Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. Święta są trudne dla nas- bez Gabci, Puni i tych wszystkich, które juz są za teczowym Mostem. Może one nas teraz wspólnie wspominają?
  2. Święta są trudne dla nas- bez Psotki, Puni i tych wszystkich, które juz są za teczowym Mostem. Może one nas teraz wspólnie wspominają?
  3. Święta Wielkanocne to był początek naszej przyjaźni. Nie pamiętam daty, wiem tylko,ze było to w 1994 roku- 13 lat temu. Pamietam też, że chyba obydwie byłysmy wtedy troche przestraszone. Ja mimo zauroczenia "od pierwszego wejrzenia" wcale nie byłam pewna, czy chcę, żeby Punia została ze mną. Punia...nie sadzę, żeby odwzajemniała moje zauroczenie, prawdopodobnie była przerażona, że została pozostawiona w obcym domu. Kilka dni po świętach miałam zaplanowany kilkudniowy wyjazd do Wisły. Gdy go planowałam nie miałam pojęcia, że pojade tam w towarzystwie. To było powodem dodatkowego stresu dla mnie i pewnie dla Puni. Ale było wspaniale. Kiedy po powrocie usłyszałam, że poprzednia pani Puni teskni i chciałaby ja odzyskać, stanowczo zaprotestowałam. Oczywiście uzasadniałam to ochroną Puni i wierzyłam, ze to dla jej dobra powinna już pozostać u mnie. Nie przyszło mi wtedy przez myśl, ze ona prawdopodobnie byłaby szczęśliwa, gdyby wróciła do ukochanej pani. To ja po kilku dniach nie umiałam się pogodzic z mozliwością straty. Wtedy to był egoizm, ale później juz zawsze towarzyszył mi niepokój a nawet lęk przed rozstaniem. Bałam sie, ze zachoruje (mimo, ze była okazem zdrowia), albo zginie w wypadku- tak jak kilka lat wcześniej stało sie z Kamą i Abim. To dlatego broniłam się przed kolejnym psem. Do konca zycia Puni myslałam, że będę przygotowana na jej "naturalne"odejście, wtedy kiedy już nadejdzie ten nieunikniony czas. Okazało sie, ze nie byłam przygotowana i nie potrafie do dzisiaj sie pogodzić, że ten czas nadszedł. Za wcześnie, za szybko i tak... prawie bez walki. Nie mogę nawet powiedzieć, że przegrałyśmy walkę z chorobą. To Punia przegrała- sama, bo ja nie zauważyłam, że potrzebuje mojej pomocy. Staram się juz o to nie obwiniać, ale nadal zdarza mi się godzinami przeszukiwac internet, żeby z jednej strony znaleźć wytłumaczenie i usprawiedliwienie dla siebie, z drugiej strony, zeby uwierzyć, ze to był właśnie ten czas na rozstanie. Kiedy odeszła Kama, odchorowałam to. Później bardzo mi jej brakowało, ale z czasem jakos poradziłam sobie z bólem. Abi zginął na moich oczach- jego odejście przez długi czas traktowałam jak fatum, byłam przekonana, ze juz nigdy nie moge mieć psa, bo na te, które pokocham, ściagam nieszczęscia. Trwało to wiele lat- do czasu, gdy poznałam Punię Teraz na szczęscie jest Fraszka, której zawdzięczam powrót do normalnego funkcjonowania, ale nie potrafię nawet przez chwilę myslec bez żalu, ze Puni nie ma i nigdy już nie będzie . Dzisiaj zapalam światełka dla całej mojej trójki: Kamy, Abiego i Puni
  4. [quote name='szajbus']Psoniu. Postanowiłam (a wiem na 100% , że ty się na to zgodzisz) , że każda świeczuszka zapalona w twoim wątku, będzie także światełkiem ode mnie dla tych niechcianych. Dzielcie sie tym płomyczkiem, który płonie dla was z potrzeby serca. Dotąd miałam na myśli wszystkie moje sunie, które odeszły, teraz dołączam wam te bidunie. Światełko pamięci dla was kochane psinki
  5. 4 września 2006 - 4 kwietnia 2007 Juz siódmy raz zaglądam tu w czwartym dniu kolejnego miesiąca. A własciwie dopiero szósty raz, bo przecież 4 wrzesnia jeszcze nie wiedziałam o Tęczowym Moście, nie wiem nawet czy wiedziałam o dogomani. Wtedy , 4 wrzesnia próbowałam przeciez zatrzymać Punię przy sobie. Siedem miesięcy i dwa dni temu wierzyłam, że jest zdrowa i miałam nadzieję, ze przed nami jeszcze kilka wspólnych lat. Dzisiaj, po siedmiu miesiącach, wciąż nie moge sie pogodzić z tym, ze nie będzie nie tylko wspólnych lat ale nawet....godzin, czy choćby kilku minut. Przecież nie zdążyłyśmy sie pozegnać. Właściwie to wiem, ze to ja nie zdążyłam. Bo to ostatnie wspomnienie, przed którym tak się broniłam, to właśnie przekonanie, że Punia wiedziała, że odchodzi. Kiedy zasypiała przed operacją, musiała wiedzieć , że już się nie obudzi. Kiedy leżała na tym okropnym stole, przed podaniem narkozy, ale juz po 2, czy nawet 3 zastrzykach, po których jak mi się wydawało powinna zasnąć, nagle podniosła się i pomachała ogonkiem. A przecież była juz w takim stanie, ze nie mogła sama przejść kilku metrów. Do lecznicy zaniosłam ją na rękach. Musiała wiedzieć. A ja chciałam, żeby wierzyła, tak jak ja wtedy próbowałam wierzyć, że za 2- 3 godziny się obudzi i będziemy razem jeszcze wiele miesięcy. To dlatego to ostatnie wspomnienie jest jeszcze trudniejsze. http://www.dognet.pl/ogrod/kw01/A-003670 __________________
  6. [quote name='kasikaaa']możecie opisać objawy nowotworu śledziony ? u mojego psa wet dzisiaj stwierdził możliwość guza:-( jutro mamy kroplówkę i badania dokładne. dzisiaj dostał jakieś antybiotyki i sterydy <taką dostałam informacje od lekarza> Generalnie stan Dzekiego w 2 dni zmienił sie diametralnie. Z psa nie wykazującego żadnych oznak chorobowych stał się cieniem !! wczoraj nie mógł wstać, głowa na podłodze , zero reakcji na cokolwiek w około, spojówki blade, dziąsła też, nic nie je, dużo za to pije, krwi nigdzie nie widać. Dzisiaj trochę się po zastrzykach wzmocnił - wstał, trochę chodził aczkolwiek dało się zauważyć, że to duży wysiłek dla niego - chwieje się na nogach. Teraz spokojnie sobie śpi obok mnie a ja boję się jak nigdy, że to może być nowotwór :placz: więc jeśli możecie opiszcie objawy nowotworu śledziony,[B] czy dało się zauważyć jakieś oznaki wcześniej, w porę zareagować :roll: ja będę miała ciągle wyrzuty do siebie, że nic wcześniej nie widziałam [/B]:placz: na czym polegało leczenie u Waszych psów, jakie są szanse pełnego powrotu do zdrowia ? nie wiem czy to ma jakieś znaczenie - Dżekaś to niespełna 8 letni owcz. niemiecki ( największy z mojej świętej trójcy, najmniejsze problemy ze zdrowiem włącznie. A teraz .. ? ehh ..:placz:[/quote] Moja sunia miała guza na śledzionie- olbrzymiego, wypełniał 2/3 jamy brzusznej. Dowiedziałam się o tym, kiedy niestety było juz za późno. Wcześniej przez kilka tygodni sunia była osłabiona, miała trudności z wchodzeniem po schodach. Wtedy nie przywiazywałam wagi do tego, ze troche schudła. Uświadomiłam to sobie znacznie później, kiedy juz dowiedziałam sie, ze jest poważnie chora.Miała ponad 14 lat, było upalne lato, więc przypisywałam te objawy wiekowi. Zreszta nie tylko ja. Weterynarz do którego poszłam wtedy, gdy zauwazyłam, ze sunia [U]zjada ziemię[/U], twierdził, ze pewnie to brak witamin a problemy z chodzeniem- chore stawy. Poza tym pocieszał, że jak na swój wiek, jest w dobrej formie. to było 3 tygodnie przed tym, kiedy sunieczka źle się poczuła- najpierw zwymiotowała (niewielką ilościa niestrawionej treści żoładka i żółcia), póxniej bardzo dużo piła, po paru godzinach niespokojnie chodziła, nie chciała się połozyć, straciła apetyt. Myslałam, ze to tylko niestrawność, albo reakcja na lek (rano podałam jej pierwszą dawkę Arthroflexu- na stawy). Następnego dnia zauważyłam, ze ma twardy, powiększony brzuszek. Wtedy tez zauważyłam blade śluzówki. Pojechałam do dyżurujacej kliniki weterynaryjnej. wizyta trwała 5-10 minut. lekarz na podstawie USG stwierdził, ze to nowotwór w jamie brzusznej- wtedy nie było jeszcze wiadomo gdzie dokładnie umiejscowiony, ale poinformował mnie, ze juz nic nie mozna zrobić. Nastepnego dnia, w innym gabinecie powtórzyłam USG, tam zaproponowali mi operację, z zastrzezeniem, ze szansa na powodzenie zabiegu jest niewielka ze wzgledu na rozmiary guza, ale jezeli to guz sledziony to powinno sie udać. Niestety, chociaż guz był na śledzionie, nie dało sie go usunąć, bo podobno był bardzo silnie unaczyniony i rozrosniety. Sunia już nie obudziła się. Jednak z tej mojej smutnej dla mnie historii dla Ciebie wazne informacje, to te, że rokowania w przypadku guzów sledziony są pomyslne. To nie musi byc złosliwy nowotwór, a wtedy jego usunięcie daje szanse na całkowite wyleczenie. Objawy jak widzisz nie sa charakterystyczne i można je przeoczyć. Ja niestety przeoczyłam. Nigdy nie dowiem się, czy gdybym zauważyła wczesniej, moja sunia byłaby dzisiaj ze mną. Ja nie moge uwierzyć, ze chorba mojej suczki rozwinęła sie tak błyskawicznie, chociaz alarmujace objawy pojawiły się 1 dzień przed diagnozą. Ale skoro robiłaś USG i nie stwierdzono żadnych zmian, to prawdopodobnie przyczyna dolegliwości Twojego pieska jest inna?
  7. Od dawna sie powstrzymuję z dopytywaniem o Moruska, ale minął juz miesiąc bez żadnych wiadomości:-( - mam nadzieje, ze to nie sa złe wiadomości:shake:
  8. [quote name='GoWa']Tylko ja Cię odwiedzam, malutka...trzymaj się ! Zróbcie coś dla niej Cioteczki, ja jestem od Waszego schronu 500 km.... proszę...[/quote] Ja też odwiedzam:cool3:
  9. [quote name='GoWa']Wszyscy cię opuścili malutka:-([/quote] Nie wszyscy;) Zaglądam tu często z nadzieją, że los Mopci sie odmieni, ale.......:-( :-( :-( Moze spróbowac ogłoszeń poza dogo?
  10. Miałam wiecej czasu niz Ty na myslenie "co byłoby, gdyby..." Nigdy sie tego nie dowiemy. Nie wiem, czy gdybym wiedziała wcześniej o chorobie Puni, odważyłabym się na operację, która przecież zawsze jest ryzykiem. Dla Amry tym wiekszym, ze w przypadku guzów wątroby, rokowania są najczęściej niepomyślne. Może paradoksalnie zaoszczędziłyśmy naszym suniom dodatkowych cierpień związanych z leczeniem, które przecież w przypadku nowotworów, jest bardzo uciązliwe dla psów. Amra była z Tobą na pewno szczęśliwa. Zbyt krótko? Na szczęscie podobno psy nie mają poczucia czasu . Amra na pewno czuła się szczęsliwa. Zawdzięcza to Tobie. Teraz biega beztrosko po zielonych łąkach.
  11. Od pół roku szukam wytłumaczenia- jak to mozliwe, że moja sunia odeszła za Tęczowy Most z powodu nowotworu o którym ja sie dowiedziałam dzień wcześniej. Po przeczytaniu historii twojego rozstania z Amrą uwierzyłam, że to może sie zdarzyć i to nie nasza wina. Ja też w ostatnich tygodniach zycia mojej Puni chodziłam z nią do weterynarza. niepokoiły mnie nasilajace sie problemy z poruszaniem sie suni, jej osłabienie. Podobnie jak Ciebie, lekarze uspokajali, że to sprawa wieku i pocieszali nawet, ze i tak jest w dobrej formie jak na swoje lata (miała tych lat 14 i 4 miesiące). Ostatni raz usłyszałam te optymistyczna diagnozę w piątek. W sobotę Punia źle się czuła a w niedzielę po 5-10 minutowej wizycie w na dyżurze w klinice i USG usłyszałam te niewiarygodną diagnozę i propozycję "skrócenia cierpienia". Wtedy nie uwierzyłam, byłam bardziej oburzona, niż przerażona. W poniedziałek musiałam uwierzyć. Tym razem wiecej optymizmu mieli weterynarze, którzy zaproponowali operację. Ja juz wiedziałam, że muszę pożegnać się z Punią. Zdecydowałam sie na operację tylko ze strachu- bałam się, ze za kilka godzin sunia odejdzie w meczarniach. Nie potrafiłam podjąc decyzji, zeby pozwolic jej odejść już teraz. Nie miałam pretensji do weterynarzy. Przeciwnie, byłam im wdzięczna, że dali mi tę niewielka nadzieję, która pozwoliła mi spokojniej towarzyszyć Puni w podróży za Tęczowy Most. Pozostał mi tylko zal, ze nie zdążyłam się pożegnać. I to straszne poczucie winy, że może gdybym wiedziała wcześniej........ Po rozstaniu z Punią wiedziałam, że bedzie miała następczynię. chciałam tego nie tylko dla siebie, ale też dla niej. Trudno mi to wyjaśnić, ale tak własnie czułam. Czekałam na Fraszkę 3 miesiące, ale przez te 3 miesiace jej szukałam i jestem przekonana, że w tych poszukiwaniach towarzyszyła mi Punia. Ja też czasem zapominam, że to Fraszka a nie Punia jest obok i znane jest mi to "ukłucie" serca w takich chwilach. Ale to właśnie Fraszka pomaga mi przywoływać wspomnienia tych szczęsliwych i radosnych lat z Punią, które wciąż przysłania mi obraz ostatnich 3 dni. Wiem, ze Fraszka nigdy nie zastapi Puni, tak jak na pewno Atos nie zastapi Amry. Ale wiem też, że w moim sercu jest miejsce dla Puni i dla Fraszki a w Twoim dla Amry i Atosa.
  12. Wspólnie odliczamy dni i miesiące bez Migaczka i Puni. Czy one też nas wspominają razem? Wierzę, że tak
  13. Pierwsze minuty 4 marca i pierwsz myśl w tym dniu- to już pół roku. http://www.dognet.pl/ogrod/kw01/A-003670/
  14. Tak właśnie myślę. Tylko czy Punia chciała mnie wystawic na próbę? Wolę jednak wierzyć, że nie. Może mimo wszystko mi ufa, wierzy, że nie zawiodę. Przed chwilą przeczytałam kolejną odpowiedź na moje pytanie na forum krak-vetu, tym razem dotyczaca badan jakie należy zrobic Fraszce. Lekarz radzi podstawowe badania krwi plus próby wątrobowe i badanie nerek. Pewnie sie na to zdecyduje, chociaż prawdę mówiąc bardziej jestem skłonna podejrzewać, że to może być padaczka pourazowa. Mam wrażenie, że u psów schroniskowych padaczka występuje stosunkowo często i podejrzewam, ze może miec zwiazek z traumatycznymi urazami fizycznymi albo psychicznymi w nieznanej nam, ale z reguły smutnej przeszłości. Gdyby ataki Fraszki były silne albo bardzo częste to, paradoksalnie, nie miałabym wątpliwości, że trzeba natychmiast zacząć leczenie. Ale teraz obawiam sie, że leki moga utrudnić diagnozę. Z kolei odstawienie juz podawanych leków prawdopodobnie jest jeszcze bardziej ryzykowne. Stąd moje poczucie bezradności
  15. Szarotko11, jestem Ci wdzięczna za tę pocieszajacą informację. Tak jak słusznie domyśla sie Zdrojka, od kilku dni czytam wszystko co udaje mi sie odszukać na temat padaczki i mam mętlik. Znajduję różne, często sprzeczne informacje. Na forach spotkałam nawet tak...oburzające posty:mad:, których autorzy powołujący się na konsultacje z weterynarzami, rozważają eutanazję :angryy: swoich chorych psów. Sama napisałam na forum Krak-vetu i dostałam odpowiedź lekarza, który jednak uważa, że należy juz podawać leki i jednocześnie robić badania. O ile badania nie budzą mojego sprzeciwu (o ile nie okaże się, że zrujnują mnie finansowo:oops: ), to tych leków się obawiam. Bardzo boję sie, żeby czegoś nie zaniedbac, nie przeoczyć, nie popełnić błędu. Punia oszczedziła mi tych niepokojów i lęku o jej zdrowie- do konca nie byłam swiadoma jej choroby. Teraz wraca myśl, że może ataki Fraszki to sygnał i ostrzeżenie....
  16. Moja sunia odeszła za Teczowy Most z powodu guza na śledzionie. O tym, ze ma nowotwór dowiedziałam się dzień wcześniej. Przez ostatnich kilka miesięcy Punia podobnie jak Bono miała kłopoty z poruszaniem się, była osłabiona, ale ja byłam przekonana, że to sprawa wieku (miała 14 lat) i chorych stawów. Mam jednak nadzieję, że zauważyłabym gdyby cierpiała. Może tak samo jest z Bono- na pewno dobrze go znasz i bedziesz wiedziała kiedy podjąc decyzję, która uwolni go od cierpienia. Mnie było o tyle łatwiej, ze lekarz zaproponował "ostatnia deskę ratunku"- operację (chociaż inny kilka godzin wcześniej poinformował mnie tylko gdzie mogę sunie uspić). Zdecydowałam sie na te operację, świadoma, ze szansa powodzenia jest bliska zeru. Ale wiedziałam też, ze nie mogę narażać Puni na dalsze cierpienie. Ten guz był olbrzymi więc myslę, ze choroba rozwijała sie od dłuzszego czasu. Sądze jednak, ze gdybym wiedziała wcześniej, to i tak tę trudną decyzje podjęłabym w tym samym momencie- bo dopiero wtedy nie miałam watpliwosci, że to jest ten moment. Rzeczywiście jednym z pierwszych objawów bólu był brak apetytu. Poza tym moja sunia przez całą noc chodziła, nie kładła się, obijała sie o ściany. Nie potrafiła sama zejść ze schodów (wcześniej miała kłopoty z wychodzeniem na górę- prze ok. 2 ostatnie miesiace musiałam ja wynosić). Anielica, wiem jak Ci trudno i nie wiem jak Cie pocieszyć. Ty chociaż masz szanse, żeby jeszcze porozpieszczać Bono.
  17. Teraz przyszło mi do głowy, że ta choroba Fraszki..., ze skoro tak musi być, to może rzeczywiście jakieś przeznaczenie. Że nie "będę musiała" ale "będę mogła" pomóc Fraszce, bo nie mogłam pomóc Puni. Nie miałam przecież nawet czasu walczyć o jej życie. Teraz świadomość, że wiem o chorobie Fraszki, pozwala mi przyjmować to w miarę spokojnie.
  18. Po stracie swojej pierwszej suni Kamy, z którą przeżyłam tylko 6 miesięcy, myslałam, że juz nigdy wiecej..., ze nie chcę tego znowu przeżywać. Jeszcze wiele lat później, z tego powodu broniłam się przed przyjęciem Puni. Dzisiaj, chociaż juz jej nie ma i znowu cierpię, nie wyobrażam sobie, ze mogłabym szczęśliwie przeżyc tych wspólnych lat. Już wtedy, gdy zaczęłam zdawac sobie sprawę, że rozstanie z Punia jest nieuniknione, postanowiłam, że w przyszłości (wierzyłam mimo wszystko, ze odległej) zaopiekuje się pieskiem ze schroniska. Trudno mi to wytłumaczyć, ale potrzebowałam tego nie tylko dla siebie ale też dla Puni. Chyba dlatego, zeby to czego mnie nauczyła miało sens? Od trzech miesięcy jest ze mną Fraszka a ja wierzę, że to Punia pomogła mi ja wybrać.
  19. Od pół roku, czyli od dnia gdy rozstałam się ze swoją Punią, zaglądam codziennie tu na Tęczowy Most. Teraz przeżywam z Tobą ból i żal po stracie Muchy, ale wierzę, tak jak Szajbus, że nasze pieski są i będą z nami zawsze- w naszych wspomieniach, myślach w tym jakimi jesteśmy dzięki tej niepowtarzalnej przyjaźni.
  20. Rzeczywiście jak S.Connery:loveu: . Obawiam się, czy moja Punia znowu nie jest zakochana bez wzajemności;), bo mimo niewątpliwej urody, nie miała szczęścia do takich przystojniaków.
  21. Niestety Fraszka ma jednak padaczkę- wczoraj był drugi atak (poprzedni 17 stycznia). Staram się myśleć pozytywnie- atak przebiegał łagodnie; Tym razem udało mi się zachować spokój, dzieki czemu nie wydawało mi sie to tak dramatyczne jak za pierwszym razem. Zdrojka zaraz odwiedzę Migaczka w ogrodzie. Ja też częściej wspominam Punię z usmiechem. Dzięki Fraszce udaje mi się przywoływać jej obraz z tego okresu, gdy była radosna, sprawna i czasem wzruszająco nieznośna. Ale nadal, gdy zaglądam do piesków za Tęczowym Mostem, poszukuję historii podobnie niespodziewanego rozstania, jak moje z Punią; wciąż co jakis czas poszukuję informacji o nowotworach u psów, bo nie do końca udało mi się pogodzic z tym, że dowiedziałam się o chorobie Puni tak późno. I to ostatnie wspomnienie...:placz: , często wraca a ja staram się je "odrzucić", bo to strasznie boli. Nigdy nie napisałam tu o szczegółach, nikomu tez o tym nie odważyłam się opowiedzieć. Może powinnam. Może wtedy byłoby łatwiej... jednak jeszcze nie czuję sie gotowa:shake:
  22. Wiem- musimy dać sobie radę:-( . Już dzisiaj byłam zadziwiajaco spokojna, nie panikowałam tak jak poprzednio. Ale po tym pierwszym ataku przynajmniej mogłam mieć nadzieję, że to się nie powtórzy.
  23. [quote name='Perfi']o boze to jakas klatwa :placz:moje biedne kochane sisiatko :placz: trzymaj sie marudo[/quote] Z jednej strony wydaje mi sie, ze nie mozna miec złudzeń, bo to na pewno padaczka, z drugiej wciąż chciałabym wierzyć, że jest jakaś banalna przyczyna tych ataków- np. jakies niedobory witamin (właśnie przeczytałam na wątku o epilepsji sugestie, ze drgawki mogą byc wynikiem braku wit. B). Jednocześnie pocieszam się, ze padaczka nie jest chorobą śmiertelną, że te ataki są dość łagodne, ze z dwojga złego lepsza padaczka niz choroba serca, ale.........:mad: W każdym razie Fraszka jest pełna energii i coraz częściej radosna. Mam nadzieję, że nawet jeżeli to epi, nie bedzie konieczne ograniczenie jej aktywnośći? Trudno mi to sobie wyobrazić:shake:
  24. ma_ruda

    padaczka

    [quote name='KRYSKA_Z']Witam! [B]może u Twojego psa to jakieś skurcze np. z powodu braku wit.b.[/B] . [/quote] Moja sunia miała dzisiaj drugi atak, który wyglada na padaczkowy. Poprzedni był 1,5 miesiaca temu (17 stycznia), przebiegał podobnie(drżenie i lekka sztywność łapek, minimalne ślinienie). Po pierwszym robiłam EKG, które wykluczyło chorobe serca. Weterynarze (byłam u trzech) zgodnie zalecali czekać, czy atak sie powtórzy. Zrozumiałam, że teraz już nie ma wątpliwości, że to nie był jednorazowy epizod i należy rozpocząć leczenie? Bardzo sie martwię i z nadzieją przeczytałam o niedoborze wit. b jako możliwej przyczynie ataków. Pewnie ktoś juz o tym pisał na tym wątku, ale ja dopiero debiutuję w tym temacie, więc może ktoś podpowie jakie badania powinnam zrobic suni?, czy już teraz należy rozpocząc leczenie lekami pw/padaczkowymi? Dodam jeszcze, że sunia jest u mnie dopiero od 3 miesięcy (może więc juz wcześniej miała ataki), ma ok. 2-3 lat, w październiku sie oszczeniła -została oddana do schroniska z 5 szczeniakami, które karmiła do połowy grudnia- może więc z tego powodu te niedobory witamin są prawdopodobne.
×
×
  • Create New...