Myślę, że wspólny spacerek zafundujemy sobie po Świętach.
U Tinki wszystko w porządku, jest coraz śmielsza, ale na spacerkach trzyma się blisko, nieraz tylko w coś się wwącha i zapomina o świecie, ale potem gwałtownie podnosi głowę i patrzy czy jestem. Oczywiście, że jestem, nie spuszczam jej z oczu. Często też chodzi za mną, mając nosek przy mojej pięcie, co kończy się nieraz nadepnięciem jej łapki. Dalej jest grzeczna, posłuszna i kochana, i coraz bardziej czuje się pełnoprawnym domownikiem, chyba uwierzyła, że to już jest jej dom.