Tinka już po wizycie u fryzjera. Właściwie prawie nic się nie zmieniła. Ma tylko zdegażowaną trochę główkę, przystrzyżoną grzywkę tak, że teraz widać oczka, przystrzyżone porteczki, stópki zrobione na kocią łapkę, bardziej zaznaczoną talię, i to właściwie wszystko. Kitki ostały się w całości. Wygląda ładnie i świeżo. Szkoda, że nie mam możliwości zrobienia zdjęć, ale jak przyjdzie syn, to mam nadzieję, że pstryknie parę. Namęczyłyśmy się z panią fryzjerka, 1,5 godz. trwało to wszystko - ja trzymałam wyrywającą się Tinę i pot się ze mnie lał, a Pani strzygła. W pewnym momencie Tinka wyrwała mi się i spadła ze stołu - Pani ze zdenerwowania omal ataku serca nie dostała, aż musiała sobie zapalić. Co tu mówić, Tina duża nie jest, ale siłę to ma!