-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
On w dawnym stylu ma wspaniały dom w Warszawie
Martens replied to konfirm13's topic in Już w nowym domu
[quote name='yumanji']Ja normalnie czekam,az psy sobie same ustala hierarchie,ale raczej z zaznaczeniem,ze faworyzowany jest ten,ktory byl w domu pierwszy.Tu moze byc trudno,bo mlodszy samiec,Max wyczuje ,ze tamten jest slaby i moze chciec go zdominowac.Jesli mu sie uda,to tamten ma pzrechlapane we wlasnej chalupie.[/QUOTE] Przy psach, które ja mam, czekanie aż same się dogadają, albo faworyzowanie któregokolwiek szybko doprowadziłoby do konfliktu, jak nie krwawej jatki ;) To co radzę, wiem na własnym doświadczeniu i z rad osób, które trzymają w domu kilka-kilkanaście psów różnej płci i niezbyt przyjaznych wobec innych psów ras. Żadnego psa faworyzować nie wolno, choć "ludzka" etyka nakazywałaby biadolić nad domownikiem-połamańcem - tyle że takie faworyzowanie go może się skończyć jego nadmiernym poczuciem pewności siebie i utwierdzeniem w przekonaniu, że ma prawo wyeliminować "nowego". Żelazną regułą na minimum kilka tygodni powinno być to, że psy nie zostają same bez nadzoru nierozdzielone. Czy później będzie można je tak zostawiać - okaże się "w praniu". Kastracja może pomóc, ale zanim opadnie testosteron, mogą minąć miesiące. Nie ma co się bawić w kolejność głaskania, karmienia - to nie ma znaczenia. Dużo ważniejsze jest podkreślanie na każdym kroku, że jakiekolwiek przejawy agresji wobec drugiego psa, będą skutkowały solidnym ochrzanieniem OBU. Zawsze, kiedy skarcony zostanie tylko jeden, równowaga będzie zachwiana; jeden pies będzie czuł, że ma większe "wsparcie" i może chcieć sobie pojeździć po rywalu. Jeśli przy każdym przejawie agresji, sprzeczce, będą karcone oba - zakodują sobie, że jakiekolwiek zachowania agresywne w interakcji z drugim psem skutkują nieprzyjemnościami od przewodnika ;) więc lepiej nie zaczynać, tudzież jak zaczyna drugi, przezornie się oddalić. ONki płci męskiej są psami, które bardzo dobrze reagują na awersję (chyba najlepiej ze wszystkich ras, które znam) i często kiedy zwyczajnie szukają guza czy gnębią innego psa, pomóc może solidna korekta na kolcach i przypomnienie psu, że nie jest pępkiem świata ;) bo pozytywnie czy delikatnie w takich sytuacjach często do nich nie dociera ;) -
[quote name='Majkowska'] W kontekście agresywnych do wszystkiego astów , których właściciele radośnie stwierdzają że "one tak już mają" : Nie wymagam od psów, a wymagam od właścicieli żeby psa prowadzili tak jak powinni, żeby człowiek mógł przejść ulicą spokojnie sam i ze swoim psem. Jeśli ktoś wie że jego pies jest agresywny niech mu zakłada zwyczajnie kaganiec, a nie puszcza radośnie i tłumaczy tępakom wkoło że ten pieseczek był stworzony do zabijania to niechże nikt nie wymaga żeby był misiaczkiem. Zresztą jak jeszcze rozumiem fakt że samiec z samcem jakiekkolwiek rasy się może nie polubić tak żaden normalny pies nie powinien rzucać się na ludzi... Nawet jeśli " tak już ma"... O dziwo - zaskoczę Cię, ale znam dużo osób których asty, rottki itd nie są morderczymi bestiami z natury, które koszą wszystko po drodze, a są normalnymi psami normalnie żyjącymi, chodzącymi na spacerki w grupach itd. I piszę to cały czas w tym samym kontekście : ktoś psa nie chce wychować, nie chce nic nauczyć, daje mu samowolkę tłumacząc że " ta rasa już tak ma". Dokładnie ciągle jestem w temacie tego co było pisane przy moim pytaniu o charcika - że ludzie rzucają tylko, że ze smyczy nie można puścić nigdy w życiu, bo ta rasa tak ma że ucieka.[/QUOTE] Ja w ogóle nie wzięłam pod uwagę sytuacji, kiedy ktoś puszcza psa atakującego inne i tłumaczy to rasą, bo nie ma to nic wspólnego ani z wychowaniem, ani z rasą, tylko z elementarną kulturą i dbałością o bezpieczeństwo otoczenia. To, że spotkałaś asty, które nie koszą wszystkiego po drodze i chodzą na spacery w grupie, a spotkałaś asty, które owszem, złapią się z 90% psów z którymi mają kontakt, ma o wiele mniejsze podłoże w wychowaniu, niż Ci się wydaje. TTB są grupą psów taką jaką są, ale przy tym wszystkim osobnicze rozmiary cech psów walczących mają jak pisałam wcześniej bardzo dużą rozpiętość. Znam masę TTB wychowywanych starannie, socjalizowanych, które nie spotkała żadna krzywda ze strony psa, a które czasami dosłownie ze spaceru na spacer w wieku dojrzewania przestają akceptować inne psy. I może się zawiązać na supeł i 10 kokardek, i nie być w stanie wypracować/wrócić do stanu, w którym ten piesek hasał wesoło w grupie innych zwierząt. Są też TTB pierdoły, które całe życie wycofują się z konfliktów, zbierają bęcki, ale one nie są takie zazwyczaj dlatego, że właściciel wychował je lepiej niż te pierwsze, tylko ze względu na cechy osobnicze. Pytanie teraz co Ty uważasz za problem. Czy w tym pierwszym przypadku jest dla Ciebie ok, że właściciel takiego psa wyprowadza go na smyczy i w kagańcu, trenuje tylko na swojej posesji i w ustronnych miejscach, i nie pozwala psu na atakowanie innych - czy mimo tego wszystkiego uważasz, że jego winą i zaniedbaniem jest, że ten pies nie akceptuje innych psów i się z nimi nie bawi. Tak jak pisałam wcześniej, w TTB takie osobniki się zdarzają - szczególnie u pitbulli, które są hodowane pod kątem cech sportowych, a więc ogromnej sprawności, uporu, zaciętości, testosteronu, ktory odpowiada za umięśnienie, ale i rywalizację z innymi psami, i te psy nawet w rękach pacyfisty socjalizującego je do bólu w psim parku po dorośnięciu nie byłyby inne. To tak, jakby wierzyć, że chart po odpowiednim wychowaniu straci wenę do pogoni za małymi szybko się ruszającymi obiektami, albo że kaukaz będzie wykładał się do góry brzuchem, kiedy ktoś obcy wejdzie na posesję. Owszem, bywają takie jednostki, ale to już kwestia danego osobnika i genów, bo u psa z silnym instynktem pogoni/obrony terytorium, żadne wychowanie pewnych rzeczy nie przeskoczy. I mnie też, ktoś może spytać, czemu na osiedlu nie puszczam psów, szczególnie Cyca bez smyczy. Mogłabym odpowiedzieć, że dlatego, że to TTB, bo nie chce mi się wdawać w szczegóły, że zaatakowane przez pimpka bez smyczy mogą go potargać, a mając je luzem, nie mam możliwości odpowiednio szybko zareagować, jeśli pogryzą się z psem, których w okolicy biega i zaczepia całe mnóstwo. Czy to od razu szufladkuje mnie jako osobę, która z psem nic nie robi i tłumaczy to rasą? Gdybym miała charta i ktoś by pytał, czemu on chodzi na smyczy, to też bym pewnie powiedziała, że to chart - bo po co mam opowiadać każdemu na ulicy elaborat, że charta nie można puścić wszędzie, gdzie się podoba, bo u najlepiej ułożonego może wystarczyć ułamek sekundy, uciekający kot, a psu rozłączy się kabelek w głowie, poleci i zostanie z niego placek na jezdni...
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
On w dawnym stylu ma wspaniały dom w Warszawie
Martens replied to konfirm13's topic in Już w nowym domu
Ja bym radziła uważać z mizianiem psów w ich obecności przez ich przyszłego właściciela ;) czy to rezydenta, czy nowo przybyłego. Żadnego z psów nie faworyzować, właściwie to nawet nie puszczałabym ich do wąchania od razu, tylko postała/posiedziała z kwadrans na neutralnym terenie, psy kilka metrów od siebie niemiziane przez nikogo, każda próba nieprzyjaznej reakcji z obojętnie której strony "skrzyczana". Jak psy się sobie "opatrzą" i skumają, że siedzą sobie razem w takiej małej gromadce, można je do siebie podprowadzić po łuku. Rezydent w ogóle nie chodzi? Czy po prostu kuleje? Bo to może być problem, jeśli do psa chorego, osłabionego, który wie, że nie ma możliwości ucieczki, nagle podprowadzimy obcego dużego samca - i tylko i wyłącznie z tego powodu reakcja może być nieprzychylna. Gdyby to były moje psy, na moim terenie, w ogóle odłożyłabym ich bezpośrednie kontakty na 1-2 tygodnie... I nie puszczała ich razem po posesji, tylko np. jeden pies w kojcu, drugi luzem, żeby miały okazję się przyzwyczaić, że ten drugi też tu mieszka, i zaakceptować go jako część inwentarza. I nie ma faworyzowania któregokolwiek z psów, nie ma karcenia tylko jednego - jak którykolwiek pies warczy, wpatruje się prowokująco, sztywnieje = bura dla obydwu ;) wtedy będą unikać konfliktów, jako wysoce nieopłacalnych. Buczący będzie wiedział, że buczeć nie warto; ten na którego buczano, że w razie zaczepek lepiej się zmyć, bo można zebrać opierdziel ;) -
cieczka, ropomacicze, inna choroba czy normalne zachowanie psa?
Martens replied to lea_mala's topic in Cieczka i krycie
To, że suka nie brudzi po domu nie znaczy, że nie ma cieczki - przykładaj kilka razy dziennie białą chusteczkę higieniczną, albo wkładaj płytko wacik do czyszczenia uszu - jak jest cieczka, to zostanie krwawy lub różowo słomkowy ślad. Możliwe, że cieczka się dopiero zbliża, bo powiększenie sromu i zainteresowanie psów mogą być widoczne już kilka tygodni wcześniej. Możesz zrobić usg i cytologię wymazu z pochwy - będzie można sprawdzić, czy nic złego nie dzieje się w macicy i na jakim etapie jest cykl. Ze sterylką bym się nie spieszyła, bo powinno się ją wykonywać w okresie ciszy hormonalnej, ok. 3 miesiące po cieczce. Sterylka zaraz przed lub tuż po cieczce zwiększa ryzyko powikłań przy samym zabiegu i późniejszych zaburzeń hormonalnych. -
O Sasquehannie wypowiadają się najgorzej mądrale, które nigdy tam nie były :diabloti: bo dostają drgawek na hasło "25 ras" ;) O dziwo osoby które tam były, mają generalnie bardzo dobre mniemanie o hodowli, która nie ma jakoś problemów z wpuszczeniem kogokolwiek do środka, bierze choćby studentów na praktyki, zatrudnia pracowników, żeby psom niczego nie brakowało. Samą hodowczynię też wielokrotnie widywałam na wystawach, i psy nie wyglądały ani na zaniedbane, ani zalęknione jak zwierzaki wywleczone z kojca. O HZ się nie wypowiem, bo nie znam kompletnie; kojarzę tylko że są tam labki i chyba inne retrievery? Tak jak pisano wyżej - najlepiej samemu się przejechać, porozmawiać z hodowcą i zweryfikować plotki, bo nie wszystko musi być prawdą, a najczęściej negatywne opinie o hodowlach i warunkach w nich panujących słyszałam od osób, które nigdy tam nogi nie postawiły, tylko "od kogoś słyszały". Osoba, która kupiła psa w danej hodowli też nie zawsze jest wiarygodnym źrodłem opinii, bo bywają i tacy, co zjadą hodowcę, bo pies im nie wygrywa na wystawach albo w wieku 3 lat zaczął kuleć, bo nadwerężył łapę :evil_lol: A z całym szacunkiem, jakiekolwiek portale, pethome również, uważam za warte o kant tyłka potłuc, bo nie ma łatwiejszego i bezpieczniejszego sposobu na zepsucie opinie hodowcy przez konkurencję czy urażonego nabywcę (ba, czasem osobę, której odmówiono sprzedaży psa) niż smarowanie d*py w internecie. Klawiatura wszystko przyjmie - a skoro na pethome w dziale "hodowcy" wiszą ogłoszenia 12-latek, które są hodowcami, bo mają jednego chomika, to dziękuję bardzo za taką weryfikację opinii ;) Na dogo jadąc po kimś trzeba chociaż przedstawić się z imienia i nazwiska ;)
-
W astach na pewno ataxia; robi się też prześwietlenia na dysplazję. Staffiki, bullterriery też Cię interesują?
-
On w dawnym stylu ma wspaniały dom w Warszawie
Martens replied to konfirm13's topic in Już w nowym domu
Ja znam Krystynę osobiście i nie wierzę, że zostawi psa, jeśli w nowym domu będzie coś nie tak ;) Co do kojca - wiele ONków żyje w kojcu/na posesji, i dopóki mają możliwość odwiedzania domu i zainteresowanie właściciela (a tak sobie gdybając, jakie ma mieć inne wielce ciekawe zajęcia pracujący facet mieszkający z matką, poza zajmowaniem się psami swojej ulubionej rasy), to wszystko jest ok. Raczej nie widuję zaniedbanych jazgoczących podwórkowych ONków wyposażonych w Kiltixa i chipy ;) i nikt nie tapetuje ogłoszeniami po ich zaginięciu miast w promieniu kilkudziesięciu km; sprawa furtki też była omówiona. Można się zawsze umówić na wizytę poadopcyjną - nawet nie w takim formalnym znaczeniu tego słowa, tylko ot tak, że jak będziecie np. jechali do W-wy to kiedyś się odezwiecie i wpadniecie odwiedzić Maxa, bo bardzo się do niego przywiązaliście. Sama reakcja na taką propozycję dużo Wam powie. Też trochę adopcji już widziałam, tragiczną ONkową też w ostatnim czasie - i wiem, że zapowiedź katastrofy da się wypatrzeć dość szybko, o ile ktoś chce ją widzieć, a nie tylko wypchnąć psa, a o to bym Krystyna nie posądzała, w przeciwieństwie niestety do kilku innych pań pomagających z Makowa. -
On w dawnym stylu ma wspaniały dom w Warszawie
Martens replied to konfirm13's topic in Już w nowym domu
[quote name='malagos']Mam przy okazji prośbę do Martens - czy mogłabyś przy okazji powiesić tez ogłoszenie o Greyce? Taki fajny plakacik zrobiła Ryjonek w poscie 620....[/QUOTE] Dostałam pw, właśnie drukuję 10 sztuk i rozwieszę w Makowie - zostawię jeden na wycieczkę do weta w Pułtusku; mają tam na takie ogłoszenia specjalną tablicę ;) Tyle, że będą czarno-białe. -
Szatańska galeria - czyli popaprane championy z przeklętych rewirów
Martens replied to Vectra's topic in Foto Blogi
Już wiem o co Ci chodzi z tym wokalem małych staffików, bo młoda waży koło kilograma z małym groszem, a tak się wydziera wniebogłosy jak się ją znienacka obudzi, że właściwie to dorosłe ciszej piszczą :diabloti: Też nie dowierzam jak taka syrena przeciwmgielna może się z takiego małego pypcia wydostawać... O warczeniu jak cycek nie daje się złapać albo nie można sforsować ściany kojca nie wspomnę :evil_lol: -
On w dawnym stylu ma wspaniały dom w Warszawie
Martens replied to konfirm13's topic in Już w nowym domu
Kurczę, byłoby super ;) Widziałam po ogłoszeniach, że komuś naprawdę na psie zależy - cały Pułtusk był nimi otapetowany; rynek, tablica ogłoszeń u naszego weta... No i zaniedbany pies raczej nie miałby chipa i obroży Kiltix ;) Dobrze, że mnie tknęło i zrobiłam fotę ogłoszenia telefonem - może makowski ONek zyska dom, skoro tamten może się już nie znaleźć... A pytałaś pana, co w sytuacji, gdy poprzedni pies się odnajdzie? Czy trzy psy nie będą dla niego problemem? Psy potrafią się odnajdywać po naprawdę długim czasie, a tu nawet miesiąc nie minął. -
[quote name='Majkowska'] Pytanie - czy faktycznie ttb ma gdzieś zakorzenioną nienawiść do psów i ludzi, czy to kwestia wychowania? Czy faktycznie są osobniki spokojne i agresywne jak diabli i to się bierze ot tak znikąd- rodzi się szczenię i już takie jest? Jestem wyznawczynią idealistycznego twierdzenia że jak sobie psa wychowasz takiego masz i nie ma "trudnych psów" które w dobrych rękach są potworami ni stąd ni z owąd. No chyba że przemawia przez nie jakaś zła genetyka, wady itd, ale w większości przypadków odnoszę wrażenie że to nie to widząc jak pańcia pieskowi skacze koło nosa żeby jej niuniuś był szczęśliwy i wychowywał się w miłości... [/QUOTE] Po a, TTB z założenia ma w sobie zakorzeniony brak agresji wobec człowieka - ze względu właśnie na wykorzystywanie do walki z innymi psami. Bywało, że te psy często zmieniały właściciela, nie mogły reagować agresją na rozdzielanie w ringu przez właścicieli, po walkach częsro wracały do domu, gdzie miały być psami rodzinnymi i bawić się z dziećmi. Psy przejawiające agresję wobec człowieka kolokwialnie mówiąc dostawały siekierą przez łeb. Agresja TTB wobec ludzi jest obecnie wynikiem z jednej strony odwrotnej selekcji pod tym kątem (większość tumanów nie ma pojęcia, że ast to pies bojowy, walczący, a nie obronny czy stróżujący, i że pies bojowy i walczący agresji wobec człowieka ma nie mieć - i rozmnażają psy ostre wobec człowieka biorąc to za zaletę) oraz poważnych błędów wychowawczych czy znęcania się. W kwestii agresji wobec innych psów. TTB ma w genach takie cechy jak upór, nieustępliwość, ciętość, odwaga, wysoki poziom testosteronu u samców, który jak wiadomo odpowiada za rywalizację i agresję wobec innych psów - i to są rzeczy, których nie przeskoczy żadne wychowanie. To jest pies o pewnych wrodzonych cechach charakteru, zależnie od osobnika uwidocznionych w mniejszym bądź większym stopniu, i u każdego osobnika jest pewna granica, gdzie kończą się możliwości wychowawcze, a zaczyna beton w postaci genów. Można TTB nauczyć spokojnego mijania psów - ale nie każdego można nauczyć, żeby przyjaźnie lub neutralnie traktował psy wchodzące z nim w bezpośrednią interakcję, czyli bezpośrednie podejście, obwąchiwanie, nie daj jezu prowokacja. To są skrajności i takie osobniki występują głównie u pitbulli, ale owszem, trafiają się osobniki, które nie tolerują żadnych innych psów w odległości powiedzemy do 50 cm od siebie. Można je nauczyć, żeby nie atakowały, nie zaczynały bójek, nie prowokowały pierwsze, ale dla nich bezpośrednie wejście w ich strefę "prywatną" jest już powodem do konfliktu. Jest dość szeroka paleta zachowań, od takich "zabijak" jak wspomniałam wyżej, przez psy, które akceptują swoją psią rodzinę i kolegów, ale obcych psów już nie; psy które akceptują tylko płeć przeciwną; psy które są ok wobec psów, ale tylko jeśli inny nie sprowokuje nie warknie; psy które walczą tylko zaatakowane na serio, aż po drugą skrajność, czyli losowe niemoty, które nawet gryzione najwyżej kwiczą i uciekają, ale ta skrajność jest u TTB dużo rzadsza niż pierwsza. I wg moich obserwacji największy wpływ na stosunek TTB do innych psów mają właśnie geny i cechy osobnicze. Socjalizacja i wychowanie sobie, a charakter psa sobie. Można wymagać od TTB żeby innych psów nie atakował, nie prowokował, zgodnie egzystował w domu z innymi psami, ale często nie można osiągnąć stanu, w którym będzie akceptował obce psy czy się z nimi bawił. Można do pewnego stopnia panować nad jego reakcjami, ale nie da sie go zmusić, żeby lubił obce psy, jeżeli akurat mamy osobnika, który ich nie znosi (a taka zmiana występuje często nagle w okresie dojrzewania, mimo starannego socjalu i prowadzenia).
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
On w dawnym stylu ma wspaniały dom w Warszawie
Martens replied to konfirm13's topic in Już w nowym domu
W Makowie i w okolicy dużo dają ogłoszenia "papierowe" - jest bardzo dużo osób, które nie mają internetu ani nie szukają psa w ogłoszeniach w internecie, tylko pytają po znajomych. Dajcie wzór ze zdjęciem, to wydrukuję i pomogę rozwieszać; zostawię też u weta w Pułtusku, pewnie będę w ciągu najbliższego tygodnia. A może zrobić wydarzenie na facebooku? Jeszcze jedno - w Pułtusku jest rozwieszone dużo ogłoszeń o zaginionym w Pokrzywnicy samcu ONku - może warto zadzwonić i spytać? [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/249256-Zagin%C4%85%C5%82-ONek-Pokrzywnica-%28okolice-Pu%C5%82tuska-Serocka-na-p%C5%82n-od-Warszawy%29[/url] -
[quote name='keakea'] Nikt Cię nie zmusza, zrobisz, co chcesz, ale pomyśl - czy chcesz MIEĆ psa, czy chcesz, żeby pies DZIELIŁ z Tobą życie? Tak zrobiliśmy my, już prawie byliśmy zdecydowani, żeby kupić jamnika z hodowli, gdy dowiedzieliśmy się, ile jamników, zwłaszcza starszych, jest w schroniskach (z bardzo różnych powodów) i coś w nas pękło. Nigdy więcej nie pomyślimy o kupnie psa. Żaden argument nas do tego nie przekona. Dobrze widzi się tylko sercem. Wierzę, że podejmiesz dobrą decyzję. Taaa, moje rasowe psy tylko MAM - nie dzielą ze mną życia, nie kochają mnie, w ogóle żyją tylko po to, żeby wyglądać :diabloti: A co mają niby zrobić ludzie w przypadku, kiedy psów wymarzonej rasy do adopcji NIE MA? W przypadku rzadkich ras to bardzo częsta sytuacja. Np. staffiki do adopcji, to nawet teraz, kiedy rasa stała się dość popularna, no max. 10 psów w ciągu roku, z czego większość też jest raczej po prostu niedużymi mixami astów. Ty miałaś komfort, że wilk syty i owca cała, bo chciałaś jamnika, jamników w schronach jest na pęczki i adoptowałaś. A czemu nie adoptowałaś po prostu kundla? Takiego brzydkiego, starego, burego, skołtunionego? Psy w typie zawsze łatwiej i szybciej znajdują dom niż kundelki niepodobne do niczego. Czemu nie wybrałaś właśnie takiego, skoro już nawijasz nam tu o "patrzeniu sercem" i co rusz między wierszami obrażasz rozmówców? Ja mogłam adoptować ttb, a nie kupić - Ty mogłaś adoptować kundelka, a nie psa w typie rasy. I możemy się tak licytować bez końca. Może obie w ogóle nie powinnyśmy tu pisać, tylko kasę wydawaną na dostęp do internetu, komputer, przeznaczyć na pieski w potrzebie. Może w ogóle powinnyśmy klęczeć na grochu, bo np. ja jadłam na śniadanie musli i kawkę po wiedeńsku, a dzieci w Afryce zupę z piasku. [quote name='keakea']Pies z hodowli nie spędza w betonowej klatce kilku lat albo całego życia, nie żywi się zlewkami, nie robi pod siebie, bo nie ma nikogo, z kim mógłby wyjść na spacer, nie umiera w męczarniach, bo jest wśród kilkuset innych i zabrakło kasy na weterynarza, nie płacze za ludzkim dotykiem. Pies z hodowli jest zawsze zdrowy, zawsze śliczny, spełnia wszystkie oczekiwania, nie kosztuje znów tak dużo, można z nim jeździć na wystawy i szpanować nim na lewo i prawo. Można też dzielić z nim życie i mieć w nim wiernego przyjaciela i zdusić w sobie świadomość, że gdzieś w betonowym kojcu, w lichej budzie, nad zardzewiałą miską, kolejny rok na próżno czeka na Dom i Człowieka pies, któremu nie dane było być z hodowli... Ja naprawdę nie muszę w sobie niczego dusić, bo mam samoocenę w normie, nie przepraszam że żyję i nie mam patologicznej potrzeby obwiniania się o całe zło tego świata. Mam cały czas świadomość istnienia potrzebujących psów; pomagam im też na miarę swoich chęci i możliwości - co nie znaczy, że uważam, że mam zrezygnować z marzeń dlatego, że ktoś inny jest idiotą i porzucił swojego psa. Do dobrego samopoczucia wystarcza mi fakt, że ja problemu bezdomnych psów nie generuję (nie mnożę psów bez papierów, nie wydałam nigdy do adopcji dorosłej suki bez sterylki, nie kupuję w pseudo) oraz nie żyję tylko dla siebie i w pewnym stopniu mimo wszystko bezdomnym psom pomagam. A że nie poświęcam temu całego życia i marzeń nie jest dla mnie niczym nienormalnym, ani nie świadczy dla mnie o braku serca czy sumienia. Przy takim podejściu jak Twoje, w ogóle np. nie powinnyśmy mieć dzieci, bo tyle jest ich w domach dziecka ;) [quote name='keakea']"Jeśli kupisz z dobrej hodowli, a nie chcesz rozmnażać suki/psa, to dzięki kupnu nie pojawi się na świecie kilkadziesiąt kolejnych szczeniąt." - ta wypowiedź to dopiero kipi od logiki i wiary we własne racje, gratuluję. Nie ma niczego z wyjątkiem masowej sterylizacji, co mogłoby zapobiec pojawianiu się na tym świecie kolejnych szczeniąt. Jeśli nie adoptujesz psa, to jakiś pies traci szansę na Dom i Człowieka - dla mnie to proste aż do bólu, ale nikogo nie zmuszam, żeby się wysilał i rozumiał. Myślenie czasem niektórych bardzo boli, współczuję :smile: Pies z hodowli zawsze ma szansę na Dom i Człowieka, bo nawet, jak go nikt nie kupi, to przecież PORZĄDNY hodowca zadba o niego, nieprawdaż? Owszem, tylko z powodu mojego zakupu psa, którego nigdy nie rozmnożę, nie pojawi się te kilkadziesiąt szczeniąt, bo psy nie spadają z nieba ani nie pączkują jak drożdże - inna interpretacja jest zwyczajnym naciąganiem faktów. Zapobiega pojawianiu się szczeniaków nierozmnażanie psów - sterylizacja jest jednym ze środków do osiągnięcia tego celu. I nie - jakiś pies nie ma domu i człowieka dlatego, że jakiś nieodpowiedzialny człowiek go porzucił czy dopuścił do jego niepotrzebnego przyjścia na świat - a nie dlatego, że ktoś zupełnie inny nie chce posprzątać po tamtym człowieku jego bałaganu, czyli wziąć na siebie odpowiedzialność za psa, która moralnie leży na tym, kto dopuścił do jego narodzin lub wyrzucił. Osobie, która myśli inaczej, zalecałabym konsultację z psychologiem, bo taki przerost przyjmowania na siebie winy za wszystko wcale nie świadczy o dobrym serduszku, tylko konkretnych zaburzeniach; często występuje np. u DDA ;) [quote name='keakea'] A bezdomne psy są winą nas wszystkich. Nie, nie są. Każdy pies bezdomny ma na świecie osobę, która dopuściła do jego przyjścia na świat - bo była właścicielem jego matki, albo wzięła tego psa do swojego domu, a następnie porzuciła. Jest to wina tej osoby, na pół z osobami, które obecnie są za tego psa odpowiedzialne, a więc państwo w szerokim znaczeniu tego słowa: politycy, gminy. Obwinianie o bezdomność tego psa każdej przypadkowej osoby, która nie zdecydowała się na jego adopcję jest CHORE. I ja nie piszę tego, żeby Cię obrazić, jak Ty próbujesz obrazić w co drugim zdaniu osoby kupujące psa w hodowli, zarzucając im snobizm, posiadanie psa do chwalenia się, brak serca, sumienia, i inne miłe tekściki. I przez takie osoby jak Ty nie pomagam już psom tyle co kiedyś - szczególnie od PwP na dogomanii trzymam się już z daleka. Zwyczajnie nie mam ochoty współpracować z osobami, które mnie szufladkują i obrażają. Tracą na tym psy, o pomoc dla których te osoby proszą, ale co to je obchodzi. Dawno już zauważyłam, że te cioteczki, które najgłośniej krzyczą i oskarżają innych o brak sumienia, wcale nie dążą do realnej pomocy psom, tylko do poklasku, poprawienia sobie samopoczucia i spuszczenia sobie pary z czajnika obrażaniem innych. Dla mnie, tak jak pisałam, jest to zaburzenie. I serio, wolę sobie kupić psa w hodowli i pomóc bezdomniakom na tyle na ile mogą, niż adoptować 5 kundelków i taplać się w PwP, które jest dla mnie dużo gorszym bagnem niż całe ZKwP razem wzięte - bo hodowcy mają przynajmniej tyle honoru, że spełniając w hodowli swoje osobiste zachcianki i ambicje, nie wkładają na to płaszczyka Matki Teresy z Kalkuty.
-
[quote name='Majkowska'] To mniej więcej chyba coś na kształt "aaaa bo to rasa bojowa, one służą do zabijania, my z nim pracujemy, ale takiej rasy się na prostą nie wyprowadzi bo ma trudny charakter" - w przypadku astów, rottków i innych molosowatych, które często prowadzone są jak są...[/QUOTE] Zależy co uważamy za wyprowadzenie na prostą ;) Bo z TTB jak najbardziej do osiągnięcia jest stan, w którym spokojnie idziemy z psem przez miasto i nie reaguje on na spotykane psy, ale już nauczenie nie trawiącego innych psów osobnika, żeby bawił się w ganianego z 10 obcymi psami albo nie oddał psu, który skoczył na niego z zębami, może być niewykonalne ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='czi_czi'] albo dobrze zsocjalizowany staffik? chociaż może tu trochę poleciałam :D ale niech się wypowiedzą ci co z nimi mają styczność[/QUOTE] Socjal może w ogóle nie mieć związku ze stosunkiem staffika do innych psów. Tu najbardziej wchodzą w grę predyspozycje osobnicze. [quote name='Rinuś']w sumie ten staffik to też spoko opcja :smile: przecież to sa psy już rodzinne :smile:[/QUOTE] Teraz 90% ras to już przynajmniej między innymi psy rodzinne ;) Staffik jest fajnym psem rodzinnym, ale dla osób lubiących i rozumiejących ttb. Niestety obecnie przegina się z PRem tej rasy w drugą stronę i robi ze staffików małe labki z wielką mordą - a to nadal są terriery, psy jeszcze mniej niż 100 lat temu walczące w ringu, i to czuć w obcowaniu z nimi. Na staffikowym forum co drugi właściciel staffika w wieku od 1 do 3 lat jest w szoku, że mimo socjalu i braku złych doświadczeń ich pies nagle przestaje kochać inne psy, potrafi wkropić dotychczas dobremu towarzyszowi szaleństw, albo zaczyna "polować" na psa, który kilka miesięcy wcześniej go wystraszył - a to są normalne zachowania ttb ;) Może się trafić pies, który jest niemal wyprany z agresji do innych, ale to raczej wyjątek, niż norma. Staffik sobie w kaszę nie da nadmuchać, a i niestety nie brakuje takich, które same prowokują burdy, w mniej lub bardziej wyraźny sposób (np. nie atakiem, ale mową ciała prowokują innego psa do ataku- w gruncie rzeczy to one zaczynają konflikt, choć dla człowieka który nie umie lub nie chce tego widzieć, zaczął inny pies). [quote name='Liv_ola'] A co sądzicie właśnie o staffikach? Czy ktoś zna psy tej rasy, które są przyjacielsko nastawione do innych psów? W sumie to większość psów ma swoje sympatie i antypatie, są i takie które na zaczepkę odpowiedzą ostro, ale jakoś nie dający sobie dmuchać w kaszę york nie budzi takiego przerażenia jak pies w stylu amstaff, staffik czy pit bull, prawda?[/QUOTE] Znam, ale wszystko do pewnych granic. Prawie wszystkie staffiki, które znam, mają psy/typ psów, których nie cierpią, w razie ataku bardzo ostro się bronią. Na pewno nie powinny się bawić z przypadkowymi psami - raczej trzeba dobierać im kolegów, unikać konfliktowych sytuacji (zabawki, jedzenie między większą ilością nieznanych sobie psów, a znanych niekiedy też), nie puszczać np. niekastrowanego samca z innym zaczepnym samcem, dwóch suk, kiedy jedna ma cieczkę, itd. To nie wygląda tak, że bierzemy staffika, wchodzimy do parku, odpinamy smycz i hurra. To, że staffik jest przyjacielsko nastawiony do psa przy pierwszym kontakcie nie znaczy, że nie wpierze mu, kiedy wg niego tamten za ostro naskoczy na niego w zabawie ;) Co do stosunku ludzi do staffików... Na pewno nie jest tak źle jak z pitami czy astami, nie ten rozmiar ;) większość ludzi myśli, że to szczeniaki, albo w ogóle nie kojarzą rasy; jak już to boją się starsze panie czytające Fakt, właściciele mikro piesków czy odchylone jednostki. [quote name='Liv_ola']Akurat to, że pies nie daje się tłamsić nie jest dla mnie wadą :smile: chodzi mi o to czy same często prowokują? czy zaatakowane wpadają w taki stan jakby miały klapki na oczach i nie dociera do nich głos ich właściciela?[/QUOTE] Zależy od osobnika i utemperowania jego zapędów, ale tak, wiele staffików prowokuje. Nie wygląda to tak, że rzucają się z zębami na psa na horyzoncie (bo to już raczej złe wychowanie niż cecha rasy), ale mogą wlać psu przy bezpośrednim kontakcie (np. kiedy do nabuzowanego samca w okresie cieczek podbiegnie nachalnie inny samiec); mogą wlać kiedy coś im się nie spodoba, np. inny pies za ostro się bawi albo wyjdzie konflikt o zabawkę; są osobniki które po prostu lubią się lać, szczególnie te bardziej temperamentne, i zwyczajnie prowokują bójki w grupie psów, z nadmiaru emocji. W momencie kiedy leją się na poważnie, owszem, mają klapki na oczach i glos właściciela nie dociera, trzeba rozdzielać ręcznie. Przy konflikcie w zalążku, albo mało poważnym spięciu owszem, huknięcie głosem na psa wystarczy, ale w momencie kiedy psy się już gryzą, staffik na głos na pewno nie zareaguje. [quote name='Rinuś']Myslę, że z suczką może być łatwiej niż z samcem :smile: dobra socjalka od małego z innymi psami i powinno być git :smile: [/QUOTE] Niekoniecznie. Samce są agresywne jak już to głównie do innych samców - przy dobrym socjalu są bardzo ok w stosunku do suk, mogą się z nimi bawić, często pozwalają im na bardzo wiele - są nieliczne samce, które nie lubią psów w ogóle, i wszystko im jedno jaka płeć, ale to jednostki. Wg mnie samce są bardziej przewidywalne jeśli chodzi o agresję. Wiadomo że jak puścimy dwa jajeczne samce z suką, to będzie chryja - wiemy co robić, czego nie, i tyle. Z sukami jest trudniej ;) przynajmniej w moim odczuciu i jeśli chodzi o te suki, które ja poznałam, są bardziej nieprzewidywalne w kwestii, jaki pies im się nie spodoba. Bywa, że suki żyją x czasu w przyjaźni, aż nagle pożrą się o byle co całkiem na serio. Są bardziej "przewrażliwione" na punkcie zachowań innych psów, częściej widuję takie "księżniczki", które łatwo wpadają w złość z powodu braku kurtuazji innego psa niż w przypadku samców. Niezależnie od płci, żaden ttb, a więc i staffik, nie powinien być postrzegany jako ciapa taka jak np. wzorcowy golden, który da sobie zabrać z pyska zabawkę, pobiega radośnie z 10-cioma nowo spotkanymi w parku psami i zignoruje zaczepkę innego psa. Biorąc jakiegokolwiek ttb trzeba być przygotowanym na to, że trafi nam się osobnik, który w ogóle nie toleruje obcych psów, i niewiele na to pomożemy socjalizacją i wychowaniem, może poza tym, żeby sam nie zaczynał bójek widząc psa 2 metry dalej. Staffiki bardzo fajnie się dogadują z psami z którymi mieszkają - [U]o ile są mądrze prowadzone[/U]. Z obcymi psami bywa bardzo różnie, i tak jak pisałam, nie do końca zależy to od naszego wychowania. Na pewno nie zmusimy staffika, jeśli trafi nam się egzemplarz nie trawiący obcych psów, żeby dobrze znosił nachalnie podchodzące do niego psy czy nie reagował na bezpośredni atak na niego. Są to też psy, przy których między bajki można włożyć stwierdzenie, że "psy same się dogadają", że nie ma co ingerować w ich stosunki z innymi psami, nie wolno zostawiać im konfliktów z innym psem do samodzielnego rozwiazania, bo one są wyhodowane do rozwiązywania takich konfliktów w jeden sposób - do eliminacji przeciwnika ;) i zagryzienia psów w razie bójki i braku reakcji właściciela (czy jego nieobecności) niestety się zdarzają. Wiele ras odpuści w pewnym momencie walki - staffik praktycznie nigdy. Trzeba też być przygotowanym, że staffik dłuuugo dojrzewa psychicznie, i pies, który przez rok, dwa albo trzy wydawał się być zaprzeczeniem psa bojowego, kochającym wszystkie psy i uciekającym po obwarczeniu przez kolegę, nagle z dnia na dzień próbuje urwać łeb psu, który kilka miesięcy wcześniej go zaatakował ;) To nie jest też tak, że staffik jest demonem, który zjada inne psy ;) ja mieszkam w blokowisku z dwoma i żyjemy; żyją również psy sąsiadów, ale prawda jest taka, że unikam spacerów na osiedlu, bo podbijające do nas z ujadaniem pimpki mogłyby zostać capnięte, szczególnie przez samca. Z dobrze ułożonym staffikiem można spokojnie przejść przez miasto, nie reaguje na zaczepki psów za płotem, na mijane inne psy, przyjazny osobnik na spokojnie się z psem powącha, albo pobawi z psami które lubi i zna - ale z wieloma osobnikami nie można liczyć na wiele więcej. Trzeba też od początku uważnie prowadzić psa pod kątem innych psów - z socjalizacją lepiej nie przeginać, bo w przypadku ttb jedna sytuacja, kiedy obcy pies potarza naszego może zaowocować agresją wobec psów, kiedy pies dojrzeje. Lepiej za mało socjalu, niż socjal w opór z każdym napotkanym psem. Trzeba umieć czytać wczesne przejawy agresji, prowokowania typu wpatrywanie się, sztywnienie, jeżenie do innych psów - i od początku bardzo ostro na nie reagować, pokazać że tego nie tolerujemy - szczególnie jeśli chodzi o psy z którymi nasz staffik mieszka. No i wypracować metodę pacyfikacji podbijających do nas agresywnych psów ;) bo staffik może je spacyfikować aż nazbyt dobrze, a przy tym nauczyć się sam atakować i dążyć do bójek. Stąd zaniepokoiło mnie stwierdzenie, że pytająca waży 40 kilo z małym groszem i ma zapędy, żeby pies wyglądał na jej obrońcę ;) bo jeśli przyjmie taką postawę w stosunku do podbijających do staffika obcych psów, wychowa sobie bandytę, który będzie kasował psy, który podbiegają z ujadaniem. Właściciel ttb nie może sobie pozwolić, żeby jego pies sam zajmował się atakującymi w takich sytuacjach - musi mieć siłę fizyczną i psychiczną, żeby wziąć swojego psa za chabety i schować za siebie, a agresora odstraszyć czy potraktować gazem pieprzowym, jeśli nie skutkuje zwykłe odganianie. Pozwalanie na samodzielne bronienie się staffika przed takimi psami skutkuje niestety rozsmakowaniem się psa w agresji wobec innych - staffik ma mentalność małego dresa, i serio są osobniki, które pogryzą się z psem 2-3 razy i już same szukają okazji do bójki, bo zwyczajnie kręci je adrenalina ;) Przy tym wszystkim staffik do ludzi jest super. TTB w ogóle z założenia nie są agresywne wobec człowieka, ale o ile u astów czy pitów przy złym prowadzeniu zdarzają się przejawy agresji i ustawiania domowników, tak u staffika agresja wobec ludzi to ewenement, nawet przy błędach wychowawczych - jak już to bywają konflikty o bronienie miski, ale to też zwykle efekt złego podejścia do psa. Rozwydrzony staffik ma mentalność nieposłusznego psotnego chochlika, który pierze inne psy - ale nie są to tak niebezpieczne problemy jak u rozwydrzonego kaukaza czy rottweilera ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Myszka84']I tak uważam, że ryzyko wystąpienia raka sutka według moich danych wynoszące 8% (gdy pieska wysterylizuje się po 1 cieczce, a które 8% niektórzy już uważają za niskie) jest o wiele większe niż wszystkie groźne wymienione wyżej choroby - przynajmniej dla mojej nieco ponad 2 kilogramowej suni. (...) Ja zawsze się bałam ropomacicza na które praktycznie umiera prędzej czy później co 2 suczka, raka sutka na którego również umiera połowa suczkek, ciąż urojonych i raka narządów rodnych na które również umiera dużo piesków. (...) Gdy człowiek dowie się, że jego piesek ma problemy z tarczycą nie przeżywa tyle stresu jak w sytuacji dowiedzenia się, że pies ma raka. O kosztach leczenia nie będę wspominać. [/QUOTE] Tutaj strasznie przesadzasz w drugą stronę... Ryzyko [U]wystąpienia [/U]nowotworu sutka u niesterylizowanej suki wynosi 50%. Łagodny nowotwór sutka to zazwyczaj miejscowa zmiana, którą wystarczy usunąć, a bywa, że suka spokojnie żyje z guzkiem bez operacji - od łagodnego nowotworu się nie umiera, szczególnie jeśli zostanie w porę usunięty jako mała zmiana, co przy odpowiedniej comiesięcznej kontroli gruczołów mlecznych suki jest normą. Złośliwe nowotwory to 50% guzów sutka, a więc ryzyko, że [U]niesterylizowana[/U] suka zachoruje na złośliwy nowotwór sutka wynosi 25%. Nawet zakładając, że nowotwór jest złośliwy, przy odpowiednio wczesnym wykryciu guzka (a tak jak pisałam, comiesięczna kontrola gruczołów suki powinna być normą jak odrobaczanie i szczepienia), usunięcie go kiedy jeszcze jest mały i ewentualna dodatkowa terapia pozwala często na całkowite wyleczenie. Skąd więc ta bzdura, że połowa suczek umiera na raka sutka? :crazyeye: Przy sterylizacji po pierwszej cieczce ryzyko nowotworu spada z 50 do 8%. Nie znam żadnych badań, czy po sterylizacji w przypadku nowotworu sutka odsetek złośliwych i łagodnych jest inny, więc pozostaniemy przy standardowym. Tak więc ryzyko [U]wystąpienia[/U] złośliwego, czyli zagrażającego życiu suki nowotworu sutka wynosi 4%. Przy uważnej opiece nad suką i odpowiednio wczesnym wykryciu go sukę zwykle można szybko całkowicie wyleczyć, więc ryzyko [U]śmierci[/U] wysterylizowanej suki z powodu nowotworu sutka, wynosi mniej niż 4%. Trudno oszacować ile - 3%? 1%? Ile by to nie było, jeśli to jest wielkie ryzyko, to ja wysiadam ;) bo równie wysokie jak nie większe jest ryzyko powikłań po sterylizacji, i nie wszystkie są takie przyjemne, że daje się psu tabletki i kłopot z głowy. Kolejna rzecz na tapecie - ropomacicze. Ryzyko ropomacicza po sterylizacji jest zawsze zerowe, czy wysterylizujesz sukę przed pierwszą cieczką, czy w wieku 10 lat. Nie wiem, skąd masz dane, że połowa niesterylizowanych suczek umiera na ropomacicze, bo wg źródeł naukowych na ropomacicze [U]umiera[/U] suczek... 1%. Dokładnie tyle samo wynosi ryzyko nagłej śmierci przy narkozie, choćby przy sterylizacji :evil_lol: Oczywiście na ropomacicze choruje więcej suczek niż ów 1%, ale przy obecnym poziomie medycyny weterynaryjnej i uważnej opiece właściciela, ropomacicze jest również możliwe do wczesnego zdiagnozowania, i pełnego wyleczenia. Skoro połowa suczek umiera wg Ciebie na guza sutka, a druga połowa na ropomacicze, to jakim cudem "dużo piesków" umiera na raka narządów płciowych, skoro wszystkie już umarły na wcześniej wymienione dwa schorzenia? :evil_lol: I co z badaniami naukowymi, wg których chyba najczęstszą przyczyną śmieci starszych psów są schorzenia nerek, a nie żadne nowotwory? To chyba każdy pies musiałby umierać ze 3 razy, za każdym razem na co innego ;) I jaka suka na świecie umarła od ciąży urojonej? :evil_lol: A teraz druga strona medalu, której nie doceniasz - na moim własnym przykładzie ;) Suka 100% zdrowa, brak ciąż urojonych, zaburzeń hormonalnych, jakichkolwiek wskazań do sterylizacji. No ale sterylizuję sukę po 2 cieczce, bo ropomacicze, bo guzy sutka ;) Wkrótce po sterylizacji suka zaczyna tyć. Obcinam dawkę żarcia, suka dalej tyje, za to psuje się sierść. Suka łysieje. Tour po weterynarzach, badania, dopiero w W-wie na SGGW zdiagnozowano niedoczynność tarczycy. Ustawianie leków, kolejne badania krwi (dojazd do weta prawie 100 km). Wszystko ok, po kilku miesiącach suka schudła, ale dalej łysa. Kolejne badania krwi, hormony tarczycy w normie, dawka leków ok. Kosztowne badania pod kątem nadczynności kory nadnerczy, też w normie. Weci rozkładają ręce. Suka bierze do końca życia leki na tarczycę (u nas to był koszt 30 zł miesięcznie, czyli 360 zł rocznie - przemnóż to przez x lat życia, koszt wcale nie jest mały, i to nie licząc badań kontrolnych, dojazdów do weta, itd.). Oczywiście to nie koniec ;) Po x lat, przypadkowo, z okazji usg, dowiedziałam się od ogarniętej wetki, że przełysienia mojej suki nie są związane z niedoczynnością tarczycy, ale jest to tzw. alopecia X, która występuje u wysterylizowanych zwierząt i prawdopodobnie związana jest z zaburzeniami pracy miąższu nadnerczy - problem nie jest jeszcze do końca poznany, bo u niesterylizowanych zwierząt praktycznie nie występuje, nieznane są pełne typowe objawy, skutki dla organizmu, leczenie. Moja suka na usg miała właśnie przerośnięty miąższ nadnerczy (nie mylić z problemami z korą nadnerczy, syndromem Cushinga, który to problem akurat jest poznany, a koszty leczenia zabójcze). Dalej - "dzięki" niedoczynności tarczycy obniżona jest skuteczność środków przeciwkleszczowych - kropli, obróżek, ze względu na obniżoną produkcję sebum. Nikt mnie o tym nie poinformował, nie było takiej informacji w dostępnej literaturze w jęz. polskim, dowiedziałam się o tym "przy okazji", kiedy moja suka zabezpieczona spot onem złapała kleszcza, zachorowała na babeszjozę, mało nie straciła życia, i miała trwale uszkodzoną śledzionę, i problemy z wątrobą. Wątroba mogła też siąść od lat codziennego podawania leków :) Z okazji niedoczynności musieliśmy też rzadziej ją szczepić, w miarę możliwości unikać podawania jakichkolwiek leków, nawet odrobaczania, bo przy niedoczynności organizm wolniej metabolizuje wszystkie toksyny. Też miałam przekonanie, że niedoczynność tarczycy to taki tam pikuś, że wystarczy podawać leki jak jakąś witaminkę, i piesek jest zdrowy. Tak, z pewnością. Szczerze - wolałabym ostatnie kilka miesięcy walki z rakiem, za to zdrowe życie psa bez codziennych leków i powikłań, jakie miała moja suka. A nie, przepraszam, ostatnie kilka miesięcy walki z rakiem i tak miałam, bo moja suka w nosie miała statystyki i mimo sterylizacji, która miała nas przed rakiem uratować, na starość zachorowała na nowotwór, tyle że otrzewnej, i nie dożyła 13 roku życia. Stąd moje zdanie - sterylizacja nie gwarantuje nam 100% zdrowia suki, za to może wygenerować problemy, których bez sterylizacji by nie było. Osobiście z moralnego punktu widzenia, wolałabym, żeby moja suka była chora, bo bozia dała jej jajniki i jest suką, niż dlatego, że ja kombinowałam i poddałam ją jakiemuś zabiegowi. Ktoś inny ma prawo uważać inaczej i woleć wysterylizować, tylko niech przy tym nie pisze głupot, że brak sterylizacji to pewna śmierć od "kobiecych" przypadłości, a skutki uboczne sterylizacji to rzadkość i nie są groźne, bo to zwyczajnie nieprawda. Ja wolę świadomość, że moja suka jest chora, bo jest suką, niż wiedzę, że zachorowała z powodu zabiegu który ja zleciłam, i myśli, że bez niego mogła tak naprawdę nie zachorować w ogóle na nic. Nie wysterylizuję nigdy suki przed 1 cieczką; pewnie nie wysterylizuję już suki bez wskazań ku temu, czy to zdrowotnych, czy mieszkaniowych (np. posiadanie niekastrowanego samca w tym samym domu); ot tak, bo tak zdrowiej. Każdy niech decyduje wg własnych doświadczeń i sumienia - ale na podstawie rzetelnej wiedzy naukowej, nie propagandy ze stron fundacji każących kastrować wszystko co żyje.
-
Dobrze, dni płodne u suki to nie są 3 tygodnie, ale standardowa żywotność plemników w drogach rodnych suki to 48-72 h, co już ten okres owulacji i dostępności jajeczek (który też nie trwa dzień) zdecydowanie wydłuża. Rekordowa żywotność plemników w drogach rodnych suki, to z tego co pamiętam ok. 7 dni... Do tego wcale nie jest tak łatwo wyznaczyć ten okres, kiedy suki trzeba pilnować, bo owulacja zdarza się i w 7-9 dniu cieczki, a zdarza i w 16, i później. Hodowcy miewają nawet problem z wyznaczeniem go przy badaniu hormonów - a co ma zrobić przeciętny Kowalski, szczególnie kiedy suka daje mylne objawy, np. wystawia się całą cieczkę, a nie tylko w płodne? Albo nie ma książkowej wydzieliny, czyli czerwonej w proestrusie i słomkowej w rui, tylko np. całą cieczkę różowawą, podbarwioną krwią? Cieczka to cieczka, całą cieczkę trzeba suki pilnować i tyle.
-
Nie wiem, czy korzystałaś z tych badań: [url]http://staffy-bull-terrier.niceboard.com/t12762-long-term-health-risks-and-benefits-associated-with-spay-neuter-in-dogs[/url] one są oparte częściowo na badaniach zwierząt sterylizowanych w wieku 6 miesięcy, częściowo w późniejszym. Co do raka sutka... Ja czytałam, że dopiero sterylizacja po 3-4 cieczce jest bez znaczenia dla jego późniejszego wystąpienia ;) niemniej jednak jakoś nie bardzo w to wierzę. Dla wystąpienia może i tak, ale dla przebiegu choroby i tempa wzrostu ewentualnego guza jak najbardziej nadal ma. Suki u których wystąpi guz sutka, sterylizuje się rutynowo, niezależnie od wieku, bo są to guzy hormonozależne i rosną właściwie jedynie podczas cieczek, kiedy poziom hormonów jest wysoki. Miałam sukę sterylizowaną po drugiej cieczce - żyła prawie 13 lat i nigdy nie miała nawet najmniejszego guzka (a sprawdzałam regularnie). Proste i logiczne, że nawet jeśli suka była sterylizowana w wieku kilku lat, ryzyko że dostanie groźnych szybko rosnących guzów sutka jest znikome. Owszem, może mieć łagodne zmiany, jakieś pojedyncze guzki, ale ryzyko, że nagle wysypie jej się milion guzów, które urosną do nie wiadomo jakich rozmiarów jest w porównaniu z suką niesterylizowaną wg mnie naprawdę nikłe. Badania te dotyczą WYSTĄPIENIA guzów, nie różnicują, czy jest to 15 cm guz złośliwy, czy 2 cm łagodna zmiana. Co do samej sterylizacji przed pierwszą cieczką... Pierwsza cieczka wiąże się z pojawieniem się hormonów płciowych na odpowiednim poziomie - który to poziom inicjuje wiele procesów w organizmie, związanych z zakończeniem okresu dojrzewania, np. mineralizację nasad kości długich. Nie chodzi tu tylko o wzrost na wielkość. Przy decyzji o sterylizacji trzeba brać też pod uwagę rasę psa, bo np. niedoczynność tarczycy będąca schorzeniem typowym dla rasy (husky, malamuty, laby, goldeny) i jej ryzyko większe u nich już z racji pochodzenia, po sterylizacji będzie już naprawdę bardzo duże. Co do nietrzymania moczu - ryzyko zależy w większym stopniu od rozmiarów suki, a nie od wieku przeprowadzenia zabiegu. Po sterylizacji zwalnia tarczyca, ale często nadmiernie uaktywniają się nadnercza, niekoniecznie zaraz kora i co za tym idzie syndrom Cushinga, ale niekiedy dochodzi do przerostu i nadaktywności części miąższowej, której efekty nie są jeszcze do końca poznane i wywołują niespecyficzne objawy. Mogą wystąpić problemy z przysadką mózgową (bo siada cała oś hormonalna podwzgórze-przysadka-jajniki) - efekty mogą o zgrozo dać podwyższony poziom żeńskich hormonów płciowych ;) a więc większe ryzyko raka sutka, zropienia kikuta macicy, ciąże urojone, itd. W ogóle polecam w tej kwestii lekturę podręczników weterynaryjnych z dziedziny fizjologii - wtedy najdokładniej dowiemy się, po co suce jajniki i jaką rolę pełnią w organizmie hormony przez nie produkowane ;) a mają tych ról wiele, i wpływ sterylizacji na większość z nich nie jest po prostu zbadany, a nie go nie ma ;) Nie jestem przeciwniczką sterylizacji, natomiast uważam, że nie należy się z nią spieszyć, gdy nie chodzi o możliwość niepożądanej ciąży, tylko o zdrowie domowej dopilnowanej suki, bo możliwych minusów jest równie dużo, co możliwych plusów. Gdyby dla psów (czyw ogóle ssaków) najzdrowszy był brak jąder/jajników, w drodze ewolucji zostałyby wyeliminowane, i natura znalazłaby inny sposób rozmnażania ;) a ja zawsze wychodzę z założenia, że zanim poprawimy naturę, trzeba się zastanowić 5 i 10 razy. Natomiast co do szczeniaków dla zdrowia - dla organizmu i równowagi hormonalnej suki najzdrowsze są mioty co 2-3 cykle (regularne), albo w ogóle brak miotów. Jednorazowe macierzyństwo nie daje żadnych trwałych korzyści, jedynie obciąża i jednorazowo rozregulowuje organizm. Taka zresztą jest też strategia rozmnażania najbliższych dzikich kuzynów psów - wilków. Tam też samica rozmnaża się regularnie, póki może (alfa), albo w ogóle (pozostałe samice), i do takiego "działania" jest przystosowany organizm psowatych.
-
Ja bym generalnie nie poprosiła, bo po to się przygotowywałam do zakupu psa, w tym orientując się w cenach i przygotowując kasę, tyle że hodowca po kryciu suki podał mi jedną cenę szczeniaka, a już gdy szczylki się urodziły i rezerwowałam konkretnego, podniósł cenę maluchów o połowę :razz: i nie było to z 2 tys. zł na 3 :razz: Stwierdziłam, że w takim razie poproszę o rozłożenie płatności na dwie raty, albo rezygnuję z rezerwacji. Z wielkim bólem i tekstem o zatrzymaniu metryki się zgodził; w sumie i tak nie było to potrzebne, bo ogarnęłam do odbioru potrzebną kwotę. Nie mam w związku z tym zbyt miłych wspomnień z proszeniem o raty, mimo że nie byłam osobą, która wchodzi i chce peta za 800 zł w 10 ratach, i nie wiem, czy drugi raz bym się zdecydowała na takie pertraktacje - chyba że wybitnie by mi zależało na szczeniaku z danego skojarzenia.
-
Nigdy bym się nie zdecydowała na sterylizację przed pierwszą cieczką - zabieg przed osiągnięciem pełnej dojrzałości niesie za sobą masę możliwych skutków ubocznych i większe pradopodobieństwo wielu schorzeń, które są powikłaniami sterylizacji (choćby wszelkich zaburzeń hormonalnych). Przy liście chorób, których ryzyko zwiększa się przy takim zabiegu, pełna eliminacja ryzyka guzów sutka wypada dla mnie blado, szczególnie, że i sterylizacja po 1 czy 2 cieczce znacznie zmniejsza ryzyko ich wystąpienia.
-
No nie wiem, ja tego nie zauważyłam; trafiają się hodowcy z takim podejściem, ale nabycie taniej peta nie jest żadnym problemem, przynajmniej w rasach, w których się orientuję. Bardziej śliska sprawa jest wtedy, kiedy pies nie ma wad dyskwalifikujących, bo ciężko ocenić u 8-tygodniowego szczyla czy w wieku dorosłym będzie wybitny czy po prostu poprawny.
-
[quote name='Marta1990'] A co do tego ,że kundleki są zdrowsze , najmądrzejsze i najbardziej kochają to prawda - :D Wiem ,że to stwierdzenie boli właścicieli rasowych psów ,którzy wydają grube pieniądze na psa a ich psy niczym się nie różnią od tych wziętych z ulicy (no poza wyglądem). [/QUOTE] Owszem, różnią. Patrząc na moje doświadczenia, rasowce nie pogryzły mnie do krwi jak mój nieżyjący już, wzięty z ulicy kundel :diabloti: a miał być taki kochający :diabloti: Kundelki które miałam miały kompletnie inny charakter niż staffiki. Ani gorszy, ani lepszy, bo inny. Miałam kundla, który nie chorował na nic; miałam kundla który chorował na tarczycę, nadnercza, wątrobę, a w końcu nowotwór. Mam rasowca, który ma katalog alergii, przepuklinę i miał problemy z oczami; mam rasowca, który jest zdrowy jak koń i ma najmocniejszy żołądek ze wszystkich psów, które kiedykolwiek ze mną żyły. Nie zauważyłam różnicy w miłości do mnie, a jeśli już, to powiedziałabym, że staffiki są dużo bardziej emocjonalne i kochające niż kundelki, które miałam. I nie czaję, czemu właściciele kundelków nie mogą się opanować, żeby nie podkreślać ich wyższości nad rasowymi psami. 95% osób na dogo nie podkreśla w żaden sposób, że kundle są gorsze (a niech by spróbowały, to zaraz będą snobami). Tekst, że kundelki są mądrzejsze i bardziej kochają (czyli w skrócie, rasowe psy są głupsze i mniej kochają właściciela) uznawany jest jak widać przez niektórych za normę, mimo że jest krzywdzący. No ale po rasowcach można jechać nawet uważając się za miłośnika psów; przecież to psy żyjące tylko dla szpanu. Tylko nie wiem, kogo tu w takim razie bardziej boli pupa ;)
-
Cóż, ja dziś poszłam do znajomej fryzjerski, "psiary" - lubiłam zawsze do niej chodzić, bo mogłam pogadać przy zabiegach o obróżkach na kleszcze, miejscówkach na mięso, itd. ;) opowiadała dziś, że musiała uśpić jednego ze swoich psów. Stwierdziła, że wzięłaby za jakiś czas innego, nie rasowego, kundelka, bo ona nie z tych, co się chwalić muszą... Tak, rzeczywiście, kundelki są dyskryminowane na każdym kroku ;) tak jak mówię, nie spotkało mnie to nigdy - a przytyk o rasowych usłyszałam już godzinę po wypowiedzi na wątku, wystarczyło że poszłam do fryzjera :D (żeby nie było, babka wie, że mam rasowe psy, więc tym bardziej tekst był niesmaczny). Niektórzy chyba myślą, że właściciele rasowych psów chodzą na spacery z rodowodem w ramce zawieszonym na szyi, albo z umową kupna z ceną doczepioną psu do czoła... Zresztą, napiszcie na dogomanii, że kundelki są najzdrowsze, najmądrzejsze i najbardziej kochają - zaraz przytaknie Wam stado cioteczek; może kilka osób powie, że to bez róznicy, pies to pies. A napiszcie coś takiego o rasowych :evil_lol:
-
Dysplazja to jedno; w takim przypadku dochodzi jeszcze zwiększone ryzyko złośliwych nowotworów kości. Najzdrowiej byłoby suczki po prostu pilnować i nie ingerować hormonalnie w jej organizm...
-
[quote name='martq20'] dokładnie tak samo sądzę :) pewnie jest więcej takich osób, ale boją się głośno o tym mówić..... no cóż na forum jak przedstawisz swojego pieska(kundelka) nikt nie zwróci na niego uwagi, ale jak juz kupisz z rodowodem to jesteś zachwalana, bo ma rodowód. Mogę kupić psa z rodowodem, ale suka nie ma cieczki i się zastanawiam czy jest sens dalej brnąć w temat rodowodów, wystaw. Chcę psa który będzie dla mnie , nie dla innych...[/QUOTE] Dziwne podejście, bo ja np. miałam kilka lat galerię kundelka i jakoś na brak zainteresowania nie narzekałam. Z wątkami psów jest trochę tak jak z komentarzami na blogach. Jak u nikogo nie piszesz to i za wiele osób u Ciebie nie pisze. A galeriami rasowych psów interesują się często po prostu miłośnicy danej rasy, bo są ciekawi psiaka - ale czy tylko dlatego, że ma rodowód? :roll: Nie każdy ma czas i wenę latać po wszystkich fotoblogach na dogomanii, i komentować, szczególnie jak nie za bardzo jest co, bo o psie są 3 zdania i jedno niewyraźne zdjęcie. Ja teraz mam psy z rodowodem, mam szczeniaka, ale jakoś tłumów w mojej galerii nie ma - bo ja sama nie latam po fotoblogach, rzadko kiedy piszę coś u kogoś, i pisze u mnie garstka osób, z którymi mam tu bliższy kontakt, czy które są akurat zainteresowane moimi psami. Jeśli nie czujesz tematu hodowli, wystaw, psów rasowych to żaden problem, weź kundelka. Tylko nie sugeruj, że psy z rodowodem ludzie mają dla innych, a nie dla siebie ;) A poza dogomanią - uwierz, nikt w moim otoczeniu nie zachwalał mnie z powodu zakupu psów z papierami. Rodzina była zbulwersowana jak można kupić psa za tyle kasy; znajomi mówią że fajne, ale się wielce nie interesują; najlepsze są panie miłośniczki piesków z osiedla :) jak zobaczyły Cyca, to zaraz pytały gdzie go znalazłam, że ludzie tak te pieski wyrzucają, że będzie miał dobrze u mnie... Sprostowałam delikatnie, że pieska kupiłam, to spompowały się jak purchawki i jedna z przekąsem stwierdziła "myślałam że Ty to przygarniesz"... I podobna reakcja u większości - jak wychodziło, że pies jest kupiony, a nie wzięty zagłodzony z rynsztoka, to wymowna cisza i zmiana tematu. Dla mnie cała ta dyskryminacja kundelków to jakaś bzdura; naście lat miałam kundle i nigdy się z tym nie spotkałam. Za to odkąd mam psy z rodowodem, ciągle komuś nie pasuje, że to nie przygarnięte, albo że nie ta rasa co trzeba. Zresztą, jak ktoś ma kundelka i szuka poklasku, wystarczy wejść na PWP. Tam dogocioteczki złotem obsypią, że się u wstrętnych hodowców nie kupiło ;) bo widzę,że jednak boli niektórych, oj, boli, ten brak zainteresowania ich kundelkiem, choć zwykle wcale nie wynikający z jego braku rasowości.