zaczął gryźć domowników, a nie czekać aż dojdzie do tego, do czego doszło - skoro można było czekać aż pies ugryzie i dziecko, to jaki problem teraz poczekać na konsultację ze szkoleniowcem, wreszcie porządnie pilnując/izolując psa? [quote name='requiem.']Nie rozumiem czemu wszyscy opierają się na tym usypianiu. Usypianie to jest wg mnie wyjście dla starych, schorowanych psów u schyłku śmierci, albo dla poszkodowanych psów, cierpiących. Może jeszcze zaczniemy usypiać dzieci autystyczne, z zespołem downa lub innymi chorobami, ażeby nie musieć z nimi pracować, by w przyszłości były szczęśliwe i wyszły na prostą.[/QUOTE] Praca z dziećmi autystycznymi, z zespołem Downa, nie zagraża nikomu ciężkim pokąsaniem :roll: a dzieci z zespołem Downa żyją w znacznie lepszych warunkach niż psy czekające w schroniskach. Pewnie dlatego takich dzieci się nie usypia - więc daruj sobie takie grające na emocjach idiotyczne porównania. Pokaż nam odpowiedzialny dom znający sie na szkoleniu, najlepiej z behawiorystą wśród domowników, który będzie chciał tego psa - pewnie można by go zabrać już dziś i nikt by mu tego nie żałował. Problem w tym, że realia są inne - gryzące psy albo siedzą na dożywociu w schronisku, albo są tam wśród obcych ludzi usypiane, albo zestresowane, również cierpiące (bo tak gryzący pies to pies z poważnymi zaburzeniami, nie mający poczucia bezpieczeństwa, być może chory) przekazywane są do kolejnych rąk, gdzie znów kogoś gryzą i tak zaliczają kilka domów, z których są zwracane do schroniskowego boksu, gdzie tak czy siak kończą pod igłą. Ledwo kilka dni temu odszedł Quatro, amstaff, którego z powodu agresji zdecydowała się oddać rodzina - pies przeszedł przez kilka rąk, w tym przez schronisko, posiedział w hotelu u szkoleniowca w potwornym stresie gdzie próbowano z nim pracować (bez skutku) i niestety został uśpiony - jedyne czego wszyscy teraz żałują, to że nie uśpiono go w dotychczasowym domu, wśród ludzi, których mimo wszystko kochał, i że nie oszczędzono mu tych prób "ratowania" go. A pies był młody, piękny, rasowy - tylko z problemem agresji. Nie było ani jednego odpowiedzialnego chętnego, mimo że sprawa ciągnęła się od września. Tyle na temat ratowania na siłę agresywnych psów. Stąd moje zdanie - jeżeli rodzina sama nie ma ochoty podjąć się resocjalizacji psa, a nie ma kolejki doświadczonych chętnych, to eutanazja jest jedynym słusznym wyjściem z sytuacji.
×
×
  • Create New...