-
Posts
2279 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by zurdo
-
3 dni ciężkiej pracy, potu, łez, smakołyków, godzin spędzonych na klatce schodowej i mamy mały-wielki sukces. Tosieńka zaczyna sobie radzić na schodach. Oczywiście z szalikiem pod poopskiem, ale jednak na własnych nogach. To była droga przez mękę – Tośka próbowała wchodzić, rozjeżdżały jej się łapy, jedna nie nadążała za drugą, zsuwała się ze schodów, po dwóch schodach rozmyślała się i próbowała wracać rakiem, przewracając się przy tym. Naprawdę byłam już bliska poddania się, a tośkowy Anioł Stróż miał wiele pracy, jeśli nic jej się przy tym nie stało. Do tego - jak już doszła do piętra, jakiegokolwiek, to nie dawała się ruszyć, bo ona tu mieszka i na nic tłumaczenia i błagania, ze to parter, że mieszkamy wyżej... Ale dziś Tosieńka weszła 30 schodów, to już prawie połowa drogi. Na tych 30 na razie musimy poprzestać, to i tak dużo wychodzi w ciągu całego dnia. Grunt, że zaczęła chwytać, o co w tym chodzi. Ale mam dzielną hrabiankę! A żeby tak różowo nie było, to się poskarżę. Tośka stosuje podwójne standardy. Sama na widok psów dostaje hopla, jak się nie może przywitać, to wrasta w ziemię jak żona Lota i urządza pokaz histerycznego łkania. Jak jakiś znajomy pies próbuje się ze mną przywitać, to wielkie oburzenie, jak to tak? Wzrok zbitego psa i nochal wpychający się pod rękę. Z tego wszystkiego najwyraźniej uznała, że zaspokoi moje infantylne potrzeby, żebym nie zaspokajała ich z innymi, i zaczęła się interesować patykami. Widok jest przekomiczny – znajduje sobie patyk wielkości zapałki i zaczyna go podrzucać, chwiejąc się przy tym na swoich chybotliwych łapkach, zadek jej zarzuca na wszystkie strony... Tośka już śpi, więc sobie pozwolę... Pierdoła! A tak całkiem serio, to pokonywanie schodów staje sie naprawdę ważną sprawą, bo pomijając kręgosłup, w marcu będę musiała jechać na konferenz. Nie wiem, co z tym zrobię :shake:
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
właśnie, właśnie, i to tak nagle zaczęło się dziać? Trzeba jak najszybciej zbadac, co się dzieje z diankowym kręgosłupem. Może pomógłby ten nivalin, który miała przepisany (wzmacnia przewodzenie nerwowe), ale w tym momencie to już chyba trzeba poczekać to wtorku. Ehhh, romenko, ty naprawdę jesteś arcydzielną osobą -
dziękuję Ci, Szajbus. Ja nie uważam, że w kremacji jest coś złego. Dręczyło mnie to, w jaki sposób jest ona dokonywana w wypadku zwierząt. Właśnie tak słyszałam - że to "utylizacja odpadów" i nie muszę tłumaczyć, co czułam. Jeśli jest tak, jak piszesz - jest mi to łatwiej zaakceptować. Dziękuję.
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
maleństwo śliczniutke, choć ja nikogo nie widzę :oops: , ale i tak najpiękniejsze :lol: Romenko, nie gniewaj się, ale ja myślę, że jednak nie do końca wiedziałaś na co się decydujesz :cool3: , ale to już nie ma znaczenia. I jasne, że to nie wina Dianki, ona sobie nie wybrała takiego poprzedniego opiekuna s***na i takich chorób. Najważniejsze to zdiagnozować ją jak najszybciej, żeby skupić się już na leczeniu, a nie gdybaniu. I myślę, że trzeba znaleźć alternatywny tymczas, który zaopiekuje się Dianką nie tylko przez te dni, gdy wyjedziesz, ale będzie też w pogotowiu, gdybyś się gorzej poczuła(TFU TFU TFU). Mam nadzieję, że tak nie będzie , ale trzeba to brać pod uwagę - wtedy nie będzie czasu, żeby szukać domku i opieki dla Dianki. I ty będziesz spokojniejsza. Myślmy, czy znamy kogoś, kto móglby w razie potrzeby zaopiekować się Dianką -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
romenko, mam nadzieję, że lepiej się dziś czujesz i odpoczywasz. Nie chcemy dziś żadnych nowych rewelacji, wystarczy tego wszystkiego na jedną małą romenkę. I pamiętaj, że masz do mnie telefon. Ja najbliższe dwa tygodnie mam wyrwane z życiorysu przez studia, ale przecież nie siedzę na uczelni 24 h i mogę w czymś pomóc. -
ale się nas czepiają :cool3: 5 minut po nas piszą skargi i donosy, że nie piszemy :-o Na pożegnanie zimy (oby!) pożegnalne zdjątka w gatkach. [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img206.imageshack.us/img206/7892/f100xc9.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] trochę spadają, to efekt moich ulepszeń :oops: [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img243.imageshack.us/img243/9485/f101xw4.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] Nigdy więcej takiego obciachu! Teraz już czekamy na wiosnę :multi: PS Ty mi Kobold nie podpowiadaj, bo przy moich talentach, jak zacznę szyć kukiełkę maifai, to może mi wyjść... Kobold
-
Gabi, Whisky <*> <*> <*> No, Aniołki przecudowne, może pora wybrać się w podróż wprost do pięknego snu pańci...
-
łod razu łobraziła... A po żeńsku to wieszczka, w skrócie wieśka, swoją drogą ciekawe, czy jak wieszcz czka, to mu się coś zmienia i co robi wieszcz, kiedy wie^szczy (już po północy?) :roll: I jaki tam ze mnie wieszcz, raczej samo szcz. Ehhh, hrabianka nic nie wymyśliła, poza tym że mnie kiedyś swoją wrażliwością zabije. Wczoraj, jak ją wnosiłam po wieczornym spacerze, coś mi łupło w moim esofloreso-kręgosłupie. Doniosłam Tośkę do pólpiętra i próbowałam ją dalej prowadzić, podtrzymując tył za szalik. Ale Tosieńka nie potrafiła tak iść. Więc usiadłam na schodach i w ryk. Jak zaczęłam ryczeć, to Tośka zaczęła płakać, lizać mnie po twarzy i nie wiadomo za co przepraszać. Potem się położyła i patrzyła na mnie takim smutnym wzrokiem, jakby mnie zawiodła, że nie daje rady. I zrobiło mi się jeszcze gorzej A kiedy ją w końcu dotaszczyłam do domu, położyła się cichutko przy łóżku i dalej patrzyła na mnie takim przepraszającym wzrokiem pt. ‘ja nie chciałam’. Koszmar, poczułam się jak świnia, która się nad sobą rozczula, żeby inni mieli wyrzuty sumienia. [FONT=Verdana]A poza tym, wymyśliłyśmy sobie nowy sposób na zasypianie. Antonina była od początku przed zaśnięciem dość niespokojna, kładła się przy łóżku i co chwilę sprawdzała nochalem, czy jestem, potem wstawała i sprawdzała, potem się kładła i sprawdzała... Teraz czytam jej na dobranoc bajki. W zasadzie to piszę. Literka po literce – paluszkiem po tośkowym karczychu. Po kilku zdaniach literki stają się coraz mniej i mniej wyraźne, ale żadna z nas nie zwraca już na to uwagi... To bajka o tym, co zobaczył pewnego dnia kot siedzący pod samochodem. Żoliborz to dzielnica zamieszkała przez siły nieczyste, jakby ktoś chciał szczegółów to służę. Niestety, zasypiając zapominam, na czym skończyłam, więc każdej nocy zaczynam od początku. Może kiedyś dojdziemy do szczęśliwego zakończenia.[/FONT]
-
Oprowadzam teraz Tosię, żeby poznała dzielnicę. Chodzę wieloma szlakami, po których jeszcze niedawno chodziłam z Rastą. I czuję wielki ból i chce mi się płakać. A potem myślę, że te chwile za którymi płaczę - że przecież mogło ich nie być w ogóle. Przytrafiło mi się w życiu coś wyjątkowego, ktoś wyjątkowy stanął na mojej drodze, a ja tego nie zmarnowałam i czerpałam przez lata z tego spotkania siły i niewyobrażalną radość. Jestem wielką szczęściarą, że miałam szansę to przeżyć. Wszyscy jesteśmy szczęsciarzami, bo dane nam było doświadczyć czegoś, o czym wielu ludzi nawet nie wie, że istnieje.
-
Ernusia za TM... Zabrala ze soba moje serce(*)(*)(*)
zurdo replied to Iri's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Piękne dziewczynki. Maszka taka wtulona w Ernusię... Iri, łzy smakują tak samo, ale czym innym jest rozpacz z bezsilnej złości i żalu do świata, czym innym z tęsknoty. Czym innym jest, kiedy widzisz Ernę cierpiącą i sparaliżowana tym widokiem nie widzisz już nic więcej, tylko pytasz 'dlaczego?' i szukasz winnych, a czym innym, kiedy wspominasz Ją przez chwile, jakie dane było ci z Nią przeżyć, chwile piękne i radosne, nawet jeśli świadomość, że są już tylko wspomnieniem, wywołuje łzy. -
Mądry, wrażliwy, wyjątkowy Bezanku <*>, bądź szczęliwy i pamiętaj o tych, którzy jeszcze mają tu kawałek drogi do przejścia
-
Mela-moja miłość i Dżekuś skarb najdroższy
zurdo replied to Monia70's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
A co to za sen, kiedy trzeba pilnować prezentów ;) Bądź szczęśliwa, Meluniu <'> -
Starałam się o tym nie myśleć, ale teraz nie mogę przestać. Wiem, że jeszcze w lecznicy ciało Rasty było traktowane z szacunkiem, ale potem... Kiedy sobie to wyobrażam... Co się działo z tym ciałem, które nosiło w sobie najdroższą duszę, to ciepłe, puchate ciało, do którego się przytulałam, o które dbałam, które było tuż obok przez 11 lat, dając mi taką porcję miłości i poczucia bezpieczeństwa. A na koniec nie byłam w stanie zapewnić mu odrobiny należnego szacunku. Wiem, że Rasty już tam nie było, ale ciału należy się odrobina godności, najwięksi ludzcy zwyrodnialcy mają prawo do godnego pogrzebu, a zwierzęta? To nie jest w porządku. Ale tak sota36, masz rację. Rasta jest cały czas. Jest we mnie. Pamiętam, jak kiedyś na zajęciach z psychologii zastanawialiśmy się, jak to jest, ze człowiek zmienia się w każdej sekundzie swojego życia, bo zmienia go każde doświdczenie i co w takim razie sprawia, że zachowuje jakąś ciągłość swojego życia, że jego tożsamość jest rozpoznawalna, co jest rdzeniem, który trwa i sprawia, że jest ciągle tą samą osobą. Rasta na pewno jest częścią mojego rdzenia, istnieje we mnie tak mocno, że dopóki to czuję, jestem sobą. I nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś mogło być inaczej. Gdybym o Niej zapomniała, przekreśliłabym jedno z najważniejszych doświadczeń swojego życia. Tu mogę to spokojnie napisać, gdzie indziej pewnie znalazłby się znowu człowiek, który powiedziałby, że w takim razie ubogie to moje życie. Kocham Cię Niuchaczku, najwspanialszy darze, wybacz, że wciąż płaczę. I kiedy zaczynam wątpić w sens wszystkiego, przypominam sobie, jak wątpiłam i balansowałam na granicy życia i śmierci 11 lat temu, aż przytrafiłaś się Ty, i powraca wiara, że życie ma sens i nie jest splotem idiotycznych przypadków.
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ooooo, jak rzadko kiedy :evil_lol: , podpisuję się pod każdym słowem Generała Kobolda. Pod każduteńkim i pod przecinkami nawet. -
no proszę... a ja tylko chciałam sprawdzić, dokąd prowadzi Twój bannerek... I wylądowałam w samym środku yorkomanii. Śliczniutka jest Capri. Niestety - nie powymieniam się doświadczeniami. Cała moja wiedza pochodzi z obserwacji sąsiada. Nosi swojego yorka na spacerki w wiklinowym koszyczku i karmi na ławce, bo w domu Igorek nie chce jeść, chce, żeby inne psy widziały, że je. I tyle wiem - pies ogrodnika, ale to nie dotyczy Capri ;)
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja naprawdę boję się już tu wchodzić do was, już nic mi nie zostało, co mogłoby mi jeszcze opaść... Miejmy nadzieję, że ta krew to raczej z końca drogi. I mam nadzieję, że Romenka prześpi się troszkę w dzień zamiast wlewać w siebie kawę. Trzymajcie się. -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Tą Romcią mnie straszysz? no faktycznie, jak rzuci we mnie poduszką, to się nie pozbieram. Ze śmiechu :eviltong: A banerki cudo (jednak się przestraszyłam :evil_lol: ) -
[quote name='majafaja']zurdo, a co Ty tez piszesz moze pracke mag? a cos z espanol??[/quote] 3 literki mam, ale to za dużo - chcę mieć 2, ale za to bez kropeczki. En polaco [quote name='majafaja']a ja Ci powiem, czemu tak jest - bo sciagasz zle mysli nadwrazliwa hipochondroscia :) musisz jej wmawiac - mała, jesteś zdrowa jak byk!! i wiecej koziego mleka :p[/quote] no no, napisz mi jeszcze, że przez trzy ostatnie noce siedziałam nad wywarami z jarszczurczych ogonów, jadu żmii i wilczych jagód i mieszając ogonem z czarnego kota, błagałam o jakieś choróbsko dla Tosieńki, coby nam się nie nudziło. Za dużo Harrego P. i Słowackiego się w dzieciństwie czytało :evil_lol:
-
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
majafaja, jak będziesz chodzić po wątkach i wyzywać wszystkich od hipochondryków, to ci zafundujemy takiego bana, że się nawet na forum patagońskiego periodyku o pingwinach nie zalogujesz :eviltong: romenko, ja też uważam, że ten bonharen warto wziąć, na pewno się nie zmarnuje, a jeśli p. Mariusz oferuje pomoc i pieniądze, to jest to towar deficytowy i szkoda nie skorzystać. I jak się jeszcze raz spytasz, czy nie jesteśmy złe, to uznam, że ja sama jestem zła do szpiku kości i pojadę cię zbić. I nie strasz mnie Dianką, bo się nie boję. -
o mnie się nie martw, zawsze to zdrowiej pomachać szmatą z samego rana niż się obżerać:evil: Zresztą - promotor mi dziś powiedział, że wreszcie dobrze wyglądam i cokolwiek miało to znaczyć (nie wnikam), na pewno nie znaczyło, że schudłam :cool1: A Tosiula Kaprawe Oczko ma zapalenie spojówek :onfire: :help1: Jest teraz prawokulawa i lewoślepawa. No i znowu good bye szczepienia
-
dziękuję Wam. Wiem, że żyjemy w kraju, w którym godny pochówek przyjaciela należy do rzadkiego luksusu, ale kiedy przeczytałam te słowa... Sama wiem, że tak nie powinno być, że ciału należy się szacunek. Może mogłam coś zrobić, żeby uszanować to najbliższe mi ciałko, ale byłam sama, bez pieniędzy już, bez samochodu i zupełnie bez sił. Wiosną Rasta będzie miała symboliczny grób, przynajmniej tyle mogę zrobić, bardziej już dla siebie niż dla Niej. Szajbus, o tym samym dziś pomyślałam, gdy zobaczyłam puch lecący z nieba. Ładnie się zaczyna, aż strach pomyśleć, co będzie wieczorem. Aniołku mój, na pewno masz jeszcze własne piłki, poszukaj dobrze i nie podkradaj prezentów Meli.
-
no więc dobrze... żeby się Kobold nie czepiała i jej klony również, napiszę tak. Dziś rano usłyszałam hałas, jaki wydaje talerz w zderzeniu z podłogą. Wpadłam do kuchni - talerz, a jakże, na podłodze, Tosieńka oblana mlekiem, brodzi w tymże mleku (kozim) rozlanym na podłodze i wyżera z niego musli dla anemików. Byłam wniebowzięta, podobnie jak Tosia. Dogodziła mi znaczy. Czy teraz jest konsekwentnie? Czy teraz jest po męsku? A kurturarnie zarazem?
-
Mela-moja miłość i Dżekuś skarb najdroższy
zurdo replied to Monia70's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Meluniu, wszystkiego najwspanialszego! Bawcie się dobrze, dziś wszystko wolno. I pilnuj dobrze prezentów, zwłaszcza jeśli będą to piłeczki. -
Nadszedł dzień rozstania ;( Do końca Dianko w moim sercu [']
zurdo replied to romenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
na temat bonharenu romenka musi się wypowiedzieć, ale jeśli to się daje dłużej, to chyba nie ma sie nad czym zastanawiać :roll: - przecież i tak będzie trzeba kupić... romenko, Evelin, która licytowała barometr sama jedna, napisała, że zaplaci 20 zł zamiast wylicytowanych 10! Evelin dziękujemy! :Rose: Mam nadzieję, że to straszne słowo na s... już wypadło z diankowego słownika. A co do węgla, pytałam kiedyś weta jak to jest - powiedział, że i owszem działa, ale 1 tabletka na kg, czyli jednorazowo musiałabyś w Diankę wpakować 30 tabletek, czyniąc z niej żywy pomnik polskiej tradycji górniczej :eviltong: