Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. No to duzo powodów do radości z domku Małej i dumy z postepów Czika:multi:. Jeżeli zdecydujecie sie na bazarek mogę zaoferować coś do wystawienia:cool3:
  2. [quote name='iza_szumielewicz']Dzięki, Beatko! Powiedz mi i wy, kochani, czy w czasie usypiania jesteście przy tym? Czy czekacie za drzwiami? Jakie macie doświadczneia?[/quote] Mimo wszystko wierzę, że to jeszcze nie teraz, że bedziesz miała jeszcze czas, żeby "dojrzeć" do tej decyzji, kiedy juz bedzie konieczna. Podzielam nadzieję Twojej Wspaniałej Mamy- jeżeli Mały teraz przetrwa ten kryzys, to może w Olsztynie znowu uda mu się zwalczyć tę paskudną chorobę. Mam też wrażenie, że gdyby podczas Twojej nieobecności, okazało się, że Mały nie bedzie miał siły walczyć, to Mama zgodzi się podjąć najlepszą dla niego decyzję? Wiem jak bardzo sie boisz, wspominałam wcześniej, ze niedawno sama byłam tak samo przerażona. W chwili kiedy dowiedziałam się, że to nieuniknione, myślałam, że jednak mam kilka dni a może tygodni czasu. Okazało się, że miałam tylko kilkanaście godzin. Jak pisałam nie zdecydowałam się na eutanazję, bo alternatywą była operacja, ale jej wynik był właściwie przesądzony (weterynarz mówił o 20% szansy ale ja wierzyłam najwyżej w 2%). Dlatego, kiedy Punia była usypiana do zabiegu, wiedziałam, że bedę musiała się z nią pożegnać. Odbyło się to tak samo- najpierw zastrzyk uspokajający?, po którym czekałysmy razem w poczekalni lecznicy kiklanaście minut (sunia była wtedy przytomna, wydawała się spokojna ale zastrzyk trzeba było powtórzyć); potem juz w gabinecie- dożylna narkoza, ale wcześniej zdarzyło sie coś, czego nie moge zapomnieć: Punia odurzona środkami uspokajajacymi, podniosła się na stole i...pomachała ogonkiem. Myślałam wtedy, ze mi serce pęknie, że to ja oszukiwałam siebie, że to operacja ale ona juz wiedziała, ze odchodzi. Dzisiaj, z perspektywy czasu myślę, ze dzieki temu "samooszukaniu" udało mi się zachowac w tych ostatnich minutach spokój, który podobno jest bardzo ważny i pomaga psu spokojnie przejść na tamtą stronę. Ja nie miałam czasu, żeby sie wcześniej do tego przygotować i pogodzić. Prawdopodobnie, gdybym nie łudziła się nawet tak minimalnie, że jest szansa, że Punia się obudzi, nie byłabym w stanie sie opanować. Nie mogę sobie tylko darować, że wyszłam z gabinetu za wcześnie- wydaje mi sie, ze Ona była wciąż przytomna. Później trwało wieczność zanim zobaczyłam ja jeszcze raz na noszach kiedy przenosili ja na salę operacyjną i "drugą wieczność" zanim lekarz wyszedł i powiedział to co juz wiedziałam: "niestety..." Na tę wiadomość byłam już przygotowana i przyjęłam to dość spokojnie. Wiedziałam, że najwazniejsze, ze ona juz nie cierpi a ja ze swoim cierpieniem sobie poradzę. Wiem, że Ty tez sobie poradzisz, kiedy przyjdzie juz ten czas, ze będziesz musiała, a Mały będzie gdzieś tam szczęśliwy dzięki Tobie. Ja jestem bogatsza o jeszcze jedno doświadczenie: godzenie się z tym, ze Puni juz nie ma ze mna ułatwiaja mi wspomnienia tych lat, gdy była ze mną. staram sie pamietać to co mnie mnie wzruszało, bawiło a nawet złościło. Nie moge jednak zapomnieć ostatnich dni, kiedy wiedziałam, że bardzo cierpiała i wiem, ze to dobrze, ze nie musiała cierpieć dłuzej. Jestem pewna, że wtedy gdy to ja musiałam pojąć decyzję, żeby jej oszczędzic cierpienia, ona gdyby mogła decydowac sama, postanowiłaby tak samo. Nie wiem tylko czy nie zrobiłaby tego kilka tygodni wcześniej, kiedy ja nie dostrzegałam jeszcze jej cierpienia.
  3. Tak długo była tu cisza, ze przyznam ze wstydem:oops:, że zapomniałam, że Mopcia szuka domku. Ale moze jednak znalazła?
  4. [quote name='grazyna9915']Ktoś dzwonił w sprawie FRODO, byle się tylko nie rozmyślił.[/quote] rozmyślił się?:-(
  5. [quote name='Agga']Owszem pomaga mu= zjadać smakołyki:p A ta czapka w avatarku?
  6. No własnie: Twoja Saruśka, Mała Zdrojki i moja Fraszka maja podobny temperament. Dlatego podejrzewam o zmowę;) Norcię, Migacza i Punię. Tylko jedno mnie zastanawia- Norcia i Migacz to duże pieski. Punia tutaj unikała bliskich kontaktów z większymi od siebie, przeciwnie do Fraszki, która gustuje w amstafach, wilczurach, itp.
  7. :happy1: Wczoraj pisałam a potem jeszcze o tym myslałam, że Mały ma szczęscie, ze ma Ciebie. To dzięki Tobie, nie po raz pierwszy możemy sie cieszyć z poprawy jego samopoczucia. Zastanawiałam się, czy sama w takiej sytuacji umiałabym tak walczyć. Obawiam sie, że nie wystarczyłoby mi siły i umiejętności. Teraz myślę o tym co napisała Visenna: [quote name='Visenna']Nie wiem, Iza, czy Ci to pomoże czy nie, ale powiem Ci jak ja bym zrobiła. Ja bym się zdecydowała na operację - wiemy że piesek i tak odejdzie na tę chorobę bez operacji..[/quote] Pewna jestem tylko tego, że każda decyzja jaką podejmiesz, będzie najlepsza dla Małego. Ja przeciwnie, niz Visenna, myśle, ze nie zdecydowałabym sie na operację przy tak niepewnym rokowaniu. No chyba, że tak jak to było wtedy gdy zdecydowałam się na operację Puni- wtedy wiedziałam, że mimo, ze szansa na powodzenie zabiegu jest znikoma, to jeszcze mniejsza jest na to, że przeżyje kolejny dzień. Ale gdybym mogła mieć nadzieję, że bez operacji będzie żyła tydzień? miesiąc? nie odważyłabym się jej (no i sobie) tego czasu odebrać. Mały poza Toba ma też dobrego lekarza- to bardzo ważne, że możesz mu ufać.
  8. Radek, zgodnie z nasza "teorią spisku" Migacza i Puni, prawdopodobne wydaje sie, ze dołaczyła do nich Twoja Sarunia. Tym bardziej, że wszystkie opuściły nas w czwartym dniu miesiąca?
  9. No właśnie- Punia też unikała nadmiernych czułości, a do mojego łózka wchodziła kiedy mnie w nim nie było:cool3: i okazywała niezadowolenie, kiedy informowałam ją, ze to moje miejsce. Fraszka przeciwnie- jest bardzo wylewna. No i bez protestów pozwala mi spać obok:evil_lol:siebie, chociaz nie zawsze zgadza się, zeby dzielić ze mna poduszkę. Z ostatnich Twoich opowieści wynika inne podobieństwo: Punia chodziła ze mną jak na "niewidzialnej" smyczy, te prawdziwą zapinałam bardzo rzadko. Fraszka tak jak Mała- zdążyła już "poradzić sobie" ze smyczą flexi dla psów do 20 kg (ona waży mniej niż 10)- zerwała ja już po kilku dniach, "załatwiła" 2 pary szelek, już trzy razy zmieniałam kółka na szelkach:roll:. Fraszka nie przeoczy żadnego kota, choćby był najsprytniejszy. Na samochody reaguje jakby nigdy w życiu czegoś podobnego nie widziała (a przecież od co najmniej roku widuje codziennie) Jeżeli to Migacz i Punia uknuli taki plan, to.......i tak ich kochamy. Prawda? Małą i Fraszke też:lol:
  10. Znam ten lęk- towarzyszył mi od chwili kiedy zaczęłam dostrzegac, że Punia sie strarzeje i uświadamiać sobie, że to nieuniknione. Do końca jednak myślałam, ze to daleka przyszłość. Sunia mimo wszystko była w dobrej formie. Miała jednak kłopoty z chodzeniem, przez miesiąc nosiłam ją po schodach na III pietro. Dzisiaj myślę, że moje lęki i nadzieja na długie życie Puni (miała ponad 14 lat) spowodowały, że "wypierałam" to co mnie niepokoiło. Dlatego, gdy się poczuła tak źle, że nie mogłam nie zauważyć, nie potrafiłam uwierzyć w diagnozę: nowotwór i nic nie można zrobić. Nie umiałam nawet podjąć decyzji, żeby pozwolić jej odejść- wybrałam operacje, która z góry była skazana na niepowodzenie. na szczęście Punia nie poniosła konsekwencji mojej tchórzliwej decyzji- nie obudziła się po zabiegu. Zabrakło tylko czasu na pożegnanie. Dlatego, tak jak napisałam wcześniej, jestem przekonana, że jeżeli Mały nie będzie juz miał siły, żeby walczyć z chorobą, to możesz być pewna, że to będzie jego wybór. Wierzę, ze to jeszcze nie teraz. Wiem też, bo juz tego doświadczyłam, że zawsze jest trudno, niezaleznie od tego ile wspólnych lat mamy za sobą. Ważna jest jednak pewność, że to było nieuniknione. Ty na pewno niczego nie zaniedbałaś. I jeszcze teraz uświadomiłam sobie, że kiedyś bardziej bałam się wyobrażenia ostatniego momentu gdy przyjdzie czas rozstania z Punią, niż wtedy, gdy to się stało. Bo mimo szoku i zaskoczenia, nie miałam wątpliwości, że Punia nie mogła juz zostać ze mna dłużej. Wiedziałam, że gdybym nie zdecydowała się na tę operację, gdybym chciała sobie zostawić ten czas, odeszłaby prawdopodobnie w męczarniach (taka w kazdym razie była prognoza weterynarza). Ty też bedziesz wiedziała kiedy ten czas nadejdzie.
  11. [quote name='iza_szumielewicz']Ma ruda, ty śledzisz caly wątek? jestem w szoku!:crazyeye: quote] Zaglądam tu od dawna- kibicuję Małemu i podziwiam Ciebie. A nawet był czas, że troche chyba Ci zazdrosciłam, że masz szansę walczyć. wiem, to brzmi absurdalnie a nawet moze...niestosownie. Ale ja 15 miesięcy temu pożegnałam swoją sunię, która miała nowotwór na sledzionie. Dowiedziałam się o tym dzień wcześniej- nie widziałam, ze cierpi (nawet nie wiem czy cierpiała) i nie mogłam jej juz pomóc. Do dzisiaj nie mogę sobie poradzić z poczuciem winy.
  12. Ostatnio często myślę o Migaczku, bo podejrzewam, że on jest blisko Puni. Zaglądam na wątek Małej i już wielokrotnie myślałam, jak bardzo jej zachowanie, zwyczaje a nawet wygląd przypomina mi moją Fraszkę;). Może to dlatego, że Migacz i Punia razem wybrali sie w tę długa podróż i już po drodze ustalili, że musza nam znaleźć nowych przyjaciół? Dzisiaj zyczmy im duzo radości:
  13. [quote name='basia bonnie']mikołajki dziś... i za razem 100 dni :( Olu, trzymaj się Hapiczce nalezy sie dzisiaj extra prezent:
  14. Może Sarcia dzisiaj pomaga Mikołajowi?
  15. Psotka dzisiaj pewnie w swoim żywiole- mnóstwo wrażeń i radości
  16. Dzisiaj pewnie za teczowym Mostem nasze pieski mają mnóstwo radości
  17. Masz wspaniałą Mamę. Mały ma szczęscie, że ma Was i jestem pewna, że cokolwiek sie stanie- On pozostanie szczęśliwy. Może skoro udało sie przetrwać ten kryzys, to będzie już tylko lepiej. Ten miesiąc jest chyba bardzo trudny dla chorych (ludzi i zwierząt). Moja sunia miała w ciągu ostatniego miesiąca trzy ataki padaczki, chociaż ostatnie były co 3-4 miesiące, a wcześniejsze najmniej po 6 tygodniach. Myslę, ze dolegliwości Małego też mogą być uzależnione od aury, tym bardziej, że jak pamiętam dotychczas słuzyła mu zmiana klimatu. Życzę Ci dużo siły.:thumbs:
  18. Dzisiaj zapaliłam światełko mojej Puni- odeszła dokładnie rok wcześniej niż Hapi. Może teraz jest jej przewodniczką po tęczowych łąkach?
  19. 4 grudnia. Od 16 miesięcy odliczam te dni- 4 września, października, listopada, itd. To już drugi grudzień. W tej chwili pomyslałam, że mam wrażenie, że 4 września 2006 to było tak niedawno i jednocześnie, że od 4 listopada tego roku minęło tak duzo czasu. Już nie pamiętam jaki to był dzień tygodnia, co wtedy robiłam. Natomiast potrafię odtworzyć godzina po godzinie tamten poniedziałek sprzed 16 miesięcy.
  20. Suzi jest śliczna i słodka a im bardziej będzie rozpieszczona tym bardziej będzie słodka:lol: (uwielbiam "rozpuszczone" cudze:evil_lol:psy.
  21. Oczywiście pamiętamy! A Hapi na pewno jest w niebie z Punią i ze wszystkimi pieskami, które od nas odeszły. I chociaż to tak daleko, to wciąz są z nami.
  22. No proszę, jaki z Frodo "nocny marek"- wciąz wskakuje na pierwszą stronę;)
  23. Też porównuję moje sunie- Punię i Fraszkę. Kiedyś bałam się tych porównań. Obawiałam się, że pamięć o Puni nie pozwoli mi zaakceptować odmienności innego psa. Dzisiaj wiem, że niepotrzebnie . Jednak czasem mam poczucie winy, kiedy na przykład Fraszka korzysta z przywilejów, których nie miała Punia. Ale częsciej czuję się winna, gdy wydaje mi się, że to punia była mi bliższa. chociaż wcale tak nie jest- obydwie są mi jednakowo bliskie, tylko że teraz Punia jest tak daleko i tak bardzo mi jej brakuje.
×
×
  • Create New...