-
Posts
3139 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Puchatek
-
Do rana Bunia ma głodówę (gdyby się najadła mogłoby jej "rozwalić" - prawie dosłownie, żołądek). Noc minęła spokojnie. Rano byliśmy na normalnym spacerku. Spotkaliśmy p. Halinę przy suce. Bunia się trochęwściekła bo tamta akurat dostała jeść a Bunia głodna biedactwo. Teraz jesteśmy w domu i gotuje się obiadek. Skoro na szczęście lekarstwo jej w widoczny sposób nie zaszkodziło (mam nadzieję) to teraz tylko wypada trzymać kciuki żeby zadziałało.
-
Zadzwoniłem do Podkowy Leśnej do weta w którego laboratorium robiono analizę krwi. Tam mi powiedziano że nie podbierają sobie pacjentów w związku z tym że wetka przysłała do nich do analizy to powinienem iść do niej bo oni mnie nie przyjmą. W tej sytuacji poszedłem tam skąd zacząłem (z duszą na ramieniu). Na szczęście był już ktoś inny. Młody wet dość rozsądnie "gadający". Powiedział że tolerancja Imizolu jest jednak spora (0.2-0.5 cokolwiek miałoby to znaczyć, pewnie ml/kg wagi), (na marginesie nie mają tam wagi !!!). Dał różne leki osłonowe. Po zabiegu pochodziliśmy niedaleko przez 20mi żeby zobaczyć czy nie będzie jakiejś reakcji alergicznej lub innej gwałtownej reakcji organizmu na lek. Zaszedłem jeszcze raz, wszystko było w porządku.
-
Z tego wszystkiego jak widzę się nie wylogowałem co mogło sugerować że tracę czas przy komputerze. O 18 byliśmy już po Imizolu. Godzinkę zmarnowałem bo usiłowałem znaleźć odpowiedniego weta. P.Magda wyjechała za granicę na urlop. Wetka u której byłem na pobraniu krwi nie wzbudziła mojego zaufania najpierw rozlewając jedną probówkę z krwią i trzeba było ciągnąć 2 razy więcej, potem podając kroplówkę z dziurawą rurką i kroplówka zamiast do psa poleciała na podłogę, było jeszcze parę wpadek których nie będę wymieniał więc trochę bałem się iść do niej szczególnie że Imizol to naprawdę paskudna trucizna, trzeba dawać leki osłonowe to wiem ale dokładnie jakie i czy o wszystkich wiem? musiałem się zdać na weta a jak sami rozumiecie w tej sytuacji ....
-
Aga przecież ja nie mam pretensji (wyczułem w twoim poście nutkę żalu) i doceniam, przecież wiem że chcesz dobra Buni. Po prostu jeszcze chcę popróbować, może to nie to. Co do hormonów to na logikę wygląda to tak jak piszesz, brak hormonu uzupełniany sztucznie ale jak się poczyta jakie są zagrożenia to nie zachęca. Oczywiście nigdy nie ma pewności że się dostanie "raka" i wszystko to są jedynie szanse na .... Ale jak to jest z szansami to sama wiesz najlepiej, niby prawdopodobieństwo małe (nie wiem czy zaniżone, ja takich statystyk nie robiłem) a kogoś trafić musi, można po prostu mieć "szczęście". Inna sprawa że jak na dzisiaj to schodzi to na plan dalszy bo jestem w strachu o tego kleszcza. Bunia nadal osowiała, rano nie jadła, nie podchodzi nawet na "obrywki" ze stołu, w nocy wypiła całą wodę którą jej zostawiłem, bardzo dyszy i jest wyraźnie słaba i smutna i jeszcze na dokładkę niedziela cholera jest więc wszyscy weci zamknięci !!!
-
No właśnie słabo się bawił. Figa skakała po śniegu jak mała furia a Bunia zaczepiana przez nią lekko i bez wyrazu sie odgryzała. Strasznie jakaś przymulona jest. Nawet spuściłem ją ze smyczy trochę pobiegała a potem usiadła i nawet się położyła. Fizia rozcięła sobie łapkę co zauważyliśmy dopiero na schodach jak zaczęła zostawiać krwawe ślady. Jak poszliśmy do mamy to z miski Fizi wyżarła wszystko a w domu nawet nie spojrzała na obiadek i ucho.
-
Dziś koło południa spotkaliśmy ciocie Figę i Agnie która pierwszą rzeczą którą zrobiła to znalazła opitego kleszcza na grzbiecie Buni. Wyjąłem go bez problemów w całości i rozgniotłem drania ale nie wiem jak mogłem go przegapić, czeszę ją na każdym spacerku a grzbiet najbardziej bo najłatwiej. Poczytałem sobie o tych babeszjozach i boreliozach i przyznam że jestem w strachu. Szczególnie że dzisiaj Bunia nie chciała jeść (po powrocie ok. 13 trochę zjadła), na spacerek też się nie paliła musiałem ją namówić (obie rzeczy niespotykane do tej pory). Mam nadzieję że czas na objawy jest jednak za krótki i to jeszcze nie to ..........
-
Już widzę, widocznie akurat edytowałaś jak oglądałem.
-
Ja tych fotek nie widzę ! Tylko same komentarze do nich
-
Wiesz Aga to nie jest takie proste. Metody powstrzymania posterylkowego nietrzymania moczu są różne i różne sunie różnie na nie reagują. Czasem wystarcza jednokortne podanie hormonów a czasem nic nie skutkuje. Są też niehormonalne specyfiki np. Efedryna. Nietrzymanie moczu może być też wynikiem błędów w operacji i czasem bywa możliwość operacyjnego poprawienia. Problem nie jest taki powszechny, dotyczy ok. 2% suk po sterylce.
-
Co do tego że zdrowy pies ma tolerancję na trzymanie moczu to oczywiście zgoda tylko ja nigdy nie powiedziałem i daleki jestem od stwierdzenia że Bunia jest zdrowa. Chcę jedynie znaleźć przyczynę. Wetka twierdzi że to na pewno posterylizacyjne. Jak jej powiedziałem że jeszcze nie wykupiłem tej Efedryny to powiedziała że mogę przeciągać sprawę ale i tak tego nie uniknę.
-
Co do jej zachowań typu przewracanie się na grzbiet to wyglądają one przy jej wieku na infantylne. Na którymś wątku przeczytałem że podobno (ale tu oczywiście byli też przeciwnicy tej teorii podpierający się również badaniami) zbyt wczesna sterylizacja suki powoduje zatrzymanie się jej w rozwoju emocjonalnym na poziomie szczeniaka. może to prawda a Bunia była wysterylizowana za wcześnie? Chociaż tam była mowa o bardzo młodych sukach, jeszcze szczeniakach a tak młodo chyba nie była.
-
Z tego co wiem była odpchlona w schronisku, poza tym generalnie pcheł raczej nie ma bo i ja i p. Magda ją przejrzała. Coś na te kleszcze będę musiał kupić. Co do strachu do zgadzam się z tym że nie wszystko można wytłumaczyć w tym przypadku tym psim barometrem. Jak byłem zły na nią to rozumiem ale jak myłem kuchenkę to nie miałem żadnych tego typu nastrojów i aż się zdziwiłem że tak się zlękła.
-
Cholera, 10 min temu przechodzę sobie obok śpiącej Buni a tu coś obok niej sobie idzie, patrzę a to kleszcz sunie po parkiecie (na tyle na ile się na tym znam, zajrzałem przy okazji do netu i wygląd by się zgadzał). Zatłukłem od razu drania ale trzeba będzie się jakoś zabezpieczyć. nie sądziłem że w taki śnieg i mróz (u nas rano było -10) te draństwa atakują.
-
Figa W Afrykańskim Klimacie - JUZ SZCZESLIWA W SWOIM DOMKU!!!
Puchatek replied to Lulka's topic in Już w nowym domu
Sunia wygląda na niemłodą i schorowana jest a poza tym ten mały chyba by nie doskoczył, jest sporo większa :evil_lol: