Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. To powinnam chyba zaznaczyć, że wszystkie normalne owczarki niemieckie jakie znam obecnie (nie liczę Bliss, bo słabo ją poznałam), to DONki bez papierów :D Natomiast pies, który wzbudził moje największe zdumienie swoim spaczeniem, to jak się dowiedziałam później, pies z rodowodem i przyszły rep. Mijając mnie na smyczy w odległości kilku metrów, wyskoczył z rykiem do mojego tuptającego przy mnie 9-tygodniowego szczeniaka. Serio, zatkało mnie, bo chyba nie widziałam nigdy tak agresywnej reakcji psa na 3-kilogramowego ledwo łażącego szczeniaka. Chwilę później dowiedziałam się, że to ON z rodo, z planami do hodowli :D
  2. U mnie niestety jedyny pies, jakiego przygarnęłam jako dorosłego (bezpośrednio z ulicy), pogryzł połowę rodziny, znajomych i mnie. W sumie przez pierwsze 2 czy 3 lata pies był u mojej rodziny - po tym kiedy ja go zabrałam, zębami na serio oberwał tylko mój ojciec i ja ;) reszta to były udaremnione wyskoki. Nienawidził dzieci, wpadał w szał na sam widok takich biegających i krzyczących, a pod opieką mojej dalszej rodziny pogryzł dwoje dzieci sąsiadów, jedno wylądowało na szyciu. Żadne go nie sprowokowało ani nie było z nim wtedy w bezpośrednim kontakcie. Panicznie bał się podłużnych przedmiotów trzymanych w rękach, do tego stopnia że wył i sikał pod siebie. Miał instynkt obrony mojej osoby tak wybujały, że uwiesił się mojemu ojcu zębami na brzuchu, bo machnął mi gazetą nad głową, kiedy leżałam na kanapie. Ostatni rok życia miał typowe objawy objawy agresji na tle padaczkowym, nie poznawał osób wchodzących do pomieszczenia, rzucał się z zębami, a potem cieszył się jakby nic się nie stało. Miałam podejrzenia, że niedowidzi albo niedosłyszy, ale wszystko było ok. Pies po prostu wpadał w trans, po chwili się wybudzał i dla niego nic nie zaszło. Atakował bez specjalnego ostrzeżenia, nie warczał, dopiero ja nauczyłam się wyłapywać, że czasami przed atakiem lekko drży mu warga. Jak osiągnęliśmy level, że psa rodzina kazała mi oddać albo uśpić, a jak nie to trzymać w swoim pokoju, po miesiącu poszedł pod igłe, bo wchodząc do siebie zastanawiałam się, czy dostanę zębami, czy pies przywita mnie z radością ;) Do tej pory mam ślad na ramieniu - a piesek był wielkości 8 kg, typ terierka/jamnika szorstkowłosego. Gdyby ten pies ważył 50 kilo, pewnie wysłałby kogoś na oiom albo do kostnicy. Nigdy nie miałam problemów tak niebezpiecznych i na taką skalę u suki kundelka, którą miałam od szczeniaka, i u psów z hodowli. Po psie w momencie przygarniania też nie było nic widać, to był typ podnóżka, który przeprasza, że żyje, do samego końca, poza momentami kiedy mu odwalało ;) Nie wyobrażam sobie, jak mogłaby się skończyć adopcja takiego psa w ciemno do rodziny z małym dzieckiem.
  3. Ja bym nie przesadzała z usprawiedliwianiem 15sto czy nawet 12-letniej dziewczyny środowiskiem, wychowaniem i poglądami rodziców. Na samej dogomanii jest masa osób, których rodzice, czy wręcz cała rodzina do posiadania psa w domu podchodzą na zasadzie buda, łańcuch i resztki ze stołu, a te osoby jakoś nie powielają tego schematu, mają własny rozum, wyciągają wnioski z otoczenia, a internetu potrafią używać do poszerzania wiedzy i horyzontów, a nie obczajania kolejnych portali typu photoblog, i rozmyślania jak zabłysnąć w sieci. Ja rozumiem ogólny zamysł zabawy w trenera, chyba każdy dzieciak bawił się choćby w szkołę i był "nauczycielem", panią sklepową czy kimś tam jeszcze. Ja sama jako dzieciak powoziłam psim zaprzęgiem na trasie z kuchni do salonu :D ale takie zabawy uskuteczniałam na pluszakach, a nie na stojącym na łańcuchu starym psie prababki, czy odkąd skończyłam 12 lat - swojej własnej suce. To nie jest tylko kwestia wychowania - to jest wrażliwość i empatia danego człowieka, a ta mam wrażenie w niektórych przypadkach jest niewyuczalna; można ewentualnie zmusić do jej przejawów pod groźbą jakiejś kary, ale i tak bez głębszego zrozumienia. Nie wiem, nie jestem psychologiem, nie będę strzelać dziewczynie analizy psychologicznej na podstawie filmiku, ale dla mnie coś takiego jest mocno nienormalne, niezależnie od domu w jakim się wychowała. Gdyby rzeczywiście wszystko można było usprawiedliwić trudnym dzieciństwem, to z kiepskich środowisk wyrastaliby sami mordercy i dziw*ki, a wiadomo, że tak nie jest. Po prostu dla mnie to jest niepojęte, bo ja w wieku 12 czy 15 lat też miałam psa, ale nigdy nie przyszło mi do głowy wyczyniać z nim takich cudów - może dlatego że za bardzo pochłaniały mnie spacery, szkolenie i normalna staranna opieka nad psem. A ja w sumie też nie za bardzo miałam skąd czerpać wzorce, bo w rodzinie psy były na łańcuchu przy budzie, a internetu, żeby poczytać o innym podejściu, też nie miałam. No ale nie wiem, może kilkanaście lat temu dzieci ogólnie nie miały tak bardzo poprzewracane w d*pie, bo żadnemu rodzicowi nie przyszłoby do głowy kupować dziecku laptopa z lamerką i yorka - teraz to powoli standard. Bat na drugim filmiku też jest profesjonalnym sprzętem do pracy z końmi - to nie jest dziecięca zabawka zrobiona z kijka i sznurka. Skądś dziewczyna ma i bat, i yorka, i możliwości, żeby robić z siebie gwiazdę internetu - a rodzice pewnie szczęśliwi, że mają święty spokój, a dziecko grzecznie samo w domu zostaje.
  4. Boże, uchowaj mnie na przyszłość przed takimi nabywcami jak ania pe :diabloti: Hodowczyni na pewno też ma swoje za uszami, ale bujna wyobraźnia nabywcy akurat takiej hodowczyni chyba warta. Zacieki pod oczami u takich ras mogą być spowodowane nawet wyłącznie wąskimi kanalikami łzowymi, i wtedy poza czyszczeniem na bieżąco nie da się nic zrobić, ale to akurat najmniejszy problem. Kości z drobiu zabójstwem dla psa - a to dopiero, od 6 lat karmię barfem i kości drobiowe są podstawą diety moich psów, jak i większości barfujących. Odnośnie podawania kości są bardzo konkretne zalecenia - to że "kości drobiowe są złe" dawno można włożyć do lamusa. A już ukoronowaniem tych bzdur jest tekst, jakoby suka dostała ciąży urojonej od przebywania czy jednorazowego kontaktu z samcem... I to wnioski na jakże licznej grupie badawczej - dwie suki :D Moja suka od początku mieszkała w jednym domu z innymi samcami, ciąży urojonej nie miała nigdy; jest masa suk, które mieszkają same i ciążę urojoną mają co cieczka. Skłonności do ciąży urojonej są przede wszystkim osobnicze, w pewnym stopniu też rasowe - jest to fakt naukowy. Pisanie, że suka dostała ciąży urojonej, bo zobaczyła samca, jest zwyczajnym wymysłem - z którym zresztą spotkałam się po raz pierwszy przez kilkanaście lat siedzenia w kynologii ;) więc gratuluję pionierskich pomysłów. I nie wiem co dziwnego, że suka dostaje ciąży urojonej jakiś czas po cieczce - całkowicie normalne jest jej wystąpienie i 2 miesiące od cieczki - kiedy to nastąpiłby termin urojonego porodu. Ba, w cięższych przypadkach ciąża urojona trwa prawie od cieczki do cieczki, i bywają to suki, które mieszkają bez żadnych samców ani innych psów w ogóle. W dzisiejszym zurbanizowanym środowisku nie ma możliwości 100% separowania suki od innych samców - gdyby byłą to prawda, chyba tylko nieliczne by tej ciąży urojonej uniknęły. A jak ktoś ma z trzema psami "istny cyrk", i to mając własny ogrodzony plac, to gratuluję rozwydrzenia psów i/albo niezapewniania im dość ruchu i zajęcia. A chlew i "niehigieniczne warunki" nie robią się od tego, czy ktoś ma 1, czy 4 czy 8 psów w mieszkaniu - tylko z niechęci do utrzymywania porządku ;) naprawdę nie trzeba ani jednego psa, żeby w domu mieć syf, kiłę i mogiłę. Smutna refleksja na koniec jest taka, że nie bardzo rozumiem, czemu taka osoba się dziwi, że któregoś tam z kolei psa ma chorego czy coś z nim nie tak. Jak się jeździ do hodowli, boi się szczeniaka odwrócić, żeby go obejrzeć, "bo to drastyczne" i kupuje w hodowli mimo miliona wątpliwości, przejawów braku wiedzy u hodowcy, zaniedbania czy złej opieki nad psami, to pozostaje tylko pogratulować i życzyć dobrej kasy od Mikołaja, żeby było czym płacić rachunki od weta. Nie rozumiem tylko, czemu takiego chorego psa nie można wziąć ze schroniska; przynajmniej koszty zakupu by odpadły, i nie wspierałoby się finansowo osób robiących zwierzętom krzywdę.
  5. Bo ONki chyba kiedyś nie były takimi histerykami jak dziś? Z dzieciństwa pamiętam całkiem sporo ONków i to były psy chodzące bez smyczy, rzadko szczekające, reagujące na każdą komendę... Zawsze miałam radochę jako dziecko, jak rzucałam jednemu patyki do aportu ;) Dopiero od jakichś 8-10 lat te normalne ONki skurczyły się do znanych mi 2-3 egzemplarzy, a reszta to albo znudzone wściekłe ujadacze zapłotowe, albo rozwydrzone rodzinne pieski, coś na zasadzie labradora - i podziwiam, bo wiem, jaki ON jest łatwy w prowadzeniu przy minimalnych chęciach, i nie wiem, co ludzie robią (czy raczej jak bardzo nic nie robią) z tymi psami, że zachowują się jak tygrysy świeżo przywiezione z dżungli.
  6. Tyle, że u mnie w mieście są dziesiątki ONków, które prują się za płotami, sypiąc piachem na przechodniów; jest co najmniej kilka, które prowadzone na smyczy stają dęba na widok każdego psa i drą ryj... Moją przyjaciółkę i jej babcię pogryzł ON jej rodziców, po nastu latach ma blizny - całe miasto słyszało, bo była wielka afera, przyjeżdżało pogotowie, i SM łapać psa z jego własnego podwórka... O TTB cisza, nie widuję ani drących się za płotami, ani ganiających inne psy, a o przypadku ugryzienia czlowieka słyszałam jednym, kiedy ast dziabnął właściciela przy rozdzielaniu z bójki z innym psem w domu (btw właśnie ten odchył, o którym pisałam wcześniej). Mimo to od nikogo u siebie w mieście (może poza wspomnianą pogryzioną rodziną) nie słyszę, że ONki są agresywne i niebezpieczne - a że TTB takie są, dowiaduję się od co drugiej osoby, z którą wchodzę na temat ;) Właściwie dopóki nie zastanowiłam się nad tym zjawiskiem, nie zdawałam sobie sprawy jaką wodę z mózgu robią ludziom media, skoro patrzą na jedno, a widzą coś zupełnie innego.
  7. [quote name='rosa']Martens Ja zawsze myślałam, że to właśnie ON są nieobliczalne i nigdy nie wiadomo czego się po nich spodziewać. Widocznie się mocno pomyliłam, ale większość ON jakie spotykam, to psy niestabilne emocjonalnie. Jak czasem na wystawę się zapędzę, to właśnie ich ring omijam szerokim łukiem.[/QUOTE] O ONkach to ja mam identyczne zdanie jak Ty ;) TTB za nieobliczalne uważałam dopóki nie poznałam więcej niż tego jednego odchylonego - a ONki za cud psiej natury uważał pan hydraulik :) nie omieszkałam mu powiedzieć co ja myślę o ONkach, i że mam "takie psy", bo chciałam właśnie uniknąć ONkowego darcia pały do psów i ludzi, które mam okazję obserwować u większości... W ystawiając staffika miałam okazję kilka razy robić to po sąsiedzku z ringiem ONków :roll: dżizas, chyba wszystkie psy na wystawie, łącznie z ozdóbkami, nie robią takiego rejwachu jak tamte... W ringu bullowatych cisza i spokój, w sumie tylko bullki dziamgają z podekscytowania, sporadycznie trafi się jakiś ttb fikający do psów - a w ONkach wieczny jazgot, szarpanina, a same psy jak na niezłych prochach. Zadziwia mnie, jak silna jest opinia publiczna oparta na mediach, skoro przy takich obrazkach w rzeczywistości ONki to nadal najmądrzejsza rasa Szarików, a bullowate nieobliczalni zabójcy :roll:
  8. [quote name='FredziaFredzia']Bo to przecież są szczeniaczki pitbulli i amstaffów ;)[/QUOTE] Ludzie, którzy myślą, że to szczeniaczki, to osobna grupa :diabloti: wielu z nich nawet głaszcze moje psy, chwali i mówi, że jak dorosną to będą chyba groźne - wtedy mówię, że pieski mają 2 i 4 lata, ręka zostaje pospiesznie z piesków zabrana, a na twarz wykwita bladość z powodu bliskości strasznej śmierci :D Aczkolwiek the best of był wredny sąsiad, który o 2-letnim Cycu powiedział, że jak skończy rok, to mnie zje :diabloti: A z mylenia ras chyba najbardziej rozwaliło mnie jak 3-miesięczny Cyc został szczeniakiem boksera... Myślałam, że bokser blue to najwyżej w USA może się trafić :evil_lol:
  9. Szczerze, pierwszy ttb jakiego poznałam też wzbudzał moje obawy, nie wiem na ile tym czego się nasłuchałam o rasie, a na ile kompletnie niewidoczną dla mnie mimiką. Patrzyłam na psa i nie wiedziałam, czy on się cieszy, czy chce mnie zeżreć, czy w ogóle o co kaman - na wszystko w moim odczuciu reagował tą samą kamienną miną i obojętnością. Miałam za to okazję zobaczyć jak rusza do ataku na człowieka i na innego psa - w totalnej ciszy i ze 100% determinacją, brakiem reakcji na cokolwiek poza celem ataku... To był ast z papierem, ale chowany w kojcu przy firmie, przez faceta, któremu nawet chomika bym nie dała :roll: zapewne szczuty przez pana po pijaku itp. Musiałam poznać kilka normalnych, żeby bardziej naprostowało mi się patrzenie na te rasy. A z ludzi przerażonych staffikami przypomniał mi się jeszcze hydraulik, który za nic świecie nie chciał wejść do mnie do domu, dopóki nie zamknę psów, mimo że te się nim nie interesowały, nawet za bardzo nie podchodziły do drzwi, nie mówiąc o szczekaniu. Patrzył na nie z takim przerażeniem, że myślałam, że może po prostu ma jakąś fobię, pies go pogryzł, etc. i psy zamknęłam w kennelu, ale z późniejszej rozmowy wynikło, że facet lubi psy, ma ONka, którego uwielbia "ale z tymi amstaffami to nigdy nic nie wiadomo, to są nieobliczalne psy"... I tak, to był wielki facet, który tak bał się piesków pod kolanko. Była jeszcze laska akwizytorka, której otworzyłam, a ona zaczęła napierniczać jakąś hiper długą regułkę ćwierkającym głosem - ja oparłam się o futrynę i czekałam aż skończy, żeby jej podziękować :D Cyc w tym czasie podszedł do drzwi, stanął pod moimi nogami i przyglądał się jej z zaciekawieniem. Babka po jakiejś minucie monologu spojrzała w dół, przerwała w pół słowa, walnęła "ojezu", złapała się za serce conajmniej jakbym miała pod nogami ryczącego tygrysa szablozębnego, a nie spokojnego pieska do pół łydki, chciała kontynuować, ale chyba nie mogła sobie przypomnieć na czym skończyła, wydukała "przepraszam" i uciekła :D Tzn. przepraszam, odeszła szybkim krokiem po schodach w dół, żeby nie było że przesadzam i się dowartościowuję, że moje psy straszą ludzi :evil_lol:
  10. [quote name='Scarletka']ja jestem za kupnem psa na raty ponieważ skoro ktos zarabia 1500 miesięcznie a psy sa znacznie droższe nawet to tak nie fajnie całą wtypłate wydać ja wzięłam kredyt na psiaka i po mimo ze mam pieniążki nadal i nie łatwo kupić gdyż ceny sa wygórowane niestety przeznaczone mam 1500 zł a z tego muszę się liczyć ze muszę zrobić wyprawkę przed kupnem szczeniaka która trochę kosztować będzie i wazie czego liczyć się dojazdem . i zmieścić w kwocie. Na razie tylko słyszę 2500 do hymmm 4000 tysięcy na raz.[/QUOTE] [quote name='Makros']Ale nie każdy może odłożyć taką kwotę w czasach kryzysu.[/QUOTE] A mnie strasznie intryguje, skąd u wielu potencjalnych nabywców psów rasowych przekonanie, że ile by nie zarabiali, choćby najniższą krajową i ledwo zipali do pierwszego, to rasowy pies należy im się jak opieka z enefzetu, najlepiej jeszcze drogiej, rzadkiej rasy - a jak ich nie stać od ręki, to beczą, że ceny wygórowane. Brutalnie mówiąc, rasowe psy są dobrem luksusowym i nigdy w historii psia arystokracja nie trafiała w ręce biedniejszych ludzi, bo zwyczajnie nie było ich na to stać - musieli mieć na życie i dzieci, a nie na rasowe szczeniaczki. A u nas nagle powstał jakiś dziwny nurt, że pół rodziny żyje z pieniążków socjalnych, reszta ledwo wiąże koniec z końcem, ale oni kupią po taniości yorka albo przygarną za darmo szczeniaka shih tzu, bo chcą, bo dzieci zachciały, bo teściowej się podoba. Na staffikowych forach latał ostatnio delikwent, który pragnął przygarnąć szczeniaka staffika, z dowozem do domu :megagrin: Robił przy tym wielką łaskę, że jakby jakiś hodowca oddawał szczeniaka na łańcuch, bo nie może sprzedać, to on chętnie szczeniaczkowi pomoże. Nie docierało tłumaczenie, że szczeniaków staffików niechcianych praktycznie nie ma... Był jeden miot bez papierów wyadoptowywany przez fundację, i na tym koniec. Tak naprawdę nawet prawdziwe dorosłe staffiki (a nie nieduże mixy astów) na tle wszystkich dostępnych do adopcji psów w typie rasy to jednostki. No ale pan zawzięcie przekonywał, że szczeniaki staffiki do adopcji są, tylko źli snobistyczni hodowcy na forum nie chcą o nich powiedzieć :evil_lol: bo oni rozmnażają tylko dla kasy... Jak spytano, czemu po prostu nie odłoży kasy i nie kupi peta, stwierdził że remontuje dom (!) i ma dużo wydatków... Ręce, cycki i liście opadają. Nie mogę się doczekać, kiedy osoby zarabiające najniższą krajową będą chciały rat po 20 zł miesięcznie na 100 lat, żeby mieć mercedesa - bo one CHCĄ, a co, będą jakimś Volkswagenem używanym jeździć?? Ludzie, jak kogoś nie stać na psa rasy, w której szczeniaki chodzą średnio po 3 000 zł to niech spojrzy obiektywniej na swoją sytuację finansową i dostosuje chęci do możliwości... I wybierze tańszą rasę, albo darmowego kundelka ;) psioczenie, że hodowcy poszaleli z cenami rasowych psów, bo za szczeniaka chcą 1500 zł czy 2000, a kogoś nie stać, są po prostu żenujące. Jak mnie nie stać na wille z basenem to czyja to wina?
  11. A ja się przynajmniej częściowo zgodzę z gops, bo ja sama brałam staffika m. in. dlatego, że miałam nadzieję, że uniknę nieprzyjemności, jakie mają na spacerach właściciele astów czy pitów. Jako osoba, która lubi psy, nie podchodzi do nich jakoś dziko, nie miałam pojęcia, że piesek nie dorastający do kolana może w ludziach wzbudzać taki irracjonalny strach - dla mnie staffik to jak dla większości dogomaniaków mała uśmiechnięta świnia, która może i nie zawsze dogaduje się z psami, ale do ludzi to rozmerdany mały mięśniaczek - czego tu się bać? Otóż jest czego, bo z tego co wnioskuję, ludziom wcale nie chodzi o wielkość psa, tylko o "tą straszną mordę". Jak ludzie widzą otwarty ryj ttb to często robi im się chyba jakieś złudzenie optyczne, i ten pies rośnie im w oczach do rozmiarów hipopotama :evil_lol: i nawet z komentarzy, które usłyszałam, wnioskuję, że nieważne, że staffik jest mały; i tak ma milion ton nacisku w szczękach :diabloti: I owszem, zdarzało mi się, że ludzie przed moimi psami (idącymi spokojnie na smyczy, i wcale nie w kagańcach Hannibala Lectera i obroży z kolcami, a w słitaśnych obróżkach w kwiatki i serduszka) - uciekali. Może kwestia nazewnictwa, ale babka, która szybko wskoczyła na schodki sklepu wciągając za sobą dziecko, tylko dlatego że mijała mnie na szerokim chodniku, kiedy miałam psy przy nodze na smyczy, nawet nie od jej strony, dla mnie uciekła, a nie odeszła... Tyle że ja byłam tak naiwna, że sądziłam, że ona chciała po prostu wejść do sklepu - zorientowałam się dopiero, jak po moim przejściu rozdarła się coś o kagańcach, zeszła ze schodków i poszła dalej :evil_lol: - że to moje psy były powodem tej paniki :D Krzywe spojrzenia czy odsuwanie się kawałek dalej, żeby nie stać za blisko moich psów to codzienność i nawet nie liczę tego do jakichś wielkich reakcji ;) Wg mnie ilość i rodzaj komentarzy zależy mocno od miejsca zamieszkania, pory i miejsca spacerów i osób jakie się spotyka. U mnie nawet sporo tzw. "dresów" boi się moich psów, odsuwają się, boją się pogłaskać - bo wierzą w mitologię o szczękach... Ja mam setny ubaw, kiedy chłop 100 kilo boi się pyrgającego przy ziemi stafficzka :evil_lol: Jak tylko jeżdżę z psami na działkę, chodzę na łąki, i na wc tuż koło bloku, to komentarzy zbieram bardzo mało. Ale jak już wynurzę się do parku latem po południu, przez miasto w porze kiedy ludzie wychodzą z pracy, albo głębiej na osiedle w porze psich spacerów, to za jednym wyjściem można zebrać kilka róznych komentarzy ;) tyle że ja takich miejsc/pór na codzień unikam, ale gdybym chodziła tak dzień w dzień, to pewnie mogłabym napisać to samo co gops... W W-wie nie miałam żadnego komentarza n/t swoich psów, podczas kilku dni w Szczecinie też cisza, mimo że zwiedziłam sporo parków - ale u siebie w Makowie, albo na wakacjach nad morzem przy zbieraninie róznych ludzi, niemiłe komentarze wcale nie były rzadkie. I nie zgodzę się, że staffika prędzej powinni mylić z buldożkiem - my porównanie do BF mieliśmy raz w ciągu 4 lat - do amstaffa i pitbulla na okrągło. Nad morzem na odludnym kawałku plaży, gdzie mój pies bez reakcji na otoczenie taplał się z kijem w wodzie, dowiedziałam się od przechodzących pań, że pies z listy powinien być przynajmniej na smyczy - bo to amstaff przecież, a one są na liście. Nie porównujcie więc standardów dogomaniackich do wiedzy ludzi na ulicy, szczególnie na zadupiu, bo dla wielu ludzi w mniejszych miejscowościach staffik nie jest wesołą świnką ani nawet szczeniakiem asta, tylko po prostu pitbullem (ciągle słyszę ten tekst o Cycu), a pitbulle są groźne i jedzą dzieci. I owszem, jest masa ludzi, którzy dopieprzają się do psa tylko dlatego, że wg nich groźnie wygląda, mimo że jest spokojny, a np. otwarty atak pekińczyka czy yorka na moje psy nie spotyka się ze strony przypadkowych przechodniów z żadną negatywną reakcją, no może poza "ojej jaki odważny" albo "o boże tamte agresywne zaraz go zabiją". Ludzie często boją się moich psów, kiedy dyszą :D może dlatego, że ta morda ttb jest wtedy bardziej charakterystyczna; u gops pewnie robi swoje to, że Clay jest biały, więc oprócz mordy pita może się jeszcze kojarzyć z białym bullem - świnią. Oczywiście nie twierdzę, że ludzie boją się staffików tak samo jak pitów czy astów, reakcje obstawiałabym pół na pół między "ojejku jakie śliczne pies" a "o boże taki jak by ugryzł to by nogę wyrwał, pani go zabierze". Jak są ubrane we wdzianka to też każdy nad nimi sika. Ale już to jakie mają obroże nie robi różnicy, bo naszą śliczną błękitną obrożę w kwiatuszki niektórym skutecznia przesłania wielka morda Cyca ;)
  12. Też bym albo prześwietlała na już, albo przełożyła krycie. Jest w końcu ryzyko, że na rtg wyjdzie coś nie tak ze stawami (a nawet spora dysplazja bywa do pewnego momentu czy u umięśnionych psów bezobjawowa), a szczeniaki będą już na świecie... Jeśli wynik będzie gorszy niż wymagany do hodowlanki, będziesz miała miot benków bez papierów, po dysplastycznej suce, a to chyba najgorsza możliwa opcja.
  13. [quote name='Tybuszki']ja też kupilam szczeniaczka po mamie york i tacie shih tzu (podobno) weterynarz mowil ze to jest ta mieszanka a co wy sądzicie[ATTACH=CONFIG]11937[/ATTACH][ATTACH=CONFIG]11938[/ATTACH][/QUOTE] Ktoś zrobił dobry interes... Tego kundelka mógłby mieć problem opchnąć za darmo, a wystarczy że powie, że mix modnych ras, i jeszcze mu ludzie za niego zapłacą... :roll:
  14. A to fakt, ludzie strasznie się dziwią, jak w mieszkaniu można mieć kilka psów, czy w ogóle dużego psa. Nie wiem jak oni sobie to wyobrażają - że pies cały dzień urządza wyścigi z kuchni do salonu? Przecież logiczne jest, że bawi się, biega, pracuje na zewnątrz, na spacerach. W domu z ogrodem też trzeba conajmniej wyjść z tego domu do ogrodu, albo w teren, żeby z psem coś sensownego porobić. A skoro trzeba i tak z domu wyjść, to nie widzę wielkiej różnicy, czy wyszło się na podwórko, czy na łączkę 200 m od bloku - i tak trzeba się ubrać i ruszyć tyłek. Zresztą nawet psy podwórkowe nie spędzają całego dnia na bieganiu dookoła domu, tylko większość czasu wylegują się w budzie albo na trawniku.
  15. Jak będziecie mądrze prowadzić oba psy od przybycia młodego, i rezydent jest dobrze ułożony, a nie rozwydrzony jak dziadowski bicz ;) to nie powinno być żadnych problemów. Staff-ka to wg mnie jedna z najlepszych hodowli w Polsce, więc jeśli odległość, ceny, planowane mioty, itd. Wam odpowiadają to jak najbardziej polecam.
  16. [quote name='spike1975'] naprawdę kupujecie swoim psom mięso kilkanaście (i więcej) złotych za kg? ja naprawdę bardzo lubię swojego psa, dobrze mu życzę i dbam o niego ale kilkanaście zł za kilogram to jest moim zdaniem grube przegięcie. takie mięso to ja dla siebie kupuje a nie jestem mięsożercą więc jest ono dla mnie tylko dodatkiem do posiłków. tymczasem ponieważ pies jest mięsożercą to udział mięsa w jego posiłkach powinien być znaczny. to wychodzi na to że mój pies będzie jadał lepiej (a przynajmniej drożej) niż ja sam. czy da się stosować ten BARF bez popadania w przegięcie i ruinę finansową? (...) ale takiego mrożonego mięsa dla psów to się trochę boje mu podać bez ugotowania, żeby się nie zatruł a z drugiej strony, jak pisałem wcześniej, nie bardzo mnie stać i wyobrażam sobie żebym miał wydać na mięso dla psa kilkanaście zł. a tyle niestety kosztuje wołowina nawet podlejszych gatunków w okolicznych sklepach (dobrych gatunków kosztuje odpowiednio więcej). [/QUOTE] Naprawdę kupujemy, przecież tu same księżniczki i królewny, to nas stać, i na burżujskie rasowce niczym nie różniące się między sobą poza wyglądem, ani od kundli - to i wołowinę ekstra za 40 zł możemy kupić :D A tak serio - 80% posiłków moich psów oscyluje w cenie od 2 do 8 zł za kilogram. Rzeczy, które kosztują 10-15 zł za kilo traktuję jako rarytas, który podaję dla urozmaicenia (wyjątkiem są żołądki dla alergika uczulonego na kurczaka - on musi jeść indycze, a tych taniej niż 12-14 zł za kilo nie widziałam - no ale je ich 20-40 deko tygodniowo, więc da się żyć). Chyba nigdy nie kupiłam psom żarcia droższego niż 20 zł za kg (a i to od wielkiego święta). Z perspektywy ok. 6 lat barfowania na jedzenie dla psów wydaję mniej więcej tyle co na porządną suchą karmę, np. Acanę - choć barf jest na tyle elastyczny, że można go dostosować do róznej zasobności kieszeni. [quote name='spike1975'][COLOR=#000000][FONT=sans-serif] szczerze mówiąc 200 zł miesięcznie tylko na jedzenie dla jednego psa to całkiem sporo. czyli trochę jest tak jak mówię że jest to "dopieszczanie" psa kosztem sporych wydatków. dlaczego upieram się żeby nazywać to "dopieszczaniem"? ano dlatego że wiele psów żyje w świetnym zdrowiu i wiele lat a nigdy nie spróbowały koziny, sarniny czy królika. przejrzałem sobie wątek z jadłospisami i gdybym miał tak się ceregielić z psem że jednego dnia rano dawać mu serca wołowe a wieczorem mix owocowy a następnego dnia sarninę i twarożek a wszystko to jeszcze doprawiane algami morskimi to chyba nic bym nie robił tylko się psim menu zajmował. ile wy dziennie czasu poświęcacie na opiekę nad psiakiem? ja patrzę "dalej niż osiedlowy sklep na rogu" no ale nie będę przecież penetrował całej polski żeby zdobyć dla mojego psa sarninę na obiad. [/FONT][/COLOR][/QUOTE] Jadłospisy na wątku są PRZYKŁADOWE. Jak ktoś ma dostęp i kasę, to może psu podawać na każdy posiłek co innego. Jak kasy i dostępu jest mniej, to się ogranicza do kilku rodzajów mięsa. Jeden z moich psów jest alergikiem i niejadkiem, i jego barf bazuje na dwóch rodzajach mięsa: indyku i wieprzowinie. Jako urozmaicenie jada królika. I tak naprawdę na tym koniec, bo na kurczaka i wołowinę ma silną alergię, kaczki i gęsi się brzydzi, a nie mam póki co zamrażarki, żeby móc zamawiać na codzień tego królika czy dziczyznę w logicznej cenie. Z suplementów podaję olej rybny, tran, algi i miód. Rzeczywiście, strasznie dużo, burżujsko i olaboga :D A sarniny moje psy na oczy nie widziały, i też żyją. Co nie znaczy, że jak ktoś ma dostęp, kasę i chęci, to nie może psu jej dla urozmaicenia podać, i nie musi to być powód do Twoich tanich kpin. [quote name='spike1975'] nie mam ochoty sie z nikim tu kłócić a jak mi ktoś pisze że drób to "śmiecie" których ani ona ani jego pies jedli nie będą to ja się wykażę taktem i nie napiszę co o takiej osobie myślę. bo ja te "śmiecie" zajadam ze smakiem w niedzielę na obiad podobnie jak 90 proc moich rodaków i w ogóle ludzi na świecie. a jak księżniczce nie smakuje to ja nie zmuszam, niech sobie księżniczka karmi swoją "pusię" cielęcinką zadnią. mam nadzieję że odezwą się tu ludzie bardziej związani ze światem realnym niż księżniczka powyżej bo jak czytam te jej wytwory to nie wiem czy się śmiać czy płakać.[/QUOTE] Jak to nie masz ochoty się tu z nikim kłocić, skoro co drugi Twój post w niemal każdym wątku jaki widziałam to jakieś smutne podśmiech*jki kolesia z kompleksem niższości? Owszem, obecny drób, a konkretnie kurczak, z hodowli przemysłowej, to syf. Kilkadziesiąt lat temu, kiedy kurczak pochodził ze wsi, od baby gdzie dziobał robaki na podwórku, był super mięsem. Obecnie to syf napompowany antybiotykami i hormonami. Od jedzenia go co jakiś czas pies nie zejdzie, ale już od karmienia głównie przemysłowym kurczakiem zdarza się u suk bezpłodność i poronienia (ach te hormony). I nie dziwię się, że jak kogoś stać, to nie je tego wcale, i psu też nie daje. A jak ktoś ma z tego powodu hemoroidy, to niech popracuje nad swoją pozycją zawodową i finansową, i też nie je, zamiast obrażać ludzi. Btw nie wiem, co to za kompleks księżniczki/królewny - co chwila ciśniesz ludziom na forum od tego epitetu - o co chodzi, nie chciała Cię jakaś czy co? [quote name='spike1975'] obyczaje nowej arystokracji której psy jadają lepiej niż większość "plebsu" mnie interesują średnio by nie rzec że w ogóle.[/QUOTE] Ależ bardzo Cię interesują, bo niestrudzenie czepiasz się ich w każdym poście. Jak mnie coś nie interesuje, to nie marnuję życia na pisanie o tym. Chyba że faktycznie nie mam nic konstruktywnego do roboty. [quote name='spike1975'] jest zdrowy, zadowolony z życia i kosztuje to znacznie mniej niż 200 zł. a tu mieso za kilkanaście zł. buteleczka tranu za 25. jakieś algi morskie i inne cuda. mieszkam w polsce i wiem że ludziom się raczej nie przelewa więc wydanie co miesiąc dodatkowej stówy lub więcej jest problemem dla wielu. jest też problemem dla mnie bo choć nie klepię biedy to mam na co pieniądze wydawać. a psy jednak przez wieki jadały gorzej od człowieka tymczasem wy chcecie kupować im to samo co sami kładziecie na swoje talerze. w imię ideologii barf. mnie na to nie stać. mówię to wprost a z jakiegoś powodu zostałem za to dosyć brutalnie napadnięty. czy dlatego że nie przyjmuję bezkrytycznie tej ideologii nie zważając na koszty? że nie chcę mu kupować mięsa które moja rodzina je na obiad bo to dla mnie za drogo? że jem na obiad kurczaka którego jedna z barfowych koleżanek nazwała "śmieciami" których swojemu psu nie daje? przecież może byc tak że dieta barf to dieta dal VIPów, ludzi którzy sami sobie kupują wołowinę "kobe" i kawę "kopi luvac" a swoim psom jagnięcinę, wołowinę i sarninę. to jest nic złego tylko że mnie na to nie stać tak jak mnie nie stać na wiele innych rzeczy. ale czy to powód żeby na mnie napadać? [/QUOTE] Napadasz na ludzi w co drugim watku, jaki odwiedzasz. Wyzywasz od księżniczek, cymbałów, idiotów - aż się nie chce wierzyć, że 1975 to chyba Twój rocznik, bo bez tego myślałabym, że to jakiś 15-latek męczony w szkole przez kolegów, i zgrywający maczo w necie. W jednym wątku żałujesz wielkiego nabuzowanego samca malamuta, że dostanie targnięcie kolczatą, czy nawet ręką przez łeb, a żydzisz własnemu psu na buteleczkę tranu, która starczyłaby Ci dla tego psa na kilka miesięcy. Nie stać Cię, to nie karm, ale nie czepiaj się ludzi za to, że ich stać - w dodatku opierając się na swoich wymysłach, że każdy tu kupuje psu tylko cielęcinę i wydaje nie wiadomo ile kasy. W wątku o jadłospisach mój jest jako post nr 2 - oganiałam się przy ponad 20 kg psie spokojnie w 70-120 zł miesięcznie, zależnie ile miałam kasy. Twojemu psu jest dobrze tak jak go karmisz, to o co kaman? Szukasz zaczepki do kolejnych przytyków o księżniczkach? Ja mam w d*pie, że Cię nie stać; mam w d*pie, że psy całe wieki, a na wsi i do dziś dostają do jedzenia pomyje i obiery z kartofli. Stać mnie i mam taką fantazję to sobie karmię psy tak, jak wg mnie jest zdrowo i odpowiednio do mojej zamożności, a milionerką nie jestem. Ale jak dla kogoś wydanie miesięcznie 100-wy na psa jest problemem, to po co mu w ogóle pies? Nikt do posiadania psa nie zmusza, nie nakazuje. Pies w domu jest tak naprawdę dobrem luksusowym sam w sobie - to nie jest chleb, proszek do prania czy mleko. Nikt nie musi psa nabywać/przygarniać, ani łożyć na niego pieniędzy, żeby potem rzygać ludziom na forach, że stać ich na lepsze żarcie dla psa, niż jego na obiad dla dzieci.
  17. Tyle, że tu zupełnie nie chodzi o to, czy ja sobie dam z takim psem radę, tylko czy lubię i czy będzie mi fajnie żyć i pracować z psem, który ma takie a nie inne predyspozycje, a więc i wymagania, i potencjalne problemy do przepracowywania ;) bardziej "naturalne" jest dla mnie ustawianie problemowych w rasie konfliktów z innymi psami, zapędów psa stróżującego, itd. niż gimnastykowanie się, żeby pierwotniak w ogóle zwrócił na mnie uwagę, czy żeby beagle nie nawiał mi na pierwszej lepszej łączce, bo biegł tamtędy królik. Myślę, że osoba, która ma doświadczenie w pracy z choć dwoma-trzema typami psów, plus choć teoretyczne pojęcie o pracy z innymi i ich cechach, poradzi sobie ostatecznie z większością ras - pytanie czy ma na to ochotę ;)
  18. Gratuluję owocnych narodzin :) i czekam na fotki ;)
  19. [quote name='asiak_kasia']ooo widze, że i tu kolega spike dotarł :diabloti: szkoda klawiatury, na kolege, który twierdzi, że 50kg agresywnego malamuta trzeba pozytywnie naprostować ;)[/QUOTE] No tak, nie czytałaś, że pies to pies? Skoro można wyklikać siad u chihuahuy, to można też "odklikać" agresję u malamuta :evil_lol: A nie jakieś tam potrzeby, cechy, temperamenty... Pff, wymysły :evil_lol: [quote name='toyota']Prawda jest taka, że i tak większość ludzi wybiera psa "po wyglądzie", a potem muszą się zmierzyć z temperamentem, cechami i potrzebami i różnie im to wychodzi ;-).[/QUOTE] Kundelka czy psa z pseudo na pewno tak ;) Jeśli chodzi o psy z rodowodem, raczej widzę odwrotną tendencję - i na dogo, i wśród ludzi wokół siebie. Moja przyjaciółka ma goldena, bo rodzinie zależało na psie nieagresywnym, bardzo łatwym do ułożenia, przyjacielskim. Pies sprawdza się super. Druga kupiła akitę, bo dalsza rodzina takie hoduje, ale też mocno zapoznali się z tym, czego wymaga rasa, jaki ma charakter i zastanawiali się czy sprostają. Poczekali z zakupem 2 lata do przeprowadzki do domu z ogródkiem - chcieli samca, mogli mieć problemy ze spacerami po osiedlu (dużo tu podskakujących pimpków). Długo bym mogła tak wymieniać. Spotkałam wśród znajomych tylko jeden przypadek, kiedy zakup psa z papierem nie był przemyślany - klasyka gatunku, husky ;) kupili bo ładny z niebieskimi oczami, a potem podusił im kury i połowa rodziny sobie z nim nie radziła. Generalnie ja nie widzę problemu w pierwszym wybieraniu psa po wyglądzie, czy to rasy, czy mixa, o ile później, przed wzięciem tejże rasy/psa, następuje solidna weryfikacja, z czym się takiego psa je :evil_lol: i czy się podoła. Mi też husky podobają się super z wyglądu, są moim marzeniem z dzieciństwa, ale ostatnia rasa jaką bym chciała, to taka, która jest skłonna do ucieczek, z silnym instynktem myśliwskim, niezależna, "kocia" w zachowaniu, więc husky się u mnie w domu nie pojawił: są za to psy, które miałabym problem zgubić na spacerze, choćbym nie wiem jak chciała. Husky to kompletnie nie moja bajka z charakteru - co z tego, że są śliczne. Mogę i lubię pracować z molosem i jego twardym charakterem, odpowiada mi przekorność ttb, miło jest też z owczarami - ale już pierwotniaki, gończe, w ogóle wszystkie psy myśliwskie to dla mnie kosmos i męczyłabym się z takim psem. Jeśli ktoś w ogóle nie kuma różnic między tak skrajnymi rasami, to serio chyba oglądał psy tylko na obrazku...
  20. [quote name='spike1975']a patrząc na twoje psy to sama masz kundla w typie nie wiadomo czego i w czym on jest gorszy od dwóch pozostałych? przeszkadza ci w czymś jego "kundlowaty" charakter?[/QUOTE] Gdybyś przeczytała tego pierwszego posta w mojej galerii, a nie tylko zerknęła na fotki, żeby poszukać, co by mi tu wytknąć, to wiedziałabyś, że ten "kundel w typie nie wiadomo czego" nie żyje od półtora roku i był tak niesamowicie gorszy od psów z rodowodem, że x lat spędziłam na leczeniu jego przewlekłych chorób za kupę kasy, a ostatnie miesiące na kroplówkach, z pudełkiem zastrzyków przeciwbólowych w domu i z telefonem gotowym do wzywania weta, jeśli już konieczna będzie eutanazja, żeby mógł odejść na moich rękach, w domu, a nie w lecznicy, której cholernie się bał. Pytanie tylko, czemu miałabym z tego powodu nie chcieć mieć też psa z rodowodem? Co to w ogóle ma do rzeczy? Dla Ciebie naprawdę każda osoba, która z jakichś przyczyn kupuje rasowego psa, uważa kundelki za psy drugiej kategorii??
  21. Borze szumiący, następna Matka Kundelkowa Bolesna będzie nawracać na adopcję obrażaniem rozmówców :evil_lol: Cóż, dla osoby, która chce tylko ciągać psa po trawniku i nawet nie wie, jaka jest różnica w życiu z psami różnych ras, choćby w tym jakże tajemniczym temperamencie, faktycznie wystarczy kundel. Tak samo jak emerytka na tuptanie do kościoła nie musi zakładać sprzętu do wspinaczki (skoro połowy ekwipunku nawet nazwać by nie umiała). Chociaż współczuję trochę i kundlom u takiej osoby, bo i one ogromnie się różnią swoimi cechami i podejściem jakiego wymagają, każdy jest indywidualnością - a jak dla kogoś każdy pies to jedna chwała, to kojarzy mi się tylko z burakiem pastewnym ze wsi, dla którego "pies to pies, każdy szczeka". To ja już wolę tą "królewnę" ;)
  22. [quote name='yumanji']Odnoszac sie do tego,co pisze Martens...to zapewne zalezy od ras psow i jakis tam osobistych przekonan wlasciciela,mysle,ze jakiejs jednej recepty na kazde psie stado nie ma.Moje psy maja od dawna scisle ustalona hierarchie,ktora widac po kolejnosci korzystania z okreslonych "dobr".Te ,ktore sa nizej nigdy sie nie wychyla,nawet jesli bede je do tego zachecac.Mam zasade,ze nie interweniuje w pzrypadku psich sporow ,jesli sily sa wyrownane,no i nie jest to sytuacja typu :cala osemka rzuca sie na 9-ego. Pozwalam najstarszy sukom "opierdalac" i ustawiac szczeniaki i podrostki,zreszta wobec bezdomnych psow tez tak robie.Kiedy mam on-ka dominanta "nastolatka",to go wrzucam do boksu z doroslym,zrownowazonym psem,ktory pokazuje gowniarzowi,jak sie tzreba zachowywac. To w ogole jest fascynujace,kiedy ma sie kilka psow i mozna obserwowac ich wzajemne relacje.Mam 11-letnia kaukazice,ktora uwielbia najstarsza suke-13-letnia Onke.Onka juz nie ma sil ,ani checi,zeby sie rzadzic,tak,jak kiedys ,w zwiazku z czym kaukazica szczerzy zeby przy misce On-ki,cale towarzystwo sie odsuwa i czeka,ON-ka je,a kaukazica co jakis czas tylko podnosi wargi i pilnuje,zeby nikt sie nie osmielil nawet podejsc.[/QUOTE] Widzisz, a ja mam do czynienia z psami, przy których takie podejście (pozwalanie na samodzielne rozwiązywanie sporów, "ustawianie" się nawzajem w gruncie rzeczy dorosłych psów) mogłoby się skończyć zmniejszeniem liczebności stada... Jednak mimo to w żadnej rasie nie pozwoliłabym na starcie na żywioł dwóch samców takich jak tutaj - oba w "wieku produkcyjnym", po wyzdrowieniu drugiego zapewne o mocno wyrównanych siłach - i żaden może nie chcieć ustąpić, i to będzie naturalne - stawiałabym jednak na to, że będą musiały wiedzieć i mieć przypominane, że to nie one decydują, kto ma prawo żyć w tym domu ;)
  23. [quote name='spike1975']a ja jestem z tych co to mówią "nie kupuj, adoptuj". i nie rozumiem za bardzo ludzi którzy koniecznie chcą rasowego lub właśnie na ogół "w typie rasy" szczeniaka a nie chcą wziąć psa ze schroniska "w typie rasy" której szczeniaka właśnie kupują. nie wiem co nimi kieruje. podejrzewam ich o jakieś snobizmy na zasadzie że oni nie biorą "byle czego", jakiegoś "używanego" tylko musi być "nówka".[/QUOTE] A w jakich schroniskach Ty widzisz te wszystkie szczeniaki w typie rasy? No chyba że należysz do osób, które każdego biszkoptowego szczeniaka uważają za "w typie labradora", a czarnego podpalanego - rottka ;) I szczeniak w typie ze schroniska, i szczeniak w typie z pseudo to loteria. Właśnie żeby uniknąć loterii są hodowle z rodowodami. Nie bardzo wiem, czemu chcąc staffika, miałabym wziąć ze schroniska pierwsze lepsze pręgowane krótkowłose szczenię z mocniejszym pyskiem i zastanawiać się, czy wyrośnie z tego pies w typie pitbulla, czy w ogóle niczego (bo że staffik to w Polsce szanse niemal zerowe). Po to, żeby wyrósł staffik, idę do hodowli i kupuję. [quote name='spike1975']nie bardzo mnie to przekonuje bo gdybym wierzył że ludzie biorą psy dla ich walorów użytkowych to musiałbym uznać że na moim osiedlu sami myśliwi i pasterze bo pełno tu spanieli, beagli i owczarków. no bo chyba nie po to szuka się "charakteru" beagla żeby z nim chodzić po trawniku na osiedlu :-D[/QUOTE] Rasa to określony temperament, cechy, potrzeby, możliwe problemy, plusy i minusy. JAk dla kogoś cechy rasy kończą się na tym, że pies jest "do polowania" albo "do pasienia owiec", to chyba za bardzo nie mamy o czym gadać - bo wynikałoby z tego, że ja mam np. psy do zabijania :roll:
  24. To nie musi być zaraz dysplazja, tylko równie dobrze zmiany reumatyczne, jeśli pies mieszkał na wsi, na zewnątrz, miał dziurawą czy choćby za dużą budę (a wiadomo jak wyglądają niektóre budy na wsi). Na pewno nie zaszkodzi mu ciepłe posłanie i jakiś środek wspomagający stawy - zamiast wątpliwej jakości i zwykle wysokiej ceny psich specyfików świetnie się sprawdza ludzki Flexit, można dostać w sklepach dla sportowców (również internetowych).
  25. [url]http://lecznica-pultusk.pl/[/url] Jadąc od Makowa będzie to w Pułtusku na pierwszym rondzie pierwszy zjazd w prawo, a potem pierwsza przecznica w lewo, i po prawej stronie będzie dobrze oznakowana lecznica. Tam na pewno wystarczy, żeby określić, czy coś się złego dzieje ze stawami biodrowymi, mają rtg, młodszy z panów to specjalista chirurg, ale jeśli będzie coś nie tak, lepiej jechać do W-wy do specjalisty ortopedy.
×
×
  • Create New...