Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. Mam ten sam problem- dla Puni właściwie nie potrzebowałam smyczy, Fraszkę uwalniam tylko w miejscach, które mi się wydają bezpieczne- bez ludzi, kotów, itp. Nawet nad morzem, na zupełnie pustych odcinkach plaży, drżałam ze strachu, że np. skoczy do morza za mewą i sie utopi:oops:. Moze więc to tylko nasze lęki?
  2. Mam nadzieję, ze sie uda:bigok:
  3. Próbuję wierzyć, że nie odszedł nie kochany, nikomu niepotrzebny, ze ktos tu o nim pamięta a on za tęczowym Mostem, znowu jest szczęśliwy
  4. Chociaż trudno zrozumieć i pogodzić się z tym , że nie możemy być zawsze razem ze swoimi przyjaciółmi, trzeba wierzyc, ze Finka jest teraz zdrowa, znowu młoda i szczęśliwa.
  5. Lady, jak sama przyznajesz, miała szczęście. To szczęście zawdzięczna nie tylko losowi ale też a moze przede wszystkim Tobie. Teraz jest szczęśliwa za Tęczowym Mostem- musimy w to wierzyć. Wszyscy chcielibyśmy zatrzymać nasze pieski tutaj, przy nas, na zawsze. Nawet wtedy, gdy juz zaczynamy zdawać sobie sprawę, ze rozstanie jest nieuniknione. Tobie wiele razy udało sie zatrzymać Lady. Tym razem widocznie to nie było możliwe:-( i myslę, że możesz być tego pewna. Przed rokiem, kiedy odeszła moja Punia, też zadawałam sobie pytanie: dlaczego?. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć jak to możliwe, że odeszła tak szybko a ja nie do końca nie wiedziałam, że jest smiertelnie chora. Nigdy nie dowiem się jak długo trwała choroba, czy cierpiała. Miała guza na śledzionie, ale nie miała chyba szczęścia Lady- też była operowana natychmiast po diagnozie, ale niestety dla Puni było za późno.
  6. Nie trudno mi sobie wyobrazić jak trudno Ci się pogodzić z rozstaniem ze swoim przyjacielem- przeżywam to od roku. Kiedy czytałam Twoje smutne ale piękne wspomnienia, wracały moje własne, tak bardzo podobne do Twoich. Bo chyba wszyscy tutaj podobnie przeżywamy rozstania z naszymi czworonożnymi przyjaciółmi, bez względu na okoliczności i przyczyny straty. Prawie zawsze pozostają wątpliwości, czy można było zrobic coś jeszcze, zeby ją-jego zatrzymać. Mnie, po roku, udało sie przekonać samą siebie, ze gdyby to było mozliwe, to przecież zrobiłabym wszystko, zeby Punia była dzisiaj ze mną. Jestem pewna, że Ty też zrobiłaś wszystko.
  7. :kciuki: Ja tylko moge życzyć powodzenia.:kciuki:.
  8. Psonia pewnie ma ubaw:evil_lol: . Szajbus, Twoja opowieść trochę jednak przypomina wyczyny Psoni, które tu opisywałaś. A niewinna minka Zuzi?:lol:, czy to nie w stylu Psotki?
  9. Z całą pewnością Zuzia i Balbinka zawdzięczają swoje szczęście Psoni.
  10. Od dzisiaj zaczynam więc odliczać kolejne miesiące "nowego roku":-( bez Puni. Dotychczas nie było dnia, żebym jej nie wspominała. To pewnie się nie zmieni. Zmieniło się tylko to, że teraz lubię i potrzebuję o niej rozmawiać. Nadal na spacerach z Fraszką zdarza mi sie spotkać kogoś, kto jest zaskoczony, że nie towarzyszy mi już Punia. Wtedy tym bardziej mam wrażenie, że odeszła tak niedawno.
  11. papudraczek, czy udało Ci sie nawiazać kontakt z dogomaniakami z okolic Suwałk, którzy może mogliby pomóc? Ja mogę Ci jedynie podpowiedzieć adres wątku, który znalazłam, założonego przez osobę z Suwałk:cool3: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=77229&highlight=suwa%C5%82ki[/URL]
  12. Dzisiaj mija rok od naszego rozstania. Rok to bardzo długo, bo przecież tak dobrze pamiętam jak trudne dla Puni były nasze rozstania. Nawet wtedy, gdy ja wiedziałam, że to tylko kilka minut albo najwyżej kilka godzin. Wiedziałam, aż do 4 września 2006 roku, że to nie jest rozstanie na zawsze. Dzisiaj wiem, że Punia odeszła daleko, gdzieś za Tęczowy Most i że stamtąd już nie wróci. Teraz to ja tęsknię i próbuję wierzyć, że kiedyś się spotkamy. Ale teraz najważniejsza jest pewność, że tam gdzie jest, bedzie zawsze szczęśliwa.
  13. :Rose: :modla: :bigcool: A słów mi brakuje, bo ,ze jesteści wspaniali, to brzmi banalnie.
  14. Musi być dobrze:happy1:
  15. [quote name='jayo']Mopcia jest od paru dni u nas w Wawie - miala jechac na DT, ale jest tak nieufna, ze nie pozwala na razie do siebie podejsc. [/quote] Mopcia w Warszawie? To chyba już powód, żeby zacząć się cieszyć nadzieją na coraz bliższy szczęsliwy finał?;)
  16. Gdyby można było cofnąć czas o rok, dzisiaj byłby piątek. Byłam wtedy u weterynarza- odebrałam zamówiony artrophlex, który miał podleczyć stawy Puni. Byłam pełna nadziei, ze za kilka tygodni, Punia poczuje się lepiej i będzie znowu biegać i samodzielnie wychodzić po schodach. A przede wszystkim myślałam, że będzie tu jeszcze ze mną; wiedziałam już, że nie będzie wiecznie, miała przecież 14 lat. To dużo, ale na spacerach spotykałyśmy prawie codziennie 17 letnią Jagę (dzisiaj Jaga też spaceruje po teczowych łąkach). W sobotę pojechałyśmy "za miasto", na działkę mojej przyjaciółki. Niepokoiło mnie tam, że Punia cały czas chodziła niespokojnie, nie chciała usiąść ani położyć się. Chodziłam za nią, żeby ją asekurować, bo miała też problemy ze wzrokiem. Dużo piła, znacznie więcej niż zwykle, ale wtedy sądziłam, że to z powodu upału. Później, jeszcze tam na działce, zwymiotowała. To też nie wydawało mi się groźne, zdarzało się to wcześniej, takze wtedy, gdy była okazem zdrowia. Po powrocie do domu, późnym wieczorem, przygotowałam jej kolację z ulubionym kurczakiem- miska pozostała pełna. To zdarzało się raczej rzadko. Wtedy zobaczyłam, że ma powiększony brzuszek. Tym razem się zmartwiłam, ale nie wpadłam jeszcze w panikę. Zastanawiałam się, czy te wymioty na działce, brak apetytu moga byc reakcją na lek, który podałam jej rano (ten artrophlex). W nocy kilka razy budziło mnie dreptanie Puni po mieszkaniu. W niedzielę rano pojechałam do dyżurującej lecznicy. Byłam tam pierwszy raz (i pewnie ostatni- nie wiem czy kiedykolwiek będę miała odwagę tam pójść i mam nadzieje, że nigdy nie bdzie to konieczne). Dziesięć minut później juz wiedziałam, że Punia jest ciężko chora i nie wierzyłam w to co usłyszałam, że będziemy musiały sie rozstać na zawsze. W poniedziałek- 4 września walczyłam rozpaczliwie, żeby tak sie nie stało i jednocześnie nie wierzyłam, że się uda. Nie udało się. Dzisiaj, po roku, nadal nie potrafię zrozuzumieć dlaczego?, wciąż zadaję sobie pytanie, czy gdybym tak bardzo nie bała się prawdy, Punia byłaby dzisiaj ze mną? To dobrze, że nie można cofnąć czasu o rok, ale szkoda, że nie da się też o dwa lata a najlepiej o dwanaście.
  17. :cool2: Miejmy więc nadzieje, że z sikaniem bedzie juz dobrze. A surowe mięsko? Jeżeli je chętnie, to chyba nie ma problemu? Jest podobno lepiej przyswajane niz gotowane. Ja podaję surową wołowinę . Mięso drobiowe gotuję. Na wszelki wypadek można surowe mięso sparzyć wrzątkiem.
  18. Prawdę mówiąc też mnie martwi to "nie siusianie" tak długo:-(. Czy ona próbuje sikać (tzn kuca:oops: )? Wydaje mi się małoprawdopodobne, ze gdyby to był jakis problem zdrowotny, to ujawniłby sie akurat teraz, więc jeżeli dotychczas siusiała normalnie, to może byc chyba podłoże psychiczne? A może ona gdzieś sika, tylko Ty tego nie zauważyłaś?
  19. Ponka, bardzo sie cieszę, że sunia znalazła właśnie Ciebie:multi: . Też Cie uspokoję w sprawie siusiania- moja Fraszka po całym dniu w podróży, po ok. 14 godzinach od ostatniego, porannego spaceru, też nie sikała. Byłam wtedy przerażona, bo nie przyszło mi do głowy, że to może być skutek stresu.
  20. Ponka, czy dobrze "wysledziłam", ze jest szansa, że Pandusia wkrótce wróci do Ciebie w "innym futerku"?:oops:
  21. Prawdę mówiąc mam wątpliwości, czy akurat te wakacje nad morzem były jej marzeniem:roll: i czy w tych Łazach, nie tęskniła do "knypków":evil_lol:. Ale samo morze z pewnościa sprawiło jej frajdę:lol: . To zapowiadany dowód, że Fraszka pływa:multi: [IMG]http://img62.imageshack.us/img62/6508/fraszkawmorzutf2.jpg[/IMG]
  22. Rozstałam sie z moją Punią prawie rok temu i do dzisiaj trudno mi znaleźć słowa, które mogłyby pomóc tym, którzy to przeżywają teraz. Bardzo Ci współczuję. Z perspektywy tego roku, moge Cię zapewnić, że one nie opuszczają nas nigdy.
  23. Znalazłam taki śliczy wierszyk Czy Punia wróciła w futerku Fraszki? Chyba tak. Przecież gdyby nie ona, Fraszka byłaby dzisiaj w innym domu. Chociaż tak bardzo się różnią, często zdarza mi się odnaleźć podobieństwa. Teraz na przykład myślę, że wkrótce czeka mnie ten sam problem, który przeżywałam niezmiennie od kilku lat- powrót do pracy i konieczność wyjazdu tzw. integracyjnego na dwa dni. Kiedyś bez Puni, teraz bez Fraszki. Z Punią w ciągu 12 lat rozstałam się na krótko trzy razy. Pierwszy, kiedy musiałam pojechać na ślub i wesele do Lublina. Była wtedy u mnie niespełna pół roku. Zostawiłam ją u przyjaciół, których dobrze znała. Ponieważ wyjeżdżałam bardzo wcześnie rano, zaprowadziłam ją do nich poprzedniego dnia wieczorem. Już kiedy wychodziłam od znajomych zaczęłam ryczeć, potem spędziłam bezsenną noc, wstałam opuchnieta i zła na cały świat. na wesele jechałam jak na pogrzeb. A już wtedy od dawna nie byłam małą dziewczynką:oops: . rozpaczałam nie z powodu tęsknoty, tylko dlatego, że myślałam, że Punia nie rozumie, że po nia wrócę:roll:. I chyba nie rozumiała:cool3: - później dowiedziałam się, że mimo wielokrotnego wychodzenia na spacerki, załatwiała się na balkonie. podobnie było za drugim razem, gdy została tylko na kilka godzin w domu mojego brata; wtedy koopka była na srodku pokoju:lol:. Trzeci raz została na dwa dni w naszym domku i nic sie właściwie nie działo, tylko ja dzoniłam co chwilę do domu, szukając pretekstów do rozmowy;), bo naprawdę chciałam tylko wiedzieć co u Puni. Ale moje niepokoje były uzasadnione- Punia nie chciała wychodzić na spacery z nikim, poza mną. Podobnie jest z Fraszką. Tak więc za tydzień czeka mnie "deja vu":roll:
  24. To smutne, że musiał odejść za Tęczowy Most właśnie wtedy, gdy znalazł Ciebie i może szansę na lepsze życie, gdyby był zdrowy:-(. Dzięki Tobie mógł przynajmniej spokojnie przekroczyc tę granicę. Może jednak ktoś go szuka? trudno mi uwierzyć, że ktoś pozbył się chorego psa. :shake:
×
×
  • Create New...