Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. 1. Jak je nauczysz, że na każde zawołanie jest zabawa, to tak, są takie upierdliwe, bo to bardzo mądre psy ;) Jak pozwalałeś x czasu wymuszać zabawę kiedy tylko pies chciał, i nie było granicy, że ma dać spokój, to czemu miałaby tą granicę mieć? Ty decyduj kiedy jest zabawa, a kiedy koniec. Nie baw się na zawołanie, tylko kiedy Ty masz czas i ochotę. Kończ kiedy Ty zdecydujesz i bez dyskusji - najlepiej od razu drzemka w klatce. Wprowadź wyraźne słowo na początek i zakończenie zabawy. 2. Z ręką na sercu - jak gryzła, to nigdy nie zacząłeś się z nią bawić? ;) Bo jeśli pies Cię dziabał, a Ty tak dawałeś się namówić na zabawę, to pies jak pisałam, w mig łapie co na Ciebie działa, i potem to wymusza. Być może żona i młodsze dziecko od początku okazywały zdecydowaną niechęć na zbyt brutalne zaproszenia do zabawy, a Tobie i starszej córce aż tak nie przeszkadzało mocne podgryzanie i dawaliście się tak czasem namówić na zabawę. Pies doskonale wie, z kim może sobie na co pozwolić, koduje jaka byłą reakcja na dane zachowanie i robi, co się opłaca. Staffik jest w tym mistrzem świata ;) Jak na KAŻDE mocne gryzienie itd. będzie reakcja NIE i 3 min w klatce bez dyskusji, to pies się oduczy... Ale kiedy taka reakcja jest co druga, a reszta to zabawa, albo przed NIE i wysadzeniem do klatki jest "hihihi ona znowu mnie gryzie zobacz", to efektu nie będzie ;) Co jeszcze - ile pies ma ruchu i w jakiej formie? Czego i ile go uczycie? Ile śpi w ciągu dnia? Czy kiedy śpi, ktoś go budzi, zaprasza do zabawy?
  2. Ale super wieści :loveu: Cieszę się, że sunie dają radę i nie ma darcia kłaków; myślę, że ogarniecie bez problemu, skoro daliście radę z Maxem ;) Co do sikania - ja miałam podobny problem, jak brałam Honey, która przywykła, że siku robi dużej posesji sama w krzaczorach; w ogóle nie traktowała spaceru z przyczepionym człowiekiem jako toalety - pomogła nam długa linka ;) Wychodziłyśmy na Ciechanowską na skwerek za magazynami i tam puszczałam ją na całą długość linki, i mogła sobie intymnie zalatwiać potrzeby z dala ode mnie ;) Kilkanaście spacerów i parę razy się "zapomniała" i wysikała już po drodze tuż przy mnie, pochwaliłam i poszło z górki ;) Linkę mogę Wam pożyczyć jak nie macie, bo póki co nie użytkuję; leży i się kurzy. Moje foty to jakość taka jak te od malagos (robiły opiekunki), albo gorsze, bo robiłam telefonem bez flesza; mój aparat ciągle się sypie, teraz rozładowuje baterie w 30 sekund i nie mam już do niego siły. No ale skoro dama już ma oficjalnie DT to na pewno będą dobre fotki :) EDIT: Doczytałam, że Buffy już wysikana, czyli bezproblemowo rozumiem z czystością :)
  3. Ja powiem tak - próbowałam suni pomóc, robiłam zdjęcia, drukowałam, żeby były na pogadanki w szkole, etc. -ale jak przychodziło co do czego, panie dokarmiające kłóciły się o każdy szczegół, ogłoszenia nie mogłam zrobić, bo nie chciałam podawać swojego nru, bo sunię widziałąm ze 2x w tygodniu i nie wiedziałam co u niej, panie nie chciały ogłoszeń na ich numery - poddałam się ;) Jak będzie DT albo osoba która koordynuje adopcję to chętnie pomogę.
  4. [quote name='Mazowszanka2']Przypomniało mi się, skoro mówimy o olbrzymach, o hodowli dużych, czarnych psów, którą widziałam przejeżdzając przez Maków. Psy były duże, kudłate, widziałam je tylko z okien jadącego samochodu. Myślałam, że to duże teriery rosyjskie, a to mogły być sznaucery olbrzymie. Przy wyjeździe z Makowa w stronę Przasnysza, po prawej stronie, na pewno trzeba minąć Lidla. Z drogi widać było kilka boksów,a w nich duże, czarne psy. Teren spory, ogrodzony, drzewka zabezpieczone przed psami. W tym sezonie wakacyjnym ubyło boksów, ale nie wiem czy zniknęły wszystkie. I teren inaczej zagospodarowano. Jakiś płot dodano. Może ta sunia to pozostałość tamtej hodowli ? Makowianki, możecie w ramach spaceru z psem wybadać to miejsce.[/QUOTE] To nie jest żadna hodowla ;) Odkąd pamiętam są tam 2, a od kilku lat 3 psy, nie wiem jakiej płci, ale szczeniaków i ciężarnych suki nigdy tam nie widziałam. Po prostu pilnują terenu i tyle. I z tego co patrzyłam, to raczej CTRy. Buffy jest w trochę innym typie, zdecydowanie mniejsza, i nie sądzę, żeby to było potomstwo tamtych psów.
  5. N&N nie wzięłaś pod uwagę, że za złapanie dziecka np. za ramię można zebrać od matki większy opieprz niż za krzyknięcie ;) bo zaraz się okaże, że szarpiesz dziecko i bóg wie co jeszcze. W blokowanie swoją osobą próbującego podbiec do psów dziecka też nie chce mi się bawić, szczególnie kiedy idę z dwoma psami - a kiedy ktoś idzie z psem, który na dziecko może zareagować agresywnie, to nawet gdyby był w kagańcu, nie byłoby to bezpieczne. Może żeby ogarnąć to wyobraźnią, trzeba mieć jakiś czas pod opieką psa, który na dzieci reaguje bardzo agresywnie - ja miałam taką wątpliwą przyjemność przez kilka lat, widziałam co ten pies u poprzedniego właściciela zrobił dziecku i po jakim czasie były blizny, i może dlatego nie mam wątpliwości, czy dziecku bardziej zaszkodzi okrzyk "stój" czy podbieganie z wrzaskiem na pełnej prędkości do obcych psów. Serio nie rozumiem ani tego szumu o krzyknięcie do dziecka "nie podchodź", ani o to, że ktoś w nerwach na forum nazwał dziecko, które źle się zachowało, bachorem.
  6. Zapisuję sobie wątek ;) Też widziałam te psy podchodzące pod budę i martwiłam sie czy nie ma cieczki, bo z podaniem hormonów też była jakaś sprzeczka, sunia raz nawiała akurat na przyjazd weta i nie wiedziałam, czy je w końcu dostała czy nie. Z gorszych wieści, dziś na porannym spacerze na Cyca nacierał młody pies w typie biszkoptowego laba... Przez chwilę myślałam, że to samowyprowadzająca się suka z bloku obok, ale jak odgoniłam, pies uciekł w panice hen między bloki - tamta suka aż tak by nie uciekała; i dopiero sobie dodałam dwa do dwóch, że to jednak był inny pies, szczuplejszy, bez obroży. Tak więc możliwe że szykuje się kolejny bezdomniak :( bo po zachowaniu wątpię, by był to czyjś pies - raczej wypuszczony na ulicę wystraszony podrostek.
  7. Dobra, jak następnym razem na psy będzie mi biegło rozwrzeszczane dziecko, nie będzie czasu na pogawędkę ani wejście między strony, to zdejmę z pleców kałasza i zestrzelę. Lepsza szybka śmierć niż straszne życie z fobią, hemoroidami i padaczką wywołanymi przez traumę po krzyku obcej baby. Serio tu się już nie da pisać poważnie :D
  8. Do wiedzy, że obcy pies, do którego znienacka podbiega krzyczące dziecko, może zareagować nerwowo, nie są potrzebne studia z dziedziny behawioru zwierzęcego, tylko elementarna wiedza o życiu, na poziomie podobnym do tej, że jak wybiegnie się znienacka na ulicę, to może pacnąć nas samochód. Jak również nie wiem, jak trzeba być odrealnionym i naiwnym, żeby wierzyć, że wszystkie psy chodzące po Polsce bez kagańców są tak bezpieczne dla dzieci, że można sobie podbiegać z wrzaskiem i je obmacywać. Nie wiem, mnie od najwcześniejszych lat uczono, że przy obcym psie się nawet nie przebiega (!), tylko zwalnia, żeby nie sprowokować go do ataku; uczono też, że obcych piesków się nie obmacuje, jak chce się mieć paluszki. I nie uważam, żeby osoby, które mi to mówiły, były paranoikami; dopiero po lekturze kilku postów tutaj zakiełkowała mi taka myśl, że przecież normą powinno być pozwalanie mi na to wszystko, bo pieski to albo pluszowe misie, albo wszyscy ich właściciele są tak odpowiedzialni, że w razie najmniejszych wątpliwości zakuwają je w kagańce. I to takie z amortyzacją z gąbki, żeby dziecka nie bolało, jak pies mu tym kagańcem przydzwoni. I nie przekonuje mnie nadal twierdzenie, że z samochodami jest inaczej... Niektórzy piszą tu o samochodach jak o dzikich bestiach z gór, które rozpędzone mkną przez miasta bez niczyjej kontroli :diabloti: i jedyny ratunek to pilnować dziecka. Tymczasem na kierowcy też spoczywa masa obowiązków, m. in. dostosowanie prędkości do warunków, miejsca jazdy, branie pod uwagę ryzyka, że inni użytkownicy ulic zachowają się nieprzewidywalnie, czy złamią przepisy. W porównaniu do panowania nad maszyną, właściciel psa ma dalece mniejsze możliwości przewidzenia jego reakcji czy kontroli ruchu każdej jego części ciała z osobna. I mimo to na kierowców nie zwala się winy za wypadki z udziałem auta tak często, jak przy niemiłym wypadku z udziałem psa. Dla mnie sprawa jest prosta, jak da się upilnować dziecko przed rozjechaniem przez auto, to da się i przed dzikimi szarżami do obcych psów.
  9. Trzeba brać pod uwagę, że psy mogą w ogóle nie reagować negatywnie na jakiś okrzyk podniesionym głosem wydawany przez właściciela, który to okrzyk nie jest komendą, ale bardzo źle reagować na podbiegnięcie dziecka ;) Ja się wydarłam na dziecko, bo wiem, że mój pies miał kompletnie w tyle, że ja sobie śpiewam, pokrzykuję do kogoś, etc. dopóki nie jest to komenda do niego skierowana. Dla lękliwego psa podniesiony głos właściciela (nie mówię o nienawistnych okrzykach jak w dżungli) też może być mniejszym stresem niż nadbiegający krzyczący obcy człowiek. I tak jak pisałam, nie zawsze jest miejsce i czas na inne rozwiązania, kiedy masz 3... 2... 1... i dziecko już na psie.
  10. [quote name='PaulinaBemol'] Martens rozumiem podejście, rozumiem że nie musisz wychowywać cudzego dzieciaka. Jednakowoż pomimo milości do psów (a wbrew pozorom niechęci do dzieci) pies to nie dziecko i ja nie stosuję przełożenia jeden do jednego. Ale jak już stosujemy analogie to tak jak na widok dzieciaka zmierzającego w naszą stronę nie ryczę od razu tak też najpierw próbuję innej metody na psie niż kopnięcie czy gaz. To są środki ostateczne. I tylko o to mi chodzi. I na szczęście jeszcze mi się nie zdarzyło ryczeć na dziecko (na doroslych niestety tak) ani kopnąć psa.[/QUOTE] Owszem, pies to nie dziecko i nie można zrobić takiego przełożenia w każdej materii, ale w momencie kiedy mamy sytuację - rodzice mający obowiązek odpowiadać za dziecko i jego czyny, i właściciela który odpowiada za psa jak wyżej, to przełożenie jak najbardziej ma rację bytu w moim odczuciu. Ja też stosuję zawsze lagodniejsze metody - o ile jest na to miejsce i czas; przez prawie 14 lat posiadania psów może 2 razy musiałam wydrzeć się na dziecko i kilka razy kopnąć psa; gazu użyłam raz. I myślę, że nikt nie wydziera się wniebogłosy, bo w stronę psa idzie spokojne zaciekawione dziecko - mowa raczej o sytuacji, kiedy zmierza do nas galopem dzieciak z wyciągniętymi rękami, jeszcze piszczący na całe gardło... I gdyby moje dziecko tak się zachowało wobec kogoś z psem, w życiu by mi nie przyszło do głowy się awanturować, bo ktoś na nie krzyknął - jeszcze bym podziękowała, bo może dziecko uniknęło dziabnięcia zębami... W cywilizowanych krajach wcale nierzadko przy pogryzieniu dziecka przez psa sąd orzeka, oprócz kary dla właściciela psa, konsekwencje prawne dla rodziców wskutek niedopilnowania dziecka. Bo tak jak już pisano, pies musi być zsocjalizowany i znosić jak Budda podbieganie do niego rozkrzyczanych dzieci - problem w tym, że jadących samochodów i pedofili nie da się zsocjalizować, i skoro większość rodziców całkiem dziarsko radzi sobie z uchronieniem dziecka przez rozpłaszczeniem przez auto czy wdawaniem się w poufałości z nieznajomymi panami, czemu nie miałoby dać sobie rady z ogarnięciem zachowania dziecka wobec napotkanych psów?
  11. [quote name='PaulinaBemol'] Po prostu w sytuacji stania przed sklepem z psem widzę inne możliwości zwłaszcza jak matka jest obok. I jednak nie uważam iż ryknięcie "NIE PODCHODŹ" nauczy dzieciaka myśleć bo jemu trzeba wytłumaczyć. Tak wiem mają rodziców niech oni im tłumaczą, tylko czasem ci rodzice też wolą ryknąć i na tym koniec. [/QUOTE] Może nie zrozumie, że piesek może ugryźć, ale może minimalnie się wystraszy, i zanim pobiegnie do innej obcej osoby macać jej psa, pomyśli że może zostać skrzyczane i zrezygnuje albo spyta. A to, że rodzice też wolą ryknąć to szczerze, guzik mnie obchodzi. Oni mają dziecko, oni mają obowiązek go pilnować i tłumaczyć. Ja mam psa, ja mam obowiązek go pilnować i wychowywać. Jeśli odwrócimy sytuację i mój pies będzie biegł ze szczekaniem do czyjegoś dziecka, to sorry, nijak nie mogę sobie wybrazić sytuacji, w której rodzic zamiast na tego psa ryknąć albo strzelić mu z buta, ciuciał by do niego i próbował z dobrego serca kulturalnie naprawiać mu braki w socjalizacji, którą ja spaprałam.
  12. [quote name='mala_czarna']Zasadniczo to mam takie spostrzeżenie, że wiele wymaga się od posiadaczy psów, natomiast już dużo mniej od dzieci i rodziców. Może troszkę elementarnej wiedzy na temat zachować psa by się w szkołach przydało wyłożyć? :)[/QUOTE] To są chyba skutki ery w wychowaniu dzieci pt. "nie kop pana bo się spocisz" ;) Z opowieści moich rodziców i dziadków wiem, że nikt się kiedyś tak nie cackał ani z dziećmi, ani psami - jak dzieciak wlazł sąsiadowi do sadu na jabłuszka i pies mu d*pę wygryzł, to się mówiło "po co właziłeś? teraz masz". Dzisiaj skończyłoby się w sądzie, karą dla właściciela, eutanazją psa i odszkodowaniem dla rodziców. Z psiarzy robi się podludzi, którzy nie mają żadnych praw, tylko same obowiązki, i którzy powinni przepraszać, że mieszkają w mieście ;) Dzieci mogą robić co chcą - bo to dzieci, i inni powinni się dostosować.
  13. Ja myślałam, że oczywiste jest, że nikt nie drze się wniebogłosy "wyp*erdalaj gn*ju jeb*ny bo cię zabiję" tylko jakieś ostre hasło w stylu właśnie "nie podchodź" - które zapewne dziecko słyszało od własnych rodziców miliony razy wysoko w skali decybeli i jakoś nie musi chodzić z tego powodu do dziecięcego psychiatry. Niektórzy zareagowali co najmniej jakby ktoś się nad tym podbiegającym dzieckiem znęcał, ubliżał mu i groził pobiciem :roll:
  14. Jak dziecko wypada zza rogu i z wrzaskiem biegnie jak najszybciej do psa, który stoi na końcu smyczy półtora metra od Ciebie i wącha trawę, to niekoniecznie masz czas na przestawianie psa, wchodzenie między psa a dziecko albo jeszcze konwersacje z mamusią ;) I osobiście wolę ryknąć na dziecko, żeby się nauczyło myśleć, skoro rodzice go nie nauczyli i nie pilnują, niż żeby dzieciak podbiegł potem do jakiegoś agresora i oberwał zębami. No chyba że wg kogoś ryknięcie "NIE PODCHODŹ!" spowoduje u dziecka większą traumę niż szwy ma rączkach ;) to chyba nie mam pytań :D
  15. Ej, ja serio podziwiam stalowe nerwy rodziców, którzy stoją i sobie patrzą, jak dzieciak na pełnej prędkości biegnie do obcego psa na smyczy. Miałam kilka takich akcji i owszem, ryknęłam na bachora, czy nie wypada najpierw spytać - i jakoś nigdy mnie rodzice nie opieprzyli. Co mnie szczególnie nie dziwi, skoro nie znają mojego psa i nie interesuje ich, czy dziecko nie wyląduje na pogotowiu (szczególnie, że moje psy mają mordy z okładek Faktu), to chyba tym bardziej w nosie mają, czy ktoś się na nie wydarł. Rozumiem, że małe dziecko nie zawsze posłucha, że niefajnie wystawiać agresywnego psa, żeby ugryzł dziecko tylko dlatego, że podeszło bez pytania - ale i niefajnie żyć w przekonaniu, że wszystkie pieski muszą być łagodne i nie reagować, kiedy dziecko biegnie z łapkami do obcego zwierzaka. Na szczęście to nie są, przynajmniej u mnie, jakieś częste przypadki; częściej spotykam paranoiczne babcie, które straszą wnuki moimi psami; że je pogryzą jak będą niegrzeczne, albo coś w tym stylu :roll: już nie wiem co gorsze dla tego dziecka - narażanie go na ugryzienie, czy wkręcanie mu jakiejś chorej fobii na przyszłość... Ten temat mnie jakoś szczególnie też nie gnębi, bo moje psy są przyjazne dla dzieci, dają się głaskać, chętnie się bawią - ale zadziwia mnie brak wyobraźni rodziców, że nie każdy piesek jest miły... Z jednej strony tyle szaleństwa w mediach o psach mordercach, o pogryzionych dzieciach - a z drugiej ludzie nie umieją wyciągnąć z tego zdrowych wniosków, tylko albo straszą dzieciaka, albo puszczają go na żywioł, chyba żeby selekcja naturalna swoje zrobiła ;)
  16. [quote name='spike1975']problem w tym że wy nie kochacie piesków niestety. a jeżeli nawet to jakąś chorą, zaborczą "miłością" nie mającą wiele wspólnego z ich dobrem. i dlatego z taką wrogością odnosicie się do ludzi ktorzy pozwalają psom być psami. i dlatego nie jest dla was problemem że źle wychowany pies pogryzł drugiego ale jest problemem ze ten drugi "podbiegł". (...) o psiej naturze nie wiecie zbyt wiele i wasza opieka nad psem polega głównie na kształtowaniu go "na swój obraz i podobieństwo" a myślicie o nim potwornie go antropomorfizując. dlatego jesteście wg mnie śmieszni a uwagi że powinienem was słuchać bo jest was dużo są naprawdę przekomiczne.[/QUOTE] Tak, tak, wszyscy jesteśmy nienormalni, tylko Ty jeden jesteś w porzo... Tak, tak, miliony much, itd. Lepiej Ci? ;) Jedyną osobą, która antropomorfizuje tutaj potrzeby psa, jesteś Ty. Patrzysz na psa jak na człowieka, który chce wyjść z kolegami do pubu czy chodzić na imprezy, i nawiązywać niezliczone kontakty towarzyskie z innymi. Na potrzeby STADNE psa w ogóle nie patrzysz - bo STADEM Twojego psa jesteś Ty, i smutne, bardzo smutne, że większość rozrywek jakie ma ten pies to wąchanie krzaczków i wąchanie obcych psów, a jego własne stado to podajnik do piłek i mobilna wieża kontroli lotów, która go przywołuje jak jest za daleko. [quote name='spike1975']głównie biegania za rozmaitymi zapachami, poznawanie innych psów i zabawy z nimi, już nie mówiąc o zwyczajnym ganianiu za patykami czy piłkami. takie tam "psie przyjemności".[/QUOTE] Kurczę. Moje psy 3 razy w tygodniu biegają ze mną po lesie (na smyczy przy nodze, o bidulki); w podobnej częstotliwości są na działce, gdzie bawią się ze sobą i/albo ze mną, z różnymi zabawkami i bez. Patyki i piłki ganiają jak mają ochotę; podobne sobie węszą - ale jakoś ich to wybitnie nie interesuje, bo nie jest rozrywką dnia jak u Ciebie. Je węszenie nudzi po 5 minutach, bo zwyczajnie chcą bawić się ze mną, czyli zacieśniać więzi w stadzie i zaspokajać potrzeby socjalne o których tyle trąbisz, a nie wiesz nawet czym są. Zabawa z innymi psami ich nie kręci, bo bawią się ze sobą w domu codziennie. No, ale to są nieszczęśliwe psy, a ja jestem oszołomem i frustratem, bo na osiedlu mam je przy d*pie na smyczy i nie pozwalam na konfrontacje z przypadkowymi psami. Dobrze zrozumiałam? [quote name='Beatrx']a jak mój pies, rasy stworzonej do współpracy z człowiekiem a nie do ganiania z innymi psami[/QUOTE] Ale co Ty piszesz o rasach i odmiennych potrzebach, przecież Mistrz powiedział, że to bzdury ;) [quote name='spike1975'] nikt nie może być odpowiedzialny za czyjeś irracjonalne lęki i urojone poczucie zagrożenia. jeżeli czyjś pies boi się np mężczyzn w kapturach to nie możecie żądać od nikogo żeby zdejmował kaptur jak się do was zbliża. możecie co najwyżej o to poprosić. i tak samo jest w wypadku chodzącego luzem psa. jeżeli nie stanowi zagrożenia to jest to wszystko co możecie wymagać.[/QUOTE] Przykro mi, ale tu zasadniczo się mylisz. Chodzenie w kapturze nie jest niezgodne z prawem. Puszczanie psa luzem w miejscu publicznym w większości przypadków tak. Dlatego osoba z fobią kapturów może tylko poprosić o jego zdjęcie. W przypadku psa prowadzonego na smyczy również może sobie naskoczyć i nie ma prawa żądać od kogoś np. zmiany trasy, bo w przypadku psa na smyczy, lęk nie jest uzasadniony, prawnie również. Natomiast osoba bojąca się w miejscu publicznym dużego psa puszczonego luzem, ma prawo ŻĄDAĆ jego zabrania, jeśli boi się przejść blisko i pies do niej podchodzi. Może również wezwać odpowiednie służby, żeby to wyegzekwowały, jeśli trafi na chama i buraka, który tego faktu nie rozumie. Ucieczka chama i buraka też niekoniecznie pomoże, bo taka osoba może uwiecznić puszczanie psa luzem i ową sytuację na filmiku swoją komórką, i na takiej podstawie odpowiednie służby mogą wręczyć chamowi i burakowi mandacik przypominający o zasadach życia w społeczeństwie. O empatii wobec takich osób i tego jak mało wysiłku wymaga odwołanie psa (o ile faktycznie jest wychowany :diabloti:) czy nawet wzięcie na smycz nie będę się rozwodzić, bo nie ma do kogo. Wystarczy mi, że osoby bojące się psów DZIĘKUJĄ mi za zawołanie ich żeby nie podeszły czy wzięcie na smycz. Zupełnie jakbym uchyliła im nieba, a nie zachowała się jak normalny kulturalny człowiek. To tylko dowodzi ile chamów i buraków z psami mamy w Polsce. [quote name='spike1975']wam się wszystko kompletnie pomyliło i oczekujecie że ludzie wokół was będą postępowali zgodnie z waszymi zachciankami.[/QUOTE] Tak, tak, nam wszystkim się pomyliło, Ty masz rację; my wszyscy jesteśmy chorzy, tylko Ty jesteś ostoją normalności na tym forum, tak, tak, miliony much... Nie znudziło Ci się jeszcze? ;) [quote name='spike1975']być może jesteście potomkami jakichś "jaśnie państwa" i do tej pory to co sobie "jaśnie państwo" zażyczyło to było spełniane więc w głowach wam się nie mieści że ktoś może uważać że ma takie same prawa jak i wy i nie ma się zamiaru podporządkowywać waszym "życzeniom". [/QUOTE] Jesteś jedyną osobą na wątku, która łamanie prawa i zwyczajnych zasad spacerowego savoir-vivru uważa za normalność, i ma w d*pie czyjkolwiek komfort psychiczny w miejscu publicznym. Chyba więc wreszcie Tobie "coś tu się pomyliło", bo jedynym "jaśnie panem wielmożnym władcą parku i osiedla" jesteś tutaj Ty. [SIZE=1]Kurde, zgłosiłabym te wyzwiska do moda, ale jak go zbanują, to co ja będę czytać rano do kawki?[/SIZE]
  17. [quote name='spike1975']wy się powinniście wszyscy leczyć[/QUOTE] Twój poziom ego jest naprawdę porażający. Gdybym weszła na forum, gdzie co druga osoba ma w czymś większe doświadczenie jak i wiedzę, i wszyscy jak jeden mąż mówili mi, że nie mam racji, to bym się nad tym zastanowiła, żeby się nie ośmieszać. Ty masz na tyle tupetu, że jeszcze każesz tym wszystkim ludziom się leczyć, bo jesteś posiadaczem jedynej prawdy i racji objawionej na tym forum. Masakra. [quote name='spike1975']bo to jest normalne, naturalne zachowanie psów. zdecydowana większośc psów podbiega lub chce podbiec do nowo zobaczonego psa.[/QUOTE] Normalne i naturalne zachowanie psowatych jest takie, że nie bawią się z osobnikami spoza swojego stada, jak również normalne są konfrontacje i agresja w przypadku spotkania dwóch dorosłych silnych samców, czy samic w okresie rozrodczym, które zaprzyjaźnione nie są i razem nie mieszkają (a czasem nawet jak mieszkają, to niekoniecznie się kochają). To, że psy mieszkają w środowisku miejskim w takim zagęszczeniu też nie jest naturalne dla żadnego drapieżnika - i naturalną konsekwencją tego faktu jest to, że nie wszystkie osobniki odnoszą się do innych przyjaźnie. I tu wchodzi rola człowieka jako tego mądrzejszego (chyba, bo jak czytam Twoje posty to mam wrażenie, że pies jest mądrzejszy i bardziej przystosowany do życia w społeczeństwie od Ciebie) - żeby do konfliktów nie dopuszczać i nie zmuszać do kontaktu osobników, które niekoniecznie mają na to ochotę. Twoim tokiem rozumowania można wytłumaczyć WSZYSTKIE złe nawyki, zachowania psów. Można wytłumaczyć żarcie z osiedlowego śmietnika - bo to instynkt, można wytłumaczyć skakanie na ludzi - bo piesek chce się przywitać i ma święte prawo; można wytłumaczyć jak Twój pies wyd*yma sukę sąsiadki, która nie da rady go odgonić - no przecież sama natura. Najwygodniejsza wymówka dla osoby, która ma w tyle zapanowanie nad psem i radośnie składa na otoczenie użeranie się z nim ;) i jeszcze swoje chamstwo próbuje przyoblec w płaszczyk wolności, naturalności i o zgrozo rozsądku. To, że piesek CHCE coś robić, nie znaczy, że drugi chce, żeby było mu to robione, ani że należy mu na to pozwalać.
  18. [quote name='spike1975'] ależ błędne wrażenie. ja sobie z tego doskonale zdaję sprawę tylko to kompletnie olewam. jak sobie ktoś "nie życzy" mojego towarzystwa to niech uda się tam gdzie nie przebywam. to samo dotyczy mojego psa. mam takie samo prawo być w miescach publicznych jak każdy z was i wasze "nie życzenie" znaczy dla mnie tyle co nic. [/QUOTE] Jak to prawda z tą reinkarnacją, w poprzednim wcieleniu widzę Cię jako naburmuszonego Alvaro na 100-hektarowej brazylijskiej hacjendzie, który kroczy przez pole z hordą psów, a z drogi uciekają mu przerażeni niewolnicy. Obudź się, pana na włościach już nie ma, jest tylko jeden z obywateli miasta, gdzie są określone przepisy, zasady kultury i "życzenia" innych osób co do ich sfery osobistej są ważniejsze niż Twoje roszczenia do naruszania jej swoim psem ;) [quote name='spike1975'] ależ ja wam się tak bardzo "podbiegacze" nie podobają to zrezygnujcie z psów i zainwestujcie w kota albo co innego co nie potrzebuje kontaktu z pobratymcami.[/QUOTE] Naprawdę nie dociera do Ciebie, że nie wszystkie dojrzałe osobniki mają ochotę i potrzebę kontaktu z pobratymcami w postaci podbiegania przypadkowych psów dowolnej płci? Wiele psów realizuje się socjalnie w towarzystwie psów z którymi mieszkają i jakiegoś grona zaprzyjaźnionych od szczeniaka; wiele w ogóle nie garnie się do innych psów, bo są nastawione na pracę z człowiekiem, wystarcza im socjalizacja w okresie dorastania - no ale tu wchodzimy w specyfikę poszczególnych ras i typów psychiki, a u Ciebie wiedza w tej dziedzinie to próżnia kosmiczna, więc utrzymujesz uparcie, że to wszystko bzdury :D
  19. [quote name='spike1975']czyli podsumowując: na mnie jednego biedaka zleciało się całe "kółko wzajemnej adoracji" z psami wychowanymi tak "świetnie" że "bez kija nie podchodź" bo po prostu gryzą. no ale to wg kółeczka jest "zupełnie normalne" że ich psy są agresywne i w dodatku puszczane luzem bo winne są te które "podchodzą" i jak podejdą to "słusznie" zostają pogryzione. jedynym złym jestem ja który mam psa przez którego nie muszę robić w portki jak na horyzoncie pojawi się inny pies i histerycznie szukać smyczy żeby go przypiąć bo mój pies nikogo nie atakuje, bawi się z wieloma spotkanymi psami z prawie wszystkimi "zapoznaje" a na wołanie wraca. po raz kolejny powtórzę: całe szczęście ze takich "normalnych" jak wy to tu u mnie prawie nie ma bo posiadanie psa dawało by mi z pewnością dużo mniej przyjemności niż daje. ale ja to tak naprawdę uważam że w praktyce to z tymi waszymi psami nie jest wcale tak źle jak opisujecie. po prostu robicie w gacie jak widzicie innego psa i większość tych "strasznych sytuacji" to powstaje tylko w waszej głowie. wielokrotnie spotykałem ludzi którzy bali się gdy mój pies szedł sobie obok mnie (oczywiście bez smyczy) a ich ciągnął w jego stronę. ale jak właściciel posłuchał mojej prośby żeby poluzował smycz i pozwolił im się spokojnie "spotkać" to się okazywało że nie było powodu do sraczki, psy się powąchały i poszły każdy w swoją stronę. [/QUOTE] Nie, moje psy nie gryzą wszystkiego co do nich podejdzie - po prostu nie z każdym mają ochotę się bawić, a jeden również nie przepada jak ktoś mu wtyka bez wstępów nos w d*pę, skacze na plecy, czy generalnie się pcha. Nie wiem, skąd Ty bierzesz te wszystkie socjalne pieski, które odpuszczają jak pies nie chce poufałości, bo 95% psów na pokojowe okazywanie przez mojego psa, że nie chce się bawić - czyli odsuwanie się, sztywnienie, CSy, nie reaguje w ogóle, a jak nadal jest nękany i w końcu warknie, to co drugi Burek zamiast odejść, skacze mu na łeb i zaczyna się bójka. Ja nie robię w majtki jak widzę psa, bo wiem, że w większości przypadków nawet w razie ataku sobie poradzę. Wiem też z jakim psem może mój się pokojowo przywitać, bo z niedużą socjalną suczką będzie ok, a z wielkim nabuzowanym testosteronem samcem, który podchodzi do niego ze szczotą na plecach już niekoniecznie (a właściciele tychże nagminnie wołają do mnie, że ów naelektryzowany maczo chce się tylko pobawić) - niekontrolowane podbieganie odbiera mi możliwość unikania spięć, a specyfika ttb jest taka, że wszelkie bójki z psami nakręcają je na agresję do tychże. Dla mnie sam opis, że musiałbyś robić w portki na widok psa na horyzoncie i histerycznie szukać smyczy mówi sam za siebie o tym, jak kontrolujesz psa ;) kiedy idę z psami np. po łące i coś tam się na horyzoncie zbliża, spokojnie wołam psy i mijamy innego w przyzwoitej odległości; smyczy też nie muszę szukać, bo mam w ręku albo przewieszoną przez ramię. Ty jedziesz po "kółku wzajemnej adoracji" - a mi z Twoich postów wyłania się obraz facecika, który z psem wychodzi bezsmyczowo jako król osiedla, nawet nie mając tej smyczy pod ręką w razie czego, skoro musi jej szukać, i ma w d*pie komfort napotkanych ludzi, czy by się bali Twojego psa, czy mieli akurat chorego zwierzaka, czy psa po przejściach z problemami. Z niewiadomych przyczyn zamiast zachować podstawy wspomnianego psiego savoir-vivre spacerowego wymagasz, żeby to np. ludzie z problemowymi czy chorymi psami darli się przez megafon do każdej napotkanej osoby, żeby czasem nie puściła do nich jakiegoś bydlaka na poufałości. Serio nie widzisz w tym problemu? Bo ja domyślam się jednego - jest taka specjalna grupa piesków w folklorze spacerowym, które choćby właściciel sobie gardło zdarł, jak zobaczą innego pieska, MUSZĄ do niego pobiec, obwąchać, i dopiero po tej czynności łaskawie wrócą na wołanie - a ich właściciele twierdzą, że piesek się słucha ;) i często zamiast przywołać psa od razu zanim podbiegnie, wolą się nie błaźnić jego nieposłuszeństwem, tylko dorobić do tego zaczepiania śliczną niemal hipisowską ideologię, jak to pieski mają prawo się powąchać i jak to powinny pląsać po parku w wielkiej hordzie, w towarzystwie motylków i śpiewających słowików ;) a każdy, kogo pies nie pasuje do tego sielskiego obrazka, jest zjebem, który przenosi swoją agresję i lęki na psa, i w ogóle powinien chodzić na terapię, a pies nie wytykać nosa spoza mieszkania/posesji, bo jeszcze mu nerwy puszczą i uskubie jakiegoś zabawowego 50-kilowego labusia, który rozpoczął zabawę waląc mu się na grzbiet.
  20. [quote name='spike1975']no chyba zeby "właściciel podbiegacza" zgłosił na policję że niejaka beatrx puszcza luzem agresywnego psa który atakuje inne. a to może się skończyć nawet uśpieniem psa beatrx. do kogo wtedy beatrx będzie miała "pretensje o ewentualne kuku"? [/QUOTE] Taaa, szczególnie w Polsce :lol: U nas się nie usypia nawet psów, które odgryzają dziecku pół twarzy, a Ty mówisz o psie, który dziabnął pieska sąsiadki... [quote name='spike1975']mam takie szczęście że mój pies radzi sobie bez problemu z kretynami i psimi i ludzkimi więc nie będę go pilnował a on będzie podbiegał do kogo będzie chciał. [/QUOTE] To jest klasyk postawy prezentowany przez ludzi, którzy NIE SĄ W STANIE odwołać psa. Dla osoby posiadającej psa, który rzeczywiście jest posłuszny, nie jest żadnym problemem zapytanie "Czy pieski mogą się pobawić". Gdyby choć jeden z półmózgów na moim osiedlu, z którymi miałam problem, umiał odwołać swojego psa i miał dość kultury, żeby zadać to pytanie, uniknęłabym sytuacji, kiedy po 12-letniej suce z bolącym kręgosłupem skacze spasiony labrador, który chce się bawić, i bójki między sukami, która się niemal z tego wywiązała, kiedy moja suka z bólu zaczęła się bronić, i wielu wielu innych. Jesteś naprawdę krótkowzroczny i masz mało wyobraźni, albo mało doświadczenia z psami, żeby ogarnąć, jakim problemem może być podbieganie obcego psa do innego, szczególnie jeśli ktoś ma go z jakichś powodów na smyczy. Kiedy obcy pies podbiega do mojego i ZMUSZA go do kontaktu, to nie jest to podejście i powiedzenie "dzień dobry" tylko tak, jakby obca osoba podeszła do mnie, zaczęła ściskać i obcałowywać po policzkach. Gdyby to był facet, zapewne dostałby z liścia, i nie wymagam od swojego psa, by był bardziej zen od przeciętnego człowieka - bo to zwierzę, a zwierzęta, szczególnie drapieżniki, nie mają obowiązku kochania każdego osobnika należącego do obcego stada, który zmusza je do bezpośredniego kontaktu. Dziwne masz też rozumienie przestrzeni publicznej, bo ta przestrzeń publiczna jest również dla ludzi, ktorzy się np. psów boją i publiczność tej przestrzeni nie polega na tym, że puszczasz sobie w niej swoje bydlę, żeby hasało i podbijało do kogo zechce. Po wszystkich sytuacjach z atakami psów które "tylko się przywitają" i "na pewno nie ugryzą", deptaniem chorego psa przez 50-kilowe chcące się bawić pieski, mój poziom cierpliwości do podbiegaczy wynosi dokładnie ZERO - i każdy większy pies, który podbiega do moich w niepewnych wg mnie zamiarach, obrywa kopa albo gazem po mordzie. I rozczaruję Cię, mandatu za to nie dostanę, choćbym nie wiem jak agresywnego psa miała na smyczy - rozmowa z dzielnicowym i wiem, że jeśli w takiej sytuacji druga strona wezwie policję, ona dostaje mandat za psa puszczanego bez smyczy ani należytej kontroli. Mój pies kilkakrotnie będąc na smyczy został zaatakowany przez czyjeś puszczone luzem pieski - potem miałam problemy z agresją lękową, bo nie tylko psów nie lubił, ale kiedy jakiś luzem był w pobliżu, starał się uprzedzać atak i fikał pierwszy. Właściciele podbiegaczy bardzo skutecznie rujnują odkręcanie urazów takiego psa ;) z tego też powodu nie pozwalam swoim psom samodzielnie odpierać ataków, ani nie dzwonię na policję patrząc jak pieski się gryzą - po prostu nie dopuszczam do konfrontacji, starając się zniechęcić obcego psa do podejścia do nas - a jak nie pomoże to są buty i gaz. A jak właściciel będzie się rzucał z rękami, to cóż, gaz starcza na kilka użyć ;) I uprzedzając Twoje domysły, ktore już tu sadziłeś - nie, kopanie psów nie sprawia mi satysfakcji ;) Satysfakcję sprawia mi spacer na którym bezstresowo mijam się z innymi psiarzami, uśmiechamy się, a jak jestem z samą suką to pytam czy pieski mogą się pobawić - i jak mogą, to sobie hasają, wszyscy rzygają tęczą, i biegają jednorożce. Dla nikogo normalnego spacer ze scysjami z podbiegającymi psami nie jest przyjemnością. [quote name='spike1975']ja jeszcze dodam że zupełnie nie widzę powodu do dostawania z powodu tego że jakiś pies podbiegnie do drugiego takiej sraczki. [/QUOTE] Nie widzisz, bo ani nie masz wyobraźni, ani większego doświadczenia, czego już nie raz dałeś wyraz w swoich postach. Nie ogarniasz nawet tego, że ktoś może nie życzyć sobie (i w przestrzeni publicznej ma do tego święte prawo), żeby jego chory pies musiał się spinać i bronić przed namolnymi podbiegaczami, albo żeby czyjś pies z problemami z agresją lękową po pogryzieniu musiał tą agresję znowu okazywać, skoro już ma z tym problem. To nie z osobami, które chcą mieć te pół metra czy metr strefy prywatności wokół psa na smyczy jest problem - tylko z pępkami świata, które uważają, że całe osiedle i miasto to park rozrywki dla ich rozwydrzonych kundli.
  21. Zachowujesz się tak, jakbyś był dla psa zagrożeniem, więc za takie Cię uważa i tak traktuje. Wcześniej nie wychodziłeś z psem na spacery, z tego co wnioskuję nie pracowałeś z nim, nie zajmowałeś się jakoś szczególnie - jedyne co napisałeś, to że go biłeś, bo coś gryzł. I serio dziwi Cię taka reakcja psa? Pies w obecności Twojej matki czuje się bezpiecznie, może nie uderzyłeś go nigdy przy niej i pies o tym wie ;) stąd w jej obecności się Ciebie nie obawia, ale jak już zostajesz z nim sam na sam, to napięcie rośnie i pies woli, żebyś się do niego nie zbliżał? Musi naprawdę być w silnym stresie, skoro nie reaguje nawet na żarcie. Szkoda, że nie wpadłeś sam na inny pomysł, niż dalsze karcenie psa, czyli zaognianie agresji prowadzące Cię najpewniej na szycie na pogotowiu ;) a wystarczyłoby z psem nawiązać większą więź, przejąć część obowiązków, np. karmienie, bawić się więcej z psem i pouczyć go czegoś w obecności matki. Super pomogłoby też, gdybyś jakiś czas chociaż raz dziennie wychodził z nią i psem na spacer i żebyś się na nim z psem pobawił, pouczył go czegoś. Pójściem na udry co najwyżej nasilisz agresję psa i utwierdzisz w przekonaniu, że trzeba się przed Tobą bronić. Co do rozwiązania wychodzenia z psem na już. O której pies ma poranny spacer? Bo jeśli 7-8, to czasowo psu raczej nie stanie się wielka krzywda, jeśli czasowo na drugi będzie wychodził koło 18. Jeśli jednak pies musiałby siedzieć bez spaceru od 5-6 do 18, to już może być problem. Jeśli więc pies nie daje rady wytrzymać do powrotu mamy, niech rano przed wyjściem zakłada psu długą smycz, którą będzie ciągał w dzień po domu, a Ty w porze spaceru po prostu zlapiesz i wyjdziesz z nim. Masa problemowych psów reaguje agresywnie na próby złapania za obrożę, zakładania smyczy, bo manewrujesz wtedy przy wrażliwych częściach ciała, a samo łapanie za kark w mowie psów jest agresywnym inwazyjnym gestem, który może być przez nerwowego psa odbierany w niektórych sytuacjach jako atak. "Omijasz" wtedy problemowy moment i łapiesz za koniec smyczy, co już nie powinno wyzwalać agresji. Równolegle przyzwyczajaj psa do tego, że dotykasz jego szyi, zakładasz obrożę i smycz - najpierw w obecności matki; po prostu wołaj go, dotykaj szyi, dawaj smakołyk, potem wkładaj obrożę, prowadzaj za nią - wszystko z pochwałami i smakołykami, bo na ten moment psu niestety ten proces kojarzy się już zapewne tylko z konfrontacją, szarpaniną i zagrożeniem, stąd agresywne reakcje.
  22. Martens

    Barf

    U moich psów bywa tak bardzo rzadko, właściwie tylko na początku przestawiania - kupa bywa twarda, ale kawałków kości nie ma, no ale ja nie rozdrabniałam nigdy kupy na sitku ;) Kości wieprzowe są jednymi z najtwardszych i najbardziej ciężkostrawnych, wiele psów, szczególnie mniejszych, ich nie toleruje. Moje jedzą tylko mostki i od wielkiego święta ogony jako gryzak - starszy pies po kościach ze schabu czy nogach ma problemy trawienne. Suka niby je wszystkie bez problemu, ale też jej nie daję. Ostro zakończone kawałki wielkości 1 cm, w dodatku u psa, który już jakiś czas barfuje, mocno by mnie zaniepokoiły i zwrócilabym uwagę, czy dokładnie gryzie, zrobiła większy dodatek żwaczy na poprawę trawienia, ew. unikała konkretnego rodzaju kości po których jest problem, a jak by nie pomogło, diagnozowałabym przewód pokarmowy, czy wszystko jest ok.
  23. Trzymam mocno kciuki :) Mam prośbę, zobaczcie, czy w Pułtusku przed lecznicą wisi ogłoszenie o Greyce od Malagos, to wklejone na wątek, tylko wersja czarno-biała A4. W Makowie niestety prawie wszystkie pozdzierane... :roll:
  24. A jak ze zgryzem? Wszystko ok?
  25. Na tym jadłospisie jechała suka mieszaniec, w starszym wieku, przez bite kilka lat. Na spacer nie biegałyśmy często ;) ani też kupy nie były wybitnie twarde po kościach; porównywalne robiła po Wolfsblucie. Wyniki badań też mieliśmy super, dopóki nie zaczął się problem nowotworowy w wieku 11 lat. Korzystało z niego i z tego co wiem korzysta do dziś ;) kilkoro znajomych, z którymi mam stały kontakt, i ktorzy ze zdrowia psów są zadowoleni (a nie oceniają tego zdrowia po tym, że pies żyje, tylko robią badania kontrolne). Ile jeszcze osób z niego korzystało, nie wiem, ale jakoś nigdy nie dostałam pretensji, że psu po owym jadłospisie dzieje się coś złego. Jak zdarzało się, że psu żarcie nie służyło, pomagałam jadłospis modyfikować, również do wersji beznabiałowej, bezdrobiowej, dla staruszka bez zębów, etc. więc serio nie do końca wiem, w czym jest problem ;)
×
×
  • Create New...